skiela1
11.11.06, 04:41
Kolejka stojąca w połowie listopada przed cukiernią Jarosława Meryka ciągle
dziwi niewtajemniczonych, którzy nie wiedzą, czym są rogale św. Marcina.
Poznaniacy po prostu nie wyobrażają sobie obchodów Dnia Niepodległości i Dnia
św. Marcina bez rogala nadziewanego bakaliami. Dlatego tuż przed 11 listopada
ustawiają się przed poznańskimi cukierniami kolejki po smakołyki.
Jarosław Meryk ma zakład cukierniczy w Warszawie, ale pochodzi z Wielkopolski.
To tam praktykował u jednego z najlepszych mistrzów cukierniczego fachu.
– Przepis na rogale marcińskie nie jest tajny, ale nikt z szanujących się
mistrzów nie zdradzi go zbyt pochopnie. Ich odpowiedni smak osiągnąłem metodą
prób i błędów – mówi cukiernik, który zajmuje się przenoszeniem poznańskiej
tradycji na warszawski grunt. – W Poznaniu rogale marcińskie wypieka się raz
do roku. W warszawskiej piekarni robię to codziennie, już od czterech lat –
dodaje cukiernik.
Warszawiakom chyba spodobał się poznański zwyczaj, bo... – Codziennie piekę
kilkaset sztuk rogali, ale na święto św. Marcina wypiekam ich więcej. Około
10-12 tysięcy sztuk.