Dodaj do ulubionych

WIEDEN _ PRZECZYTAJ NIE POZAŁUJESZ

IP: *.trybunal.gov.pl 21.09.04, 16:15
Wiele ostatnio dzieje się na linii kibice-działacze. I nie są to rzeczy
dobre, ale wprost przeciwnie - nie ma w nich nic pozytywnego. Klub wciąż ma
pretensje do swoich fanów, fani jednoznacznie wyrażają swoją opinię w tym
temacie. Pewne jest jedno, z działaczami klubu nikt nie wygra i obserwując
kibiców Legii można odnieść wrażenie, że powoli mają wszystkiego dość.
Ciekawe, kiedy do takich samych wniosków dojdą włodarze warszawskiej Legii.
Może wtedy uczynią krok, który zbliży nas wszystkich do normalności? Poniżej
przeczytacie kometarz Stowarzyszenia Kibiców Legii Warszawa, dotyczący
ostatnich wyjazdowych spotkań Legii Warszawa w Wiedniu i Łęcznej. A wyjaśnia
on naprawdę wiele.

"Ręce opadają. Prezes Legii, Piotr Zygo, ma kłopoty z pomięcią. Jeszcze w
Warszawie, przed meczem z Austrią, mówił, a potwierdzał jego słowa Jacek
Bednarz, że w stołecznych kasach będzie 2 tysiące biletów, a dodatkowa pula
będzie do kupienia w Wiedniu. W dodatku kupno wejściówki było możliwe bez
identyfikatorów, a jedynie po podaniu danych osobowych. Po meczu z Austrią
prezes zmienił zdanie.

Ze zgrozą zobaczył, że na trybunach jest dwa tysiące kibiców więcej, niż się
spodziewał. Cóż za zaskoczenie! Legia ma licznych kibiców, którzy wykupili w
Wiedniu zapowiedzianą przez władze klubu liczbę wejściówek! W dodatku po
niższej niż w Warszawie cenie i ze zniżkami, o których także na Legii
przypadkiem zapomniano. "My sprzedawaliśmy bilety tym, którzy mieli
identyfikatory PZPN" - dodał prezes. Cytat z oficjalnej strony internetowej
klubu (pisownia oryginalna): "Osoby nie posiadających identyfikatorów PZPN
przy zakupie biletu zobowiązane są do podania nazwiska i imienia, nr pesel
oraz miejsca zamieszkania celem umieszczenia na liście wyjazdowej".

Ręce opadają. Jeszcze przed zajściami na stadionie Ernsta Happela,
przedstawiciel Sekcji Sympatyków widząc, że pomiędzy kibicami i policją
dochodzi do przepychanek oraz, że policja jest kompletnie nieprzygotowana do
zabezpieczenia sektora dzwonił do pana Jacka Bednarza, prosząc o interwencję
u organizatorów meczu w sprawie wycofania funkcjonariuszy poza sektor, co
niewątpliwie zapobiegłoby awanturze. Prośba pozostała prośbą, a policja
zamiast wyprowadzić – wprowadziła kolejny pluton funkcjonariuszy do sektora.
Nowe oddziały policji już po wejściu zaczęły przepychanki z kibicami, co z
kolei doprowadziło do bójki... Gdy na trybunach nie było już sił
bezpieczeństwa, atmosfera uspokoiła się momentalnie. Poza tym, według naszych
obserwacji, w trwającym kilkadziesiąt sekund starciu z policją, brało udział
zaledwie około 30 osób. W tym kontekście inaczej brzmią doniesienia o bandach
legionistów, które wywróciły stadion do góry nogami, a gazety, które tytułują
artykuły, pisząc o "Warszawskich chuliganach, którzy rozbili Wiedeń", czy
o "Polskiej demolce w Wiedniu", kompromitują się.

Ręce opadają. Prezes Zygo wie lepiej, co myślą piłkarze, niż oni sami. "Są
wściekli!" - powiedział, zapytany co sądzą o zajściach w Wiedniu. Które,
dodajmy, miały miejsce jeszcze przed tym, gdy wybiegli na przedmeczową
rozgrzewkę, więc nie mieli nawet szans ich widzieć. Dziwne jednak, że sami
zainteresowani nie wyrażają zbulwersowania tak dosadnie.

Piotr Włodarczyk: "Dziękujemy kibicom. Przez całe spotkanie wspaniale nas
dopingowali".

Łukasz Surma: "Austriacy przez długi czas patrzyli na naszą grę z
niedowierzaniem. Także na naszych kibiców, którzy dali popis".

Tomasz Jarzębowski: "Kibice dopingowali nas wspaniale, mimo że było ich o
wiele mniej, było ich bardzo dobrze słychać.Mamy nadzieję, że w Warszawie
stadion zapełni się do ostatniego miejsca".

Marek Saganowski: "Rzeczywiście, kibice byli fantastyczni".

Wojciech Szala: "W czasie dzisiejszego meczu, czasem czuliśmy się tak,
jakbyśmy grali u siebie. Wspaniały i głośny doping naszych kibiców docierał
do nas i dodawał nam skrzydeł. Przy tak wielu kibicach grało nam się bardzo
dobrze. Oby tak było w Warszawie".

Artur Boruc: "Byliśmy przed meczem pod wrażeniem liczby naszych kibiców, jaka
zdecydowała się wybrać do Wiednia. Później ilość przeszła w jakość, przez
cały mecz było ich słychać, zachowywali się wspaniale. Bardzo im dziękujemy".

W co gra zatem prezes Zygo, próbując wciągnąć do wojny z kibicami również
piłkarzy?

Ręce opadają. Razem z regulaminem stadionu, Legia dostała od Austrii Wiedeń
informację, że jeśli warszawscy kibice chcą wnieść na mecz flagi, sektorówki,
kartony czy folię, z której powstają duże wzory, to muszą wcześniej
przygotować ich listę. Zupełnie przypadkiem o tym fakcie kibice dowiedzieli
się dopiero, gdy ochrona zaczęła wyrzucać pierwsze flagi i folię do
śmietników. Na politykę informacyjną i współpracę z prezesem Zygo
narzekaliśmy już w czasie debaty w TVN24.

"Poprawi się!" - zapewniali prezesi ITI i klubu. Rzeczywiście, tego wieczora
na Praterze dostrzegliśmy oszałamiające zmiany.

Ręce opadają. Kilkunastu kibiców Legii zostało zatrzymanych przez austriacką
policję. Tylko skąd dziennikarze i klub mają wiedzieć, że duża część z nich
została po godzinie przeproszona i zwolniona, gdyż ich zatrzymanie okazało
się pomyłką? Dlaczego promil zatrzymanych w największej w historii Legii
grupie kibiców na europejskim wyjeździe, jest sensacją, którą przedkłada się
nad wspaniały doping reszty?

Ręce opadają. Robert Błoński z Gazety Wyborczej nie widzi niczego złego w
tym, że Górnik Łęczna zamknął bramy stadionu przed kibicami, którzy wcześniej
wykupili na ten mecz bilety i posiadali oficjalne identyfikatory. Nie
przeszkadza mu to skupiać się w swoim felietonie wyłącznie na grupie
kilkudziesięciu osób, które chciały bilety kupić na miejscu, a których
pozbawił takiej możliwości PZPN. Nie uwzględnił bowiem w swojej uchwale
drobnego faktu, że Legia ma również kibiców poza Warszawa (np. w Lublinie,
Chełmie czy Radzyniu Podlaskim). Trudno spodziewać się, żeby tacy kibice
dzień wcześniej jeździli specjalnie do Warszawy 300 kilometrów po bilet,
skoro do stadionu w Łęcznej mają ich 30. Górnik nie zna takich problemów -
poza Łęczną i okolicami nikt się nim nie interesuje. W dodatku - czego pan
Błoński nie ma szans wiedzieć, bo opisywanej przez siebie sytuacji nawet nie
widział - nikt nie był w stanie wytłumaczyć przedstawicielom Stowarzyszenia,
dlaczego po wpuszczeniu pierwszych 100 kibiców zaprzestano wpuszczania
kogokolwiek. A prezes Legii - mimo pozytywnej opinii delegata PZPN i szefa
policji - nie wyraził zgody na to, by resztę fanów jednak wpuścić na sektor.
W wypowiedzi na łamach prasy prezes Zygo oczywiście tłumaczy, że nic nie mógł
zrobić
- "Przyjechałem kilka minut przed meczem, nie miałem więc wpływu na tę
decyzję" - mówi prezes Zygo. Widać nie chce pamiętać, że pierwszą informacje
o problemach z wejściem na mecz otrzymał na pół godziny przed rozpoczęciem
meczu, a w negocjacjach Sekcji Sympatyków z organizatorami i policją,
trwającymi jeszcze w pierwszej połowie ustalono, że wystarczy właśnie zgoda
prezesa Zygo, żeby kibice mogli zobaczyć mecz. Zgody nie było, bo prezes ma
swoje zasady. Niezależnie więc, czy ktoś miał bilet, czy nie - musiał zostać
pod bramą.

Najśmieszniejsze jednak jest to, że koronny argument ludzi, nie mających
pojęcia o regułach wyjazdowych, brzmi: kibice Legii nie mają kart
chipowych. "Próbowali sforsować bramy, choć nie mieli wymaganych przez PZPN
kart chipowych" – pisze Błoński. Otóż mają - najwięcej w Polsce. Mniej więcej
2 tysiące. Widząc gorliwość w szukaniu prawdy, jesteśmy przekonani, że Gazeta
włączy się z nami w akcję uzyskiwania odszkodowań dla tych fanów, którzy
mimo, że mieli bilety, nie zostali wpuszczeni na mecz.

Ręce opadają. Po meczu, na którym 4 tysišce legionistów zamieniło Wiedeń w
Warszawę, prezes Zygo próbuje forsować pomysł o zakazie wyjazdowym.
Przypominamy tylko, że takie zakazy wielokrotnie nakładał
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka