Gość: nika100
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
13.04.10, 08:18
Nie mam żałoby, miałam jak umarł mój tata, mama, dziadek. Umarł dla
mnie nikt i mam się smucić? Nie przepadałam za nim za jego życia, co
do jego prezydentury w Warszawie miałam wiele negatywnych uwag, nie
znałam nikogo z samolotu osobiście. Nie należałam do żadnej partii i
dalej nie mam zamiaru. Szukam powodu aby się smucić dłużej niż chwilę
i nie znajduję. Żal jaki poczułam po przejrzeniu wiadomości w necie
trwał może parę godzin. Życie toczy się dalej. Mam swoje problemy:
dzieci, kota i rodzinę bliższą i dalszą, którą kocham. Pracę i pomoc
innym.
Nie czuję potrzeby manifestowania żałoby. Nie obsmarowywałam żadnego
z nieżyjących z tej katastrofy samolotu. Nie czuję wyrzutów sumienia
i jednocześnie rozumiem, że dziennikarze i inni politycy mogą czuć
się głupio i dlatego mają łzy w oczach.
Ja to odczuwam jako hipokryzję.
Rozpacz po rodzicach, ich córki jest wstrząsająca. Ale pozostali?
Rozumiem znajomi, przyjaciele, ale raptem się okazuje, że wszyscy go
kochali tylko za życie nie mogli tego okazać. Katastrofa sama w sobie
jest straszna, podobnie jak katastrofa Air France, który spadł i też
nikt nie przeżył.
Żałoba uszlachetnia, czy raptem wszyscy Polacy chcą się lepiej
poczuć? Wygląda na to że większość tak.
Ja mam dobry humor, nie smucę się, ale i nie cieszę, pochylam głowę
nad śmiercią i mówię: Oni już wiedzą jak to jest.
I z całą mocą żyję własnym życiem.
Może to jest ważne, ale nie oglądam TV, nie słucham radia, często
siedzę w necie, ale czytam to co chcę. Taka jest różnica między mną a
większością Polaków. Acha i nie mam flagi na balkonie.
Pozdrawiam wszystkich, którzy czują się osamotnieni i zastanawiają
się czy są normalni.
Jesteście jak najbardziej.