corrina_f1
07.08.06, 10:30
Była to moja druga i ostatnia wizyta w tym lokalu.
Pierwsza wizyta z konsumpcją pizzy - miała miejsce jakiś rok temu. Wypadła w
ocenie bardzo pozytywnie, pizza smaczna, wielka, ostre noże. Ogólnie na plus.
Jedynym minusem była wtedy dość ociągająca się kelnerka, na kartę i rachunek
musieliśmy czekać dobrych kilka chwil a o rachunek dopraszać się parokrotnie.
Tym razem było znacznie "weselej". Zaczęło się podobnie - od długiego
czekania na kartę. W tzw międzyczasie zostały obsłużone wszystkie znajdujące
się na sali osoby - posiłki rozniesione, rachunki rozdane, dopiero na koniec
przyszła kolej na nas, dostaliśmy wreszcie kartę.
Po krótkim jej przestudiowaniu decyzja zapadła - mix grill dla 2 osób,
focaccia, sałatka "romantica" (w której skład wchodził m.in. ser brie i
orzechy włoskie - o nich za chwilę).
Korpulentna kelnerka przjęła zamówienie i zniknęła na bliżej nieokreślony
czas. Podkreślaliśmy jej dwukrotnie, że focaccię chcemy _do mięsa_ zamiast
dodatków typu ryż czy frytki.
Po kilkunastu minutach na stół wjechała focaccia, którą prosiliśmy do mięsa
(mięso dotarło kilkanaście minut później) a następnie sałatka. Pierwszy
zgrzyt. W orzechach (to NIE jest żart) znaleźliśmy robaki! Takie małe
glizdki, jakie czasem można znaleźć w jabłku czy innych owocach. O tym, że
robaki żerują również na orzechach, kucharz najprawdopodobniej nie miał
pojęcia, dopuszczając się do serwowania sałatki "z wkładką". Robaki były
żywe, co bardzo skutecznie zniechęciło nas do konsumpcji sałatki.
Zgłosiliśmy swoją uwagę kelnerce, zabrała sałatkę, powiedziała, że nie mają
na to wpływu i że może nam podać sałatkę bez orzechów. Zrezygnowaliśmy
z "romantiki", pani zaproponowała jakąś firmową - sałata, marchewka, pomidor
i oliwki - doprawianie we własnym zakresie. Zgodziliśmy się na zamianę.
Kiedy w oczekiwaniu wydającym się nie mieć końca, zjedliśmy całą focaccię, na
stół wjechało wreszcie mięso. Na ogromnym talerzu zajmującym pół stolika,
kilka _kawałeczków_ grillowanego mięsa, w tym : 1 (jeden) szaszłyk (porcja
była na 2 osoby), 2 maleńkie kawałeczki polędwicy (zdecydowanie krwistej, a
takiej nie cierpię, gdyby kelnerka wspomniała, jakie mięsa są w zestawie i
powiedziała o polędwicy, może mielibyśmy możliwość zdecydowania, jak to się
odbywa w większości lokali, że chemy np średnio wysmażoną. Tu wyboru nie
dano), 2 kilkucentymetrowe kawałki kotlecików cielęcych (większość porcji
niestety stanowiła kostka oraz tłuszcz) i 2 kawałeczki (to już do szukania z
lupą) baraniny. Do tego po 1 czy 2 główki pieczarek i mikroskopijny kawałek
pieczonej papryki. Porcją tą nie najadłby się jeden wygłodniały facet.
Poprosiliśmy w międzyczasie o 2 porcję focacci, na stół trafiła już niestety
po konsumpcji mięsa i sałatki :( Na deser.
Pani kelnerka kilkukrotnie podchodziła do stołu zabierając nam talerze,
podczas kiedy byliśmy jeszcze w trakcie jedzenia (wcześniej nie wiedzieć
czemu, zabrała wszystkie widelce ze stołu, musieliśmy więc prosić o nowe).
Deser ani kawa nie zostały niestety zaproponowane. Podobnie jak karta win.
Rachunek, o który też musieliśmy się upominać, wyniósł ok 90 zł. Sałatka jak
najbardziej została na nim uwzględniona, na dodatek ta pierwsza, z robakami,
która była o kilka zł droższa niż ta, którą w rzeczywistości dostaliśmy.
Wychodząc, rzuciliśmy okiem na nasz stolik, który pospiesznie został
sprzątnięty dla nowych gości. "Kropką nad i" było to, co pani zrobiła z
okruszkami i rozmarynem z focacci, który siłą rzeczy wylądował na obrusie
(koszyk, w którym podawana była focaccia był wiklinowy, więc z wieloma
dziurkami, przez które okruchy i rozmaryn wyleciały) - reką zmiotła
okruszkową całość na podłogę !!
Nigdy więcej - uznaliśmy wspólnie już za drzwiami...
PS - a najbardziej zawsze mi się podobała jedna pozycja w karcie, od kilku
lat bez zmian w internecie - sałaDki !! :)