Gość: ewa IP: *.merinet.pl 07.09.06, 16:13 znacie i co sadzicie Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
illiterate Re: cafe brama 09.09.06, 23:39 Pamietam, ze brama byla pierwsza, nowa, inna. Kiedy wchodzilo sie do wnetrza urzadzonego 'po prostu', zatykalo. Ta bezpretensjonalnosc! Zadnych rozyczek w wazoniczkach, zadnych cholernych krakowskich dzierganych serweteczek, zadnych ozdobnych zyrandoli, wyfiokowanych kelnerek i kelnerow z pretensjami, zadnego taniego glamour, ktore gnebilo stoleczna gastronomie od lat. I to zarcie - proste, pyszne, tanie. Pierwsza brama przy Rozmaitosciach stala sie w ciagu miesiaca 'the place', gdzie wypadalo sie umawiac, gdzie pracowali najfajniejsza obsluga, gdzie nie mozna bylo uzywac komorek. Łał. Wlasciciele otwierali kolejne, i codziennie kontrolowali jakosc uslug i jedzenia, objezdzajac wszystkie lokale. I bum. Nagle z tajemniczych przyczyn zarcie zaczelo przypominac fakdonalda - wszystko, pomijajac frytki i omlety, bylo dowozone w postaci zamrozonej i odgrzewane w mikrofali. Znakomita podpalana tarta tatin zmienila sie w zenujacy placek z jablczanym przecierem ze sloika. Pasty - w rozgotowany, pokruszony makaron (jak mozna pokruszyc makaron?) w nijakich sosikach. Zmiane na gorsze bylo widac, slychac i czuc. A brama nie byla juz ani taka nowa, ani odkrywcza - konkurencja uczy sie bardzo szybko. I fajne miejsce szlag trafil. Ostala sie chyba jedna - ta jedyna, w ktorej mozna bylo zamowic alkohol. Bylismy tam dzisiaj o 21: troje gosci i smetny personel zaplecza poziewujacy i przegladajacy gazety. W ladzie - nedzne resztki nieapetycznych plackow, menu odbite na czaro-bialym xero, w okladkach jak z PRL (to akurat bylo cool ;). Z ulga sie zmylismy do pobliskich numerow i liter. Smutna historia z moralem dla knajpiarzy: w pogoni za zyskiem nie oszczedzaj na jakosci, bo publika glosuje jezykami i nosami. RIP. Odpowiedz Link Zgłoś