Gość: fiszman
IP: 195.94.206.*
08.08.02, 08:13
Zauwazylem na przystankach autobusowych, ze wszystkich palaczy laczy
nadzwyczajna solidarnosc. Kto by to nie był; czy pani tecia, ktora sprzata
biura po nocy, czy 100-kilowa, wasata glowna ksiegowa spoldzielni
pszczelarskiej, czy lysol z dresem na dupie i pustka w oczach czy wreszcie
mloda intelektualistka w okularkach i z obwislymi posladkami... Otoz wszyscy
oni, na widok nadjezdzajacego autobusu, rzucaja kiepy na glebe tuz obok
kosza. Nigdy do kosza, zawsze obok. Skad ta nieslychana solidarnosc?