Dodaj do ulubionych

Bezpieczeństwo dziecka

02.03.11, 15:28
Mam poważny problem z mężem. Uważam, że zachowuje się zupełnie nieodpowiedzialnie, wioząc mnie i nasze małe dziecko, przekraczając znacznie szybkość ( np.: 130 km/h na wąskiej, krętej drodze leśnej, zbliżanie się do samochodu jadącego przed nami na bardzo bliską odległość itd. ). Sam jeździ bez pasów. I twierdzi, że jest genialnym i bezpiecznym kierowcą. Miał kilkakrotnie zabierane prawo jazdy za punkty- za ostatnim razem miał wykonywane badania psychologiczne, które nie wykryły ponoć nic nieprawidłowego poza "niskim poziomem strachu". Oczywiście jestem już po tysiącu rozmów- spokojne nic nie dały, nerwowe też nic nie dały. Po ostatniej, w której w końcu zagroziłam, że następnym razem zgłoszę sprawę na policję, stwierdził, że "postara " się jeździc z nami wolniej. Co oczywiście zapewne zlekceważy i zapomni o tym za tydzień. Sądzę, że nie ma już sensu bawić się w rozmowy i muszę działać inaczej (tym bardziej, że odnoszę wrażenie, że tak naprawdę nie przekonałam go do swoich racji). Nie mam zamiaru dopuścić do tego, żeby swoja nieodpowiedzialnością zrobił krzywdę dziecku . Niestety mieszkamy w takim miejscu, gdzie jestesmy uzaleznieni od samochodu. Dodatkowo sprawę utrudnia fakt, że ja zrobilam prawo jazdy niedawno, jeżdzę jeszcze niepewnie, zawsze miałam duże kłopoty z orientacja w terenie ( mimo dużej pracy nad tym-efekty mizerne) i uważam, że póki co za wczesnie, żebym malucha brała do samochodu. Jestesmy więc uzaleznieni przynajmniej póki co od męża. I przyznam się, że nie wiem, co robić i jak z nim rozmawiać. Nie chcę robić mu awantur w samochodzie- to jeszcze pogorszy sprawę i jest to niebezpieczne, zawsze zaczynam dyskusje na ten temat w domu - jednak mąż twierdzi, że nie widzi nic złego w swojej jeździe. Usłyszałam nawet, że nie wiem, co to zakręt 30- a co 60 stopni i że może jechać 170 na godzinę i dalej będzie bezpiecznie, a ja słabo jeżdzę samochodem, więc się nie znam. Tragiczna ta sytuacja. Może ktoś się orientuje, czy są jakieś zapisy prawne, które regulowałyby tę sprawę i którymi mogłabym po prostu nastraszyć męża (adekwatnie tego, że stwarza niebezpieczenstwo chociazby dla własnego dziecka), bo nie chcę sobie pluć w brodę, kiedy już będzie za późno. A środki do pokojowego załatwienia sprawy już wyczerpałam. Z góry dziękuję za pomoc.
Obserwuj wątek
    • edek40 Re: Bezpieczeństwo dziecka 02.03.11, 15:36
      Obawiam sie, ze jakby nie patrzec z Toba dziecko bedzie bezpieczniejsze.

      Mnie tam zawsze dziwi taka postawa. Nigdy nie mialem szczegolnych ciagat to szalenstw na drodze. Jednak po "zaciazeniu" mojej polowki uznalem, ze teraz dopiero ilosc wyjazdow i powrotow musi zawsze sie zgadzac. Nawet gdy jade sam.
    • nazimno Skieruj Go na to Forum "przez przypadek". 02.03.11, 15:44
      Tiges_wiz usunie Twoj dzisiejszy post, a my mu "damy popalic".

      Pamietaj, zepierwsza jego reakcja bedzie: "czepisz sie".

    • tiges_wiz Re: Bezpieczeństwo dziecka 02.03.11, 17:24
      o! kolejny kandydat do naprawienia mi auta :>
    • st1545 Re: Bezpieczeństwo dziecka 02.03.11, 19:14
      krajdywan napisała:

      > Mam poważny problem z mężem. Uważam, że zachowuje się zupełnie nieodpowiedzialn
      > ie, wioząc mnie i nasze małe dziecko, przekraczając znacznie szybkość ( np.: 130 km/h na
      > wąskiej, krętej drodze leśnej,
      [...]
      > Usłyszałam nawet, że nie wiem, co to zakręt 30- a co 60 stopni i że może je
      > chać 170 na godzinę i dalej będzie bezpiecznie
      Tu mała pauza - z dalszej części wynika, że nie masz doświadczenia za kierownicą i że prawdopodobnie masz "wysoki poziom strachu". Rozumiem, że chcesz zrobić wrażenie podając konkrety, ale tu nie ma nic strasznego. O ile zwalnia na tych zakrętach na tyle, aby pisk opon nie zagłuszał Twojego (-;

      Jednak to, że jeździ (załóżmy) "normalnie", nie upoważnia go do regularnego znęcania się nad rodziną. Bo tak trzeba traktować realne zastraszanie. Masz prawo do swoich obaw i Twój mąż ma obowiązek Cię szanować. Nie zbywać, nie poniżać. Z drugiej strony, nie chodzi o to, by prowadził auto pod Twoje dyktando. Zapewne wystarczy trochę zwolnić.

      > Oczywiście
      > jestem już po tysiącu rozmów- spokojne nic nie dały, nerwowe też nic nie dały.
      > Po ostatniej, w której w końcu zagroziłam, że następnym razem zgłoszę sprawę na
      > policję, stwierdził, że "postara " się jeździc z nami wolniej.
      [...]
      > Nie mam zamiaru dopuścić do teg
      > o, żeby swoja nieodpowiedzialnością zrobił krzywdę dziecku
      Czyli co, zagrożenie jakie stwarza dla innych to pikuś, nie mówiąc już w ogóle o narażaniu samego siebie? Albo przerysowujesz, albo urodzenie dziecka nagle zmieniło Ci optykę. Gdzie miałaś oczy wcześniej? Dlaczego _nic_ nie zrobiłaś? Nigdy nie wysiadłaś, by wrócić do domu piechotą? Nigdy naprawdę nie wykręciłaś 112? Dlaczego choćby nie powiedziałaś "wolę pojechać sama"?
      Ale tak na serio: uprzedź go i wykonaj to, co zaplanowałaś. Tylko bez histerii z tym dzieckiem!

      > sprawę
      > utrudnia fakt, że ja zrobilam prawo jazdy niedawno, jeżdzę jeszcze niepewnie, za
      > wsze miałam duże kłopoty z orientacja w terenie ( mimo dużej pracy nad tym-efek
      > ty mizerne) i uważam, że póki co za wczesnie, żebym malucha brała do samochodu.
      Naprawdę przesadzasz. Masz prawo jazdy, jesteś rozsądna i opanowana - bierz kluczyki i jedź. Dziecku nie stanie się nic strasznego, gdy nie będzie super-taty za kierownicą.
      Jeśli nie znasz drogi, _każ_ mu siąść z tyłu i robić za nawigację. Jeśli będzie używał niewłaściwych (Twoim zdaniem) zwrotów - niech wraca piechotą.

      > [...] Sam jeździ bez pasów. I twierdzi, że
      > jest genialnym i bezpiecznym kierowcą. Miał kilkakrotnie zabierane prawo
      > jazdy za punkty
      Gdyby nie ta jazda bez pasów,
      gdyby nie kilkukrotne przekroczenie punktów -
      - powiedziałbym, że przede wszystkim masz poważny problem ze sobą, a dopiero potem - z mężem. A tak - masz wg mnie dwa równoważne problemy. Ale chyba dasz radę (-:

      > A środki
      > do pokojowego załatwienia sprawy już wyczerpałam. Z góry dziękuję za pomoc.
      Czas na wojnę! I z nim - i ze sobą. Powodzenia!
      pozdrawiam, tomek
    • 0rwell Re: Bezpieczeństwo dziecka 02.03.11, 21:58
      A pokaż mu parę trupów po wypadkach. I powiedz, że jeżeli zrobi to samo waszemu dziecku albo komukolwiek innemu, to od niego odejdziesz, albo oczy mu wydrapiesz. Po co się będziesz męczyć. Wóz albo przewóz.

      No co, chyba wolno jeszcze powiedzieć mężowi o swoich problemach?
    • bimota Re: Bezpieczeństwo dziecka 02.03.11, 23:30
      Mozesz postraszyc rozwodem albo szlabanem na sex :P
      • rekrut1 Re: Bezpieczeństwo dziecka 03.03.11, 10:24
        Z tym straszeniem to bym był ostrożny,a jak potraktuje szlaban powpoważnie i zacznie szukać rozwiązań alternatywnych?
        • bimota Re: Bezpieczeństwo dziecka 03.03.11, 11:38
          Najwyzej syfa zlapie. Stawka jest zycie dziecka... ! :P
          • rekrut1 Re: Bezpieczeństwo dziecka 04.03.11, 21:07
            bimota napisał:
            Najwyzej syfa zlapie. Stawka jest zycie dziecka... ! :P

            Nie ulega wątpliwości jak mawiała stara niania,lepiej ciupciać bez miłości niż miłować,bez ciupciania.

    • rapid130 Re: Bezpieczeństwo dziecka 03.03.11, 11:36
      Oj, ciężka sprawa. :/

      Najlepsze (ale drogie) rozwiązanie -> drugi samochód w domu, którym jeździłabyś sama z dzieckiem.

      Wbrew pozorom dałoby się to zrobić.
      Możesz "między wierszami" zachęcać męża do wymiany aktualnego samochodu na 2-osobowy sportowy, który będzie go "kręcił". Ale zmusi do zakupu drugiego wozu, który pomieści bagaże, dziecko, wózek, etc. Możliwie najbardziej nieatrakcyjnego dla dynamicznego kierowcy. Niedużego, powolnego, z dość wysoko położonym środkiem ciężkości, np. Opel Agila.

      * * *
      Rozważyłbym jeszcze jedno, ale radykalne rozwiązanie "kubeł zimnej wody".

      Po serii spokojnego nieskutecznego proszenia go o zrównoważoną jazdę, podczas pauzy w efektownej jeździe (np. zamknięty przejazd kolejowy w mieście, dłuższe czerwone światło) wysiadasz z samochodu, zabierasz dziecko i oznajmiasz powoli, cicho, wyraźnie, bez podnoszenia głosu:
      - Dalej jedziesz sam. My pojedziemy autobusem/pociągiem/autostopem/taksówką (niepotrzebne skreślić; faktycznie możesz poprosić o pomoc np. znajomą, która mieszka w pobliżu).

      Niestety, musisz zrealizować tę obietnicę.
      Nie dać się przekonać prośbami-groźbami do powrotu.
      Nie pozwolić wkręcić się w kłótnię.
      Kluczem jest diabelnie trudne w tym momencie zachowanie zimnej krwi.

      To postępowanie musi być podobne do niani ignorującej drącego się i kulającego po podłodze czterolatka. Żeby twój dorosły "aktor" zrozumiał, że właśnie stracił widzów swojego "spektaklu".

      * * *
      Nie wiem w jakim wieku masz dziecko, ale pamiętaj również, że już 3-, 4-letnie dzieciaki chłoną wszystko z otoczenia. De facto od tego czasu rodzice pokazują im jak należy jeździć samochodem.

      Niektóre dzieciaki nie cierpią dynamicznego stylu jazdy, ale większość podpatruje i uczy się, że taka jazda jest OK.

      Jest duże prawdopodobieństwo, że po piracku wożone dziecko wyrośnie na pirata drogowego.

      Niestety, sam obserwuję skutki tej prawidłowości na dorastającym siostrzeńcu. :X
    • jorn Re: Bezpieczeństwo dziecka 03.03.11, 19:56
      Jak będziecie razem jechać w dłuższą trasę, wymuś na nim, żeby choć ten jeden raz pojechał z normalną prędkością. Jeśli nie będziecie jechać autostradą lub ekspresówką, okaże się, że średnia prędkość wyjdzie wam niewiele niższa, niż przy wciskaniu gazu do dechy. A paliwo ze zbiornika nie będzie uciekało tak szybko, a i prawa jazdy za punkty mu nie zabiorą.

      Co poradzić na niezapinanie pasów, nie wiem. Samochód nie protestuje takim upierdliwym dźwiękiem?

      A tak w ogóle, to ile mąż ma lat? Jeśli <30, to jest szansa, że z tego sam wyrośnie.

      Pozdrawiam
    • realgniot Re: Bezpieczeństwo dziecka 05.03.11, 02:16
      Czy z pijanym też byś jechała?
      Jakoś nie widzę różnicy między porządnie pijanym jadącym równo, powoli i bezpiecznie, a grzaniem ile fabryka dała na wąskiej drodze, gdzie znienacka wylecieć może wściekły traktor (wczoraj żartowałem z pasażerem o wścieklej koparce, co pruła prawie 70) i będą was zbierać z drzew, bądź z łychy.
      Co do twoich kwalifikacji to proponuję przejechać się ze dwa razy z jednego końca Polski na drugi, a potem już będzie z górki i nie wsiadać więcej do samochodu, gdy pijany prowadzi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka