marcin_osikowicz
26.12.06, 12:46
Blade
Motocykl sprzedaje się na stojąco, a kupuje kucając. Kucałem właśnie obok
żółtego fireblade’a. Tego samego, którego dwa i pół sezonu temu proponował mi
Paweł Gąsiorek. Wtedy kupiłem yamahę, a blade trafił do Krzyśka, o którym
wiedziałem tylko tyle, że zajmuje się zarabianiem pieniędzy tak intensywnie,
że nie ma czasu jeździć motocyklem. Właśnie zarabiał na nową erjedynkę,
dlatego w salonie go nie było, a obok mnie stał Adam.
- Dobry motocykl, pasowałby ci. Na tor, na drogę.
- Ile mam mu dać?
- Dwadzieścia tysięcy to maks.
Zadzwoniłem do Krzyśka.
- To bardzo dobry motocykl – powiedział.
- To niech go pan nie sprzedaje.
Obojętnym tonem zaproponowałem mu ewentualnie siedemnaście, no siedemnaście i
pół. Obiecał, że się odezwie.
Potem telefonowałem do niego jeszcze trzy razy i zgodziliśmy się na
dziewiętnaście, no dziewiętnaście i pół. Nie sprzedał.