zielony65
16.08.09, 10:57
Tutaj pozwolę sobie odpowiedzieć Koledze ilnickyj na Jego post z
innego wątku.
"...Lata 70-te - to wielki rozwój przemysłu, showbiznesu,
marketingu, ale poza nielicznymi wyjątkami - upadek sztuki, albo
raczej - tej spontanicznej ekspresji, innowacyjności, którą
przyniosła II połowa lat 60-tych.?
Not to sprawdźmy, co to było grane na koncertach w latach 70-tych.
Koncertach, na które publika waliła drzwiami i oknami, a bilety
rozchodziły sie w kilka godzin. Zacznijmy od największych.
Led Zeppelin - X trasa koncertowa po USA i pięć koncertów w
londyńskim Earls Court (1975) oparta była na wykonaniu:
- No Quarter (25-30 minut)
- Moby Dick (jak wyżej)
- Dazed And Confused - rekordowej długości wykonanie w Seattle
17.03.75, prawie 35 minut.
W kolejnej trasie koncertowej (USA 1977), No Qurter trwał już ponad
30 minut, a w środek koncertu włączono ponad 30-minutowy "acoustic
set".
Jethro Tull - Trasa promująca Thick As A Brick (1972 USA i 1973
Europa) to przede wszystkim wykonanie utworu zasadniczego w wersji
dochodzącej do 60 minut. Kolejna trasa po USA (1973), promująca
płyte A Pasion Play to APP trwające około 50 minut,
kilkunastominutowy TAAB (tak zwany "middle bit") oraz sporo grania
solowego Martina Barre`a i Johna Evana.
Emerson, Lake & Palmer - długie wersje Tarkus i Karn Evil 9. I
Pictures At An Exhibition, a potem jeszcze Pirates.
Ten Years After - kulminacja koncertu był zwykle ponad 20-minutowy I
Can`t Keep From Crying Sometimes. Ale nie tylko, często zespół
przechodził do kilkunastominutowych improwizacji grając She Lies In
The Morning, No Title czy Standing At The Station.
Iron Butterfly - w roku 1971 zasadniczą część koncertów zespołu
staniowiły dwa utwory - In A Gadda Da Vida i Butterfly Bleu. Każdy z
rozbudowanymi improwizacjami, grubo ponad 20-minut.
Można by tak wyliczać jeszcze długo (Yes, Pink Floyd, Mountain,
itp.). Ale zapytam - gdzież tutaj była ta "komercja" i "upadek
sztuki". Ja powiedziałbym raczej, że z (niekiedy przejściowym)
odstawieniem LSD i innych prochów, poziom muzyki został wyniesiony
na niesłyszane i nieznane uprzednio poziomy. A wielce popularny jazz-
rock (fusion)? Mistrzostwo Johna McLaughlina, Chicka Corei, zespołu
Weather Report czy Herbie Hancocka? Na te koncerty przychodziły
dziesiątki tysięcy ludzi. I mało kto wychodził z nich zawiedziony.