pan_pndzelek
20.05.04, 01:05
To smaczny dialog jest:
Skończyłem pracę.
Chwile później wsiadłem do taksówki. Zapytałem grzecznie taksówkarza, czy
mogę zapalić.
-Niech pan pali. W porównaniu z tym, czym trujemy się na co dzień, to małe
piwo.- odpowiedział zrezygnowany.
Zaciągnąłem się papierosem. Taksówkarz kontunuował.
-Jak tak cały dzień pojeżdżę w tych spalinach to już jest mi wszystko jedno.
A jeszcze to jedzenie....
-Jakie jedzenie? - zapytałem, aby podtrzymać rozmowę.
-Jak to jakie? To, którym nas trują. Niech pan weźmie taką szynkę, Po jednym
dniu zielona wychodzi z lodówki. W ogóle wędlina teraz się nie nadaje do
jedzenia.
Podobnie kurczaki. Pędzone na mączce rybnej i dlatego śmierdzą rybą.
-Rybą ? - zdziwiłem się
-A co? Nie wąchał pan?
Wąchaliście kiedyś kurczaki? Czy tylko ja taki nieżyciowy jestem i nie
obwąchuję drobiu?
-Wie pan, ja nie bardzo lubie drób, więc staram się nie jeść. I nie wącham...
-Ale inne mięso pan je? - zapytał
-No pewnie. Bardzo lubię wieprzowinę.
-Żartuje pan? A wie pan z czego ona jest? - odwrócił się do mnie.
-Ze świni, a z czego ma być? - zdziwiłem się pytaniem.
-E tam ze świni. Ja im panie za grosz nie wierzę. Nawet jeśli spotka pan
prawdziwe mięso, to i tak pewnie jest starsze od pana...
Zaniepokoiłem się nieco. Jakoś nigdy nie rozmyślałem nad wiekiem mojego
kotleta, ale to, co mówił taksówkarz, mnie zainteresowało.
-Z mięsa zawsze mogę zrezygnować. Wystarczy mi żółty ser.
-No coś pan? Przecież to śmierdzi!
-Też rybą? - grzecznie, acz ironicznie się dopytywałem
-Niech pan sobie żartów nie stroi. Dokładają tam świństw żeby szybciej serzał.
-Co robił???
-Serzał. Żeby ser był dobry to trzeba dużo czekać. A oni sypią jakieś
paskudztwo i raz, dwa, trzy mają ser. A pan to je – popatrzył na mnie z
obrzydzeniem. - Albo weź pan chleb. Tam niemal nie ma mąki. Same
spulchniacze, przeciwpleśniacze, odświeżacze... Pan pewnie nie jadł takiego
wsiowego chleba, który zaraz robi się czersty i pleśnieje. Taki jest dobry.
Zapatrzyłem się na przejeżdżające samochodu. Moim zdaniem spleśniały i
czerstwy chleb nie koniecznie jest najlepszy... Pomijajc, że ja niemal
wychowywałem się na wsi i piec na zakwasie z prawdziwego pieca chlebowego nie
raz jadłem. Świeżutki i pachnący. I czerswiał normalnie, a nie tak od razu.
Myślicie, że moja prababcia sypała do niego odświeżacz...?
-... albo ten nabiał. Za nic do ust tego nie wezmę. - taksókarz cały czas do
mnie rozmawiał. - Amerykanie wykupili już wszytsko i trują nas tymi
aktimelami. I z tego amerykańskiego mleka to robią.
Skołował mnie dokładnie, do usiłowałem sobie wyobrazić kwestię transportu
mleka z Ameryki i zamajaczyły mi przed oczami latające krowy. Otrząsnąłem się
szybko.
-Nawet jak amerykańskie, to przecież mleko takie same dają... - usiłowałem
się wtrącić
-A widział pan? - zaskoczył mnie.
-Amerykańską krowę? Nie...
-No widzisz pan, ja panu mówię, że to się nie nadaje do niczego. I niech pan
uważa na zieleninę. Takie ładne pomidory teraz sprzedają. Zatrute wszystkie! -
krzyknął
-Czym?!
-Denaturatem. Dlatego takie ładne, bo wszystkie robale wyzdychały od tego.
-No to chyba dobrze, że nie robaczywe
(Ratunku, czy pomidor może być robaczywy??)
-No właśnie niedobrze. Jak jest robaczywy, to wie pan, że on jest zdrowy.
-Robal?
-Nie, pomidor. Trzeba kupować takie małe, powykrzywiane i z parchami. Takie
są najlepsze. Inne owoce i warzywa zresztą też.
Podjechaliśmy pod nasz dom. Zapłaciłem za kurs. Oszołomiony wychodziłem z
samochodu. W ostatniej chwili odwróciłem się i zapytałem.
-To co w takim razie pan jada?
-Kaszę gryczaną. Bardzo lubię.
W domu czekała na mnie kolacja. Były chrupiące bułeczki (pewnie ze
spulchniaczem) z masełkiem (ciekawe skąd było mleko) szyneczka (wolę nie
zastanawiać się ile miała lat i na ilu nogach chodziła za zycia) ser żółty
(pewnie szybko serzejący) i dorodny pomidor (bez śladów parchów i bez robala).
Bosski chce mnie otruć...
Ps.
Nie mamy w domu ani ziarenka kaszy gryczanej...
Jest jaglana.
Wyrzucić?
Źródło:
igorek.blog.pl/archiwum/index.php?nid=4752803
.