leszekes 05.05.09, 09:07 Beck był bardzo nieudolnym ministrem. Ba... klęska we wrześniu 1939 roku to jego dzieło. Nie widzę powodu, aby go honorować. Za co? Za to, że ładnie mówił? Znam lepszych mówców:D Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: KKK Re: Bartoszewski i Rotfeld apelują: Ulica dla Bec IP: 212.76.37.* 05.05.09, 09:16 Ulica Juliana Bruna czeka na zmianę nazwy. A nawet inicjały się znadzają ;) Odpowiedz Link Zgłoś
leszekes Oboje niewiele są warci. 05.05.09, 09:34 Jeden rosyjski pachołek, ale za to odważny... potrafił głosić poglądy sprzeczne z oficjalną linią partii. Drugi tchórzliwy patriota... Dziękuję. Poczekam na inny zestaw nazwisk. Gość portalu: KKK napisał(a): > Ulica Juliana Bruna czeka na zmianę nazwy. A nawet inicjały się znadzają ;) Odpowiedz Link Zgłoś
jhbsk Re: Bartoszewski i Rotfeld apelują: Ulica dla Bec 06.05.09, 14:19 Ręce precz od Bruna! Odpowiedz Link Zgłoś
leszekes Beck już 5 września zwiał z Warszawy. Jak szczur 05.05.09, 09:28 uciekał z tonącego okrętu. W nocy z 6/7 września był już w Brześciu nad Bugiem a 8-go w Łucku wraz z całym rządem. W nocy z 10/11 września był w Krzemieńcu a 12-go września w Ołyce, aby dzień później zameldować się w Kutach. Kiedy 17-go września Armia Czerwona wkroczyła na terytorium Polski do granicy z Rumunią miał już blisko. Na wieść o tym wydarzeniu zebrał się rząd w Kołomyi i uchwalił "ucieczkę" do Rumunii. Oczywiście pięknie "ubrano" ją w słówka. Jeszcze tego samego dnia tam byli. Piękna to była ucieczka... Powinno się o niej nakręcić pełnometrażowy film. Tylko który reżyser się ośmieli? Odpowiedz Link Zgłoś
uzman Re: Beck już 5 września zwiał z Warszawy. Jak szc 05.05.09, 10:05 Oj głupiś. Poczytaj trochę książek, to może dowiesz się czegoś o Becku, a nie powtarzasz peerelowskie historyjki. Odpowiedz Link Zgłoś
leszekes Jeżeli jeden z nas ma być głupi to na pewno nie ja 05.05.09, 10:27 Przytoczyłem daty, które są faktem historycznym nie do podważenia. JÓZEF BECK WRAZ Z CAŁYM RZĄDEM JAK SZCZUR UCIEKŁ Z WARSZAWY 5-GO WRZEŚNIA A POTEM Z KRAJU, PODCZAS GDY POLSKA ARMIA BOHATERSKO WALCZYŁA Z NAJEŹDŹCĄ. Wówczas jeszcze jednym. Kiedy zaatakował nas drugi wróg, Beck wraz z całym rządem był już na granicy polsko-rumuńskiej i trząsł portkami o własną skórę. Dzisiejsze źródła historyczne też to potwierdzają. Zresztą to na nich a nie PRL-owskich źródłach się opieram. Tchórzostwo trzeba z całą mocą napiętnować a tchórza nazwać tchórzem. Nawet, jeśli usta miał pełne wyświechtanych frazesów. Naginanie historii to ostatnimi laty nasze narodowe zajęcie. Niestety. Okres PRL-u i ostatnie lata tego dowodzą, ale na dłuższą metę się to nie obroni. uzman napisał: > Oj głupiś. Poczytaj trochę książek, to może dowiesz się czegoś o > Becku, a nie powtarzasz peerelowskie historyjki. Odpowiedz Link Zgłoś
sumer55 no to rdzenny warszawiaku z Mławy, nawijaj 05.05.09, 23:39 swoją historię o parce Dziadek + Beck, którzy swoją polityką doprowadzili, że Polska w 39 dostała tak że w 45 wylądowała w objęciach Moskwy. Odpowiedz Link Zgłoś
uzman Wreszcie! 05.05.09, 10:04 Beck w ogóle jest postacią zapomnianą a szkoda, bo w dobie polityki jako marketingu postać Becka mogłaby wielu przypomnieć co to znaczy być politykiem i mężem stanu! Brak ulicy Becka, to śmierdzące gó... po komunizmie! Odpowiedz Link Zgłoś
leszekes Beck tylko przypomina o tym, jak spieprzał 05.05.09, 10:34 wraz z rządem polskim gdzie pieprz rośnie a diabeł mówi dobranoc:D Przed kim spieprzał? Ano przed Niemcami wiał jak tchórz. Jak komuniści przekraczali naszą ówczesną granicę on i jemu podobni właśnie szykowali dyplomatyczne paszporty, aby znaleźć się w Królestwie Rumunii. Wikipedia: 5 września Beck opuścił Warszawę, udając się do Brześcia nad Bugiem, w ślad za Naczelnym Wodzem Śmigłym-Rydzem. Dotarł tam w nocy z 6 na 7 września. Następnego dnia okazało się jednak, że konieczna jest dalsza ewakuacja. 8 września cały rząd znalazł się w Łucku, a cały korpus dyplomatyczny w Krzemieńcu. Sam Beck znalazł się w tym drugim mieście w nocy z 10 na 11 września. W tym czasie prowadził negocjacje z ambasadorem francuskim, dotyczące możliwości przeniesienia władz naczelnych państwa polskiego do Francji. Stwierdził także, że sojuszniczy obowiązek natychmiastowej pomocy nie został spełniony przez francuskie dowództwo. 12 września Beck stawił się w Ołyce, gdzie przeniósł się Śmigły-Rydz, a 13 września znalazł się wraz z najbliższymi współpracownikami w Kutach. Tam rozmawiał z ambasadorem rumuńskim Grigore Grigorcea na temat udzielenia przez władze Rumunii polskiemu rządowi prawa przejazdu przez terytorium tego państwa w drodze do Francji. 17 września na tereny Polski wkroczyły oddziały Związku Radzieckiego. Beck dowiedział się o tym tego samego dnia o godz. 6 rano. Natychmiast wyjechał do Kołomyi, gdzie wraz ze Śmigłym-Rydzem i Składkowskim zdecydowali o konieczności kontynuowania działalności rządu i prezydenta w kraju sprzymierzonym. Nieco później Grigorcea powiadomił go o tym, że król Karol II ofiarowuje Polakom opiekę i prawo przejazdu. Beck poinformował go o zwolnieniu Rumunii z obowiązku sojuszniczego w związku z wejściem Armii Czerwonej na wschodnie tereny Rzeczypospolitej. Tego samego dnia po południu odbyło się w Kutach ostatnie spotkanie Mościckiego, Śmigłego-Rydza, Składkowskiego i Becka. Około 22 wieczorem wyruszyła stamtąd kolumna rządowych samochodów w kierunku granicy z Rumunią. Przed północą dojechała ona do Wyżnicy, skąd skierowała się do Czerniowiec. I kto tu mówi nieprawdę? uzman napisał: > Beck w ogóle jest postacią zapomnianą a szkoda, bo w dobie polityki > jako marketingu postać Becka mogłaby wielu przypomnieć co to znaczy > być politykiem i mężem stanu! > > Brak ulicy Becka, to śmierdzące gó... po komunizmie! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: A.Spragi Re: Beck tylko przypomina o tym, jak spieprzał IP: *.dyn.optonline.net 06.05.09, 13:48 Do :'leszekes" : chyba czas,by takich komuchow jak "leszekes" odstawic od cycka info, a :wikipedia" ,na ktora sie powoluje ma 'wartosc' jak szukasz danych o stokrotkach lub kaszy jaglanej, anie o wydarzeniach w historii lub ludziach tej historii,bo o te dziedzine info -"zadbali" juz tacy jak ten "leszekes" czyli popluczyny po komunie Odpowiedz Link Zgłoś
leszekes Chory jesteś i jak sądzę upośledzony w stopniu 06.05.09, 15:50 umiarkowanym. Taki ze mnie komuch jak z ciebie świnia:D Prawdy nie przypudrujesz, mój misiaczku mąką:D Zawsze w końcu spadnie deszcz i ją spłucze:D Beck był krzykaczem, dobrym mówcą i jeszcze większym tchórzem. Popatrz na prezydenta Warszawy, Starzyńskiego. Do końca był z narodem i za ten naród oddał życie. I za to go cenię. Becka w stolicy nie było już piątego dnia wojny. PIĄTEGO!!! To na wypadek gdybyś był jeszcze głuchy:D i ślepy:D Zwiewał aż się kurzyło na wschód a następnie na południe, do Rumunii. Kiedy sowieci wkraczali do Polski on już był na granicy i przytupywał z paszportem dyplomatycznym przed rumuńskim szlabanem granicznym oglądając się za siebie, czy aby jakieś wojsko za nim nie podąża:D Gość portalu: A.Spragi napisał(a): > Do :'leszekes" : > chyba czas,by takich komuchow jak "leszekes" odstawic od cycka info, > a :wikipedia" ,na ktora sie powoluje ma 'wartosc' jak szukasz danych o > stokrotkach lub kaszy jaglanej, anie o wydarzeniach w historii lub ludziach tej > historii,bo o te dziedzine info -"zadbali" juz tacy jak ten "leszekes" czyli > popluczyny po komunie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Michał Bartoszewski i Rotfeld apelują: Ulica dla Becka IP: *.talentsfocus.pl 05.05.09, 10:29 To może lepiej imieniem Becka nazwać główną aleję w Parku Saskim albo plac przy fonatannie,albo poprostu którąś alejkę. Jeśli już ma być przy pl. Piłsudskiego. Bo faktycznie uliczka na tyłach Tetaru Wielkiego to troche z tyłu jest. Odpowiedz Link Zgłoś
leszekes Ja bym jego imieniem nazwał jakiś miejski szalet 05.05.09, 10:35 Ostatecznie portki miał pełne gów...na ze strachu, nie? Gość portalu: Michał napisał(a): > To może lepiej imieniem Becka nazwać główną aleję w Parku Saskim > albo plac przy fonatannie,albo poprostu którąś alejkę. Jeśli już ma > być przy pl. Piłsudskiego. Bo faktycznie uliczka na tyłach Tetaru > Wielkiego to troche z tyłu jest. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ania Bartoszewski i Rotfeld apelują: Ulica dla Becka IP: *.aster.pl 05.05.09, 10:46 Gorąco popieram powstanie ulicy Józefa Becka. To wielka postać tamtych czasów. Pan minister ze swoim honorowym przemówieniem zapisał się w historii złotymi zgłoskami. Robił to, co w tamtym układzie sił było możliwe, a jego polityka równowagi dowodzi o słuszności tej koncepcji. Wielki człowiek w trudnych czasach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eva Myślę, że jesteś jeszcze głupiutka i za krótko IP: *.173.10.15.tesatnet.pl 05.05.09, 11:02 żyjesz na tym świecie, aby zrozumieć pewne sprawy. Nie chcę ciebie obrażać. Jeżeli poczułaś się dotknięta, przepraszam. Niestety nie mogę się z tobą zgodzić co do oceny pana Becka. Mówcą był dobrym, w jakimś sensie patriota tez był. Przynajmniej do czasu, kiedy mu się spodnie zatrzęsły ze strachu. Już po 5-ciu dniach się poddał i opuścił Warszawę. Bohaterem i mężem stanu to był Stefan Starzyński, ale nie on. Gdzie mu się z nim równać. Zawsze obawiałam się chwili, że w końcu zaczniemy gloryfikować tych, przez których ponieśliśmy klęskę w kampanii wrześniowej 1939 roku. No i ta chwila nadeszła. Niestety. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ania Re: Myślę, że jesteś jeszcze głupiutka i za krótk IP: *.aster.pl 05.05.09, 11:07 Zgadzam się, że Stefan Starzyński był bohaterem i mężem stanu, ale co do reszty, to myślę, że jesteś jeszcze głupiutka. Jeżeli poczułaś się dotknięta, przepraszam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eva Raz trafiłaś, ale drugi juz nie, ponieważ IP: *.173.10.15.tesatnet.pl 05.05.09, 11:18 lata nauki mam już dawno za sobą. Nauki zakończonej tytułem naukowym. Nie o to jednak chodzi. Chcesz mnie uważać za równą wiekiem, ok. O to nigdy się nie obrażam. Niech i tak będzie. Zawszeć to miłe. Gdybyś troszkę zajrzała do książek sama byś odkryła, że Beck nie był ceniony przez współczesnych mu ludzi. Zwłaszcza po klęsce wrześniowej, która odsłoniła indolencję i brak kompetencji rządu, w którym grał niepoślednią rolę. Wystarczy poczytać, co o nim sądził gen. Władysław Sikorski. Co o nim mówili mieszkańcy Warszawy. Kompletna klęska i porażka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: gość Re: Raz trafiłaś, ale drugi juz nie, ponieważ IP: *.xdsl.centertel.pl 05.05.09, 11:56 Nie ma co się powoływać na zdanie Sikorskiego, gdyż nienawidził Piłsudskiego i piłsudczyków i po objęciu władzy mścił się na nich. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eva Nie przesadzajmy z tą zemstą. IP: *.173.10.15.tesatnet.pl 05.05.09, 18:28 Nazwijmy to raczej próbą rozliczenia klęski wrześniowej. Jeżeli już ktoś jest winny za śmierć Sikorskiego (kwestia sabotażu cały czas jest otwarta) to najbardziej jego polityczni przeciwnicy z obozu w którym prominentną postacią był Józef Beck. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ania Re: Raz trafiłaś, ale drugi juz nie, ponieważ IP: *.aster.pl 05.05.09, 15:51 Do książek nie zaglądam, tylko je czytam. Naprawdę tak jest korzystniej. Pisanie, że "Beck nie był ceniony przez współczesnych mu ludzi" to ogólniki. Równie dobrze można napisać, że Piłsudski w wielu środowiskach też nie był. I co z tego? Rozumiem, że ty byś w tamtych niezwykle trudnych dyplomatycznie czasach zwiodła Hitlera robotą na szydełku. Robił co mógł, mając takie możliwości, narzędzia i środki. Kto tego nie rozumie, nie zna historii lat poprzedzających wojnę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eva Pozostaje zatem dobór lektur a z tym jak widać IP: *.173.10.15.tesatnet.pl 05.05.09, 18:19 najlepiej nie jest. Nie wystarczy czytać, ale trzeba również wiedzieć co się czyta i jakiego autora. Nie każda książka jest wartościowa. Czytanie "byle co" jest oczywiście lepsze jak nie czytanie niczego, ale nie wzbogaca o wartościowa wiedzę a bywa, że często robi wodę z mózgu. Zastanówmy się nad "ogólnikami". Mamy dwie postaci z dwóch przeciwnych sobie obozów. Porównajmy je dla jasności. Władysław Sikorski, premier rządu i Wódz Naczelny. Człowiek, który przed wrześniem 1939 roku niewiele znaczył w polityce i wojsku. Człowiek, którego uchodźcy powrześniowi rozczarowani polityką "piłsudczyków" wybrali na swojego przywódcę. Człowiek o którym można powiedzieć wszystko, ale nie to, że był tchórzem oraz że odpowiadał za klęskę wrześniową. Z drugiej strony mamy Ministra Spraw Zagranicznych Józefa Becka. Piłsudczyka, który od czterech lat jest bez znakomitego stratega i wodza, Marszałka Józefa Piłsudskiego. Człowieka, który w obliczu hitlerowskiego ataku wpada w panikę i piątego dnia wojny opuszcza stolicę a następnie wraz Naczelnym Wodzem kraj. Człowieka bez własnej woli, słabego i chwiejnego. Na wrzesień 1939 trzeba patrzeć nie tylko z perspektywy kilku ostatnich miesięcy. Trzeba spojrzeć z perspektywy kilku lat. Zaniedbania w obronie kraju powstały dużo, dużo wcześniej. Beck też jest za to odpowiedzialny. Toż nikt inny jak właśnie on prowadził politykę proniemiecką. Obudził się, kiedy już było za późno. Zabezpieczał kraj traktatami zapominając, że są one warte tyle co papier na którym zostały zapisane, jeżeli za nimi nie stoi silna i nowoczesna armia. Czasy rzeczywiście były trudne. Trudne, bo kraj był słaby słabością swoich przywódców a nie żołnierzy, którzy na polu bitwy dokonywali cudów. Na próżno. Gdyby polityka i gospodarka były takie jak być powinny byłyby i środki na prowadzenie wojny nie tylko obronnej, ale i zaczepnej. Pusta kasa państwowa też obciąża skarb państwa kontrolowany od lat przez rząd w którym był Józef Beck jedną z najbardziej wpływowych osób. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ania Re: Pozostaje zatem dobór lektur a z tym jak wida IP: *.aster.pl 05.05.09, 23:15 To się czyta o wiele lepiej. Nareszcie argumenty. Właśnie o tym pisałam, że jest to historia kilku lat przed wybuchem wojny. Pełna zgoda - tak należy patrzeć. Zgadzam się z opinią, że była to polityka proniemiecka. Ale nie tylko. Starał się zachować równe proporcje między Moskwą i Berlinem. Polityka równowagi w tamtych czasach była chyba najlepszą koncepcją z możliwych. Nie wiem czy był człowiekiem słabym, może to przeciwnik był zbyt silny. Przemowa z maja 1939 tego nie potwierdza. Okazał się być osobą z charakterem. Słaby byłby wtedy, gdyby przystał na niemieckie żądania włączenia Gdańska i przeprowadzenia swoistego korytarza przez polskie Pomorze. Człowiek, który odmawia, nigdy nie jest słaby. Zwłaszcza jeśli odmawia silniejszemu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eva Re: Pozostaje zatem dobór lektur a z tym jak wida IP: *.173.10.15.tesatnet.pl 06.05.09, 09:42 Rzeczywiście zaczynamy się lepiej rozumieć. To dobrze, ponieważ temat jest ciekawy i warto go przybliżyć mniej obytym z historią internautom. Masz rację twierdząc, że Beck starał się zachować proporcje między dwoma sąsiadami. Zabezpieczał kraj traktatami. Niestety za nimi nie stała siła militarna, więc nikt się z nimi nie liczył. Hitlerowskie Niemcy, sowiecka Rosja miały te traktaty za papier toaletowy na którym zapisano coś, czego nie trzeba przestrzegać i się z tym liczyć. Anglia i Francja we wrześniu 1939 zachowały się podobnie. Totalna klęska dyplomatyczna poprzedzała taką samą klęskę militarną. W tamtych czasach Aniu była lepsza koncepcja. Zawsze jest lepsza koncepcja, chociaż nie zawsze jest wybierana przez rządzących. Z różnych względów zresztą. Może należało postawić na rozwój przemysłu zbrojeniowego wcześniej? Może należało lepiej dobierać i kształcić kadrę dowódczą Wojska Polskiego? Postawić na młodych, bystrych oficerów? Na emeryturę odesłać tych z przeszłością legionową? Ludzi odważnych, ale tkwiących mentalnie w czasach, kiedy koń i szabla ułana była podstawową siłą armii. Wreszcie może trzeba było mniej gadać, politykować a po prostu więcej robić? Czy Józef Beck był człowiekiem słabym? Może nie do końca. Ostatecznie nie przystał na hitlerowskie żądania. Niektórzy historycy twierdzą, że został wprowadzony w błąd przez Rydza-Śmigłego co do siły polskiego wojska. Osobiście mnie to nie przekonuje. Beck był całkiem "dużym trybem" w zegarku, który nazywał się rząd. Jego słynne przemówienie było dobre, ponieważ budziło patriotycznego ducha w narodzie i zapał do walki. Niestety było też musztardą po obiedzie. Cieniem na honorze Becka leży inna sprawa i za to był przez mu współczesnych negatywnie osądzony (zresztą razem z całym rządem). Chodzi o opuszczenie posterunku piątego dnia wojny. Żołnierz, który opuszcza okop w obliczu wroga staje przed Sądem wojennym. Beck BYŁ żołnierzem. Pikanterii dodaje fakt, że nawet Adolf Hitler w obliczu klęski Niemiec nie opuścił Berlina w 1945 roku, chociaż miał jeszcze możliwość ucieczki i obrony w górach Tyrolu. To było jednak tak na marginesie. Jest jeszcze Aniu niesławna, chociaż zakończona sukcesem akcja militarna na Zaolziu. Na razie ten wątek pomijam, ale on również kładzie cień na Becku i jego kolegach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ania Re: Pozostaje zatem dobór lektur a z tym jak wida IP: *.aster.pl 06.05.09, 16:15 Jeśli chodzi o opinię, że "Beck był całkiem dużym trybem w zegarku, który nazywał się rząd", to nie możemy zapominać, że miał jednak znaczną niezależność działania. Oczywiście chodzi mi o zakres polityki zagranicznej. Z kolei sprawa mocarstw i słabość ministra Becka wyglądają trochę inaczej, jeżeli weźmie się pod uwagę łatwą ustępliwość zachodnich mocarstw wobec niemieckich żądań, które wtedy wysuwano nieustannie. Niesławna akcja militarna na Zaolziu - zgadzam się. Beck był zwolennikiem tego pomysłu i był to duży błąd polityczny. Jednak w przeciwieństwie do ciebie, mam sporo uznania dla tej postaci. Naprawdę warto pamiętać, że to były wyjątkowo trudne czasy, a nam jest jedynie bardzo łatwo oceniać. Uważam, że robił co mógł. A co można było zrobić? Ze strony niemieckiej nie było woli porozumienia, do którego dążył pan minister. Wielokrotnie powtarzał, że jest skłonny się spotkać i rozmawiać. - Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eva Re: Pozostaje zatem dobór lektur a z tym jak wida IP: *.173.10.15.tesatnet.pl 06.05.09, 17:00 Oczywiście, że Beck był dość niezależny. To prawda. Tym większa jednak jego wina. Faktem jest, że zachodni politycy byli mu podobni. Dlatego odeszli w niesławie jak on. Kto dziś we Francji czy Wielkiej Brytanii gloryfikuje własnych ówczesnych kapitulantów? Chyba nikt. Są częścią historii, ale już nie panteonu sławy. Co do Zaolzia mamy ten sam pogląd. To było niepotrzebne i szkodliwe dla państwa wywijanie szabelką i stroszenie wąsów. Pamiętaj Aniu, że taka gotowość do rozmów, kiedy druga strona ich nie chce też jest oznaką słabości. Słaby się pies się łasi, silny warczy. Godna odpowiedź nic nie kosztuje, kiedy nad kraj nadciąga ogromna burza. Osobiście Becka bym uznała za godnego patrona ulicy tylko w przypadku, kiedy stanąłby w jednym szeregu z prezydentem Warszawy Starzyńskim i jeżeli nie krwią to trwaniem na posterunku z narodem zmył hańbę klęski wrześniowej ze swojego nazwiska na barykadach Warszawy. Nie czekam na jakiegoś szczególnego patrona ulicy. To nie mój cel i zadanie. Niech patrona wybierają miejscy rajcy, bo to leży w ich kompetencjach, ale niech to robią z sensem i wsłuchawszy się uprzednio w głos mieszkańców prześwietlą do bólu życiorys kandydata, aby decyzja nigdy już nie mogła zostać zakwestionowana przez takie osoby jak ja. Godnych ludzi w naszym kraju jest dosyć, ale trzeba się dobrze rozglądać i nie wybierać ze śmietnika historii jak leci. Źle by się stało, gdyby za jakiś czas ktoś wpadł na pomysł uhonorowania jakąś warszawską ulicą zdrajcę kuklińskiego (nazwisko celowo napisałam małą literą), czy też jakąś z osób co do której istnieje pewność, że w stanie wojennym donosiła na swoich towarzyszy i kolegów z Solidarności. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ania Re: Pozostaje zatem dobór lektur a z tym jak wida IP: *.aster.pl 06.05.09, 17:52 "Kto dziś we Francji czy Wielkiej Brytanii gloryfikuje własnych ówczesnych kapitulantów"? Tylko że minister Beck nie poddał się, a odmówił - to różnica. Dzięki temu wyszedł z honorem. "...taka gotowość do rozmów, kiedy druga strona ich nie chce też jest oznaką słabości". Był dyplomatą. Co miał robić? To było jego zadanie i dostępne środki. Moim zdaniem absolutnie nie jest to oznaka słabości, tylko gotowości do kompromisu i polepszenia sytuacji dla dobra kraju. Oznaką słabości byłaby wtedy, gdyby o nie prosił lub gorąco zabiegał. On informował o gotowości do rozmów. Postać prezydenta Starzyńskiego jest trochę innego kalibru. Choć obaj sprawę honoru postawili na pierwszym miejscu. Jeden z nich ma już swoje miejsce w Warszawie, drugi na nie czeka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eva Re: Pozostaje zatem dobór lektur a z tym jak wida IP: *.173.10.15.tesatnet.pl 06.05.09, 19:24 Minister Beck się nie poddał rzeczywiście. Nie poddał się, bo po dwóch tygodniach z hakiem już go nie było w kraju, Aniu. Nie miał komu się poddać, bo najzwyczajniej... z niego uciekł. Pozostawił w trudnej, najtrudniejszej chwili swoich współobywateli na lodzie. Pozostawił walczący kraj własnemu losowi wraz z rządem, którego był częścią. Pozostawił go bez przywództwa. Pozbawił nadziei, którą jeszcze kilka dni przed wybuchem wojny wsączył w polskie serca swoim hurra-patriotycznym przemówieniem. Tak, Aniu. Jest różnica między kapitulacja a ucieczką z pola walki. Kapitulacja bywa często honorowa (np. kapitulacja Westerplatte, kapitulacja Helu), ucieczka nigdy. Jest jeszcze coś takiego jak wycofanie się na z góry upatrzone pozycje, ale w tym wypadku taka ewentualność w grę nie wchodziła. Armia Polska walczyła na froncie. Przywódcy nie. Oni uciekali a uciekając utracili honor. Przykro mi to tak dosadnie mówić, ale muszę. Wstydzę się za tych ludzi i zawsze będę się wstydzić. Gotowość do kompromisu. No nie wiem, nie wiem... Dla mnie gotowość do kompromisu przed oddaniem pierwszego strzału to kapitulanctwo. Kiedy Beck chciał jak piszesz "polepszenia sytuacji" było już na wszystko za późno. Nie był człowiekiem głupim i doskonale sobie z tego zdawał sprawę, że wojny uniknąć się nie da. Stąd te jego machanie szabelką i entuzjastyczne przemówienia. Stefan Starzyński to rzeczywiście postać najwyższego kalibru. Bohater i wybitny mąż stanu. Śmiało można go postawić w jednym rzędzie z generałem Władysławem Sikorskim. To najwyższa liga ówczesnych polskich przywódców i patriotów. Beck wśród tego towarzystwa nie ma co szukać. Umieszczanie go "na siłę" w tym towarzystwie przynosi ujmę tym prawdziwym bohaterom. Obraża tysiące bezimiennych bohaterów, którzy oddali swoje często młode życie za Ojczyznę. Aniu. Jeszcze jedno pytanie. Czy masz jakieś rodzinne powiązania z Józefem Beckiem? Gdyby tak było wiele by mi to wyjaśniło. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ania Re: Pozostaje zatem dobór lektur a z tym jak wida IP: *.aster.pl 06.05.09, 22:20 Według mojej oceny to nie było "hurra-patriotyczne przemówienie", tylko właściwe przemówienie - w tym miejscu, w tym czasie i wobec tej sytuacji. Z tymi uciekającymi przywódcami to duża przesada. Nie będę tu wymieniać tych wielu, którzy przeczą tej tezie. Tylko wymienię dwóch, którzy ją nawet zdecydowanie obalają np. major Dobrzański i kapitan Raginis. Ty się za nich wstydzisz, ja jestem z nich dumna. Dla mnie gotowość do kompromisu nie jest kapitulanctwem, tylko całkowicie rozważnym krokiem. Oczywiście nie kompromis dla świętego spokoju, tylko w imię czegoś. Jeśli chodzi o ostatnie pytanie, to nie mam rodzinnych powiązań, ale "specjalizowałam" się w Józefie Becku. Oczywiście mamy różne punkty widzenia na tę sprawę. Rozumiem twój pogląd, ale nie do końca go podzielam, choć są pewne punkty, z którymi w pewnym sensie można się zgodzić. Mamy trochę inną ocenę sytuacji, przez co samego ministra. Pewnie bardziej już siebie nie przekonamy, ale miło było "porozmawiać". Również pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eva Strasznie namieszałaś IP: *.173.10.15.tesatnet.pl 07.05.09, 09:20 Nie bardzo potrafię połączyć dwóch wielkich polskich bohaterów: kapitana Władysława Raginisa i majora Henryka Dobrzańskiego z postacią ministra Józefa Becka. To znowu nie ta miara. Oboje byli ludźmi, którzy do końca trwali na powierzonym im posterunku. Oddali życie za Ojczyznę. Każdy walczył tak jak potrafił najlepiej i żaden z nich nie stracił nawet rąbka honoru. Czyżbyś chciała w blasku ich chwały "ogrzać troszkę" i "ocieplić wizerunek" Becka? Przemówienie Becka było dobre. Nigdy temu nie przeczyłam, ale też było hurra-patriotyczne, bo nie stała za nim siła a tylko giętki i sprawny język. Było właściwe w tym czasie, miejscu i wobec tej sytuacji. Jednak takie przemówienia nie zastąpią dobrego dowodzenia na polu bitwy. Nie zastąpią nowoczesnej broni. One budzą tylko patriotyzm a tego polakom nigdy nie brakowało. Oczywiście przemówienie tego typu potrzebne było, ale za ładne gadanie nie daje się medali, nie nadaje nazw ulic, nie stawia pomników. Ładne i gładkie mowy są tylko ładnymi i gładkimi mowami i jako takie przechodzą do historii. Liczą się czyny a tych wówczas zabrakło. Kompromis dopuszczam jako element polityki państwowej, ale nie za wszelką cenę. Tutaj zgadzamy się. Linia jest cieniutka i łatwo ja przekroczyć w każdą stronę. Różnica tkwi tylko w jednym. Czy to był jeszcze kompromis, czy już kapitulanctwo. Ty idziesz w lewo a ja w prawo. Może warto byłoby wrócić na tą linię? Wypośrodkować poglądy? Piszesz o tym, że "specjalizowałaś" się w Becku. Podejrzewam, że była to jakaś praca. Licencjacka, może magisterska? Wiesz Aniu sporo, ale czy przy opracowywaniu tematu rzeczywiście korzystałaś z wszystkich dostępnych źródeł? Czy tylko tych, które podsunął promotor? Ja żyję na tym świecie troszkę dłużej zapewne i wiele widziałam, słyszałam, czytałam. Zmieniały się czasy, zmieniało spojrzenie na pewne wydarzenia historyczne, ale jedno się nigdy nie zmieniło. Każda zmiana była gwałtownym "przegięciem" w drugą stronę. Nigdy nie starano się dążyć do obiektywnej prawdy (nie ma takiej), ale wciskać naiwnym swoją jedną, niezmienną i ostateczną. Celują w tym zwłaszcza politycy, dyspozycyjni pisarze oraz pseudo-historycy. Ja w swoim dążeniu do prawdy obiektywnej posługuję się tylko faktami historycznymi (stosunkowo trudno je naginać) oraz własnymi przemyśleniami. Być może w tej, czy innej sprawie się mylę, ale zawsze mam swoje zdanie i nie pozwolę sobie wcisnąć żadnych bzdur. Dyskusja z tobą zwróciła mi uwagę na pewne sprawy do przemyślenia i to traktuję jako plus. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ania Re: Strasznie namieszałaś IP: *.aster.pl 07.05.09, 10:05 Evo, proszę właśnie nie mieszać. Nikt nie pisał o łączeniu kapitana Raginisa i majora Dobrzańskiego z ministrem Beckiem. Dwie przywołane wyżej postacie są odpowiedzią na twój zarzut, że "Armia Polska walczyła na froncie. Przywódcy nie. Oni uciekali a uciekając utracili honor". Otóż powyższe przykłady i nie tylko te pokazują, że nie jest to prawda. "Liczą się czyny a tych wówczas zabrakło". Cały czas przecież piszemy o ówczesnej sytuacji. Nie była to praca ani licencjacka ani magisterska. Przy słowie "specjalizacja" użyłam cudzysłowu - w powyższej sytuacji nie byłby potrzebny. Dziękuję za "wiesz Aniu sporo", ale traktuję tę wymianę myśli jako swobodną dyskusję, a nie element podlegający ocenie. Jeśli dyskusja ze mną zwróciła twoją uwagę na pewne sprawy, to jestem zadowolona. W historii jest wiele miejsc do przemyśleń. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eva Re: Strasznie namieszałaś IP: *.173.10.15.tesatnet.pl 07.05.09, 19:02 Przez "namieszanie" rozumiem niewłaściwą skalę porównania przez ciebie dwóch bohaterów z jednym takim sobie ministrem. Pisząc przywódcy, miałam na myśli rząd i naczelne dowództwo. Pisząc dowódcy mam na myśli majora Dobrzańskiego "Hubala" i kapitana Raginisa. Jest bardzo duża różnica między przywódcą a dowódcą. Nie zauważasz jej? Przywódca przewodzi a dowódca dowodzi. Dowódców można jeszcze podzielić na wyższych (generalicja, ci kompletnie nie zdali egzaminu poza kilkoma wyjątkami jak gen. dyw. Tadeusz Kutrzeba, czy gen. Władysław Bortnowski) i niższych ( ci w przeważającej większości się sprawdzili, choć nie wszyscy... nie sprawdził się na przykład major Henryk Sucharski z Westerplatte, który przeszedł załamanie nerwowe i chciał się poddać już drugiego dnia a zastąpił go kolejny bohater, kapitan Franciszek Dąbrowski). Czyny. Przedwczesna i przyśpieszona "ewakuacja" (a może jednak ucieczka?) była czynem. Niestety w negatywnym znaczeniu. Spowodowała ogromne zamieszanie w szeregach polskiego wojska i niewątpliwie przyspieszyła szybszy upadek Polski. Oczywiście, że nasza "rozmowa" na tym forum jest swobodną wymianą myśli i nie wątpię, że każda ze stron coś cennego z niej wyniesie. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ania Re: Strasznie namieszałaś IP: *.aster.pl 07.05.09, 21:56 Nie porównywałam dwóch bohaterów z ministrem. Jeśli chodzi o znaczenie słowa "przywódcy", to niestety, nie jest to tak duża różnica znaczeniowa, jak pokazujesz. Byli również przywódcy powstania. We wrześniu odbyła się ewakuacja całego rządu, a nie tylko ministra Becka, któremu często to wypominasz. Piszesz o jego ucieczce. To właśnie tu jest różnica między słowem "ewakuacja" a "ucieczka". Zwłaszcza jeśli owa ewakuacja odbywa się z rozkazu i na polecenie. To jest zasadnicza różnica. I jeszcze warto pamiętać o jednym, tzn. o ... honorowym zachowaniu się ministra Becka, który odmówił rumuńskiemu ambasadorowi podpisania deklaracji. W tym oświadczeniu była zawarta treść o zrzeczeniu się przez polski rząd wszystkich uprawnień politycznych i konstytucyjnych. To już druga odmowa Becka w ciągu 1939 roku. Wspominam o tym, bo jest to druga odmowa ministra oparta na godności. Gdzie tu jest ten słaby człowiek, bez silnej woli? Ja go nie widzę. Dlatego w pełni zasługuje na ulicę swojego imienia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eva Re: Strasznie namieszałaś IP: *.173.10.15.tesatnet.pl 08.05.09, 09:48 Chyba jednak porównywałaś Becka z dwoma bohaterami września 1939 a przynajmniej tak to wyglądało. Różnica między przywódcą a dowódcą jest kolosalna. Dowódca tylko dowodzi. Przywódca zaś jest osobą, która posiada zdolność wywierania wpływu na pozostałych członków grupy dzięki swoim predyspozycjom psychicznym, a nie autorytetowi formalnemu lub zajmowanej pozycji (definicja ze słownika HR). Zresztą co tobie będę pisać. Zajrzyj na stronę pl.wikipedia.org/wiki/Przywódca_charyzmatyczny oraz pl.wikipedia.org/wiki/Przywódca Dowódcę w necie też znajdziesz. Zajrzyj choćby tutaj: pl.wikipedia.org/wiki/Dowódca We wrześniu rzeczywiście cały rząd się "ewakuował". Tak jak piszesz ewakuacja odbyła się na polecenie ówczesnego Naczelnego Wodza, Edwarda Rydza-Śmigłego i za aprobatą rządu (a więc i Becka). Pikanterii tej "ewakuacji" dodaje fakt, iż Rydz-Śmigły szybko zrozumiał swój wielki błąd i w roku 1940 wrócił (uciekł przez Węgry) z Rumunii do Ojczyzny, aby jako zwykły żołnierz walczyć o jej wolność. Nie wiadomo jak by to wyglądało, gdyby po miesiącu nagła śmierć nie pokrzyżowała mu planów. Beck i inni ministrowie woleli ciepłe kapcie na obczyźnie. Edward Rydz-Śmigły po przekroczeniu granicy chciał wracać, ale to Józef Beck właśnie namówił go do pozostania w Rumunii i wyrażenia zgody na internowanie. Zachowanie Becka w Rumunii też nie było takie honorowe. Pozwolił się internować i jeszcze namawiał innych do do wyrażenia na to zgody. Aże nie chciał czegoś tam podpisać? Jakiejś deklaracji? Cóż, głupi nie był i o pozory dbał. Tak więc pomału, pomalutku odzieram Józefa Becka z "piórek". Jeszcze troszkę a będzie golutki jak kurczak na rożnie, Aniu. Nie wiem dlaczego patrzysz na ministra pod kątem "dwóch odmów" a nie czynów. Odnoszę wrażenie, że dla ciebie czynem są zwykłe, proste gesty. Patrzysz na jego postać z bliska i starasz wczuć w jego osobę. To wielki błąd. Człowiek, który zajmuje się historią z zamiłowania powinien raczej się zdystansować i spojrzeć z szerszej perspektywy. Teraz przyszło mi do głowy, że rzeczywiście nie miał takiej słabej woli jak pisałam. Ostatecznie skutecznie odwiódł Rydza-Śmigłego od powrotu do kraju zaraz po przekroczeniu granicy, prawda? A może to była tylko dyplomacja i umiejętność dobierania argumentów? Albo urok osobisty? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ania Re: Strasznie namieszałaś IP: *.aster.pl 08.05.09, 14:39 Nie porównywałam Becka z dwoma bohaterami września 1939, tylko odpowiedziałam konkretnymi przykładami na twój zarzut, że kiedy armia walczyła "przywódcy uciekali, a uciekając utracili honor". Jeszcze raz ci piszę, że używa się również określenia "przywódcy powstania". Dobrze, że w kwestii ewakuacji rządu (całego) zgodziłaś się i zrezygnowałaś ze słowa "ucieczka" w odniesieniu do ministra Becka. Od razu inaczej brzmi a i sytuacja wygląda inaczej. Deklaracja o rezygnacji z utraty przez rząd uprawnień konstytucyjnych i politycznych to nie jest "coś tam do podpisania" i nie jest "jakąś deklaracją". Przeczytaj swoje zdanie: "Tak więc pomału, pomalutku odzieram Józefa Becka z "piórek". Jeszcze troszkę a będzie golutki jak kurczak na rożnie". Cóż za dobór słownictwa. Zaślepienie i złość odbiera ci styl. W tej sytuacji nie będę z tobą więcej prowadzić dyskusji, ponieważ cenię sobie dyskusję na poziomie, którego w twojej wypowiedzi zabrakło. Ponadto stosujesz manipulację, więc może przy tej technice chcesz ministra "poodzierać z piórek". Ten człowiek honoru zasługuje nie tylko na swoją ulicę, ale też na kulturalną dyskusję. Takiej szansy już nie widzę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eva Rozumiem, że masz dosyć dyskusji IP: *.173.10.15.tesatnet.pl 08.05.09, 23:02 Prawdopodobnie wyczerpały się już tobie argumenty. Ok. Niech i tak będzie. Nie odmówię jednak sobie ostatniego słowa. Zdania nie zmieniłam. W dalszym ciągu uważam, że "ewakuacja" przywódców była zwykłą ucieczką z pola walki. Pozostawieniem bohaterskich żołnierzy samym sobie. Przyspieszeniem upadku II Rzeczpospolitej. Myślę, że owi przywódcy bardziej byli zmotywowani ocaleniem własnej skóry jak Ojczyzny. Tym samym o honorze w ich przypadku raczej trudno mówić. Nie mam przy tym na myśli ich postawy z okresu, kiedy Polska odzyskiwała niepodległość, czy walczyła o wolność z armią sowiecką. Myślę tylko i wyłącznie o ich postawie z września 1939 roku i później, uwzględniając zachowawczą postawę po śmierci marszałka Józefa Piłsudskiego. "Przywódcy powstania" są pojęciem szerszym, podobnie jak "przywódcy państwa". Jednakowoż na przykład w przypadku powstania warszawskiego słowo to wydaje się już być nadużyciem, albo funkcjonować na granicy, ponieważ trudno nazywać przywódcami ludzi, którzy przez cały czas siedzieli w schronach, podczas gdy w walących się domach i na barykadach ginęli mieszkańcy miasta. Dzisiaj mało kto wie, jak po kilku dniach powstania, kiedy wiedziano już, że udać się nie może, ludność stolicy przeklinała powstańców i ich dowódców. Mało kto wie, może poza historykami, że niemal dochodziło do linczów a bohaterscy powstańcy starali się nie pokazywać cywilom, aby nie narażać na kąśliwe uwagi. Przywódcami to można nazwać dowódców powstania wielkopolskiego, może powstań śląskich. Nie przypuszczam, abyś się ze mną zgodziła. Nie liczę na to. Podpisanie, czy nie podpisanie dokumentu o którym piszesz nie ma wielkiego znaczenia. Może poza propagandowym. Prawdziwi przywódcy potrafią walczyć nie tylko piórem, ale gdy zajdzie taka potrzeba bronią. Moralnie zawsze stoją krok przed narodem a nie chowają się tchórzliwie za jego plecami. Przykro mi, że krok po kroku "rujnuję" twoje wyobrażenia o Józefie Becku i jego towarzyszach. Sądzę, że nie przyznasz się do tego, ale inne osoby, które być może śledziły nasze rozważania zapewne będą miały podobne zdanie do mojego. Może poza tymi mniej wyrobionymi historycznie oraz osobami o skrajnych poglądach politycznych. Posądzenie o złość, czy zaślepienie z powodu jakiejś drobnej i mało istotnej uwagi uważam tylko za pretekst do zakończenia dyskusji. Tak bywa, kiedy zaczyna brakować argumentów. Nigdy nie ustosunkowałaś się do pewnych wątków pobocznych, które specjalnie wtrącałam. Raczej wolałaś je przemilczać, skupiając się na samym ministrze Becku. Rozumiem dlaczego. Nie pasowały tobie do "legendy". Za bardzo kompromitowały osobę oraz obóz polityczny, który tak broniłaś. Nie powiem, aby mnie to dziwiło. Posądzanie o manipulację jest typowe dla niektórych kręgów politycznych. Zwłaszcza skrajnie prawicowych. Nie napiszę jakich, ponieważ wiadomo a nie chodzi tutaj o ich reklamę. Również ostry atak personalny na mnie jest zastanawiający. Przyznam się, że nie spodziewałam się tego po tobie. Cóż, mylić się co do ludzi jest też cechą ludzką. Mimo wszystko jest mi przykro z tego powodu, ponieważ miałam ciebie za inną osobę. Nie będę też pisać o tobie, że nie jesteś osobą kulturalną, ponieważ potwierdziłabym tym samym twoją tezę. Nie będę też pisać o tobie źle. Sama sobie odpowiedz dlaczego. Na kulturalną dyskusję minister Beck zasługuje jak najbardziej. Na pamięć w książkach i podręcznikach również. Jaką oceni historia. Jeżeli będzie dążyła do obiektywizmu i nie będzie jak dotychczas fałszowana będę o nią spokojna. Na ulicę swojego imienia Beck po stokroć NIE ZASŁUGUJE. Nawet na wsi, co to leży daleko od szosy. Pozdrawiam. Bez odbioru. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eva Beck to taka lepsza i cwańsza wersja Fotygi IP: *.173.10.15.tesatnet.pl 05.05.09, 10:53 Politykiem był nieudolnym, posługującym się wyświechtanymi frazesami, chociaż nie można odmówić mu pewnej niewielkiej dozy patriotyzmu. Piszę pewnej, bo w obliczu wroga nie popisał się wcale bohaterstwem. Wręcz przeciwnie. Chyba, że bohaterstwem można nazwać słowa, które nic nie kosztują. Chciałabym również przypomnieć, że miał bardzo, ale to bardzo złą opinię w środowisku związanym z gen. Władysławem Sikorskim w Londynie. Rząd londyński go nie chciał i nie życzył sobie widzieć. Ostatecznie był współwinny klęski wrześniowej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mirek Re: Nie rozumiem czemu tak kadzisz Fotydze IP: *.ph.ph.cox.net 07.05.09, 07:33 Eva, szkoda ze tak latwo przytaczasz frazesy powtarzane przez wiele lat przez komunistow. A moze warto przypomniec ze minister Beck byl czlonkiem rzadu a nie samodzielna postacia i wraz z rzadem ewakulowal sie z miasta ktore wkrotce mialo byc oblezone przez Niemcow. Te wyswiechtane teksty o zdradzie i ucieczce rzadu ktorymi komunisci otumaniali Polakow nie mowiac nic o owczesnych granicach Polski, ktore wygladaly zupelnie inaczej niz teraz i do Warszawy z Prus Wschodnich bylo "o rzut beretem" a przeciez rzad nie jest po to zeby bronic sie bohatersko w oblezonym miescie, ale aby rzadzic. W owczesnej koncepcji obrony z gory bylo wiadomo ze Polska sama sie nie obroni i bedzie musiala przeczekac prawdopodobnie zime "w worku" przy granicy rumunskiej, skad tez spodziewano sie tranzytu transportow z bronia i amunicja wysylanych przez Francuzow i Anglikow. Informacje o tym mozna miedzy innymi znalesc w pamietnikach generala Sosnkowskiego. W tamtym czasie o tajnej czesci paktu Ribbentrow-Molotow nikt nie wiedzial jak i nikt nie wiedzial ze tak naprawde to Sowieci byli tymi ktorzy kierowali tamtymi wydarzeniami, a dowiadujemy sie o tych faktach dopiero teraz, po blisko 70-ciu latach od tamtych wydarzen z ksiazek rosyjskich historykow. Rzad granice przekroczyl w momencie kiedy bylo jasne ze w obliczu napasci przez dwie potegi militarne szanse Polski na utrzymanie sie sa zadne. Nie zapominaj ze dzieki temu mozemy teraz z duma mowic ze Polska nigdy nie skapitulowala i walczyla z Niemcami od pierwszego do ostatniego dnia. Rzad ktory by zostal w oblezonej Warszawie musialby poddac sie razem z wojskiem i prezydentem Stazynskim. A swoja droga w innym miejscu powolywalas sie na opinie generala Sikorskiego zapominajac ze Sikorski zostal Naczelnym Wodzem i premierem rzadu pod naciskiem Francuzow, a na jednej z brytyjskich wysepek mial swoja wersje Berezy Kartuskiej dla politykow i oficerow ktorzy nie wyznawali jednoznacznie jego pogladow politycznych. Jak kazdy polityk tak i on nie byl do konca czysta i krystaliczna postacia a jedynie nazwiskiem ktore w czasie wojny i po wojnie symbolizowalo nasz opor wobec okupanta niemieckiego (ale juz niekoniecznie sowieckiego). Mysle ze jednak Jozef Beck zasluguje na wiecej niz tylko ulice Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eva Pozostawmy Fotygę tam, gdzie jej miejsce, w domu IP: *.173.10.15.tesatnet.pl 07.05.09, 20:13 Józef Beck nie był postacią w pełni samodzielną, to fakt. Ostatecznie był tylko ministrem. Jednym z najważniejszych jednakowoż. Ministrem kształtującym politykę zagraniczną kraju. Prawdą jest również, że się wraz z rządem przedwcześnie "ewakuował" gdzie "pieprz rośnie". Ten pieprz to taki skrót myślowy, ponieważ wiadomo było od samego początku gdzie ci ludzie zamierzają się udać. Czy ja przytaczam poglądy komunistów? NIE. Po stokroć nie. Przytaczam poglądy rządu londyńskiego. Poglądy Naczelnego Wodza, gen. Władysława Sikorskiego i jego otoczenia. A, że komuniści się pod nie "podczepili"? Bywa i tak. Widać im pasowały. Granice rzeczywiście były niezbyt "wygodne" do obrony, ale można je było w znacznej części utrzymać przy założeniu, że ma się silną i nowoczesną armię ze wspaniałymi żołnierzami i ich dowódcami, oraz równie wspaniały naród. Niestety armia była zaniedbana, mało nowoczesna i niedofinansowana a sam naród to za mało. Popełniono błędy kilka lat wcześniej, które we wrześniu 1939 okrutnie się zemściły. Poza tym już samo założenie, że Polska się sama nie obroni było bardzo wielkim błędem. 35 milionowy naród się nie obroni? Przed dwoma wrogami pewnie nie, ale z jednym był w stanie walczyć jak równy z równym bardzo długo. Nawet przy jeszcze raz tak liczebnym wrogu. Zawsze łatwiej się bronić niż atakować. Zwłaszcza w słusznej sprawie, na własnym terenie i czując, że broni się nie tylko wolności, ale i własne matki, żony, dzieci... Tak więc rząd się "ewakuował" uciekając sam i przedwcześnie. Argument, że do Warszawy zbliżała się niemiecka armia jest wprost śmieszny. Napiszę teraz coś, co ciebie bardzo mocno wzburzy. Adolf Hitler się nie ewakuował z płonącego Berlina w 1945 roku, chociaż taką możliwość miał. Nie skorzystał z niej i trwał na posterunku do samego końca. Wybierając śmierć z własnej ręki jak hańbę ucieczki. Wystarczy? Można o nim powiedzieć wszystko, ale nie to, że zabrakło mu odwagi w obliczu klęski. Sytuacja militarna Polski 5 września była bez porównania lepsza, jak Niemiec pod koniec kwietnia 1945 roku. Spodziewano się, wierzono w, liczono na... Toż to nic innego jak głupota. Obietnicami piekło jest wybrukowane, Mirku. Jeszcze o tym nie wiesz? Liczyć to można tylko na siebie. Polityki liczenia na "coś" od "kogoś" się obronić nie da. Po prostu Polska przed 1939 rokiem miała błędną doktrynę obronną i zapłaciła za to ogromną cenę. To, że polski wywiad nie wiedział o pakcie Ribbentrop-Mołotow pozostawiam bez komentarza. Wygląda na to, że nie mieliśmy odpowiednio wysoko postawionego agenta u naszych sąsiadów. Z tego jak to nazwałeś "worka" przy granicy z Rumunią dowodzić się nie dało. Wiadomo to było od samego początku bardzo dobrze. Jeszcze przed 17 września były olbrzymie problemy z łącznością. Kolejna koncepcja do kosza. Przekroczenie granicy. Nie będę o tym pisać, bo to była kompletna kompromitacja. Ucieczka szczurów z tonącego okrętu. Polska nigdy nie skapitulowała. Kolejny argument z rodzaju wesołych. Skapitulowała w momencie, kiedy zabrakło już sił do dalszej walki. To, że nie było komu podpisać aktu kapitulacji dowodzi tylko, że uciekli wszyscy, którzy mogliby to zrobić. Nic więcej. Wolę kapitulację Stefana Starzyńskiego jak ucieczkę z kraju najważniejszych osób w państwie. Kapitulacja bo bohaterskiej walce nie przynosi ujmy na honorze. Ucieczka tak. Czy ktoś robi zarzuty obrońcom Westerplatte? Albo Helu? Czy ktoś krytykuje Polskie Wojsko? Nie. Niech to tobie wystarczy za odpowiedź. Na koniec gen. Sikorski. Porównywanie Berezy Kartuskiej do trzymania w tzw. zamrażalce skompromitowanych oficerów jest grubym nadużyciem. Toż mieli się tam jak pączki w maśle. Byli odsunięci od dowodzenia, ale nie skreśleni. W latach 30-tych ubiegłego wieku tak samo trzymano w rezerwie gen. Sikorskiego. Nie pozwolono mu nawet stanąć do walki we wrześniu 1939 roku. Krótko mówiąc Beck lepiej już niech pozostanie na kartach podręczników i książek niż na tablicach z nazwami ulic, czy pomnikach. Odpowiedz Link Zgłoś
biof Bartoszewski i Rotfeld apelują: Ulica dla Becka 05.05.09, 11:36 My wolimy nazwy związane z cierpieniem, mordowaniem albo wyklęciem. W końcu nie ma jak wypoczynek na skwerku im. Ofiar.....czy pomordowanych. Odpowiedz Link Zgłoś
sekwana2005 Ulica dla Becka 06.05.09, 06:50 Moja mama, rocznik przedwojenny, powtarza wierszyk z jesieni 1939 roku lub poczatku 1940 roku Rydz zrobił chyc Beck zrobił weck a my zwarci i gotowi poddali się Hitlerowi... Wcześniej w szkole uczyła sie nie tylko życiorysu Becka i Piłsudzkiego, lecz i córek tego ostatniego, oczywiście oczyszczonych z "niekatolickich" wątków, typu przejście na protestantyzm, by "zaleglizować" dzieci gdy jeszcze inna żona żyła... Ale nie protestuję przeciw pomnikowi i ulicy - przynajmniej krótka nazwa... Odpowiedz Link Zgłoś
leszekes Znam ten wiersz. Mój dziadek (rodowity warszawiak) 06.05.09, 09:54 kilka razy mi go mówił. A może by tak nie stawiać pomników skompromitowanym ucieczką politykom? Może nie honorować ulic ich nazwiskami? Jak już w Warszawie musi być nowa nazwa tej ulicy, to proponuję neutralną. Niech się nazywa BECZKI. Takiej zwyczajnej, dębowej beczki:DDD takiej od ogórków kiszonych i kapusty:DDD Odpowiedz Link Zgłoś
wobo1704 Re: Nie mają co robić 07.05.09, 09:31 Kategoryczny sprzeciw przeciwko zmianie nazw ulic! Powstaje tyle nowych ulic na obrzeżach W-wy -tam można zaspokoić potrzebę szaleństwa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Eva Re: Nie mają co robić IP: *.173.10.15.tesatnet.pl 07.05.09, 20:20 Zmiana nazw ulic jest uciążliwa i kłopotliwa dla mieszkańców. Wprowadza zamieszanie i naraża obywateli na pomyłki oraz koszty. Też uważam, że nie powinno się ich zmieniać pochopnie i zbyt często. Poza przywracaniem nazw historycznych i usunięciem tych najbardziej skompromitowanych, ale to powinny być absolutne wyjątki. Odpowiedz Link Zgłoś