Dodaj do ulubionych

Apteki kontra knajpy

07.01.05, 00:33
Mieszkam na pograniczu blokowiska i osiedla domków jednorodzinnych.
Na skrzyżowaniu jest..........5 aptek.
Chyba przyznacie, że nie jest to normalne.
Na Bródnie jest 16 aptek, na Zaciszu 4, na Targówku 6, kto wydaje pozwolenia?
Obserwuj wątek
    • Gość: - Re: Apteki kontra knajpy IP: *.aster.pl / *.aster.pl 07.01.05, 00:52
      Ktoś tu zapomniał, że istnienie czegokolwiek dla idei to nie ta epoka... Knajp
      nie ma, bo są niepotrzebne. Gdy nie ma popytu, to nikt nie będzie prowadził
      działalności. Mieszkam na w końcu kilkudziesięciotysięcznym osiedlu i 2
      pobliskie knajpki świecą pustkami, rzadka klientela jest zwykle po 50-tce...
      Nic dziwnego skoro obok jest 6 sklepów spozywczych z tańszym piwem, a łąweczki
      na osiedlu stanowią niegorszy klimat. Knajpy w centrum - to się ludziom podoba
      i biadolenie nad tym wiele nie zmieni.
      • Gość: olo Przyczyna likwidacji knajp to chamstwo klientów IP: *.pgi.waw.pl 07.01.05, 08:03
        Popieram przedmówce. Mieszkam na Tarchominie i kilka lat pod blokiem miałem
        pub. To był koszmar wrzaski, mordobicia do rana, zasikane klatki, a jak ktoś
        zwrócił uwagę dostawał w zęby lub kamieniem w szybę. Odkąd zlikwidowano pub
        jest cisza spokój. Przyczyna likwidacji pubów i im podobnym przybytków na
        osiedlach jest kompletny brak kultury ludzi z nich korzystających. Jak ktoś
        pracuje cały dzień to ma prawo do wypoczynku a nie słuchania "bydła" przez całą
        noc. A skoro jest tyle aptek i nie bankrutują to znaczy że są potrzebne.
        • Gość: ola Re: Przyczyna likwidacji knajp to chamstwo klient IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.05, 13:47
          a to bydło sprowadził; się właśnie z prowincji i dlatego nie potrafi się
          zachować wydawaćby się mogło w cywilizowanym mieście. Dlatego też długo jeszcze
          trzeba będzie czekać na zmiany, aż im się urodzą psdeudo WARSZAWIACY.
          • Gość: j. do Pana Warszawiaka IP: *.chello.pl 07.01.05, 19:29
            mam nadzieję że tam gdzie mi się kończy budować mieszkanie będzie mało takich jak Pan.
    • Gość: Mar won komuchu!!! IP: *.skorosze.2a.pl 07.01.05, 02:14
      ZEZWOLENIA??????? Jak ktoś chce otworzyć aptekę albo burdel to nie powinien
      starać się o zezwolenie. Sam podejmuje ryzyko działalności gospodarczej i ch...
      urzedasowi do tego.

      A może chciałbyś tak jak za komuny - WADZA decydowała, że tu bydzie
      klubokawiarnia i lud pracujący miast i wsi będzie cytoł prasę (Trybunę d. Ludu
      i Kraj Rad).

      Czemu sam nie otworzysz knajpy na brudnie, jak ci tak jej brakuje. Otwóz
      najlepiej taką z teczową flagą - koledzy z bloku na pewno chetnie przydą na
      piwo, a potem cię odprowadzą do domu...
      • sloggi Re: won komuchu!!! 07.01.05, 12:37
        Tej Pani już dziękujemy.
    • Gość: JS Re: Apteki kontra knajpy IP: *.wmok.net 07.01.05, 07:51
      Andrzej Wróbel, prezes Naczelnej Izby Aptekarskiej najprawdopodobniej
      upodobaniami do regulacji nie zdażył zapomnieć tych okrutnych czasów gdzie
      wszystko podlegało regulacji, a może i to gorzej podlega indokrynacji tak
      jeszcze części myślącej - społeczeństwa
      • Gość: zgrozek Jest zwolennikiem wolnego rynku, ale w ramach... IP: *.acn.waw.pl 07.01.05, 08:52
        - żywcem ze Szwejka.
      • Gość: ewa Re: Apteki kontra knajpy IP: *.dialup.telenergo.pl 07.01.05, 10:43
        widzę że wielu ludzi wypowiada się na temat aptek nie mając pojęcia o branży
        farmaceutycznej. Niestety ten kto nie ma doświadczenia i znajomości tej branży
        nie powinien być właścicielem apteki potem się dziwimy dlaczego farmaceuta nie
        proponuje nam tańszego odpowiednika może właśnie dla tego że właścicielowi
        zależy na tym żeby mieć większy utarg a jego żaden kodeks nie obowiązuje.W tej
        chwili faktycznie apteka jest na każdym rogu i praktycznie każdy może zostać
        jej właścicielem bez ponoszenia odpowiedzialności bo tą ponosi i tak pracownik-
        farmaceuta (często działający pod tak zwanym dobrowolnym przymusem)
    • Gość: Aptekarz Re: Apteki kontra knajpy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.05, 07:54
      a bo interes dobry przy marży 20% nikt nie padnie :)
    • Gość: Automobilista Re: Apteki kontra knajpy IP: 62.233.175.* 07.01.05, 08:10
      > Chyba przyznacie, że nie jest to normalne.
      > Na Bródnie jest 16 aptek, na Zaciszu 4, na Targówku 6, kto wydaje pozwolenia?

      Już ci napisali - to rynek powinien regulowac liczbę aptek, a nie urzędy. Jęsli
      aptek jest za dużo w stosunku do potrzeb, to z czasem część zamyka swoje
      podwoje i już. Proste. Po cholerę tu jakieś regulacje?

      Jeśli pozwolimy na regulację urzędom, to z czasem jakiś urzędas uzna, ze gdzieś
      jest "za dużo" punktów wykonujących poprawki krawieckie lub wypożyczalni DVD i
      tez zechce to regulować. Zgroza.

      Precz z socjalizmem!
      • Gość: kw Re: Apteki kontra knajpy IP: *.aster.pl / *.aster.pl 07.01.05, 08:36
        Jeleniu, a wychyliłes ty nos z Warszawki? Co ty wisz o życiu na prowincji?
        • Gość: Automobilista Re: Apteki kontra knajpy IP: 62.233.175.* 07.01.05, 08:38
          A co ma wspólnego życie na prowincji z liczbą aptek w Warszawie???
          • Gość: kw Re: Apteki kontra knajpy IP: *.aster.pl 07.01.05, 11:17
            Automobilisto, przeczytaj uważnie artykuł. będziesz wiedział do czego i kogo
            się odniosłem.
            • Gość: Automobilista Re: Apteki kontra knajpy IP: 62.233.175.* 07.01.05, 12:55
              OK, ale dlaczego podpiąłeś to pod moją wypowiedź? Wyglądało to tak, jakbyś
              odnosił się do mojego posta.

              Dobra, nieważne, sprawa wyjaśniona.
    • Gość: gość Re: Apteki kontra knajpy IP: *.atman.pl / *.atman.pl 07.01.05, 09:09
      Trzeba umieć czytać artykuły w GW. Nie chodzi o to, że jest jakaś
      ogólna plaga aptek i Bartoszewicz podjął sie misji naprawy świata,
      tylko o to, że znajoma Bartoszewicza, która prowadzi uciążliwą
      dla mieszkańców knajpę na Kabatach, pilnie potrzebuje przychylnej
      "opinii społecznej", a gdzie można zamówić bardziej "wiarygodną"
      opinię niż w GW, gazecie "opiniotwórczej". Ale słabo to Bartoszewicz
      zakamuflowaliście, kryptoreklkamę też trzeba umieć uprawiać.

      Ciekawa jest też wypowiedź jakiegoś łebka, że brakuje mu klubów bilardowych,
      w których można się napić piwa. Myślałem, że w klubie bilardowym można
      przede wszystkim pograć w bilard.
      • Gość: gosc Re: Apteki kontra knajpy IP: *.molgen.mpg.de 07.01.05, 15:53
        Mi sie tez tak zdaje, ze to artykul "na zamowienie".

        A z knajpami wiadomo - czesto przynosza zulikow i halas. W Wawie jest mnostwo
        miejsc dalej od domow, gdzie moznaby stawiac knajpy (wezmy wszystkie byle
        obiekty przemyslowe, zaklady produkcyjne). Ale widac kumple dziennikarza maja
        dzialke z budynkiem gdzie indziej... ;)
    • pan_pndzelek >>>Leczenie i bawienie... 07.01.05, 09:22
      W blokowiskach, o których mowa w artykule mieszka w 95% ludność napływowa
      lecząca się z kompleksu prowincji. Jak ktoś się leczy to rzecz jasna bardziej
      potrzeba mu apteki niż knajpy... Tym bardziej, że na wsiach skąd się ta ludność
      przeflancowała do Miasta nie ma tradycji chodzenia do knajp i bawienia się...
      Tam chłopcy siedzą po gieesem a dziewczęta śpiewają i plotkują przy darciu
      pierza...

      Reasumując: gumofilcom nie wciskać na siłę rozrywek, do których przywykliśmy my
      z miasta, od regulacji jest rynek, jeśli za dużo będzie aptek - upadną, jeśli
      współwłaściciele nieruchomości będą woleli trzymać puste lokale zamiast wynająć
      je na knajpę to tylko ich sprawa (czy też: ich głupota)...
      • Gość: xxx Re: >>>Leczenie i bawienie... IP: *.atman.pl / *.atman.pl 07.01.05, 09:58
        a pndzel od razu wyniuchał okazję do darmowego podleczenia swojego
        kompleksu tępego proletariusza
        • pan_pndzelek >>>O głupek co się podpisuje trzema krzyżykami... 07.01.05, 11:11

          • Gość: ab Re: >>>O głupek co się podpisuje trze IP: *.localdomain / *.crowley.pl 07.01.05, 13:26
            I okazuje się, że tego "głupka" stać na bardziej błyskotliwe odpowiedzi.
            • pan_pndzelek >>>O głupek co się podpisuje dwoma literkami 07.01.05, 15:58
              Tak matole "ab" twój trzykrzyżykowy kolega zabłysnął niczym podpalony bąk...
              • Gość: hehe Re: >>>O głupek co się podpisuje dwom IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 07.01.05, 17:26
                podpalony bąk...

                zwis, przepraszam, pędzel, mistrz ciętych epitetów, hehe :-D

                skąd ty się, ubeku, wziąłeś??
      • Gość: ola Re: >>>Leczenie i bawienie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.05, 13:51
        i oto prawda, cała prawda
      • Gość: j. hehe IP: *.chello.pl 07.01.05, 19:34
        To właśnie przez takich jak Ty zawsze poprawiam 'nie nie jestem z Warszawy, ja mieszkam w Warszawie'.
        Cóż, tak to bywa, jeśli jedynym czym można się pochwalić jest miejsce urodzenia. Żeby chociaż było czym... ;)
        pozdrawiam pięknie
        • pan_pndzelek Re: do j 10.01.05, 12:05
          To zresztą widać, że jesteś ze wsi, nie musisz tego podkreślać jakby...
    • Gość: realny Re: Apteki kontra knajpy IP: 193.111.166.* 07.01.05, 09:39
      Czy potrzebny był wysiłek aż trojga dziennikarzy aby napisać artykół na taki
      pusty temat. W faktach wskazanych nie ma nic "kontrowersyjnego". Nie bardzo
      rozumiem jaka jest teza główna - za dużo aptek na Białołęce/Tarchominie? - za
      mało knajp? - więcej aptek niż knajp (źle)? - Białołęka to zła dzielnica? Każda
      z domniemanych tez jest bzdurna. Rozwój infrastruktury usługowej, rozrywkowej,
      innej-tematycznej, określają rynkowe prawa popytu. Charakter zabudowy opisanej
      dzielnicy (dużo wydzielonych, zamkniętych osiedli - ławeczki, placyki
      rekreacyjne) wyznacza nieco tryb funkcjonowania mieszkańców a nikt pod
      przymusem sobie tu mieszkania nie kupował. Może to lepsze niż rozwój sieci
      knajp, które w części mogłyby się stać kłopotliwymi menelowniami. Poza tym,
      jest trochę lokali, pizzerii, barów, widocznie wystarczy (prawa rynku). Jak
      komuś bardziej odpowiada atmosfera Śródmieścia czy innej dzielnicy, to mógł
      właśnie tam zainwestować swoją kasę w mieszkanie. I jeszcze jedno dziwactwo -
      wypowiedź sprzedawczyni: "... Jest pusto, brudno i brzydko. To bardzo
      nieprzyjazna dla człowieka dzielnica" - to dopiero idiotyzm (choć każdy ma
      prawo do subiektywnej opinii). Jeszcze raz - jak ktoś uwielbia śródmiejskie
      tętnienie życia, to nie zamieszkuje takich dzielnic jak Białołeka. A na
      Tarchominie jest: przestronnie, zielono, czysto, ładna (w większości) zabudowa,
      dobra sieć dróg, dobra (coraz lepsza) komunikacja publiczna do każdej części
      Stolicy, czyste powietrze, bliskość przyrody (mikrosystem Wisły, sąsiedztwo
      obszarów leśnych).
      Tematów na artykół jest wiele, trzeba się tylko trochę bardziej przyłożyć. To
      tekże uwaga do redaktora prowadzącego, bo - taki knot na pierwszej
      stronie "Stołecznej"?!
      • Gość: AnkaB Re: Apteki kontra knajpy IP: *.aster.pl 07.01.05, 20:39
        Mieszkam w Tarchominie od kilkunastu lat i chwale sobie. Powietrze jest czyste,
        cisza, względny spokoj, coraz lepsza infrastruktura, sciezki rowerowe, dużo
        terenów zielonych. Latem można do woli biegać, spacerować lub jeździć rowerem
        wzdłuż wałów Wisły, zimą narty biegowe( no, w tym roku wyjątkowo nie ma sniegu).
        Brakuje mi troche kina, ale w końcu do Arkadii, Feminy, Muranowa, Kinoteki czy
        na Targówek nie jest daleko! Jesli chodzi o knajpy, to wole te na Starym lub na
        Nowym Mieście. Podobno jakieś są w Tarchominie, ale widocznie nie po drodze mi
        do nich. Zreszta w knajpkach umawiam sie zawsze ze znajomymi, którzy mieszkaja w
        innych dzielnicach i na Tarchomin mają za daleko, umawiamy sie więc gdzies w
        połowie drogi. Ale jak przyjeżdżaja do mnie na osiedle, to mi zazdroszczą
        własnie tej ciszy i czystego powietrza, oni podobno wyczuwają różnicę.
    • Gość: aania o Tarchominie IP: *.netcom.co.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 07.01.05, 10:27
      jak zwykle w Gazecie o Białołęce (w tym Tarchominie) pisza bardzo
      nieprzychylnie, w tonie: zadupie, pystynia, dzicz; często przy tym
      przeciwstawiają jej Kabaty (czasem też Ursynów) np. jako miejsce gdzie się coś
      dzieje, są jakieś lokalne inicjatywy. naprawde nie wiem, skąd takie nastawienie.
      A swoją drogą na pewno na Nowodworach mieszka wielu sfrustrowanych pracoholi -
      im piguły na pewno się przydają;-) choc akurat aptek tutaj wcale nie ma tak
      wiele, a całodobowa jest tylko jedna.
      pozdrawiam
      • warszawianka_jedna Re: o Tarchominie 07.01.05, 10:58
        zadupie, pystynia, dzicz

        osiedle wielkości Tarchomina powinno mieć jakąś infrastrukturę i propozycje
        rozrywki dla mieszkańców. Zmniejszyło by to problem z podwórkowymi piwoszami i
        dało szanse na ciekawe spędzenie wolnego czasu. A tak, są to zwykłe pogrodzone
        getta,które nadają się tylko na sypialnie.
      • Gość: pracoholiczka Re: o Tarchominie IP: *.tele2.pl 07.01.05, 16:28
        Hehe, dobre, dobre,
        a jestem sobie urodzoną w warszawie dziewczynką, mieszkałam w Londynie długo i
        co - pracuje w centrum warszafki teraz, huk Tamki za oknem, kompleksy
        prowincjonalne, bo mysle, jakby tu zoptymalizowac podatki, zeby sie z panstwem
        nie dzielić ;)) mieszkam sobie w białołęce, pod lasem, żadnych wrzaskunów
        obsikanych i piwoszy pod oknem nie chce.
        chce zielen, cisze dzwoniaca w uszach w sobote rano, mgiełke nad lasem, spacer
        po wale na d wisłą, i , kurna, to, ze moge pojsc sobie do apteki, jak musze
        kupic dopalacza ;)
        a do knajpy tez pojsc moge, ale w centrum. w bialolece ma byc cisza ;) PO TO
        TAM MIESZKAM.

        • Gość: HCO3 Apteka to prawie knajpa: salicylowy, CzDA, krople IP: 5.5R* / *.nokia.com 07.01.05, 17:11
          krople żołądkowe,
          CzDA: spirytus czysty-do-analizy,

          Nie można powiedzieć, że nie ma się czego napić w aptece.
    • Gość: Kuba Re: Apteki kontra knajpy IP: *.acn.waw.pl 07.01.05, 10:45
      "Kiedy pojawi się już taki rodzynek jak prowadzona przez Włocha kawiarnia
      Antich Café na osiedlu Kabaty - to jest nękana przez służby porządkowe. Ataki
      nasilają się latem, kiedy na plac przy fontannie zostaje wystawiany ogródek ze
      stolikami."
      Buahahaha! To chyba najlepszy fragment!
      Podzielam Wasze zdanie - artykuł na najniższym poziomie.
      • Gość: H Włoska mafia opanowała Kabaty! IP: 5.5R* / *.nokia.com 07.01.05, 17:13
        Ludzie!
        Coś z tym trzeba zrobić!
    • Gość: ursyn_cit Re: Apteki kontra knajpy IP: *.crowley.pl 07.01.05, 10:52
      Panie pisant, zrób knajpę ze swojego domu. Nie po to ludzie płacą takie
      pieniądze, żeby mieszkać w zaszczanych klatkach. Wystarczą psy i ich nierzadko
      skundleni właściciele.
      • warszawianka_jedna Re: Apteki kontra knajpy 07.01.05, 12:25
        Panie pisant, zrób knajpę ze swojego domu. Nie po to ludzie płacą takie
        pieniądze, żeby mieszkać w zaszczanych klatkach. Wystarczą psy i ich nierzadko
        skundleni właściciele.

        Jakie pieniądze, przecież to są najtańsze mieszkania w mieście. Poza tym chcę
        cię poinformować, że już dawno wymyślono domofony, które zabezpieczają klatkę
        przed niechcianymi gośćmi.
        Co do psów to akurat zgadzam się z tobą, nienawidzę zasranych trawników.
        • Gość: a Re: Apteki kontra knajpy IP: *.acn.waw.pl 07.01.05, 19:00
          Znowu Włoch zamówił reklamę u "redaktora" Bartoszewicza? Bo przecież "redaktor"
          nie walczy chyba o przeforsowanie prawa obowiązkowo co najmniej jedna knajpa na
          dwa bloki?
          • Gość: balbina Re: Apteki kontra knajpy IP: *.aster.pl / *.aster.pl 08.01.05, 01:34
            Włocha czeka ciężkie życie, bo w sąsiednim budynku przy Wąwozowej powstają
            właśnie cztery knajpy. Cztery knajpy w jednym budynku,(i żadnej apteki) ciekawe
            która pierwsza splajtuje?
    • roody102 Re: Apteki kontra knajpy 07.01.05, 20:23
      Trochę absurdalna jest teza, że to przez apteki nie ma knajp. Knajp nie ma, bo
      prowadzenie knajpy poza śródmieściem to w ogóle ciężki kawałek chleba – trzeba
      mieć dużo zaparcia, żeby przekonać mieszkańców, urzędników, zdobyć koncesję na
      alkohol i w końcu tak to wszystko rozkręcić, żeby przychodzili tam normalni
      ludzie a nie miejscowa żulia. Niestety, to nie jest proste, bo u nas nie ma
      kultury bywania w kanjpach – wieczorem pędzi się do domu, bo trzeba zrobić
      obiad czy pranie – mało kto ma czas i siłę by lecieć na piwo. Owszem, gdyby
      miał knajpę pod domem, to czasem obejrzałby tam pewnie mecz czy skoki
      narciarskie, ale jak idąc zobaczy tam miejscowe dresiarstwo, to wybierze własny
      telewizor. To działa w dwie strony – nie ma ani podaży, ani popytu tak
      naprawdę. Jest jakiś klincz właśnie z braku kultury spędzania czasu poza domem
      wynikający.

      Wcale nie głupi jest pomysł, by władze samorządowe próbowały jakoś regulować te
      kwestie. Dobry przykład to żoliborski plac Wilosna. Obrósł w banki, bo
      spółdzielnie wolą wynająć parter temu, kto płaci najwięcej. najwięcej ten
      sposób plac, który mógłby być naprawdę placem – żywą, dospołeczną przestrzenią –
      stał się tylko punktem przesiadkowo-bankomatowym. I co złego byłoby w tym, że
      władze dzielnicy uznałby, że banków już starczy, że dla banków na placu ma być
      góra 5 lokali a przynajmniej 2 mają być na kawiarnie. I pokryłby stratę
      spółdzielni z tego tytułu z własnych środków. Przecież to by się w ostatecznym
      rachunku opłaciło wszystkim. Ale u nas się wciąż pojmuje wolność tak naiwnie –
      wolność, to znaczy że urzędnik nic nie ma prawa o niczym decydować (bo to już
      się wszystkim kojarzy z PRL). Nie jest to takie proste – urzędnicy powinni dbać
      właśnie o takie sprawy, o które rynek sam z siebie jakoś zadbać nie może,
      wspierać to.

      No ale to oczywiście nie w warszawskim warunkach – bo u nas z kolei jak by
      urzędnicy dostali takie możliwości, to wiadomo w co by się to przerodziło – w
      łapówkę za odejście od planu, za zgodę na inne przeznaczenie i tak dalej. A
      potem przyjdzie nowa kadencja i nagle do czynszu kanjpce przestaną dokładać, bo
      z jakiej racji dotować kawiarnię. I tak dalej. Ot, rodzime piekiełko. Co robić,
      trzeba iść do apteki, kupić prochy, popić piwkiem ze sklepu i czekać na efekty
      przed własnym telewizorem. Takie realia.
      • Gość: Automobilista Re: Apteki kontra knajpy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.05, 08:50
        > Wcale nie głupi jest pomysł, by władze samorządowe próbowały jakoś regulować
        > te kwestie.

        Głupi aż do bólu.


        > Dobry przykład to żoliborski plac Wilosna. Obrósł w banki, bo
        > spółdzielnie wolą wynająć parter temu, kto płaci najwięcej. najwięcej ten
        > sposób plac, który mógłby być naprawdę placem – żywą, dospołeczną przestr
        > zenią – stał się tylko punktem przesiadkowo-bankomatowym. I co złego byłoby w
        > tym, że władze dzielnicy uznałby, że banków już starczy, że dla banków na
        > placu ma być góra 5 lokali a przynajmniej 2 mają być na kawiarnie.

        Tobie się najwyraźniej wydaje, że w każdej sytuacji urzędnicy
        wydawaliby "mądre" decyzje (tj. takie, jakich ty sobie życzysz). A co będzie,
        jeśli jakiś urzędas uzna, że na Pl.Wilsona powinno być 5 sklepów owocowo-
        warzywnych (i ani jednak knajpa, bo lokalnym babcom to przeszkadza) albo 4
        punkty poprawek krawieckich? Wtedy też będziesz zachwycony, że to urzędnicy
        decydują o żoliborskim handlu i usługach?

        Pozwulmy regulować to wolnemu rynkowi.


        > I pokryłby stratę spółdzielni z tego tytułu z własnych środków.

        Czyli z pieniędzy podatnika, a zatem między innymi z MOICH. Wybacz, ale ja za
        realizację rozmaitych "wizji" płacić nie zamierzam.


        > Przecież to by się w ostatecznym
        > rachunku opłaciło wszystkim.

        Opłaciłoby się tylko tym, którzy podzielają twój punkt widzenia i twój pogląd
        na to, jak powinno wyglądać życie w mieście. A zatem zdecydowanie nie wszystkim.


        > Ale u nas się wciąż pojmuje wolność tak naiwnie wolność, to znaczy że
        > urzędnik nic nie ma prawa o niczym decydować (bo to już
        > się wszystkim kojarzy z PRL).

        Naiwny to jesteś ty. Naiwnie wierzysz w "mądrość" urzędników i "słuszność" ich
        decyzji. Dopiero kiedy taki urzędnik wyda decyzję niezgodną z twoją "wizją" (za
        to zgodną z oczekiwaniami miejscowych emerytek lub aktywistów LPR), to będziesz
        miał kubeł zimnej wody na głowę i zobaczysz, że z tą urzędniczą "mądrością" to
        różnie bywa.

        Dlatego niech te sprawy reguluje rynek. Niech powstają takie lokale i punkty
        usługowe, na jakie jest zapotrzenowanie. Czas w końcu na liberalizm, bo tzw.
        lewicowi intelektualiści już dosyć szkód (przede wszystkim gospodarczych) na
        świecie uczynili.


        > Nie jest to takie proste – urzędnicy powinn
        > i dbać
        > właśnie o takie sprawy, o które rynek sam z siebie jakoś zadbać nie może,
        > wspierać to.

        Jak to nie może zadbać? Rynek oferuje to, na co jest zapotrzebowanie. Skoro
        jest zapotrzebowanie na banki, to są banki i musisz się z tym pogodzić. Gdy
        styl zycia warszawiakó będzie się zmieniał i będzie roslo zapotrzebowanie na
        knajpy, to i one będą powstawać.

        Obawiam się tylko, że nie na Żoliborzu, któy zaczyna przypominać jeden wielki
        dom starców. Nie myślałeś czasem o przeprowadzce? :)
        • Gość: Automobilista Re: Apteki kontra knajpy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.01.05, 08:52
          "pozwulmy" => pozwólmy

          Prostuję szybko ten błąd, aby dyskusja skupiła się na meritum, a nie na
          literówkach.
        • roody102 Re: Apteki kontra knajpy 08.01.05, 09:48
          Jakbyś łaskawie najpierw przeczytał całego posta, dopiero potem odpisywał swoje
          farmazony, to byś ewentualnie miał szanse zauważyć, że nie jestem tak naiwny,
          jak mi to próbujesz wmówić i nie sądzę bynajmniej, że rodzimi urzędnicy
          spełniliby stawiane im przeze mnie wymagania. Jeśli ktoś tu jest naiwny, to Ty
          z wiarą w to, że wolny rynek sam może załatwić wszytsko - otóż nie od dziś
          wiadomo, że są takie rzeczy, jak dobra publiczne, które na wolnym rynku
          przegrywają, nie są realizowane - i po to właśnie, by o nie zadbać, potrzebna
          jest administracja publiczna. Powinna ona dbać o tworzenie dospołecznych
          przestrzeni, usług itd. Oczywiście wolny rynek też kiedyś o to zadban - za lat
          30, 40 albo więcej. W tym przypadku podaż wykrowałaby popyt szybciej niż
          odwrotnie i to powinno być wspierane. Nie dlatego, że ja tak chcę, że mam taką
          wizję, tylko dlatego że to jest społecznie pożyteczne.
          • Gość: Automobilista Re: Apteki kontra knajpy IP: 62.233.175.* 10.01.05, 10:31
            > Jakbyś łaskawie najpierw przeczytał całego posta, dopiero potem odpisywał
            > swoje
            > farmazony, to byś ewentualnie miał szanse zauważyć, że nie jestem tak naiwny,
            > jak mi to próbujesz wmówić i nie sądzę bynajmniej, że rodzimi urzędnicy
            > spełniliby stawiane im przeze mnie wymagania.

            Posluchaj, mistrzu długich zdań. Naiwny jestes jak cholera. Wydaje ci się, że
            tylko rodzimi urzędnicy nie dorastają do twojej idei, ale generalnie sama idea
            jako taka jest dobra. Nic bardziej mylnego - urzednik to tylko człowiek, zatem
            nie jest ani uczciwszy ani mądrzejszy od tzw. czlowieka przeciętnego. Nie tylko
            w Polsce, lecz pod każdą dlugosćią i szerokością geograficzną. Pozwolenie
            urzędnikom na decydowanie o obliczu handlu i uslug błyskawicznie doprowadzi z
            jednej strony do głupich często decyzji, a z drugiej strony i tak każdy będzie
            urzędników krytykował, bo wszysktich przeciez się nie zadowoli. Przy czym
            głupie decyzje nie muszą być skutkiem korupcji - równie dobrze mogą być
            skutkiem zwykłej bezinteresownej głupoty najuczciwszego pod słońcem urzędnika
            przeświadcoznego głęboko, że dobrze czyni.

            Pokaż mi choć jedne przykład, gdzie urzędnicza ingerencja w handel i usługi
            przyniosła pozytywne skutki - ja takiego przykładu nie znam.


            > Jeśli ktoś tu jest naiwny, to Ty
            > z wiarą w to, że wolny rynek sam może załatwić wszytsko - otóż nie od dziś
            > wiadomo, że są takie rzeczy, jak dobra publiczne, które na wolnym rynku
            > przegrywają, nie są realizowane - i po to właśnie, by o nie zadbać, potrzebna
            > jest administracja publiczna.

            Administracja publiczna może realizowac dobra publiczne typu plac zabaw dla
            dzieci, park, plaża miejska, festyn itd., tj dobra nie przynoszące dochodu,
            przez co nie stworzy ich podmiot prywatny. Natomiast decydowanie o tym, co ma
            się mieścić w lokalach NIE NALEŻĄCYCH do miasta to niedopuszczalna ingerencja w
            wolny rynek, poza tym i tak taka ingernecja może zawieśc twoje oczekiwania. Bo
            jeśli jakiś urzednik uzna, że dobrem publicznym będzie 5 sklepów z
            dewocjonaliami na Pl.Wilsona i zero knajp (kierujac się interesem żoliborsdkich
            bogobojnych emerytek), to będziesz zadowolony?


            > Powinna ona dbać o tworzenie dospołecznych
            > przestrzeni, usług itd. Oczywiście wolny rynek też kiedyś o to zadban - za
            > lat 30, 40 albo więcej.

            Przestrzenie niech sobie twoprzy, np. partki (oc zym już pisałem), ale co do
            usług to bym się kłócił. Basen czy knajpę może równie dobrze wybodować prywatny
            inwestor.


            > W tym przypadku podaż wykrowałaby popyt szybciej niż
            > odwrotnie i to powinno być wspierane. Nie dlatego, że ja tak chcę, że mam
            > taką wizję, tylko dlatego że to jest społecznie pożyteczne.

            To, co jest "społecznie pozyteczne" według ciebie, nie musi byc takie według
            innych. Dla starych babć "społecznie pożyteczne" będą wspiwrane przez władze
            sklepy z dewocjonaliami lub lumpeksy. I co wtedy, czyżby mały konflikt
            interesów? :)
      • Gość: a Re: Apteki kontra knajpy IP: *.acn.waw.pl 08.01.05, 19:30
        > I co złego byłoby w tym, że
        > władze dzielnicy uznałby, że banków już starczy, że dla banków na placu ma być
        > góra 5 lokali a przynajmniej 2 mają być na kawiarnie.

        Gee, na Uniwersytecie im. Lenina się kształciłeś? Weź sobie Friedmana do
        poduszki jako antidotum dla tych bzdur.

        >I pokryłby stratę spółdzielni z tego tytułu z własnych środków.

        Moje pieniądze mają dofinansować jakąś prywatną knajpę?! Dobrze się czujesz?

        >urzędnicy powinn i dbać właśnie o takie sprawy, o które rynek sam z siebie jakoś
        >zadbać nie może, wspierać to.

        Tak, ale "takie sprawy" to są wojsko, policja, drogi, mosty, lasy, parki, do
        pewnego stopnia służba zdrowia, nauka i pewnie jeszcze parę innych rzeczy, ale
        na litość Boską, nie prywatne knajpy!

        Acha, mam temat dla "redaktora" na kolejny artykuł: niech policzy ile na
        Ursynowie jest sklapów sprzedających meble kuchenne - na pierwszy rzut oka
        wygląda, że jeśli nie przeważają, to przynajmniej dorównują liczbnie aptekom w
        tej dzielnicy. Tylko, żeby pan "redaktor" nie zapomniał wspomnieć, że zamiast
        mebli kuchennych przydałyby się nam knajpy takie, jak np. u Włocha.
        • roody102 Re: Apteki kontra knajpy 08.01.05, 20:02
          Przestrzeń publiczną - sensowną, dospołeczną, kształtującą postawy i
          zachowania - a nie knajpy, albo nie wprost. Polityka sprzyjania rozwijaniu się
          jednej branży kosztem innej to nie jest komunistyczna praktyka - to się na
          Zachodzie z powodzeniem od lat stosuje. A u nas się wolny rynek myli z anarchią.
          • Gość: a Re: Apteki kontra knajpy IP: *.acn.waw.pl 08.01.05, 21:44
            > Przestrzeń publiczną - sensowną, dospołeczną, kształtującą postawy i
            > zachowania - a nie knajpy, albo nie wprost.

            No to mi ulżyło. Zamach na moje pieniądze oddalony.
            • roody102 Re: Apteki kontra knajpy 10.01.05, 09:58
              Cieszę się, możesz spać spokojnie.
              • lewe_oko Re: Apteki kontra knajpy 10.01.05, 10:14
                ursynowskie knajpy - Va Bene, Parma, Vis a Vis, Nikozja, Stajnia, La Scala,
                Huśtawka, Sentyment, Antich Cafe, Deska, Szafran, Karpielówka, Zbójnicka (coś
                takiego), Bar alternatywny, Dolce far Niente, Oaza Kabacka, Melanż, Vinkiel,
                Kabaczek, Sphinx, knajpki w Galerii Ursynów, Pub 22, Chilli, Rezerwaat, Polski
                Smak, Rimini, Ryberia, Spiżarnia Madame, Starlight .... I jeszcze parę innych. W
                porównaniu z Ochotą albo Żoliborzem, Ursynów wypada naprawdę nieźle. A zwłaszcza
                Natolin, gdzie jest wiele nowych osiedli. Wiec po co lansować dawno już nie
                mająca wiele wspólnego z prawdą teorię, że Ursynów to jedynie sypialnia? Potem
                efekt jest taki, że moi znajomi mówią, że na Ursynowie nie mamy sie gdzie
                spotkać - i jacy są zaskoczeni, kiedy mówię coś wbrew odwrotnego. Oczywiście, że
                nie ma zatrzęsienia knajp - ale to normalne w dzielnicy przede wszystkim
                mieszkaniowej i to w mieście o takim charakterze jak Warszawa.
    • Gość: kohol Re: Apteki kontra knajpy IP: *.crowley.pl 10.01.05, 11:55
      We Włochach nie ma może aż tylu aptek, za to jest wysyp fryzjerów - i jedna
      knajpka, do której można pójść. A szkoda.
      • Gość: Automobilista Re: Apteki kontra knajpy IP: 62.233.175.* 10.01.05, 12:15
        To znak, że powinieneś otworzyć drugą :)
        • Gość: kohol Re: Apteki kontra knajpy IP: *.crowley.pl 10.01.05, 13:56
          Poważnie się nad tym zastanawiam :)
    • Gość: Automobilista Re: Apteki kontra knajpy IP: 62.233.175.* 10.01.05, 14:08
      Chwali się :)

      Mógłbyś liczyć na ciekawą klientelę - byc może nawet odwiedzaliby cię sam
      Jajcuś Bartosiewicz z Bratniej i Barbara "Komagane" Szulc ze Stowarzyszenia
      Całuski-Stasiek (czy jak mu tam) :D

      Tak czy siak powidzenia!
      • Gość: ... Re: Apteki kontra knajpy IP: 217.96.20.* 11.01.05, 11:26
        Szkoda, że nikt nie wspomniał tu o Ursusie. Mieszkam tam od niedawna, na nowym
        osiedlu - Skorosze. Przeprowadziłam się tam z Żoliborza. Pomijając fakt, że
        osiedle jest tak zabudowane, że sąsiedzi z przeciwległych mieszkań bez trudu
        zaglądają sobie w okna (tak się podobno teraz buduje?) mam wrażenie, że
        mieszkam na... Manhattanie, gdy porównuję ceny usług z tymi obowiązującymi na
        Żoliborzu. Tu, nie wiedzieć czemu wszystko jest droższe (magiel, pralnia,
        szewc, kosmetyczka, fryzjer, solarium). Ciekawe jest też, że na niewielkiej
        przestrzeni jest 5 solariów, cztery salony fryzjersko - kosmetyczne. Za to nie
        ma PORZĄDNEGO spożywczaka, gdzie nie sprzedawaliby zwiędłych, nadgniłych warzyw
        i przeterminowanej herbaty. W jedynej przychodni (niby NFZ), po zapisaniu się
        do niej, bezpłatnie przyjmuje tylko internista. Za pediatrę już trzeba
        zapłacić. Do tego w zwyczaju jest tam GUBIĆ wyniki badań, a tłumaczenie: to się
        zdarza ma uspokajać rozżalonego pacjenta (który nota bene zapłacił za te
        badania). Nie ma tu piekarni (w jedynym sklepie z pieczywem już o 16 nie ma
        żadnego wyboru). Nie ma księgarni, nie ma sklepów z artykułami papierniczymi,
        przemysłowymi, etc. W każdej sprawie trzeba niestety jechać w
        bardziej „cywilizowane” rejony Warszawy, a wydostać się stamtąd jest po prostu
        koszmarem. Tam są CIĄGLE korki.
        O restauracjach, kawiarniach czy choćby cukierni można zapomnieć.
        I niestety, zgadzam się z przedmówcami, że gro mieszkańców kształtujących
        tutejszy popyt na tego rodzaju usługi to w większości ludzie napływowi, którzy
        takie rzeczy uważają za zbędny luksus (po co zatem te solaria i
        kosmetyczki???). Kiedy wieczorem, w święta wróciłam z rodziną do domu na
        okolicznych parkingach nie było prawie żadnego samochodu a światła w CAŁYM
        naszym bloku były pogaszone. I tak było przez resztę świątecznych
        dni „Warszawiacy” wybrali się w rodzinne strony na święta. Tydzień między
        świętami a nowym rokiem był jedynym, gdy bez trudu dało się przejechać ul.
        Ryżową. Wniosek: z przyjemnością wyprowadzam się z tego osiedla.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka