przemyslaw.burkiewicz
24.01.06, 00:01
Aleksandrówek to niezwykle banalna nazwa, szczególnie dla przedmiejskiego
osiedla. Tak się złożyło, iż kolonia w gminie Bródno, powiat warszawski,
otrzymała taką właśnie nazwę. Było to uzasadnione- właścicielem gruntu był
pan imieniem Aleksander, nazwiskiem Mittelstedt.
"Cała kolonia miała dwie główne ulice: Gdyńską, przemienioną później w
Pisankową, i Wenecką. Od południa zamykała je ulica Nowotoruńska, a od strony
Annopola ulica Bałtycka" - pisze Lechosław Zakrzewski w książce "Bródno i
okolice". Wzniesiono kilkanaście nieudolnie pretendujących do rangi willi
domów, kilka kamienic (jak np. pod nr 11), czy drewniaków (do dziś zachowany
drewniany dom Boruchowskich pod bodajże piętnastką). DOmy te zamieszkiwali
przeważnie kolejarze i motorniczy. Wśród Polaków nie brakowało obywateli
pochodzenia niemieckiego, o czym świadczyły germańskobrzmiące nazwiska -
Schmidt, Hinze, Ruschke, Tefs. "W czasie okupacji stawali się oni
volksdeutschami, zaopatrywali się w specjalnych sklepach Meinla dla Niemców" -
wspomina na łamach "Bródna i okolic" pan Zakrzewski.
Po dziś dzień ulica Wenecka brukowana jest kocimi łbami, zaś Bałtycka i Marii
Magdaleny - gruntowe.
W dwudziestoleciu międzywojennym założono nawet Towarzystwo Przyjaciół
Kolonii Aleksandrówek. Ostatnią po nim pamiątką są betonowe płyty z
wytłoczonym TPKA na podwórzu dawnej posesji rodziny Petrow przy Pisankowej.
Ciekawe, że współczesne plany miasta podpisują Aleksandrówek jako Annopol,
podczas gdy po barakach dla bezdomnych na Annopolu pozostało tylko złe
wspomnienie.
Aleksandrówek jest zatem kolejnym miejscem, które warto zwiedzić.