bravo!
21.05.02, 15:52
1) Nie relatywizujac niczego,
2) nie probujac matematycznie porownywac
- (tylko)czesciowo porownywalnych - krzywd,
3) nie porownujac jednak - nieporownywalnych - rozmiarow,
4) nie zapominajac "lancucha kauzalnego" krzywd,
5) nie chcac nikogo prowokowac, nikogo obrazac,
6) nie bedac zlej woli, ani mysli
chce tu, jako zyjacy w Polsce Gornoslazak,
skorzystac z mojego demokratycznego prawa wolnego slowa
i poinformowac, tych, co chca sie czegos dowiedziec
- o rzeczach, o ktorych dlugo nie wolno bylo mowic.
Prosze nie zrozumiec tego jako rewanzyzm itp.,
tylko po prostu przyjac do wiadomosci tom czesc historii.
Moze sie tedy trocha lepiyj zrozumjymy ............
Śląskie tragedie
W czasie spotkań zwycięskiej trójki rozpoczynających się 17 lipca a kończących
ogłoszonym 2 sierpnia 1945 komunikatem, ustalono między innymi: „Trzej szefowie
rządów zgadzają się, że zanim nastąpi ostateczne określenie zachodniej granicy
Polski, byłe niemieckie terytoria na wschód od linii biegnącej od Morza
Bałtyckiego, bezpośrednio na zachód od Świnoujścia, a stąd wzdłuż rzeki Odry do
zbiegu jej z zachodnią Nysą i wzdłuż zachodniej Nysy do granicy
czechosłowackiej, włączając tę część Prus Wschodnich, która nie została oddana
pod administrację ZSRR zgodnie z porozumieniem na niniejszej konferencji i
włączając obszar wolnego miasta Gdańska będą pod administracją państwa
polskiego i ze względu na to nie będą uważane za część radzieckiej strefy
okupacyjnej w Niemczech”[1].
Ostateczne decyzje, co do granicy pomiędzy Polską a Niemcami, zgodnie z rozdz.
VIII, pkt. B protokołu, i rozdz. IX, pkt. B komunikatu, miały zapaść w czasie
konferencji pokojowej.
*
Modzelewski tłumaczył 28 kwietnia 1946 r. na spotkaniu Krajowej Rady
Narodowej: „...ziemie zachodnie oddane nam w administrację, pozostaną
integralną częścią terytorium Rzeczpospolitej na zawsze. To nie jest sprawa
przetargów międzynarodowych, to nie jest sprawa, która mogłaby stanowić
igraszkę w rękach zawodowych handlarzy i producentów nafty i broni. Nasza
granica na Odrze i Nysie to kwestia życia, kwestia naszego bytu państwowego i
narodowego i dlatego nie mamy żadnej możliwości podejmowania dyskusji na ten
temat”.
Mikołajczyk stwierdzał: „Trzy wielkie mocarstwa zgodziły się Polsce oddać te
ziemie w administrację, a w naszym rozumowaniu na zawsze”. W sporach PPR-PSL
dały się słyszeć wśród komunistów opinie: „Rząd został uznany w Poczdamie,
administrację terenów zachodnich oddano Polsce - teraz będziemy mogli ich
spławić”[2].
Komunikat poczdamski nie był żadnym układem, a jedynie ustaleniem do przyszłej
konferencji pokojowej, która nigdy się nie odbyła. Trzy mocarstwa poszły inną
drogą i z pracującymi razem sojusznikami, stały się wrogami nowych systemów.
Szybko zapadła żelazna kurtyna. W ten sposób strona Polska nie musiała się
obawiać żadnych posunięć, prócz krytyki ze strony mocarstw zachodnich.
Ciągłe powoływanie się przez stronę Polską, na rozmowy poczdamskie, miało
uspokoić i uciszyć społeczeństwo i jednocześnie wyjaśnić, że wszystkie
posunięcia rządu są legalne. I tak to Polacy przyjęli i do dziś większość nadal
sądzi, że wówczas działano zgodnie z literą prawa. Rząd różnymi wewnętrzno-
politycznymi posunięciami podawał argumenty, które miały być pomocne w
wyjaśnieniu własnym obywatelom, iż prawnie zamieszkują ziemie zachodnie.
Powoływano się na tradycje piastowskie, na istnienie powiązania tych ziem ze
starymi etnicznymi Polakami (czytaj Słowianami). Znaczący wówczas politycy tacy
jak Mikołajczyk, Gomułka i Bierut mówili na wszelkiego rodzaju spotkaniach,
zebraniach o powrocie na stare ziemie słowiańskie, o akcie sprawiedliwości
dziejowej w stosunku do tysiącletniej agresji germańskiej. Gomułka
powiedział: „Na ziemiach tych zastaliśmy jeszcze przeszło milion Polaków
autochtonów, milion świadków, którzy obecnością swoją zeznają przed światem i
historią, że ich pradziadowie byli jedynymi gospodarzami tych ziem, że Niemcy
znaleźli się na nich tylko jako przybysze, którym zaborczość i agresja ich
przodków utorowała drogę na podbite tereny Polski piastowskiej”.
*
Rosjanie i strona Polska działały na podstawie faktów dokonanych. Stalin
twierdził w Poczdamie: „...ludność niemiecka odeszła w ślad za wycofującym się
na zachód Wehrmachtem, i było konieczne, żeby na tyłach naszej armii, na
terytorium, które zajmowała, istniała miejscowa administracja...Dlatego
wpuściliśmy tam Polaków”. Na co odpowiedział Churchill, który znał sytuację i
wiedział, iż znajduje się tam sporo mieszkańców Śląska: „Inne dane... mówią o
tym, że mimo wszystko pozostało tam 2-2,5 mln Niemców... Jeżeli, jak mówił
generalissimus Stalin, Niemcy porzucili ziemie na wschód i zachód od Odry, to
należałoby zachęcić ich, by tam wrócili”[3]. Nieco później Churchill mówił o 8
milionach mieszkańców niemieckich i przeciwstawił się transferowi. Mimo takiego
przedstawienia sprawy przez Stalina, wielka trójka ustaliła 31 lipca 1945 r.
uporządkowane i humanitarne wysiedlenie ludności (rozdz. XII protokołu i rozdz.
XIII komunikatu). Zobowiązano Sojuszniczą Radę Kontroli do przyjęcia
wysiedlonych Niemców. Sojusznicza Rada zatwierdziła w dniu 20 listopada 1945 r.
plan przesiedlenia Niemców z Polski.
Niektórzy autorzy wskazują na inne jeszcze zasadnicze uprawnienia człowieka,
nie dające się pogodzić z wysiedleniami. Jest nim prawo do stron rodzinnych
(das Recht auf die Heimat).
Pierwsze przesiedlenia miały nastąpić dopiero w listopadzie 1945 r.
Rzeczywistość była inna - rozpoczęto je już w maju 1945 r. Mowa była o
przesiedleniu, to znaczy, przesiedleni powinni móc zabrać wszystko co
posiadali, jak to w czasie przesiedleń bywa. Ludzie, którzy musieli opuścić te
ziemie mówili o wypędzeniu. Strona Polska zabraniała używać tego słowa. Dopiero
w słynnym orędziu biskupów polskich do ich braci w Niemczech, napisano w
oryginale tegoż (w j. niemieckim) o wypędzeniu (Vertreibung), jednak w polskich
dokumentach kościelnych drukowanych w Polsce i przekazywanych swoim obywatelom
pisano o wysiedleniu.[4] W preambule traktatu granicznego, spisanego pomiędzy
Polską a Niemcami 14 listopada 1990 roku - użyto terminu „wypędzenie”-
podpisanego przez obie strony.
*
Jak wyglądało wyzwolenie Śląska przez Rosjan można pokazać na przykładzie
powiatu opolskiego:
w Boguszycach, gdzie trwały walki nad Odrą, zastrzelili 280 mieszkańców. W
niektórych piwnicach czy na gnoju w chlewach leżało po 10-15 zabitych. Ktoś z
tamtych mieszkańców powiedział niedawno: „Nie ma już śladów wojny, ale rany w
duszach pozostały”.
w Groszowicach zamordowano 93 osoby, część kobiet i dzieci spalono.
w Kup zamordowano 28 osób, z czego 25 z tej miejscowości, 1 osobę z Wrocławia,
1 z Essen i 16 letniego zamiejscowego chłopaka.
w Lubieniu zamordowano 2 osoby i 18 zastrzelono.
w Kątach Opolskich zastrzelono 31 osób. Nad niektórymi znęcano się przed
śmiercią.
w Krzywej Górze zamordowano 9 starszych osób.
w Pokoju zamordowano i zastrzelono 118 cywilów, w tym 10-letniego chłopaka. 25
kobiet z dziećmi zamknięto w domu, który podpalono. Wszyscy spalili się żywcem.
W domu starców zamordowano 20 osób, w tym 92-letniego mężczyznę.
w Gosławicach zastrzelono 40 kobiet, które wcześniej zgwałcono, a także te,
które broniły się przed gwałtem.
w Zagwizdziu zamordowano 15 osób i jedną siostrę zakonną.
w Krapkowicach zamordowano i zastrzelono 30 osób. Na rynku większa ilość
żołnierzy zgwałciła 68-letnią kucharkę księdza. Zostawiono ją leżącą, przedtem
jednak rozcięto jej brzuch.
w Chrzowicach zastrzelono 23 osoby, w tym 3 kobiety.
w Rogowie zamordowano i zastrzelono 60 mężczyzn, w tym również miejscowego
księdza. Rozstrzelanie odbyło się przed murem cmentarza.
w Dobrzeniu Wielkim zamordowano 50 os