Dodaj do ulubionych

Blog ofiary wypadku.

20.03.11, 23:59
zyciepowypadku.blog.onet.pl/1,AR3_2009-04_2009-04-01_2009-04-30,index.html
Zachęcam do przeczytania całego, trzeba czytać od końca, czyli najstarszego wpisu. Można się z pierwszej ręki dowiedzieć, co dopiero nas czeka, kiedy już jakiś ******** i pirat raczy nas łaskawie skasować.

A jeśli ktoś nie ma czasu ani ochoty czytać wszystkiego, to niech przeczyta chociaż wpisy z kwietnia 2009 oraz grudnia 2009 aby mieć obraz wypadku, od którego się zaczęło. Nie jest ich dużo.

Cytuję post z 5 grudnia:

"05 grudnia 2009
wątpliwości..
Od miesięcy nachodzą mnie wątpliwości. I z tygodnia na tydzień im bliżej rozprawy i karania winnych tym gorzej. I coraz gorzej sobie z tym radzę..
Ale od początku.
Dzień naszego wypadku:zgodnie z notatką policyjną:
"Wczoraj około 13:35 na drodze krajowej nr 11 pomiędzy miejscowościami Kotlin a Suchorzew doszło do groźnego wypadku drogowego.
Kierujący fordem fiestą jadąc od strony Pleszewa do Jarocina, aby uniknąć zderzenia z oplem, który w tym czasie wyprzedzał inny pojazd, zjechał na pobocze. Auto straciło przyczepność, a kierujący stracił panowanie nad pojazdem, który obrócił się wokół własnej osi i wpadł na lewy pas drogi. Tam doszło do zderzenia z jadącym od strony Kotlina hyundaiem. W wyniku wypadku do szpitala trafiły trzy osoby, w tym czteroletnie dziecko. Kierowcę opla zatrzymali pleszewscy policjanci na terenie Gołuchowa."
Dziecko dwuletnie, ale byłam nieprzytomna więc ciężko o weryfikację takich drobiazgów..

Po wypadku kilka km dalej zatrzymano kierowcę Opla - obywatel rumuński, podróżujący z zona, synem; 57 lat, 5tka dzieci, pracujący dorywczo, jedyny żywiciel rodziny, nigdy nie karany, trzeźwy. wyciągnięty z samochodu, zabrany na komendę gdzie po spędzeniu kilku godzin podpisał przyznanie się do winy, chociaż jak sam zeznaje - nie pamięta takiej akcji, miejscowości, zdarzenia. Wyprzedzał TIRa, za Fiesta z naprzeciwka jechał TIR. Mógł nie widzieć po skończeniu manewru jaka tragedia wydarzyła się za jego plecami..

8 miesięcy śledztwa prokuratury, biegli, zarzuty, przyznanie sie do winy, akt oskarżenia. Wina? 100%

Powinnam się cieszyć. Tak "szybko" załatwione postępowanie karne to u nas cud. "Tylko" 8 miesięcy , bo od początku przyznał się do winy. W chwili gdy winny zaczyna się bronić i odwoływać sprawy karne ciągną się latami, a bez prawomocnego wyroku ubezpieczyciel nie wypłaci nic.. Więc na odszkodowanie i zwrot kosztów można czekać latami. Niby cud, miód i kupa szczęścia..
Tylko ta "kupa" trochę cuchnie jak dla mnie..

Czy właściwa osoba będzie miała nagrzebane w papierach i wyrok..?

1. zeznanie 30latka z fiesty - jechałem właśnie autem taty do wulkanizatora żeby opony zmienić.
W kwietniu, dużym słońcu, 18 stopniach, suchej, nagrzanej nawierzchni jechał na zimówkach?
2. materiał biegłych - Fiesta w chwili wypadku miała prędkość 123 km/h.
To ile miał w trakcie jazdy? z dokumentów wynika, ze ponad 140.. Czy kierowca Opla mógł przewidzieć, że Fiesta jedzie aż tak szybko i manewr możliwy w "normalnych" warunkach tym razem się nie uda?
3. materiał biegłych - brak śladów hamowania przez utratą panowania nad autem
Czyli widząc Opla na swoim pasie nawet nie próbował przyhamować? Zwolnić? Wpuścić go? Podjął najdurniejszą decyzję, aby przy 140 na godzinę po prostu minąć go poboczem? Świadomą decyzję - o czym świadczy brak hamowania???
4. czy uderzenie przy 123 km/h w moje auto nie spowodowało większych spustoszeń niż gdyby miał 90 i jeszcze ciut wyhamował przed zderzeniem? Mnie udało się uzyskać 47 km/h mimo zorientowania się w sytuacji gdy był 19,5 metra przede mną. Miałam czas na hamowanie, choć kosztowało mnie ot połamaną nogę..
5. pierwszy biegły - potwierdza nadmierna prędkość, brak hamowania etc.
Za kilka dni powołany drugi biegły - orzekający BRAK WPŁYWU nadmiernej prędkości, braku hamowania i podjętej decyzji o poboczu na wypadek komunikacyjny..
6. zbieranie moich zeznań - Pan policjant okazał się być wyjątkowo gadatliwym dobrym przyjacielem..kierowcy Fiesty..
"bo wie Pani..on nie chciał... to taki dobry chłopak.. wszyscy go tu znamy, do szkoły z ni chodziłem, a jego tata ściga tu auta bo komis ma pod Jarocinem..."
Prowadzenie śledztwa - Policja i Prokratura Jarocin...

??

No i jakoś nie mogę porzucić wrażenia, że coś tu jest nie tak jak być powinno..
Dwóch prawników kazało zapomnieć o współwinie, zostawić jak jest dla własnego dobra., Ja - głupi człowiek chciał być fair - dałam to sama do biegłego - opinia: współwina/wina może się nie udać, do podważenia opinie dwóch innych biegłych, długotrwały proces, tylko cywilnie, koszty, opóźnione odszkodowanie do czasu ustalenia procentowo winy między obojgiem, gra nie warta świeczki, odpuścić..

Spróbowałam. Czuje się winna, że na tym poprzestałam.
Sytuacja finansowa zmusza człowieka do postępowania wbrew sobie, uważam, że wyrok nie będzie sprawiedliwy. Walczyć? Żądać dla niego współwiny, aby przynajmniej nie miał prawa do pelniego odszkodowania za własna głupotę i brawurę? Czy brać co dają i biegiem do Compensy z wyrokiem dla dobra domu, córki, męża, kóry ma juz dość..
Walczyć o sprawiedliwość w imię wyższych idei ponosząc koszty, nerwy w nierównej i niekoniecznie wygranej walce, czy zakończyć ten horror dla dobra mojej rodziny..

Skołowana, zła na siebie, na system.
To w końcu jestem silna jak mi mówią ?
Czy słaba i za glupia..?
Czy jak już dostanę swoje pieniądze to będe mogła spać spokojnie wiedząc,że dostał pieniądze nienależne i w dodatku żadnej nauczki / kary? Co zrobię gdy za rok przeczytam, że na tej trasie fiesta spowodowała wypadek i zgineło dziecko..?
Ta fiesta.

Czy pieniądze skutecznie zamykają usta?




a"

Moja hipoteza jest taka: niewiniątko z Fiesty "szybko i bezpiecznie" wyprzedzało tira kiedy jednocześnie obywatel Rumunii też wyprzedzał innego TIRa. Tiry, jak wiadomo, zwykle toczą się 80-90, no ale kto by się za takimi wlókł. Rumun mógł wyprzedzać swojego tira licząc, że zdąży przed tirem z przeciwka, tak jak się zwykle zdąża na drodze w naszych dzikich krajach. Nie przewidział jednak, że zza zbliżającego się tira (80/h) wyłoni się Fiesta (140+/h), niewidoczna do ostatniej chwili (niewiniątko też liczyło, że zdąży przed nadjeżdżającym tirem).
Kiedy już ci dwaj rozpędzeni wyprzedzający zauważyli się nawzajem (dzięki autostradowym prędkościom nie było już odwrotu), robili cokolwiek żeby się nie zderzyć. Kwestia przypadku. Potem zatrzymany Rumun nic nie widział i nie słyszał. Tego samego nie mogło powiedzieć niewiniątko z unieruchomionej Fiesty.

Na blogu nie ma słowa o tym ze któryś z tirowców został przesłuchany i chyba nie został, skoro opierano się tylko na zeznaniach sprawcy i uczestników wypadku. Z resztą - po co? Jeszcze by się okazało że dobry chłopak z Fiesty wcale nie był taki dobry. Lepiej nie wiedzieć.


Na końcu zwyciężyła polska sprawiedliwość.
Biegli, jak zawsze, stanęli na wysokości zadania.

Bagno w Policji.
Bagno w sądach.
Bagno w ubezpieczeniach.
Bagno na drodze.

Nic dziwnego, że tylu rodzimych kierowców nie tylko przechwala się, ze i 150, i 200 na zwykłej drodze jest ok, ale to uskutecznia. Kto im zabroni?

Wierzę, że gdyby kierowca Fiesty, pomijając inne okoliczności, jechał 90/h i zobaczywszy Opla wyhamował do 60-70/h i wtedy wyminął się po poboczu, to by do niczego nie doszło.

I dlatego każdego pirata który tak właśnie twierdzi, nazywam łajdakiem i oprawcą.
Łajdakiem, który przez swoje zarozumialstwo prędzej czy później może zgotować przypadkowemu człowiekowi podły los. Łajdakiem, do którego nie przemówi nic innego jak mocny kop w dupę. No, ale jak na razie przepisy mamy łagodne, więc i piratów, którzy i tak tego nie przeczytają, nie zrozumieją ani nie wezmą pod rozwagę mamy coraz więcej.
Obserwuj wątek
    • kofoga Re: Blog ofiary wypadku. 21.03.11, 14:43
      Przeczytałem całość - brak słów - podziwiam determinację autorki - opisy szpitali, rehabilitacji czy próby naciągania robią wrażenie. Dzięki za linka.
    • edek40 Re: Blog ofiary wypadku. 21.03.11, 14:49
      > su. Można się z pierwszej ręki dowiedzieć, co dopiero nas czeka, kiedy już jaki
      > ś ******** i pirat raczy nas łaskawie skasować.

      Zanim przeczytam jestem ciekaw co nasz czeka jak skasuje nas najzwyklejszy czlowiek, Ktory z jakichs czysto ludzkich powodow popelnil blad za kierownica.
      • 0rwell Re: Blog ofiary wypadku. 21.03.11, 15:50
        edek40 napisał:

        > Zanim przeczytam jestem ciekaw co nasz czeka jak skasuje nas najzwyklejszy czlo
        > wiek, Ktory z jakichs czysto ludzkich powodow popelnil blad za kierownica.

        To samo.

        A cóż to znaczy popełnić błąd z czysto ludzkich powodów?
        Chodzi ci o czysto ludzką skłonność to utraty rozumu po zamknięciu za sobą drzwi kierowcy?
        Bo chyba tak należy określić latanie 150 "bo droga prosta" i bezmyślne wyprzedzanie całych kolumn samochodów.
        • samspade Re: Blog ofiary wypadku. 21.03.11, 21:08
          Wielokrotnie na tym forum było pisane ze prędkość nie ma znaczenia, wyprzedza się wykorzystując każdą nadarzającą się okazję, żeby nie wlec się za mitycznym śmierdzącym autobusem, wypadkom winna jest waaaadza( nie wiem czy napisałem odpowiednią ilość liter a) oraz znakolodzy.
          • emes-nju Re: Blog ofiary wypadku. 21.03.11, 21:11
            Masz wrazenie, ze wyprzedzanie konczace sie zderzeniem czolowym to wykorzystanie okazji? Bo mnie sie wydaje, ze wykorzystanie okazji nie konczy sie wypadkiem...
            • samspade Re: Blog ofiary wypadku. 22.03.11, 10:53
              Wytłumaczenia podejmowania ryzykownych wyprzedzań jest wiele. Wykorzystywanie okazji, śpieszę się do klienta, śmierdzący pojazd poprzedzający, mam do przejechania jeszcze 300km. Wszystkie te wyprzedzania mają wspólny mianownik. Są "bezpieczne". Do czasu. Potem pozostaje szukać winnych, którymi nie se sprawcy tylko właśnie znakolodzy, waaadza, brak autostrad, pełnia księżyca.
              Zmiana klasyfikacji z "bezpiecznego wykorzystywania okazji" na bycie sprawcą zależy od zakończenia. A jak się uda idiota znowu podejmie "bezpieczny" manewr.
              • emes-nju Re: Blog ofiary wypadku. 22.03.11, 11:45
                samspade napisał:

                > Wytłumaczenia podejmowania ryzykownych wyprzedzań jest wiele. Wykorzystywanie
                > okazji, śpieszę się do klienta, śmierdzący pojazd poprzedzający, mam do przejech
                > ania jeszcze 300km. Wszystkie te wyprzedzania mają wspólny mianownik. Są
                > "bezpieczne". Do czasu.

                Ten sam mianownik mozna przylozyc do KAZDEJ podejmowanej przez czlowieka dzialalnosci - wszystko jest bezpiecznie, po kontrola, a potem lamie sie kregoslup na mydle pod prysznicem, zanim w ogole podejmie sie te niewyobrazalnie niebezpieczna dzialanosc, jaka jest jazda samochodem.

                Acha! Ten kregoslup mozna zlamac z dokladnie tego samego powodu, jaki moze byc przyczyna wypadku - wykorzystanie okazji typu chwila zawahania "konkurenta" do sluchawki prysznicowej, spieszenie sie do pracy (bo klient juz wydzwania), zdenerwowanie smierdzacym bakiem poprzednika/poprzedniczki w kabinie, mam do przejechania 300 km, a porzednik/poprzedniczka w kabinie spedzil/spedzila godzine, bo jemu/jej sie nie spieszylo :-P
    • mejson.e Konsekwencje 21.03.11, 19:22
      Dzięki za link, warto przeczytać.
      Pozwala potwierdzić przekonanie, że wypadek nie kończy się na drodze.
      Nie kończy sie też po wyjściu ze szpitala czy nawet po zakończeniu rehabilitacji.
      Pozostaje w ofierze jeszcze na dużo dłużej.
      Tak samo jak dla rodziny nie kończy się na śmierci na miejscu...

      Ciężko się czyta komuś, kto potrafi współczuć - ból, współczucie i strach.
      Taki okrutny polski realizm.

      Jedynie martwi przekonanie, że tego bloga nie będą w stanie doczytać do końca ci, co powinni - nadmiernie, wręcz bezmyślnie optymistyczni na drodze - których taki tekst po prostu znudzi.
      Dobrze jeśli przeczytają ci, którzy nie zdawali sobie sprawy z możliwych konsekwencji własnego temperamentu, sądząc że wcale nie ryzykują...
      • nazimno Krotko: idioci niczego nie czytaja... 22.03.11, 10:24
        • emes-nju Czyz nie dlatego sa idiotami? nt. 22.03.11, 11:45

          • 0rwell Re: Czyz nie dlatego sa idiotami? nt. 26.03.11, 11:13
            Gdyby dureń wiedział, że jest durniem, to by nie był durniem.
    • erasms25 Chyba nie rozumiem tu czegoś 22.03.11, 14:12
      > Kierujący fordem fiestą jadąc od strony Pleszewa do Jarocina, aby uniknąć zderz
      > enia z oplem, który w tym czasie wyprzedzał inny pojazd, zjechał na pobocze.

      > 4. czy uderzenie przy 123 km/h w moje auto nie spowodowało większych spustoszeń
      > niż gdyby miał 90 i jeszcze ciut wyhamował przed zderzeniem? Mnie udało się uz
      > yskać 47 km/h mimo zorientowania się w sytuacji gdy był 19,5 metra przede mną.
      > Miałam czas na hamowanie, choć kosztowało mnie ot połamaną nogę.

      Po pierwsze, nie rozumiem próby oskarżania kierowcy Fiesty.
      Wykazał się sporymi umiejętnościami i uniknął śmiertelnego wypadku.
      Zimna krew i... trochę szczęścia. Plus spore umiejętności błyskawiczej oceny sytuacji.

      A kierujaca Hyundayem chyba nacisnęła do oporu hamulec i...
      I nic. I bum!
      Auto nowe, z ABSem, koła się nie zablokowały.
      Nawet gdyby w szoku noga zastygła na hamulcu, to kierownicą można było kręcić i uciec na pobocze.

      Kierowca Fiesty, którego próbuje oskarżać być może uratował jej życie. Gdyby nie uciekał na pobocze a tylko wciznął hamulec to przy czołowym zderzeniu z dwóch aut niewiele było by do zbierania.

      Czterdzieści z hakiem na godzinę to nie jest prędkość przy której zjazd na pobocze jest groźny dla życia lub zdrowia.

      Sam kiedyś wylądowałem w jednej takiej nieprzyjemnej sytuacji na poboczu.
      Na szczęście był śnieg i obyło się nie tylko bez jakichkolwiek zadrapań ale nawet auto nie zostało uszkodzone choć w minimalnym stopniu.
      Gdybym przyładował twardo, czołowo, byłoby źle.
      Oczywiście zostałem sam, bo nikt się nie zatrzymał - to juz inna bajka.

      Jak już wykazywać współwinę za prędkośc +30 Fiesty, to i pani z Hyundaya też dałbym współwinę. Nie prawie zrobiła nic, by wypadku uniknąć.
      Hamulec do podłogi i zesztywnienie rąk to prawie nic.

      Wmawianie komuś współwiny tylko dlatego, że zachował zimną krew, uciekł od czołowego zderzenia (to jemu wyjechano na czoowkę), ale na koniec nie udało mu się uniknąć utrzymania samochodu na poboczu jest co najmniej nie fair.

      Gdyby to tej pani wyjechał na czołówkę tamten Opel to pewnie nie byłoby bloga. Zostały na pamiątkę same nekrologi.
      • kos52 współwina 22.03.11, 23:12
        erasms25 napisała:
        > Po pierwsze, nie rozumiem próby oskarżania kierowcy Fiesty.
        > Wykazał się sporymi umiejętnościami i uniknął śmiertelnego wypadku.
        > Zimna krew i... trochę szczęścia. Plus spore umiejętności błyskawiczej oceny sy
        > tuacji.

        Przecież on jest głównym sprawcą - prędkość i nieopanowany pojazd na nieswoim pasie
        (oczywiście, że nie mam wszystkich danych).
        W każdym wypadku powinno się udowadniać brak współwiny wszystkich jego uczestników.
        A więc konieczne tam były też przesłuchania kierowców TIR-ów.
        Każdy powinien być oceniany wg pytania : co zrobił dla uniknięcia wypadku ?
        Jest to obowiązek wynikający z art.3 PoRD.
        Moim zdaniem do wypadków zawsze dochodzi przy współwinie.

        > A kierujaca Hyundayem chyba nacisnęła do oporu hamulec i...
        > I nic. I bum!
        > Auto nowe, z ABSem, koła się nie zablokowały.
        > Nawet gdyby w szoku noga zastygła na hamulcu, to kierownicą można było kręcić i
        > uciec na pobocze.

        19,5 m przy prędkości 90 km/h to czas dojechania tam 0,8 s, a gdy ten z przeciwka pędzi 123 km/h to od zauważenia do bum upłynęło 0,3 s.
        Człowiek (a przecież jeszcze pojazd) nie potrafi i nigdy nie będzie potrafił w takim czasie reagować, nawet jakby przeszedł super szkolenia w politycznie propagowanych płytach poślizgowych !!!
        • erasms25 Re: współwina 23.03.11, 13:02
          > Przecież on jest głównym sprawcą - prędkość i nieopanowany pojazd na nieswoim p
          > asie
          > (oczywiście, że nie mam wszystkich danych).

          Nie masz, a wystarczyło zajrzeć do źródła.
          Prędkość plus wymuszenie czołówki na nieswoim pasie to akurat wina kierowcy Opla.
          Fiesta jechała prawidłowo. Nieopanowanie pojazdu prawie w takim samym stopniu jak Hyundaya.
          Prawidłowo jadąca Fiesta uniknęła wymuszonego czołowego zderzenia z Oplem - dobry kierowca Fiesty.

          > 19,5 m przy prędkości 90 km/h to czas dojechania tam 0,8 s, a gdy ten z przeciw
          > ka pędzi 123 km/h to od zauważenia do bum upłynęło 0,3 s.
          > Człowiek (a przecież jeszcze pojazd) nie potrafi i nigdy nie będzie potrafił w
          > takim czasie reagować, nawet jakby przeszedł super szkolenia w politycznie prop
          > agowanych płytach poślizgowych !!!
          Znów niedoinformowanie.
          Kierująca Hyundayem zderzyła się z Fiestą mając około czterdzieści na godzinę.
          Wcisnęła hamulec i na tym koniec.
          Gdyby to kierująca Hyundayem jechała o jeden samochód wcześniej, nie uniknęłaby wypadku jak kierowca Fiesty a zginęła na miejscu.
          Zamiast złamanego uda i żuchwy byłby czarny worek i trumna.

          Winnym został uznany kierowca opla który wyprzedzając doprowadził do wypadku.
          Kierowca Fiesty widząc przed sobą jadącego na czołówkę Opla uciekł na pobocze ratując życie.
          Kierująca Hyundayem widząc co się dzieje nacisnęła hamulec i mając ok. czterdzieści na godzinę na liczniku zderzyła się z Fiestą.

          Nie ganię kobiety z Hyundaya, że nie próbowała uciekać na pobocze. Mogła, nie musiała bo zabrakło umiejętności lub opanowania.

          Ganię za to próbę obarczenia współwiną kierowcy Fiesty.
          Tylko za to, że dzięki opanowaniu i umiejętnościom uciekł sprzed wymuszonego czołowego zderzenia i uratował życie swoje jak i ludziom w Oplu (sprawcy wypadku).
          Kobieta w Hyundayu znalazła się w podobnej samej sytuacji jednak jej zabrakło umiejętności i opanowania by uniknąć zderzenia.
          Nie jest winna tego co się stało jak też nie jest winien kierowca Fiesty.
          Każdy ratował siebie i innych.
          Kierowca Fiesty uratował życie swoja i tych z Opla. Więcej nie mógł zrobić.
          Kobieta w Hyundaya stanęła przed łatwiejszym egzaminem, jednak nie udało się jej uratować zdrowia swojego oraz kierowcy Fiesty.

          Faktycznego sprawcę i winnego zatrzymała policja, gdyż odjechał cały i zdrowy, nie zatrzymując się.

          Dużo pretensji do wymiaru sprawiedliwości, policji i całego świata. Chyba o to, że człowiek w Fieście zamiast się uratować miał się zabić i oszczędzić pani kłopotów.
          Zabrakło małego pytania, a czy JA mogłam tego wypadku uniknąć?
          Oskarżam człowieka, że w trakcie (najprawdopodobniej potencjalnie śmiertelnego) wypadku nie opanował samochodu na poboczu, a sama nawet nie próbowałam wypadku uniknąć.
          • erasms25 Re: współwina 23.03.11, 13:52
            Kobieta jest niereformowalna

            "materiał biegłych - brak śladów hamowania przez utratą panowania nad autem
            Czyli widząc Opla na swoim pasie nawet nie próbował przyhamować? Zwolnić? Wpuścić go? Podjął najdurniejszą decyzję, aby przy 140 na godzinę po prostu minąć go poboczem? Świadomą decyzję - o czym świadczy brak hamowania???"

            Pewnie miał, jak to pani dalej pisze, "ciut" przyhamować.
            Ale pani wie, że kto ratuje się ucieczką, zamiast "ciut" przyhamować przed czołowym zderzeniem, podejmuje "najdurniejszą decyzję".

            A zacietrzewienie czy głupota sięgają zenitu, bo według pani winnym nie jest kierowca Opla który wyprzedzał na zderzenie czołowe i nawet się nie zatrzymał po wypadku a kierowca Fiesty ratujący własne życie.

            Z prasy
            Kierujący fordem fiestą jadąc od strony Pleszewa do Jarocina, aby uniknąć zderzenia z oplem, który w tym czasie wyprzedzał inny pojazd, zjechał na pobocze. Auto straciło przyczepność, a kierujący stracił panowanie nad pojazdem, który obrócił się wokół własnej osi i wpadł na lewy pas drogi. Tam doszło do zderzenia z jadącym od strony Kotlina hyundaiem

            www.112.pl/wielkopolskie/jarocin-wypadek-na-k-11-pod-kotlinem-2527.html
          • kos52 Re: współwina 23.03.11, 13:53
            Ja to zrozumiałem tak, że dwa Tiry jadące w przeciwnych kierunkach były jednocześnie wyprzedzane.

            Z przeciwka dla Hyundaya zbliżyła się Fiesta - nieopanowany pojazd z dużą prędkością jadący bocznymi kołami po poboczu - dotyka hamulca i obraca go na jezdni kierując na czołowe z Hyundayem.

            Tylko katapultowanie sterowane komputerowo ...
            • erasms25 Re: współwina 23.03.11, 14:23
              Opel wyprzedzał tira i wyszedł na czołówkę Fieście.
              Fiesta nie próbując hamować (czego autorka nie może zrozumieć) ratował się uciekając na pobocze. Zarzuciło go i wylądował na środku jezdni (tylne koła na swoim pasie, przednie na przeciwnym - są fotki w sieci z tego zdarzenia).
              Kobieta jadą Hyundaiem widząc co się dzieje wcisnęła hamulec do podłogi i zderzyła się z Fiestą.
              Kierowca Opla odjechał nie zatrzymując się.
              Na swoim blogu za głównego winnego uważa faceta z Fiesty i nie może się pogodzić, że dwóch biegłych uznało go za niewinnego.
              Kobieta oskarża kierowcę fiesty, że podjął "najdurniejszą" (w jej mniemaniu) decyzję i nawet "ciut" (jak to opisuje) nie przyhamował bo to, według niej, zmniejszyłoby obrażenia (złamanie uda i szczęki) jakich ONA doznała.
              Obwinia kierującego Fiestą że zamiast zderzyć się czołowo z Oplem "ciut" przyhamowując przedtem, uratował się uciekając na pobocze.
              Sama, jadąc w momencie zderzenie tylko czterdzieści na godzinę uciekać w bok nawet nie próbowała. I o taki przebieg zdarzeń obwinia cały świat. A zwłaszcza tego, kto potrafił uciec przed czołowym zderzeniem na swoim pasie. Do faktycznego sprawcy, który nawet nie zatrzymał się po wypadku pretensji nie ma.

              O tym, że nie zawsze uda się wyhamować przed przeszkodą pani nie wiedziała, nie wie i nigdy już wiedzieć nie będzie.
              Nie życzę jej by jej dziecko nie wybiegło kiedyś na jezdnię, kiedy inna pani też uzna, że jedyne co można i należy zrobić to "ciut" wyhamować... i BUM!



              Co autorka bloga sądzi o kierowcy Fiesty
              Ciekawe jest natomiast, że podobno zupełnie nie poczuwa się do winy. całość winy zrzuca na kierowcę, który rozpoczął cały manewr wyprzedzania. On sam uważa się za niewinnego i wyłącznie poszkodowanego.
              Człowiek jest chyba niepoważny. Brak słów.



              Prasa pisała:
              Wczoraj około 13:35 na drodze krajowej nr 11 pomiędzy miejscowościami Kotlin a Suchorzew doszło do groźnego wypadku drogowego.
              Kierujący fordem fiestą jadąc od strony Pleszewa do Jarocina, aby uniknąć zderzenia z oplem, który w tym czasie wyprzedzał inny pojazd, zjechał na pobocze. Auto straciło przyczepność, a kierujący stracił panowanie nad pojazdem, który obrócił się wokół własnej osi i wpadł na lewy pas drogi. Tam doszło do zderzenia z jadącym od strony Kotlina hyundaiem. W wyniku wypadku do szpitala trafiły trzy osoby, w tym czteroletnie dziecko.Kierowcę opla zatrzymali pleszewscy policjanci na terenie Gołuchowa.
              • only_the_godfather Re: współwina 23.03.11, 15:39
                Gdyby facet z fiesty jechał tyle ile wolno to:
                1) Opel zdążył by wykonać manewr wyprzedzania
                2) nawet jak by nie zdarzył to kierowca fiesty lekko przyhamowując nie musiał by uciekać na pobocze
                3) Nawet jak by musiał uciekać na pobocze były by większe szanse na wyprowadzenie auta z poślizgu ba nawet nie koniecznie musiało by dojść do poślizgu.

                Nie można powiedzieć że kierowca fiesty jest bez całkowitej winy. Jednak jeśli miałby stanąć przed sądem jako współwinny wypadkowi to kierująca getzem też powinna bo mogła coś zrobić po za wciśnięciem hamulca. W tym wypadku całkowitą winę ponosi kierowca Opla a winą kierowcy fiesty jest tylko to że miał za dużą prędkość.
              • kos52 Re: współwina 23.03.11, 20:26
                erasms25 napisała:
                > Na swoim blogu za głównego winnego uważa faceta z Fiesty i nie może się pogodzić, że
                > dwóch biegłych uznało go za niewinnego....
                > O tym, że nie zawsze uda się wyhamować przed przeszkodą pani nie wiedziała, nie
                > wie i nigdy już wiedzieć nie będzie.

                Powtórzę jeszcze raz - przy zbliżaniu się tych pojazdów od momentu zauważenia do zderzenia - to odległość 19,5 m - czyli wg podanych prędkości czas 0,33 s.
                Proszę sprawdzić swój czas reakcji, do tego dodać czas reakcji pojazdu i proszę podać mi wynik podjętej decyzji: ucieczka hamując w lewo czy w prawo.
                A jezdnią o szerokości 6 m z przeciwka zbliża się pojazd o szerokości 4 m w niekontrolowanym poślizgu.
                KAŻDY człowiek w tej sytuacji jest na straconej pozycji.

                Druga sprawa - prędkości w chwili zderzenia.
                Przyjmując podobne wielkości mas pojazdów
                - gdyby spotkały się z tą samą prędkością - uszkodzenia i skutki dla obydwu byłyby jednakowe.

                A ponieważ Fiesta pędzi z prędkością 3 razy większą to SKUTKI DLA Hyundaya są 9 RAZY większe. (energia kinetyczna zależna od kwadratu prędkości).

                O jakim szkoleniu chcemy rozmawiać - o zwiększaniu prędkości i zabijaniu w poślizgach ?

                Przecież przekraczanie prędkości o 30 km/h winno być już dawno uznane za przestępstwo w ruchu drogowym - a tym samym przejęciem odpowiedzialności za jego skutki.
                • only_the_godfather Re: współwina 23.03.11, 20:47
                  Jedyna wina kierowcy fiesty była jazda z nadmierna prędkością.
                  • erasms25 Re: współwina 24.03.11, 20:28
                    > Jedyna wina kierowcy fiesty była jazda z nadmierna prędkością.

                    Wina w sumieniu kierowcy Fiesty.
                    Sąd i dwóch biegłych nie nie uznało go winnym.

                    A z resztą, nie piszę by winić kierowcę Fiesty za jazdę ani kobiety za brak uniku.
                    Nie podoba mi się, że pani uczyniła z kierowcy Fiesty jedynego winnego. Faktyczny sprawca, wyprzedzający na czołówkę jest według niej niewinny.
                    Pani przez dwa lata nie może się pogodzić, że sąd i biegli mają inne zdanie.
                    Wczoraj czekając na papiery poczytałem z nudów tego bloga i strasznie to wygląda, kiedy się w to wgłębić.
                    Spotkała mnóstwo wariatów na drodze, czemu nie ich to spotkało? Czemu nie poprzedni lub jeden wcześniej samochód?! I tak dalej.

                    Odpowiedziałbym jej tak: Gdyby to ona znalazła się na miejscu Fiesty to po czołowym spotkaniu z faktycznym sprawcą wypadku żadnego bloga by nie było.
                    To tak odnośnie jej retorycznych pytań dlaczego nie jeden samochód wcześniej ani jeden za nią.
                • bimota Re: współwina 24.03.11, 11:51
                  > A ponieważ Fiesta pędzi z prędkością 3 razy większą to SKUTKI DLA Hyundaya są 9
                  > RAZY większe. (energia kinetyczna zależna od kwadratu prędkości).

                  Co to za nowa "fizyka" ?
                  • tiges_wiz Re: współwina 24.03.11, 13:31
                    jakby jeden stal (Ek1=0), a drugi w niego jechal (Ek2>0), to skutki beda nieskonczenie razy wieksze dla tego co jechal ;) (ek2/ek1 = ek2/0 :> )

                    znaczy ten co stoi zostanie nietkniety, a ten co jedzie ulegnie anihilacji :D albo cofnie sie w czasie
                    • erasms25 Re: współwina 24.03.11, 20:31
                      > jakby jeden stal (Ek1=0), a drugi w niego jechal (Ek2>0), to skutki beda ni
                      > eskonczenie razy wieksze dla tego co jechal ;) (ek2/ek1 = ek2/0 :> )
                      >
                      > znaczy ten co stoi zostanie nietkniety, a ten co jedzie ulegnie anihilacji :D a
                      > lbo cofnie sie w czasie

                      I mamy naukowe wytłumaczenie dlaczego PRĘDKOŚĆ ZABIJA! :-)
                      • bimota Re: współwina 24.03.11, 23:08
                        Ale nie "pirata" :)
                      • kos52 fizyka zderzenia 24.03.11, 23:21
                        Z przyrody nie da się wyłączyć zasady zachowania energii ...

                        Co się dzieje w chwili zderzenia pojazdów (dla ułatwienia o tej samej masie)?
                        Gdyby to zderzenie było czysto sprężyste- po zderzeniu Hyunday jedzie z prędkością 120 km/h do tyłu a Fiesta 40 km/h do tyłu. (zasada zachowania pędu - ale tak nie jest).
                        Gdyby to zderzenie było czysto niesprężyste - szczepione pojazdy poruszają się z prędkością 80 km/h zgodnie z kierunkiem poruszania się Fiesty - ale tak nie jest.

                        Mamy coś pośredniego między tymi wzorcami.
                        Energia kinetyczna oprócz wzajemnej wymiany jest też zużywana na pracę tarcia opon o nawierzchnię przy ich przesuwaniu, na niszczenie stref zgniotu, miażdżenie podzespołów wraz z ciałami ofiar, podnoszenia pojazdów w górę; jest zamieniana na energię sprężystości, na energię cieplną .... na wspólne przesunięcie pojazdów, na indywidualne przesunięcia pojazdów...

                        Śmierć wieziona przez pojazdy jest związana z ich prędkością kinetyczną wg wzoru:
                        Ek = 1/2 mv2
                        a więc masa i kwadrat prędkości.
                        Prawa te istnieją sobie niezależnie od tego czy je znamy i wierzymy ...
                        • tiges_wiz Re: fizyka zderzenia 25.03.11, 07:20
                          tylko ze niektorzy tego nei rozumieja...
                          zacznij od tego, ze skutki wypadku beda takie same niezaleznie od punktu odniesienia.
                          ruch jest wzgledny.
                        • bimota Re: fizyka zderzenia 25.03.11, 10:30
                          W uproszczeniu mozna chyba powiedziec, ze jest niesprezyste.
                  • erasms25 Re: współwina 24.03.11, 20:30
                    > Co to za nowa "fizyka" ?

                    O masie zapomniał. Nie wiń go. ;-)

                    Nowa matura i te sprawy. ;-)
                • erasms25 Re: współwina 24.03.11, 20:20
                  > Powtórzę jeszcze raz - przy zbliżaniu się tych pojazdów od momentu zauważenia d
                  > o zderzenia - to odległość 19,5 m - czyli wg podanych prędkości czas 0,33 s.

                  Nie można w 0,33 sekundy (to poniżej samego czasu reakcji kierowcy) wyhamować z 90 do czterdziestu na godzinę.
                  Tak samo na odcinku 20 metrów. Gdzie droga przebyta podczas czasu reakcji?
                  Dam co najmniej sekundę niedoświadczonej kierowcy Hyundaya.

                  Ja w jedną trzecią sekundy nie potrafiłbym zareagować i wytracić o połowę szybkości.
                  nie wiem, czy jest to możliwe dla kogoś kto nie ma za sobą długiej praktyki i szkolenia.
                  A taki mistrz (chylę czoła przed nim - bez cienia ironii) dodałby do manewru skręt kierownicą.

                  Dane trzeba zinterpretować albo przyjmiemy, że dostaniemy takie cuda jak teraz opisałem.

                  > o zderzenia - to odległość 19,5 m - czyli wg podanych prędkości czas 0,33 s.

                  W 0,33 sekundy moja noga będzie wciąż podążała w kierunku pedału hamulca.
                  Pani zdążyła w 0,33 sekundy zareagować, a auto wytraciło połowę prędkości.
                  • 0rwell Re: współwina 26.03.11, 12:30
                    erasms25 napisała:

                    >Dane trzeba zinterpretować

                    Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Tu nie ma co interpretować tylko wystarczy chwilę pomyśleć. Skoro ona wypadku nie pamięta a wyczytała o 19,5 metrach, to chyba logicznym jest, że biegli w ekspertyzie nie wykazywali drogi, na początku której ona się zorientowała i rozpoczęła się jej reakcja, bo nie są jasnowidzami, tylko drogę na jakiej hamujące koła zostawiły ślad. Te wasze rozważania czy w 0,3 sekundy udało się jej przeprowadzić wszystkie etapy zatrzymania to brednie. Za dużo filozofujecie. Spróbujcie czasem pomyśleć tak na chłopski rozum.
                • 0rwell Re: współwina 26.03.11, 13:20
                  kos52 napisał:

                  > Przecież przekraczanie prędkości o 30 km/h winno być już dawno uznane za przest
                  > ępstwo w ruchu drogowym - a tym samym przejęciem odpowiedzialności za jego skut
                  > ki.

                  Zgadzam się z tym. Nie jest jednak możliwe wprowadzenie takiego prawa, bo, mówiąc oględnie, byłaby to decyzja politycznie niebyt poprawna.
          • erasms25 Re: współwina 23.03.11, 14:01
            Zapomniałem dopisać, a edytować sie nie da, jak to autorka widzi.

            Z SZEROKIM POBOCZEM...

            W ten ładny dzień, na suchej nawierzchni, z szerokim poboczem, na prostym odcinku, z dobra widocznością, przy podróżowaniu zgodnie z sugerowaną przez znaki prędkością spotkała mnie niespodzianka.
            Niespodzianka w postaci dwóch aut: Opla Omegi i Forda Fiesty.
        • erasms25 Re: współwina 23.03.11, 14:53
          Czekam na brakujące papiery i podczytuję tego bloga.
          Co raz ciekawszy punkt widzenia świata.

          wołanie
          Zabiję sku...syna.
          Facet ze skody - pochodzenia rumuńskiego na którym wszyscy psy wieszali, że uciekał. Z zeznań wynika jasno, że nawet nie pamięta takiej miejscowości i manewru, jechał przez pół Polski, wielokrotnie wyprzedzał, nie kojarzy wypadku za sobą, ale.. jeśli jest ot jego wina i świadkowie są o tym przekonani i zidentyfikowali jego samochód - przyznaje się do winy od razu. Ma kilkoro dzieci, nigdy nie miał wypadku, nie karany, starszy facet a nie szczeniak. Jakoś bardziej mnie przekonuje niż 30 latek z fiesty dodatkowo zero zainteresowania ze strony jego czy jego rodziny - co się stało z pasażerami samochodu w który uderzył.
          Dla mnie współwina jak nic..


          I to wystarczy za podsumowanie wątku.
        • 0rwell Re: współwina 26.03.11, 11:18
          kos52 napisał:

          > Moim zdaniem do wypadków zawsze dochodzi przy współwinie.

          Ja uważam że zdecydowana większość wypadków jest wynikiem nieprzestrzegania reguł przez co najmniej 2 uczestników. Pozostała resztka to nieszczęśliwe zbiegi okoliczności.
        • 0rwell Jeszcze raz 26.03.11, 11:20
          kos52 napisał:

          > Moim zdaniem do wypadków zawsze dochodzi przy współwinie.

          Ja uważam że zdecydowana większość wypadków jest wynikiem nieprzestrzegania reguł przez co najmniej 2 uczestników. To chyba jest to samo? I to nie tylko tych drogowych reguł. Stan techniczny, kondycja kierowcy itd. Pozostała resztka to nieszczęśliwe zbiegi okoliczności.
          • 0rwell Poprawka 26.03.11, 12:41
            Pominąłem istotną (choć znacznie mniejszą od tej pierwszej) część wypadków, w których wystarczy jak jeden uczestnik coś wywinie. Powiedzmy, ze rozkład jest taki: 70%-25%-5%
    • inguszetia_2006 Re: Blog ofiary wypadku. 22.03.11, 19:26
      Witam,
      Też miałam wypadek, ale wtedy blogów się jeszcze nie pisało;-P Nie czytałam całości i nawet nie chcę, bo zamknęłam już rozdział pt. wypadek. W zasadzie to prawie już zapomniałam o nim. Prawie, bo są takie dni, że jadę samochodem i czuję bardzo silny lęk. Taki lęk pojawia się bez powodu i trwa kilka minut, potem puszcza. Lęk nie blokuje mnie motorycznie, ale czuję się "podduszona". Po wypadku długo nie mogłam dojść do siebie, bo czułam się winna, że wsiadłam do samochodu. Jestem mistrzynią samoudręczania;-) Wmawiałam sobie, że jestem pierdołą, że można było wypadku uniknąć(zawsze można, jak okoliczności są sprzyjające), że nic nie umiem, a jeździć w szczególności, że nic mnie dobrego już nie spotka, że ludzie widzą(chyba po oczach;-P), że miałam wypadek i śmieją się za plecami. Skończyło się farmakologią, bo miałam depresję. W nosie miałam piratów drogowych i pijanych kierowców, nie chciałam zbawiać świata, byłam zła na siebie,bo sama się w to wpakowałam - mogłam wyjechać wcześniej, później, inną drogą i nic by się nie stało etc. Do tej pory nie mogę pozbyć się uczucia złości na siebie, jak o tym pomyślę. Gdzie była ta cholerna kobieca intuicja? Czemu żadne znaki na ziemi i niebie, nie odradzały mi jazdy tego dnia? Żeby się zezłościć na sprawcę wypadku musiałam przejść terapię;-) Zabawne, co? Nie wiem, czy terapia była w 100% skuteczna, bo ciągle wydaje mi się, że wypadku można było uniknąć, tylko trzeba było wcześniej poćwiczyć na kursach bezpiecznej jazdy, a ja tego nie zrobiłam. I mam za swoje;-P
      Pzdr.
      Inguszetia
      • erasms25 Re: Blog ofiary wypadku. 23.03.11, 13:59
        > Żeby się zezłościć na sprawcę
        > wypadku musiałam przejść terapię;-) Zabawne, co? Nie wiem, czy terapia była w
        > 100% skuteczna, bo ciągle wydaje mi się, że wypadku można było uniknąć, tylko t
        > rzeba było wcześniej poćwiczyć na kursach bezpiecznej jazdy, a ja tego nie zrob
        > iłam. I mam za swoje;-P

        Nie trzeba kursów specjalnych, wystarczy by szkoląc na prawo jazdy uczyli, że samochód ma nie tylko pedał hamulca ale też kierownicę*. :-)

        Ale łatwiej, jak autorce bloga, oskarżać wszystko i każdego, z oponami zimowymi w kwietniu włącznie.


        * Bo potem widzimy jak Co Za Asy w zimie jada trzydzieści na godzinę (bo ślisko!) a potem jak po sznurku pierdut! w przeszkodę lub inne auto na zakręcie. Hamowałem/am ale bardzo ślisko było i nie udało się uniknąć stłuczki. Auto jechało jak po sznurku nie reagowało na hamulce.
        • dogberry Re: Blog ofiary wypadku. 23.03.11, 19:40
          Pominę kwestię wypadku ale kobieta wybitnie roszczeniowo nastawiona do świata. "Dlaczego ktoś inny się nie zderzył tylko JA ?" Co to za podejście ? Odmawia przyjmowania leków a potem pretensje do lekarzy. Cały świat ma, w jej mniemaniu, skakać koło niej. Nie cierpię takich osób i nie chciałbym z taką osobą mieć nic do czynienia.
          • wolfgang87 Off topic... 24.03.11, 00:20
            Off topic, ale chyba muszę. Przeczytałem spory kawałek tego bloga - bo ciekawi mnie, jak i co zrobić, żeby po takim wypadku w tym kraju nie stoczyć się na dno. Sam wypadek - mało interesujący. Wypadek jak wypadek. Babeczka nogę w hamulec i tyle. Na nauce jazdy nie ucza inaczej i nie ma co oczekiwać czego innego od ludzi.

            A ludzie są różni. Jedni bardziej bojowi, drudzy mniej. Jedni bardziej roszczeniowi, inni mniej. Także inteligentniejsi, i także ci mniej inteligentni. Nie o to chodziło w tym blogu. Raczej chodziło o to, żeby pokazać co się dzieje po wypadku. I akurat sprawa sądowa i kwestie winy były w tym blogu najmniej ważne. Ważne było leczenie i walka o odszkodowanie. Pokazano miesiąc po miesiącu, ile zdrowia, sił, przyjaciół trzeba mieć, żeby w tym kraju nie stoczyć się na dno po poważnym wypadku.
            Jak dla mnie to jest właśnie wartość tego bloga, a nie to jaka jest ta kobieta. Chwala jej, ze to wszystko napisala.
            Jak rozumiem tez, nie miales jeszcze negatywnych przejsc z lekarzami i jeszcze wierzysz w ich wiedzę i nieomylność. Nic tylko sie cieszyc. Naprawde. Masz fuksa.
          • erasms25 Re: Blog ofiary wypadku. 24.03.11, 20:32
            > Pominę kwestię wypadku ale kobieta wybitnie roszczeniowo nastawiona do świata.
            > "Dlaczego ktoś inny się nie zderzył tylko JA ?" Co to za podejście ? Odmawia pr
            > zyjmowania leków a potem pretensje do lekarzy. Cały świat ma, w jej mniemaniu,
            > skakać koło niej. Nie cierpię takich osób i nie chciałbym z taką osobą mieć nic
            > do czynienia.

            Widzę, że nie tylko ja poczytałem dokładniej bloga. :-)
          • 0rwell Re: Blog ofiary wypadku. 26.03.11, 12:01
            Roszczeniowe to było nastawienie słuzby zdrowia, ale ty widocznie zrozumiałeś to na opak.
    • bimota Re: Blog ofiary wypadku. 24.03.11, 11:56
      Nurtuja mnie pytania...

      Co maja do tego zimowe opony ?
      Jak biegli zbadali predkosc ?
      Jak zbadali "brak hamowania" ? Chyba, ze brak sladow autorka tak zinterpretowala...
      Od czego ta "utrata przyczepnosci" skoro nie hamowal ?

      No ale faktem jest, ze jak sie zapieprza 140 to przewidywac trzeba podwojnie...
      • only_the_godfather Re: Blog ofiary wypadku. 24.03.11, 12:11
        Też mnie to zastanawia co mają do tego zimowe opony, a szczególnie to zdziwienie że w kwietniu miał, przecież kwiecień to okres w którym wielu kierowców dopiero zmienia opony na letnie.
        • erasms25 Re: Blog ofiary wypadku. 24.03.11, 20:36
          > Też mnie to zastanawia co mają do tego zimowe opony, a szczególnie to zdziwieni
          > e że w kwietniu miał, przecież kwiecień to okres w którym wielu kierowców dopie
          > ro zmienia opony na letnie.

          Dziś przy drodze termometr GDDaKi wskazywał ponad dwadzieścia w południe.
          W sobotę jadę w trasę i prognoza na północy Polski to śnieg z deszczem, w nocy poniżej zera.

          Ponad 20 w słońcu a ja na zimówkach...
          • 0rwell Dobrze więc. 26.03.11, 13:32
            Skoro już się tak uwziąłeś na te kobitkę i tak po niej jedziesz, że głupia, zacietrzewiona ("zacietrzewienie czy głupota sięgają zenitu"), niereformowalna /w ogóle odnosze wrażenie że ty chcesz powiedzieć, ze ona odprawia cyrk a nie bloga ("co raz ciekawszy punkt widzenia świata"), ba! spodziewałem się nawet przeczytać, że ona na to zasłużyła!/ to pozwól, że wytknę trochę głupoty i zacietrzewienia tobie. A im więcej osób ci wtóruje tym bardziej się nakręcasz.

            Po pierwsze, piszesz głupoty (a może celowo kłamiesz? wprawdzie wcześniej sam pisałeś o współwinie więc może to tylko wynik zacietrzewienia? tego nie wiem) takie jak:

            "według pani winnym nie jest kierowca Opla"

            otóż ta pani rozważała domaganie się współwiny jako oskarżyciel posiłkowy. I koniec.

            Faktem jest, że popełniła kilka błędów logicznych. Ale nie wziąłeś chyba pod uwagę jej położenia, kondycji psychicznej, tego że przebieg wypadku zna tylko z ustaleń policji, biegłych, pismaków i świadków, bo nic nie pamięta. I ma większe prawo się pomylić niż ty, co nie oznacza z kolei, że nie ma żadnego prawa do wątpliwości i zadawania pytań. A ty drwisz sobie pisząc ""Zapomniałem dopisać, a edytować się nie da, jak to autorka widzi. Z SZEROKIM POBOCZEM..." - jednym słowem: wariatka, bo pobocza tam prawie nie było, no nie???

            Za to kierowcę Forda kreujesz na herosa, niech zacytuję:
            "Wykazał się sporymi umiejętnościami" - ach, te mityczne umiejętności polskich kierowców. Wszystko to odziedziczyliśmy po dalekich przodkach.
            "Plus spore umiejętności błyskawiczej oceny sytuacji" - jego umysł pracuje jak karabin automatyczny
            "być może uratował jej życie" - uraczył ją łaską
            "Fiesta jechała prawidłowo" - kategorycznie, bo tak zasądzono, a sądy się nie mylą nigdy
            "Prawidłowo jadąca Fiesta uniknęła wymuszonego czołowego zderzenia z Oplem - dobry kierowca Fiesty" - zły kierowca Hundaya. Czarne - białe.
            "dzięki opanowaniu i umiejętnościom uciekł sprzed wymuszonego czołowego zderzenia i uratował życie swoje jak i ludziom w Oplu (sprawcy wypadku)." - stoik, superczłowiek i bohater w jednym
            "Każdy ratował siebie i innych." ale najwięcej żyć uratował... no kto?
            "Kierowca Fiesty uratował życie swoja i tych z Opla"
            "Dużo pretensji (...) Chyba o to, że człowiek w Fieście zamiast się uratować miał się zabić i oszczędzić pani kłopotów." Nie, powiem ci, miał się zachowywać przywozicie przed koniecznością ucieczki. A jeśli nie umiał, to po prostu honorowo walić w drzewo! Wtedy można mówić ze uratował komuś życie. Wróć. Nie odebrał go komuś.
            "a sama nawet nie próbowałam wypadku uniknąć. " - proszę, jak łatwo myśl o tym, że zrobiła za mało, przekształciła się w twojej głowie w myśl ŻE NIE ZROBIŁA NIC. Czyżby znowu zacietrzewienie i skłonność do konfabulacji?

            Ślepo wierzysz w to, co napisały gazety, co ustalili biegli policja i sąd. I nie byłoby w tym nic złego, bo każdy trop się liczy (z wyjątkiem pismaków którzy tylko przekręcają informacje od policji ) gdyby nie fakt że z bloga wynika jasno, że niewinność kierowcy fiesty to zasługa protekcji i lokalnych układzików. Cały powiat jeździ limuzynami importowanymi przez szychę z nieodległej wioski i synuś jest nietykalny. Odpowiada ci to? Skoro "dobry kierowca Fiesty" to taka sprawiedliwość pewnie też dobra. Notabene Kurskiemu też "dobrze" się jechało.

            Nawet nie pytam jakiego koloru były te papiery na które tak czekałeś.
            • erasms25 Re: Dobrze więc. 28.03.11, 19:28
              > Ślepo wierzysz w to, co napisały gazety, co ustalili biegli policja i sąd. I ni
              > e byłoby w tym nic złego, bo każdy trop się liczy (z wyjątkiem pismaków którzy
              > tylko przekręcają informacje od policji ) gdyby nie fakt że z bloga wynika jasn
              > o, że niewinność kierowcy fiesty to zasługa protekcji i lokalnych układzików.

              Sąd, policja, biegli, straż pożarna uodporniona na widok ofiar, źli lekarze, media zaproszone do domu też niewłaściwie pokazały sprawę.
              Wszyscy się uwzięli, a na dodatek układy i układziki.
              No bo jak wszyscy są przeciwko mnie to muszą być układy i układziki.
              Nawet gdy autorka odmawia zażywania leków leków to pewnie z powodu układów i układzików.

              Nie zapomniałem o strażakach z układu i układzików?
              Też były do nich pretensje, bo bez emocji przystąpili do akcji uwalniania ofiar.

              Cała wymowę bloga przez te pretensje, oskarżenia wszystkich dookoła, układy i układziki diabli wzięli.

              Myślą przewodnią było: tylu idiotów widziałem tego dnia na drodze, dlaczego to spotkało mnie - niewinną? I "zabiję sku...syna".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka