Dodaj do ulubionych

Sushizushi

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.09, 15:19
Niestety! Maciej Nowak wielkim miłośnikiem jedzenia i smakoszem
jest, ale powinien zacząć stosować chwyty Louisa De Fines'a
ze "Skrzydełko czy nóżka". Po prostu jest osobą - by tak rzecz - co
namniej rozpoznawalną w kręgach gastronoimicznych a także - co sam
niekiedy podkreśla - zaprzyjaźnioną z coponiektórymi restauratorami.
Tuszę więc, że jest obsługiwany wszędzie w sposób daleki
od "standardu" przeznaczonego dla zwykłego i nierozpoznawalnego
publicznie smakosza. A takich jest przecież trochę.
Ponieważ konkurs jest arcysubiektywny i oparty o gusta i
reminiscencje kulinarne, a także wrażenia wyniesione z knajpek
warszawskich przez Macieja NOwaka - trudo - świetnie - my szarzy
smakosze musimy zadowolić się takimi, a nie innymi nominacjami.
Jedyną naszą pociechą jest to, że można odpowiednio knjpę i jedzenie
skomentować czy też przytoczyć argumenty wskazujące na plusy lub
minusy nominatów.
Ot ja pozwolę sobie popastwić się nieco (i podduśić na masełku)
Sushi Zushi. Tym bardziej czuję się do tego uprawniony, iż znam (a
czasem należałoby powiedzieć zanałem) wszystkie poprzednie wcielenia
tej suszolanczowni (bo inaczej trudno to dziś nazwać) poprzez
znajomość osób tworzących obecnie zespół inkryminowanej knajpki.
Talent Pana Maćka do sprzedania onegdaj "czegoś pieczonego" w
Sakhanie na Moliera dorównywał szczytom Tatr. Wrażenia były cudowne
a konwersacja niewymuszona a inteligentna. Czasem zaskakujące, nowe
połączenia stawały się cudownym zwieńczeniem wieczoru. I ... to se
ne vrati!
Sakhana - nadal poprawna,ale bez "pazurka", za to nadzieja na
kontynuację w SushiZushi - wielce płonna. Niestety, i w tym
przypadku widać że lepsze jest wrogiem dobrego i stało się. W
Sakhanie przynajmniej kelnerki i kucharze interesowali się - a
przynajmniej sprawiali takie wrażenie - swoimi klientami. Zwłaszcza
tymi siedzącymi przy pustym talerzyku. Byłem w SushiZushi trzy razy.
Pierwszym razem - siedząc z trojgiem zakochanych w sushi przyjaciół
i czekając 45 minut na zamówione dania - sądziłem , że to choroba
wieku dziecięcego, rozruch, trema, nowe miejsce, etc.
Drugim razem - nauczony przykrym doświadczeniem razu pierwszego -
pokłoniłem się Panu Maćkowi licząc delikatnie na jego nadzór (z
tytułu "starej" znajomości z Moliera) nad jakością i czasem obsługi.
Nic z tego! Podchodziłem od stolika do baru 4 (sic!) razy z
częstotliwością ca 10 minut, aby usłyszeć, "już już, dwie minutki".
Ponieważ był to lunch służbowy, ja zapraszałem przeprosiłem mojego
towarzysza niedoli. Następnym razem umówiliśmy sie już bez
eksperymentowania w... Izumi.
Trzecim razem - pomyśłałem, dam szansę -tamte dwa pierwsze to
pewnie wpadka. Było z gruntu podobnie.
Ale co najważniejsze - potrawy zarówno sashimi, jak nigiri czy maki
nie przedstawiały swoim smakiem i widokiem niczego nadzwyczajnego a
tym bardziej nie były godne Panamaćkowego rozpływania się. Gdyby nie
to, że Pan Maciej Nowak z niejednego garnka jadł i widać, że dobre
jedzenie to podstawa, rzekłbym cytując moją ŚP babcię "nie widziała
dupa słońca - ogorzała od miesiąca".
Ponieważ uwielbiam sushi i od lat je jadam, nie korzystam na ogół z
karty dyktując kelnerowi lub kucharzowi z pamięci gatunki ryb z
dodaniem tylko formy która mnie interesuje (sashimi, nigiri, maki,
tempura, etc.) Tę zasadę dwa razy starałem się zastosować i w Sushi
zushi, ale ...za trzecim razem odpuściłem. Dlaczego? Ponieważ
usłyszałem kilkakroć: katsuo - nie, nie mamy, wahoo - nie, niestety
nie mamy, shimaaji - no niestety, też nie mamy, Wie Pan! to nie
Izumi!!! (tak właśnie!).
Dlatego - sorewicz, Panie Maćku zarówno smakoszu i recenzencie jak i
właścielu Zushi - nie przekonacie mnie prędko do
odwiedzenia "Waszego" miejsca dobrowolnie.
Tym bardziej mi przykro - ponieważ z zadowolonego klienta stałem
się - mimo wyrozumiałości i prób ratunkowych - niezadowolonym
klientem ZushiSushi. A tego w kulinariach szybko się nie wybacza.
Pozdrawiam i idę sushić na Pl. Zbawiciela.

Grzegs
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka