Gość: Marcin Osikowicz
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
11.08.06, 15:34
Wyjeżdżałem od Darka Sudera, do którego zajrzałem bez wyraźnego powodu, ot
tak zobaczyć co ma, posmęcić. Na podwórku stał ładny Hornet 900, w sam raz
dla Sarawi. Ale Darka nie było, był leszczyk, który nie wiedział czy, nie
wiedział za ile, a w ogóle urodził się przed chwilą. Nie to nie.
Wyjazd od Darka jest tylko w prawo na ulicę Wielicką, po dwa pasy w każdą, po
środku bariera. Popatrzyłem w lewo - samochody jechały lewym pasem, prawy
wolny. Odwróciłem głowę, ruszyłem z krawężnika w prawo i o dwa centymetry
minąłem się ze Skodą Fabią.
Podniosłem motocykl, dogoniłem, zatrzymałem. Kobitka elegancka, 50 lat,
zrobione paznokcie. Rozmowa była kulturalna, nikt nie powiedział słów które
trzeba by wykropkować, takich jak ci.. na przykład. Ale oprócz tego nie było
miło. Ja uważałem, że o mało mnie nie zabiła, do czego akurat oboje się
zgodziliśmy. Ponadto uważałem, że to jej wina, co w przypadku mojego zgonu
nie robiłoby już różnicy. Ona z kolei uważała, że wyjechałem jej pod koła, a
miała prawo być na tym pasie. W każdym razie kluczową sprawą było to, czy
włączyła kierunkowskaz przed zmianą pasa na prawy, w trakcie, czy już post
factum, żeby nie powiedzieć post mortem. Rozstaliśmy się w gniewie, a ja
zapisałem numer jej samochodu, bo nie chciała wymienić wizytówek.
Miałem rację. Zrobiłem wszystko jak trzeba i w analogicznej sytuacji zrobię
tak samo. Ale jakby mnie tam na Wielickiej wkładali do worka, to ona by miała
rację.