Moje "maleństwo" pracuje w domu usamodzielniającym dla trudnej młodzieży, już wam pisałam kiedyś.
Ma pod opieką ok 11 dzieciaków od 14-18 lat.
Początki miała ciężkie. Nie mogła się "wgryźć" w to towarzystwo. Cały czas się obawiałam,że coś ją może spotkać nieprzyjemnego z ich strony.
Czas mijał i moja czujność osłabła.
W mikołajki dostała prezent od jednego- zarobiła piąchę w nos. Teraz się śmiejemy już z tego, ale wtedy nie było do śmiechu.
Rozdzielała dwóch chłopaków co się bili i przypadkowo "zarobiła".
Ma złamany nos i jest na L4.
Niby takie chojraki z tych dzieciaków a jak się to stało, ten winny rozpłakał się ze strachu i zamknął w łazience.
I to go uratowało, Aga "zmiękła" i nie będzie doniesienia na temat tego wypadku.
Jestem dumna z niej,że dała mu szanse