Gość: sebek
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
28.05.03, 20:21
Dlaczego?
Tylko u nas w najbardziej reprezentacyjnych miejscach można napotkać się na
tak niebywałe atrakcje jak:
Przeciskanie się między handlarzami sprzedającymi staniki, sznurowadła
tudzież pamiątkami z Egiptu. Jeśli już przejdziemy przez ten tor przeszkód
czeka nas niezwykła architektura w postaci pstrokatych i znakomicie
przykrytych patyną czasu bud z czerstwymi zapiekankami stojących na równie
interesujących podkładach z kilku cegieł. To nie koniec atrakcji bowiem gdy
już raczymy się specjałami kuchni polskiej należy oczywiście delektować się
równie niezwykle interesującymi piosenkami serwowanymi przez obrzydliwie
śmierdzących żuli lub też rodowitych latynosów, którzy aby być lepiej
słyszalnymi używają wzmacniaczy podobnie jak i dające im przykład władze
miasta uszczęśliwiające co tydzień nas koncertami disco polo tłumnie
odwiedzanymi przez dziesiątki jeśli nawet nie setkę przypadkowych
przechodniów. No dobrze ale pójdźmy dalej, przeciśnijmy się pomiędzy
samochodami gęsto blokującymi ruch na uliczkach Starego Miasta, nie zwracajmy
uwagi na straż miejską która flirtuje i droczy się żartując z kilkoma
handlarzami, którzy od jakiegoś czasu swe nielegalne stoiska ustawili na
ulicy Świętojańskiej. Wejdźmy na rynek toż to przecież nasza narodowa duma,
najstarszy plac naszej dumnej stolicy. Nie zwracajmy więc uwagi na
wszechobecne reklamy, pstrokate parasole, ławki zajęte przez odpustwowych
handlarzy sprzedających diabełki, pańską skórkę i inne ciekawostki. Obsrana,
brudna syrenka? Nie szkodzi. Takie to przaśne, swojskie. Takie jak cała
Warszawa. Coraz brudniejsza, buracka ale wciąż dumna z siebie metropolia
środkowoeuropejska. A co może nie? Tak powinna wyglądać nasza stolyca?
Bierzmy przykład z Wrocławia, Gdańska, Krakowa a najlepiej z Pragi i
Budapesztu. Do pięt im nie dorastamy.