margot.t
26.01.07, 09:21
Ostatnio dość często się zdarza. Wkurzające zapewne dla wszystkich, którzy wybierają się pieszo w
stronę rodna Wiatraczna. Poprosiłam grzecznie panów ochroniarzy, żeby nie utrudniali życia
mieszkańcom osiedla i otworzyli furtkę z kluczyka. Nie. Nie, nie, nie! Absolutnie! No, co pani?!
Pytam, dlaczego? Słyszę: bo ktoś obcy wejdzie. No i co z tego, że wejdzie? I co zrobi? Do klatek nie
wejdzie, jak nie zna kodu. Ochroniarz sugeruje, że przecież może wejść za kimś. Litości, a przez
furtkę to za kimś nie wejdzie? Co to za jakas psychoza z tymi obcymi?
Czy możemy zgłosić komuś postulat, że w przypadku awarii furtki zostaje ona otwarta? A jeśli z jakiś
powodów to niemożliwe to domagamy się kluczyków to tego wejścia?
Dostaję szału, gdy rano, kiegdy najbardziej się spieszę, muszę iść do sklepu, wrócić, a potem
odprowadzić dziecko do przedszkola biegając naokoło. Nos to tabakiery czy tabakiera do nosa? Czyj
interes ważniejszy -mieszkańców czy ochroniarzy? Bo rozumiem, że skoro tak się bardzo boją
najazdu obcych, to mogą stać przy tej nieszczęsnej bramce i legitymować - ale nie chce im się
tylków na mrozie trzymać?
Zła jestem i tyle.