Dodaj do ulubionych

Uniknąć ekologicznej tragedii w Dolinie Rospudy

01.08.06, 20:02
Inżynier: jeszcze można uniknąć ekologicznej tragedii w Dolinie Rospudy

Obiektów inżynierskich na gruntach niestabilnych należy za wszelką cenę unikać, to zasada, przekazywana studentom politechnik już na pierwszym roku studiów – mówi PAP inż. Jan Jakiel, twórca planu alternatywnego przebiegu obwodnicy Augustowa, omijającego Dolinę Rospudy. Jego zdaniem, wciąż jeszcze można uniknąć ekologicznej tragedii.

"Prowadzenie drogi przez bagna jest nadzwyczaj kosztowne, zawsze inwazyjne dla środowiska i powinno stanowić ostateczność. Jeżeli można zrealizować projekt alternatywny, który w równym stopniu spełni potrzeby społeczne, nie ma wątpliwości, że należy tak właśnie postąpić” - mówi Jakiel.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) chce przeprowadzić przez dolinę Rospudy drogę na estakadzie. Oznacza to, że w podłoże zostaną wwiercone pale, a na nich umocowane wielkie przęsła, połączone dylatacjami. Planowana estakada to element autostrady Via Baltica, łączącej Warszawę z Helsinkami.

"Poddaliśmy analizie przekroje geologiczne w Dolinie Rospudy. Mamy poważne obawy, że wskutek drgań zewnętrzne warstwy ziemi będą osiadać, a tym samym osiadać może cała estakada. Co więcej, przewiercenie tych warstw może spowodować spływanie wód gruntowych do warstw niższych. Oznacza to osuszenie chronionych bagien” – twierdzi Jakiel.

"Szkoda, że sensowne alternatywy zaczęto zauważać dopiero w 2005 roku. Wcześniej proponowano utworzenie nasypu, które wymagałoby konstrukcji wzmacnianej palami, albo wybudowanie arcydrogiego tunelu drążonego tarczami TBM. Tarcze te wykorzystuje się do drążenia w skałach i używa ich np. przy budowie metra. Tutaj ich ingerencja mogłaby spowodować naruszenie zewnętrznych warstw torfu” – mówi inżynier.

"Zastanawiano się nad technologią, zamiast rozważyć prostą zmianę trasy, która rozwiązałaby problem" – konstatuje z żalem.

"Bez wykazania braku alternatywy nie wolno niczego budować w obszarach Natura 2000, a w tym właśnie obszarze znajduje się rezerwat Rospudy. Organizacje ekologiczne nie protestowały przeciwko samej obwodnicy, tylko od 1999 r. domagały się innego jej przebiegu" – przypomina Jakiel.

Jak podkreśla Jakiel, obwodnica Augustowa nie jest jedynym problemem. Kolejny stanowi obwodnica Suwałk oraz droga łącząca te dwie obwodnice, która także wchodzi w obszar Natura 2000, wymaga dodatkowych wyburzeń i nakładów finansowych.

Wariant alternatywny, łączący obwodnice Augustowa i Suwałk, według wstępnych szacunków Jakiela, byłby od 50 do 80 mln zł tańszy (tj. około 5-8 proc. wartości inwestycji) od wariantu rozpatrywanego przez GDDKiA.

"Drogi wysokiej klasy technicznej, a więc autostrady i drogi ekspresowe powinny być trasowane jako całkowicie nowe elementy sieci drogowej. Nie zaleca się modernizacji zwykłych dróg do tych najwyższych klas" – mówi Jakiel. Wyjaśnia, że taka modernizacja pociąga za sobą dodatkowe koszty. Wiązą się one z wyburzeniami obiektów w pasie przewidzianym pod poszerzenie drogi i z likwidacją części skrzyżowań, a co za tym idzie koniecznością budowy dróg dojazdowych i powiązań terenów po obu stronach drogi. Zdaniem Jakiela, dotychczasowe założenie modernizacji 8 km drogi pomiędzy obwodnicami Augustowa i Suwałk praktycznie pomija te koszty.

"Co najważniejsze, wariant alternatywny nie wchodzi w obszary Natura 2000, a więc może być w dużej części dofinansowany z UE" – podkreśla inżynier.

PAP - Nauka w Polsce, Karolina Olszewska

www.naukawpolsce.pap.pl/nauka/index.jsp?place=Lead02&news_cat_id=130&news_id=11708&layout=6&forum_id=4342&page=text
Obserwuj wątek
    • tarantula01 Otwarcie drogi nr 61 09.08.06, 11:06
      Otwarcie drogi nr 61
      Tiry wracają na drogę numer 61 z Łomży do Augustowa. Łomżyńscy
      samorządowcy zapowiadają protesty. Najkrótsza droga z krajów bałtyckich do
      centralnej Polski, czyli szosa nr 61 przez Łomżę, od kilku lat jest zamknięta
      dla tirów. Dzisiaj drogowcy usuną z niej zakaz wjazdu dla pojazdów o nacisku do
      ośmiu ton na oś. Według ekspertów Generalnego
      Inspektoratu Drogowego ponad osiemdziesiąt procent jeżdżących po polskich
      drogach ciężarówek waży do 40 ton, więc mieści się w tym ograniczeniu. W
      praktyce może to oznaczać, że duża część z ponad czterech tysięcy tirów, które
      codziennie jadą z Augustowa "ósemką" na Białystok, skieruje się właśnie na
      Łomżę.

      Most za słaby
      Na przedmieściach tego miasta część z nich może zostać zawrócona. Zdaniem
      lokalnych władz most na Narwi (są jego zarządcą), przez który przebiega droga,
      nie wytrzyma takiego obciążenia.
      - Mamy stosowne ekspertyzy. Wynika z nich jednoznacznie, że 30 ton to maksimum,
      jakie może bez-piecznie znieść ta wiekowa konstrukcja. Dla bezpieczeństwa
      będziemy musieli ustawić tam stosowne ograniczenia - zapowiada Marcin
      Sroczyński, wiceprezydent Łomży. Najprawdopodobniej w tym tygodniu władze tego
      miasta zwrócą się do prokuratury, by zbadała, czy w związku ze stanem mostu
      decyzja o przywróceniu ruchu tirów na drodze nr 61 nie powoduje zagrożenia dla
      zdrowia i życia.
      Zdaniem Sroczyńskiego nawet wprowadzenie ograniczenia na moście nie rozwiąże
      problemu:
      - Dwie trzecie ciężarówek będzie ważyć mniej. No i po przejechaniu przez Narew
      pojadą przez sam śro-dek miasta, ulicami, które z wielkim wysiłkiem udało nam
      się w ostatnich latach wyremontować. I które przez to zostaną totalnie
      zniszczone.

      Drugie dno
      Szef podlaskich drogowców Tadeusz Topczewski tłumaczy, że musiał podjąć taką
      decyzję, bo przeciążo-na "ósemka" się rozsypuje. W dodatku w tym roku
      zaplanowano na niej kilka remontów. Twierdzi, że jeżeli nie zmniejszy się na
      niej ruchu, to główna droga na Litwę może przestać istnieć.
      - Poza tym władze Łomży od dawna twierdziły, że przez zamkniętą drogę nr 61 są
      odcięte od świata, a miasto się dusi – dodaje dyrektor.
      Te wyjaśnienia nie trafiają do przekonania wiceprezydenta Łomży. Według niego
      cała sprawa ma drugie dno, a jest nim spór o przebieg Via Baltiki. Toczy się on
      od kilkunastu lat. Władze województwa forsują wariant, w którym ten europejski
      korytarz transportowy przebiegałby dłuższą drogą przez Białystok. Osta-teczna
      decyzja w tej sprawie ma zapaść jesienią.
      - Zniesienie zakazu jest zwykłą manipulacją. Wiadomo, że nieprzygotowane na
      tranzyt, nieposiadające obwodnicy miasto będzie protestować. A na jesieni
      zwolennicy wariantu białostockiego powiedzą, że przecież Łomża nie chce Via
      Baltiki – uważa Sroczyński.
      I przypomina, że chociaż władze miasta domagają się budowy obwodnicy od 20 lat,
      dotychczas Minister-stwo Infrastruktury nie wpisało jej do żadnych planów
      inwestycyjnych. Sam dyrektor Topczewski przyzna-je, że mogłaby powstać
      najwcześniej za siedem lat.

      JAKUB MEDEK
      www.siskom.waw.pl/artykuly/k-060703-gw.gif
      • tomkrt Link nie działa 09.08.06, 11:12
        tarantula01 napisał:


        > www.siskom.waw.pl/artykuly/k-060703-gw.gif
      • tarantula01 Ciężkie tiry w mieście 09.08.06, 11:26
        Ciężkie tiry w mieście
        Poniedziałek był pierwszym dniem, od kiedy ciężkie tiry
        mogą znów jeździć drogą nr 61. Generalna Dyrekcja Dróg Krajo-
        wych i Autostrad (GDDKiA) zniosła ograniczenia wagowe na tej drodze. W związku
        z tym przez Łomżę ruszyły wczoraj nawet 40-tonowe, kilkunastokołowe giganty.
        Przeciw decyzji GDDKiA od dłuższego czasu protestuje Jerzy Brzeziński,
        prezydent Łomży. Na podstawie jego decyzji, jako zarządcy drogi na łomżyń-skim
        moście na Narwi, mają tu w najbliższych dniach stanąć znaki zabraniające
        przejazdu najcięższych ciężarówek. Według badań, na które powołuje się miejski
        samorząd, po moście mogą jeździć pojazdy o maksymalnej masie całkowitej do 30
        ton. Prezydent Łomży zapowiada, że złoży do prokuratury doniesie-nie na decyzję
        GDDKiA. - Obecnie przygotowywany jest wniosek do prokuratury o możliwości
        popełnienia przestępstwa przez osoby, które podjęły decyzję o dopuszczeniu
        ruchu ciężkiego na drodze nr 61. Osoby te chyba nie są świadome
        niebezpieczeństwa, jakie niesie dla mieszkańców Łomży ich decyzja. Powiem
        tylko, że tuż przy tej drodze są dwie szkoły podstawowe - mówi Łukasz Czech z
        biura prasowego urzędu miejskiego w Łomży. Do protestu przyłączył się także
        Krzysztof Waszkiewicz, burmistrz leżącego na dro-dze krajowej nr 61 Grajewa.

        ADAM BIAŁOUS, Białystok
        www.siskom.waw.pl/artykuly/k-060704-naszd.gif
    • tarantula01 Via Baltiką na Wyspy Alandzkie 09.08.06, 12:07
      Via Baltiką na Wyspy Alandzkie
      Najtrudniej jechać tą trasą na Łotwie
      Może się to wydawać niedorzeczne - po co jechać samochodem
      na Wyspy Alandzkie, skoro można polecieć do Helsinek, a stamtąd jest
      już wiele wariantów dotarcia na Wyspy, np. samolotem lub bezpośrednio promem. O
      tym, że pomysł jest chybiony, mogłyby też przekonać bardzo liczne i denerwujące
      przestoje na światłach, gdy ruch na Via Baltica (szczególnie na Łotwie) odbywa
      się w jedną stronę. No tak, ale...

      To "ale" wiąże się z chęcią zwiedzenia nowo przyjętych do Unii Europejskiej
      krajów nadbałtyckich, stanu, w jakim znajduje się Via Baltica oraz zobaczenia
      po drodze kilku atrakcji, przynajmniej Rygi i Tallina. Podróż czterema
      samochodami w cztery różne zakątki Finlandii (Alandy, Laponia, archipelag
      Turku, wschodnia część Pojezierza Fińskiego), umożliwiło grupie dziennikarzy z
      Klubu Globtroter tamtejsze Ministerstwo Turystyki.
      Z Polski wyjeżdżaliśmy przez Ogrodniki, a wracaliśmy przez Szypliszki. Trasa
      jest stosunkowo prosta - powinno się jechać trasą Via Baltica, stanowiącą
      fragment drogi międzynarodowej E67. Jest to częściowo już zrealizowana droga
      ekspresowa z Warszawy do Helsinek, biegnąca przez Polskę, Litwę, Łotwę i
      Estonię. Końcowy odcinek, pomiędzy Tallinem, a Helsinkami pokonuje się promem.
      Szczególnie na Łotwie widać, jak kraje Pribałtiki wykorzystują fundusze unijne
      na modernizację tej trasy. Może w mniejszym stopniu dotyczy to Estonii i Litwy.
      Chyba najgorzej jest w Polsce, gdzie południowy odcinek trasy kończy się w...
      Suwałkach i gdzie wciąż trwają dyskusje i kłótnie na temat przebiegu Via
      Baltiki. Są trzy podstawowe warianty jej przebiegu: I - białostocki (przez
      Białystok i Augustów), II - łomżyński (przez Ostrów Mazowiecką i Łomżę), III -
      ostrołęcko-łomżyński (przez Ostrołękę i Łomżę).

      Obecnie trwa spór pomiędzy podlaskim oddziałem GDDKiA, zarządem województwa
      podlaskiego, samorządami Białegostoku (i okolic) a polskimi i międzynarodowymi
      organizacjami ekologicznymi, przyrodnikami, samorządem Łomży (i okolic),
      dotyczący przebiegu tej trasy na odcinku pomiędzy stolicą a Suwałkami. W
      różnych wariantach trasa ta przecinałaby Puszczę Białą, Narwiański Park
      Narodowy, Bagienną Dolinę Narwi, Dolinę Biebrzy, Puszczę Knyszyńską,
      Biebrzański Park Narodowy, Puszczę Augustowską i Wigierski Park Narodowy.
      W lutym tego roku agencja Scott Wilson Kirkpatrick & Co. Ltd. wygrała przetarg
      na opracowanie dokumentu "Strategia rozwoju I Paneuropejskiego Korytarza
      Transportowego. Część I: korytarz drogowy". Inaczej mówiąc, chodzi o ocenę
      oddziaływania Via Baltiki na środowisko. Do oceny przedstawionych zostało ponad
      30 wariantów przebiegu trasy Via Baltica (zob. na ten temat:
      pl.wikipedia.org/wiki/Via_Baltica ).

      Wkrótce potem minister środowiska Jan Szyszko, rozpatrując spór pomiędzy
      zwolennikami a przeciwnikami budowy drogi przez dolinę rzeki Rospuda (w
      okolicach Augustowa i Suwałk), podjął decyzję o budowie tunelu zamiast
      planowanej wcześniej estakady. To bardzo dobra wiadomość dla ekologów, ale zła
      dla przyszłej inwestycji - po prostu kosztować ona będzie kilkakrotnie drożej.
      A przez to może się odwlec w czasie. W połowie marca Łomża i Ostrołęka, na
      specjalnej konferencji, wypracowały wspólne stanowisko. Oznacza to, że mamy już
      tylko dwa warianty, bowiem drugi i trzeci połączyły się w łomżyńsko-ostrołęcki
      wariant Via Baltiki.


      O drogach i autostradach fińskich można powiedzieć, że są doskonałej jakości i
      świetnie oznakowane (ograniczenia prędkości są w formie znaków świetlnych,
      przez co można zmieniać dane). Przy tym panuje na nich mały ruch. Z Helsinek do
      Turku jechaliśmy południową autostradą nr 1 (E18). Następnie do Kustavi (w
      sumie, ze stolicy, 230-kilometrowy odcinek pokonaliśmy w ciągu ok. 3 godz.)
      jechaliśmy drogą niższej klasy. Wreszcie przyszedł czas na przejazd 3 promami,
      łączony krótkimi odcinkami jazdy samochodem po wyspach: najpierw przez
      zatoczkę, potem z Lva do Brando i do Vlrdo (nocleg we wspaniałym miejscu "na
      wsi" w Sandosund Camping z obiadem u Svenna, który zna Polskę i biegał z
      Bronisławem Malinowskim) i wreszcie do stolicy Wysp Alandzkich, Mariehamn. Z
      tego urokliwego, 10-tysięcznego miasteczka, w którym, jak na całym archipelagu
      (6500 wysp, 26 tys. mieszkańców) 95% ludzi mówi po szwedzku, wracaliśmy już
      jednym, dużym promem "Izabella" do Turku. A stamtąd do Helsinek.

      KRZYSZTOF KOPROWSKI
      www.siskom.waw.pl/artykuly/k-060705-pgt1.gif

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka