Dodaj do ulubionych

Kolejna nieudana kontrola w Labiryncie

IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.01.04, 03:47
A widzicie smolne DUBY? Klubu miasto Miastu nie zamknie! Gora Frenkiel tak
trzymac. Niech sie ucza moresu. NIe wpuszczac, traktowac jak psow. Zamykac w
klatkach miejskich mieczakow. A jak sie kaczka jeszcze raz odezwie w sprawie
naszego Labiryntu to mu pokazac jak rzadzi miasto
Obserwuj wątek
    • Gość: Maka Re:Karać gości!!! IP: 193.0.122.* 17.01.04, 11:32
      Wszyscy uczestnicy zabaw w Labiryncie doskonale sobie zdają sprawę, że bawią
      się w nielegalnym lokalu. Należy po prostu codziennie legitymować i karać
      mandatami gości. I to powinno wystarczyć.
      • Gość: zolnierz Salceson powiedzial kiedys ze jest przesadny. IP: *.acn.waw.pl 17.01.04, 11:49
        I za nic nie pojdzie do Labiryntu bo nie wiadomo czy by z niego wyszedl. Poza
        tym, sa lepsze lokale.
        • Gość: Peppers Do Maki IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.01.04, 12:08
          Jasne! Nic lepszego nie moglas wymyslic. Po pierwsze to wcale nie jest tak, ze
          wszyscy wiedza, ze Labirynt jest nielegalny. Nie ma tam kartki na drzwiach z
          podobna informacja czy zakazu wstepu. Zreszta jakby ja wywiesic to pwenie nie
          powisialaby tam nawet 30 sekund. A jesli ktos nie czyta Gazet (jest wiele
          takich osob) lub w Warszawie jest przejazdem nie ma pojecia do jakiego klubu
          idzie. A nawet jak ma to po postawiieniu zarzutow przez policje zawsze moze
          powiedziec, ze nie wiedzial. I nikt nie udowodni mu, ze klamie. Po drugie
          wyobrazasz sobie wielka akcje policji w wielkim klubie. Skonczyloby sie to
          jedna wielka zadyma z banda lysych popieranych przez `wielkich bonzow z kasa`
          z policja. Jedna wielk kompromitacja a efektu zadnego. Niestety. Tak wlasnie
          wyglada sprawa Labiryntu. Mnie tez mierzi, ze mafia rzadzi w miescie ale nie
          mam zadnego pomyslu na to jak to zmienic.

          Pozdrawiam!
          • Gość: gość Re: Do Maki IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.01.04, 14:38
            > Mnie tez mierzi, ze mafia rzadzi w miescie ale nie
            > mam zadnego pomyslu na to jak to zmienic.

            Przy pomocy policyjnych pałek, karabinów, gazu łzawiącego, armatek wodnych, jest
            trochę środków, tylko muszą być dobre chęci, żeby coś zrobić, a nie tylko
            jakieś ruchy pozorne, prawdopodobnie uzgodnione wcześnie z gangsterami.
            • Gość: Peppers Nie! IP: *.aster.pl / *.acn.pl 17.01.04, 14:52
              Nie zgadzam sie. Panstwo musi dzialac skutecznie ale nie moze prowokowac
              zagrozenia i dzialac poza prawem. Wszczynajac silowa rozrube w Centrum miasta
              wladze stworzylyby realne zagrozenie dla mieszkancow pobliskich domow. To po
              pierwsze. Po drugie jestem pewien, ze Ci z labiryntu maja doskonalych
              prawnikow, dziennikarzy itp. Okazaloby sie zaraz, ze zatrzymano ludzi na
              ktorych tak naprawde nie ma zadnych dowodow (choc wszyscy na miescie wiedza,
              ze to kryminalisci jakich malo), ze akcja byla zle przeprowadzona i zle
              zorganizowana. Gazety zaraz by huczaly: `Policja Bandyci`, `Powrot ZOMO`,
              `Zatrzymano niewinnych ludzi`, `Panstwo uderza w obywateli`. Niestety. Mafia
              ma pieniadze, ma wiec faktyczna wladze (przynajmniej medialna). Wielu ludzi
              uwierzyloby w te brednie (a nawet jesli nie to w Polsce jest wielu takich-
              nawet porzadnych obywateli- co nienawidza policji z roznych wzgledow),
              mafiosow zwolniono by z braku dowodow, polecialyby glowy w policji (co
              gangsterom byloby zdecydowanie na reke), a w Warszawie i kraju wzrosly by
              antypanstwowe i antypolicyjne nastroje. I tyle byloby ze zbrojnej akcji w
              Labiryncie. A nich by jeszcze przypadkiem ktos postronny ucierpial podczas
              strzelaniny. Wtedy pewna byla by juz dymisja komendanta glownego i zamrozenie
              jakich kolwiek funduszy na rozwoj jednostek specjalnych. I kto bylby gora?
              Mieszkancy? Nie! Oczywiscie gangsterzy. Taka jest smutna prawda. I niestety
              chyba nikt nie wie jak ta sprawe rozwiazac.

              Pozdrawiam!
              • Gość: gość Re: Nie! IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.01.04, 19:04
                Ale kto mówi o strzelaninie? Jak "klub" działa nielegalnie i nie można nic z tym zrobić,
                to wysyła się oddziały z pałami, które "wypraszają" łysych, agresywnych
                pałują i ładują do ciężarówek, a "klub" zamykają, pieczętują i koniec imprezy. Oczywiście
                właściciele dostają rachunek za interwencję.
              • Gość: Miasto Kaczki moga nam skopczyc IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.01.04, 21:07
                • Gość: Peppers Do Goscia IP: *.aster.pl / *.aster.pl 17.01.04, 22:10
                  Nie wazne czy to beda paly czy pistolety ne kumowe kule. Efekt bylby taki jak
                  napisalem powyzej. A na to naszej policji nie stac. Zreszta nawet jak ludzie
                  byliby za taka akcja to nic by on nie przyniosla. Wlascicieli dyskoteki i tak
                  by nie sprzatneli a jesli nawet to wypusciliby ich za kilka godzin za kaucja
                  lub z braku podstaw do zatrzymania. Podobnie byloby z `imprezowiczami`.
                  Przeciez klub nie ma naklejone na drzwiach- dzialamy nielegalnie. Policja
                  narobilaby sobie tylko klopotu, bo zatrzymalaby mase ludzi, ktorych zaraz
                  musieliby wypuscic. A Ci ludzie skarzyli by potem policje o bezpodsawne
                  zatrzymanie. Bo w koncu jesli ktos przyjechal z poza Warszawy lub nie czyta
                  gazet nie ma obowiazku wiedziec, ze duza dyskotek w samym centrum miasta jest
                  nielegalna. A nawet jesli o tym wie, to na policji i tak powie, ze nie wie i
                  nikt nie udowodni mu klamstwa.

                  Pozdrawiam!
    • Gość: g-ki bredzisz IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 18.01.04, 00:56

      http://www.bik.pl/tomek/lwowska/skandal/gw6-11-2001.htm
      GAZETA WYBORCZA z 6.11.2001

      Dembud i przyjaciele

      Iwona Szpala, Agnieszka Zielińska, Jan Fusiecki (06-11-01 17:22)
      Dembud to spółdzielnia wyjątkowa: prezes jest radnym w warszawskiej gminie
      Centrum, w której inwestuje. Spółdzielnia wygrywa przetargi na grunty, choć nie
      zawsze płaci najwięcej. Po umiarkowanych cenach sprzedaje wytworne mieszkania.
      Dembud upodobali sobie znani politycy, popularni aktorzy, wysocy urzędnicy

      Urzędnicy są wobec niej wyjątkowo wyrozumiali, godzą się na wszystkie prośby
      spółdzielni, np. zmianę przeznaczenia budynku, zwiększenie liczby kondygnacji,
      zabudowę terenów zielonych. Ci liberalni urzędnicy to w dużej mierze
      spółdzielcy Dembudu. Mając wśród swoich członków kwiat warszawskiego samorządu
      z prezydentem Warszawy włącznie, Dembud stał się symbolem firmy, która odnosi
      sukcesy metodami przez wielu uznanymi za kontrowersyjne.

      Mam 63 znanych polityków

      Prezes Dembudu Witold Romanowski to były zapaśnik, dziś kibic sportowy i
      przedsiębiorca. Chwali się: - Jesteśmy najpotężniejszą spółdzielnią warszawską.
      Wybudowaliśmy mieszkania dla około sześciu tysięcy ludzi w siedem lat. Mam u
      siebie 63 znanych polityków, czyli dokładnie tylu, ile dni trwało Powstanie
      Warszawskie.

      Prezes Romanowski wspomina telefon od dziennikarza znanego tygodnika, który za
      udostępnienie listy członków spółdzielni proponował pieniądze. Romanowski
      odmówił.

      - Wszyscy myślą pewnie, że Romanowski chodził za politykami i aktorami i
      prosił, żeby u niego zamieszkali, ale ja nigdy za nikim nie biegałem - mówi
      prezes Dembudu. - Politycy sami do nas przychodzili: "Słuchaj, potrzebuję
      mieszkania dla dziecka, dla znajomego itd.". A my im pomagaliśmy i nie widzę w
      tym nic złego. Znani ludzie lubią po prostu mieszkać w znanym towarzystwie. Gdy
      na przykład zamieszkał u nas Piotrek Fronczewski, zaraz pojawiło się sporo
      znanych aktorów. Ania Romantowska z mężem Jackiem Bromskim, Kolberger,
      Zającówna. Nawet Gołota ma u nas mieszkanie!

      W domach Dembudu zamieszkali też ludzie związani z "Pruszkowem". Romanowski: -
      Nie mam możliwości sprawdzić, kto u mnie kupuje mieszkanie. Na przykład "Masę"
      [jeden z bossów gangu pruszkowskiego, dziś świadek koronny - red.] poznałem
      dopiero ze zdjęcia w gazecie... Oni podkupywali mieszkania. Nie znałem ich.
      Dopiero potem się okazało, ludzie zaczęli mi mówić. "Pershing" [nieżyjący już
      szef gangu pruszkowskiego - red.] wynajmował u nas. Dotąd stoi po nim wolne
      mieszkanie, stoi toyota. Był "Belfegor" [zatrzymany w sierpniu przez UOP
      członek gangu zajmującego się handlem kokainą - red.], ale go
      wsadzono. "Słowik" też u nas był. Ale wynajmuje. Z rodziny D. [domniemani
      przywódcy gangu pruszkowskiego - red.] mieszkało trzech czy czterech. Młody D.
      z prezydentem Piskorskim mieszkał drzwi w drzwi. Paweł musiał się stąd
      wyprowadzić! - mówi Witold Romanowski.

      Romanowski jest na "ty" z najważniejszymi osobami w mieście: - Paweł Piskorski
      był członkiem-założycielem naszej spółdzielni, znamy się od lat. Razem
      działaliśmy w Kongresie Liberalno-Demokratycznym. To przy mnie Paweł stawiał
      pierwsze kroki na giełdzie.

      Prezydent Warszawy odwzajemnia się Romanowskiemu superlatywami. - Dembud jest
      jedną z najlepszych spółdzielni w Warszawie - mówił "Gazecie". - To uczciwa i
      dobra firma - nie ma cienia wątpliwości. Wygrywa przetargi w gminie Centrum
      tylko dlatego, że daje najlepszą cenę albo najlepszą ofertę. A w kilku
      wypadkach przegrała.

      Romanowski wiele lat działał w gminnej komisji inżynierii komunalnej i
      gospodarki miejskiej oraz w komisji rewizyjnej dzielnicy Wola. Jako radny
      powinien reprezentować interesy mieszkańców, jako prezes spółdzielni -
      spółdzielców.

      Zdaniem działaczy antykorupcyjnej organizacji Transparency International
      łączenie działalności inwestycyjnej z wykonywaniem mandatu społecznego na tym
      samym terenie to klasyczny konflikt interesów. Prezes Dembudu nie widzi w tym
      nic nagannego. Mówi, że działa na dwóch polach, bo chce coś po sobie zostawić.
      Poza tym sponsoruje wydawnictwa, wspomaga biednych.

      Zapewnia też, że jego spółdzielcy kupili mieszkanie uczciwie. Skądinąd
      zapłacili niewiele, np. metr kwadratowy mieszkania w tzw. osiedlu prezydenckim
      (przy ul. Słomińskiego) kosztował ok. 3 tys. zł, czyli - mimo dobrej
      lokalizacji i wysokiego standardu - znacznie mniej od średniej ceny mieszkań w
      tym rejonie.

      - Dwa, trzy lata temu za mieszkanie w tym rejonie i w domu o takim standardzie
      można było uzyskać 5 tys. zł za m kw. - mówi Bohdan Grochowski, specjalista ds.
      obrotu nieruchomościami z firmy Viterra Baupartner.

      - Na tym polega fenomen naszej spółdzielni, że budujemy tanio i dobrze. Aby
      sprzedać mieszkanie, nie musimy dawać ogłoszeń w prasie, rozchodzą się jak
      świeże bułeczki - mówi Romanowski.



      Znajomi polecają znajomym, czasem mieszkania kupują zupełnie przypadkowe osoby.
      Zdaniem jego przeciwników Dembud buduje tanio, bo dzięki dobrym stosunkom z
      urzędnikami tanio uzyskuje grunty, a budując, cieszy się wyjątkową
      przychylnością urzędów. Mechanizm jest taki: osoby wpływowe kupują mieszkania
      po atrakcyjnej cenie, np. wspomniane 3 tys. zł za metr w apartamentowcu. Aktor,
      polityk czy urzędnik nie musi tam zamieszkać. Może mieszkanie wynająć lub
      sprzedać z zyskiem po cenie wolnorynkowej na rynku wtórnym. Tak powstaje rzesza
      sympatyków spółdzielni, którzy wiele mogą.

      Oficerowie lokatorzy

      Prezydent Piskorski ma w Dembudzie dwa mieszkania (ponad 100 i 200 m kw. z
      ogromnym tarasem). Na tym samym osiedlu mieszka wiceprezydent Warszawy Wojciech
      Kozak. Wśród spółdzielców Dembudu jest Jerzy Hertel z zarządu gminy Centrum,
      obecnie poseł PO, oraz Łukasz Abgarowicz, do ostatnich wyborów radny gminy
      Centrum, dziś płocki poseł PO. W radzie nadzorczej spółdzielni odnajdujemy zaś
      Pawła Bujalskiego, byłego zastępcę prezydenta w gminie Centrum, dziś dyrektora
      Pałacu Kultury i Nauki.

      - Ola Piskorska [żona prezydenta Warszawy i warszawska radna - red.] też wzięła
      olbrzymi kredyt i buduje u nas mieszkanie. Nad Pawłem Piskorskim mieszka Artur
      Jarczyński [radny, zamożny restaurator - red.] - mówi Witold Romanowski.

      Kozak, Hertel, Bujalski i Abgarowicz to najbliżsi współpracownicy Piskorskiego,
      tzw. oficerowie prezydenta, stanowią trzon jego politycznej drużyny w
      Warszawie. To oni - początkowo jako politycy Unii Wolności, a obecnie Platformy
      Obywatelskiej - współrządzili Warszawą od 1994 r. Ze względu na wysoką pozycję
      w lokalnych strukturach władzy zajmowali najatrakcyjniejsze stanowiska w
      warszawskim samorządzie. Po powstaniu PO zdominowali warszawską Platformę.

      Bujalski - jeden z najbliższych przyjaciół prezesa Romanowskiego, szara
      eminencja Dembudu - wywodzi się z podziemnych struktur wolskiej "Solidarności".
      W latach 90. jego nazwisko pojawia się obok Macieja Zalewskiego, Andrzeja
      Urbańskiego i kontrolowanej przez Porozumienie Centrum spółki Telegraf, do
      której firmy m.in. państwowe wpompowały kilka milionów dolarów. We wczesnych
      latach 90. Bujalski był jednym z założycieli fundacji Wola, która Telegraf
      finansowała. Datki na fundację wpłacali m.in. ludzie starający się o dzierżawę
      od gminy lokali użytkowych.

      Bujalski był pierwszym burmistrzem Woli. Jego samorządową karierę przerwał na
      krótko incydent - po pijanemu rozbił służbowego poloneza i musiał odejść ze
      stanowiska. Jednak w 1991 r. został prezesem Wolskiej Izby Przemysłowo-
      Handlowej. Gmina miała w niej udziały i wpływ na obsadzanie stanowisk.

      W kierowaniu Izbą pomagali Bujalskiemu m.in. Romanowski i Elżbieta Solarska,
      także działaczka spółdzielcza z Dembudu, która potem wejdzie do władz dzielnicy
      Śródmieście (wtedy prowadziła hurtownię materiałów biurowych). Biznesmeni-
      udziałowcy Izby tworzą zamknięty krąg - relaksują się w luksusowym klubie
      odnowy biologicznej, integrują się na wernisażach i wycieczkach or
      • Gość: Peppers I co? IP: *.aster.pl / *.acn.pl 18.01.04, 12:59
        I co ten artykul mial mi pokazac? To jest jedynie dziennikarskie sledztwo,
        zadne dowody. To po pierwsze. Po drugie Ci ludzie maja takich prawnikow, ze
        oczysciliby ich z tych zarzutow. Po trzecie te powiazania ida tak wysoko, ze
        prokuratura po cichu ukrecilaby leb sprawie. Po czwarte nie mozna aresztowac
        czlowieka za jedno a karac za drugie. Nawet jakby postawiono im zarzuty na
        podstawie Twojego arykulu to za sprawe `Labiryntu` policja i tak musialaby
        beknac gdyby doszlo do zbrojnej konfrontacji.

        Pozdrawiam!
        • Gość: jaa_ga Re: I co? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.01.04, 13:25
          Peppers...co Ci???
          • Gość: Peppers ??? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.01.04, 20:51
            To znaczy???

            Pozdrawiam!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka