Gość: akacja
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
31.05.03, 19:52
W ostatnią niedzielę, poszukując sympatycznego, niezbyt drogiego i dobrego
miejsca na zjedzenie obiadu wybraliśmy (w sposób losowy) restaurację Saliko.
nie będę snuła rozwlekłych i gęstych opowieści jak było - powiem krótko -
czulismy się trochę tak jak np. w smażalni ryb nad Bałtykiem, tyle że nie w
sezonie. Zamiast gruzińskich rytmów, muzyki, etc. przez kilkadzieisąt minut
włączony był telewizor z Polsatem. Gdy poprosiłam w włączenie jakiejś muzyki
przez głośniki zaczęła się wydobywać jakaś łupanina - ucasa, uncasa, i
zapewniam, zę nie była to muzyka gruzińska. Ponadto kelner mało
zaangażowany - nie pomógł nam, co wybrać, nie doradził. Ceny w miarę
sensowne (ale tylko na piewrszy rzut oka) - porcje bowiem bardzo małe tak,
że samym daniem obiadowym najeść się niemożna.W śródku mało "klimatycznie" -
jerśli ktoś szuka miejsca na romantyczną kolację/obiad, zdecydowanie
odradzam. Stolików na zewnątrz właściwie brak.. Wyszliśmy bardzo rozczarowani