piotrkost
30.08.05, 14:56
Ostatnio takie mnie spostrzezenie naszło. W sobotę podjeżdżałem prostopadle
do niskiego krawężnika, nie mogłem się podsczas zakręcania zdecydować czy
zaparkuję na chodniku, czy przed nim - w efekcie tych rozważań zatrzymałem
się dokładnie na krawędzi, moto się przechyliło (a ciężkie jest) i juz nie
mogłem się utrzymać, zdążyłem na szczęście z niego zejść i delikatnie położyć.
Dzisiaj na rozwidleniu dróg też nie mogłem się zdecydować czy skręcic w
prawo, czy pojechać prosto (nie byłem pewien, która droga jest właściwa)-
zjechałem tak trochę na suche, piaszczyste pobocze i znowu gleba - tym razem
skok z motocykla, podnużek i klamka poszły sie ... (juz wiecie co).
Zły na siebie jestem, że w tak krótkim odstepie popełniłem dokładnie ten sam
błąd, a w każdym z przypadków którakolwiek z alternatyw była lepsza od tego
co zrobiłem. Upał, czy cóś.
Wniosek: jak jechać, to zdecydowanie - na szczęście przy szybszej jeździe
jakoś nie mam czasu na dywagacje.
A na pocieszenie to że całkiem ładne salta mi wychodzą podczas ewakuacji z
motocykla - widziałem swój cień na poboczu.
Zdecydowania, pozdrawiam
P. S. Wielkie dzięki dla Pana na Kawasaki Zephyr za oferowaną pomoc, ale
jakoś udało mi się przeszczepić tylny podnużek, szukałem później na
Kłobuckiej, ale Pana nie znalazłem.