Dodaj do ulubionych

-------------------------------------------> tabu!

21.05.02, 15:52
1) Nie relatywizujac niczego,
2) nie probujac matematycznie porownywac
- (tylko)czesciowo porownywalnych - krzywd,
3) nie porownujac jednak - nieporownywalnych - rozmiarow,
4) nie zapominajac "lancucha kauzalnego" krzywd,
5) nie chcac nikogo prowokowac, nikogo obrazac,
6) nie bedac zlej woli, ani mysli

chce tu, jako zyjacy w Polsce Gornoslazak,
skorzystac z mojego demokratycznego prawa wolnego slowa
i poinformowac, tych, co chca sie czegos dowiedziec
- o rzeczach, o ktorych dlugo nie wolno bylo mowic.

Prosze nie zrozumiec tego jako rewanzyzm itp.,
tylko po prostu przyjac do wiadomosci tom czesc historii.

Moze sie tedy trocha lepiyj zrozumjymy ............


Śląskie tragedie

W czasie spotkań zwycięskiej trójki rozpoczynających się 17 lipca a kończących
ogłoszonym 2 sierpnia 1945 komunikatem, ustalono między innymi: „Trzej szefowie
rządów zgadzają się, że zanim nastąpi ostateczne określenie zachodniej granicy
Polski, byłe niemieckie terytoria na wschód od linii biegnącej od Morza
Bałtyckiego, bezpośrednio na zachód od Świnoujścia, a stąd wzdłuż rzeki Odry do
zbiegu jej z zachodnią Nysą i wzdłuż zachodniej Nysy do granicy
czechosłowackiej, włączając tę część Prus Wschodnich, która nie została oddana
pod administrację ZSRR zgodnie z porozumieniem na niniejszej konferencji i
włączając obszar wolnego miasta Gdańska będą pod administracją państwa
polskiego i ze względu na to nie będą uważane za część radzieckiej strefy
okupacyjnej w Niemczech”[1].

Ostateczne decyzje, co do granicy pomiędzy Polską a Niemcami, zgodnie z rozdz.
VIII, pkt. B protokołu, i rozdz. IX, pkt. B komunikatu, miały zapaść w czasie
konferencji pokojowej.

*

Modzelewski tłumaczył 28 kwietnia 1946 r. na spotkaniu Krajowej Rady
Narodowej: „...ziemie zachodnie oddane nam w administrację, pozostaną
integralną częścią terytorium Rzeczpospolitej na zawsze. To nie jest sprawa
przetargów międzynarodowych, to nie jest sprawa, która mogłaby stanowić
igraszkę w rękach zawodowych handlarzy i producentów nafty i broni. Nasza
granica na Odrze i Nysie to kwestia życia, kwestia naszego bytu państwowego i
narodowego i dlatego nie mamy żadnej możliwości podejmowania dyskusji na ten
temat”.

Mikołajczyk stwierdzał: „Trzy wielkie mocarstwa zgodziły się Polsce oddać te
ziemie w administrację, a w naszym rozumowaniu na zawsze”. W sporach PPR-PSL
dały się słyszeć wśród komunistów opinie: „Rząd został uznany w Poczdamie,
administrację terenów zachodnich oddano Polsce - teraz będziemy mogli ich
spławić”[2].

Komunikat poczdamski nie był żadnym układem, a jedynie ustaleniem do przyszłej
konferencji pokojowej, która nigdy się nie odbyła. Trzy mocarstwa poszły inną
drogą i z pracującymi razem sojusznikami, stały się wrogami nowych systemów.
Szybko zapadła żelazna kurtyna. W ten sposób strona Polska nie musiała się
obawiać żadnych posunięć, prócz krytyki ze strony mocarstw zachodnich.

Ciągłe powoływanie się przez stronę Polską, na rozmowy poczdamskie, miało
uspokoić i uciszyć społeczeństwo i jednocześnie wyjaśnić, że wszystkie
posunięcia rządu są legalne. I tak to Polacy przyjęli i do dziś większość nadal
sądzi, że wówczas działano zgodnie z literą prawa. Rząd różnymi wewnętrzno-
politycznymi posunięciami podawał argumenty, które miały być pomocne w
wyjaśnieniu własnym obywatelom, iż prawnie zamieszkują ziemie zachodnie.
Powoływano się na tradycje piastowskie, na istnienie powiązania tych ziem ze
starymi etnicznymi Polakami (czytaj Słowianami). Znaczący wówczas politycy tacy
jak Mikołajczyk, Gomułka i Bierut mówili na wszelkiego rodzaju spotkaniach,
zebraniach o powrocie na stare ziemie słowiańskie, o akcie sprawiedliwości
dziejowej w stosunku do tysiącletniej agresji germańskiej. Gomułka
powiedział: „Na ziemiach tych zastaliśmy jeszcze przeszło milion Polaków
autochtonów, milion świadków, którzy obecnością swoją zeznają przed światem i
historią, że ich pradziadowie byli jedynymi gospodarzami tych ziem, że Niemcy
znaleźli się na nich tylko jako przybysze, którym zaborczość i agresja ich
przodków utorowała drogę na podbite tereny Polski piastowskiej”.

*

Rosjanie i strona Polska działały na podstawie faktów dokonanych. Stalin
twierdził w Poczdamie: „...ludność niemiecka odeszła w ślad za wycofującym się
na zachód Wehrmachtem, i było konieczne, żeby na tyłach naszej armii, na
terytorium, które zajmowała, istniała miejscowa administracja...Dlatego
wpuściliśmy tam Polaków”. Na co odpowiedział Churchill, który znał sytuację i
wiedział, iż znajduje się tam sporo mieszkańców Śląska: „Inne dane... mówią o
tym, że mimo wszystko pozostało tam 2-2,5 mln Niemców... Jeżeli, jak mówił
generalissimus Stalin, Niemcy porzucili ziemie na wschód i zachód od Odry, to
należałoby zachęcić ich, by tam wrócili”[3]. Nieco później Churchill mówił o 8
milionach mieszkańców niemieckich i przeciwstawił się transferowi. Mimo takiego
przedstawienia sprawy przez Stalina, wielka trójka ustaliła 31 lipca 1945 r.
uporządkowane i humanitarne wysiedlenie ludności (rozdz. XII protokołu i rozdz.
XIII komunikatu). Zobowiązano Sojuszniczą Radę Kontroli do przyjęcia
wysiedlonych Niemców. Sojusznicza Rada zatwierdziła w dniu 20 listopada 1945 r.
plan przesiedlenia Niemców z Polski.

Niektórzy autorzy wskazują na inne jeszcze zasadnicze uprawnienia człowieka,
nie dające się pogodzić z wysiedleniami. Jest nim prawo do stron rodzinnych
(das Recht auf die Heimat).

Pierwsze przesiedlenia miały nastąpić dopiero w listopadzie 1945 r.
Rzeczywistość była inna - rozpoczęto je już w maju 1945 r. Mowa była o
przesiedleniu, to znaczy, przesiedleni powinni móc zabrać wszystko co
posiadali, jak to w czasie przesiedleń bywa. Ludzie, którzy musieli opuścić te
ziemie mówili o wypędzeniu. Strona Polska zabraniała używać tego słowa. Dopiero
w słynnym orędziu biskupów polskich do ich braci w Niemczech, napisano w
oryginale tegoż (w j. niemieckim) o wypędzeniu (Vertreibung), jednak w polskich
dokumentach kościelnych drukowanych w Polsce i przekazywanych swoim obywatelom
pisano o wysiedleniu.[4] W preambule traktatu granicznego, spisanego pomiędzy
Polską a Niemcami 14 listopada 1990 roku - użyto terminu „wypędzenie”-
podpisanego przez obie strony.

*

Jak wyglądało wyzwolenie Śląska przez Rosjan można pokazać na przykładzie
powiatu opolskiego:

w Boguszycach, gdzie trwały walki nad Odrą, zastrzelili 280 mieszkańców. W
niektórych piwnicach czy na gnoju w chlewach leżało po 10-15 zabitych. Ktoś z
tamtych mieszkańców powiedział niedawno: „Nie ma już śladów wojny, ale rany w
duszach pozostały”.
w Groszowicach zamordowano 93 osoby, część kobiet i dzieci spalono.
w Kup zamordowano 28 osób, z czego 25 z tej miejscowości, 1 osobę z Wrocławia,
1 z Essen i 16 letniego zamiejscowego chłopaka.
w Lubieniu zamordowano 2 osoby i 18 zastrzelono.
w Kątach Opolskich zastrzelono 31 osób. Nad niektórymi znęcano się przed
śmiercią.
w Krzywej Górze zamordowano 9 starszych osób.
w Pokoju zamordowano i zastrzelono 118 cywilów, w tym 10-letniego chłopaka. 25
kobiet z dziećmi zamknięto w domu, który podpalono. Wszyscy spalili się żywcem.
W domu starców zamordowano 20 osób, w tym 92-letniego mężczyznę.
w Gosławicach zastrzelono 40 kobiet, które wcześniej zgwałcono, a także te,
które broniły się przed gwałtem.
w Zagwizdziu zamordowano 15 osób i jedną siostrę zakonną.
w Krapkowicach zamordowano i zastrzelono 30 osób. Na rynku większa ilość
żołnierzy zgwałciła 68-letnią kucharkę księdza. Zostawiono ją leżącą, przedtem
jednak rozcięto jej brzuch.
w Chrzowicach zastrzelono 23 osoby, w tym 3 kobiety.
w Rogowie zamordowano i zastrzelono 60 mężczyzn, w tym również miejscowego
księdza. Rozstrzelanie odbyło się przed murem cmentarza.
w Dobrzeniu Wielkim zamordowano 50 os
Obserwuj wątek
    • bravo! Re:----------------------------------> tabu! (2) 21.05.02, 15:53
      Świadek z Czarnowąsów wspomina: „Coraz straszniej szaleje milicja. Jeżeli do
      tej pory plądrowali tylko Rosjanie, teraz robią to jeszcze Polacy. Nic nie jest
      bezpieczne przed nową milicją. Tylko tyle, że nie gwałcą dziewcząt. Ta milicja
      przejęła rolę Gestapo albo NKWD i grabi ludność”.

      Jeden z księży z Czarnowąsów zanotował w pamiętniku pod datą 1 kwietnia 1945
      roku: „Po południu aresztowali i zabrali proboszcza. Milicja prowadziła go
      przez miasto niczym złoczyńcę. Zabronione najsurowiej jest jakiekolwiek
      niemieckie słowo. Tak więc nie odbędzie się już ani jedna lekcja religii.
      Chociaż dorośli na Górnym Śląsku mówią mową śląską tzw. Wasserpolnisch, dzieci
      nic z tego nie rozumieją. Znowu pojawił się Szatan. Zmienił mundur, ale jego
      przekonania go zdradziły. Nowy szatan wydaje się jeszcze bardziej
      niebezpieczny: sławi się swoim katolicyzmem i ciągle mówi o Częstochowie”[8].

      N. Kracher napisała: „Są w Bundesrepublice i na Opolszczyźnie ludzie, którzy
      milkną, kiedy ktoś mówi dobrze o Polakach, którzy przyszli tu w 1945 roku”[9].
      Oni pamiętają jeszcze jak pod lufami ludowego wojska polskiego, milicji,
      bezpieki, złodziei i zwykłych szabrowników musieli uciekać ze swego mieszkania,
      domu i ogrodu.

      Piotr Madajczyk[10] pisze: „W wielu wypadkach udział w akcji wysiedlania
      Niemców był pretekstem dla zemsty...gwałty i grabieże...zazwyczaj kilkakrotnie
      podczas transportu, zarówno z powodu niskiego poziomu moralnego oraz daleko
      posuniętej korupcji i demoralizacji ludzi tworzących milicję, jak i pewnej
      sankcji, władz dla tych działań. ..Jak często zabijano ludzi za to, że byli
      właścicielami majątków, bez względu na to, co robili przed r. 1945?”

      W innej książce[11] czytamy: „W pierwszych dniach i tygodniach po wojnie kilka
      tysięcy dostojników niemieckich padło ofiarą zemsty Polaków. Ponad 200 tys.
      osób cywilnych zostało wywiezionych na roboty przymusowe do związku
      Radzieckiego. Niemcy zabierani byli do baraków, aresztów, więzień karnych, w
      których uprzednio narodowi socjaliści przetrzymywali swoje ofiary. Zarazy i
      głód pochłonęły niezliczona liczbę ofiar”.

      Recenzent książki E. Paukszty podał: „Szakale byli pierwszymi przedstawicielami
      Polski, z jakimi zetknęli się, padając ich ofiarą, autochtoni. Zetknięcie to
      miało skutki jak najgorsze. Ograbieni przez bandę rabusiów i podpalaczy,
      tubylcy stali się wobec repatriantów zamknięci i nieufni, narażając się jeszcze
      bardziej na przezwisko „szwabów”[12].

      „Odra”[13] drukuje list z powiatu prudnickiego, w którym czytamy: „W pobliskiej
      wiosce milicjant zabił członka Związku Polaków w Niemczech, wymyślając mu od
      germanów i hitlerowców, a gdy bity oburzony przedłożył zaświadczenie z
      pieczątką i podpisem wice wojewody Bożka... komendant milicji oświadczył: takim
      świstkiem możesz sobie d... wytrzeć!”

      W sprawozdaniu starosty z Koźla czytamy: „Odwrotną i bardzo przykrą stronę
      przeprowadzonej akcji była grabież mieszkań opróżnionych przez niemców.
      Mieszkania były nie zawsze dostatecznie zabezpieczone. Wprawdzie urzędnicy
      Zarządu Miejskiego zamykali mieszkania na klucze i nalepiali kartki
      zabezpieczające na rzecz Zarządu Miejskiego, przeprowadzone to jednak było
      niedokładnie i wiele mieszkań ograbiono.

      Niezależnie od powyższego niezdyscyplinowane jednostki M.O. i U.B. nie
      zwracając na kartki zabezpieczającej uwagi zrywali je przemocą wdarłszy się do
      mieszkań, pod pozorem rewizji, rabowali pościel i bieliznę nie mówiąc o
      cenniejszych przedmiotach jak zegarki, kosztowności.

      Niezależnie od powyższego przedmioty skonfiskowane przy rewizji miały być
      przesłane do magistratu i po spisaniu rozdzielone przez Opiekę Społeczną,
      tymczasem wózek ręczny naładowany wartościowymi przedmiotami jak: zegarki,
      wódki gatunkowe, likiery, mydła, cygary, wędliny, itp. zabrano do gmachu Urzędu
      Bezpieczeństwa Publ. Zupełnie bezprawnie, ponieważ U.B. wezwany był tylko przy
      usuwaniu niemców i nie miał prawa zabrać jakichkolwiek przedmiotów.

      W ślad i za przykładem członków Milicji Obywatelskiej i inne jednostki spośród
      pracowników urzędów w Koźlu rabowały mieszkania opuszczone.

      Wystawione na moje żądanie posterunki w rożnych częściach miasta nie wiele
      pomogły, gdyż i rodziny repatriantów mieszkające w barakach na stacji również
      wzięły udział w grabieży”[14].

      W innym sprawozdaniu czytamy o wysiedleniu w Bytomiu: „Po dwu dniach akcja
      została przerwana, ponieważ miejscowe Władze Administracyjne do akcji zupełnie
      przygotowane nie były, nie potrafiły zupełnie opanować sytuacji, rozpanoszyły
      się na szeroką skalę grabież i szabrownictwo odnośnie mieszkań poniemieckich, a
      niekiedy nawet mieszkań zajmowanych przez repatriantów. Jak mnie poinformował
      prezydent miasta ob. Mgr Mietkiewicz jednostka wojskowa Korpusu Bezpieczeństwa
      Wewnętrznego nie umiała nie tylko ukrócić grabieży, ale sami żołnierze brali
      czynny udział w grabieżach. Jak się zdołałem później sam zorientować opinia
      publiczna była tego samego zdania o żołnierzach Korpusu Bezpieczeństwa. W dniu
      naszego przybycia do Bytomia jednostka Korpusu Bezpieczeństwa opuściła Bytom
      udając się do Katowic.

      15 lipca 1945 r. (jeszcze przed ustaleniami w Poczdamie - wyj. autora)
      rozpoczęto akcję wysiedleńczą w Bytomiu. Udział żołnierzy w akcji wysiedleńczej
      był następujący: dwie kompanie miały za zadanie zamknięcie ulic u ich wylotów z
      miasta, by uniemożliwić Niemcom ucieczkę poza obręb miasta w czasie wysiedlania
      (przypomina to niemieckie łapanki w czasie wojny - wyj. autora). Wypuszczano z
      miasta jedynie ludność polską po uprzednim sprawdzeniu ich dokumentów. 20
      żołnierzy było zajętych sprawdzaniem wozów tramwajowych u ich wyjazdu z miasta
      w tym samym celu. Jedna kompania otaczała kwartał, w którym w danym dniu
      toczyła się akcja wysiedleńcza; Nie wypuszczając z rejonu operacji Niemców w
      ciągu całego dnia za wyjątkiem tych, którzy spieszyli do pracy w kopalniach i
      innych przedsiębiorstwach państwowych lub wojskowych wykazując się odpowiednimi
      zaświadczeniami pracy wystawionymi w lipcu 1945 r. 30 żołnierzy stanowiło
      asystę działających 30 komisji wysiedleńczych. Pozostali żołnierze patrolowali
      w rejonie operacji, konwojowali wysiedlanych Niemców do punktów zbornych i
      pociągów oraz pełnili służbę wartowniczą przy ważniejszych obiektach, które
      uległy wysiedleniu. Dnia 21 lipca 1945 r. objął z rozkazu d-cy Dywizji
      dowództwo nad całą Wojskową Grupą Operacyjną mjr Sobiesiak, zaś mjr Wojewódzki
      powrócił do swego pułku. W związku z dużym rozmachem akcji odczuwaliśmy przez
      cały czas silny niedostatek żołnierzy w wyniku czego cała służba zamiast trój
      zmienna dwuzmienna.

      Nastroje żołnierzy w czasie akcji były wybitnie antyniemieckie. Żołnierze
      często zwracali się do mnie z zadaniem bardziej surowego traktowania Niemców.

      Milicja Obywatelska żadnej pomocy w akcji nie udzielała, tłumacząc się brakiem
      czasu. Milicja stale konfiskuje u przechodniów różne przedmioty majątkowe i to
      zarówno u Polaków i Niemców, zarzucając, że pochodzą one z „szabru” lub
      nielegalnego handlu, nie stwierdziwszy uprzednio pochodzenia danego towaru,
      przy czym na konfiskowane przedmioty nie wydaje się żadnych pokwitowań.
      Umundurowanie większej części szeregowych i oficerów Milicji miasta Bytomia w
      niczym się nie różni od umundurowania Wojska Polskiego, w wyniku czego wszelkie
      czynności Milicji zarówno słuszne, jak i niesłuszne, zarówno prawne, i
      nieprawne ludność cywilna przypisuje Wojsku. Komendat Milicji miasta Bytomia w
      stopniu podporucznika jest stale w służbie podpity”[15].

      O Bielsku Białej dowiadujemy się: „Jak powszechnie opinia społeczna Bielska i
      powiatu głosi, to Powiatowa Komisja Wysiedleńcza urzędowała w stanie zupełnie
      pijanym, przerywała, co pewien czas swe posiedzenia, by powracać następnie
    • bravo! Re: ----------------------------> tabu! (3) 21.05.02, 15:54
      Berliński korespondent gazety New Yorker Daily News pisał 7 października 1945
      r. na temat wypędzonych i przyjętych właśnie w Niemczech osób: „Jedna z kobiet
      z blizną od uderzeń pejczem przez twarz powiedziała; kiedy grupa, przechodziła
      przez Żagań, po lewej i prawej stronie drogi stali polscy cywile, i osoby z
      grupy zostały obrabowywane z ostatnich swoich majętności i bite... Na koniec
      wyjaśniła, że najprawdopodobniej jest w ciąży, gdyż została 40 razy zgwałcona”.
      Powyższa relacja została zaprotokołowana w amerykańskim senacie, i w związku z
      tym minister spraw zagranicznych USA p. Byrnes 30 listopada 1945 r. przekazał
      amerykańskiemu ambasadorowi w Polsce p. Arthur Lane, by złożył polskiemu
      rządowi słowa dezaprobaty od rządu Stanów Zjednoczonych. W nocie pisano, iż
      takie traktowanie wypędzonych nie zostało uzgodnione w Poczdamie i nie jest
      zgodne z międzynarodowymi regułami.[19]

      „Na mocy umowy polsko-brytyjskiej z 14 lutego 1946 r. Niemcy wywożeni do strefy
      brytyjskiej mieli być zaprowiantowani na 4 dni, licząc od czasu wyruszenia
      pociągu. Żywność dla całego wagonu miano przekazywać niemieckiemu kierownikowi
      wagonu, a on z kolei dokonywał jej dalszego rozdziału. Transporty do
      radzieckiej strefy okupacyjnej zaopatrywano w żywność na jedną dobę”[20].

      „Nie przestrzegano ustalonych odgórnie norm żywnościowych. Żywność przewożona
      była w złych warunkach i często nie nadawała się do spożycia. Dodatkową
      uciążliwość i niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia stanowił brak ciepłych
      napojów w czasie podróży. Spowodowane to było brakiem opału i piecyków do
      ogrzewania. Zdarzały się również wypadki okradania wagonów przez
      czerwonoarmistów”[21].

      Łamane było również zarządzenie ministerstwa, zakazujące rozdzielania rodzin
      oraz wysiedlania najbliższych krewnych fachowca pracującego w pobliskiej
      fabryce. Najczęściej zdarzały się takie rozdzielające wywózki po łapankach na
      ulicach.

      „Wysiedleńcy docierający na punkt zborczy byli poddawani rewizji osobistej.
      Kontrolowano również ich bagaże. Konfiskowano im nadwyżki artykułów
      spożywczych, ubrań i materiałów tekstylnych, narzędzi, pieniędzy, kosztowności,
      Stosowanie przepisu nakazującego konfiskatę doprowadziło do odbierania osobom
      przybyłym na punkt resztek ich dobytku. Pościel i naczynia kuchenne rekwirowano
      wbrew zarządzeniom władz ministerialnych. Zarekwirowane przedmioty miały być
      zabezpieczone, a później rozprowadzone wśród polskich przesiedleńców z dawnych
      kresów wschodnich. Odnotowano przypadki sprzeniewierzania mienia poniemieckiego
      przez „opiekujących się” nim funkcjonariuszy. Nic też dziwnego, że wysiedleni
      Niemcy czuli się pokrzywdzeni, okradzeni z własnego mienia”[22].

      Ewald Steffan Pollok


      --------------------------------------------------------------------------------

      Banasiak S., Działalność osadnicza Państwowego Urzędu Repatriacyjnego na
      Ziemiach Odzyskanych w latach 1945-1947, Poznań 1963, s.27-28; „Kwartalnik
      Opolski” nr 2 z 1994 r. s. 43
      Madajczyk P., Przyłączenie Śląska Opolskiego do Polski 1945-1948, Warszawa 1996
      Skubiszewski K., Polska granica zachodnia w świetle traktatów, Poznań 1975 r.
      s.50.
      Raina P., Kościół w PRL w świetle dokumentów, tom 1, lata 1945-1959, Wyd.
      Poznańskie 1994 r.
      Vertreibung und Vertreibungsverbrechen 1945-1948, Bonn 1989, s.67-74
      Pierzyna R., Morderstwo w Jełowej, „Beczka” 2000/2001
      Pollok E.S., Historia Żyrowej... Wyd. Żyrowa 1999
      M. Podlasek, Wypędzenie Niemców, Wyd. Polsko-Niemieckie Warszawa 1995 r. S.132;
      Tragödie Schlesiens, München 1955, s. 157
      Kracher N., Dlaczego „Heim ins reich”?, „Trybuna Opolska”, nr 273 z 25
      listopada 1989 r.
      Madajczyk P., O wysiedleniach inaczej, „Tygodnik Powszechny”, 21.10.1990
      Brandes D., Antecedencje ucieczki i wypędzenia Niemców, z książki ”Przebudź
      się, serce moje, i pomyśl”, Inst. Śl. Opole1995, s.388-390
      Golba K., O jednych i o drugich, „Gość Niedzielny” z 1948 r.
      „Odra” nr 7 z 1945 r.
      Sprawozdanie starosty w Koźlu z akcji wysiedlania Niemców z 6 lipca 1945 r.
      Sprawozdanie instruktora propagandy 13 Dywizji Piechoty por. Trinczera z 30
      lipca 1945 r
      Pismo Sekretariatu Naczelnego PSL w Bielsku do Sekretariatu Wojewódzkiego PSL w
      Katowicach z 23 sierpnia 1946 r.
      Kaps J. ks. dr, Die Tragödie Schlesiens 1945/1946, München 1955, s.226-227.
      Kaps J. Ks. dr, Die Tragödie Schlesiens..., s.301
      Forein Frelations of the United States 1945, tom 2, s.1317
      B. Pasierb, Migracja ludności niemieckiej z Dolnego Śląska w latach 1944-1947,
      Wrocław-Warszawa-Kraków 1969, s.79; „Kwartalnik Opolski” nr 2 z 1994 s. 44
      Całka M., Wysiedlenie ludności niemieckiej z Polski po II wojnie
      światowej, „Mówią wieki” 1993, nr 2, s.6
      Całka M., Wysiedlenie..., s.10; „Kwartalnik Opolski” nr 2 z 1994 r. s.48

      --------------------------------------------------------------------------------

      Powyższy tekst jest fragmentem z nowej książki E..S.Polloka o tytule „Śląskie
      tragedie”, która ukaże się w sprzedaży w drugiej połowie maja br.
      Redakcja

      --------------------------------------------------------------------------------








      --------------------------------------------------------------------------------




      • Gość: Niech Re: ----------------------------> tabu! (3) IP: 217.197.165.* 21.05.02, 15:58
        Proponuje: pojedz nad morze, szukaj na jego brzegu malych jasnych muszelek, jak
        znajdziesz juz odpowiednia ilosc uloz z nich ten tekst, ktory nam z takim
        trudem zaprezentowales. Uwazaj na przyplyw!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka