Dodaj do ulubionych

Pikieta-ZOK zaprasza

14.02.06, 10:21
Zwiazek Opiekunów Kulturowego Dziedzictwa Warszawy ZOK zaprasza na pikietę
wszystkich,kórym bliski jest los stołecznych zabytków-spotkanie jutro (15
lutego) o godzinie 13 u zbiegu ulic Chocimskiej i Skolimowskiej-lokalizaca
chyba tłumaczy to i owo;).
Obserwuj wątek
    • mvitti Re: Pikieta-ZOK zaprasza 14.02.06, 10:56
      Mi tłumaczy nie wiele! Co tam wyrabiają lub wyrabiać zamierzają???
    • erazm1 Re: Pikieta-ZOK zaprasza 14.02.06, 11:18
      Nie związek a Stowarzyszenie, a miejsce wiadomo, siedziba BOS-u, przy okazji
      ZOK przedstawi liste burzymurów warszawskich zabytków w 2005 roku, przyjdźcie!
      • przemyslaw.burkiewicz Re: Pikieta-ZOK zaprasza 14.02.06, 17:09
        Chylę czoła przed Architektami, Urbanistami oraz Inżynierami pracującymi dla
        Biura Odbudowy Stolicy.
    • kosaciec veto 14.02.06, 18:23
      BOS to nasza historyczna klęska-pewne informacje na ten temat mozna znalezc w
      pozycji "Historyczne Centrum Warszawy",konkretnie w rozdziale "Druga śmierć
      miasta",autorstwa JS-chetnym którzy ksi
      azki nie maja,moge odbic na xero lub pozyczyc.pozdr.
      • przemyslaw.burkiewicz Re: veto 14.02.06, 20:22
        Nie zmienię swego zdania. Uważam BOS za pozytywnych bohaterów naszej historii -
        a pan w kapello, z bródką i dębową laseczką ma jakąś fobię n/t BOSu. Pisze o
        nim niemal w każdym artykule. No, nic nie wspomniał gdy na łamach "Spotkań z
        Zabytkami" opisał wrażenia ze znaleziska na Moskiewskiej. Pozdro!
        • chinique I jeszcze ta pora. 14.02.06, 20:54
          I jeszcze ta pora - 13:00, dżizas.
    • faun Pikieta ZOK, niedz. 4.30 rano! 14.02.06, 22:04
      Ja rozumiem, ze rytm pracy lokalnych dziennikarzy i redakcji ma swoje prawa,
      ale nalogowe organizowanie pikiet w dni powszednie w godzinach
      wczesnopopoludniowych musi miec jakies glebsze przyczyny, ktorych wyjasnienia
      sie nie podejmuje. Proponuje za to nastepna pikiete zorganizowac w niedziele o
      4.30 rano. Zgadzam sie z P.Burkiewiczem. Historia BOS-u byla bardziej zlozona
      niz zyczylby sobie tego pan S.
      • kosaciec Głosem Marcinkowskiego i... 14.02.06, 22:56
        fakt,przwie wszyscy o godzinie 13 sa w pracy..A na temat BOS pozwole sobie tu
        wkleic tekst Roberta Marcinkowskiego,autora "Ilustrowanego Atlasu..":

        "W powojennej historii naszego miasta bardzo ważną rolę odegrało Biuro Odbudowy
        Stolicy (.....). Na czele BOS stanął Piotrowski Roman, członek PPR (...). Przed
        wojną należał do awangardowych architektów skupiających się wokół pisma
        "Praesens" (wcześniej "Blok"), tworzących grupę zwolenników szwajcarskiego
        architekta Le Corbusiera (1887 - 1965), który jest uważany za ojca tzw.
        architektury nowoczesnej. (...) O ile jego twórczość w normalnych warunkach była
        nieszkodliwa (...), o tyle przeszczepiona na polski grunt pierwszych lat
        powojennych uległa nienaturalnych wypaczeniom i mutacjom, wcielana zaś w życie
        na masową skalę, przyniosła bardzo negatywne efekty. Niestety Polska, a
        szczególnie Warszawa, była wtedy jak niezaorany ugór. Architekci z BOS mogli
        eksperymentować do woli. Własność prywatne została zlikwidowana. Odebrano
        ludziom place i stojące na nich kamienice, które stały się państwowe, czyli
        niczyje. (...)
        W bandycki sposób, z pominięciem jakichkolwiek praw, odebrano ludziom dorobek
        całego życia, a często wielu pokoleń: kamienice, majątki ziemskie i firmy -
        niektóre z nich były prawdziwymi imperiami rodzinnymi, jak np. "G. Gerlah", po
        której spuściznę przejęła powojenna "Skala", "Heberbuch i Schiele" (Obecnie
        Browary Warszawskie) czy "E. Wedel". (...)
        Jako że grupa architektów-nowatorów skupiająca się wokół BOS miała poglądy
        lewicujące, nie było kłopotów z zaakceptowaniem przez wadze komunistyczne tego,
        że realizują oni własne, niespełnione przed wojną, w "burżuazyjnej Polsce',
        projekty, które podobnie jak komuniści, gloryfikowały lud pracujący, dla którego
        tworzono całe osiedla i dzielnice. Komuniści przyjęli więc młodych architektów w
        szeregi swych partii (wtedy jeszcze dwóch: PPS i PPR). Okazało się, że ludzie
        związani z tymi ugrupowaniami nie mają aż tak radykalnych poglądów na
        zagadnienie odbudowy stolicy, jak architekci z BOS. Oto bowiem posłowie PPR
        okazali się bardziej wyrozumiali dla Warszawy niż radykałowie-utopiści, którzy
        ku nieszczęściu przyszłych pokoleń swój plan rozbiórki dużej części miasta
        wcielili w życie. Posłowie PPR twierdzili, że należy odbudowywać co się da, w
        minimalnym stopni dokonując wyburzeń. Zalecali unikanie rozbiórek, nawet jeśli
        remontowane obiekty miałaby kolidować z przewidywanymi w przyszłości
        inwestycjami. (...) Jednakże doktrynerzy z BOS nie chcieli o tym słyszeć i
        niszczyli całe połacie miasta pod byle pretekstem. Raz mówiono o konieczności
        rozebrania kamienic, aby "nie zagnieździła się w nich prywatna inicjatywa" - ty
        były, można by rzecz, powody polityczne, pod takim pretekstem chciano rozebrać
        damy otaczające plac Unii Lubelskiej. Kiedy indziej tempo rozbiórek
        przyspieszano "w trosce o obywateli". (...) Kolejną przyczyną wyburzeń był fakt,
        że stare budynki znajdowały się w obrębie nowych inwestycji. Zdarzało się jednak
        i tak, że pod tym pretekstem niszczono też obiekty stojące na sąsiednich ulicach
        i nie mające nic wspólnego z zamierzoną inwestycją. W końcu rozbierano domy, bo
        "były brzydkie - reprezentowały styl wsteczny", więc należało je szybko usunąć.
        A trzeba wiedzieć, że puste place po takich rozbiórkach stały nie zabudowane
        nawet po 20 lat!
        Jak więc widać, działania Biura Odbudowy Stolicy wcale nie prowadziły do
        odbudowy. W najlepszym przypadku można mówić o przebudowie. Tak naprawdę jednak
        instytucja ta zajmowała się inwentaryzacją tego, co pozostało i kłamliwą
        propagandą, że podczas wojny prawie całe miasto legło w gruzach. Przede
        wszystkim jednak kontynuowano działo zniszczenia zapoczątkowane przez Niemców.
        Robiono to "Zgodnie z prawem". Na uwagę zasługuje fakt, że przy postępowaniach
        wywłaszczeniowych około 17.000 przypadków załatwiono niepoprawnie, łamiąc
        przepisy uprzednio przez siebie samych ustalone. Jeśli zestawimy z tym liczbę
        5000 kamienic, jakie znajdują się obecnie na terenie Gminy Centrum, (obecnie na
        powrót dzielnica Śródmieście - przyp. ASME) to będziemy mieli choć trochę
        pojęcia o rozmiarach tragedii naszego miasta, jaka rozegrał się w latach
        powojennych. Bardzo często nie pozwalano nic samemu odbudowywać, chyba że było
        to na rękę ówczesnym władzom (np. wiele domów przy Nowym Świecie podźwignięto z
        gruzów za prywatne pieniądze, po czym w majestacie prawa wraz ze znajdującymi
        się na nich nieruchomościami zostały zagrabione przez państwo). (...)
        Kierownictwo BOS już wcześniej zadecydowało, że "budynki przeznaczane do
        rozbiórki będą wyburzane niezależnie od stopnia ich zachowania" [J. Sujecki
        "Druga śmierć miasta" 1998]. To przerażające, ale tak niestety było. (...)
        Należy jasno i wyraźnie powiedzieć, że to właśnie dzięki działalności BOS
        nastąpiła definitywna zagłada starej Warszawy, że to dzięki BOS zburzono, a nie
        odbudowano Warszawę. (...)
        Należy z całą mocą podkreślić, że Warszawę niszczono z premedytacją nie, jak się
        powszechnie sądzi, do 1945, a do 1956 r. Potem również dewastowano nasze miasto,
        ale już nie tak intensywnie. Zresztą proces ten twa do dzisiaj, z tą tylko
        różnicą, iż obecnie inaczej się tłumaczy wyburzanie kamienic. Mówi się o ich
        złym stanie technicznym, o siedlisku patologii społecznych itd. (...)
        Po wojnie Warszawa nigdy nie była odbudowana. Była budowana od nowa w zupełnie
        innej, modernistyczno-funkcjonalistycznej, a później socrealistycznej formie,
        która z czasem ewoluowała w kierunku innego koszmaru - blokowiska (np.: Osiedle
        Za Żelazną Bramą). Po okresie "radosnej odbudowy" nastąpił czas ślamazarnego
        wznoszenia coraz to nowych straszydeł, jak Targówek, Chomiczówka, Jelonki czy
        Bemowo. (...)
        Szczególnie jednak godny ubolewania jest fakt, że cały czas idą "pod kilof"
        stare przedwojenne budynki. Z jednej strony to wina przekupności urzędników przy
        wydawaniu zezwoleń na kolejne rozbiórki, z drugiej to kwestia naginania
        niejednoznacznych i źle skonstruowanych przepisów, kiedy indziej znowu brak
        dobrej woli i świadomości tego, jak niewiele już w Warszawie zostało starych
        kamienic."
        • przemyslaw.burkiewicz Re: Głosem Marcinkowskiego i... 15.02.06, 00:24
          1) Marcinkowski to kartograf a nie historyk
          2) Marcinkowski to człowiek (czyt. pionek) Sujeckiego
          3) Marcinkowski niech nauczy się pisać po polsku
          4) Marcinkowski ze swoją chorą wizją odtwarzania fasad kamienic na Domach
          Centrum niech się schowa.

          --
          Niech żyje Biuro Odbudowy Stolicy!
          • mp36 Re: Głosem Marcinkowskiego i... 15.02.06, 09:18
            5) Marcinkowski ma brodę i wąsy
            6) Sujecki ma brodę i wąsy
            wniosek -> niechybnie to jakiś spisek

            Takie argumenty oponentów BOS-u do niego nie przekonają.
            Sama organizacja ma zarówno chlubną jaki i zdecydowanie mniej pozytywną kartę
            swej działalności, zależy na jakim polu się wykazywała.


            • przemyslaw.burkiewicz Re: Głosem Marcinkowskiego i... 15.02.06, 09:36
              O! Spisek! Na pewno! Napewno żydowsko - niemiecki! Mnie nie przekonuje pan S. -
              cała jego działalność i świta.

              I co, zabijecie mnie za ten BOS?
              • mvitti ??? 15.02.06, 11:39
                Chyba przeceniasz wagę swojego głosu...
            • sqh Re: Głosem Marcinkowskiego i... 15.02.06, 23:19
              mp36 napisał:

              > 5) Marcinkowski ma brodę i wąsy
              > 6) Sujecki ma brodę i wąsy
              > wniosek -> niechybnie to jakiś spisek

              7) red. Urzykowski ma brodę i wąsy
              8) ja mam brodę i wąsy

              A kto był na imprezie z okazji 5-lecia strony Rysia, ten wie, że jeszcze co
              najmniej kilku varsavianistów można by do takiego spisku wciągnąć :-)))
              • mvitti Re: Głosem Marcinkowskiego i... 15.02.06, 23:58
                Ja byłam, a wąsów nie mam;)
              • miszka44 Re: Głosem Marcinkowskiego i... 16.02.06, 11:23
                sqh napisał:
                > A kto był na imprezie z okazji 5-lecia strony Rysia, ten wie, że jeszcze co
                > najmniej kilku varsavianistów można by do takiego spisku wciągnąć :-)))

                Jak znam życie, to pewnie jeszcze na rowerach przyjechali ;)

                Pzdr
                M44
                Warszawa subiektywnie
    • kosaciec Re: Pikieta-ZOK zaprasza 15.02.06, 11:45
      To o konkrety poprosze-co tak wspanialego zrobil BOS,czego nie zrobili by
      przedwojenni wlasciele kamienic,gdyby im na to zezwolono.Poza tym-mp 36 jest
      prawnikiem a nie historykiem:P a pan Przemysław Burkiewicz tez historykiem nie
      jest.I co,spalicie mnie?;)
    • mvitti Re: Pikieta-ZOK zaprasza 15.02.06, 11:50
      Stara ochota prezentuje sie swietnie, a tuż po wojnie była w opłakanym
      stanie...czy to nie zasługa BOS? Pytam, bo w tej materii nie jestem za dobra.
      • fima Fenomen wiernej odbudowy międzywojennych domów 15.02.06, 12:36
        mvitti napisała:
        > Stara ochota prezentuje sie swietnie, a tuż po wojnie była w opłakanym
        > stanie...czy to nie zasługa BOS? Pytam, bo w tej materii nie jestem za dobra.

        Międzywojenne osiedla nowej (dziś starej...) Ochoty, takze Żoliborza Mokotowa
        są przykładem odbudowy właśnie przez prywatnych właścicieli: indywidualnych
        badź zorganizowanych w spółdzielnie, oczywiście własnościowe hipotecznie. Na
        ogół były to domy inteligencji. Naturalnym odruchem własciciela jest próba
        odtworzenia zrujnowanej wojną siedziby w jej dawnym pięknym kształcie. Dlatego
        Ochota została odbudowana "taka jak przedtem", choć jej grunty upaństwowiono
        już tzw.dekretem bierutowskim.
        Dopiero po paru latach przyszły PRLowskie spółdzielcze przepisy, na mocy
        których właścicielem domów zostawała spółdzielnia.
        Dawni właściciele uzyskiwali "spółdzielcze prawo mieszkaniowe", nadawane po
        zrzeczeniu się własności hipotecznej mieszkania na rzecz spółdzielni.
        Ale to już inna historia.
        • mvitti Re: Fenomen wiernej odbudowy międzywojennych domó 15.02.06, 12:48
          Dzieki. Mysle, ze przedstawiłas jednak idealistyczna wersję. Nie było tak, że w
          100% odbudowywali dawni spółdzielcy, to zależy od kamienicy.
          w ogóle zazdroszcze tym, których domy sa administrowane przez ten same
          spółdzielnie co przed wojną...
          u mnie rządzi wojsko i nie sadze, by dawni spóldzielncy odbudowywali tzw "Małe
          domy mieszkalne" (mianowskiego, mochnackiego)...może ktoś wie?
          • przemyslaw.burkiewicz Re: Fenomen wiernej odbudowy międzywojennych domó 15.02.06, 16:10
            Ha ha! Dzwonił do mnie wielki varsavianista i spec - za takowego się ma -
            Marcinkowski. Był oburzony że byłem na tyle bezczelny, iż śmiałem skomentować
            jego książczynę, a w szczególności styl pisania (gramatykę), poronione pomysły
            (odbudowa fasad) i wściekłą agresję do BOS-u. Powiedział że chce
            mi "nawsadzać", ale gdyby to zrobił, byłby maksymalnym zerem. Bo przez telefon
            i ja mogę być mocny.

            Żegnam zatem Państwa Szanownych, nie mam zamiaru udzielać się więcej na forum.
            Nie będę bowiem męczył się z ludźmi, którym nie podobają się wszelkie krytyki
            ich prac - np. Anna Wysocka & Robert Marcinkowski. Ciao!
            • przemyslaw.burkiewicz Re: Fenomen wiernej odbudowy międzywojennych domó 15.02.06, 16:16
              Albo nie - cofam postanowienie. Będę na forum bronił BOS i wychwalał ich
              zasługi!

              PS Kosaciec, naraziłeś się Marcinkowskiemu za wklejenie jego tekstu na forum ;)
              Uważaj, bo Cię namierzy i opie.. za to ;) Pozdro!
              • miszka44 Re: Fenomen wiernej odbudowy międzywojennych domó 15.02.06, 16:24
                Może coś na uspokojenie? Nie sądzę, żeby ktoś tutaj był zainteresowany
                obserwacją huśtawek emocjonalnych niektórych uczestników forum.

                Pzdr
                M44
                RATUJMY ILUZJON
                Warszawa subiektywnie
                • przemyslaw.burkiewicz Re: Fenomen wiernej odbudowy międzywojennych domó 15.02.06, 17:16
                  Oh yes yes yes!!
          • fima Fenomen wiernej odbudowy kolonii Staszica i D.-L. 15.02.06, 16:24
            mvitti napisała:
            > Dzieki. Mysle, ze przedstawiłas jednak idealistyczna wersję. Nie było tak, że
            >w 100% odbudowywali dawni spółdzielcy, to zależy od kamienicy.
            > w ogóle zazdroszcze tym, których domy sa administrowane przez ten same
            > spółdzielnie co przed wojną...
            > u mnie rządzi wojsko i nie sadze, by dawni spóldzielncy odbudowywali tzw "Małe
            > domy mieszkalne" (mianowskiego, mochnackiego)...może ktoś wie?

            Oczywiście że nie jest to jedyny schemat. Pamiętajmy, że akurat ludność tej
            dzielnicy zostałą straszliwie przetrzebiona, gdyż to z tych pięknych domów
            pochodziło wielu z "pokolenia Kolumbów". Ginęli też na progach własnych domów i
            pod ich ścianami z rąk własowców czy w drodze na Zieleniak. Koniec wojny nie
            był też dla nich końcem daniny krwi, gdy z wyciągano ich z domów i wywożono w
            noc wigilijną (jak Anodę) na Koszykową czy Rakowiecką.

            Ale też kto przetrwał i kto mógł ten za kielnię chwytał. Parę lat po wojnie
            była normalna gospodarka, były prywatne firmy i materiały budowlane.
            Oczywiście nie można pominąć innych dziejów tej odbudowy. Nowa władza łakomie
            patrzała na przedwojenną luksusową dzielnicę. Jeden z dekretów bierutowskich
            przewidywał przejęcie jako nieruchomości jako "porzuconej" jeśli właściciel nie
            zjawił się w parę miesiecy po wojnie - a dotyczyło to ludzi których wojna
            zostawiła za szczelnymi granicami ojczyzny. Także mieszkania tych, co już nie
            mogli do kraju wrócić przejmowano w najróżniejszy administracyjny sposób.

            Innym sposobem było zaoferowanie przez ważną instytucję wspólnej odbudowy
            wzamian za współużytkowanie przez jakiś czas. Istotnie wiele domów
            wielomieszkaniowych było straszliwie porujnowanych. Sęk w tym, że nowi
            lokatorzy już zostawali a że byli ważni to i dalej rządzili spółdzielnią (pod
            jej starą nazwą).
            Tych, co odbudowali swoje domy objął "szczególny tryb najmu" - tzn.
            dokwaterowywanie obcych lokatorów wg widzimisię urzędów i znajomości
            dokwaterowywanego. I ci zostawali na dłużej, potem wykupując mieszkania na
            własność.
            Dla opornych nie było litości. Był sposób na protestujących dawnych prezesów i
            administratorów: Rakowiecka. Delikwent wracał po paru dniach czy tygodniach i
            zgadzał się już na wszystko. Tak wspomniany przeze mnie inżynier Władysław
            Leśniewski, dyrektor spółdzielni, pamiętany jako bohater przez sąsiadów, w
            lochu na Rakowieckiej gryzł szkła własnych okularów, żeby sie zabić.
            Wiele przejętych przez kwaterunek domów i willi stało sie przedmiotem grabieży
            już w "naszych czasach": przykładem willa na Krzywickiego gdzie osiadł jeden z
            dawniejszych prezydentów mniasta, po prostu "legalnie ją kupił od miasta", na
            nic protesty d.właścicieli.

            Oj, mają swoją historię kolonie Staszica i D-L. Sądzę, że póki jeszcze pamięć
            jej przetrwała i ludzie starzy żyją, powinniście zebrać ich relacje i drukować
            je w Waszym lokalnym piśmie ("Ochotnik" bodajże) a oryginały zdeponować w IPN.

            Ale ileż by tych historii nie było, jedno jest tłumaczenie fenomenu tej wiernej
            odbudowy: na przekór wszelkiemu złu i nieprawościom stara polska inteligencja
            odbudowała swoją małą ojczyznę.



            • mvitti Re: Fenomen wiernej odbudowy kolonii Staszica i D 15.02.06, 20:06
              Robimy stronę internetową:
              www.staraochota.pl/
              gdzie poza zdjeciami których mamy juz ze 200 (przedwojennych), chcemy umieszczać
              również takie historie, szumnie zwane "oral history";)
              A czy ty jestes z ochoty lub znasz osoby, które chetnie poopowiadaly by o niej
              (czy pod kątem odbudowy, czy budowy, czy pod innymi kątami)? Mozesz odp na prv.
            • chinique Business rules dokwaterunku 15.02.06, 22:39

              Pytanko - jakie były przepisy odnośnie dokwaterunku? Dokwaterowywano w funkcji
              ilości powierzchni mieszkaniowej na głowę, czy też w funkcji wieku i relacji
              rodzinnych mieszkańców?
              • przemyslaw.burkiewicz Re: Business rules dokwaterunku 16.02.06, 16:45
                Wydaje mi się, iż na podstawie posiadanych metrów kwadratowych. Moja babcia po
                utracie domu na Powązkach mieszkała w apartamencie przy Mickiewicza 22 który
                został podzielony. Każdy pokój został przerobiony na mieszkanie.
                • chinique Przy ilu m.kw. na głowę dokwaterowywano? 16.02.06, 17:33
                  • mvitti Re: Przy ilu m.kw. na głowę dokwaterowywano? 16.02.06, 18:24
                    A propos dokwaterunku itp to oglądałam niedawno mieszkanie na wiejskiej, jakieś
                    100 metrów, gdzie nad wejście do każdego pokoju był inny numer, każdy pokój miał
                    wnękę z umywalką, i byla kuchnia z kilkoma kuchenkami...niezły odjazd...jak je
                    ogolądałam to juz nie mieszkało tam aż tylu lokatorów, ale i tak nieźle, bo w
                    pierwszej połowie była jedna rodzina, a w drugiej druga, poprostu w polowiee
                    długiego korytarza wisiała zasłonaka, wyznaczjąca podzial...
                    takie mieszkania maja korzystne ceny, bo rodziny zmęcznone stanem rzeczy, jak
                    się w koncu dogadają to chcą sie jaknajszybciej wynieść.
                    • s.fug Re: Przy ilu m.kw. na głowę dokwaterowywano? 16.02.06, 19:43
                      Hmm... Tak sobie czytam tę dyskusję...
                      BOS ma zagorzałych krytyków i zagorzałych obrońców. Jaka jest prawda, nie wiem,
                      bo to nie moja specjalność - na szczęście BOS jakoś nie wpadł na
                      pomysł "odbudowywania" moich ukochanych fortów (a może i wpadł, tylko leżały
                      poza obszarem ich głównych działań). Natomiast od lat obserwuję różne imprezy,
                      organizowane na zmianę raz przez jedną, raz przez drugą stronę. Dyskusje
                      organizowane przez jednych kończą się konkluzją, że BOS jest zły, ci drudzy
                      zawsze dochodzą do wniosku, że dobry (akurat jutro rano będzie taka
                      konferencja - informacja na stronie SARPu).
                      Obawiam się, że przy takim sposobie prowadzenia dyskusji potrwa to jeszcze
                      kilkadziesiąt lat.
                • robert_marcinkowski Re: Business rules dokwaterunku 16.02.06, 19:39
                  Witam wszystkich uczestniczacych w tej dyskusji. Mimo iż wypowiedzi pana
                  Burkiewicza na mój temat miały miejsce jeszcze wczoraj pozwole sobie napisać
                  tekst wyjaśniający cała sytuację.
                  Pewien mój znajomy podesłał mi link do tej dyskujsji. zacząłem ją czytać i ku
                  mojemu zdziwieniu i oburzeniu, zarazem zobaczyłem iż odpowiedzią na wypowiedź
                  Pana podpisującego się jako „Kosaciec”, a przytaczającego fragment z mojej
                  książki była riposta pana Burkiewicza nie odnoszaca się wcale do informacji
                  zawartych w tekście, a napadająca na moją osobę. W czterech punktach cztery razy
                  mnie obraził. W/g Burkiewicza:

                  1.nie jestem historykiem więc nic nie moge wiedzieć na temat historii.
                  2. jestem „pionkiem” P. Sujeckiego: po pierwsze p. Sujeckiego poznałem kilka lat
                  po opublikowaniu ksiązki i widziałem się z nim 3-4 razy w życiu, po drugie p.
                  Burkiewicz używa świadomie słowa „pionek”, które w tym konteksie ma ewidentnie
                  znaczenie pejoratywne, przez co świadomie mnie obraża
                  3. podobno mam się nauczyć pisac po polsku. Niech pan Burkiewicz najpierw pokaże
                  co takiego sam napisał, a potem krytykuje innych. Oczywiście jestem świadomy
                  tego, „że błedów nie robi tylko ten, który nic nie robi” i zdaję sobie sprawę że
                  mogły się gdzięś zawieruszyć niepotrzebne przecinki czy drobne „literówki” lecz
                  sadze, że w niczym nie umniejsza znaczenia mojej książki. Jest to kolejne
                  uderzenie we mnie, a nie polemika z tym co jest zawarte w tekscie.
                  4. W ostatnim punkcje moje poglądy na temat odbudowy wyzywa od „chorych wizji” –
                  kompletny brak kultury w dyskusji. Prosze zauważyć ze punktu na punkt
                  p.Burkiewicz zaczyna używać coraz mocniejszych określeń (cisnienie skoczyło).
                  Po zakończeniu swych wywodów Burkiewicz jest przekonany, że po przedstawieniu
                  autora (czyli mnie) w negatywnym świetle, wszycy widzą, iż fragment mojej
                  książki przytoczony przez p. Kosaćca jest nic nie warty, bo jego autor (czyli
                  ja) nic nie wie i na niczym się nie zna. Tak wiec widać ze człowiek ten nie ma
                  tak naprawde nic konkretnego do powiedzenia skoro nie potrafi dyskutować z
                  argumentami (tezami) zawartymi w tekście, tylko atakuje osobę autora.
                  Po przeczytaniu tego co napisał p. Burkiewicz postanowiłem do niego zadzwonić i
                  wyjaśnić całą sprawę telefonicznie. Okazało się ze p. Burkiewicz potrzebował
                  paru chwil aby przypomnieć sobie o co w ogóle chodzi (nie świadczy to do
                  najlepiej o nim samym skoro rzuca na wiatr, niczym się nie przejmując, poważne
                  zarzuty, pod adresem innej osoby, poczym momentalnie o tym zapomina !). W toku
                  naszej grzecznej rozmowy (obaj mówilismy sobie na: „pan”) p. Burkiewicz zaczął
                  się nawet tłumaczyć co miał na mysli piszac pod moim adresem wspomniane wyżej
                  zarzuty: ...że tak naprawde nie chodziło mu o mnie tylko o książkę, że
                  przeprasza jeśli źle go zrozumiałem i że nie ma nic osobiście do mnie i nawet
                  ...że ceni mnie za to co robię – to sa dosłowne cytaty z naszej rozmowy
                  telefonicznej. Na poczatku p. Burkiewicz nie był w stanie zrozumieć, ze nie
                  można podważać opini jakiegokolwiek człowieka poprzez dyskredytację jego osoby.
                  Po kilu minutach rozmowy odniosłem jednak wrażenie, ze udało mi się wytłumaczyć
                  p. Burkiewiczowi tą oczywistą dla mnie, a nie dostrzegalna dotąd dla niego
                  róznicę. Przy zakończeniu naszej dyskusji poprosiłem p. Burkiewicza zeby w
                  przyszłości lepiej dobierał słowa i dyskutował z faktami, czy opiniami zawartymi
                  w tekscie, a nie naskakiwał na autora danej publikacji. Zapewnienie takie
                  otrzymałem. Mało tego p. Burkiewicz w ostatnim słowie stwierdził też, że nie
                  zamierza wiecej mówić ani omnie, ani o mojej książce. Sprawe uznałem za zamkniętą.
                  Pomyslałem sobie jednak, że wejdę i sprwedzę co dzieje się na tym forum i....
                  Ze zdziwieniem zobaczyłem że p. Burkiewicz dosłownie w kilka minut po
                  zakończeniu rozmowy ze mną wszedł na forum i znowu w kolejnym poście napisał na
                  mój temat „niewybredne teksty”. Uważam że takie szczeniackie, zagrywki i sposób
                  wypowiedzi jednoznacznie świadczą o poziomie tego pana, jest to po prostu
                  niewychowany, prosty, najprawdopodobniej bardzo zakompleksiony i sfrustrowany
                  człowieczek, który swoją złość na wszystko i wszystkich wyraża właśnie w taki
                  spsób: pisząc zaczepne posty na wielu zapewne forach. Czeka tylko, aż ktoś
                  odpowie na jego absurdalne tezy i od razu rusza do ataku tupiąc nóżkami i
                  machając raczkami, a jaki był grzeczny jak z nim rozmawiałem telefonicznie...
                  inny człowiek. Uważam zatem, ze jedynym sposobem na tego pana jest pełna
                  ignorancja jego wypowiedzi. Nie można na poważnie rozmawiać z człowiekiem, który
                  na koniec każdego swojego postu dodaje coś w stylu: „Niech żyje Biuro Odbudowy
                  Stolicy! „ „I co, zabijecie mnie za ten BOS?” „KOCHAM BIURO ODBUDOWY STOLICY,
                  PORTRET ROMANA DOWGIRDA WISI NAD MOIM BIURKIEM.” – toż to totalna gó..arzeria,
                  ponizej jakiegokolwiek poziomu, dno kompletne, mimo, iż pan te już pracuje, to
                  ma całkiem młody głos, a w połączeniu z tak karygodnym zachowaniem i jego
                  wypowiedziami sadzę, że pomimo dwudziestu paru latek mentalnie tkwi jeszcze w
                  głębokiej podstawówce.

                  Wszystkich nieazinteresowanych tą sprawą przepraszam za tak długą wypowiedź.
                  Czułem się jednak w obowiązku wszystko dokładnie wyjaśnić i wyrazić mój pogląd
                  na zaistniała sytuację. Ponadto nie zamierzam wiecej rozmawiać z panem
                  Burkiewiczem choć spodziewam się teraz lawiny inwektyw z jego strony (co tylko
                  potwierdzi moje dotychczasowe o nim zdanie) i całą sprawe z mojej strony uważam
                  za zamknietą.

                  Pozdrawiam
                  Robert marcinkowski

                  PS na koniec prognę z całą mocą podkreślić, że nie mam i nie miałem nic
                  przeciwko cytowaniu fragmentów z mojej ksiązki przez p. Kosaća, a p. Burkiewicz
                  napisał to co napisał o p. Kosaćcu zeby wprowadzić jeszcze wieksze zamieszanie.
                  Osoba p. Kosaćca została wymieniona w naszej rozmowie telefonicznej. Zapytałem
                  się mianowicie p. Burkiewicza dlaczego zaczął pisać cokolwiek na mój temat, a
                  nie dyskutuje dalej z p. Kosaćcem o zawartości takstu przytoczonego przez tego
                  ostatniego. To wszystko. ...a co najważniejsze nie było ani jednego przekleństwa
                  !!! co p. Burkiewicz w swym poście zasugerował.
                  • przemyslaw.burkiewicz Re: Business rules dokwaterunku 16.02.06, 20:43
                    Wow! Jest riposta :-)
                    Szanowny Panie Robercie,

                    osobiście powiedział mi Pan, że dzwoni, aby mi cytuję "nawsadzać". Nie zgodzę
                    się jednak, bym potrzebował kilku minut na przypomnienie sobie całej sprawy. Po
                    drugie, nie chodzi o "przecinki" ale fatalną składnię, gramatykę etc - powinien
                    pan wiedzieć o co chodzi, wszak podaje się pan za człeka wykształconego.
                    Ciśnienie skoczyło chyba panu, gdyż ja z nerwami problemów nie mam. To pan w
                    rozmowie telefonicznej był niemal agresywny i mówił tonem obrażonej nastolatki.
                    "Po zakończeniu swych wywodów Burkiewicz jest przekonany, że po przedstawieniu
                    > autora (czyli mnie) w negatywnym świetle, wszycy widzą, iż fragment mojej
                    > książki przytoczony przez p. Kosaćca jest nic nie warty, bo jego autor (czyli
                    > ja) nic nie wie i na niczym się nie zna" - bach! Niespodzianka. Nie twierdzę,
                    że się nie zna i nic nie wie, a jedynie, że ma fatalny styl pisania.
                    "Na poczatku p. Burkiewicz nie był w stanie zrozumieć, ze nie
                    > można podważać opini jakiegokolwiek człowieka poprzez dyskredytację jego
                    osoby.
                    > Po kilu minutach rozmowy odniosłem jednak wrażenie, ze udało mi się
                    wytłumaczyć
                    > p. Burkiewiczowi tą oczywistą dla mnie, a nie dostrzegalna dotąd dla niego
                    > róznicę. Przy zakończeniu naszej dyskusji poprosiłem p. Burkiewicza zeby w
                    > przyszłości lepiej dobierał słowa i dyskutował z faktami, czy opiniami
                    zawartym
                    > i
                    > w tekscie, a nie naskakiwał na autora danej publikacji. Zapewnienie takie
                    > otrzymałem. Mało tego p. Burkiewicz w ostatnim słowie stwierdził też, że nie
                    > zamierza wiecej mówić ani omnie, ani o mojej książce. Sprawe uznałem za
                    zamknię
                    > tą." - cóż, nie zostawił pan namiarów na siebie, toteż nie mogłem
                    zadzwonić/zatelefonować, by móc poinformować, iż krytyka Pańskiej książki
                    wzbudziła u pana negatywne emocje i zmusiła pana do dzwonienia do mnie
                    (ciśnienie skoczyło?). Nie ma nic gorszego, niż telefonowanie z pretensjami o
                    krytykę. Ale cóż- wielki varsavianista, jego skrytykować nie wolno.

                    Oczywiście że nie chodzi mi o pana jako osobę prywatną, ale jako autora
                    książki. Żeby pan się opanował postanowiłem nie tracić swego cennego czasu na
                    jałowe dyskusje i aby zakończyć tę rozmowę grzecznie przeprosiłem. Cenię pana
                    jako kolekcjonera pocztówek. Mi by się nie chciało wydawać pieniędzy na to -
                    jeśli ma pan mi za złe,że potrafię to powiedzieć - no sorry, ale to już pański
                    problem.
                    "Uważam że takie szczeniackie, zagrywki i sposób wypowiedzi jednoznacznie
                    świadczą o poziomie tego pana, jest to po prostu niewychowany, prosty,
                    najprawdopodobniej bardzo zakompleksiony i sfrustrowany człowieczek, który
                    swoją złość na wszystko i wszystkich wyraża właśnie w taki> spsób: pisząc
                    zaczepne posty na wielu zapewne forach. Czeka tylko, aż ktoś
                    odpowie na jego absurdalne tezy i od razu rusza do ataku tupiąc nóżkami i
                    machając raczkami, a jaki był grzeczny jak z nim rozmawiałem telefonicznie...
                    inny człowiek. Uważam zatem, ze jedynym sposobem na tego pana jest pełna
                    ignorancja jego wypowiedzi. Nie można na poważnie rozmawiać z człowiekiem, któr
                    y
                    na koniec każdego swojego postu dodaje coś w stylu: „Niech żyje Biuro Odb
                    udowy
                    Stolicy! „ „I co, zabijecie mnie za ten BOS?” „KOCHAM B
                    IURO ODBUDOWY STOLICY,
                    PORTRET ROMANA DOWGIRDA WISI NAD MOIM BIURKIEM.” – toż to totalna g
                    ó..arzeria, ponizej jakiegokolwiek poziomu, dno kompletne, mimo, iż pan te już
                    pracuje, to ma całkiem młody głos, a w połączeniu z tak karygodnym zachowaniem
                    i jego wypowiedziami sadzę, że pomimo dwudziestu paru latek mentalnie tkwi
                    jeszcze w głębokiej podstawówce" - starał się mi pan pojechać po maksie, ale
                    panu niestety nie wyszło. Nie jestem zakompleksiony, ani sfrustrowany. Takoż
                    samo nie mam dwudziestuparu latek ani nie pracuję, alboweiem jestem uczniem
                    liceum i w tym roku zdaję maturę. Dziękuję za komplement (młody głos)- nie ma
                    nic gorszego niż 19-latek z głosem zgrzybiałego dziada. Natomiast nie mogę się
                    zgodzić z określeniem mnie mianem "kompletne dno" - tego określenia użyłbym
                    raczej wobec Pana, ale mam zbyt wiele klasy.

                    Pan Marcinkowski nie przeklinał i ja tego nie sugerowałem. Zadzwonił pan do
                    mnie "wpieniony" i powiedział że chce mi "nawsadzać" (czyt :"opie..ć mnie")
                    To nie "Ferdydurke", nie musimy używać słowa "pupa" czy "upupić" :)

                    Aha - upomniałem pana "by pan na mnie nie krzyczał, gdyż ja się pana nie boję".
                    Więc był pan agresywny.


                    Formumowicze, wielkie sorry z mojej strony, że zajmujemy miejsce na te rozmowy.
                    Pozdrawiam!
                    • przemyslaw.burkiewicz Re: Business rules dokwaterunku 16.02.06, 20:59
                      Mein Gott-jedno kliknięcie i tyle zamieszania. Jeszcze pan M. napisze, że nie
                      umiem pisać. Lietrówka, psiakrew.
                      Żeby pan się opanował postanowiłem nie tracić swego cennego czasu na
                      > jałowe dyskusje i aby zakończyć tę rozmowę grzecznie przeprosiłem. Cenię pana
                      > jako kolekcjonera pocztówek. Mi by się nie chciało wydawać pieniędzy na to -
                      > jeśli ma pan mi za złe,że potrafię to powiedzieć - no sorry, ale to już pań
                      Dla jasności chodziło mi o to, aby post zabrzmiał mniej więcej następująco:
                      Nie chcąc marnować swego cennego czasu , żeby się pan opanował nie słuchajac
                      mego młodzieńczego głosu i aby zakończyć tę sprawę grzecznie przeprosiłem.
                      Cenię pana jako kolekcjonera pocztówek. Mi nie chciałoby się wydawać tylu
                      pieniędzy na ten rarytas. Jeśli ma mi pan za złe- to sorry.

                      PS moja literówka wynikła z pośpiechu, bowiem muszę napisać jeszcze 2
                      wypracowania na jutro. Nie chciałem żeby była brzydka składnia i na chwilę
                      wróciłem.
                      Czołem!
                  • chinique Gambit Sujeckiego 17.02.06, 14:16

                    Sugeruję zakup telefonu z funkcją nagrywania rozmów - obecniew większość nowych
                    modeli telefonów komórkowych posiada taką opcję.
    • sadybiak.z.mokotowa ZOK pomóżcie Okrężnej 17.02.06, 13:21
      Cytaty z Forum azety Wyborczej "Sadyba z przyległościami"

      Niestety zamieszali tutaj też ostro starzy Sadybiacy, walczyli i wywalczyli
      zmianę w projekcie
      nawierzchni bo jak wiecie będzie Okrężna i Plac Rembowskiego odbudowywany z
      kamienia polnego!!!!
      Rozmawiałem też ze specem od drogownictwa w referacie, który wietrzy problem z
      samym przetargiem
      jak zostanie on już rozpisany ponieważ podejrzewa on, że żadna firma startująca
      w przetargu nie
      będzie się w stanie wykazać doświadczeniem w układaniu takiej nawierzchni z
      takiej prostej przyczyny,
      że od kilkudziesięciu lat nikt tego nie robi. Jedyne nawierzchnie kamienne,
      które są nadal kładzione
      (odnawiane) to kalsyczny bruk granitowy lub co najwyżej kamień ciosany ale nie
      polny. Jeśli żadna firma
      się tym nie wylegitymuje to przetarg prawdopodobnie nie zostanie rozstrzygnięty
      i procedura
      przeciągnie się o kilka miesięcy bo gmina będzie szukać (najpierw będzie
      musiała uzyskać na to zgodę)
      wykonawcy z wolnej ręki.
      Pomijając fakt, że nawierzchnia z kamienia polnego odtwarzana w XXI wieku jest
      jakimś kuriozum bo
      nie jest to zabytek (a na pewno nie w kontekście infrastruktury miejskiej z
      początku XX wieku bo wtedy
      jak była układana Okrężna był to wybór z przyczyn ekonomiczny - ówczesny rejon
      gdzie rodziła się
      dzisiejsza Sadyba był terenem ubogim - wiejskim, który nie mógł sobie pozwolić
      np. na nawierzchnię z
      kostki granitowej). W XIX i początkach XX w kamień polny czyli kocie łby to
      nawierzchnia wybierana do
      ulic poza centrami większych miast, miasteczek i wsi. Kto chce kultywować
      wiochę na Sadybie?
      Poza tym nawierzchnia ta jest bardzo głośna i niebezpieczna. Sam fakt jej
      wybrania może też
      zaskutkować, że remontu w tym roku nie zobaczymy. Mam taką propozycję (nie wiem
      czy realizowalną)
      aby spróbowac jednak kulturalnie urobić tych "działaczy starych Sadybiaków" aby
      zmienili zdanie i dali
      zielone światło na afalt lub zwykłą kostkę betonową, której osobiście też nie
      cierpię ale ja chcę tam żyć.
      Z przyjemnością poznałbym też argumenty tych ludzi, które spowodowały takie ich
      zacietrzewienie w
      tej kwestii. Wiem zdobrych źródeł, że poprzedni burmistrz Mokotowa przed długi
      okres próbował
      jednak nakłonić te osoby to ustępstw ale bezskutecznie. Może jestem nie
      wyczulony na pewne sprawy
      historii Sadyby ale mieszkam tutaj właśnie ze względu na klimat tej okolicy i
      nie sądzę, że każda inna
      niż kocie łby nawierzchnia zniszczy ten klimat. Przecież Okrężna to nie
      dziedziniec zamku w Niedzicy,
      gdzie rzeczywiście asfalt czy czy kostaka bitumiczna byłyby nie na miejscu.
      Spróbujmy dotrzeć do tych
      ludzi - z tego co wiem to Ci najbardziej krewcy i walczący o kocie łby wcale
      nie mieszkają przy
      Okrężnej.
    • sadybiak.z.mokotowa ZOK - Pomóżcie 17.02.06, 13:23
      Cytaty z Forum Gazety Wyborczej "Sadyba z przyległościami"

      Boże jaki smaczek, czy ci ludzie widzą Okrężną tegaz i całą Sadybę? Przecież
      nie tylko dorga "polna" to czyni, ale też reszta. A tu co zapuszczonych kilka
      kamieniczek i beznadziejne wille z czasów PRL. Kładzą puder na tzw. syfa. Sory
      za wyrażenie, ale niech tu nikt nie mówi o "parodii społeczeństwa
      obywatelskiego" i nie mówi że mieszkańcy Sawa Park swoimi luksusowymi
      samochodami chcą jeździć po dziurach.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka