Gość: niech
IP: *.MAN.atcom.net.pl
28.07.03, 15:27
Na ul. Wierzbowej 9/11. Przy Placu Tetralnym idac od strony Grobu N.Z. za
Barbadosem i Zanzibarem (czy jak im tam, nie nadazam za zmianami nazw).
Wiedzialem juz od dawna ze specjalnoscia tej kuchni jest dziczyzna - rzecz
dosc rzadka w w-skich restauracjach. No wiec wreszcie dotarlem. Bardzo mile
eleganckie, klasycyzujace wnetrze. Duza sala z kilkoma stolikami, obok
mniejsza z duzym stolem dla kilkunastu osob, i inna, rodzaj saloniku, ze
stolem dla kilku - tam chciala nas usadzic kelnerka, ale ze bylismy jedynymi
goscmi (co nie zmienilo sie do konca pobytu), wybralismy centrum duzej sali.
Przez caly czas gralo radio - jakas sieczka niestrawna dla kazdego ucha,
zwlaszcza w takim otoczeniu. Jakosc obslugi pozostawie na koniec, bo to
osobny rozdzial. Z salatek (17-25) wzielismy salatke Diana - grillowana
poledwica z sarny z sosem malinowym (25). Moze byc. Zupa (8-12) - bulion z
bazanta z pierozkami kresowymi - dosc mala porcja, ktora nie zrobila na mnie
zadnego wrazenia. Znam lepiej podane rosoly z kury z koldunami. Ale ujdzie.
Wsrod przekasek sa placki ziemniaczane z lososiem i kawiorem - za
zastanawiajaca cene 23 zl oraz salatka z szyjkami rakowymi - za 24.
Restaurator nie skorzystal z okazji zeby dodajac sladowe ilosci kawioru lub
szyjki amerykanskich rakow zblizonych wielkoscia do karaluchow zazyczyc sobie
za to 100 zlociszy. Chwala mu za to, ale tych dan nie sprobowalismy - raki
radze jesc w Szczecinie, duze sztuki z polskich hodowli, kawior kupcie sobie
sami. W karcie sa ryby - losos z rusztu, sum w smietanie - brzmialo
zachecajaco, ale przeciez mielismy jesc dziczyzne. Niestety z dwoch dan bylo
tylko jedno. Sarna nie skruszala i nie mozna bylo za 45 zl zjesc szynki sarny
z rusztu. Pozostal nam schab z dzika po bartnicku - w sosie miodowo-piwnym
(43). I to polecam. Jest tez spory wybor mies (38-49). Nie zjadlem prosiaka z
rusztu (49), ale talerz mies (47) - dokladnie piec. Moze byc. Do tego
ziemniaki podsmazane, czerwona kapusta i salatka. Salatka to byly liscie
roznych salat, zastanawiajace ze taka sama byla na glownych talerzach i
zostala podana na osobnym - czulem sie jakbym mial zeza. Mozna tez zjesc
drob - kurcze (34) lub kaczka pieczona (46). Piwo Heineken - 10, Warka - 8,
wodki - 7-9, woda (zdobywajace stolice Ostromecko) - 5. Desery - wzielismy
gruszke w sosie karmelowym z nadzieniem. Gruszki z tego co wiem nie dojrzaly
jeszcze w Polsce, wiec te sprowadzono chyba z Antarktydy. Zamiast noza
powinni podac do niej pile mechaniczna. Sos nie mial zadnych szans przeniknac
do owoca - zenada (za 10). Espresso - 8. Karta win dosc krotka, wina od 50 do
250 zl. Dla oszczednych (to ja!) zawsze sie znajdzie jakis nowy kontynent za
70, problem w tym ze sa to wina nie pasujace do dziczyzny. Warto by
poglowkowac nad karta w knajpie podajacej takie potrawy - uczcie sie od
Copernicusa!
No i obsluga - dwie dziewczyny, ktore pewnie by sie zdziwily gdyby im ktos
powiedzial ze pracuja w restauracji. Staly syndrom - popielniczka pojawia sie
po czwartej prosbie, sztucce sa zmieniane dopiero po zwroceniu uwagi, do
salat nie podane sa przyprawy, na prosbe o ocet kobieta juz chce pojsc do
spozywczego i kupic pol litra kwasu octowego, podajac karte win od razu
zastrzega ze najtanszego nie ma (tak jakby odrozniala wino od oranzady),
generalnie trudno to nazwac rozczarowaniem, to bylo dosc przykre. Widac ze
wlasciciel chce sciagnac do restauracji cudzoziemcow - oglasza sie w
wiekszosci darmowych czasopism rozdawanych w hotelach i samolotach - ale
niestety zbyt duzo moze stracic utrzymujac te dziewczyny w tym miejscu.
PS. Zjecie obiad z trunkami za 100-110 zl. Warto zaprosic cudzoziemca. Nie
wygladalo na to by trzeba bylo robic rezerwacje - ale byla to wakacyjna
sroda. Wybierajac sie tam z gosciem przygotujcie go na dziwna obsluge. (I
spytajcie sie wczesniej czy dziczyzna skruszala.)