Dodaj do ulubionych

INTELEKTUALIŚCI PO 20 LATACH

IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 03.11.02, 17:36
A. Kijowski pisał 20 lat temu: „To także różni docenci, profesorowie,
teoretycy i intelektualiści reżimu - beztalencia i miernoty, którzy
reprezentując poziom odbiegający w dół od przeciętności, uzyskali godności,
apanaże, pozycję, o jakich - w oparciu o swe osobiste możliwości - w żadnych
innych warunkach nie mogliby nawet marzyć, i którzy rzeczywiście wszystko, co
osiągnęli, zawdzięczają władzy ludowej”.
Co tak naprawdę zmieniło się po 20 latach? Ciekawe co o tym sądzicie?




Obserwuj wątek
    • Gość: czyzunia Re: INTELEKTUALIŚCI PO 20 LATACH IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 03.11.02, 22:04
      a kto to jest ten"intelektualista".pa
      • Gość: Bor'ka Re: INTELEKTUALIŚCI PO 20 LATACH IP: *.allegro.pl / *.umultowo.sdi.tpnet.pl 03.11.02, 22:15
        Ja kiedys bylem, ale mi dawno przeszlo.
        Mysle, ze sytuacja, jak wszedzie, zalezy od pieniedzy.
        "Dobrzy" ciagna do pieniedzy.
        Idealisci wymarli, badz sie nawrocili.
        Chyba jednak sytuacja w "srodowisku" bardzo powoli sie poprawia.
        • Gość: Niech Pierdu, pierdu IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.11.02, 00:23
          Czytalem mocniejsze oskarzenia na scianach publicznych szaletow, ale skoro nie
          byly mojego autorstwa, to ich publicznie nie cytuje.
        • nemo42 Re: INTELEKTUALIŚCI PO 20 LATACH 29.04.03, 12:01

          Motto. Kanalizacja jest dobra, gdy woda idzie
          do góry, a gówno na dół. Jest zła, gdy jest odwrotnie.
          Jest FATALNA, gdy woda miesza się z gównem.

          Wypowiedź tą cytował kiedyś, za swoim przyjacielem, jeden z moich znajomych.
          Wiele lat temu tak właśnie scharakteryzował ustrój „sprawiedliwości
          społecznej”, w którym przyszło nam przeżywać młodość. Pamiętam rok 80-ty.
          Pamiętam jeszcze tamtą atmosferę nadziei, oczekiwania, ze tacy jak Kijowski nie
          będą już mieli o czym pisać, bo to się nie powtórzy. Historia zrobiła nas w
          balona. A może sami się oszukaliśmy? W innych dziedzinach jest chyba równie
          źle, a może nawet gorzej. Tamci władcy powiatowego, gminnego czy tylko
          zakładowego PRL-u zamienili władzę nominalną na realną. Wczoraj mieli władzę,
          której profity trudno było skonsumowac, bo przedstawicielom „władzy ludowej”
          nie wypadało afiszować się wczasami na Majorce czy wysokiej klasy samochodem.
          Wśród intelektualnych elit była atmosfera kontestacji, która utrudniała
          wspomniane wyżej mieszanie wody z gównem. Dzisiejsze elity, to w znacznej
          mierze taka właśnie mieszanka. Dawni „teoretycy i intelektualiści reżimu” to
          szanowani profesorowie zarabiający znacznie więcej niż mieli w PRL-u i to nie
          tylko w uczelniach. Była kiedyś propozycja weryfikacji stopni naukowych
          uzyskanych, szczególnie w naukach społecznych, w czasach PRL, ale utonęła w
          powodzi dyskusji o impoderabiliach ustrojowych. Para poszła w gwizdek. Była
          propozycja usuwania członków władz uczelni, którzy w stanie wojennym i latach
          80-tch usuwali z uczelni nieprawomyślnych badaczy. Komisje dyscyplinarne
          tamtego okresu zhańbiły się zresztą również usuwaniem ludzi niewygodnych,
          którzy z polityką nie mieli nic wspólnego. Środowisko wie zwykle dokładnie kto
          to robił, ale woli o tym zapomnieć i zarabiać kasę. Wiadomo, kto pracował w
          komitetach, organizacjach młodzieżowych i władzach wszystkich szczebli. Wielu
          tych ludzi zawdzięcza swoje „wykształcenie” stosunkom lat 80-tych, kiedy to
          sekretarz „robił zaocznie magistra”, potem szybki doktorat, a niekiedy i
          habilitację. Uzyskane wtedy stopnie i tytuły pozwalają im dziś zajmować
          pozycje, o których wtedy nie mogli nawet myśleć. Dziś często właśnie ci ludzie
          kształtują politykę naukową i personalną na szczeblu instytutów, a nawet
          wydziałów. Nie myślę o żadnej zemście, ale boję się, że za parę lat ożyje twór
          zwany kiedyś „nauką socjalistyczną”, która w odróżnieniu od „nauki
          burżuazyjnej” zeżre pieniądze podatnika niczego mu w zamian nie dając. W
          środowisku naukowym rozpowszechnione jest przekonanie, że o takich sprawach
          mówić głośno nie należy, brudy trzeba prać w swoim gronie i nie kalać własnego
          gniazda. Ja nie znam żadnej grupy, której członkowie mając duże przywileje
          zdecydowaliby się zaryzykować ich utratę dla oczyszczenia własnych szeregów.
          Jeśli znacie to napiszcie. Mnie się wydaje, że o draństwach na uniwersytetach
          trzeba głośno mówić, bo każdy z nas jest najpierw człowiekiem, a dopiero potem
          badaczem. Na media nie ma co liczyć, tego tematu nikt nie ruszy.
          • jurek.orwell Popieramy Twój głos. Orwell i Parkinson 29.04.03, 15:21
            nemo42 napisał:

            >
            > Motto. Kanalizacja jest dobra, gdy woda idzie
            > do góry, a gówno na dół. Jest zła, gdy jest odwrotnie.
            > Jest FATALNA, gdy woda miesza się z gównem.
            >
            > Wypowiedź tą cytował kiedyś, za swoim przyjacielem, jeden z moich znajomych.
            > Wiele lat temu tak właśnie scharakteryzował ustrój „sprawiedliwości
            > społecznej”, w którym przyszło nam przeżywać młodość. Pamiętam rok 80-ty.
            >
            > Pamiętam jeszcze tamtą atmosferę nadziei, oczekiwania, ze tacy jak Kijowski
            nie
            >
            > będą już mieli o czym pisać, bo to się nie powtórzy. Historia zrobiła nas w
            > balona. A może sami się oszukaliśmy? W innych dziedzinach jest chyba równie
            > źle, a może nawet gorzej. Tamci władcy powiatowego, gminnego czy tylko
            > zakładowego PRL-u zamienili władzę nominalną na realną. Wczoraj mieli
            władzę,
            > której profity trudno było skonsumowac, bo przedstawicielom „władzy ludow
            > ej”
            > nie wypadało afiszować się wczasami na Majorce czy wysokiej klasy
            samochodem.
            > Wśród intelektualnych elit była atmosfera kontestacji, która utrudniała
            > wspomniane wyżej mieszanie wody z gównem. Dzisiejsze elity, to w znacznej
            > mierze taka właśnie mieszanka. Dawni „teoretycy i intelektualiści reżimu&
            > #8221; to
            > szanowani profesorowie zarabiający znacznie więcej niż mieli w PRL-u i to
            nie
            > tylko w uczelniach. Była kiedyś propozycja weryfikacji stopni naukowych
            > uzyskanych, szczególnie w naukach społecznych, w czasach PRL, ale utonęła w
            > powodzi dyskusji o impoderabiliach ustrojowych. Para poszła w gwizdek. Była
            > propozycja usuwania członków władz uczelni, którzy w stanie wojennym i
            latach
            > 80-tch usuwali z uczelni nieprawomyślnych badaczy. Komisje dyscyplinarne
            > tamtego okresu zhańbiły się zresztą również usuwaniem ludzi niewygodnych,
            > którzy z polityką nie mieli nic wspólnego. Środowisko wie zwykle dokładnie
            kto
            > to robił, ale woli o tym zapomnieć i zarabiać kasę. Wiadomo, kto pracował w
            > komitetach, organizacjach młodzieżowych i władzach wszystkich szczebli.
            Wielu
            > tych ludzi zawdzięcza swoje „wykształcenie” stosunkom lat 80-tych,
            > kiedy to
            > sekretarz „robił zaocznie magistra”, potem szybki doktorat, a nieki
            > edy i
            > habilitację. Uzyskane wtedy stopnie i tytuły pozwalają im dziś zajmować
            > pozycje, o których wtedy nie mogli nawet myśleć. Dziś często właśnie ci
            ludzie
            > kształtują politykę naukową i personalną na szczeblu instytutów, a nawet
            > wydziałów. Nie myślę o żadnej zemście, ale boję się, że za parę lat ożyje
            twór
            > zwany kiedyś „nauką socjalistyczną”, która w odróżnieniu od „
            > nauki
            > burżuazyjnej” zeżre pieniądze podatnika niczego mu w zamian nie dając. W
            > środowisku naukowym rozpowszechnione jest przekonanie, że o takich sprawach
            > mówić głośno nie należy, brudy trzeba prać w swoim gronie i nie kalać
            własnego
            > gniazda. Ja nie znam żadnej grupy, której członkowie mając duże przywileje
            > zdecydowaliby się zaryzykować ich utratę dla oczyszczenia własnych szeregów.
            > Jeśli znacie to napiszcie. Mnie się wydaje, że o draństwach na
            uniwersytetach
            > trzeba głośno mówić, bo każdy z nas jest najpierw człowiekiem, a dopiero
            potem
            > badaczem. Na media nie ma co liczyć, tego tematu nikt nie ruszy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka