Gość: komagane
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
22.12.04, 15:10
Święta, czas radości, spokoju i pojednania. Czas pamięci o tym, że narodził
się Zbawiciel, który przyniósł nam odkupienie. Wszyscy się kochamy i zyczymy
sobie jak najlepiej.
Nie wszyscy.
Tradycja nakazuje święta uczcić obficie. W sklepach szał zakupów, boczki,
kurczaki i indyki "idą" tysiącami, a w wannach szamocza się karpie. Zawsze
mnie to zastanawiało, jak można pogodzić tradycję żłóbka, osiołka i wołu
chuchającego na nowo narodzone Dzieciątko, tradycję dzielenia sie opłatkiem z
domowymi zwierzetami - z tradycją stołu uginającego sie od potraw, dla
których przygotowania trzeba było te zwierzątka ukatrupić.
Niektóre ukatrupić w męczarniach. Na przykład karpie, leżące godzinami i
duszące się bez wody, karpie niesione w siatkach reklamówkach [przez całe
miasto, karpie trzymane w wannie nawet przez kilka dni.
Moi rodzice tez hołdowali tradycji, ale w pewnym momencie to pękło. Kilka
razy wypuściliśmy karpia do stawu, a teraz, od lat, kupujemy wyłacznie
filety. Pewnie łudzimy się, że karpie na filety zabite zostały w sposób
humanitarny, ale zawsze lepsze to niż zamordowanie ryby osobiście.
Przyznam się, ze coraz gorzej znoszę dylemat: rzeź niewinnych zwierzątek dla
uczczenia narodzin w stajence.