edek40
19.01.11, 12:28
Wezmy na przyklad prawo karne. Jesli istnieje podejrzenie, ze ustawodawca mogl jakis przepis wyprodukowac niezgodnie z innym przepisem to co? Jesli sie polapia na etapie legislacji to OK. Jesli zas sie nie polapia, to co? Zalozmy, ze przepis ten stanowi o sankcji za kradziez chleba i zaklada bezwzgledna kare ciezkiego wiezienia na 20 lat. Ktos zostaje skazany zgodnie, ale niezgodnie z prawem.
Dlaczego o tym pisze? Otoz czesto powracajacym tematem jest samowola w wytyczaniu obszaru zabudowanego. Przepisy jasno precyzuja co jest, a co nie jest obszarem zabudowanym. Przepisy sobie, a oznakowywanie skrzyzowan czy stacji benzynowych jako obszar zabudowany wciaz jest nagminne. Stoja tam oczywiscie i fotoradary i miszczowie od suszarki. I wlepiaja mandaty zgodnie z prawem, ktore jest niezgodne z prawem ogolnym. Znaczy sie co? Nie przyjmowac mandatu? Zaczynam sie ku temu sklaniac. Jesli bowiem na danym skrzyzowaniu jest tak niebezpiecznie, ze nalezy jechac 50 km/h, to istnieje stosowny znak, ktory ani ciut nie przypomina bialej prostokatnej tablicy.
Z reszta znowu sprawa zasadza sie na fotoradarach. Przypuszczam, ze patrol z suszarka, gdy pokaze mu sie przepisy, moze odstapic. Co wiecej, jesli nie odstapia, ja bede mogl dokladnie udokumentowac sprawe itp. Jesli zas przychodzi zdjecie z fotoradaru, to co? Mam jechac 500 km tylko dlatego, ze nie jestem pewny, czy oznakowanie jest zgodne z prawem? Przeciez rzadko, bo rzadko, ale obszar zabudowany jest wlasciwie umieszczony, a fotoradar wlepia nalezna sankcje. Czy wobec tak nagminnego szafowania znakiem obszaru zabudowanego i sprzezonego z nim fotoradru mamy wiecznie miec watpliwosc czy zgodna z prawem sankcja jest wynikiem egzekwowania niezgodnego z prawem oznakowania?