Dodaj do ulubionych

Psie numerki

19.11.08, 23:50
Witam!

Macie może jakieś informacje o warszawskiech psich numerkach.

Tu fotka jednago z moich numerów.
www.imageshock.eu/?img=3449192~Hau77.jpg

Wyglada na to ze ponad 100 lat temu miasto wprowadziło psie chipy.

Jesli wiecie cos wiecej, kto to wymyslił albo kiedy wprowadził, piszcie!
Obserwuj wątek
    • dydonek Re: Psie numerki 20.11.08, 10:41
      kuba.seferynski napisał:

      > Witam!
      >
      > Macie może jakieś informacje o warszawskiech psich numerkach.
      >
      > Tu fotka jednago z moich numerów.
      > www.imageshock.eu/?img=3449192~Hau77.jpg
      >
      > Wyglada na to ze ponad 100 lat temu miasto wprowadziło psie chipy.
      >
      > Jesli wiecie cos wiecej, kto to wymyslił albo kiedy wprowadził, piszcie!

      Kilka numerków jest tutaj - ale żaden taki ładny :-)
      www.muzeum.warszawa1939.pl/strona.php?kod=115
      • andrzej_b2 Re: Psie numerki 20.11.08, 18:20
        Historia psich numerków ma już około 130 lat a może i więcej. (Może komuś uda się mnie przebić.) Taki numerek kiedyś pełnił zupełne inną rolę niż dzisiejszy chip. Był wyłącznie dowodem uiszczenia opłaty za posiadanie psa.
        Oto, co na ten temat mówiły przepisy zatwierdzone przez JW Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 28 marca 1880 r. Nr 1990 o utrzymaniu psów w m. Warszawie:
        [...]
        Pkt 2. Na dowód wniesienia opłaty za prawo utrzymywania psów Kassa Miejska wydawać będzie właścicielowi psa kwit wycięty z księgi sznurowej i znak blaszany, na którym będzie oznaczony rok i nr bieżący znaku. Kształt i kolor zmieniany będzie corocznie. Znaki powinny być zawieszane na szyi psa z przymocowaniem do trwalej obroży, aby niełatwo się zdejmowały, i nie mogły być zrywane bez uszkodzenia.
        [...]
        Pkt. 10. Właściciel psa schwytanego ma prawo żądać jego zwrotu w ciągu trzech dni; w razie zaś nie zameldowania w tym terminie żądania, pies będzie zniszczony.
        Pkt 11. Pies schwytany winien być zwrócony właścicielowi wtenczas, gdy żądający tytuł swój na posiadanie psa udowodni znaczkiem i kwitem Kassy Miejskiej na uiszczoną opłatę i świadectwem właściciela domu co do tożsamości osoby, która psa utraciła.
        [...]
        • andrzej_b2 Numerki i kagańce 20.11.08, 19:04
          „Na zasadzie postanowienia Jenerał-Gubernatora Warszawskiego z dnia 4 (16) stycznia 1880 r. wszelkie większe psy, bez wyjątku, w ciągu całego roku powinny być zaopatrzone w kagańce, nie wyłączając psów znajdujących się przy bramach lub przed sklepami, magazynami i na chodnikach, jako też myśliwskich wyżłów, psów ze znaczkami na szyi oraz idących przy swoich panach. Tylko psy prowadzone na sznurkach lub łańcuszkach mogą być wolne od noszenia kagańców. Wszystkie złe psy powinny być trzymane na łańcuchach i przy zachowaniu tego warunku mogą być bez kagańców.
          Wszystkie psy znajdujące się na ulicy bez kagańców, chociażby były zaopatrzone znaczkami na szyi, mają być uprzątane przez czyścicieli zabierane na ścierwisko, gdzie należy z niemi postąpić stosownie do przepisów względem psów łapanych bez znaczków”.
          (wg „Treściwego zbioru przepisów policyjnych, administracyjnych i sądowych dla właścicieli domów i mieszkańców m. Warszawy”. Warszawa 1883 r.)
          Porządek musiał być!

          • andrzej_b2 Nie dla wrażliwych 21.11.08, 21:40
            Przy okazji tematu nie mogę oprzeć się pokusie podzielenia pewną refleksją osobistą.
            Otóż, w latach mojego dzieciństwa owi „czyściciele” nazywali się hyclami. Widocznie istnienie bezpańskich psów było dla miasta dużym problemem, skoro powołano zmotoryzowane służby do jego likwidacji. Często na ulicach mojego Grochowa można było zobaczyć zielone jeepy, z dwuosobową załogą, którą stanowili: kierowca i hycel. Ten ostatni był wyposażony w długi bambusowy kij, przypominający wędkę, zakończony lassem. Za fotelami obydwu funkcjonariuszy znajdowała się ażurowa, żelazna klatka na wyłapywane ofiary. Odgłosy jakie stamtąd dochodziły świadczyły, że skrzynia rzadko bywała pusta.
            Patrol zwykle przemieszczał się wolno po pełnych kałuż i wykrotów uliczkach. Ale wystarczyło, że w polu widzenia pojawił się bezpański pies, pojazd gwałtownie przyspieszał i podejmował pogoń. To był moment ekscytujący całą gawiedź. Pies zorientowawszy się w sytuacji uciekał, kluczył, ale technika zwykle bywała górą. Po zbliżeniu się do ofiary na wymaganą odległość, z jeepa w biegu wyskakiwał hycel i na lasso łapał ofiarę, umieszczając ją w klatce.
    • lemingi Re: Psie numerki 27.02.14, 18:57
      Historia psich numerków jest o wiele, wiele starsza. To szlachcice w średniowieczu (nie tylko na ziemiach polskich) nitowali swoim psom do obroży blaszkę z wygrawerowanym herbem właściciela - cóż, ułożenie, a potem utrzymanie psa myśliwskiego kosztowne było. Nie po to pan utrzymywał psiarnię, żeby byle cham miał z tego potem pożytek...
      Zresztą pierwsze taki znaki (zachowane do dziś) pochodzą z czasów rzymskich i można je oglądać na stronach internetowych muzeum w Ułan-Bator (przesympatyczny kustosz, wymieniliśmy parę ciekawych maili).
      Historie wspomniane w poprzednich postach (ukaz aleksandryjski) to próba uporządkowania problemu - zwłaszcza w miastach.
      Pamiętajmy o największej, siejącej postarch zmorze ówczesnych psów i ludzi. To wścieklizna. Nie znano szczepionek, ani żadnych skutecznych leków. Wścieklizna = śmierć! By zmniejszyć zagrożenie trzeba usuwać potencjalne źródło zarazy. Drugim aspektem było rozstawianie latem miseczek z wodą, bo wierzono, że psy wściekają się z pragnienia i z gorąca...
      Realia były takie, że z reguły z kwitem opłaty pan (majętny) posyłał do hycla po odbiór pieska dozorcę, albo umyślnego posłańca. Ponieważ zdarzało się, że przyprowadzali inne psy, wprowadzono numerowanie blaszek i kwitów. Ale blaszki i kwity były dużo wcześniej. Mam w swej kolekcji "numerek" z 1878 roku - jeszcze bez numeru. Ale od początku obowiązywała zasada - co roku inny wzór - żeby z daleka było widać, czy pies zapłacony!
      Małe wyjaśnienie - mam w kolekcji ponad 300 numerków, ponad 100 warszawskich, bo interesują mnie warszawskie - ale stare - arcyciekawe np. są numerki tuż powojenne (np. 1945r) gdzie ludzie tak byli polskości spragnieni, że numerki robione były niemal chałupniczo!
      Niektóre numerki to prawdziwe dzieła sztuki (przykład - przedwojenne numerki krakowskie).
      Niekiedy blaszki na obroży miały znaczenie narodowościowe. W przedwojennym Gdańsku psy na numerkach miały wytłoczone Danzig - więc Polacy żeby podkreślić swoją (psa?) polskość przybijali do obroży mosiężne blaszki z napisem "Polski Związek Kynologiczny"...
      Najciekawsza jest w moich zbiorach blaszka "Pies doktora Jakimowicza" Widać pan Roman uważał, jest w Warszawie 1929 roku dostatecznie znaną postacią - niestety w necie nie znalazłem o nim nic, poza informacją, że mieszkał na Saskiej Kępie.
      Ciekawi mnie, czy wielu jeszcze jest w kraju podobnie "zakręconych" na punkcie tych małych blaszek?
      • andrzej_b2 Re: Psie numerki 27.02.14, 20:41
        emingi napisał:
        > Najciekawsza jest w moich zbiorach blaszka "Pies doktora Jakimowicza" Widać pan
        > Roman uważał, jest w Warszawie 1929 roku dostatecznie znaną postacią - niestet
        > y w necie nie znalazłem o nim nic, poza informacją, że mieszkał na Saskiej Kępi
        > e.

        Roman Jakimowicz (1889 – 1951), archeolog, syn Jana, dr med.
        Ur. się w Juriewie Polskim pod Moskwą. Doktorat uzyskał w 1919 r. na UJ, habilitację, w 1934 r. na Uniw. Poznańskim. Organizator i dyrektor Państwowego Muzeum Archeologicznego (1929-1939) . Ciekawostką jest, że dwukrotnie odmawiał przyjęcia katedry proponowanej mu w 1936 przez UJ i 1938 przez Uniw. Stefana Batorego w Wilnie. Do najcenniejszych jego osiągnięć należą studia nad pochodzeniem ozdób srebrnych znalezionych na ziemiach słowiańskich. W 1946 r. objął stanowisko prof. nadzw. na UMK w Toruniu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka