Gość: Akacyjna
IP: 10.130.128.*
19.11.01, 21:14
Czas : 12.30
Miejsce : Środek Warszawy
A było to tak:
Wysiadam z samochodu , biegnę do parkomatu , wrzucam monety , biorę kwit i
pędem umieścić go za szybą.
Sprawdzam - mogę stać do 13.56
Kluczyk do zamka i ......... Koniec!
Zamek zeżarł kluczyk!!!
Nie mogę otworzyć drzwi , nie mogę wyjąć klucza.
Myślę sobie ..pi,pi,pi. !!!!
Za telefon i dzwonię do PZU ,tłumaczę co "mi" dolega.
Pani na to: Gdyby to było za W-wawą , albo przynajmniej wypadek (milutka!)to my
oczywiście , ale w tej sytuacji podam pani telefon do Pana X."
Dzwonię do Pana X :
Teraz nie mogę ale może kolega (Pan Y).
Dzwonię do Pana Y:
-Przyjadę , złamię pani klucz i odholujemy samochód.
(ciekawe rozwiąznie!)
Dzwonię:
Nowy numer , nowy Pan , tekst ten sam!!!
Ktoś tu jest blondynem.
Złamać to żadna filozofia , pojadę do domu po klucz ,
przyjadę i ...blokada na kołach. Gdzie wsadzić ten cholerny kwitek?
Może jakiegoś lumpa wynająć , co kwitek by dzierżył w dłoni przy samochodzie?!
Moja wściekłość sięga zenitu , kopię w drzwi - zamek puszcza , klucz wychodzi.
Szarpanina trwała 45 min , a jakie zainteresowanie!
W tym czasie opierniczyć cudzy samochód pod bokiem policjantów i innych ludzi
na ulicy to pestka.
Dziękuję wszystkim Panom za niepomoc!