Dodaj do ulubionych

Euro 2012 - szansą

04.05.07, 12:30
Euro 2012 - szansą [Gazeta Transportowa]

Infrastruktura.
Czy zdążymy wybudować autostrady i lotniska?

Nie mamy stadionów, dobrych dróg, porządnej infrastruktury kolejowej. Do ich rozwoju ma się przyczynić organizacja mistrzostw Europy w piłce nożnej Euro 2012. Większość pieniędzy na to wyłoży Unia Europejska.
Do Polski, w trakcie trwania mistrzostw, przyjedzie kilka milionów kibiców. Wszyscy będą się przemieszczali pomiędzy stadionami w Gdańsku, Poznaniu, Warszawie i Wrocławiu, a może też w Krakowie i Chorzowie. Również będą chcieli dostać się na Ukrainę. Żeby było to możliwe, potrzebne są przejezdne drogi, sprawna kolej i lotniska mogące obsłużyć większą liczbę pasażerów. Czyli wszystko to, czego nie mamy. Władze twierdzą, że do 2012 r. sytuacja ta się zmieni.
Ze oerodków samorządowych.
Tomasz Lipiec, minister sportu, na konferencji zorganizowanej z ministrem rozwoju regionalnego
Grażyną Gęsicką i ministrem transportu Jerzym Polaczkiem, stwierdził: "Organizacja Euro 2012 spowoduje powstanie nowoczesnych stadionów. To również szansa na rozwój infrastruktury i gospodarki, rozbudowę lotnisk, dróg,
hoteli".
Do UEFA zostały już zgłoszone projekty budowy stadionów w Warszawie, we Wrocławiu oraz w Gdańsku. Będą one budowane przede wszystkim ze środków samorządowych i dofinansowane z Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej. Modernizowane będą również stadiony w Krakowie oraz w Poznaniu, na które dotychczas przeznaczono odpowiednio 20 mln zł i 30 mln zł. W sumie mamy do dyspozycji ponad 2 mld zł.
Grażyna Gęsicka zapewniła, że w programach regionalnych są też środki na dotacje dla przedsiębiorców, którzy zechcą zainwestować w usługi potrzebne przy tego typu przedsięwzięciach, jak np. usługi hotelarskie czy gastronomiczne.

A4 najważniejsza.
Powstał już plan rozbudowy sieci drogowej. Kluczowe znaczenie ma autostrada A4, łącząca na południu Polski granicę niemiecką z ukraińską. Dzięki niej skróci siê czas dojazdu kibiców.
"Znaczące dla organizacji mistrzostw będzie zakończenie budowy ostatnich odcinków autostrady A4 (liczącej dziś 375 km), która umożliwi przejazd od granicy niemieckiej do ukraiñskiej. Inwestycja miała zakończyæ się do 2015 r. Dzięki Euro 2012 intensyfikujemy działania. Całość ma być gotowa do 2012 r. Przedsięwzięcie to pochłonie ponad 1 miliard 320 milionów euro" - wyjaśnia Jerzy Polaczek.
Organizacja mistrzostw przez Polską oznacza, że w 2012 r. również autostrada A1 będzie funkcjonować na całej swojej długooeci - od Gdańska do południowej granicy z Czechami, a autostrada A2 - od granicy z Niemcami do granicy wschodniej Polski.
Jeśli chodzi o infrastrukturê lotniczą, to rozbudowanych zostanie osiem portów regionalnych.
W sumie na rozwój infrastruktury drogowej, kolejowej oraz lotniczej, do 2013 r., Polska ma do wykorzystania z funduszy unijnych ponad 19 mld 75 mln euro.
Zdaniem minister rozwoju regionalnego Grażyny Gęsickiej, takie wydarzenie, jak mistrzostwa Europy w piłce nożnej, zmobilizuje duże miasta do przyspieszenia inwestycji drogowych. Oby. Czasu mamy nie tak wiele.

E.HABER@PGT.PL
Obserwuj wątek
    • tomkrt Re: Euro 2012 - szansą 04.05.07, 12:35
      Hym A4, A1 i A2 na całej długości do 2012
      niech ktoś mnie uszczypnie.

      Chyba że minister Polaczek ma w odwodzie jakąś armie kompetentnych i nie bojących się podejmować decyzji urzędników drogowych - bo z tymi co teraz są za sterami to marnie to widze.

      Pozatym wszystko ma być wpsółfinasowane z funduszy wspoólnotowych
      a więc całe procedury muszą być zgodne z normami ochrony środowiska
      do tego dochodzą wiecznie ciągnących się przetargów.

      Do tego potrzebne są gruntowne zmiany prawa w zakresie wywłaszczeń, odszkodowań i zamówień publicznych

      Piekna widzja 3 ministrów - tylko niestety oderwana od rzeczywistosći.
      No ale pozostaje tylko trzymać kciuki.
    • tomkrt TP: Nawarzyliśmy sobie piłki 04.05.07, 16:24
      Nawarzyliśmy sobie piłki

      wiadomosci.onet.pl/1408121,2677,1,1,kioskart.html
      [Tygodnik Powszechny]

      Kto zbuduje polskie drogi?
      Politycy świętują, makro-ekonomiści głowią się, jak wybrnąć z organizacji mistrzostw Europy. Wstępne szacunki nie wyglądają najlepiej.
      Krople szampana nie zdążyły jeszcze obeschnąć na brodach polityków i działaczy PZPN, a już mamy pierwsze propozycje zmian, które mają przygotować Polskę na wizytę setek tysięcy kibiców w 2012 r. Dokument przygotowali jednak nie politycy, tylko Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych "Lewiatan". – Sytuacja jest bardzo
      poważna – uzasadnia Małgorzata Krzysztofek, makroekonomistka z "Lewiatana". – Jak na ogrom zadań, przed którymi stoi Polska, czasu jest bardzo mało, a przy okazji mistrzostw mamy olbrzymie szanse na szybkie wprowadzenie zmian systemowych. Stąd nasze propozycje.

      Czy górnik zapłaci za miłość do piłki

      Już pobieżne wyliczenia wskazują, że Polska będzie miała kłopoty ze sfinansowaniem niezbędnych inwestycji. Unijne pieniądze przeznaczone na budowę dróg (ok. 10 mld euro do wykorzystania w ciągu pięciu lat) z pewnością nie wystarczą. Koszt budowy kilometra autostrady waha się pomiędzy 4 a 6 mln euro, a tylko na najbardziej zaawansowanej budowie trasy A4 ze Zgorzelca na granicę ukraińską do skończenia pozostało prawie 400 km.
      – Najwyższy czas wprowadzić w życie partnerstwo publiczno-prywatne – twierdzą w "Lewiatanie". – Na razie ten pomysł jest martwy, a szkoda, bo prywatne pieniądze pozwolą sfinansować inwestycje.

      W zamian, co oczywiste, przedsiębiorcy uzyskaliby prawo do długoletniej dzierżawy obiektów stadionowych czy pobierania części opłat drogowych. Na razie najpoważniej nad wprowadzeniem do gry prywatnego partnera zastanawiają się w Warszawie, wspominając o nim przy okazji planów budowy stadionu narodowego.

      Finansowe skutki przygotowań do Euro 2012 też mogą się okazać mniej oczywiste. Być może rząd, w poszukiwaniu dodatkowych źródeł dochodu, zmniejszy wydatnie listę zawodów uprawnionych do wcześniejszej emerytury i będzie zmuszony do wzięcia się za bary z ustawą o ubezpieczeniu rolniczym, absurdalną i niesprawiedliwą (dziś emeryturę rolniczą może bez trudu wypracować sobie każdy właściciel kawałka gruntu – od literata po kominiarza).

      Czyżby więc miało okazać się, że górnicy zapłacą za swoją miłość do futbolu?

      Z budowy na budowę

      Pierwsze szacunki rządowe mówią, że w Polsce brakuje 150 tys. budowlańców. – Nie wiemy, skąd te wyliczenia. Mamy jedynie pewność, że brakuje rąk do pracy. Ilu? To zależy, co będziemy chcieli budować – potwierdza Małgorzata Krzysztofek, zauważając przy okazji, że właśnie mszczą się na nas decyzje ministrów edukacji, forsujących niemal całkowitą likwidację szkół zawodowych.

      Według makroekonomistów z "Lewiatana" Polska powinna błyskawicznie zmienić prawo pracy, wprowadzając elastyczne i zadaniowe formy zatrudnienia. Innymi słowy: Mołdawianie, Litwini i Białorusini, którzy mogą skusić się na pracę w Polsce, powinni przyjeżdżać na terminowe kontrakty. Z jednej strony drzwi powinny zostać uchylone, z drugiej – nie można otworzyć ich zbyt szeroko.

      Najprawdopodobniej okaże się więc, że bez wsparcia z zagranicy nie zdążymy na czas. Nie jest to jednak przesądzone, specjaliści od rynku budowlanego zwracają bowiem uwagę na wyraźne zmiany w strukturze zatrudnienia. Jeszcze w ubiegłym roku kierownicy budów stali przed problemem nie do rozwikłania: najbardziej cenieni fachowcy pracowali za granicą, pozostali sposobili się do wyjazdu.

      Sytuacja się zmieniła.
      Jakub Tadejko, inżynier z położonego na ścianie wschodniej Ełku, jeszcze niedawno zastanawiał się, czy nie wyruszyć w poszukiwaniu pracowników na Ukrainę albo Litwę. Teraz ma inne sprawy na głowie. – Np. w naszym mieście ceny mieszkań w ciągu dwóch lat poszły dwukrotnie w górę. Dzięki temu mogliśmy podnieść zarobki. Jak podnieśliśmy zarobki, to na budowę zaczęli wracać fachowcy, którzy wyjechali na Islandię albo do Irlandii. Powód jest prosty: nie każdy się nadaje do pracy za granicą. A my oferujemy coraz atrakcyjniejsze stawki.

      W tej chwili ceniony pracownik zarabia w ełckich firmach budowlanych nawet 3 tys. złotych miesięcznie, do końca tego sezonu wypłaty jeszcze podskoczą. Tadejko ze spokojem czeka więc na rozruch budów. – My jesteśmy gotowi do pracy. To nie jest kłopot, wyjechać na kontrakt do środkowej Polski czy na Wybrzeże. Już teraz budujemy nie tylko na wschodzie, ale też w Warszawie i Gdańsku.

      Optymiści, przekonani, że w razie braku polskich pracowników do Polski przyjadą tłumy obcokrajowców, mogą się jednak rozczarować. Od wielu lat nie jesteśmy dla budowlańców ziemią obiecaną. Wolą pojechać do Moskwy, Petersburga albo Rzymu.

      Małgorzata Krzysztofek: – Radzę uważać z poszukiwaniem robotników na Ukrainie. Może i znaleźlibyśmy chętnych, ale drenowanie rynku sąsiadów z siły roboczej w chwili, kiedy sami są w przededniu wielkich budów, może doprowadzić do zgrzytów dyplomatycznych. Powtórzę: dajmy szansę na przykład Mołdawianom.

      W odwodzie pozostaje jeszcze wielka armia pracowników, chętnych do pracy i na wyciągnięcie ręki. To nielegalni imigranci z Dalekiego Wschodu. Na przykład Wietnamczycy, którzy handlują na krakowskiej Tandecie podróbkami markowych dżinsów, albo dwutysięczna armia Azjatów ze Stadionu X-lecia – planowana budowa stadionu narodowego w miejscu bazaru "Europa" pozbawi ich środków do życia. W całym kraju jest ich ok. 50 tys.

      Ks. Edward Osiecki, duszpasterz Wietnamczyków w Polsce, rozmawiając o Euro 2012 nie ukrywa rozgoryczenia: – Ci ludzie mogliby bardzo pomóc. Nie mówię, że wszyscy, bo przecież część świetnie daje sobie radę. Ale część na pewno chciałaby się zatrudnić na kontraktach, tym bardziej że przyjeżdżają tu nie tylko zwykli robotnicy, ale też inżynierowie. Oni są wymarzonymi pracownikami, niewiarygodnie silni, pracowici i zdyscyplinowani. Musielibyśmy jednak przestać ich traktować jak obywateli trzeciej kategorii i zalegalizować pobyt. A na to się nie zanosi.

      Małgorzata Krzysztofek: – Niezależnie od tego, jak poradzimy sobie z brakiem robotników, mamy niepowtarzalną okazję, żeby wpuścić do Polski konsorcja zagraniczne zajmujące się budową dróg. Budują szybko i stoją poza polskimi układami, które często uniemożliwiają pracę i podwyższają koszty.

      Polityk zamiast menedżera

      Ekonomiści o tym milczą, a szkoda: zaraz po wyborze polsko-ukraińskiej kandydatury pojawiły się nadzieje, że rząd wykaże się roztropnością i powierzy stery komitetu organizacyjnego sprawnemu menedżerowi.

      Te nadzieje okazały się płonne. Po raz kolejny zwyciężyło partyjniactwo i zamiłowanie Kaczyńskiego do ręcznego sterowania światem. Premierowi, który sam siebie mianował szefem komitetu, a na przybocznych powołał 15 ministrów, przybył kolejny obowiązek. Tłumaczenie, że komitet, jeśli ma działać efektywnie, powinien składać się z członków rządu, nie przekonuje. Świadczy raczej o braku zaufania dla kogokolwiek spoza "rodziny". Można jedynie cieszyć się, że w komitecie nie zasiadają Giertych i Lepper. Widocznie nieunikniona katastrofa, z jaką wiązałaby się obecność rządowych pieniaczy, przeraziła nawet Jarosława Kaczyńskiego.
      Kłopoty z przestrzenią

      Może się okazać, że dywagacje o rękach do pracy, szkołach budowlanych, emeryturach pomostowych i komitetach organizacyjnych nie mają sensu. Języczkiem u wagi jest bowiem polski chaos przestrzenny i brak skutecznych sposobów na jego opanowanie.

      Kiedy Magdalena Jaśkiewicz, znana urbanistka, dyrektorka Biura Planowania Przestrzennego krakowskiego magistratu, usłyszała, że Polacy będą organizować mistrzostwa Europy, westchnęła głęboko. Trudno jej uwierzyć, że z niespójnego systemu prawnego i chaosu zwanego dla niepoznaki prawem o zagospodarowaniu przestrzennym wyłonią się rychło decyzje, które pozwolą budować szybko i bez przeszkó

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka