Dodaj do ulubionych

Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu.

20.04.10, 13:29
Niedawno uderzylo mnie, ze ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu stawiane
jest na drodze glownej, a nie na drodze podporzadkowanej.

Uprzejmie prosze o wyjasnienie mi zasadnosci takiego dzialania.
Obserwuj wątek
    • nazimno Teren zabudowany czy poza nim? 20.04.10, 13:33
      • emes-nju Oczywiscie, ze poza! nt. 20.04.10, 13:35

    • lusitania2 Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 13:43
      Ograniczenie prędkości na drodze głównej w rejonie skrzyżowania
      wynika z minimalizacji skutków ewentualnych kolizji. Chociaż ci się
      to nie podoba, to jednak prędkość przekłada się także na
      skutki wypadków.
      Na drodze podporządkowanej masz znak ustąp pierwszeństwa - a skoro
      nie pamiętasz (bo jakbyś pamiętał, to tak kompromitującego wątku byś
      nie zakładał), do czego cię ten znak jako kierowcę zobowiązuje, to
      pora sobie przypomnieć kodeks drogowy.
      • edek40 Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 13:51
        > Ograniczenie prędkości na drodze głównej w rejonie skrzyżowania
        > wynika z minimalizacji skutków ewentualnych kolizji. Chociaż ci się
        > to nie podoba, to jednak prędkość przekłada się także na
        > skutki wypadków.
        > Na drodze podporządkowanej masz znak ustąp pierwszeństwa - a skoro
        > nie pamiętasz (bo jakbyś pamiętał, to tak kompromitującego wątku byś
        > nie zakładał), do czego cię ten znak jako kierowcę zobowiązuje, to
        > pora sobie przypomnieć kodeks drogowy.

        No nie. Skoro juz tak logicznie i z grubej rury, przypomnij laskawie co w KD
        oznacza znak ustap pierwszenstwa i dlaczego zaklada sie, ze ten znak zostanie
        zignorowany, a szczesliwie ograniczenie predkosci nie. Co wiecej kto i jak moze
        ocenic wplyw tego znaku na "slepego", ktory wyjedzie bez patrzenia tak na znaki,
        jak i na droge? Wszak nawet przy 50 km/h przy bocznym uderzeniu polegnie w
        chwale. Znaczy sie moze lepiej, skoro ograniczenia trzeba przestrzagac, a
        trojkata nie, na drogach glownych stawiac progi zwalniajace i znak STOP?
        • hanni Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 14:24
          edek40 napisał:

          > i dlaczego zaklada sie, ze ten znak zostanie
          > zignorowany, a szczesliwie ograniczenie predkosci nie.

          Nikt niczego nie "zaklada" a zaleca, ze powino przestrzegac sie jednego i
          drugiego znaku z oczywistych (przynajmniej dla ludzi potrafiacych myslec) przyczyn.


          > Co wiecej kto i jak moze ocenic wplyw tego znaku na "slepego",
          > ktory wyjedzie bez patrzenia tak na znaki, jak i na droge?


          Smietanka tego forum w akcji... Czyli:
          Z jednej strony "slepy" wyjezdzajacy z podporzadkowanej i z drugiej pomykajacy
          "miszcz" nie rozumiejacy (bo juz tak ma) po co jakiekolwiek ograniczenie przed
          skrzyzowaniem skoro zwiazek miedzy predkoscia a prawdopdobienstwem wypadku i
          jego skutku sprowadza sie do stwierdzenia: "Wszak nawet przy 50 km/h przy
          bocznym uderzeniu polegnie w chwale."
          • edek40 Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 14:38
            > Nikt niczego nie "zaklada" a zaleca, ze powino przestrzegac sie jednego i
            > drugiego znaku z oczywistych (przynajmniej dla ludzi potrafiacych myslec)
            przyczyn.

            Dla ludzi potrafiacych myslec wystarczy sam znak informujacy o wystepowaniu
            skrzyzowania. Ograniczenie predkosci jest zbedne, jesli naturalnie
            skrzyzowanie jest dobrze widoczne
            . Po diabla bowiem zwalniac, jesli samochod
            z podporzadkowanej jeszcze nie wyjechal spod swojego domu i w ogole dzis tego
            nie zrobi? Jesli jednak cos sie zbliza kazdy myslacy kierowca co najmniej
            zdejmie noge z gazu, moze nawet zacznie hamowac, calkowicie olewajac cyferke
            napisana na znaku, zwalniajac nawet do predkosci mniejszej niz zalecana. Tylko
            dlatego, ze mysli. Jesli zas nie mysli, i trafi na drugiego takiego samego
            mistrza, to dojdzie do wypadku niezaleznie od staran znakologow.

            Trudne nie? Latwiej jest jechac jak ostatni baran i wbic sie w drugiego barana,
            byle z przepisowa, przewidujaca wystapienie wtargniecia, predkoscia.
            • hanni Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 15:14
              edek40 napisał:

              > Dla ludzi potrafiacych myslec wystarczy sam znak informujacy o
              > wystepowaniu skrzyzowania.

              Juz widze, jak ci "ludzie myslacy" zwalniaja dobrowolnie przed skrzyzowaniem,
              jak pokornie przytakuja glowa, gdyby karala ich policja za nie zwolnienie, jesli
              nie byloby znaku.


              > Ograniczenie predkosci jest zbedne, jesli naturalnie
              > skrzyzowanie jest dobrze widoczne
              .

              Pewnie, wtedy kierowcy, ktorzy chca sie wlaczyc moga zaczekac do wieczora.


              > Po diabla bowiem zwalniac, jesli samochod z podporzadkowanej
              > jeszcze nie wyjechal spod swojego domu i w ogole dzis tego
              > nie zrobi?

              Bo jesli ruch w tych miejscach nie zostanie spowolniony to oczekiwanie, ze sie
              spowolni jesli zacznie sie do niego zblizac samochod jest takim samym absurdem
              jak spowolnienie ruchu na widok pieszego zblizajacego sie do drogi.


              > Jesli jednak cos sie zbliza kazdy myslacy kierowca co najmniej
              > zdejmie noge z gazu, moze nawet zacznie hamowac,

              Wooow! "Myslacy" zdejmie noge! Mozna wiedziec ile metrow przed skrzyzowaniam
              "zdejmie" ta noge i co oczekujacy kierowca z tego ma?

              I "moze" nawet "zacznie hamowac"!
              Albo i nie. Mozna i tu wiedziec ile metrow przed skrzyzowaniam "moze" "zacznie"
              i co oczekujacy kierowca z tego "moze" ma jesli ten "myslacy" bedzie jednym z
              kilkudziesieciu innych mniej lub bardziej "myslacych" zapindalajacych tak samo
              jak ten "myslacy"?




              • edek40 Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 15:33
                > Juz widze, jak ci "ludzie myslacy" zwalniaja dobrowolnie przed skrzyzowaniem,
                > jak pokornie przytakuja glowa, gdyby karala ich policja za nie zwolnienie, jesli
                > nie byloby znaku.

                Z czego wnosisz, ze niemyslacy zwalnia na widok znaku?

                > Pewnie, wtedy kierowcy, ktorzy chca sie wlaczyc moga zaczekac do wieczora.

                Teraz do mnie dotarlo. Jadac glowna mam zwolnic, aby czekajacy na
                podporzadkowanej mogl bezpiecznie wjechac mi prosto pod kola. To sluszne.

                > Bo jesli ruch w tych miejscach nie zostanie spowolniony to oczekiwanie, ze sie
                > spowolni jesli zacznie sie do niego zblizac samochod jest takim samym absurdem
                > jak spowolnienie ruchu na widok pieszego zblizajacego sie do drogi.

                Jeszcze raz: skad pewnosc, ze to "zle zachowanie" zostanie naprawione przez znak?

                > Wooow! "Myslacy" zdejmie noge! Mozna wiedziec ile metrow przed skrzyzowaniam
                > "zdejmie" ta noge i co oczekujacy kierowca z tego ma?

                A co ma z tego, ze zwolnie to napisanych na znaku 70 km/h? A moze lepiej juz na
                glownej stawiac znak warunkowy: jesli z podporzadkowanej nic nie wyjezdza to
                masz pierwszenstwo, jesli wyjezdza, to trzeba go wpuscic, bo inaczej zakwitnie.
                Tak, to sluszne. W Szwajcarii naturalnie sa juz takie znaki?

                > i co oczekujacy kierowca z tego "moze" ma jesli ten "myslacy" bedzie jednym z
                > kilkudziesieciu innych mniej lub bardziej "myslacych" zapindalajacych tak samo
                > jak ten "myslacy"?

                Skoro stoi na drodze podporzadkowanej to czeka. Takie sa przepisy, ktorych nie
                zmieni nawet ograniczenie predkosci dla jadacych glowna.
                • hanni Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 15:46
                  edek40 napisał:

                  > Z czego wnosisz, ze niemyslacy zwalnia na widok znaku?

                  Z czego wnosisz, ze wnosze cos tak glupiego?


                  > Teraz do mnie dotarlo. Jadac glowna mam zwolnic, aby czekajacy na
                  > podporzadkowanej mogl bezpiecznie wjechac mi prosto pod kola.

                  Nie. Ciagle nie zrozumiales. Jadac glowna masz zwolnic po to, zeby czekajacy na
                  podporzadkowanej W OGOLE mogl wjechac.
                  To wlasnie wtedy, jesli nie zwolnisz, to ten drugi jesli w ogole bedzie mogl
                  wyjechac to tobie (lub komus innemu) pod kola.

                  > Jeszcze raz: skad pewnosc, ze to "zle zachowanie" zostanie naprawione przez znak?

                  Jaszcze raz: Gdzie sie dopatrzyles tej pewnosci?

                  Dzieki znakom przynajmniej czesc kierowcow zwalnia, i dzieki temu kierowcy z
                  podporzadkowanej w ogole moga kiedys wyjechac.
                  gdyby nie te znaki zwalnialby malo kto lub nie zwalnialby nikt.


                  > A co ma z tego, ze zwolnie to napisanych na znaku 70 km/h?

                  A to ma z tego, ze przy samochodach jadacych glowna 70 zamiast 90 albo 110 jest
                  o wiele latwiej sie wlaczyc z drogi podporzadkowanej.
                  I dlaczego tak jest, rozumie nawet masa 10-latkow.
                  Podpowiem, ze ma to wiele wspolnego z zaleznoscia miedzy predkoscia, droga
                  hamowania i widocznoscia.


                  > A moze lepiej juz na glownej stawiac znak warunkowy: jesli z
                  > podporzadkowanej nic nie wyjezdza to masz pierwszenstwo, jesli
                  > wyjezdza, to trzeba go wpuscic, bo inaczej zakwitnie.


                  Swietny pomysl! Zrob projekt i wyslij do zarzadu drog i nie zapomnij
                  poinformowac nas o reakcji.
                  • edek40 Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 16:21
                    > Nie. Ciagle nie zrozumiales. Jadac glowna masz zwolnic po to, zeby czekajacy na
                    > podporzadkowanej W OGOLE mogl wjechac.

                    Aby w ogole mogl wjechac musialbym sie zatrzymac!!! Zwolnienie do 70 km/h nie umozliwie wjazdu, chyba ze ktos slabuje na umysle.

                    > To wlasnie wtedy, jesli nie zwolnisz, to ten drugi jesli w ogole bedzie mogl
                    > wyjechac to tobie (lub komus innemu) pod kola.

                    Ma czekac az przejedzie cala kolumna pojazdow na glownej. Ale to nie potrwa dlugo, bo polskie drogi naleza nie dosc ze do znakomitych, to jeszcze do zupelnie opustoszalych (co najmniej czterokrotnie bardziej niz w Niemczech).

                    > Dzieki znakom przynajmniej czesc kierowcow zwalnia,

                    To wlasnie ci, ktorzy nieco wysilaja mozgownice i wlasnie to im to ograniczenie jest zbedne, bo sami wiedza kiedy i dlaczego maja zwolnic.

                    >i dzieki temu kierowcy z
                    > podporzadkowanej w ogole moga kiedys wyjechac.
                    > gdyby nie te znaki zwalnialby malo kto lub nie zwalnialby nikt.

                    Czy jesli zastosuje sie do tych 70 km/h oznacza, ze stojacy na podporzadkowanej moze jechac? Masakra. Nawet w Polsce kierowcy nie sa tak glupi, aby wjezdzac na glowna pod auto jadace 70 km/h.

                    > A to ma z tego, ze przy samochodach jadacych glowna 70 zamiast 90 albo 110 jest
                    > o wiele latwiej sie wlaczyc z drogi podporzadkowanej.

                    Dlaczego? Czyzbys uznawal, ze da rade wjechac miedzy samochody w kolumnie i w ulamku sekundy osiagnac te 70 km/h? Bo skoro ma takie straszne trudnosci z wjazdem, to raczej mowimy o kolumnie. Bo jesli jade tylko ja, to jesli nie zwolnie, to szybciej wjedzie za mnie.

                    > I dlaczego tak jest, rozumie nawet masa 10-latkow.

                    Moja najstarsza corka ma dopiero 8 lat, ale juz wie ze z podporzadkowanej wjezdza sie wylacznie wtedy gdy nic w poblizu nie jedzie, a nie wtedy, gdy jedzie powoli i "da rade" sie zatrzymac, albo przywali tylko leciuchno.

                    > Podpowiem, ze ma to wiele wspolnego z zaleznoscia miedzy predkoscia, droga
                    > hamowania i widocznoscia.

                    Jeszcze raz podkreslam: mam na mysli wylacznie te skrzyzowania, na naszych rozleglych nizinach, ktore sa dobrze widoczne z daleka.

                    > Swietny pomysl! Zrob projekt i wyslij do zarzadu drog i nie zapomnij
                    > poinformowac nas o reakcji.

                    To tylko tworcze rozwiniecie bzdetow, ktore piszesz. Znak ustap pierwszenstwa, przynajmniej w Polsce, nie jest znakiem warunkowym. Podobnie jak znak informujacy o drodze z pierwszenstwem. Z przyczyn zwiazanych z kwestia zachowania gatunku nie namowisz mnie do zatrzymywania sie na (leciutko) obciazonych tranzytowkach, bo generowanie karamboli nie lezy w mojej naturze. Jesli wiec mamy ruch ciagly na glownej, stojacy niestety sobie postoi. Jesli ruchu nie ma, to i nie ma o czym mowic.
                    • hanni Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 16:43
                      edek40 napisał:

                      > Aby w ogole mogl wjechac musialbym sie zatrzymac!!!

                      Tja... wlasnie przed chwila pisalem o tej ultymatywnej "grupie", ktora poprawe
                      bezpieczenstwa w ruchu widzi tylko w czerwonych choragiewkach. :)


                      > Zwolnienie do 70 km/h nie umozliwie wjazdu, chyba ze ktos slabuje
                      > na umysle.

                      I widac pewnie to po tym, ze na zadnej drodze z ograniczeniem do 70-tki nie
                      wjezdzaja samochody z podporzadkowanych. No chyba, ze na glownej kirowca sie
                      zatrzyma.

                      Juz od poludnia odnosze wrazenie, ze nie wiesz zupelnie co piszesz.

                      > Ma czekac az przejedzie cala kolumna pojazdow na glownej. Ale to
                      > nie potrwa dlugo.

                      Jak dluga bedzie ta kolumna i jak dlugo bedzie przejezdzac? Gwarantujesz mu, ze
                      potem bedzie mogl wjechac.

                      I po co ma w ogole czekac, skoro wlasnie przez ograniczenie predkosci jego
                      szanse na sprawne wlaczenie sie do ruchu nawet mimo ciaglego ruchu bardzo wzrosna?


                      > Czy jesli zastosuje sie do tych 70 km/h oznacza, ze stojacy na
                      > podporzadkowanej moze jechac? Masakra.

                      Nie. Maskara bedzie tylko wtedy, jesli miedzy tym, kierowcami znajdzie sie taki
                      bystrzacha jak ty.

                      Jesli wiekszosc samochodow dostosuje sie do 70 km/h to mozliwosci na bezpieczne
                      i sprawne wlaczenie sie do ruchu beda bez porownania wyzsze niz przy predkosci
                      ruchu wynoszacej 90 albo 110 km/h.

                      I dlaczego tak jest rozumie nawet 10-letnie dziecko.



                      > > A to ma z tego, ze przy samochodach jadacych glowna 70 zamiast
                      > > 90 albo 110 jest o wiele latwiej sie wlaczyc z drogi podporzadkowanej.
                      >
                      > Dlaczego?

                      No wlasnie kolejna wielka tajemnica czekajace na odkrycie. Wiele 10-latkow ja
                      rozumie. W twoim przypadku czeka jeszcze na odkrycie.


                      > Czyzbys uznawal, ze da rade wjechac miedzy samochody w kolumnie i w u
                      > lamku sekundy osiagnac te 70 km/h?

                      Nie. Ja w przeciwienstwie do ciebie rozumiem tylko zwiazek miedzy predkoscia a
                      odlegloscia (reakcji i hamowania), odlegloscia a widocznoscia (a tymn samym
                      wlasciwa ocena predkosci i czasu) i zwiazek miedzy tymi odleglosciami a droga i
                      czasem rozpedzenia samochodu.

                      Dzieki temu wiem ze o wiele latwiej i bezpieczniej(!) jest wlaczyc sie do ruchu
                      na drodze z predkoscia ruchu rzedu 50-70 km/h niz na drodze o ruchu z
                      predkosciami rzedu (przykladowo) 100-130 km/h.

                      Spojrz na to pozytywnie. Przed toba jeszcze tyle rzeczy do odkrycia!



                      • edek40 Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 16:59
                        > Tja... wlasnie przed chwila pisalem o tej ultymatywnej "grupie", ktora poprawe
                        > bezpieczenstwa w ruchu widzi tylko w czerwonych choragiewkach. :)

                        Czy w Szwajcarii istnieje jakis przepis nakazujacy zatrzymanie sie kolumny
                        samochodow na widok auta stojacego na podporzadkowanej. Bo o kolumnie mowimy.
                        Pojedynczy samochod chyba nie utrudnia wlaczenia sie z podporzadkowanej? A moze
                        i on wg szwajcarskich realiow ma sie zatrzymac i wpuscic. Tylko czy wtedy droga
                        glowna moze nadal nazywac sie glowna?

                        > I widac pewnie to po tym, ze na zadnej drodze z ograniczeniem do 70-tki nie
                        > wjezdzaja samochody z podporzadkowanych. No chyba, ze na glownej kirowca sie
                        > zatrzyma.

                        Oczywiscie teoretyzujemy, bo ciagly ruch na glownej zdarza sie tylko w Niemczech.

                        > Jak dluga bedzie ta kolumna i jak dlugo bedzie przejezdzac? Gwarantujesz mu, ze
                        > potem bedzie mogl wjechac.

                        Gwarantuje. Jak przejada wszystkie samochody, bedzie mogl wjechac. Na bank. Z
                        reszta to o wiele bezpieczniejsze niz probowanie czy jadacy 70 km/h zdazy sie
                        zatrzymac.

                        > I po co ma w ogole czekac, skoro wlasnie przez ograniczenie predkosci jego
                        > szanse na sprawne wlaczenie sie do ruchu nawet mimo ciaglego ruchu bardzo wzrosna?

                        Dlaczego wzrosna? Kolumna sie zagesci. To naturalne, bo gdy pierwszy zwalnia,
                        drugi robi to z pewnym opoznienie, a skoro jada wolniej nie musi utrzymywac
                        dystansu wlasciwego dla predkosci wiekszej.

                        > Jesli wiekszosc samochodow dostosuje sie do 70 km/h to mozliwosci na bezpieczne
                        > i sprawne wlaczenie sie do ruchu beda bez porownania wyzsze niz przy predkosci
                        > ruchu wynoszacej 90 albo 110 km/h.

                        Znaczy w Szwajcarii jest bezpieczne wlaczanie sie w kolumne aut jadacych 70
                        km/h? Kolumne. Kolumna to wiecej niz jeden samochod. Przyjmuje sie, ze sporo
                        wiecej...

                        > Nie. Ja w przeciwienstwie do ciebie rozumiem tylko zwiazek miedzy predkoscia a
                        > odlegloscia (reakcji i hamowania), odlegloscia a widocznoscia (a tymn samym
                        > wlasciwa ocena predkosci i czasu) i zwiazek miedzy tymi odleglosciami a droga i
                        > czasem rozpedzenia samochodu.
                        >
                        > Dzieki temu wiem ze o wiele latwiej i bezpieczniej(!) jest wlaczyc sie do ruchu
                        > na drodze z predkoscia ruchu rzedu 50-70 km/h niz na drodze o ruchu z
                        > predkosciami rzedu (przykladowo) 100-130 km/h.
                        >
                        > Spojrz na to pozytywnie. Przed toba jeszcze tyle rzeczy do odkrycia!

                        Ale my caly czas o szosie piszemy, a nie jakiejs osiedlowce? Takiej z TIRami,
                        furgonetkami, osobowkami itp. Dlaczego ma byc latwiej? Wyjasnij mi prosze
                        mechanizm zwiekszania odstepu miedzy samochodami przy zwalnianiu. I to takiego,
                        ktory umozliwi bezpieczny wjazd z podporzadkowanej.
                        • hanni Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 17:11
                          edek40 napisał:

                          > Czy w Szwajcarii istnieje jakis przepis nakazujacy zatrzymanie sie kolumny
                          > samochodow na widok auta stojacego na podporzadkowanej.

                          W Szwajcarii nie ma ludzi tak ograniczonych, zeby w ogole rozpatrywali taka
                          mozliwosc. I to olbrzymia zaleta tego pieknego kraju.

                          > Bo o kolumnie mowimy.
                          > Pojedynczy samochod chyba nie utrudnia wlaczenia sie z podporzadkowanej?

                          Nie mowimy ani o kolumnie ani o pojedynczym samochodzie tylko o ruchu i jego
                          realiach.


                          > A moze i on wg szwajcarskich realiow ma sie zatrzymac i wpuscic.


                          > Dlaczego wzrosna? Kolumna sie zagesci. To naturalne,

                          No tak... "zagesci sie" :) Czyli zeby ja rozluznic i tym samym zwiekszyc szanse
                          na wlaczenie sie z podporzadkowanej nalezaloby podniesc szybkosc najlepiej do
                          takiej jak na autostradach. Wtedy nikt nie mialby juz problemow z bezpiecznym
                          wlaczeniem sie. :)

                          A tak na powaznie o zwiazku miedzy przepustowoscia drogi i predkoscia nigdy nie
                          slyszales, nie? Nie wiesz nic o tym, ze na autostradach juz od dziesiecioleci
                          praktykuje sie skutecznie redukcje predkosci wraz ze wzrostem gestosci ruchu?




                          > Znaczy w Szwajcarii jest bezpieczne wlaczanie sie w kolumne aut
                          > jadacych 70 km/h? Kolumne. Kolumna to wiecej niz jeden samochod.

                          W Szwajcarii nawet male dziecko rozumie zwiazek miedzy redukcja predkosci i
                          poprawieniem mozliwosci wlaczenia sie do ruchu nie tylko przez lepsza mozliwosc
                          oceny predkosci nadjezdzajacych samochodow, dluzszymi czasami reakcji i....
                          zwiekszeniem przepustowosci drogi.

                          • edek40 Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 17:19
                            > W Szwajcarii nie ma ludzi tak ograniczonych, zeby w ogole rozpatrywali taka
                            > mozliwosc. I to olbrzymia zaleta tego pieknego kraju.

                            Znaczy sie w Szwajcarii jednak kolumna aut jak z Zurichu do Genewy zatrzymuje sie, aby wpuscic goscia z podporzadkowanej?

                            > Nie mowimy ani o kolumnie ani o pojedynczym samochodzie tylko o ruchu i jego
                            > realiach.

                            Realia ruchu wszedzie (poza Szwajcaria) sa takie same. Jada samochody nie wlaczam sie do ruchu, nie jada samochody wlaczam sie do ruchu. Nie ma nic o tym, ze jak jada wolno, to wlaczam sie do ruchu.

                            > A tak na powaznie o zwiazku miedzy przepustowoscia drogi i predkoscia nigdy nie
                            > slyszales, nie? Nie wiesz nic o tym, ze na autostradach juz od dziesiecioleci
                            > praktykuje sie skutecznie redukcje predkosci wraz ze wzrostem gestosci ruchu?

                            I na odcinku 150 m ruch z gestego staje sie tak rzadki, ze umozliwia wlaczenie sie do ruchu. Smiale!

                            > W Szwajcarii nawet male dziecko rozumie zwiazek miedzy redukcja predkosci i
                            > poprawieniem mozliwosci wlaczenia sie do ruchu nie tylko przez lepsza mozliwosc
                            > oceny predkosci nadjezdzajacych samochodow, dluzszymi czasami reakcji i....
                            > zwiekszeniem przepustowosci drogi.

                            Ograniczenie predkosci na glownej, wraz ze zwiekszaniem odstepow miedzy samochodami ma prowadzic do wiekszej przepustowosci? Chryste!
                            • hanni Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 18:09
                              edek40 napisał:

                              > Znaczy sie w Szwajcarii jednak kolumna aut jak z Zurichu do Genewy
                              > zatrzymuje sie, aby wpuscic goscia z podporzadkowanej?

                              Nie, nie "znaczy sie".

                              > Realia ruchu wszedzie (poza Szwajcaria) sa takie same. Jada
                              > samochody nie wlaczam sie do ruchu, nie jada samochody wlaczam sie
                              > do ruchu.

                              Pewnie cie to zdziwi ale nie brak drog i ulic, gdzie samochody jezdza caly dzien
                              i inne samochody z podporzadkowanej mimo to wlaczaja sie, do tego calkiem
                              bezpiecznie.

                              > Nie ma nic o tym, ze jak jada wolno, to wlaczam sie do ruchu.

                              Nie. Mowa jest o tym, ze jesli jada wolniej, to latwiej wlaczyc sie do ruchu niz
                              wtedy, gdy jada szybciej.

                              To wlasnie dlatego na autostradach nie ma mozliwosci wlaczenia sie do ruchu jak
                              w miescie i dlatego wlasnie w miescie, gdzie samochody najczesciej sie wlaczaja
                              predkosc jest najbardziej ograniczona.

                              Ty - jak sie domyslam - ciagle zwiazku nie widzisz i pewnie zachodzisz w glowe
                              dlaczego w miescie nie mozna jezdzic tak szybko jak na autostradzie bo skoro
                              "jade" to ten iny i tak moze zaczekac.


                              > I na odcinku 150 m ruch z gestego staje sie tak rzadki, ze
                              > umozliwia wlaczenie sie do ruchu. Smiale!

                              Nie wiem czy smiale ale twoje i dlatego glupie. To ponad wszelka watpliwosc.


                              > Ograniczenie predkosci na glownej, wraz ze zwiekszaniem odstepow
                              > miedzy samochodami ma prowadzic do wiekszej przepustowosci?
                              > Chryste!

                              Ano rzeczywiscie trzeba krzyknac "Chryste" jak sie widzi, skad znow wytrzasnales
                              to "zwiekszenie odstepow".
                              • edek40 Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 21.04.10, 12:17
                                > Nie, nie "znaczy sie".

                                Znaczy sie nie wpuszcza tak po wschodnioeuropejsku???

                                > Pewnie cie to zdziwi ale nie brak drog i ulic, gdzie samochody jezdza caly dzien
                                > i inne samochody z podporzadkowanej mimo to wlaczaja sie, do tego calkiem
                                > bezpiecznie.

                                Zapewne zdziwi Cie, ze nawet u nas sa takie drogi. Nigdy jednak ruch nie jest na
                                tyle ciagly, aby po 2-3 godzinach czekanie nie wlaczyc sie bezpiecznie.

                                > Nie. Mowa jest o tym, ze jesli jada wolniej, to latwiej wlaczyc sie do ruchu niz
                                > wtedy, gdy jada szybciej.

                                Jedyne co tlumaczyloby taka smiala teze to fakt powiekszania sie odstepow miedzy
                                autami. Na szosie, jesli jedzie kolumna, nie ma zadnego znaczenia czy 70 czy 90
                                km/h. Bywa, ze zwarta kolumna osiaga prawdziwie europejska predkosc 40 km/h i
                                rowniez wjezdzjacy z podporzadkowanej nie wcisnie palca. A na szosie malo kto
                                zaryzykuje karambol, bo jest uprzejmy i litosciwy.

                                > To wlasnie dlatego na autostradach nie ma mozliwosci wlaczenia sie do ruchu jak
                                > w miescie i dlatego wlasnie w miescie, gdzie samochody najczesciej sie wlaczaja
                                > predkosc jest najbardziej ograniczona.

                                Emes pisal o naszych najlepszych tranzytowkach jednojezdniowych, po co wiec
                                gryzmolisz o autostradach, ktorych praktycznie nie ma.

                                > Ty - jak sie domyslam - ciagle zwiazku nie widzisz i pewnie zachodzisz w glowe
                                > dlaczego w miescie nie mozna jezdzic tak szybko jak na autostradzie bo skoro
                                > "jade" to ten iny i tak moze zaczekac.

                                Jakim miescie. Oprzytomniej i czytaj uwaznie. Chodzi o dobrze widoczne
                                skrzyzowanie w srodku niczego szosy z szosunia.

                                > Nie wiem czy smiale ale twoje i dlatego glupie. To ponad wszelka watpliwosc.

                                Ale to Ty sugerujesz, ze lokalne (slownie: lokalne) spowolnienie kolumny
                                samochodow na szosie ma umozliwic wlaczenie sie do ruchu.

                                > Ano rzeczywiscie trzeba krzyknac "Chryste" jak sie widzi, skad znow wytrzasnales
                                > to "zwiekszenie odstepow".

                                Tylko takie zachowanie samochodow umozliwi wlaczenie sie do ruchu, o ktorym tak
                                piejesz przy okazji postawienia ograniczenia do 70 km/h na prostej jak drut szosie.
                                • hanni Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 21.04.10, 13:59
                                  edek40 napisał:

                                  > Znaczy sie nie wpuszcza tak po wschodnioeuropejsku???

                                  Nie, normalnie sie wlaczaja do ruchu bo dzieki przestrzeganiu ograniczen
                                  predkosci jest to mozliwe.

                                  > Zapewne zdziwi Cie, ze nawet u nas sa takie drogi.

                                  sadzac po twoich pytaniach mozna wyciagnac zupelnie inny wniosek.

                                  > Jedyne co tlumaczyloby taka smiala teze to fakt powiekszania sie
                                  > odstepow miedzy autami.

                                  Mylisz sie. Jest jeszcze mnostwo innych przyczyn zrozumialych nawet dla dziecka.
                                  Kazde dziecko wie, dlaczego na autostradzie nie tylko nie ma skrzyzowan jak na
                                  innych drogach ale nawet pieszych.
                                  To jak widac dla ciebie ciagle wielka tajemnica.

                                  > Emes pisal o naszych najlepszych tranzytowkach jednojezdniowych,
                                  > po co wiec gryzmolisz o autostradach,

                                  Bo autostrady najlepiej ilustruja problem, ktorego ciagle nie mozesz pojac - ze
                                  mozliwosc bezpiecznego wlaczenia sie do ruchu zalezy w bardzo duzym stopniu od
                                  predkosci na drodze glownej.

                                  > Ale to Ty sugerujesz, ze lokalne (slownie: lokalne) spowolnienie
                                  > kolumny samochodow na szosie ma umozliwic wlaczenie sie do ruchu.

                                  Z powodu mniejszych predkosci a nie "rozrzedzenia" ruchu, ktory to splodziles ty.

                                  > Tylko takie zachowanie samochodow umozliwi wlaczenie sie do ruchu,

                                  To twoja, bardzo chora recepta wynikajaca Bog wie z jakich przeslanek.
                                  • edek40 Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 21.04.10, 14:28
                                    > Nie, normalnie sie wlaczaja do ruchu bo dzieki przestrzeganiu ograniczen
                                    > predkosci jest to mozliwe.

                                    Czeli jednak wjezdzaja w srodek kolumny jadacej 70 km/h (zgodnie ze znakami)?

                                    > Kazde dziecko wie, dlaczego na autostradzie

                                    Ale my nie rozmawiamy o autostradzie. Juz raz zwrocilem Ci na to uwage.
                                    Rozmawiamy o bardzo konkretnej sytuacji, ktora nie ma miejsca ani w miescie, ani
                                    na autostradzie, tylko na malutkim skrzyzowanku na szosie.

                                    > Bo autostrady najlepiej ilustruja problem, ktorego ciagle nie mozesz pojac - ze
                                    > mozliwosc bezpiecznego wlaczenia sie do ruchu zalezy w bardzo duzym stopniu od
                                    > predkosci na drodze glownej.

                                    Wlaczenie sie do ruchu na autostradzie, nawet bez ograniczenie predkosci, jest
                                    daleko bardziej bezpieczne niz na szosie. Dlatego wlaczajacy sie do ruchu musi
                                    czekac tak dlugo, az bedzie mial wolna droge, a nie do czasu, az ktos zwolni do
                                    70 km/h.

                                    > Z powodu mniejszych predkosci a nie "rozrzedzenia" ruchu, ktory to splodziles ty.

                                    Raczej probuje zrozumiec mechanizm, ktory opisujesz. Jesli wiec nie rozrzedza
                                    sie, to znaczy ze wlaczajacy sie do ruchu wymusza, na jadacych 70 km/k w
                                    kolumnie
                                    , pierwszenstwo. I to wszystko w Szwajcarii? W Polsce nie do pomyslenia.

                                    > To twoja, bardzo chora recepta wynikajaca Bog wie z jakich przeslanek.

                                    Niech Ci bedzie. Ja na widok kolumny samnochodow na glownej nie probuje
                                    sprawdzac czy przy 70 km/h moge wymusic pierwszenstwo. Czekam az droga zrobi sie
                                    wolna.
                                    • hanni Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 21.04.10, 15:31
                                      edek40 napisał:

                                      > Czeli jednak wjezdzaja w srodek kolumny jadacej 70 km/h (zgodnie ze znakami)?

                                      Pewnie cie to zaskoczy ale nie. Nie wjezdzaja w srodek kolumny.


                                      > Ale my nie rozmawiamy o autostradzie. Juz raz zwrocilem Ci na to
                                      > uwage.

                                      Rozmawiamy o wlaczaniu sie do ruchu i zaleznosci miedzy predkoscia pojazdow na
                                      drodze glownej i trudnosciami z tego wynikajacymi. Posluzylem sie przykladem
                                      autostrady, zeby uzmyslowic ci, ze wlasnie na autostradzie (z powodu panujacych
                                      tam predkosci) nie jest mozliwe wlaczanie sie do ruchu tak jak na drogach z
                                      ograniczeniem do mniejszych predkosci. Domyslam sie czemu cie tak wsciaka ten
                                      przyklad. Juz raz zwrocilem Ci na to uwage.


                                      > Rozmawiamy o bardzo konkretnej sytuacji, ktora nie ma miejsca ani
                                      > w miescie, ani na autostradzie, tylko na malutkim skrzyzowanku na
                                      > szosie.

                                      To akurat nie ma nic do rzczy bo chodzi glownie o predkosc i jej zwiazek
                                      z wlaczaniem sie do ruchu. I autostrada jest wlasnie swietnym przykldem zeby
                                      uzmyslowic ten zwiazek i jego konsekwencje.


                                      > Wlaczenie sie do ruchu na autostradzie, nawet bez ograniczenie
                                      > predkosci, jest daleko bardziej bezpieczne niz na szosie.

                                      Wylacznie dzieki skrzyzowaniom bezkolizyjnym, ktore buduje sie na autostradach
                                      wlasnie dlatego bo zwykle skrzyzowania zupelnie by sie do tego nie nadawaly.


                                      > Raczej probuje zrozumiec mechanizm, ktory opisujesz.

                                      A ja nie trace, ze te proby kiedys ci sie powiada.


                                      > Jesli wiec nie rozrzedza sie, to znaczy ze wlaczajacy sie do ruchu wymusza,
                                      na jadacych 70 km/k w kolumnie, pierwszenstwo.

                                      Nie. Ale dedukuj dalej.



                                      > Niech Ci bedzie. Ja na widok kolumny samnochodow na glownej nie
                                      > probuje sprawdzac czy przy 70 km/h moge wymusic pierwszenstwo.
                                      > Czekam az droga zrobi sie wolna.

                                      No widzisz. I to, ze w ogole kiedykolwiek zrobi sie wolna zawdzieczasz glownie
                                      temu, ze te samochody jada okolo 70 a nie 120. Przy 120 musialbys czekac
                                      znacznie dluzej do tego z niewiadomym skutkiem.
                                      • edek40 Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 21.04.10, 15:50
                                        > Pewnie cie to zaskoczy ale nie. Nie wjezdzaja w srodek kolumny.

                                        To po co ta kolumna ma zwalniac?

                                        > Rozmawiamy o wlaczaniu sie do ruchu i zaleznosci miedzy predkoscia pojazdow na
                                        > drodze glownej i trudnosciami z tego wynikajacymi.

                                        Przeczytaj watek emesa. O tym rozmawiamy, a Ty, jak widze, wybiegasz
                                        daaaaaaaleko poza temat i pewnie dlatego nie wiem o co Ci chodzi.

                                        > drodze glownej i trudnosciami z tego wynikajacymi. Posluzylem sie przykladem
                                        > autostrady, zeby uzmyslowic ci, ze wlasnie na autostradzie (z powodu panujacych
                                        > tam predkosci) nie jest mozliwe wlaczanie sie do ruchu tak jak na drogach z
                                        > ograniczeniem do mniejszych predkosci. Domyslam sie czemu cie tak wsciaka ten
                                        > przyklad. Juz raz zwrocilem Ci na to uwage.

                                        Mnie tam nic nie wscieka. Nie rozumiem jak ma ulatwic wlaczenie sie do ruchu
                                        ograniczenie predkosci do 70 km/h dla tych na glownej. Roznica predkosci miedzy
                                        90 a 70 km/h jest, przy najmniej dla mnie zbyt mala, abym mial zdecydowac sie
                                        lub nie na wjazd pod jadacy szybko samochod. Tak wiec jesli jedzie, to czekam i
                                        juz, w ogole nie interesujac sie czy jedzie 120, 110,90 czy 70 km/h. Wjechanie
                                        bowiem pod taki pojazd to zbyt wielkie ryzyko smierci. Jesli ten pojazd jest
                                        samotny, to poczekam, tym krocej im szybciej jedzie. Jesli jest to kolumna, to
                                        nie oczekuje, ze znajdzie sie desperat i nagle wyhamuje kolumne z 70 do 0 km/h,
                                        bo to szalenie ryzykowne. Wszak dla powiedzmy 3-4 samochodu w tej kolumnie, z
                                        roznych powodow, to hamowanie jest niespodziewane i nieuzasadnione, a w tym
                                        miejscu moze jeszcze jechac 90 km/h.

                                        > To akurat nie ma nic do rzczy bo chodzi glownie o predkosc i jej zwiazek
                                        > z wlaczaniem sie do ruchu. I autostrada jest wlasnie swietnym przykldem zeby
                                        > uzmyslowic ten zwiazek i jego konsekwencje.

                                        Nie jest. Nikt nie buduje wjazdow pod katem 90o na autostrade, podobnie, jak nie
                                        byduje skrzyzowan na jednym poziomie. A my o takim wlasnie skrzyzowaniu rozmawiamy.

                                        > Wylacznie dzieki skrzyzowaniom bezkolizyjnym, ktore buduje sie na autostradach
                                        > wlasnie dlatego bo zwykle skrzyzowania zupelnie by sie do tego nie
                                        nadawaly.

                                        Ale na zwyklych skrzyzowaniach nie wolno wjezdzac pod jadacy glowna.

                                        > No widzisz. I to, ze w ogole kiedykolwiek zrobi sie wolna zawdzieczasz glownie
                                        > temu, ze te samochody jada okolo 70 a nie 120.

                                        Co ma predkosc ruchu do natezenia ruchu?
                                        • hanni Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 21.04.10, 16:35
                                          edek40 napisał:

                                          > To po co ta kolumna ma zwalniac?

                                          Nie wiem znow co masz z ta "kolumna" ale gdyby samochody nie zwalnialy to
                                          wlaczajacym sie do ruchu byloby bez porownaia trudniej bezpiecznie sie wlaczyc.
                                          Tutaj juz to wytlumaczylem:
                                          forum.gazeta.pl/forum/w,510,110308094,110368770,Poswiece_sie_.html
                                          > Przeczytaj watek emesa. O tym rozmawiamy, a Ty, jak widze,
                                          > wybiegasz daaaaaaaleko poza temat i pewnie dlatego nie wiem o co
                                          > Ci chodzi.

                                          Przeczytalem watek emesa. Chodzi w nim o zaleznosc miedzy predkoscia na drodze
                                          glownej i mozliwosciami wlaczenia sie do ruchu. I o tym wlasnie pisze poslugujac
                                          sie bardzo obrazowym przykladem autostrady.
                                          To, ze ten przyklad z oczywistych powodow ci nie pasuje to nie moj problem.


                                          > Mnie tam nic nie wscieka.

                                          Owszem. Reagujesz bardzo alergicznie na przyklad z autostrada bo widac tam
                                          wyjatkowo jaskrawo jaki jest zwiazek miedzy wlaczeniem sie do ruchu i predkoscia
                                          na drodze nadrzednej.

      • emes-nju Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 14:07
        lusitania2 napisał:

        > Ograniczenie prędkości na drodze głównej w rejonie skrzyżowania
        > wynika z minimalizacji skutków ewentualnych kolizji.

        A to nie lepiej minimalizowac szanse na kolizje niz probowac zmniejszac ich skutki?

        Egzekwowane ograniczenie predkosci na drodze podporzadkowanej (mozna tam nawet
        ustawic prog zwalniajacy utrudniajacy "wtargniecie" na droge glowna) mogloby
        lepiej wplynac na bezpieczenstwo, niz iluzoryczna szansa na zmniejszanie skutkow
        kolizji poprzez ograniczanie predkosci na drodze glownej.
    • jureek Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 14:04
      emes-nju napisał:

      > Niedawno uderzylo mnie, ze ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu stawiane
      > jest na drodze glownej, a nie na drodze podporzadkowanej.

      Ty poważnie chciałbyś, aby na podporządkowanej dodatkowo stawiać ograniczenie
      prędkości? Aż za takich debilów uważasz kierowców, że myślisz, że bez
      ograniczenia nie zwolnią dojeżdżając do skrzyżowania na którym nie mają
      pierwszeństwa?
      Jura
      • emes-nju Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 14:18
        Edek calkiem slusznie NAPISAL.

        A poza tym nie uwazam kierowcow za debilow i dlatego uwazam te ograniczenia za zbedne. Wierze w to, ze wiekszosc wypadkow z wyjezdzajacymi z podporzadkowanej, to efekt roztargnienia czy "przespania" oznakowania. Dlatego, choc Edek uwaza inaczej :-P , uwazam, ze dla bezpieczenstwa lepiej byloby ograniczyc predkosc na podporzadkowanej, a w miejscach, gdzie "spiochow" jest duzo, dodac nawet niewielki prog zwalniajacy. I bedzie 2 w 1 - w duzej liczbie miejsc uda sie zdjac znaki powodujace "czkawke" i bedzie bezpieczniej.
      • edek40 Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 14:20
        > Ty poważnie chciałbyś, aby na podporządkowanej dodatkowo stawiać ograniczenie
        > prędkości? Aż za takich debilów uważasz kierowców, że myślisz, że bez
        > ograniczenia nie zwolnią dojeżdżając do skrzyżowania na którym nie mają
        > pierwszeństwa?

        A to w jakim celu stawia sie te ograniczenia? Rozumiem, gdy konfiguracja drogi
        zaslania sam fakt isnienia skrzyzowania, a zgodnie z przepisami (nie zdrowym
        rozsadkiem) nie mozna postawic znaku informujacego o tym skrzyzowaniu inaczej
        niz zaraz za gorka i tuz przed skrzyzowaniem.

        Wezmy wiec dosc czesty przypadek dobrze widocznego, oznaczonego skrzyzowania, na
        ktorym dodatkowo stawia sie znak ograniczajacy predkosc. Po co? Czy jadacy droga
        glowna jest takim debilem, ze na widok skrzyzowania nie bedzie sie zachowywal
        "prawidlowo i zdroworozsadkowo"? A jesli juz przyjmuje sie, ze jest, to nalezy
        przyjac rowniez, ze ograniczenie oleje dokladnie tak samo, jak sam fakt
        niebezpiecznenstw zwiazanych z faktem istnienia ruchu poprzecznego.

        Ten znak jest nielogiczny, bo sam znak informujacy o skrzyzowaniu u normalnych
        ludzi powoduje wzmozenie uwagi, zwolnienie, lub nawet ewentualne zareagowanie na
        sytuacje krytyczna. Dodatkowy znak normalnym kierowcom jest niepotrzebny. A
        "nienormalny" i tak oleje.
        • hanni Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 14:27
          edek40 napisał:

          > A to w jakim celu stawia sie te ograniczenia?

          Skoro przeciez to zupelnie obojetne czy do skrzyzowania z podporzadkowana (i
          wlaczajacych sie tam samochodow) dojezdza sie z predkoscia 110, 90 czy 50 km/h,
          nie?

          Po co w ogole te ograniczenia? Pytania i pytania...
          • edek40 Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 14:32
            > Po co w ogole te ograniczenia? Pytania i pytania...

            Kto pyta nie bladzi. Gdybys sprobowal choc zrozumiec o co chodzi w
            watpliwosciach emesa.
        • emes-nju Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 14:30
          edek40 napisał:

          > Wezmy wiec dosc czesty przypadek dobrze widocznego, oznaczonego
          > skrzyzowania, na ktorym dodatkowo stawia sie znak ograniczajacy
          > predkosc.

          I czasem, co wzbudza u mnie prawdziwe oslupienie, towarzyszy mu sygnalizacja
          swietlna. Po co to ograniczenie?! Przeciez swiecacy na dobrze widocznym
          skrzyzowaniu sygnalizator widac z wiekszej odleglosci niz ograniczenie predkosci.
          • jureek Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 14:38
            Naprawdę nie rozumiesz, czy tylko udajesz. To chyba normalne, że na drodze
            głównej kierowcy się rozpędzają, więc ograniczenie w miejscu, gdzie
            prawdopodobieństwo kolizji jest większe ma sens.
            Wyobraź sobie, że w Niemczech znakolodzy to tacy idioci, że czasami nawet na
            autostradzie ustawiają ograniczenia w miejscach uchliwych wjazdów. A to przecież
            wjeżdżający powinni uważać, nie?
            Jura
            • emes-nju Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 14:39
              jureek napisał:

              > Naprawdę nie rozumiesz, czy tylko udajesz. To chyba normalne, że
              > na drodze głównej kierowcy się rozpędzają

              A na drodze podporzadkowaniej nie...? Oryginalne.
              • jureek Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 14:51
                emes-nju napisał:

                > A na drodze podporzadkowaniej nie...? Oryginalne.

                Jak widzisz znak "ustąp pierwszeństwa" to się rozpędzasz? Oryginalne.
                Jura
                • emes-nju Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 15:12
                  jureek napisał:

                  > emes-nju napisał:
                  >
                  > > A na drodze podporzadkowaniej nie...? Oryginalne.
                  >
                  > Jak widzisz znak "ustąp pierwszeństwa" to się rozpędzasz?

                  Skoro na glownej trzeba zwalniac, to chyba tak wlasnie sadzi znakolog.

                  Dziwi tylko to, ze waaadza gleboko wierzy w to, ze jadacy podporzadkowana nie
                  zastosuje sie do znakow, ale dzieki temu, ze jadacy glowna sie zastosuje, sprawa
                  ograniczy sie do pogietej blachy.

                  Pomijam to, ze wciaz nie wiem dlaczego jadacy podporzadkowana ma sie nie
                  stosowac, a jadacy glowna ma sie stosowac. Najsmieszniejsze jest to, ze karany
                  za niestosowanie sie na drodze podporzadkowanej jest ten, ktory sie stosuje na
                  drodze glownej :-P
                  • jureek Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 15:17
                    emes-nju napisał:

                    > jureek napisał:
                    >
                    > > emes-nju napisał:
                    > >
                    > > > A na drodze podporzadkowaniej nie...? Oryginalne.
                    > >
                    > > Jak widzisz znak "ustąp pierwszeństwa" to się rozpędzasz?
                    >
                    > Skoro na glownej trzeba zwalniac, to chyba tak wlasnie sadzi znakolog.

                    Wszyscy znakolodzy debile, nie? Ten niemiecki, co na autostradzie stawia
                    ograniczenia z powodu wjazdów i zjazdów to dopiero debil.
                    Jura
                    • emes-nju Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 15:34
                      jureek napisał:

                      > Wszyscy znakolodzy debile, nie? Ten niemiecki, co na autostradzie
                      > stawia ograniczenia z powodu wjazdów i zjazdów to dopiero debil.

                      Jezeli stawia na pale czy wjazd/zjadz stwarza zagrozenie, czy nie stwarza, to i
                      owszem.

                      Ale wiesz... Nie zauwazylem na zadnych znanych mi autostradach ograniczen (i
                      fotoradarow) przy kazdym wjezdzie/zjezdzie. A na gierkowce ograniczenia
                      stoja czesto na kazdym "wpieciu" sie w jezdnie - od prawie drogi polnej, po
                      skrzyzowanie z sygnalizacja. Bo jadacy droga podporzadkowana to debile nie
                      stosujace sie do znakow, a jadacy glowna to stosujace sie do znakow anioly
                      majace za zadanie ratowac cenne zycie debili. Mysle, ze idea tego rozwiazania
                      jest wlasnie taka :-P
                      • jureek Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 15:40
                        emes-nju napisał:

                        > jureek napisał:
                        >
                        > > Wszyscy znakolodzy debile, nie? Ten niemiecki, co na autostradzie
                        > > stawia ograniczenia z powodu wjazdów i zjazdów to dopiero debil.
                        >
                        > Jezeli stawia na pale czy wjazd/zjadz stwarza zagrozenie, czy nie stwarza, to i
                        > owszem.

                        Jak wjazd może stwarzać zagrożenie? Przecież zgodnie z Twoją logiką wystarczy
                        znak "ustąp pierwszeństwa" dla wjeżdżających i już nie ma zagrożenia.
                        Co do gierkówki, to jak ją znam sprzed lat pięciu, wcale nie na kazdym
                        skrzyżowaniu trzeba zwalniać.
                        Jura
                        • emes-nju Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 15:42
                          Dobra. Porozmawiajmy wiec o progach zwalniajacych na drogach glownych ;-P
                          • jureek Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 15:59
                            emes-nju napisał:

                            > Dobra. Porozmawiajmy wiec o progach zwalniajacych na drogach glownych ;-P

                            Tak, a potem o tym facecie z chorągiewką biegnącym przed samochodem. Znam na
                            pamięć te argumenty polegające na sprowadzaniu do absurdu.
                            Jura

                            • emes-nju Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 16:16
                              A nie jest absurdem ograniczanie predkosci na prawie kazdym skrzyzowaniu na jedynej przelotowce pn-pd w zalozeniu, ze jadacy podporzadkowana nie zastosuja sie do znaku przypominajacego kieliszek do martini, a jadacy ta jedyna tanzytowka beda sie stosowali do znakow z cyferkami i bedzie swietnie?

                              Sa oczywyscie miejsca, gdzie ograniczenie jest o tyle zasadne, ze widocznosc jest kiepska (rozwiazanie tymczasowe - w takim miejscu lepiej byloby zlikwidowac skrzyzowanie), ale w wiekszosci takich miejsc na fotoradarowce widocznosc jest doskonala.
                              • hanni Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 16:25
                                emes-nju napisał:

                                > A nie jest absurdem ograniczanie predkosci na prawie kazdym skrzyzowaniu na jed
                                > ynej przelotowce pn-pd w zalozeniu, ze jadacy podporzadkowana nie zastosuja sie
                                > do znaku przypominajacego kieliszek do martini, a jadacy ta jedyna tanzytowka
                                > beda sie stosowali do znakow z cyferkami i bedzie swietnie?

                                Absurdem jest istnienie indywiduow, ktore za nic nie moga pojac, jak "swietnie"
                                jest, gdy jedni i drudzy sie stosuja do znakow bo gdyby ci pierwsi sie nie
                                stosowali to doszloby raz-dwa do crashu a gdyby nie stosowali sie ci drudzy to
                                tym pierwszym niewiele pomogloby stosowanie sie do znaku jak martini bo tkwiliby
                                w ustawicznym korku przed wjazdem. To wlasnie jest prawdziwy absurd.
                                • emes-nju Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 16:41
                                  Stalem kiedys naprawde dlugo wyjezdzajac z podporzadkowaniej w celu wlaczenia
                                  sie w droge glowna.

                                  Stalem, patrzylem i sie wk.rwialem sie, bo jadacy glowna stosowali sie do
                                  potrzebnego jak guz w muzgu ograniczenia
                                  . Musieli - pilnowal go fotoradar :-P

                                  Dlaczego sie w.kurwialem? Ano dlatego, ze zanim samochody zaczynaly zwalniac,
                                  odstepy pomiedzy nimi pozwalaly na spokojny wjazd (a nawet daloby sie chyba
                                  wyciac po drodze holubca). Natomiast jak jadacy glowna zaczynali hamowac, to
                                  odstepy pomiedzy nimi zmniejszaly sie tak, ze palca nie dalo sie wcisnac. Bo
                                  wiesz... Ruch drogowy, to nie pociag, w ktorym jak lokomotywa zwalnia, to
                                  zwalnia tez ostatni wagon :-P

                                  To ograniczenie bylo wiec spektakularnym wylaniem dziecka z kapiela. Mi nie
                                  pomoglo, a przeszkadzalo wszystkim jadacym glowna. Wiecej. Jako, ze opiewalo na
                                  70 km/h, nie uratowaloby mi ono zycia, jezeli postanowilbym wyprobowac czy
                                  jednak uratuje. Odstepy pomiedzy jadacymi glowna byly na tyle male, ze jakbym
                                  wjechal, to ten, pod ktorego wjechalem byc moze zdarzylby nacisnac na hamulec,
                                  co jak wiemy nie oznacza rozpoczecia hamowania. Nawet jak przestrzega sie
                                  przepisow! :-P
                                  • hanni Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 16:55
                                    emes-nju napisał:

                                    > Stalem kiedys naprawde dlugo

                                    Dobry argument zeby zniesc ograniczenia przed skrzyzowaniami z podporzadkowana
                                    droga.

                                    Dawno tak dobrego argumentu juz nie wiedzialem.
                                    • emes-nju Argument jest lepszy od komunalow ;-P 20.04.10, 17:00
                                      Mozna sie z nim zgodzic lub nie. Mozna o nim duskutowac.

                                      A o co mozna napisac o komunale? Pewnie tylko tyle, ze propagujacy go jest albo za glupi albo za leniwy zeby wymyslic cos od siebie...
                              • jureek Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 17:22
                                emes-nju napisał:

                                > A nie jest absurdem ograniczanie predkosci na prawie kazdym skrzyzowaniu na jed
                                > ynej przelotowce pn-pd w zalozeniu, z

                                Absurdalne jest podkreślanie, że jest to jedyna przelotówka pn-pd (co zresztą
                                też do końca nie jest prawdziwe). Albo na skrzyżowaniu jest na tyle bezpiecznie,
                                że nie ma potrzeby stawiać ograniczenia, albo jest potrzeba takie ograniczenie
                                postawić i choćby to była nawet jedyna przelotówka Paryż - Moskwa, to od tego
                                bezpieczniej się nie zrobi.
                                Jura
                                • emes-nju Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 17:29
                                  Po pierwsze wskaz mi alternatywe dla fotoradarowki, a po drugie sprobuj wyjasnic
                                  mi jak to sie dzieje, ze na tejze drodze na poludnie od Warszawy prawie kazde
                                  skrzyzowanie zasluguje na 70-tke, a na jej identycznym technicznie
                                  "przedluzeniu" na polnoc od Warszawy juz nie.
                                  • jureek Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 20:53
                                    emes-nju napisał:

                                    > Po pierwsze wskaz mi alternatywe dla fotoradarowki,

                                    Nie znam alternatywy, ale na pewno nie jest to jedyna przelotówka w kierunku
                                    północ-południe. Jest jeszcze chociażby trójka i piątka. Chyba, że jak jakaś
                                    droga omija Warszawę, to jako przelotówka się nie liczy :P

                                    > a po drugie sprobuj wyjasni
                                    > c
                                    > mi jak to sie dzieje, ze na tejze drodze na poludnie od Warszawy prawie kazde
                                    > skrzyzowanie zasluguje na 70-tke, a na jej identycznym technicznie
                                    > "przedluzeniu" na polnoc od Warszawy juz nie.

                                    Natężenie ruchu? Nie wiem, w przeciwieństwie do 90% rodaków nie jestem
                                    inżynierem ruchu, ale nie sądzę, żeby powodem była chęć zrobienia na złość
                                    emesowi, który tamtędy jeżdzi.
                                    Jura
                                    • emes-nju Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 21.04.10, 11:26
                                      jureek napisał:

                                      > emes-nju napisał:
                                      >
                                      > > Po pierwsze wskaz mi alternatywe dla fotoradarowki,
                                      >
                                      > Nie znam alternatywy, ale na pewno nie jest to jedyna przelotówka
                                      > w kierunku północ-południe. Jest jeszcze chociażby trójka i
                                      > piątka.

                                      Zadna nie przejmie tranzytu jadacego z trojmiasta na Slask i na poludnie Europy.

                                      A trojka... Hm... Sadze, ze miedzy innymi z powodu jej "klasy" porty
                                      Szczcin/Swinoujscie przegrywaja z lezacymi nieco na zachod portami w Niemczech.
                                      Bo do tamtych portow da sie dojechac.

                                      > Chyba, że jak jakaś
                                      > droga omija Warszawę, to jako przelotówka się nie liczy :P

                                      Oczywiscie komunikacja stolicy z poludniem kraju i kontynentu nie jest warta
                                      drogi. Widac to zreszta wyraznie. "Okupowane" przez Ciebie poludnie i
                                      poludniowy-zachod maja "kapeczke" lepsza infrastrukture drogowa niz od stolicy w
                                      kazdym praktycznie kierunku.

                                      > > a po drugie sprobuj wyjasnic mi jak to sie dzieje, ze na tejze
                                      > > drodze na poludnie od Warszawy prawie kazde skrzyzowanie
                                      > > zasluguje na 70-tke, a na jej identycznym technicznie
                                      > > "przedluzeniu" na polnoc od Warszawy juz nie.
                                      >
                                      > Natężenie ruchu?

                                      Naprawde sadzisz, ze ruch Warszawa-trojmiasto jest az tak znaczaco mniejszy niz
                                      ruch Warszawa-Slask?

                                      70-tki na kazdym skrzyzowaniu z polna droga byly na polnoc od Warszawy, ale
                                      jakis czas temu znikly i jakos nie widac masakry. Miejscami pojawily sie na
                                      sterowanych swiatlami skrzyzowaniach znaki zmieniajace wartosc ze 100 (zielone)
                                      na 70 km/h (zblizajace sie zolte i do konca czerwonego). A na fotoradarowce nic
                                      nie zniknelo, za to pojawily sie fotoradary. Bo to, co na polnoc od Warszawy, to
                                      tylko wydatki, a fotoradary co kilometr, to inwestycja. Bo walka o poprawe
                                      bezpieczenstwa musi sie oplacac! :-P
                • edek40 Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 15:14
                  > Jak widzisz znak "ustąp pierwszeństwa" to się rozpędzasz? Oryginalne

                  Rownie oryginalne, jak przyjmowanie, ze kierowcy widzac skrzyzowanie olewaja fakt jego istnienia i nalezy im o koniecznosci zwiekszenia czujnosci przypominac niepotrzebnym ograniczeniem predkosci.

                  Podkreslam:
                  wszystko co pisze o emesa pytaniu tyczy sie skrzyzowania nie dosc, ze oznakowanego, to jeszcze dobrze widocznego.
                  • jureek Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 15:23
                    edek40 napisał:

                    > > Jak widzisz znak "ustąp pierwszeństwa" to się rozpędzasz? Oryginalne
                    >
                    > Rownie oryginalne, jak przyjmowanie, ze kierowcy widzac skrzyzowanie olewaja fa
                    > kt jego istnienia i nalezy im o koniecznosci zwiekszenia czujnosci przypominac
                    > niepotrzebnym ograniczeniem predkosci.

                    Widocznie po innych drogach jeździmy. Na tych, po których ja jeżdżę, 99,99%
                    kierowców dojeżdażających do skrzyżowania drogą podporządkowaną zwalnia,
                    natomiast z tych jadących drogą głównych zwalnia tylko niewielki procent, jeżeli
                    nie ma znaku ograniczenia. Popwszechne rozumienie jest takie, że jak mam
                    pierwszeństwo, to mogę jechać tak, jakby skrzyżowania nie było. Dla tych
                    potrzebny jest znak ograniczenia. W tej chwili argumentujesz jak Jane, że skoro
                    jest znak zakrętu, to po co jeszcze przerywana linia.
                    Jura
                    • hanni Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 15:38
                      jureek napisał:

                      > Widocznie po innych drogach jeździmy. Na tych, po których ja jeżdżę, 99,99%
                      > kierowców dojeżdażających do skrzyżowania drogą podporządkowaną zwalnia,
                      > natomiast z tych jadących drogą głównych zwalnia tylko niewielki procent, jeżel
                      > i
                      > nie ma znaku ograniczenia. Popwszechne rozumienie jest takie, że jak mam
                      > pierwszeństwo, to mogę jechać tak, jakby skrzyżowania nie było.


                      Odwieczny problem pewnej... grupy na tym forum: Brak umiejetnosci rozrozniania
                      skali zjaiwsk.

                      Jak lamie ograniczenie to wszystko jedno czy o 2 czy o 70 km/h bo "lamie".

                      Jesli mowisz o sensie ograniczenia predkosci bo podnosi to bezpieczenstwo to
                      dyskusja raz dwa dochodzi do punktu, ze w ogole nie nalezy jezdzic bo przeciez
                      przy 20 km/h tez mozna zabic.

                      itd itd...

                      Teraz to tylko kolejny przejaw tej choroby. Pewnie sam odruchowo (jak kazdy
                      inny) zwalnia przed kazdym znakiem oznaczajaca skrzyzowanie z droge z
                      pierwszenstwem przejazdu. Jak wielu "interpretuje" ograniczenia ale.... znak to
                      znak!

                      • edek40 Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 15:45
                        > Odwieczny problem pewnej... grupy na tym forum: Brak umiejetnosci rozrozniania
                        > skali zjaiwsk.

                        Nie potrafilbym lepiej i w jednym zdaniu scharakteryzowac Twojej oceny
                        mentalnosci wschodnioeuropejskiej :)
                        • hanni Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 15:51
                          edek40 napisał:

                          > Nie potrafilbym lepiej i w jednym zdaniu scharakteryzowac Twojej
                          > oceny mentalnosci wschodnioeuropejskiej :)

                          Nie nalezalbys do grupy, ktora opisalem, gdybys potrafil sprecyzowac, to co
                          wlasnie splodziles.
                          • edek40 Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 15:59
                            > Nie nalezalbys do grupy, ktora opisalem, gdybys potrafil sprecyzowac, to co
                            > wlasnie splodziles.

                            Chodzi dokladnie o Twoja ocene skali zjawisk (ten zwiazak frazeologiczny ciagle
                            mi umykal, a Ty mi go podrzuciles).
                            • hanni Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 16:03
                              Domyslilem sie o co ci chodzi ale wlasnie - jak przewidzialem -, nie jestes w
                              stanie sprecyzowac tej "skali". :)
                    • edek40 Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 15:43
                      > Widocznie po innych drogach jeździmy. Na tych, po których ja jeżdżę, 99,99%
                      > kierowców dojeżdażających do skrzyżowania drogą podporządkowaną zwalnia,
                      > natomiast z tych jadących drogą głównych zwalnia tylko niewielki procent, jeżeli
                      > nie ma znaku ograniczenia.

                      Po co ma zwalniac, jak nikogo nie ma? Po co ma zwalniac, jak widzi, ze wprawdzie
                      ktos jest, ale stoi i grzecznie czeka?

                      Osobiscie, co trudno opisac (szczegolnie, ze zaraz ktos znajdzie "luke" w moim
                      opisie) na skrzyzowaniach, na ktorych ktokolwiek stoi co najmniej zdejmuje noge
                      z gazu i staram sie go "wyczuc". Piszemy caly czas o szosie w srodku niczego, z
                      dobra widocznoscia. Zdarza sie, ze hamuje, zdarza sie, ze daje krotki klaksonem.
                      Na szczescie w ocenie zachowania goscia na podporzadkowanej myle sie na tyle
                      rzadko, ze nie pamietam kiedy mialem jakis nieprzyjemne zajscia na
                      skrzyzowaniach. Do tego wszystkiego nie musze obligatoryjnie zwalniac do 70 czy
                      nawet 50 km/h.

                      > Popwszechne rozumienie jest takie, że jak mam
                      > pierwszeństwo, to mogę jechać tak, jakby skrzyżowania nie było. Dla tych
                      > potrzebny jest znak ograniczenia.

                      Jura, jesli rzeczywiscie jest to tak powszechne, to na kazdym skrzyzowaniu
                      powinni stac policjanci z radarem, bo fotoradar nie zatrzyma idioty, podobnie
                      jak nie gwarantujace przezycia dla tego z podporzadkowanej ograniczenie do 70 km/h.

                      > W tej chwili argumentujesz jak Jane, że skoro
                      > jest znak zakrętu, to po co jeszcze przerywana linia.

                      No nie! :) Argumentuje, ze dla ludzi myslacych wystarczy sam znak informujacy o
                      skrzyzowaniu oraz widoczne skrzyzowanie, zas znak ograniczajacy predkosc rozumu
                      bezmyslnych nie nauczy.
                      --
                      Po ptokach. Beret sie sfilcowal...
                      • jureek Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 16:04
                        edek40 napisał:

                        > No nie! :) Argumentuje, ze dla ludzi myslacych wystarczy sam znak informujacy o
                        > skrzyzowaniu oraz widoczne skrzyzowanie, zas znak ograniczajacy predkosc rozumu
                        > bezmyslnych nie nauczy.

                        No właśnie, dokładnie tak jak Jane. Dla myślących wystarczy znak zakrętu i
                        przepis, że przed wzniesieniem wyprzedzać nie wolno, zaś linia ciągła
                        bezmyślnych rozumu nie nauczy, a tylko przeszkadza takim, co na pole chcieliby
                        skręcić.
                        Jura
                      • hanni Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 16:13
                        edek40 napisał:

                        > Po co ma zwalniac, jak nikogo nie ma?

                        Bo jak ktos bedzie to i tak nikt nie zwolni, gdy nie bedzie znaku - geniuszu.

                        > Po co ma zwalniac, jak widzi, ze wprawdzie ktos jest, ale stoi i
                        > grzecznie czeka?

                        Bo jak (ruch) tam nie zwolni to nie pozostanie mu nic innego jak grzecznie stac
                        i czekac do wieczora.

                        Oczowsicie nie nalezalbys do opisanej przeze mnie grupy, gdybys widzial i
                        rozumial zwiazek miedzy predkoscia poruszajacych sie pojazdow a odstepem i
                        czasem potrzebnym na bezpieczne wlaczenie sie do ruchu.
                        • edek40 Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 16:25
                          > Bo jak ktos bedzie to i tak nikt nie zwolni, gdy nie bedzie znaku - geniuszu.

                          Acha. Znaczy jak bedzie znak, to zwolni?

                          > Bo jak (ruch) tam nie zwolni to nie pozostanie mu nic innego jak grzecznie stac
                          > i czekac do wieczora.

                          Zycie jest brutalne. Ale to chyba nie w Polsce, gdzie ruch jest zjawiskiem
                          marginalnym, co najmniej czterokrotnie mniejszym niz w Niemczech. Niech wiec
                          stawiaja te ograniczenia w Niemczech, gdzie samochody obijaja sobie na szosie
                          zderzaki.

                          > Oczowsicie nie nalezalbys do opisanej przeze mnie grupy, gdybys widzial i
                          > rozumial zwiazek miedzy predkoscia poruszajacych sie pojazdow a odstepem i
                          > czasem potrzebnym na bezpieczne wlaczenie sie do ruchu.

                          Ja rozumiem. Gdy predkosc spada, zmniejszaja sie rowniez odstepy!!!
                          • hanni Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 16:46
                            edek40 napisał:

                            > Acha. Znaczy jak bedzie znak, to zwolni?

                            Jest przynajmniej do tego zobowiazany. Gdyby znaku nie bylo to nie zwolnilby nikt.

                            > Ja rozumiem. Gdy predkosc spada, zmniejszaja sie rowniez odstepy!!!

                            No widzisz, tylko ci sie wydaje, ze rozumiesz.

                            • edek40 Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 17:04
                              > Jest przynajmniej do tego zobowiazany. Gdyby znaku nie bylo to nie zwolnilby nikt.

                              Po co, jesli nikt nie stoi na podporzadkowanej?

                              > No widzisz, tylko ci sie wydaje, ze rozumiesz.

                              Jescze raz, bo bardzo jestem ciekaw - wyjasnij mi mechanizm powiekszania
                              odstepow wraz ze zmnieszaniem predkosci. Nie wyjasniaj mi jak bedzie sie on
                              ukladal na dlugim odcinku. Mowimy o skrzyzowaniu, wiec ograniczenie ma moze 150
                              m. Jedzie kolumna, pierwszy samochod zwalnia przy znaku ograniczenia, nastepny
                              jeszcze moze jechac 90 km/h, choc naturalnie na widok stopow zwalnia ale
                              przeciez nie bardzie niz ten przed nim
                              ? Gdyby bowiem tak zrobil, to w
                              Warszawie kolumna cofalaby sie, aby umozliwic powiekszenie odstepow w Katowicach.
                              • hanni Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 18:13
                                edek40 napisał:

                                > Po co, jesli nikt nie stoi na podporzadkowanej?

                                Po to, zeby zwolnil jesli ktos bedzie stal.


                                > Jescze raz, bo bardzo jestem ciekaw - wyjasnij mi mechanizm
                                > powiekszania odstepow wraz ze zmnieszaniem predkosci.

                                A dlaczego mialbym tlumaczyc ci jakis idiotyzm, ktory - jak sie domyslam - sobie
                                skomponowales z czegos, czego nie zrozumiales lub zrozumiales na opak?


                                • edek40 Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 21.04.10, 12:25
                                  > Po to, zeby zwolnil jesli ktos bedzie stal.

                                  Kiedys bodajrze jane tlumaczyl mi, ze ograniczenie predkosci na lagodnym luku drogi stoi dlatego, ze za lukiem moze byc sklep. Poradzilem mu, aby powiedzial mistrzom od znakow, aby zanim postawia ograniczenie, bo moze byc sklep, poszli i sprawdzili czy jest.

                                  > A dlaczego mialbym tlumaczyc ci jakis idiotyzm, ktory - jak sie domyslam - sobie
                                  > skomponowales z czegos, czego nie zrozumiales lub zrozumiales na opak?

                                  Czego nie zrozumialem w Twoim mondrosciach? Twierdzisz, ze ograniczenie predkosci kolumny aut na szosie do 70 km/h umozliwia bezpieczne wlaczenie sie do ruchu z podporzadkowanej. No coz, ja obserwuje w takim miejscu co najwyzej zageszczenie ruchu, grozace obtarciem zderzakow. Z reszta nawet w Polsce zakazane jest wjezdzanie przed pojazd jadacy z tak znaczna wciaz predkoscia. Jedyne wiec wytlumaczeie Twoich rewelacji to takie, ze kolumna magicznie sie rozgeszcza. Nie wyjasniles mi tego dostatecznie. Ciagle odnosze sie do kolumny, bo pojedynczy samochod, z jaka by nie jechal predkoscia, nie przeszkadza we wlaczeniu sie do ruchu - wystarczy chwile poczekac. Jesli pojazd jedzie 90 km/h chwile krocej.
                                  • hanni Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 21.04.10, 14:08
                                    edek40 napisał:


                                    > Czego nie zrozumialem w Twoim mondrosciach?

                                    Mniej wiecej wszystkiego.

                                    > Twierdzisz, ze ograniczenie predkos ci kolumny aut na
                                    > szosie do 70 km/h umozliwia bezpieczne wlaczenie sie d o ruchu z
                                    > podporzadkowanej.

                                    Gdzie twierdze cos o ograniczeniu prekosci kolumny aut?


                                    > Jedyne wiec wytlumaczeie Twoich rewelacji to takie, ze kolumna
                                    > magicznie sie rozgeszcza.

                                    Nie tylko pomyliles moje "rewelacje" z czyimis innymi "rewelacjami" to jeszcze
                                    to twoje "jedyne wytlumaczenie" nadaje sie do kubla.


                                    > Nie wyjasniles mi tego dostatecznie.

                                    Wyjasnilem ale ty nie zrozumiales.


                                    > pojedynczy samochod, z jaka by nie jechal predkoscia, nie
                                    > przeszkadza we wlaczeniu sie do ruchu - wystarczy chwile poczekac.


                                    I to by wyjasnialo dlaczego w przypadkach "wlaczania sie" samochodow (np. wstecz
                                    lub z pasa awaryjnego) i pieszych(!) do ruchu na autostradach w Europie
                                    Zachodniej tak czesto slyszy sie o wschodnich Europejczykach.
                                    • edek40 Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 21.04.10, 14:46
                                      > Mniej wiecej wszystkiego.

                                      To sprobuj. Wszak chodzi o moje zycie, gdybym jednak zajrzal kiedys do Szwajcarii. W Polsce jest tak, ze to ze ktos na glownej zwolni do 70 km/h nie daje prawa temu z podporzadkowanej do wjechania pod niego.

                                      > Gdzie twierdze cos o ograniczeniu prekosci kolumny aut?

                                      No chyba nie chcesz teraz mi wmowic, ze ograniczenie predkosci pojedynczego auta na glownej daje prawo temu z podporzadkowanej na wjazd mu prosto przez maske?

                                      > Nie tylko pomyliles moje "rewelacje" z czyimis innymi "rewelacjami" to jeszcze
                                      > to twoje "jedyne wytlumaczenie" nadaje sie do kubla.

                                      Ja byc moze jestem bardzo ograniczony umyslowo, wiec prosze o troszke cierpliwosci w tlumaczeniu. Jak zwolnienie do 70 km/h ma umozliwic wjazd temu z podporzadkowanej? Czy takie zwolnienie uprawnia do zmuszenia jadacego glowna do wcisniecia hamulca do oporu w celu unikniecia kolizji?

                                      > Wyjasnilem ale ty nie zrozumiales.

                                      Nie. Ty ciagle piszesz o tym, ze zwolnienie na glownej umozliwia wjazd temu z podporzadkowanej, a mi ciarki po plecach chodza, bo te 70 km/h to jednak calkiem sporo...

                                      > I to by wyjasnialo dlaczego w przypadkach "wlaczania sie" samochodow (np. wstecz
                                      > lub z pasa awaryjnego) i pieszych(!) do ruchu na autostradach w Europie
                                      > Zachodniej tak czesto slyszy sie o wschodnich Europejczykach.

                                      Znaczy sie dlatego, ze jesli ktos stoi na podporzadkowanej, to w Szwajcarii zobowiazuje to jadacego glowna do zatrzymania sie i wpuszczenia? Bo jakos nie chce mi sie wierzyc, ze bez takich uregulowan, jadacy samotnie glowna zatrzyma sie, aby wpuscic pojedynczy pojazd z podporzadkowanej. To tak glupie i nieekologiczne, ze az boli. To nieuzasadnione marnowanie cennych zasobow naturalnych i wzmozona emisja spalin. Wszak stojacy musi poczekac tylko chwilke i dopiero zatruc srodowisko ruszajac. Jadacy glowna na piatym biegu malo truje. Zatrzymujac sie zas, niewatpliwie bedzie musial sie rozpedzic. Znaczy sie dwa auta beda truc. A gdzie protokol z Kioto?
                                      • hanni Poswiece sie. 21.04.10, 16:28
                                        edek40 napisał:

                                        > W Polsce jest tak, ze to ze ktos na glownej zwolni do 70 km/h nie
                                        > daje prawa temu z podporzadkowanej do wjechania pod niego.

                                        Mam niejsne podejrzenie, ze znow czegos nie zrozumiales.

                                        > > Gdzie twierdze cos o ograniczeniu prekosci kolumny aut?
                                        >
                                        > No chyba nie chcesz teraz mi wmowic, ze ograniczenie predkosci
                                        > pojedynczego auta na glownej daje prawo temu z podporzadkowanej na
                                        > wjazd mu prosto przez maske?

                                        Mozna wiedziec czemu mialbym cos takiego twierdzic i jaki w ogole ma to zwiazek
                                        z tymi "kolumnami" o ktorych nie pisalem i ktorych gdzies sie dopatrzyles ale
                                        nie bardzo wiadomo gdzie?


                                        > Ja byc moze jestem bardzo ograniczony umyslowo, wiec prosze o
                                        > troszke cierpliwosci w tlumaczeniu. Jak zwolnienie do 70 km/h ma
                                        > umozliwic wjazd temu z podporzadkowanej?

                                        Nie ma sprawy. Sprobuje po raz kolejny z pomoca przykladu liczonego na chybcika.
                                        Mam nadzieje, ze nie popelnie jakiegos bledu.

                                        Wjazd z drogi podporzadkowanej na glowna to manewr wymagajacy odpowiedniej
                                        ilosci wolnego miejsca i czasu na wjazd i rozpedzenie samochodu do predkosci nie
                                        utrudniajacej jazde innym pojazdom.

                                        Do tej pory mam nadzieje, nadazasz?

                                        Kierowca wyjezdzajacy z drogi podporzadkowanej musi sie upewnic czy samochody
                                        jadace glowna droga mu na ten manewr pozwola czy nie. Chyba oczywiste, nie?

                                        I teza uwazaj: Okienkio czasu jakie kierowca wlaczajacy sie do ruchu ma na swoj
                                        manewr zalezy od odleglosci i predkosci samochodu na drodze glownej.

                                        Przy odleglosci X jego okienko czasowe bedzie wieksze w przypadku samochodu
                                        jadacego wolniej niz samochodu jadacego szybciej. Chyba oczywiste, prawda?

                                        Zalozmy, ze odleglosc X samochodu na glownej drodze od skrzyzowania wynosi 100
                                        metrow a nasz kierowca chce sie wlaczyc i rozpedzic do predkosci samochodow
                                        jadacej droga glowna, co jest logiczne, zwazywszy ze nie chce spodowac wypadku.

                                        I teraz uwazaj, policze to w przyblizeniu: przy 50 km/h na drodze glownej nasz
                                        kierowca potrzebuje jakies 5 sekund i niecale 40 metrow zeby sie wlaczyc i
                                        dostosowac swoja predkosc do predkosci innych samochodow. Po zakonczeniu manewru
                                        samochodu wlaczajacego sie odleglosc miedzy tymi samochodami wynosi prawie
                                        komfortowe 70 metrow!
                                        I kierowca jadacy droga glowna w kazdej chwili doskonale widzial co sie dzieje
                                        mogac reagowac z duza rezerwa czasu.

                                        Inaczej wyglada to, gdy samochody jadace glowna droga pomykaja 110 km/h. Nasz
                                        kierowca potrzebuje juz jakies 12 sekund i blisko 200 metrow, zeby sie wlaczyc
                                        do ruchu. Problem w tym, ze samochod jadacy droga glowna jest na skrzyzowaniu
                                        juz po 3,5 sekundy!
                                        Kierowca samochodu wlaczajacego sie jest wtedy zaledwie kilkanascie metrow przed
                                        nim i porusza sie z predkoscia okolo.... 30 km/h.

                                        Musze jeszcze tlumaczyc co by sie stalo jakies pol sekundy pozniej?

                                        Wiesz juz jaki zwiazek z wlaczaniem sie do ruchu ma predkosc samochodow na
                                        glownej drodze?

                                        Zeby nasz samochod z drugiego przykladu mogl wlaczyc sie do ruchu tak samo
                                        komfortowo jak samochod z pierwszego przykladu odleglosc X musialaby byc okolo 3
                                        razy wieksza. Przy dwukrotnie wiekszej doleglosci samochod jadacy glowna droga
                                        zostalby zmuszony do dosyc brutalnego hamowania, zeby nie zderzyc sie z
                                        samochodem wlaczajacym sie do ruchu.

                                        Podsumowanie: Przy predkosciach na drodze glownej rzedu 50 kmh starczaja
                                        kilkudziesieciometrowe luki miedzy samochodami, zeby bez problemu wlaczyc sie do
                                        ruchu. Przy wyzszych predkosciach odstepy na drodze glownej musza byc bez
                                        porownania wieksze.

                                        I to wszystko - jak na zlosc - jeszcze nie wszystko. Przy odlegloscach rzedu 200
                                        - 300 metrow bez porownania trudniej ocenic i odleglosc i predkosc zblizajacego
                                        sie samochodu.


                                        Moglem jakos pomoc? mam nadzieje, ze wlasciwie ocenisz moje starania.
                                        • edek40 Re: Poswiece sie. 21.04.10, 16:54
                                          > Nie ma sprawy. Sprobuje po raz kolejny z pomoca przykladu liczonego na chybcika

                                          Ten przyklad obrazuje niemozliwe. W kolumnie jadacych 90 km/h odstepy moga
                                          wynosic nawet 100 m. Do ilu sie zmniejsza, jesli pierwszy i kolejne samochody
                                          zaczna zwalniac do 70 km/h? Policz na chybcika? Pamietaj, ze w kolumnie ciagle
                                          nadjezdzaja samochody, ktore wciaz moga jechac 90 km/h. Dosc trudno mi jest
                                          sobie wyobrazic sytuacje, w ktorej na widok pierwszego hamujacego pojazu, bez
                                          najmniejszej zwloki hamuja kolejne, az do Genewy. Skad ci w Genewie moja
                                          bowiem wiedziec, ze pod Zurichem jest sobie skrzyzowanie, na ktorym trzeba
                                          zwolnic do 70 km/h i do tego skad maja wiedziec, ze ruch na tym odcinku jest
                                          nieprzerwany?

                                          Te odstepy, predkosci wlaczenia sa swietne, ale wylacznie dla uspokojonej
                                          wieleset metrow wczesniej kolumny. A moze i to nie. Wszak w gestym ruchu
                                          kierowcy jezdza z mniejszymi odstepami. A my rozmawiamy o pojedynczym, lokalnym
                                          spowolnieniu ruchu.
                                          • hanni Zacial sie z "kolumnami". 21.04.10, 17:08
                                            edek40 napisał:

                                            > Ten przyklad obrazuje niemozliwe.

                                            Ten przyklad "obrazuje mozliwe", gdybys na chwile wylaczyl te swoje "kolumny" i
                                            wlaczyl co innego.

                                            > W kolumnie jadacych 90 km/h....

                                            Nie wiem, co cie napadlo z tymi "kolumnami". Sluzysz w wojsku?
                                            Drogami poruszaja sie glownie nie "kolumny" tylko ruch indywidualny, gdzie
                                            miedzy samochodami powstaja mniejsze lub wieksze odstepy.

                                            Przed chwila wlasnie - jak widac zupelnie bezskutecznie - usilowalem wytlumaczyc
                                            ci zwiazek miedzy predkosciami a odstepami koniecznymi do wlaczenia sie do ruchu
                                            z drogi podporzadkowanej, ktore musza byc tym wieksze im wyzsza predkosc.

                                            Jak widac to tlumaczenie zdalo sie na tyle, ze pewnie ciagle nie rozumiesz czemu
                                            nie wolno sie "wlaczyc" na autostradzie jak z drogi od soltysa.

                                            • edek40 Re: Zacial sie z "kolumnami". 21.04.10, 17:14
                                              > Ten przyklad "obrazuje mozliwe", gdybys na chwile wylaczyl te swoje "kolumny" i
                                              > wlaczyl co innego.

                                              Pojedyncze samochody nie stanowia zadnej przeszkody dla wlaczenia sie do ruchu.
                                              Po co wiec o nich pisac?

                                              > Nie wiem, co cie napadlo z tymi "kolumnami". Sluzysz w wojsku?
                                              > Drogami poruszaja sie glownie nie "kolumny" tylko ruch indywidualny, gdzie
                                              > miedzy samochodami powstaja mniejsze lub wieksze odstepy.

                                              W takiej sytuacji wlaczenie sie do ruchu to kwestia bardzo krotkiego i
                                              calkowicie nie zwiazanego z predkoscia na glownej czasu.
                                              • hanni Re: Zacial sie z "kolumnami". 21.04.10, 17:26
                                                edek40 napisał:

                                                > Pojedyncze samochody nie stanowia zadnej przeszkody dla wlaczenia
                                                > sie do ruchu. Po co wiec o nich pisac?

                                                Moze po to, ze spora czesc najbardziej tragicznych wypadkow to efekt najechania
                                                "pojedynczych samochodow", (ktore "nie stanowia zadnej przeszkody") na samochody
                                                wlaczajace sie do ruchu?

                                                I dzieje sie tak dlatego, ze:
                                                Im wieksza ta predkosc tym krotsze okienka na podjecie decyzji przez
                                                wlaczajacego sie do ruchu, tym wieksze prawdopdobienstwo bledu na skutek
                                                krotkiego czasu i wiekszych odleglosci na prawidlowa ocene sytuacji i
                                                rozpoznanie potencjalnego zagrozenia.


                                                > W takiej sytuacji wlaczenie sie do ruchu to kwestia bardzo
                                                > krotkiego i calkowicie nie zwiazanego z predkoscia na glownej
                                                > czasu.

                                                I na to zdalo sie to cale tlumaczenie. Do tej pory pewnie nie rozumiesz, czemu
                                                akurat na autostradach, gdzie panuja najwieksze predkosci nie mozna sie
                                                "wlaczac" do ruchu tak jak gdzie indziej, choc to przeciez nie jest "zwiazane z
                                                predkoscia" na glownej, co?
                                                • edek40 Re: Zacial sie z "kolumnami". 22.04.10, 11:04
                                                  > Moze po to, ze spora czesc najbardziej tragicznych wypadkow to efekt najechania
                                                  > "pojedynczych samochodow", (ktore "nie stanowia zadnej przeszkody") na samochody
                                                  > wlaczajace sie do ruchu?

                                                  To moze wiec zakazac wjezdzania pod samochody jadace przepisowo glowna droga. To
                                                  jest jakies rozwiazanie. Drugie to budowac maksymalna ilosc drog bez skrzyzowan
                                                  na jednym poziomie. Trzecie to, np. na Gierkowce, calkowicie zlikwidowac
                                                  niesterownane skrzyzowania "przelotowe". Stawianie tych siedemdziesiatek "na
                                                  wszelki" wypadek jest rownie sensowne, jak ogrzewanie domu latem, bo w koncu
                                                  zdarzy sie tak, ze zrobi sie zimno.

                                                  > I na to zdalo sie to cale tlumaczenie. Do tej pory pewnie nie rozumiesz, czemu
                                                  > akurat na autostradach, gdzie panuja najwieksze predkosci nie mozna sie
                                                  > "wlaczac" do ruchu tak jak gdzie indziej, choc to przeciez nie jest "zwiazane z
                                                  > predkoscia" na glownej, co?

                                                  Caly czas nie rozumiem. Z podporzadkowanej NIE WOLNO wlaczac sie do ruchu, jesli
                                                  cos jedzie glowna. Co ma do tego predkosc z jaka jedzie gosc na glownej?
                                                  • hanni Re: Zacial sie z "kolumnami". 22.04.10, 15:17
                                                    edek40 napisał:


                                                    > To moze wiec zakazac wjezdzania pod samochody jadace przepisowo glowna droga.

                                                    A czyzby teraz wolno to bylo?

                                                    > Drugie to budowac maksymalna ilosc drog bez skrzyzowan
                                                    > na jednym poziomie.

                                                    Drogi calkowicie bezkolizyjne chcialby miec kazdy. Poki co trzeba zyc z drogami
                                                    gdzie kierunki ruchu sie krzyzuja i stosowac takie rozwiazania, ktore w ramach
                                                    istniejacych mozliwosci pozwola zminimalizowac prawdopodobienstwo wypadku.
                                                    Ograniczenia predkosci to jeden z takich srodkow.


                                                    > Caly czas nie rozumiem.

                                                    Widze.

                                                    > Z podporzadkowanej NIE WOLNO wlaczac sie do ruchu, jesli cos
                                                    > jedzie glowna.

                                                    Mylisz sie. WOLNO, jesli to cos jest na tyle daleko i porusza sie z taka
                                                    predkoscia, ze zanim to cos do mnie dojedzie, ja wlacze sie juz do ruchu i
                                                    dostosuje moja predkosc do innych cosiow jadacych ta droga.

                                                    > Co ma do tego predkosc z jaka jedzie gosc na glownej?

                                                    Nie wiem po co to powtarzam. Predkosc goscia jadacego na glownej ma to do tego,
                                                    ze im ta predkosc nizsza, tym bezpieczniej mozna wlaczyc sie do ruchu.

                                                    Wlaczajacemu sie do ruchu wystarcza mniejsze "okienko" zeby sie wlaczyc.

                                                    Do wlasciwiej oceny predkosci i zamiarow innego kierowcy wystarcza mniejsza
                                                    odleglosc, tym samym obaj kierowcy w krytycznej sytuacji widza znacznie wiecej.

                                                    Obaj kierowcy maja wiecej czasu na podjecie wlasciwej decyzji i widza znacznie
                                                    lepiej.

                                                    I wreszcie w przypadku bledu - jesli do niego juz dojdzie skutki kolizji sa
                                                    rowniez lagodniejsze.

                                                    Niby wszystko takie oczywiste jak i to, ze wspolczesne swiatla stopu sa lepsze
                                                    od zaroweczek syrenki z lat 60-tych. Ale po co to tlumaczyc komus takiem jak ty?
                                                    Swiatla w syrence przeciez swiecily.

                                                    > Co ma do tego predkosc z jaka jedzie gosc na glownej?

                                                    No wlasnie? Po co te idiotyczne zakazy zabrabniajace wyjezdzania tuz spod
                                                    stodoly na autostrade?

                                                  • edek40 Re: Zacial sie z "kolumnami". 22.04.10, 15:37
                                                    > A czyzby teraz wolno to bylo?

                                                    Mi wydaje sie, ze nie wolno, ale Ty upierasz sie na spowolnieniu ruchu, aby
                                                    mozna bylo.

                                                    > Mylisz sie. WOLNO, jesli to cos jest na tyle daleko i porusza sie z taka
                                                    > predkoscia, ze zanim to cos do mnie dojedzie, ja wlacze sie juz do ruchu i
                                                    > dostosuje moja predkosc do innych cosiow jadacych ta droga.

                                                    W opisywanym przez emesa przypadku jadacy daleko jedzie 90 km/h. Ograniczenie
                                                    jest postawione bardzo blisko skrzyzowania. Skad wiec wlaczajacy ma miec
                                                    pewnosc, ze gosc zwolni z ekstremalnie niebezpiecznych 90 km/h do
                                                    ultrabezpiecznych 70 km/h?

                                                    > Nie wiem po co to powtarzam. Predkosc goscia jadacego na glownej ma to do tego,
                                                    > ze im ta predkosc nizsza, tym bezpieczniej mozna wlaczyc sie do ruchu.

                                                    Ale decyzje wlaczajacy sie podejmuje bezpiecznie tylko wtedy, gdy widzi auto
                                                    jadace jeszcze 90 km/h (na Gierkowce 100 km/h). Nie ma zadnych przeslanek ani do
                                                    tego, ze gosc zwolni, ani do tego, ze znaku nie ukradli. Z reszta wlaczajacy sie
                                                    powinien sie wlaczac wylacznie w oparciu o znaki, ktore widzi. A ograniczen nie
                                                    widzi. W nocy te okragle mogli podmienic na zakaz zatrzymywania.

                                                    > Wlaczajacemu sie do ruchu wystarcza mniejsze "okienko" zeby sie wlaczyc.

                                                    Pojedynczy samochod nie stanowi problemu. Gdy samochodow jest wiecej, na ktorkim
                                                    odcinku nastepuje zmniejszenie odstepow z powodow, ktorych nie pojmujesz, jakbys
                                                    cale zycie jezdzil jako maszynista.

                                                    > Do wlasciwiej oceny predkosci i zamiarow innego kierowcy wystarcza mniejsza
                                                    > odleglosc, tym samym obaj kierowcy w krytycznej sytuacji widza znacznie wiecej.

                                                    Wybacz, jesli znak ograniczenia predkosci stoi 100 m od skrzyzowania, to nie
                                                    jest to bezpieczna odleglosc na wlaczenie sie, nawet gdyjest to "tylko" 70 km/h.

                                                    > I wreszcie w przypadku bledu - jesli do niego juz dojdzie skutki kolizji sa
                                                    > rowniez lagodniejsze.

                                                    Hm, boczne uderzenie przy 70 km/h. No, no...
                                                  • hanni Re: Zacial sie z "kolumnami". 22.04.10, 16:22
                                                    edek40 napisał:

                                                    > Mi wydaje sie, ze nie wolno,

                                                    Jesli ci sie to "wydaje" to nie chcielbym spotkac cie na drodze.

                                                    > ale Ty upierasz sie na spowolnieniu ruchu, aby mozna bylo.

                                                    I znow spytam, gdzie to napisalem a ty znow nie bedziesz mogl tego wskazac bo
                                                    jak zwykle ubzdurales sobie cos czego nigdzie nie ma.



                                                    > Ale decyzje wlaczajacy sie podejmuje bezpiecznie tylko wtedy, gdy
                                                    > widzi auto jadace jeszcze 90 km/h (na Gierkowce 100 km/h).

                                                    Acha... No i co?

                                                    > Nie ma zadnych przeslanek ani do tego, ze gosc zwolni, ani do
                                                    > tego, ze znaku nie ukradli. Z reszta wlaczajacy sie
                                                    > powinien sie wlaczac wylacznie w oparciu o znaki, ktore widzi. A
                                                    > ograniczen nie widzi. W nocy te okragle mogli podmienic na zakaz
                                                    > zatrzymywania.

                                                    No? I co z tego ma wynikac? Usunac wszystkie znaki i ograniczenia bo "nie ma
                                                    przeslanek", ze ludzie sie do nich beda stosowac, czy jak?

                                                    Dyskusja z toba siegnela kolejnego pulapu absurdu.


                                                    > Pojedynczy samochod nie stanowi problemu.

                                                    Moze dla ciebie bo jestes "miszczem". W przypadku tych, ktorych rozwalily
                                                    "pojedyncze" samochody wyglada to juz pewnie inaczej. Miedzy "pojedynczymi"
                                                    samochodami sa "okienka", ktore opisalem juz wczesniej i ktore umozliwiaja innym
                                                    wlaczenie sie do ruchu.

                                                    Im wyzsza predkosc "pojedynczych" samochodow tym mniejsze okienka. Ale po co ja
                                                    to znow pisze...


                                                    > Gdy samochodow jest wiecej, na ktorkim odcinku nastepuje
                                                    > zmniejszenie odstepow z powodow, ktorych nie
                                                    > pojmujesz, jakbys cale zycie jezdzil jako maszynista.

                                                    Niezly argument akurat w wykonaniu kogos, dla ktorego ruch na drodze sklada sie
                                                    tylko z dwoch stanow: samochodow "pojedynczych" i "kolumn". Wyglada na to, ze to
                                                    raczej nie ja jestem tu tym maszynsta.


                                                    > Wybacz, jesli znak ograniczenia predkosci stoi 100 m od skrzyzowania, to nie
                                                    > jest to bezpieczna odleglosc na wlaczenie sie, nawet gdyjest to "tylko" 70 km/h
                                                    > .

                                                    Lepszy rydz niz nic.

                                                    > > I wreszcie w przypadku bledu - jesli do niego juz dojdzie skutki kolizji
                                                    > sa
                                                    > > rowniez lagodniejsze.
                                                    >
                                                    > Hm, boczne uderzenie przy 70 km/h. No, no...

                                                    Znow - lepszy rydz niz nic. To tylko 60% tej energii jaka wyzwolilaby sie przy
                                                    90 km/h.

                                                    Ale w twoim przypadku juz wiem, ze takie argumenty nie graja wiekszej roli.
                                      • nazimno Arytmetyka w zasadzie, tylko arytmetyka. 21.04.10, 16:31
                                        Cala ta dyskusja na temat predkosci
                                        w odniesieniu do problemu pokonania
                                        skrzyzowania z drogi podporzadkowanej
                                        pomija istotny parametr wystarczajacy i konieczny
                                        dla realizacji wymaganego manewru, a mianowicie
                                        CZAS, ktory jest do tego manewru potrzebny.


                                        Ten czas kazdy musi umiec wlasciwie ocenic.
                                        To jest sprawa zdecydowanie intuicyjna, poniewaz
                                        jak na razie nikt nie dysponuje radarem
                                        antykolizyjnym.

                                        I TYLKO ten czas decyduje.

                                        Sczelina czasowa potrzebna do realizacji manewru zalezy od dwoch
                                        czynnikow:

                                        -odstepow pomiedzy pojazdami na drodze glownej wyrazonych w metrach
                                        -predkosci pojazdow na drodze glownej w [m/s].


                                        Czas "dziury" w ruchu to po prostu:
                                        ___________________________
                                        Tdziury = odstep / V
                                        ___________________________
                                        gdzie:

                                        odstep w [m]
                                        V, predkosc w [m/s]
                                        Tdziury, czas w sekundach

                                        Kazde dziecko wie, ze jesli odstepy beda duze
                                        i predkosci beda wysokie, to otrzymane czasy
                                        moga byc takie same dla duzych odstepow/wysokich predkosci
                                        jak i dla malych odstepow/niskich predkosci.

                                        To tak jakby i mianownik i licznik tego ilorazu pomnozyc
                                        lub podzielic przez te sama wielkosc.
                                        Iloraz nie zmieni sie.

                                        Wiec to nie tylko predkosc decyduje.
                                        I to by bylo na tyle.
    • jane14 Bez bata nie da rady ! 20.04.10, 16:45
      Bardzo "inteligentna" dyskusja w wydaniu szczególnie dwóch "doświadczonych"
      kierowców.
      A potem sie dziwią że potrzebne są radary, szlabany mury ...

      A co komu przeszkadza ograniczenie skoro i tak jest myślący i zwalnia?
      Ano potrzebny jest bat dokładnie w postaci mandatów. A dlaczego bo choć myśleli
      to nie zwalniali.
      A dlaczego nie ma na podporządkowanej, bo tam bat czeka u blacharza ...
      • emes-nju Ta jess, panie posterunkowy! nt. 20.04.10, 17:04

      • edek40 Re: Bez bata nie da rady ! 20.04.10, 17:07
        > A dlaczego nie ma na podporządkowanej, bo tam bat czeka u blacharza ...

        E... To znaczy ze rozbije sie tylko ten, ktory nie ustapil?
        • jane14 Re: Bez bata nie da rady ! 20.04.10, 21:42
          edek40 napisał:

          > E... To znaczy ze rozbije sie tylko ten, ktory nie ustapil?

          No wiesz wiele osób ma ograniczona wyobraźnie (co widać po tej dyskusji) i wie że wymuszenie pierwszeństwa to prawie pewna kraksa. W dodatku z ich winy.
          Natomiast niestarcza im wyobraźni by zrozumieć, że wpadniecie na skrzyżowanie bez rozeznania np tego czy nadjeżdżający z podporządkowanej widzi nas na tyle wcześnie by ustąpić pierwszeństwa czy poprawnie ocenić odległość i prędkość, też kończy się kraksą.
          A bat wymusza myślenie. Widzisz np autor tego wątku już się zastanawia.
          Tok jego rozumowania jest jaki jest, ale bat sprawia, że już widzi te ograniczenia. No pewnie sobie to tłumaczy "fiskalizmem władzy" ale to już nieważne, to jego problem. Ważne, że ograniczenie dostrzega a radary spowodują, że zwolni. No i ja jadąc ta podporządkowana zobaczę go na tyle wcześnie, że poprawnie ocenie czy zdążę się włączyć czy lepiej zatrzymać.
          I OTO CHODZI.
          A że panowie "E..." są niezadowoleni ...
          Wszystkim nie dogodzi!
          No pewnie że normalnym wystarczy przepis o zachowaniu ostrożności na skrzyzowaniu + znak że do takowego skrzyzowania sie zblizamy, ale co dla ciebie czy Emesa znaczy "zachować ostrożnośc" no wiadomo "przepis worek" ...
          • babaqba Re: Bez bata nie da rady ! 20.04.10, 22:30
            jane14 napisał: > bat wymusza myślenie. Widzisz np autor tego wątku
            już się zastanawia.
            > Tok jego rozumowania jest jaki jest, ale bat sprawia, że już widzi
            te ogranicze
            > nia. No pewnie sobie to tłumaczy "fiskalizmem władzy" ale to już
            nieważne, to j
            > ego problem. Ważne, że ograniczenie dostrzega a radary spowodują,
            że zwolni. (...)

            Po pierwsze cały czas się bezmyślnie jęczy, że mimo dziesiątków
            tysięcy ograniczeń nie zwalniają. Władza stara się ograniczyć
            wszystko i wszędzie, ale to nie działa. Więc fotoradary - kiedy
            kwoty wydane na tysiące słupków zaczną mieć wpływ na budżet? Moim
            zdaniem już mają, czego dowodem olbrzymia dziura zamiast asfaltu tu
            niedaleko, której pilnuje fotoradar. Czy postawimy wszędzie
            fotoradary? Nie. Polska ma słabo rozwiniętą sieć drogową, ale jednak
            wszędzie się nie da. Jest tylko jedna realna rada: edukacja. Dogadać
            się z ludźmi. Nie da się konstruować kraju przeciwko jego
            mieszkańcom. Wielu z nas i naszym władcom się wydaje, że się da i to
            się właśnie czyni. A potem są jęki i beki, że "społeczeństwo
            niedorosło", że nie przestrzega się prawa, olewa tysięczne przepisy.
            I postuluje się dalsze rozwiązania mające zamienić Polskę w
            więzienie dla poddanych. To nie są gorzkie żarty, tylko realność.
            Taka była I RP, w obronie tego stanu rzeczy szlachta wzniecała
            powstania i to się teraz odtwarza. Z sukcesami.
            • jane14 Re: Bez bata nie da rady ! 20.04.10, 23:25
              babaqba napisała:


              > Jest tylko jedna realna rada: edukacja. Dogadać
              > się z ludźmi.

              Jak chcesz konkretnie edukować np. Edka czy Emmesa ?
              Bilbordy zamiast fotoradarów? A dziury dalej beda ...
              A jak będzie wiecej fotoradarów to może któryś trafi i na kurs doszkalający...To jest właśnie edukacja dla wyjątkowo opornych

              > Nie da się konstruować kraju przeciwko jego
              > mieszkańcom. Wielu z nas i naszym władcom się wydaje, że się da i to
              > się właśnie czyni. A potem są jęki i beki, że "społeczeństwo
              > niedorosło", że nie przestrzega się prawa, olewa tysięczne przepisy.

              To nie jest tak że społeczeństwo nie dorosło. To niektórzy nie dorośli do życia w społeczeństwie...
              I to nie jest tak, ze kraj jest konstruowany przeciw jego mieszkańcom tylko niektórzy mieszkańcy chcieliby być bezkarni i kwestionują porządek prawny w kraju.
              • edek40 Re: Bez bata nie da rady ! 21.04.10, 12:46
                > Jak chcesz konkretnie edukować np. Edka czy Emmesa ?

                Przeprowac dowod, ze trzeba. Bo to, ze edek wlacza mozg i zastanawia sie, nie jest rownoznaczne z tym, ze zastanawia sie wylacznie przy komputerze, a nie robi tego na drodze. Kiedys, kolego, byly kwadratowe kola i tzw. przecietnie inteligentni targali woz na tak niepraktycznym rozwiazaniu. Potem pojawil sie ktos, kto uzywa mozgu, a nie tepej sily i olsnil wszystkich wymysleniem kola. Kto wie, czy nie byl jednym z tych, ktorym nie podobalo sie targanie tak bezsensownego wozu. Targal go jednak i myslal. I wymyslil. Bo wiesz, znaczna czesc postepu zasadza sie na niezadowoleniu ze stanu faktycznego. Jednym podoba sie pranie na tarze (jane), drudzy wola wymyslic pralke (edek).

                > To nie jest tak że społeczeństwo nie dorosło. To niektórzy nie dorośli do życia
                > w społeczeństwie...

                Robi sie wiec wszystko, aby im uniemozliwic to. Proste.

                > I to nie jest tak, ze kraj jest konstruowany przeciw jego mieszkańcom tylko nie
                > którzy mieszkańcy chcieliby być bezkarni i kwestionują porządek prawny w kraju.

                A co z krajem, ktory glownie wychodzi ze skory, aby unikac wszelkiej odpowiedzialnosci i pracy (np. za dziury w drogach czy brak drog jako takich), a w zamian stawia fotoradary?
                --
                Po ptokach. Beret sie sfilcowal...
                • jane14 Re: Bez bata nie da rady ! 21.04.10, 16:29
                  edek40 napisał:

                  > Przeprowac dowod, ze trzeba.

                  Nie trzeba dowodu, sami to udowadnizacie swoimi postami

                  >Bo to, ze edek wlacza mozg i zastanawia sie,..Kiedys, kolego, byly kwadratowe
                  kola i tzw. przecietnie inteli
                  > gentni targali woz na tak niepraktycznym rozwiazaniu. Potem pojawil sie ktos, k
                  > to uzywa mozgu, a nie tepej sily i olsnil wszystkich wymysleniem kola.

                  Tak tylko gdyby wtedy żył Edek to by powiedział ze te koła to zamiast
                  porządnych dróg zębatych pasujących do jego kwadratowych kół...

                  > Bo wiesz, znaczna czesc postepu za
                  > sadza sie na niezadowoleniu ze stanu faktycznego. Jednym podoba sie pranie na t
                  > arze (jane), drudzy wola wymyslic pralke (edek).

                  Nie mój drogi Jane nie podoba się na tarze, ale wie że na tarze nie da się tak
                  szybko jak w pralce bo dziury w gaciach wylecą...


                  > Robi sie wiec wszystko, aby im uniemozliwic to. Nie robi sie wszystko by im to
                  uświadomić...

                  Mandat to właśnie jako żywo uświadomienie, że zrobiono coś złego...


                  > A co z krajem, ktory glownie wychodzi ze skory, aby unikac wszelkiej odpowiedzi
                  > alnosci i pracy (np. za dziury w drogach czy brak drog jako takich), a w zamian
                  > stawia fotoradary?

                  Kraj to my. My unikamy wszelkiej odpowiedzialności, my oszukujemy na podatkach,
                  my okradamy państwową kasę, a dziury są jak były...
                  No poza tym jesteśmy biednym krajem czy ktoś chce czy nie. Skoro jeździmy
                  głownie mocno używanymi autami to jakim cudem mielibyśmy mieć super nowe drogi ?
                  • emes-nju Re: Bez bata nie da rady ! 21.04.10, 16:59
                    jane14 napisał:

                    > Skoro jeździmy głownie mocno używanymi autami to jakim cudem
                    > mielibyśmy mieć super nowe drogi?

                    8-/

                    Mylisz skutek z przyczyna :-P

                    Ja i wielu moich znajomych nawet nie rozwaza zakupu nowego/prawie nowego auta, bo na naszych duktach wspolczesne auta przystosowane do jazdy po polkuli asfaltowej za szybko staja sie szalenie kosztownym zlomem, w ktory trzeba wkladac dowolne kwoty pieniedzy - czasem jeszcze w czasie gwarancji, ktora napraw zawieszen zniszczonych na naszych duktach nie obejmuje.

                    Lepiej jezdzic czyms starszym i mniej kosztownym w naprawach. Latwiej utrzymac w przyzwoitym stanie auto, w ktorym zawieszenie naprawia sie na oryginalnych czesciach za 2-3 tys. zl niz takie, ktore naprawia sie po podobnych przebiegach za dwa-trzy razy tyle.
                    • jane14 Re: Bez bata nie da rady ! 21.04.10, 21:51
                      emes-nju napisał:

                      > Mylisz skutek z przyczyna :-P

                      Mylisz swoich znajomych z krajem. Przy takim PKB i pozycji w rankingu mamy drogi
                      mniej wiecej odpowiadające tej pozycji.

                      > Ja i wielu moich znajomych ....

                      No właśnie nawet jeśli stać kogoś na nowe auto to już braknie na utrzymanie.
                      Wiem ze to boli ale do Europy na drogach nam daleko, i w tym co jeździ i w tym
                      po czym jeździ, i w wielu innych sprawach.

                      PS Nie przesadzaj, ja akurat poprzednie auto miałem od nowości (choc moze nie
                      najwyższa półka) i wymiana gałek przy około 120 i tulei wahaczy przy 180 tys to
                      chyba nie taka tragedia...
                      Łączny koszt pewnie poniżej 500zł
                      Poszło do ludzi przy 230 i nic nie wskazywało na to by ktoś musiał tam coś
                      grzebać w zawieszeniu .
                      • edek40 Re: Bez bata nie da rady ! 22.04.10, 13:49
                        > Mylisz swoich znajomych z krajem. Przy takim PKB i pozycji w rankingu mamy drogi
                        > mniej wiecej odpowiadające tej pozycji.

                        Znowu mylisz przyczyny ze skutkami. Skutkiem braku infrastruktury jest bieda. To
                        tak jakbys napisal, ze powodem za lekkiego ubrania sie jest choroba (z
                        wylaczeniem psychicznych).
                        • jane14 Re: Bez bata nie da rady ! 22.04.10, 15:55
                          edek40 napisał:

                          > Znowu mylisz przyczyny ze skutkami. Skutkiem braku infrastruktury jest bieda.

                          A ty i twoi znajomi nie maja nowych aut bo są biedni , czy sa biedni bo nie mają
                          nowych aut ?

                          • edek40 Re: Bez bata nie da rady ! 22.04.10, 16:11
                            > A ty i twoi znajomi nie maja nowych aut bo są biedni , czy sa biedni bo nie mają
                            > nowych aut ?

                            Nadal mylisz przyczyny ze skutkami. Nasze panstwo jest biedne, bo jest zle zarzadzane. To, ze ludzie w tym kraju rowniez sa biedni jest bezposrednia konsekwencja zlego zarzadzania panstwa. A jednym z aspektow dobrego zarzadzania jest policzenie co bardziej sie oplaca - wydawac na renty po zabitych na drogach, czy budowac drogi, ktore z reszta maja pozytywny wplyw na cala gospodarke, a branza cmentarna nie bedzie mogla tak swobodnie kupowac sobie bentleyow czy maserati, co pokazali przy okazji ostatniej tragedii lotniczej. Tak, ta branza zle odczulaby poprawe drog. Reszta gospodarki jak najlepiej.
                            • jane14 Re: Bez bata nie da rady ! 22.04.10, 22:47
                              edek40 napisał:

                              > > A ty i twoi znajomi nie maja nowych aut bo są biedni , czy sa biedni bo n
                              > ie mają
                              > > nowych aut ?
                              >
                              > Nadal mylisz przyczyny ze skutkami. Nasze panstwo jest biedne, bo jest zle zarz
                              > adzane. To, ze ludzie w tym kraju rowniez sa biedni jest bezposrednia konsekwen
                              > cja zlego zarzadzania panstwa.

                              Nie do konca jak wiesz nie wszscy są biedni, niektórzy calkiem dobrze sobie
                              radza nawet w tym kraju...

                              > A jednym z aspektow dobrego zarzadzania jest pol
                              > iczenie co bardziej sie oplaca - wydawac na renty po zabitych na drogach,

                              Po pierwsze zabici nic nie dostają od państwa najwyzej od TU cos kapnie ich
                              rodzinie. Ranni i kaleki tylko czasami, roczna renta ofiary wypadku pewnie nie
                              starczy nawet na 1 metr autostrady...


                              > budowac drogi, ktore z reszta maja pozytywny wplyw na cala gospodarke...

                              Podobnie jak szkolnictwo, kultura, nauka opieka zdrowotna itd
                              To frazesy a fakty sa zupełnie inne
                              Pewnie się oburzysz ale budowa dróg to naprawdę kiepski interes.
                              Jeśli wierzyć publikowanym danym, autostrada w polsce przy horrendalnych
                              opłatach za przejazd ma okres zwrotu na poziomie kilkunastu lat. I to mimo
                              dotowania przez państwo. Zainwestujesz w coś co ma taki długi okres zwrotu ?
                              Wokół jest mnóstwo branż gdzie ten okres nie przekracza kilku miesięcy. I to
                              mimo kulawej infrastruktury.
                              Właśnie fakt marnego zainteresowania inwestorów prywatnych w budowę autostrad
                              najlepiej pokazuje jak marny to interes ...
                              • edek40 Re: Bez bata nie da rady ! 23.04.10, 10:54
                                > Nie do konca jak wiesz nie wszscy są biedni, niektórzy calkiem dobrze sobie
                                > radza nawet w tym kraju...

                                Dokladnie w takim samym mechanizmie, jak w Ameryce Lacinskiej, gdzie bogaci stale sie bogaca, sredniakow jak na lekarstwo, a biedota... Nikt tam ich nie liczy.

                                > Po pierwsze zabici nic nie dostają od państwa najwyzej od TU cos kapnie ich
                                > rodzinie. Ranni i kaleki tylko czasami, roczna renta ofiary wypadku pewnie nie
                                > starczy nawet na 1 metr autostrady...

                                O ile dobrze pamietam, ktos pokusil sie o wyliczenie, ze wszelkie koszta zwiazane ze smiercia na naszych drogach zamknely sie w skromnej kwocie okolo 18 mld zl tylko w ciagu jednego roku (nie wiem jak to sieliczy, ale jakos sie liczy). Sporo fotoradarow da sie postawic, bo drog wybudowac sie w tak biednym kraju nie da, bo panstwo jest biedne.

                                > Podobnie jak szkolnictwo, kultura, nauka opieka zdrowotna itd
                                > To frazesy a fakty sa zupełnie inne
                                > Pewnie się oburzysz ale budowa dróg to naprawdę kiepski interes.

                                Naturalnie. Skoro jestesmy biedni... musimy byc jeszcze bardziej biedni. Spoleczenstwo mamy biedne, ale ciagle slyszy sie, ze tu ktos bierze kredyt na telewizor, tu ktos zadluza sie na studia itp. Ludzie probuja na wlasny rachunek poprawiac tak swoj status materialny, jak i poziom edukacji. W jednym wypadku to tylko kwestia wygody (choc i edukacji - z telewizyjnego discovery wiem, ze w Wielkiej Brytanii policja nie moze, nieudowodniwszy, podac jako przyczyny wypadku predkosci), w drugi ewidentna inwestycja w lepszy byt po latach. Naturalnie, w skali panstwa, liczacego wylacznie dzisiejsze wydatki, nie baczac na jutrzejsze koszta zaniechan, sprawa przedstawia sie inaczej. Ekipa tragicznie zmarlego Lecha zaniedbala Warszawe tak, ze z trzeciego pod wzgledem zakorkowania miasta, awansowala na miejsce drugie. Firmy juz zaczynaja sie wynosic z Warszawy, bo tu nie daje sie pracowac. Ciekawe czy mieszkancy beda z tego zadowoleni?

                                > Jeśli wierzyć publikowanym danym, autostrada w polsce przy horrendalnych
                                > opłatach za przejazd ma okres zwrotu na poziomie kilkunastu lat. I to mimo
                                > dotowania przez państwo. Zainwestujesz w coś co ma taki długi okres zwrotu ?

                                Nie nazywam sie Kulczyk i nie jestem kolega kolegow. Spytaj sie tego pana jak to jest, ze tak nieoplacalny interes mu sie kreci i wciaz chce budowac wiecej.

                                > Wokół jest mnóstwo branż gdzie ten okres nie przekracza kilku miesięcy. I to
                                > mimo kulawej infrastruktury.

                                W kilka miesiecy to zwraca sie sredniej wielkosci warzywniak. Zadne wieksze wydarzenie gospodarcze nie jest liczone na miesiace.

                                > Właśnie fakt marnego zainteresowania inwestorów prywatnych w budowę autostrad
                                > najlepiej pokazuje jak marny to interes ...

                                Znaczy sie Kulczyk nie jest zainteresowany? To co on tam grzebie pod Nowym Tomyslem?
                                • jane14 Re: Bez bata nie da rady ! 23.04.10, 14:59
                                  edek40 napisał:

                                  > Nie nazywam sie Kulczyk i nie jestem kolega kolegow. Spytaj sie tego pana jak t
                                  > o jest, ze tak nieoplacalny interes mu sie kreci i wciaz chce budowac wiecej.

                                  > na sam sobie odpowiedziałeś jest "kolegą kolegów" takim wszystko się zwraca jak nie w pieniądzach to w nowych "kolegach"


                                  > W kilka miesiecy to zwraca sie sredniej wielkosci warzywniak. Zadne wieksze wyd
                                  > arzenie gospodarcze nie jest liczone na miesiace.

                                  Nie do końca, mam nadzieje że rozróżniasz czas realizacji od okresu zwrotu. Bo jeśli chodzi o sam okres zwrotu to zapewniam że są to nie tylko warzywniaki...


                                  • edek40 Re: Bez bata nie da rady ! 23.04.10, 15:06
                                    > Nie do końca, mam nadzieje że rozróżniasz czas realizacji od okresu zwrotu. Bo
                                    > jeśli chodzi o sam okres zwrotu to zapewniam że są to nie tylko warzywniaki...

                                    Znaczy sie np. taka fabryka telewizorow, grunty, infrastruktura, budynki,
                                    maszyneria, przeszkolenie pracownikow itp. rusza i po 6 miesiaca wszystko juz
                                    sobie zwrocila i dalej to juz "na czysto"? Super. Smigam do banku. Na pewno
                                    dostane kredyt na pol roku na budowe fabryki rakiet kosmicznych.
                  • edek40 Re: Bez bata nie da rady ! 21.04.10, 17:06
                    > Tak tylko gdyby wtedy żył Edek to by powiedział ze te koła to zamiast
                    > porządnych dróg zębatych pasujących do jego kwadratowych kół...

                    Edek jest z tych, co glowia sie nad przyczynami turkotu, jakiegoby nie mial podloza.

                    > Nie mój drogi Jane nie podoba się na tarze, ale wie że na tarze nie da się tak
                    > szybko jak w pralce bo dziury w gaciach wylecą...

                    Ale zgadzasz sie, ze ktos niepokorny zadal sobie pytanie, po cholere drzec rece
                    na tej tarze?

                    > Mandat to właśnie jako żywo uświadomienie, że zrobiono coś złego...

                    Mandat, to jest mandat. wiazanie go z czyms zlym z reguly jest sluszne. Choc nie
                    zawsze. Dostalem w zyciu dwa mandaty, ktorych slusznosc budzi moje wielkie
                    watpliwosci. Jeden za wjazd na czerwonym. Potem w prasie pisali, ze w Warszawie
                    powstala moda na wymuszenia przez panow w niebieskim. A byly to czasy, gdy bez
                    zadnych ceregieli brali w kapelusz. Nie wjechalem na czerwonym, a lapowki nie
                    dalem. Drugi, niedlugo potem, dostalem za "wystawanie" zderzakiem jakies 5-8 cm
                    za znak zakazu wjazdu. Wiesz, w miescie roznie bywa z miejscami do parkowania.
                    Jesli pan policjant byl taki drobiazgowy, powinien w cywilizowany sposob zwrocic
                    mi uwage, ze moge sie cofnac o te kilka cm. Nie. Patrzyl i czekal az wytlacze
                    silnik. Wtedy podrzedl i poprosil mnie, abym zobaczyl przestepstwo w ocenie
                    odleglosci, jakie popelnilem. Znowu nie dalem w lape, dostalem kwit, a potem
                    zobaczylem, jak pan posterunkowy udal sie do cywilnego bigfijata, gdzie
                    siedzialo jeszcze trzech ubranych "sluzbowo". One mi nie uswiadomily, ze
                    zrobilem cos zlego. Raczej, ze policja brzydko sie bawi. Fakt, byl to poczatek
                    lat 90tych, a ja wtedy jeszcze wygladalem na szczeniaka, ktory ma dosc kasy, aby
                    miec tzw. "zachodni" samochod.

                    > Kraj to my. My unikamy wszelkiej odpowiedzialności, my oszukujemy na podatkach,
                    > my okradamy państwową kasę, a dziury są jak były...

                    Kraj to my. Slusznie. Tylko dlaczego piszesz to do mnie, a nie do tych, ktorzy
                    tego nie wiedza, czyli do panow edkow i jane - urzedasow. Ja panstwa nie
                    okradam, czego o panstwie powiedziec nie moge.

                    > No poza tym jesteśmy biednym krajem czy ktoś chce czy nie. Skoro jeździmy
                    > głownie mocno używanymi autami to jakim cudem mielibyśmy mieć super nowe drogi

                    No rozumiem. Po 20 latach budowania dobrobytu, przy masie kasy z UE, nadal nie
                    mozemy pozwolic sobie na namalowanie porzadnej linii na jezdni?
              • tbernard Re: Bez bata nie da rady ! 23.04.10, 02:29
                > To nie jest tak że społeczeństwo nie dorosło. To niektórzy nie dorośli do życia
                > w społeczeństwie...
                > I to nie jest tak, ze kraj jest konstruowany przeciw jego mieszkańcom tylko nie
                > którzy mieszkańcy chcieliby być bezkarni i kwestionują porządek prawny w kraju.

                Masz może na myśli elity, które chwalą się, że lubią szybko jeździć i łamią
                przepisowe przepisy?
                W kraju gdzie prawo się szanuje, to nawet minister z podkulonym ogonem zapłaci
                mandat, a u nas, matka jakiejś pani prokurator wykonuje do córki telefon i
                policjanta wsadzają do paki, że śmiał matce pani prokurator mandat nałożyć. U
                nas prawo obowiązuje tylko poddanych pańszczyźnianych nie mających odpowiednich
                dojść.
                • edek40 Re: Bez bata nie da rady ! 23.04.10, 11:43
                  > Masz może na myśli elity, które chwalą się, że lubią szybko jeździć i łamią
                  > przepisowe przepisy?
                  > W kraju gdzie prawo się szanuje, to nawet minister z podkulonym ogonem zapłaci
                  > mandat, a u nas, matka jakiejś pani prokurator wykonuje do córki telefon i
                  > policjanta wsadzają do paki, że śmiał matce pani prokurator mandat nałożyć. U
                  > nas prawo obowiązuje tylko poddanych pańszczyźnianych nie mających odpowiednich
                  > dojść.

                  Napisales to jakos tak zbyt dobitnie. Przeciez nie mowimy tu o zasadzie tylko o
                  znanych od lat "bledach i wypaczeniach". Wiadomo wiec, ze w koncu "winnych
                  wskaza i przykladnie ukarza". Nie mozesz rowniez zapominac, ze jeden z poslow
                  poruszyl bardzo wazna kwestie, ktorej my szaraczkowie nie pojmiemy malutkimi
                  rozumkami. Powiedzial on, ze musi przekraczac predkosc i lamac przepisy, aby
                  zmiescic sie w czasie przy wypelnianiu mandatu poselskiego. Gdyby wiec prawa
                  immunitetu poselskiego przestaly obejmowac wykroczenia drogowe, jego skromne
                  uposazenie poselskie nie wystarczyloby na mandaty, o punktach nie wspominajac.
                  Wychodzi wiec, ze ow posel dorosl do wymagan stawianych przez wspolczesne
                  spoleczenstwo obywatelskie. A obywatele nie, bo cos tam brzecza, ja nie
                  przymierzajac Ty, kolego. A on tylko jezdzi, jako pomazaniec narodu, i czyni
                  dobrze i prospolecznie.
            • emes-nju Re: Bez bata nie da rady ! 21.04.10, 11:31
              babaqba napisała:

              > Nie da się konstruować kraju przeciwko jego mieszkańcom. Wielu z
              > nas i naszym władcom się wydaje, że się da i to się właśnie czyni.
              > A potem są jęki i beki, że "społeczeństwo niedorosło", że nie
              > przestrzega się prawa, olewa tysięczne przepisy.

              A najpiekniejsze jest to, ze 20 lat temu przyszlo nowe, zeby zlikwidowac to, co wlasnie opisujesz, a co jest naszym doswiadczeniem terazniejszym. Zmienila sie waadza, ale jej wynikajace z bolszewickiej mentalnosci metody dzialania i rozumienia spraw spolecznych sie nie zmienily. I nie zmienia, bo caly cywilizowany swiat zaczyna dryfowac w tym kierunku. Zawdzieczamy to tabloidyzacji polityki, bo nasi "reprezentanci" sa coraz nizszej klasy. Trudno po owladnietym mania "rzadzenia" malutkim czlowieczku spodziewac sie, ze bedzie rozumial jak powinno sie "obslugiwac" spoleczenstwo przy pomocy kija i marchewki - jego zawsze bito, a wiec nie widzi, ze czasem marchwka osiagnie wiecej niz kijem. Wiecej i trwalej, a nie tylko jak nadzorca nie patrzy.
          • edek40 Re: Bez bata nie da rady ! 21.04.10, 12:32
            > No wiesz wiele osób ma ograniczona wyobraźnie (co widać po tej dyskusji) i wie
            > że wymuszenie pierwszeństwa to prawie pewna kraksa.

            Jaki wplyw na fakt wymuszenia ma ograniczenie predkosci do (z reguly) 70 km/h? Jesli wymuszajacy zrobi glupote, to takie ograniczenie i tak gwarantuje mu smierc lub kalectwo. Moze on bowiem rownie dobrze wyjechac "kontaktowo" prosto pod kola, jak rowniez w takiej odleglosci, gdzie zahamowanie z 90 km/h nie bedzie stanowilo problemu.

            > Tok jego rozumowania jest jaki jest, ale bat sprawia, że już widzi te ograniczenia.

            Skad wiesz, ze jakis blizej niesprecyzowany bat? A moze emes od zawsze widzi znaki i bacznie sie im przyglada? Ja tak wlasnie mam. Od zawsze je widze, z reguly respektuje, a im dluzej sie im przygladam, tym bardziej wydaje mi sie, ze znaki te stawiaja ludzie, ktorzy maja jakies powazne problemy z glowa.

            > No pewnie że normalnym wystarczy przepis o zachowaniu ostrożności na skrzyzowan
            > iu + znak że do takowego skrzyzowania sie zblizamy, ale co dla ciebie czy Emesa
            > znaczy "zachować ostrożnośc" no wiadomo "przepis worek" ...

            Jesli przyjmujesz takie, nieco niesprawiedliwe zalozenie (co mam w...), skad pewnosc, ze bede zwalnial na widok niczym nie uzasadnionej siedemdziesiatki? Fotoradar? Jeszcze nie wszedzie stoja. A jak pojawia sie wszedzie, to jak mejson, rozwaze zakup CB.
            • jane14 Re: Bez bata nie da rady ! 21.04.10, 16:34
              edek40 napisał:

              > Jaki wplyw na fakt wymuszenia ma ograniczenie predkosci do (z reguly) 70 km/h?

              No widzisz jak zadajesz takie pytanie to są tylko dwie możliwości albo te 23
              lata za kółkiem to brednia albo ...
              Sam sobie dopowiedz bo mnie nie wypada.
              • emes-nju Re: Bez bata nie da rady ! 21.04.10, 16:53
                jane14 napisał:

                > edek40 napisał:
                >
                > > Jaki wplyw na fakt wymuszenia ma ograniczenie predkosci do (z
                > > reguly) 70 km/h?
                >
                > No widzisz jak zadajesz takie pytanie to są tylko dwie możliwości
                > albo te 23 lata za kółkiem to brednia albo ...

                Wlacze sie.

                Tez jezdze cos kole 20 lat i nie potrafie zrozumiec jaki wplyw na zachowanie jadacego droga podporzadkowana ma predkosc jadacego glowna.

                Uscislam ---> Nie pytam o zalezne od predkosci jadacego glowna skutki zachowania jadacego podporzadkowana, a o wplyw predkosci jadacego glowna na zachowanie jadacego droga podporzadkowana.

                Mowimy oczywiscie o predkosciach, byc moze i za wysokich, ale jednak mieszczacych sie w jakichs szeroko pojetych ramach nieco chorej polskiej normy.

                Wyjasnienie ----> Nie pisze o jadacych 220 km/h.
              • edek40 Re: Bez bata nie da rady ! 21.04.10, 17:10
                > No widzisz jak zadajesz takie pytanie to są tylko dwie możliwości albo te 23
                > lata za kółkiem to brednia albo ...

                Ja tak juz mam, ze wszystko porownuje ze swoim dzialaniem. Dla mnie, na
                podporzadkowanej, nie robi zadnej roznicy czy ktos jedzie 90 czy 70 km/h.
                Czekam, bo raz przepisy, a dwa strach o zycie. Istotnie jest wielka roznica dla
                oceny odleglosci jazda z ogromnymi predkosciami. Jednak jesli ktos jedzie 200
                km/h, na widok znaku 70 km/h nawet nie mrugnie okiem. Istotnie, stojac na
                podporzadkowanej moge wtedy popelnic ostatni blad w zyciu. Ale miedzy 70 a 90
                km/h jest tak niewielka roznica w czasie pojawienia sie w niebezpiecznej dla
                mnie odleglosci, ze nie ma o czym rozmawiac. Albo wiec te durne ograniczenia
                beda staly 500 m przed skrzyzowaniem, albo na bambus.
                • jane14 20 lat jazdy głowną ! Gratuluję. 21.04.10, 22:56
                  Emmes napisał:

                  Tez jezdze cos kole 20 lat i nie potrafie zrozumiec jaki wplyw na zachowanie jadacego droga podporzadkowana ma predkosc jadacego glowna.

                  edek40 napisał:

                  Ale miedzy 70 a 90 km/h jest tak niewielka roznica w czasie pojawienia sie w niebezpiecznej dla mnie odleglosci, ze nie ma o czym rozmawiac.

                  Pewnie że nie, biorąc pod uwagę że przy relacji 70/90 to tylko jakieś 100 metrów różnicy w odległości w jakiej się musisz znajdować by nie zajechać ci drogi...
                  Wiem że to trudno zrozumieć ale po 20 latach ...
                  Nigdy przez te 20 lat nie jechaliście podporządkowaną i nie wjeżdżaliście na główną gdzie auta jada ~ 100 jeden za drugim ?
                  Szczęściarze z was.
                  No nie żebym kpił ale wjeżdżając z podporządkowanej nie sposób tej różnicy nie zauważyć (we wstecznym lusterku widać jak na dłoni).
                  • emes-nju Jeszcze raz 22.04.10, 10:52
                    Zamiast gratulowac, wyjasnij mi krynico wiedzy wszelakiej, dlaczego kierowca wyjezdzajacy z podporzadkowanej ma podjac rozne decyzje w zaleznosci od przestrzegania predkosci przez jadacego glowna?

                    Zauwaz, ze wyjezdzajacy z podporzadkowanej nawet nie wie jakie jest ograniczenie na glownej!

                    Bo i skad. Powinien wiec zakladac, ze po glownej, zgodnie z przepisami, ruch odbywa sie z predkoscia 90/100 km/h. Jedyne na czym moze opierac sie wyjezdzajacy z podporzadkowanej to obserwacja stanu faktycznego. A jako, ze ta jest obarczona powaznymi bledami (u przecietniakow - nie u Ciebie!), to jakos nie widze kogos, kto wierzac w sprawcza moc znakow (ktore sobie przed wjazdem na glowna pieszo poogladal i juz wie, ze jest 70 km/h :-P ) wyjedzie na "zyletke" wierzac, ze przed jadacym jadacy 20 m/s sie zmiesci, a przed jadacym 25/27 m/s sie nie zmiesci :-P

                    Opamietaj sie czlowieku i nie pisz takich pierdol! To co probujes znam wmowic oznacza, ze przecietny kierowca jest wstanie podjac decyzje, ze jedzie na podstwie wiary w znaki (ktorych nie widzi!) i wiary w to, ze 5/7 METROW NA SEKUNDE (!!!) roznicy predkosci robi roznice pomiedzy wejdzie, a nie wejdzie :-P
                    • nazimno Troche zimnej wody na glowy. 22.04.10, 11:29
                      Napisalem juz:

                      forum.gazeta.pl/forum/w,510,110308094,110368862,Arytmetyka_w_zasadzie_tylko_arytmetyka_.html

                      Kierowca w takiej sytuacji ZAWSZE podejmuje decyzje na podstawie
                      intuicji opartej na doswiadczeniu w ocenie obiektow ruchomych, jakimi
                      sa pojazdy na drodze.

                      Branie pod uwage jakichkolwiek znakow okreslajacych predkosc jest
                      trzeciorzedne, poniewaz i tak nikt prawie ich nie przestrzega.

                      I to glownie od trafnosci intuicyjnej oceny uzalezniona jest
                      skutecznosc manewru. W zasadzie tylko od tego.

                      • jane14 Re: Troche zimnej wody na glowy. 22.04.10, 13:32
                        nazimno napisał:

                        > Napisalem juz:
                        > Kierowca w takiej sytuacji ZAWSZE podejmuje decyzje na podstawie
                        > intuicji opartej na doswiadczeniu w ocenie obiektow ruchomych,
                        jakimi
                        > sa pojazdy na drodze....
                        > I to glownie od trafnosci intuicyjnej oceny uzalezniona jest
                        > skutecznosc manewru. W zasadzie tylko od tego.


                        Ale masz swiadomośc ze im wyższa predkosc tym krótszy czas na ocenę
                        i podjecie decyzji a co za tym idzie wiekszy bład ?

                        Masz też swiadomosć że praktycznie przy predkosci ~100/h na głownej
                        i duzym natezeniu ruchu właczenie sie weń bez zmuszenia kogoś do
                        zwolnienia jest niemożliwe przy założeniu ze nawet zachowuja
                        bezpieczny dystans pomiedzy sobą na poziomie nawet 100-150 m ?

                        Masz tez zapene swiadomośc ze jeśli ktos bedzie stał długo oczekujac
                        na okazje a zanim powstanie sznureczek nastepców to wcześniej czy
                        później (a dam głowe ze kierowcy tacy jak np. Edek czy Emes raczej
                        wczesniej) zaryzykuje i wjedzie na pograniczu wymuszenia ?

                        No bo włąsnie ta swiadomośc powinna się już zrodzić u kogoś kto
                        jeździ 20 lat. Tak mi sie wydaje. A gdy sie zrodzi to znikną
                        watpliwości co do powodów ustawienia znaku i moze zacznie się ich
                        przestrzeganie bez koniecznosci stosowania fotoradarów.
                        A wiesz dlaczego mało kto tych znaków (nieprzymuszony fotoradarem)
                        przestrzega ? Bo w Polsce jest o wiele mniej kierowców z 20 letnim
                        stazem niż gdzie indziej...
                        • edek40 Re: Troche zimnej wody na glowy. 22.04.10, 13:38
                          > później (a dam głowe ze kierowcy tacy jak np. Edek czy Emes raczej
                          > wczesniej)

                          Dlaczego edek? Pisz o sobie. Ja sie boje nawet wjezdzac tylem na glowna szose
                          (szose, a nie uliczke miejska) z miejsca parkowania i dlatego zawsze staram sie
                          stanac tak, abym mogl wyjechac przodem - czasem parkuje gdzie indziej, jesli
                          wykrecenie jest niemozliwe.
                          • jane14 Re: Troche zimnej wody na glowy. 22.04.10, 15:57
                            edek40 napisał:

                            > Dlaczego edek?

                            Ano dlatego ze skoro masz problem ze zdjeciem nogi z gazu (co pewnie kosztuje
                            kilka sekund) przed skrzyzowaniem to napewno bedziesz mieł z odczekaniem kilku minut
                            • edek40 Re: Troche zimnej wody na glowy. 22.04.10, 16:07
                              > Ano dlatego ze skoro masz problem ze zdjeciem nogi z gazu (co pewnie kosztuje
                              > kilka sekund) przed skrzyzowaniem to napewno bedziesz mieł z odczekaniem kilku
                              > minut

                              To nie jest kwestia mojego problemu. Kto wie czy nasz kraj nie jest taki biedny, bo ma idiotow od drog. Kazdy samochod na takich i innych srednioprzemyslanych rozwiazaniach marnuje paliwo. W skali kraju to niewatpliwie wielka kwota.

                              O ile jednak chodzi o kwoty wydawane na paliwo, to znaczna czesc tych pieniedzy jest marnotrawiona w czelusciach budzetu panstwa. Sa to bowiem pieniadze "niczyje". Jesli zas chodzi o moj samochod to jest to moj samochod, o ktory dbam nalezycie. Do tego dbania zaliczam rowniez kwestie poczekania, jesli nie da sie wlaczyc do ruchu, bo blacharze strasznie sobie licza.
                        • nazimno Pytanie jest bez sensu. 22.04.10, 13:48
                          "
                          Ale masz swiadomośc ze im wyższa predkosc tym krótszy czas na ocenę
                          i podjecie decyzji a co za tym idzie wiekszy bład ?
                          "

                          To sie miesci wszystko w pojeciu intuicja.
                          To chyba jasne. Jedni ja maja inni - NIE.
                          Jesli bedzie nizsza predkosc, to beda sobie jechac na zderzakach i
                          problem pozostanie nierozwiazywalny. Deadlock.

                          Kpie teraz, abys zrozumial, jane14.
                          Na dobra sprawe powinni postawic znaki stop na kazdej galezi
                          skrzyzowania. I wtedy by sie tez niestety pozabijali.

                          Wiec, jesli gdzies jest cienko, powinny byc swiatla uruchamiane
                          petla indukcyjna. Technika poszla do przodu.

                          • edek40 Re: Pytanie jest bez sensu. 22.04.10, 13:52
                            > Wiec, jesli gdzies jest cienko, powinny byc swiatla uruchamiane
                            > petla indukcyjna. Technika poszla do przodu.

                            Zyjemy w biednym kraju. Nawet jak zaloza, to nie wyreguluja i swiatla bedzie
                            zmienial wrobelek z endoproteza stawu barkowego.

                            Z reszta, jak jane byl laskaw zauwazyc, zyjemy w biednym kraju, w ktorym taniej
                            jest pogrzebac czlowieka niz budowac bezpieczne drogi; w ktorym znak ma byc
                            lekarstwem na cala ludzka glupote (tak kierowcow, jak i tych od drog). Ech. I
                            pomyslec, ze postawa jane jest szalenie powszechna.
                            • nazimno Podejscie jane14 jest typowe 22.04.10, 14:09
                              dla myslenia urzedniczo-zyczeniowego z elementami wiary w zaklecia
                              jak w zwyklej sekcie.

                              Jesli uzyjemy zaklecia, to problem bedzie rozwiazany.

                              Wiec, k......

                              No!
                              (rozwiazalem)

                              • emes-nju Re: Podejscie jane14 jest typowe 22.04.10, 14:38
                                nazimno napisał:

                                > dla myslenia urzedniczo-zyczeniowego z elementami wiary w zaklecia
                                > jak w zwyklej sekcie.
                                >
                                > Jesli uzyjemy zaklecia, to problem bedzie rozwiazany.

                                Nie wiem czy pamietasz, ale jakis czas temu pisalem ZNAK (pojecie magiczne) ;-)
                                • nazimno Film "Seksmisja", scena w windzie. 22.04.10, 14:52
                                  No i to haslo!
                                • jane14 Re: Podejscie jane14 jest typowe 22.04.10, 16:08
                                  emes-nju napisał:


                                  > Nie wiem czy pamietasz, ale jakis czas temu pisalem ZNAK (pojecie magiczne) ;-)

                                  No i to o czymś swiadczy dla niektó¶ych mieszkańców świata nadal samochód to cos
                                  magicznego a co dopiero znak...
                                  • emes-nju Re: Podejscie jane14 jest typowe 22.04.10, 16:15
                                    jane14 napisał:

                                    > No i to o czymś swiadczy dla niektó¶ych mieszkańców świata nadal
                                    > samochód to cos magicznego a co dopiero znak...

                                    Wiemy, ze jestes zdania, ze jak juz postawi sie ZNAK (pojecie magiczne), to
                                    problem znika. Stad np. wysyp "czarnych punktow" - zamiast sprawdzic co sie
                                    dzieje, ze w jakims miejscu jest wiecej niz przecietnie wypadkow i zrobic cos,
                                    zeby miejsce nie bylo takie niebezpieczne, stawia sie ZNAK (pojecie magiczne) i
                                    juz nic wiecej nie trzeba robic. Bo MAGIA ZNAKU dziala :-P

                                    Slyszales kiedys sformulowanie "myslenie magiczne"? Posluguja sie nim nasi
                                    znakolodzy oraz kilka osob na tym forum.
                                    • jane14 Re: Podejscie jane14 jest typowe 22.04.10, 22:55
                                      emes-nju napisał:


                                      > Wiemy, ze jestes zdania, ze jak juz postawi sie ZNAK (pojecie magiczne), to
                                      > problem znika.

                                      Nie problem nie zniknie dopóki po drogach jeżdżą kierowcy którzy nie rozumieją
                                      znaków i sa one dla nich magią

                                      • emes-nju Re: Podejscie jane14 jest typowe 23.04.10, 09:33
                                        jane14 napisał:

                                        > emes-nju napisał:
                                        >
                                        > > Wiemy, ze jestes zdania, ze jak juz postawi sie ZNAK (pojecie
                                        > > magiczne), to problem znika.
                                        >
                                        > Nie problem nie zniknie dopóki po drogach jeżdżą kierowcy którzy
                                        > nie rozumieją znaków i sa one dla nich magią

                                        No wlasnie :-)

                                        Jest sobie droga gdzies w szczerym polu. Przy okazji jakichs badan wychodzi na
                                        to, ze na jakims odcinku tej drogi dochodzi do zaskakujaco duzej liczby
                                        wypadkow. Stawia sie wiec ZNAK (pojecie magiczne) i problem zle
                                        zaprojektowanej/wykonanej drogi znika. Nagle wypadkom przestaje byc winien
                                        projektant/wykonawca, a staje sie kierowca. Magia dziala! :-P
                                        • hanni Re: Podejscie jane14 jest typowe 23.04.10, 22:12
                                          emes-nju napisał:


                                          > Jest sobie droga gdzies w szczerym polu. Przy okazji jakichs badan wychodzi na
                                          > to, ze na jakims odcinku tej drogi dochodzi do zaskakujaco duzej liczby
                                          > wypadkow. Stawia sie wiec ZNAK (pojecie magiczne) i problem zle
                                          > zaprojektowanej/wykonanej drogi znika. Nagle wypadkom przestaje byc winien
                                          > projektant/wykonawca, a staje sie kierowca. Magia dziala! :-P

                                          Pewnie nie uwierzysz ale sa sa miejsca gdzie to rzeczywiscie dziala, pod warunkiem, ze pojazdami kieruja w wiekszosci ludzie uzywajacy rozumu a nie bydlo.

                                          W przypadku drogi, ktora opisalem tutaj po wprowadzeniu ograniczen ilosc wypadkow znacznie spadla.
                                          • emes-nju Re: Podejscie jane14 jest typowe 24.04.10, 08:04
                                            hanni napisał:

                                            > to rzeczywiscie dziala, pod warunkiem, ze pojazdami kieruja w
                                            > wiekszosci ludzie uzywajacy rozumu a nie bydlo.

                                            No to pozostaje nam sie cieszyc, ze jezdzisz (jezeli jezdzisz) po Szwajacarii :-P
                          • jane14 Re: Pytanie jest bez sensu. 22.04.10, 16:06
                            nazimno napisał:

                            > Jesli bedzie nizsza predkosc, to beda sobie jechac na zderzakach i
                            > problem pozostanie nierozwiazywalny. Deadlock.

                            Tak by było gdybyś przyjął karkołomne założenie że zmniejszenie predkości na odcinku kilkuset metrów powoduje wzrost ilości aut na całej drodze. Wtedy rzeczywiście jechali by wolniej ale ciaśniej i też nie można by się było włączyć. I wtedy nie zalezałoby to od predkości jak przyjołeś w "artmetycznym poscie" .


                            > Wiec, jesli gdzies jest cienko, powinny byc swiatla uruchamiane
                            > petla indukcyjna. Technika poszla do przodu.

                            Swiatłą obniżaja przepustowość drogi srednio o 30 %. Przy tym przed swiatłami tym bardziej potrzebne byłoby ograniczenie. (To tez trzeba wytłumaczyć ?)
                            W ogóle to ciekawie myślisz wg ciebie zatrzymanie z 90 do zera to lepsze rozwiązanie niż z zwolnienie do 70 ?
                            • edek40 Re: Pytanie jest bez sensu. 22.04.10, 16:14
                              > Swiatłą obniżaja przepustowość drogi srednio o 30 %.

                              Zle zrobione swiatla nawet bardziej, a w biednym panstwie stac nas tylko na
                              "chinskie" sygnalizatory, nie?

                              Kolego, gdyby petla indukcyjna dzialala odpowiednio, okazaloby sie, ze swiatla
                              zmienialyby sie raz na godzine, a przez reszte czasu moznaby jechac 90/100 km/h.
                              Proste, az boli. Ograniczenie przed swiatlami rozwiazano na krajowej siodemce -
                              gdy ma zapalic sie czerwone, tablica wyswietla ograniczenie predkosci. Drogie?
                              Jasne, ale ilez paliwa oszczedza.
                              • jane14 Re: Pytanie jest bez sensu. 22.04.10, 16:48
                                edek40 napisał:

                                > > Swiatłą obniżaja przepustowość drogi srednio o 30 %.
                                >
                                > Zle zrobione swiatla nawet bardziej, a w biednym panstwie stac nas tylko na
                                > "chinskie" sygnalizatory, nie?

                                A co do tego ma rodzaj sygnalizatora ? Chyba ze masz na myślitaki co ma wwzystke
                                swiatła zielone a to tak> A chińczycy takich nie robia ? Jestem pewny że jak
                                takie zamówisz to dostaniesz...

                                > Kolego, gdyby petla indukcyjna dzialala odpowiednio, okazaloby sie, ze swiatla
                                > zmienialyby sie raz na godzine, a przez reszte czasu moznaby jechac 90/100 km/h

                                A co to znaczy odpowiednio? To znaczy że bezwzgledu na ilośc samochodów
                                oczekujacych zielone na poprzecznej maja raz na godzine ?
                                No bo jak raz na godzine tam jest samochód to wybacz ale sygnalizacja to chyba
                                rzeczywiscie lekka przesada.

                                > Proste, az boli. Ograniczenie przed swiatlami rozwiazano na krajowej siodemce -
                                > gdy ma zapalic sie czerwone, tablica wyswietla ograniczenie predkosci. Drogie?
                                > Jasne, ale ilez paliwa oszczedza.

                                A jak to paliwo oszczędza ? Nie wiem jak twoje ale moje auto to mniej pali przy
                                70 a wiecej przy 90 a najwięcej jak stoi pod światłami
                                Ale skoro te światłą takie dobre to czemu nie ma ich na autostradzie ? Popatrz
                                nawet tacy Niemcy ograniczają prędkość na rozjazdach autostrady. Czyżby nie
                                słyszeli o twoich pomysłach ?
                                • edek40 Re: Pytanie jest bez sensu. 23.04.10, 11:25
                                  > A co do tego ma rodzaj sygnalizatora ? Chyba ze masz na myślitaki co ma wwzystke
                                  > swiatła zielone a to tak

                                  Naturalnie. I chcialbym aby wyswieltaly napis "Robta co chceta".

                                  > A co to znaczy odpowiednio? To znaczy że bezwzgledu na ilośc samochodów
                                  > oczekujacych zielone na poprzecznej maja raz na godzine ?

                                  Czy ja to napisalem? Jesli skrzyzowanie ma wieksze natezenie ruchu, to nieuniknione jest zakorkowanie glownej. Jedynym sposobem poprawy sytuacji, jest budowa estakady. Ale w biednym panstwie... Bieda musi zdechnac w korkach.

                                  > No bo jak raz na godzine tam jest samochód to wybacz ale sygnalizacja to chyba
                                  > rzeczywiscie lekka przesada.

                                  Oczywiscie. Podobnie, jak siedemdziesiatka przez cala dobe.

                                  > A jak to paliwo oszczędza ? Nie wiem jak twoje ale moje auto to mniej pali przy
                                  > 70 a wiecej przy 90 a najwięcej jak stoi pod światłami

                                  Z uwagi na to, ze cenie swoj czas (tak ten wolny, jak i "zawodowy") po min ieciu siedemdziesiatki zaczynam przyspieszac. Wydaje mi sie, ze wtedy auto wiecej pali, ale moge sie mylic. Moje auto, tak na marginesie, na autostradzie z tempomatem ustawionem na 110 km/h pali okolo 8,5 litra. Na "bezpiecznej osemce" przy sredniej przelotowej 50 km/h pali 12 litrow. I to jest koszt, ktory musza poniesc obywatele, bo panstwo jest biedne. Naturalnie, mniejsze auta pala na osemce mniej. Na autostradzie jednak rowniez o ile jada z rozsadna predkoscia.

                                  > Ale skoro te światłą takie dobre to czemu nie ma ich na autostradzie ? Popatrz
                                  > nawet tacy Niemcy ograniczają prędkość na rozjazdach autostrady.

                                  Wszystko zalezy od konfiguracji. Jakos nie moge sobie przypomniec ograniczenia do 70 km/h. Owszem zdarzaja sie nawet ograniczenie do 60 km/h, ale tylko tam, gdzie remont. A nawet widzialem ich "czarny punkt". Napisane bylo po niemiecku, polsku i rosyjsku, ze to szczegolnie niebezpieczne miejsce, ze prosza o ostrozna jazde, ze wkrotce rozjazd bedzie przebudowywany. Oczywiscie bylo ograniczenie predkosci. Do 100 km/h.
                                  • jane14 Re: Pytanie jest bez sensu. 23.04.10, 13:52
                                    edek40 napisał:


                                    > Czy ja to napisalem? Jesli skrzyzowanie ma wieksze natezenie ruchu, to nieunikn
                                    > ione jest zakorkowanie glownej.

                                    Grubo się mylisz tak jak przy zanikajacym pasie mozna na zamek przy wspólpracy kierowców płynnie i bez korka pokonac zweżenie tak i płynnie i bez korków można właczyć sie na głowną. Problem tylko w tej wspólpracy której nieoddzownym elementem jest zrównanie predkości pojazdów...

                                    > Jedynym sposobem poprawy sytuacji, jest budowa
                                    > estakady. Ale w biednym panstwie...

                                    Czasem estakada jest jedynym rozwiazaniem ale własnie i najdrozszym

                                    > Bieda musi zdechnac w korkach.

                                    Nie koniecznie bieda, ale na pewno głupota

                                    > Z uwagi na to, ze cenie swoj czas (tak ten wolny, jak i "zawodowy") po minieci
                                    > u siedemdziesiatki zaczynam przyspieszac. Wydaje mi sie, ze wtedy auto wiecej p
                                    > ali, ale moge sie mylic.

                                    No mylisz sie jeśli tylko nie uzywasz hamulca by zwolnic to i nie tracisz paliwa.

                                    > Moje auto, tak na marginesie, na autostradzie z tempom
                                    > atem ustawionem na 110 km/h pali okolo 8,5 litra. Na "bezpiecznej osemce" przy
                                    > sredniej przelotowej 50 km/h pali 12 litrow. I to jest koszt, ktory musza ponie
                                    > sc obywatele,

                                    Nie wszyscy obywatele tylko ci co pic-upem wożą powietrze Ja pale i na siódemce i na autostradzie ~ 7, a jestem pewien że i komfort i szybkośc (na autostradzie przynajmniej) mam wyższy ...

                                    > Wszystko zalezy od konfiguracji. Jakos nie moge sobie przypomniec ograniczenia
                                    > do 70 km/h.

                                    100 to standard tam gdzie są wezły, mimo bardzo długich pasów rozbiegowych dla właczajacych sie do ruchu, a tam gdzie nie ma pasów rozbiegowych to i Niemcy maja 70.

                                    > A nawet widzialem ich "czarny punkt". Napisane bylo po niemiecku,
                                    > polsku i rosyjsku, ze to szczegolnie niebezpieczne miejsce, ze prosza o ostrozn
                                    > a jazde, ze wkrotce rozjazd bedzie przebudowywany. Oczywiscie bylo ograniczenie
                                    > predkosci. Do 100 km/h.

                                    No to i unas "wkrótce" będzie. Tak jak wkrótce zaczniesz zarabiać a co za tym idzie płacic podatki takie jak u nich .
                                    • edek40 Re: Pytanie jest bez sensu. 23.04.10, 14:47
                                      > Grubo się mylisz tak jak przy zanikajacym pasie mozna na zamek przy wspólpracy
                                      > kierowców płynnie i bez korka pokonac zweżenie tak i płynnie i bez korków można
                                      > właczyć sie na głowną. Problem tylko w tej wspólpracy której nieoddzownym elem
                                      > entem jest zrównanie predkości pojazdów...

                                      Zrownanie predkosci pojazdow??? Na podporzadkowanej stoi, a na glownej jedzie. Jak zrownojemy? W gore czy w dol? Mysle, ze w dol, bo czasem do ruchu musi wlaczyc sie np. kombajn. Czyli co, znak STOP na glownej przed skrzyzowaniem?

                                      > Czasem estakada jest jedynym rozwiazaniem ale własnie i najdrozszym

                                      To mniej wiecej taka ideologia jak przy zakupie auta. Mam stare, dbam o nie jak diabli, ale sie psuje i kosztuje coraz wiecej i wiecej. Hm... To moze pogonic grata, wziac kredyt i cieszyc sie gwarancja? To moze miec swoje plusy, gdy rata kredytu zbliza sie do kosztow porzadnego utrzymania grata. Upssss. Ja znowu pisze o racjonalnym gospodarowaniu pieniedzmi. A przeciez piszemy o gospodarowaniu publicznym groszem. Tu racjonalne zmieniane jest na ksiegowe. A ksiegowe zasadza sie na tym, ze na drogi wyklada jedna kieszen, na leczenie i pochowki druga kieszen, a na przepaly i zmarnowany czas (pozornie) tylko tzw. obywatel. Jak pamietam polskie "wyliczenia", nikomu nie wpadlo do glowy zauwazyc, ze wszystkie kieszenie powstaja z naszych podatkow. Ale podatnik musi racjonalnie gospodarowac finansami. Instytucje budzetowe nie. Dzis przeczytalem piekny news. Wprawdzie nie o drogach, ale znakomicie ilustruje podejscie naszych wladz do finansow. Oto pewna pani dostala raka. NFZ znalazl pieniadze na operacje. Zrefundowal lek. Ale niestety, lek nie dziala, co w leczeniu onkologicznym nie nalezy do rzadkosci. No i klops. NFZ nie pozwala zmienic terapii. I juz. Wyliczyli sobie, ze za drogo kosztuje. Zapomnieli, ze skoro tacy skrupulatni, to mogli w ogole nie operowac. Wyszloby taniej. A tak wydali fortune, a z "oszczednosci" skapia na dalsze leczenie.

                                      > No mylisz sie jeśli tylko nie uzywasz hamulca by zwolnic to i nie tracisz paliwa.

                                      Naciskajac na hamulec nie marnuje paliwa. Dopiero odzyskanie predkosci, bezsensownie wytraconej, bo na skrzyzowaniu nikogo nie bylo, to marnotrastwo.

                                      > Nie wszyscy obywatele tylko ci co pic-upem wożą powietrze Ja pale i na siódemce
                                      > i na autostradzie ~ 7, a jestem pewien że i komfort i szybkośc (na autostradzi
                                      > e przynajmniej) mam wyższy ...

                                      Znowu piszesz jakies brednie wyssane z palca. Sprobuj zaladowac rodzine z trojka dzieci, z lozeczkiem, wozkiem itp. do swojego pojazdu, ktory pali 7 litrow.

                                      > 100 to standard tam gdzie są wezły, mimo bardzo długich pasów rozbiegowych dla
                                      > właczajacych sie do ruchu, a tam gdzie nie ma pasów rozbiegowych to i Niemcy ma
                                      > ja 70.

                                      Nie ma pasow rozbiegowych? Musisz postarc sie o jakas fotke.

                                      > No to i unas "wkrótce" będzie. Tak jak wkrótce zaczniesz zarabiać a co za tym
                                      > idzie płacic podatki takie jak u nich .

                                      Czy Ty jestes moj ksiegowy? Skad u Ciebie taka sklonnosc do osobistych wycieczek?
                                      • jane14 Re: Pytanie jest bez sensu. 23.04.10, 15:17
                                        edek40 napisał:


                                        > Zrownanie predkosci pojazdow??? Na podporzadkowanej stoi, a na glownej jedzie.
                                        > Jak zrownojemy? W gore czy w dol?

                                        Po srodku panie (kierowco ?) Włączający sie przyspiesza jadący główną zwalnia.
                                        To takie nie do pojęcia ?

                                        > Naciskajac na hamulec nie marnuje paliwa. Dopiero odzyskanie predkosci, bezsens
                                        > ownie wytraconej, bo na skrzyzowaniu nikogo nie bylo, to marnotrastwo.

                                        HOHO to jakas hybryda co przy hamowaniu odzyskuje energie !!

                                        > Znowu piszesz jakies brednie wyssane z palca. Sprobuj zaladowac rodzine z trojk
                                        > a dzieci, z lozeczkiem, wozkiem itp. do swojego pojazdu, ktory pali 7 litrow.

                                        A wszędzie jeździsz z dziećmi wózkiem i łóżeczkiem ? Ja nie ale gdybym musiał
                                        to dzieci (nawet trójka gdyby sie przydazyło)zona i wózek sie zmieszczą, z
                                        łóżeczkiem fakt miałbym problem.

                                        > Nie ma pasów rozbiegowych? Musisz postarc sie o jakas fotke.

                                        Na drogach innych niż autostrady często nie ma, uwierz mi na słowo albo czasem
                                        zjedź z autostrady. Wiem że mnóstwo ekspertów od niemieckiej organizacji ruchu
                                        znają Niemcy tylko z autostrad ale są tam i inne drogi.

                                        > Czy Ty jestes moj ksiegowy? Skad u Ciebie taka sklonnosc do osobistych wyciecze
                                        > k?

                                        To nie jest osobista wycieczka tylko proza życia. Mnie też jeszcze daleko do
                                        niemieckiego odpowiednika pod względem kwalifikacji i wykonywanej pracy i co mam
                                        się obrazić na świat że taki niesprawiedliwy ?
                                        • edek40 Re: Pytanie jest bez sensu. 23.04.10, 15:47
                                          > Po srodku panie (kierowco ?) Włączający sie przyspiesza jadący główną zwalnia.
                                          > To takie nie do pojęcia ?

                                          Nie. Bo zdecydowanie zbyt czesto znak nakazuje zwolnienie, gdy nic nie jedzie.

                                          > HOHO to jakas hybryda co przy hamowaniu odzyskuje energie !!

                                          Miedzy nie marnuje, a zyskuje jest calkiem spora roznica.

                                          > A wszędzie jeździsz z dziećmi wózkiem i łóżeczkiem ? Ja nie ale gdybym musiał
                                          > to dzieci (nawet trójka gdyby sie przydazyło)zona i wózek sie zmieszczą, z
                                          > łóżeczkiem fakt miałbym problem.

                                          W trasy? Zawsze. Po to mam rodzine.

                                          > Na drogach innych niż autostrady często nie ma, uwierz mi na słowo albo czasem
                                          > zjedź z autostrady. Wiem że mnóstwo ekspertów od niemieckiej organizacji ruchu
                                          > znają Niemcy tylko z autostrad ale są tam i inne drogi.

                                          Najbardziej na tych innych drogach podobalo mi sie 70 km/h w obszarach, w
                                          ktorych w Polsce jest 50 km/h - znaczy takich luzniejszych zabudowan za plotami.
                                          Czyli znaczna czesc poskich wsi. Jesli zas chodzi o puszczanie, to wlasnie poza
                                          autostrada dwukrotnie bylem swiadkiem zawrocenia tego, ktory probowal sie
                                          wlaczyc. Na autostradzie bowiem byl korek i polizei w koncu puscila ruch
                                          objazdem. No i walila kolumna i zaden dobry Niemiec nie wpuscil dobrego Niemca z
                                          podporzadkowanej. Oni naprawde zawracali.

                                          > To nie jest osobista wycieczka tylko proza życia. Mnie też jeszcze daleko do
                                          > niemieckiego odpowiednika pod względem kwalifikacji i wykonywanej pracy i co mam
                                          > się obrazić na świat że taki niesprawiedliwy ?

                                          Ja jestem z tych glupich w narodzie. Narzekam na wiele rzeczy, ale sie stosuje.
                                          Do wymagan fiskusa rowniez. Nawet mnie istotnie dziwi, jakie kwoty podatkow
                                          place, za faktury, z ktorych pieniedzy nie widzialem na oczi i byc moze nie
                                          zobacze ich nigdy. Ale to sprawiedliwe. Wszyscy placa podatki. Przedsiebiorcy z
                                          ta tylko roznica, ze od zysku na papierze.
                                        • nazimno Sorry, ale nic nie kapujesz. 23.04.10, 15:59
                                          Piles do mnie, jane14?
                                          "
                                          Wiem że mnóstwo ekspertów od niemieckiej organizacji ruchu
                                          znają Niemcy tylko z autostrad ale są tam i inne drogi.
                                          "

                                          Posluchaj, gledzisz juz wystarczajaco dlugo bez sensu.
                                          Wykonanie swiatel uruchamianych petla indukcyjna jest
                                          analogiczne do wykonania przycisku "na zadanie" na przejsciu
                                          dla pieszych, ktore nie powinno ograniczac ruchu samochodow
                                          na glownym trakcie, gdy jest to niepotrzebne.
                                          Skomputeryzowane sterowniki pozwalaja na cala palete rozwiazan.

                                          To jest rzecz oczywista i nie wymaga zadnych dyskusji.
                                          To sie robi dla ulatwienia ludziom zycia.
                                          Jezeli ktos uwaza, ze jest inaczej, to szkoda mi czasu na dyskusje.


                            • nazimno Ostrzegalem, ze kpie... 22.04.10, 16:52
                      • emes-nju Re: Troche zimnej wody na glowy. 22.04.10, 13:41
                        nazimno napisał:

                        > Branie pod uwage jakichkolwiek znakow okreslajacych predkosc jest
                        > trzeciorzedne, poniewaz i tak nikt prawie ich nie przestrzega.

                        A przede wszystkim nikt nie wie czy na drodze, w ktora chce wjechac jest ograniczenie, czy go nie ma.

                        To znaczy ja nie wiem - sa tu tacy, co chyba wiedza i na podstawie tej wiedzy podejmuja decyzje wjazdu "na zyletke" pod jadacego 70 km/h, bo wydaje im sie, ze pod jadacego 20 m/s sie zmieszcza, a pod jadacego 25 m/s juz nie :-P

                        Ja naprawde mam wrazenie, ze sporo by sie na drogach zmienilo gdyby prekosciomierze przeskalowac z abstrakcyjnych km/h na intuicyjne m/s. Bo roznica pomiedzy 90 km/h, a 70 km/h wydaje sie duza, a jak zobaczy sie ja w m/s, juz nie bardzo...
                        • nazimno Przeskalowanie na [m/s] bylo juz przeze mnie 22.04.10, 14:16
                          postulowane dawno temu, jesli ktos pamieta.
                          To by ludziom uzmyslowilo wreszcie pare rzeczy.
                          • nazimno A propos, wystarczy w "rozumie" podzielic przez 3. 22.04.10, 14:25
                            te predkosc w km/h.

                            I "pi*drzwi" bedzie w przyblizeniu w [m/s].
                            O procenty mozna sie juz nie klocic.
                  • edek40 Re: 20 lat jazdy głowną ! Gratuluję. 22.04.10, 11:19
                    > Nigdy przez te 20 lat nie jechaliście podporządkowaną i nie wjeżdżaliście na gł
                    > ówną gdzie auta jada ~ 100 jeden za drugim ?

                    Czekalem. Tak stoi jak byk w KD. W KD nie jest napisane, ze moge wjechac, gdy
                    ktos zwolni do 70 km/h.
                    • jane14 Re: 20 lat jazdy głowną ! Gratuluję. 22.04.10, 16:30
                      edek40 napisał:

                      > Czekalem. Tak stoi jak byk w KD. W KD nie jest napisane, ze moge wjechac, gdy
                      > ktos zwolni do 70 km/h.

                      Nie w kodeksie stoi ze masz nie wymusić a nie że masz czekać do usr.. śmierci
                      • edek40 Re: 20 lat jazdy głowną ! Gratuluję. 22.04.10, 16:35
                        > Nie w kodeksie stoi ze masz nie wymusić a nie że masz czekać do usr.. śmierci

                        A jesli ruch jest taki, ze jednak umre (z glodu)? Co wtedy. Wpychac sie czy nie?
                        • jane14 Re: 20 lat jazdy głowną ! Gratuluję. 22.04.10, 23:01
                          edek40 napisał:

                          > A jesli ruch jest taki, ze jednak umre (z glodu)? Co wtedy. Wpychac sie czy nie
                          > ?
                          Poczekaj na Emmesa przywiezie ci kanapki.
                          Powinien być szybko bo nie zwalnia, no chyba ze akurat sprawdza czy na
                          poprzecznych też są ograniczenia...
                          • edek40 Re: 20 lat jazdy głowną ! Gratuluję. 23.04.10, 09:16
                            > Poczekaj na Emmesa przywiezie ci kanapki.
                            > Powinien być szybko bo nie zwalnia, no chyba ze akurat sprawdza czy na
                            > poprzecznych też są ograniczenia...

                            To juz nie rozumiem. Nasze biedne panstwo, posrednio, zmusi emesa, aby marnowal swoje paliwo, aby wybawic mnie od smierci glodowej na szosie, ktora jest w gestii panstwa, ale za nasze pieniadze? A gdzie moj czas? Ja place za drogi nie mniej niz inne nacje. I mam stac na podporzadkowanej cale zycie? Bo ja, jane, bede stal, bo tak pisza w KD i tak mowi mi zdrowy rozsadek. Zadne ograniczenia predkosci na glownej, inne niz 0 km/h, nie spowoduja u mnie wjazdu pod jadacy glowna samochod.
                  • bimota Re: 20 lat jazdy głowną ! Gratuluję. 22.04.10, 11:53
                    To moze przedstaw jakies wyliczenia i wyjasnij co do tego ma wsteczne lusterko...
                    • jane14 Re: 20 lat jazdy głowną ! Gratuluję. 22.04.10, 16:34
                      bimota napisał:

                      > To moze przedstaw jakies wyliczenia i wyjasnij co do tego ma wsteczne lusterko.
                      > ..

                      Jak ci zalezy to sam sobie zrobisz, a lusterko jest po to byś ocenił czy dobrze
                      policzyłeś
                      • edek40 Re: 20 lat jazdy głowną ! Gratuluję. 22.04.10, 16:36
                        > Jak ci zalezy to sam sobie zrobisz, a lusterko jest po to byś ocenił czy dobrze
                        > policzyłeś

                        I ocenil, czy masz dosc czasu na cala modlitwe czy tylko na krotkie "O Boze!".
                        Zabawne.
                      • bimota Re: 20 lat jazdy głowną ! Gratuluję. 22.04.10, 20:34
                        Nie musze. Ta odpowiedz sugeruje,ze klepiesz pierdoly.
                        • jane14 Re: 20 lat jazdy głowną ! Gratuluję. 22.04.10, 23:03
                          bimota napisał:

                          > Nie musze. Ta odpowiedz sugeruje,ze klepiesz pierdoly.

                          No właśnie dlatego powinieneś by sprawdzić czy to pierdoły.
                          • bimota Re: 20 lat jazdy głowną ! Gratuluję. 23.04.10, 13:38
                            Sa ciekawsze rzeczy od sprawdzania pierdol.
                            • jane14 Re: 20 lat jazdy głowną ! Gratuluję. 23.04.10, 13:54
                              bimota napisał:

                              > Sa ciekawsze rzeczy od sprawdzania pierdol.

                              To prawda, ale najpierw trzeba sprawdzić czy to pierdoła, bo jak się okaże że
                              nie, to się wychodzi na głupka ...
                              • bimota Re: 20 lat jazdy głowną ! Gratuluję. 24.04.10, 19:51
                                To se sprawdzaj, medrcu...
    • sokolasty Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 20:07
      A mnie interesuje, po co stawia się ograniczenie prędkości na skrzyżowaniu
      sterowanym światłami.
      • erasms11 Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 20.04.10, 20:35
        Światła w pewnych porach doby nie działają.
        • sokolasty Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 21.04.10, 11:07
          Czyli ta sama zasada, co stałe ograniczenie prędkości w miejscu, gdzie bywają śliskości zimowe?
          • bimota Re: Ograniczenie predkosci na skrzyzowaniu. 21.04.10, 11:41
            Czyli jak wszystkie znaki ograniczenia...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka