Gość: waps
IP: *.dsl.pltn13.sbcglobal.net
12.11.06, 06:15
Wybralem sie na maly - w sumie - wypad do legendarnego Hollister. Przy tej
okazji mam wiadomosc dla tych, ktorzy narzekaja na bol tylka. Dupa pekala mi z
bolu juz po godzince walki na zatloczonej autostradzie. A wszystko dlatego, ze
na wypad skoczylem w dzinsach. W skorze dupa zaczyna pekac - przynajmniej na
moim moto - jakies poltorej godziny pozniej. Kolanka tez mnie niezle
naparzaly, ale to tak mniej wiecej po 100 milach jazy. SV650S jest wymarzonym
motem do walki na krotkich dystansach. Ale podczas dluzszych wypadow wyraznie
odczuwam minusy mojego wzrostu (1.86 i zwane nozki dlugodystansowca). A przy
okazji - Hollister, w ktorym Marlon Brando rozpetal niezly bajzel ("The wild
one": www.imdb.com/title/tt0047677/ ) okazalo sie calkiem podlym
miasteczkiem. Po klimatycznym miasteczku sprzed 60 lat nie zosltalo nawet
wspomnienie. Po zwiedzeniu bocznych uliczek udalem sie do glownej mordowni z
plakatem Brando zawieszonym w ramach szyldu. Okazalo sie, ze mordownia serwuje
glownie napoje odurzajace i nic do zjedzenia. Z towarzyszacych okolicznosci
latwo dalo sie wywnioskowac, ze specjalnoscia baru sa klopoty gwarantowane
obcym bikerom. Po blakaniu sie tu i tam, wreszcie odnalazlem miejsce, gdzie
serwowano zarcie. Miejsce nosilo znaczaca nazwe "Pain`s". Nieopodal staly
zaparkowane choppery, blyszczace na tle zasmierdzonych truckow. Well,
zamowilem hamburgera z frytami i dwie bomby piwa "Blue Moon". Po drugim piwe
brzydka barmanka zaczela nabierac powabu. To najlepszy dowod na to, ze "Blue
Moon" jest skutecznym piwkiem. Spolecznosc zalegajaca przy barze z naturalnym
wdziekiem podkreslala swoj lokalny status. Panowie i Panie, Hollister jest
miastem burackim w najdoslowniejszym tego okreslenia znaczeniu. Weekendowa
rozrywka miejscowych jest wciaganie piwka w tempie szesc flaszek na pol
godziny. Konsumpcje przyozdabia sie rechotem bez wiekszego powodu, za to z
niczym nie powodowanym rozpukiem. Obejrzalem pare bzdetow wyswietlanych na
obowiazkowym ekranie TV i spalilem gume. Chwile jeszcze poblakalem sie tu i
tam w poszukiwaniu czarno-bialego klimatu Hollister z epoki gangow
motocyklowych i udalem sie do mojego bajka. 100 mil pozniej wyladowalem w San
Francisco. Po drodze bylo troche walki na autostradzie 101, zmarzniete palce
prawej raczki, bol dupy i kolan oraz parujacy z kazdym kilometrem "Blue Moon".
Jutro lece na inna traske. Trzeba korzystac z weekendu.