waldek9876
03.01.08, 19:47
Witam, od pewnego czasu zyje z tym pytaniem i postanowilem zapytac u
zrodla. Wyjechalem z Warszawy do UK 3 lata temu. I od razu mowie, ze
nie mam zamiaru ani wychwalac UK (lub PL), ani pluc na PL (lub UK) i
udowadniac, ze cytryna jest slodka. Nic nie jest czarno biale. Z
drugiej strony emigracji trzeba liznac, by cos o niej rozumiec (nie
wystarczy przeczytac tomiku wierszy Lechonia).
Powodow wyjazdu bylo kilka. Stracilem ekstra robote w duzej
korporacji kilka lat temu (ogolny spadek sprzedazy, zwolnienia
grupowe). No i zaczely sie schody. Mialem dwa kredyty i rodzine.
Miesiecznie musialem "wygenerowac" 4tys zl. I nie bylo zmiluj, tyle
potrzebowalem, by zyc i zaspokoic banki. Zlapalem dwie prace na raz
jako przeds. handlowy i kosztem pracy od rana do zmierzchu oraz
ogromnym stresem "generowalem" owa kase (szukajac caly czas innej
pracy). Dwie komorki, zwidy, by jedni nie dowiedzieli sie o drugich,
bo czas dzielilem na klientow obu branz (nie konkurencyjnych).
wykanczalo mnie takie zycie. Zlapalem etat, ale polowe pieniedzy
dostawalem... pod stolem. I to byl powod najwazniejszy.
Jazda po Wwie to powod drugi, 8km i 40 minut. Skrot przez Odolany to
byla radosc! Uzmyslowilem sobie, ze to chyba chore, ze stolica
panstwa europejskiego stoi w korkach, tiry pchaja sie przez miasto,
ludzie rozwalaja sobie zawieszenia, jedna linia metra to kpina...
Czesto jezdzilem w tzw. trase. To juz byl survival, wyprzedzanie na
trzeciego, pod gorke, na podwojnej ciaglej, na zakretach etc. Jakos
przezylem, ale zawsze wracalem z rozstrojem zoladka.
Kolejnym powodem byl brak normalnosci. Dwukrotnie prowadzilem
dzialalnosc gospodarcza, nie bede sie rozpisywal jak bardzo panie w
urzedach utrudnialy mi zycie. Kiedy zorientowalem sie raz, ze po
odjeciu wszystkich kosztow, oplaceniu faktur, ZUSu, dojazdow do
klienta - uczciwie prowadzac firme zostalo mi 100 zl to
stwierdzilem, ze jestem najgorzej oplacanym pracownikiem w Polsce.
Wyczyny polskich politykow oraz przemozny wplyw kosciola
katolickiego na kazdy aspekt zycia denerwowaly mnie przepelniajac
czare goryczy. Zapadla decyzja - wyjazd.
Tu zyje sobie normalnie czego pragnalem, mieszkam tez w stolicy, bo
w Edynburgu:) Korki miewam z rzadka, pensje mam godziwa, w BBC o
Watykanie powiedzieliby gdyby tam bomba wybuchla, a jedyna grubsza
afera polityczna - to problem unii na wlosku.
Mimo tego teskno mi do kraju bardzo, choc Edynburg wg mnie
ladniejszy jest od Wwy, a zycie kierowcy przypomina tu bajke
(zadnego wpychania sie, wzajemne przepuszczanie sie na krzyz itp).
No teskno i juz. Zawsze kochalem Kampinos, a teraz tylko moge o nim
myslec... Poza tym co by nie mowic, pracuje ponizej swoich
kwalifikacji, co prawda jako sprzedawca w sklepie, ale po ukonczeniu
dwoch kierunkow nie jest to szczytem moich marzen. No wiec jestem
nieco sfrustrowany. Chcialbym do swoich i do pracy w zawodzie.
Tymbardziej, ze propaganda ze jest w Polsce lepiej dociera juz i
tutaj.
Co prawda jak bylem w Polsce kilka mies. temu nie specjalnie rzucilo
mi sie to w oczy, oprocz cen ktore osiagnely najwyzsze europejskie
standardy...
Moj kolega wrocil po swietach i az oczy mu sie swieca, ze tak sie
polepsza teraz w Polsce. Rozmawial ze znajomymi i teraz mozesz
przebierac sobie w ofertach pracy i za jakie pieniadze! Nikt, nawet
po studiach nie chce pracowac za mniej niz 2 tys na reke (mowil o
Wroclawiu).
No to zaczynam sie zastanawiac, jak to jest naprawde. Jesli moje
dziecko zacznie szkole tutaj to klamka zapadnie. Nie wracamy, bo
sobie w polskiej szkole potem, po ew. powrocie nie poradzi (wiadomo
duzy nacisk na jez. polski i ortografie), no wiec trzeba wracac albo
w niedalekiej przyszlosci, albo wcale.
Slyszalem rozne opinie, m.in. ze pracodawcy nie chca zatrudniac tych
z UK - bo wypadli z obiegu, przerwa w zyciorysie zawodowym (u mnie
np. ten sklep), ze zmanierowani, nielojalni, niepodatni na
zastraszanie utrata pracy, gotowi znowu sie spakowac i wyjechac, a
wiec nie stali. Podobno jez. angielski nie jest juz zadnym
argumentem w poszukiwaniach pracy w Wwie. Poza tym podobno, juz nie
tak, ale wciaz jednak liczy sie wiek kandydata, a ja mam juz swoje
40 lat. Nie chcialbym zalowac decyzji o powrocie, wiec postanowilem
wywolac dyskusje na forum i troche sie przedstawic, byscie mogli mi
doradzic: zostac czy re-emigrowac.
Czy warto dla sentymentow jeszcze raz wywracac zycie do gory nogami,
no bo pensje moze wzrosly, z praca lepiej, ale pozostale powody dla
ktorych opuscilem Polske sa chyba niezmienne? Bo przyznam sie, ze
jest tu sporo rzeczy do ktorych sie przywyczailem i ktorych bedzie
mi brak. Niby szczegoly, ale zycie sie z nich sklada.