Dodaj do ulubionych

150/50 i 500zł/10 pkt.

08.04.12, 01:05
vod.onet.pl/uwaga-pirat,uwaga-pirat,518,8,566,odcinek.html#play
Warto obejrzeć cały odcinek i zobaczyć jakie to srogie kary dostają bandyci drogowi w Pl. Najlepszy jest w 6-tej minucie, 150 w ter. zabudowanym, ponad 100 w takim najbardziej prawdziwym. Od maja wchodzi nowy taryfikator, w Polsce to nie prędkość zabija, więc w tym przypadku gość nie zapłaci więcej. Czy to jest w ogóle porównywalne z jakimkolwiek innym krajem w Europie? I czy to przypadek, że jesteśmy pod względem bezpieczeństwa ostatnii w UE, nawet za Bułgarią i Rumunią? Czy w Polsce walczy się z bandytyzmem drogowym czy może po cichu mu się sprzyja?
Obserwuj wątek
    • babaqba Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 08.04.12, 02:21
      misiek4111 napisał:

      > I czy to przypadek, że
      > jesteśmy pod względem bezpieczeństwa ostatnii w UE, nawet za Bułgarią i Rumuni
      > ą?

      Nie, nie przypadek aczkolwiek nie ma żadnego związku z wysokością mandatu za nadmierną prędkość. Czy wysokością innych kar.

      > Czy w Polsce walczy się z bandytyzmem drogowym czy może po cichu mu się sprz
      > yja?

      Ani jedno ani drugie, ale usiłuje się wprowadzić psychozę "bandytyzmu drogowego" i to się udaje, czego ty jesteś przykładem. Procent ludzi jeżdżących nieodpowiedzialnie ciągle spada, zresztą nie można kroić praw pod "bandytów", bo one głównie dotykają nas, normalnych ludzi. Większość wypadków też spowodowana jest właśnie tym, że coś się nie udało, coś "wypadło" a nie żadnym bandytyzmem. Stąd walka z bandytyzmem nie przyniesie poprawy bezpieczeństwa na drogach.

      Swoją drogą to zabawne (choć tragiczne), że ludzie widząc absolutną bezskuteczność wysokich kar i utrudnień na drodze, brak efektów wzmożonej walki z kierowcami, nie idą po rozum do głowy i nie zaczynają myśleć, że być może ta kuracja jest zupełnie nieprawidłowa. Wręcz przeciwnie, krzyczą "mocniej, więcej". Skąd taki antyrozumowy genius loci nad Wisłą?
      • 0rwell Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 09.04.12, 10:05
        babaqba napisała:


        > Nie, nie przypadek aczkolwiek nie ma żadnego związku z wysokością mandatu za na
        > dmierną prędkość. Czy wysokością innych kar.

        W takim razie nie ma żadnego powodu do nakładania mandatów i punktów. Zgadzasz się?

        >
        > > Czy w Polsce walczy się z bandytyzmem drogowym czy może po cichu mu się s
        > prz
        > > yja?
        >
        > Ani jedno ani drugie, ale usiłuje się wprowadzić psychozę "bandytyzmu drogowego
        > " i to się udaje, czego ty jesteś przykładem. Procent ludzi jeżdżących nieodpow
        > iedzialnie ciągle spada,

        Ależ oczywiście że spada. Im więcej przywilejów dla niesubordynowanych kierowców i głaskania po główce, tym więcej spada. Proporcjonalnie. Jak już unieważnią kodeks drogowy, wtedy zgodnie z zasadą, procent ludzi jeżdżących nieodpowiedzialnie zniknie jak bańka mydlana.


        > zresztą nie można kroić praw pod "bandytów", bo one gł
        > ównie dotykają nas, normalnych ludzi.

        Owszem, ale tylko w przypadkach takich jak ten:
        forum.gazeta.pl/forum/w,510,134931254,134946169,Re_Zawracanie.html
        A nie takich, które nie dotykają ludzi którzy przestrzegają prawa.
        Dla mnie wyznaczniikiem normalności na drodze jest prawo.
        Czego ty się obawiasz jako "normalny człowiek"?
        Że nagle ci odbije i będziesz ścigany za bandytyzm drogowy?
        I tak na wszelki wypadek sprzeciwiasz się karom proporcjonalnym do czynu?
        Czy też i bez tego byłbyś?

        > Większość wypadków też spowodowana jest w
        > łaśnie tym, że coś się nie udało, coś "wypadło" a nie żadnym bandytyzmem. Stąd
        > walka z bandytyzmem nie przyniesie poprawy bezpieczeństwa na drogach.

        I nie warto z nim walczyć, nie?
        Bulszit. Jest dokładnie odwrotnie. Większość wypadków to nie jest przypadek, tylko skutek nieustannego, wielokrotnego i regularnego łamania elementarnych zasad przez przeważający odsetek kierowców, którzy określają siebie jako normalnych nie w oparciu o zasady ruchu drogowego, tylko mówiąc krótko na podstawie swojego widzimisię. Jeśli chcesz twierdzić, ze tak nie jest, to powiedz że fatalne błędy kierowców jednego za drugim ukazywane w programie "Jedź bezpiecznie" w TVP Kraków to fotomontaż, wykonany przeze mnie i miśka na potrzeby negatywnej propagandy. No powiedz.

        Wypadek ma miejsce wtedy, kiedy 1 lub więcej takich kierowców spotyka się w miejscu, w którym dochodzą do wspólnego mianownika ze sobą (lub inną okolicznością), bo każdy z nich łamie przepisy z określona średnią częstotliwością (inna okoliczność, tzn. czynnik zewnętrzny powodujący zagrożenie wypadkiem występuje o wiele rzadziej niż zagrożenie powodowane regularnie, pomnożone przez liczbę kierowców) i w związku z wystąpieniem wspólnego mianownika unikniecie wypadku okazuje zbyt trudne dla domoroslych Kubiców.





        > Swoją drogą to zabawne (choć tragiczne), że ludzie widząc absolutną bezskuteczn
        > ość wysokich kar i utrudnień na drodze, brak efektów wzmożonej walki z kierowca
        > mi, nie idą po rozum do głowy i nie zaczynają myśleć, że być może ta kuracja je
        > st zupełnie nieprawidłowa. Wręcz przeciwnie, krzyczą "mocniej, więcej". Skąd ta
        > ki antyrozumowy genius loci nad Wisłą?

        Kiedy mówisz, że kary są wysokie, to tak jakbyś powiedział, że mamy wolny rynek.
        I w jednym i drugim przypadku usłyszysz drwiący śmiech na sali.
        Kary nie są wysokie, więc nie bredź już więcej o bezskuteczności srogich polskich kar.

        Tę bezskuteczność wysokich mandatów widać doskonale kiedy Polak
        jedzie do Niemiec lub na Słowację.
        Jeżeli tak rozumiesz słowo "bezskuteczny", to... nie jest dobrze.
    • edek40 151/140 km - 2 pkt i 50-100 zl 08.04.12, 10:37
      To naprawde tak trudno zrozumiec? To jest po prostu znakomicie skalkulowane. Takich piratow jest tak malo, ze nie warto sie nimi zajmowac. Tu bowiem chodzi o zysk. Gdyby bowiem chodzilo o bezpieczenstwo gosc zostalby postawiony przed sadem, po zabraniu prawka na miejscu. A wtedy raz zaplacilby grzywne,a potem dlugo nic. A tak system pielegnuje wzglednie wysokie sankcje za minimalne przekroczenia, w celu gospodarskiego takiego skubania, aby nie oskubac...
    • emes-nju Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 08.04.12, 22:30
      misiek4111 napisał:

      > w Polsce to nie prędkość zabija

      Bo, wyobraz sobie, nawet w Polsce, jakbysmy sie nie starali, obowiazuja prawa fizyki. A te dosc dokladnie opisuja fizyke zjawiska. I wychodzi, ze nie predkosc zabija, a co najwyzej jej gwaltowne wytracenie. Zabija opoznienie, a nie predkosc. Przy czym zabojcze moze byc juz opoznienie osiagane przy predkosciach grubo ponizej predkosci "miejskich" (wystarczy nie zapiac pasow, zeby zabil wystrzal poduszki). Nie w predkosci upatrywac wiec nalezy przyczyn masakry, a w tym, ze nasze drogi sa bardzo, zdecydowanie bardziej niz w cywilizowanym swiecie, kolizyjne. Kazda potencjalna kolizja, to potencjalne ofiary. "Na szczescie" w ramach ofiarnej (my ponosimy te ofiary...) walki o poprawe bezpieczenstwa kolizyjnosc naszych drog rosnie - nie likwiduje sie miejsc dotychczas niebezpiecznych (vide wyjazdy z pol co 50 m - grozne s anie tylko wyjazdy z tych "drog" pojazdow, ale rowniez to, ze, szczegolnie w czasie nasilenia prac polowych, jezdnie pokryte sa gruba warstwa sliskiego jak lod blocka), a dodaje nowe (vide wysepki w szczerym polu).

      Poza tym, nawet mocno zafalszowane polskie statystki nadmiernej predkosci przypisuja raptem ok. 1/3 wypadkow/ofiar. Skupianie sie wiec na predkosci i olewanie calej reszty (np. niezapiecia pasow czy przewozenia dzieci bez fotelikow - specjalisci szacuja, ze gdyby wszyscy uczestnicy wypadkow mieli zapiete pasy, mogloby sie okazac, ze liczba ofiar smiertelnych spadlaby o polowe) to na dobra sprawe dzialania kwalifikujace sie do zarzutow prokuratorskich...

      I teraz uwaga, bo bede prawil herezje. W cywilizowanym swiecie jezdzi sie znacznie szybciej niz u nas. A ginie mniej ludzi. To nie magia - to nowoczesne, dostosowane do warunkow drogi; drogi, ktore nie musza zabic nawet jak kierowca nie dostosuje :/ I prosze uporzejmie mi nie pierd..., ze mamy doskonale drogi. Po pierwsze ich stan techniczny wola o pomste do nieba, a po drugie nigdzie w znanych mi krajach, nawet na drogach lokalnych, o miedzynarodowych korytarzach transportowych nie wspominajac, nie ma takiej ilosci skrzyzowan (w tym wyjazdow z pol) w szczerym polu. Pomine to, ze w zasadzie tylko w Polsce po drogach miedzynarodowych szwendaja sie (po pasie ruchu!) piesi i jezdza rowery. Ci piesi stanowia bardzo wysoki odsetek ofiar...

      Wiem, wiem... Trzeba DOSTOSOWAC. Napis mi jednak jaka jest w Polsce predkosc bezpieczna przy uwzglenieniu wszystkich, mocno nieeuropejskich zagrozen na naszych drogach wystepujacych. Chce recepty - nie pierd... o za niskich mandatach. Bo przekraczanie predkosci nie zabija - zabijaja wypadki, a te z predkoscia maja malo wspolnego. No, chyba ze jakos mi udowodnisz, ze pieszy wchodzi na pas ruchu i zamaskowany idzie tylem do nadjezdzajacego pojazdu tylko dlatego, ze ten pojazd jedzie szybciej niz waaadza pozwolili :P
    • 0rwell Polska afryką Europy 09.04.12, 09:21
      Autorem tego oryginalnego określenia jest Jan Fijor:

      www.kontestacja.com/?p=episode&e=575
      Idealnie nadaje się do opisania drogowej degrengolady.

      Polska Afryką Europy, choć niektórzy jak widzę próbują przekonywać, że jesteśmy tygrysem który lada chwila przegoni wszystkich w statystykach, od siebie dodam, że przegoni wszystkich łącznie z samym sobą.
      • edek40 Re: Polska afryką Europy 09.04.12, 11:14
        > Polska Afryką Europy, choć niektórzy jak widzę próbują przekonywać, że jesteśmy
        > tygrysem który lada chwila przegoni wszystkich w statystykach, od siebie dodam
        > , że przegoni wszystkich łącznie z samym sobą.

        Wczoraj odbylem malownicza podroz na trasie W-Wa-Grojec. Niby blisko, ale rejon mocno zurbanizowany, mnostwo przemieszczen lokalnych w odwiedziny (czesto zakrapiane). I co? I g..no. Ani jednego radiowozu po drodze. Niebiescy bowiem akcje mieli w sobote, a i dzis po poludniu. W niedziele nie.

        Mam swiadomosc, ze nie da sie wyeliminowac wszelkich patologii z drog. Jednak, parafrazujac pewien dowcip, policja powinna dac sobie szanse i choc probowac.

        Nie bede pisal o drogach, poniewaz w swiadomosci zbyt wielu Polakow sa one zgodne z przepisami i zatwierdzone...
        • 0rwell Re: Polska afryką Europy 09.04.12, 12:05
          edek40 napisał:


          > Wczoraj odbylem malownicza podroz na trasie W-Wa-Grojec. Niby blisko, ale rejon
          > mocno zurbanizowany, mnostwo przemieszczen lokalnych w odwiedziny (czesto zakr
          > apiane). I co? I g..no. Ani jednego radiowozu po drodze. Niebiescy bowiem akcje
          > mieli w sobote, a i dzis po poludniu. W niedziele nie.
          >
          > Mam swiadomosc, ze nie da sie wyeliminowac wszelkich patologii z drog. Jednak,
          > parafrazujac pewien dowcip, policja powinna dac sobie szanse i choc probowac.
          >
          > Nie bede pisal o drogach, poniewaz w swiadomosci zbyt wielu Polakow sa one zgod
          > ne z przepisami i zatwierdzone...

          Opisujesz tylko kilka z całej serii elementów złożonego problemu. Ale ja mam jedno słowo które mówi wszystko: bezprawie. Pasuje do każdego z tych elementów. Policjanci - nieroby, biorą kasę i są BMW? Bezprawie! Nieroby drogowcy pierdzą w stołek i kasują za nic? Bezprawie! I że kierowcy zachowują się jak bydło puszczone po bruku, to też jest bezprawie.

          Co za problem wywalić ich wszystkich - kierowców, urzedników i drogówkę na zbity pysk, tak jak to zrobił prezydent Gruzji? Ano jest problem, bo to przecież elektorat. My się będziemy zabijać i urabiać sobie ręce po łokcie, żeby elektorat miał pracę.
          • edek40 Re: Polska afryką Europy 09.04.12, 12:23
            > Opisujesz tylko kilka z całej serii elementów złożonego problemu. Ale ja mam je
            > dno słowo które mówi wszystko: bezprawie. Pasuje do każdego z tych elementów. P
            > olicjanci - nieroby, biorą kasę i są BMW? Bezprawie! Nieroby drogowcy pierdzą w
            > stołek i kasują za nic? Bezprawie! I że kierowcy zachowują się jak bydło puszc
            > zone po bruku, to też jest bezprawie.

            Slusznie!!! Ale proba porzadkowania tego burdelu zaostrzaniem kar, ktore do tego nie sa egzekwowane to groteska. Z reszta to samo dotyczy drogowcow, ktorzy miast robic drogi bezpiecznymi stawiaja coraz bardziej na wyrost swoje budowle i znaki.

            Ja caly czas wracam do kwestii kolejek i nagannych zachowan "zwyklych" ludzi w tych slusznie minionych, lepszych czasach. Ludziska walczyli z niedoborami wszystkiego. Wszelkie administracyje proby unormowania spelzaly na niczym, szczegolnie ze obywatele widzieli, ze wyzyny mialy i ich w d..pie i niedobory w d.pie. Problem rozwiazal sie sam, gdy niedobory zniknely. Przyloz to do drog i podejscia wladz do ich braku oraz ich zachowania na scisle reglamentowanych odcinkach asfaltu.
          • emes-nju Re: Polska afryką Europy 09.04.12, 14:47
            0rwell napisał:

            > kierowcy zachowują się jak bydło puszczone po bruku

            Pozwole sobie wniesc poprawke. CZESC kierowcow tak sie zachowuje. I to marginalna czesc. Reszta, to normalni ludzie usilujacy przemieszczac sie w nienormalnych (czasem do absurdu) warunkach. Faktycznie czesto lamiac przepisy, ale kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem. Jezdzisz ZAWSZE zgodnie z przepisami? Bo jak nie, to zgodnie z tym, co napisales, tez zaliczasz sie do kategorii bydla puszczonego po bruku :P
            • misiu-1 Re: Polska afryką Europy 09.04.12, 15:21
              Niektórzy widać spali w szkole na lekcjach matematyki. W przeciwnym przypadku potrafiliby wykonać prostą operację arytmetyczną i dojść do wniosku że zestawienie milionów samochodów jeżdżących po polskich drogach z liczbą wypadków, do jakich dochodzi (ok. 40 tys. rocznie) nie wskazuje wcale na to, że "kierowcy jeżdżą jak bydło". Bo z porównania wypada jeden wypadek na pięćset samochodów na rok. Gdyby faktycznie już nawet nie większość, ale choćby znaczna ich część, była piratami drogowymi, do wypadków musiałoby dochodzić wielokrotnie częściej.
              • agios_pneumatos Re: Polska afryką Europy 09.04.12, 15:45
                Czyli każda groźna sytuacja na drodze = wypadek, czy też każdy wypadek jest skutkiem jednej i tylko jednej sytuacji zdarzającej się na polskich drogach?
                • 0rwell Re: Polska afryką Europy 11.04.12, 16:14
                  agios_pneumatos napisał:

                  > Czyli każda groźna sytuacja na drodze = wypadek, czy też każdy wypadek jest sku
                  > tkiem jednej i tylko jednej sytuacji zdarzającej się na polskich drogach?

                  Chyba myślimy o tym samym:

                  forum.gazeta.pl/forum/w,510,134932388,135005279,Re_Polska_afryka_Europy.html
                  • agios_pneumatos Re: Polska afryką Europy 11.04.12, 20:48
                    0rwell napisał:

                    > agios_pneumatos napisał:
                    >
                    > > Czyli każda groźna sytuacja na drodze = wypadek, czy też każdy wypadek je
                    > st sku
                    > > tkiem jednej i tylko jednej sytuacji zdarzającej się na polskich drogach?
                    >
                    >
                    > Chyba myślimy o tym samym:
                    >
                    > forum.gazeta.pl/forum/w,510,134932388,135005279,Re_Polska_afryka_Europy.html

                    Popisał się lekcjami matematyki, to zobaczymy co robił na lekcjach j.pol.
              • 0rwell Re: Polska afryką Europy 11.04.12, 16:10
                misiu-1 napisał:

                > Niektórzy widać spali w szkole na lekcjach matematyki. W przeciwnym przypadku p
                > otrafiliby wykonać prostą operację arytmetyczną i dojść do wniosku że zestawien
                > ie milionów samochodów jeżdżących po polskich drogach z liczbą wypadków, do jak
                > ich dochodzi (ok. 40 tys. rocznie) nie wskazuje wcale na to, że "kierowcy jeżdż
                > ą jak bydło". Bo z porównania wypada jeden wypadek na pięćset samochodów na rok
                > . Gdyby faktycznie już nawet nie większość, ale choćby znaczna ich część, była
                > piratami drogowymi, do wypadków musiałoby dochodzić wielokrotnie częściej.

                Gdybyś nie polegał na fałszywych założeniach, to może twoje rozumowanie byłoby przekonywujące i słuszne. Zapominasz jednak, że wypadki z trupami i kalekami to nie jedyny problem. Łacznie z wypadkami jest pół miliona zetknięć typu zderzak-drzwi kierowcy, szyba-kręgosłup pieszego, dach samochodu-płot.

                Ale tylko tych zgłoszonych.

                W rzeczywistości jest ich więcej.
                Moze 0,55 mln, moze 0,6 a moze i 0,7.
                ma*a*ł*o?

                Czy kolizja staje się wypadkiem to najczęściej kwestia przypadku.
                Przyczyna jest za to zawsze ta sama.
                W dalszym ciągu podtrzymuję, że Polacy jeżdżą jak bydło puszczone po bruku.
                I uprzedzam ewentualne zarzuty o antypolonizm.
                Za granicą jest podobna ilość oszołomów żyjących w oderwaniu od rzeczywistości i nie panujących nad tym, co robią, tylko tam infrastruktura idiotoodporna jest trochę lepiej rozwinięta a stróże prawa nie dają sobie tak w kaszę dmuchać. I ot cały sukces zachodu.
                • 0rwell Postscriptum 11.04.12, 16:17
                  Zapomniałem napisać o tym, o czym wspomniał agios_pneumatos, czyli waśnie o wszystkich tych niebezpiecznych sytuacjach, spowodowanych przez owce, w których z takich czy innych powodów nie dochodzi do niczego. To też należy włączyć do bilansu i śmiało można już mówić o +/- milionie incydentów drogowych.
                • emes-nju Re: Polska afryką Europy 12.04.12, 13:28
                  0rwell napisał:

                  > Czy kolizja staje się wypadkiem to najczęściej kwestia przypadku.

                  Dlatego tak protestuje przeciwko wysepkom
            • 0rwell Re: Polska afryką Europy 09.04.12, 15:23
              emes-nju napisał:

              > rzuci kamieniem.
              Gadka o kamieniu. Przeczytaj sobie co o niej sądzę:
              forum.gazeta.pl/forum/w,510,134924464,134945974,Re_Takie_sobie_Mysli_nieuczesane_.html
              forum.gazeta.pl/forum/w,510,134924464,134946063,Postscriptum.html
              >Reszta, to normalni ludzie usilujacy przemieszczac sie w nienormalnyc
              Jest i o normalnych ludziach:
              forum.gazeta.pl/forum/w,510,134932388,134946938,Re_150_50_i_500zl_10_pkt_.html
              • emes-nju Re: Polska afryką Europy 10.04.12, 08:14
                Albo jezdzisz zawsze zgodnie z przepisami, albo, zgodnie ze swoja "definicja" jestes takim samym bydlem, o jakim byles laskaw napisac.
    • samspade Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 10.04.12, 09:22
      Kwestia definicji co nazwiesz bandytyzmem drogowym. Dla mnie osoba jadąca 150 przez teren zabudowany powinna mieć zabrane prawo jazdy na miejscu. Być może jak to Edek napisał jest to kwestia opłacalności.
      Z drugiej strony patrząc według jakiejś dziwacznej logiki niektórych osób na tym forum czemu go w ogóle zatrzymano. Przecież nikomu nic nie zrobił. Może i tutaj kryje się przyczyna stanu rzeczy na naszych drogach.
      I na koniec należy wspomnieć o zachowaniu policjantów. Czemu od razu nie zatrzymują delikwenta tylko jadą za nim i nagrywają kolejne wyczyny?
      • edek40 Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 10.04.12, 10:07
        > Z drugiej strony patrząc według jakiejś dziwacznej logiki niektórych osób na ty
        > m forum czemu go w ogóle zatrzymano. Przecież nikomu nic nie zrobił. Może i tut
        > aj kryje się przyczyna stanu rzeczy na naszych drogach.

        Wymien te osoby.

        > I na koniec należy wspomnieć o zachowaniu policjantów. Czemu od razu nie zatrzy
        > mują delikwenta tylko jadą za nim i nagrywają kolejne wyczyny?

        Naprawde Cie to dziwi, czy tylko sie przekomarzasz?
        • hannl Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 11.04.12, 10:29
          edek40 napisał:

          > > Z drugiej strony patrząc według jakiejś dziwacznej logiki niektórych osób
          > na ty
          > > m forum czemu go w ogóle zatrzymano. Przecież nikomu nic nie zrobił. Moż
          > e i tut
          > > aj kryje się przyczyna stanu rzeczy na naszych drogach.
          >
          > Wymien te osoby.

          forum.gazeta.pl/forum/w,510,134521462,134527261,Re_500_zl_10_pkt_PL_raj_dla_piratow_drogowych.html
          • edek40 Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 11.04.12, 10:44
            Uffff.
      • emes-nju Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 10.04.12, 11:09
        samspade napisał:

        > Kwestia definicji co nazwiesz bandytyzmem drogowym. Dla mnie osoba jadąca 150
        > przez teren zabudowany powinna mieć zabrane prawo jazdy na miejscu. (...)
        > Z drugiej strony patrząc według jakiejś dziwacznej logiki niektórych osób na
        > tym forum czemu go w ogóle zatrzymano.

        Jadacy 3 razy za szybko jest niebezpieczny. Nie dlatego, ze jedzie szybko - jezeli nic sie nie wydarzy najprawdopodobniej nie zrobi ani sobie ani nikomu krzywdy. Niebezpieczny jest dlatego, ze razaco przekracza granice tego, czego mozemy spodziewac sie po innych uczestnikach ruchu, a to z cala pewnoscia zaowocuje niebezpiecznymi sytuacjami. Bo inni kierowcy podejmuja swoje decyzje na podstawie doswiadczenia (samochod, pod ktory wjezdzam jest 300-400 m ode mnie wiec moge jechac), a nie dlugiej obserwacji z uzyciem przyrzadow do mierzenia predkosci i odleglosci.

        Glosy o bezsensownosci zatrzymywania przekraczajacych predkosc i karaniu ich dotycza kierowcow przekraczajacych predkosc nieznacznie - powiedzmy do +20%. Ich predkosc nie jest na tyle razaco za duza, zeby mogla miec wplyw na podejmowanie przez innych kierowcow decyzji. Karanie za jade niewiele za szybko jest wiec karaniem za nic.

        To jeden z glosow w dyskusji, a nie obowiazujaca wykladnia.

        Z cala pewnoscia na powstanie takiego glosu wplyw ma policyjna (i strazowa) praktyka lapania za predkosc 1 cm za biala tablica, zanim jeszcze pojawi sie zabudowa, oraz w roznych zabudowanych lasach czy krzaczorach. Taka praktyka powoduje to, ze ludzie widza "umownosc" dbania o bezpieczenstwo. A skoro jest umownosc, to dlaczego nie mozna by zabrac glosu "pod prad" obowiazujacych trendow? :P
        • hannl Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 11.04.12, 11:23
          emes-nju napisał:

          > Jadacy 3 razy za szybko jest niebezpieczny. Nie dlatego, ze jedzie szybko - jez
          > eli nic sie nie wydarzy najprawdopodobniej nie zrobi ani sobie ani nikomu krzyw
          > dy. Niebezpieczny jest dlatego, ze razaco przekracza granice tego, czego mozemy
          > spodziewac sie po innych uczestnikach ruchu, a to z cala pewnoscia zaowocuje n
          > iebezpiecznymi sytuacjami.

          Czyli kilka lat "obrabiania" edka i jego brata blizniaka przynioslo jednak jakies rezultaty.
          Pamietam jeszcze te spory o to, ze predkosc jadacego droga z pierwszenstwem przejazdu nie ma jakikolwiek wplywu na bezpieczenstwo bo wszystko zalezy i tak od tego z drogi podorzadkowanej bo przeciez "widzi" nadjezdzajacy samochod.

          > Glosy o bezsensownosci zatrzymywania przekraczajacych predkosc i karaniu ich do
          > tycza kierowcow przekraczajacych predkosc nieznacznie - powiedzmy do +20%. Ich
          > predkosc nie jest na tyle razaco za duza, zeby mogla miec wplyw na podejmowanie
          > przez innych kierowcow decyzji.

          Jaka jest alternatywa? Gdyby policja puszczala plazem +20%, to czy kierowcy jezdzacy z zasady na +20% na tym by poprzestali? Niby dlaczego? Nadal jezdziliby na +20% czyli juz 45% powyzej limitu.

          Przyjmij, ze prawodawca i drogowcy byli wspanialomyslni i liczby na znakach z ograniczeniami zawieraja juz te twoje +20%. Zobaczysz jaki bedziesz relaxed.


          • edek40 Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 11.04.12, 11:35
            > Czyli kilka lat "obrabiania" edka i jego brata blizniaka przynioslo jednak jak
            > ies rezultaty.

            Nie takie, ktorych oczekujesz. Nigdy bowiem nie negowalem, ze przekroczenie znaczne nie ma wplywu na bezpiecznestwo. Zawsze negowalem i neguje zasadnosc "ulatwiania" ruchu na skrzyzowaniu fotoradarem i ograniczeniem predkosci o 20 km/h.

            > Pamietam jeszcze te spory o to, ze predkosc jadacego droga z pierwszenstwem prz
            > ejazdu nie ma jakikolwiek wplywu na bezpieczenstwo bo wszystko zalezy i tak od
            > tego z drogi podorzadkowanej bo przeciez "widzi" nadjezdzajacy samochod.

            Pamietasz tak, jak chcesz pamietac. To Ty stoisz na stanowisku, ze w Polsce po szosach smiga sie kolo 200 km/h. I jestes w tej tezie osamotniony.

            > Jaka jest alternatywa? Gdyby policja puszczala plazem +20%, to czy kierowcy jez
            > dzacy z zasady na +20% na tym by poprzestali? Niby dlaczego? Nadal jezdziliby n
            > a +20% czyli juz 45% powyzej limitu.

            Do czegos, po latach, dochodzimy. Otoz to, ze ustawodawca ustawowo puszcza plazem +10 km/h jest posrednim przyznaniem, ze drogowcy robia nieprzejezdne dla gospodarki drogi. Przyznali rowniez posrednio, ze nic z tym burdelem nie potrafia zrobic.

            A zupelnie przy okazji dolozyli kamyk do powszechnego psucia pojmowania prawa w Polsce.

            Ale oczywiscie takie psucie prawa nie moze sie przekladac na zachowania zdemoralizowanych latami komuny obywateli. Ci bowiem moga zaglosowac na kogo innego i stosowac sie do nawet najglupszych pomyslow wladzy.
            • hannl Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 12:20
              edek40 napisał:

              > Nigdy bowiem nie negowalem, ze przekroczenie znaczne nie ma wplywu na
              > bezpiecznestwo.

              Owszem doskonale pamietam, jak zaciecie i do oporu unikales odpowiedzi na pytanie, czy predkosc rzedu 150 km/h na drodze z pierwszenstwem przejazdu na ograniczeniu do 70-tki przed skrzyzowaniem powoduje dodatkowe zagrozenie.

              > Zawsze negowalem i neguje zasadnosc "ulatwiania" ruchu na skrzyzowaniu
              > fotoradarem i ograniczeniem predkosci o 20 km/h.

              Negowales nawet bez radaru i do ograniczenia o 40 km/h (ze 110 do 70-tki).


              > To Ty stoisz na stanowisku, ze w Polsce po szosach smiga sie kolo 200 km/h. I jestes w tej
              > tezie osamotniony.

              Jesli poprosze o zacytowanie tej wyimaginowanej wypowiedzi, to znow tylko bedziesz plotl bez sensu bo jej wskazac nie bedziesz w stanie. Po co zatem to rbisz?

              > Do czegos, po latach, dochodzimy. Otoz to, ze ustawodawca ustawowo puszcza plaz
              > em +10 km/h jest posrednim przyznaniem, ze drogowcy robia nieprzejezdne dla
              > gospodarki
              drogi.

              "Przyznanie" egzystuje tylko w twojej wyobrazni i wynika z niewiedzy. Tolerowanie +10 km/h nie jest "przyznaniem" czegokolwiek tylko zwykla tolerancja konieczna ze wzgledu na granice bledu w pomiarach predkosci.


              • edek40 Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 12:38
                > Owszem doskonale pamietam, jak zaciecie i do oporu unikales odpowiedzi na pytan
                > ie, czy predkosc rzedu 150 km/h na drodze z pierwszenstwem przejazdu na ogranic
                > zeniu do 70-tki przed skrzyzowaniem powoduje dodatkowe zagrozenie.

                A kto tyle jezdzi? Malo kto przekracza na szosach 100 km/h.

                > Negowales nawet bez radaru i do ograniczenia o 40 km/h (ze 110 do 70-tki).

                Gdzie wystepuja takie ograniczenia?

                > Jesli poprosze o zacytowanie tej wyimaginowanej wypowiedzi, to znow tylko bedzi
                > esz plotl bez sensu bo jej wskazac nie bedziesz w stanie. Po co zatem to rbisz?

                Przeszukiwanie zasobow forum w takim celu nie wydaje mi sie sensowne. Wystarczy, ze pare linijek wyzej wpadles na pomysl, ze w Polsce jezdzi sie 150 km/h na zwyklej szosinie. To wprawdzie nie 200 km/h, ale moze zweryfikowales swoje informacje o to ile w Polsce moze byc samochodow osiagajacych takie predkosci.

                > "Przyznanie" egzystuje tylko w twojej wyobrazni i wynika z niewiedzy. Tolerowan
                > ie +10 km/h nie jest "przyznaniem" czegokolwiek tylko zwykla tolerancja koniecz
                > na ze wzgledu na granice bledu w pomiarach predkosci.

                Czy w Szwajcarii tez maja tak rozkalibrowane urzadzenia pomiarowe? Bo o predkosciomierzach samochodowych chyba nie rozmawiamy, bo one zawyzaja.
                • hannl Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 13:00
                  edek40 napisał:

                  > > Owszem doskonale pamietam, jak zaciecie i do oporu unikales odpowiedzi na
                  > pytan
                  > > ie, czy predkosc rzedu 150 km/h na drodze z pierwszenstwem przejazdu na
                  > ogranic
                  > > zeniu do 70-tki przed skrzyzowaniem powoduje dodatkowe zagrozenie.
                  >
                  > A kto tyle jezdzi? Malo kto przekracza na szosach 100 km/h.

                  Po piewsze: pytanie odnosilo sie nie tego kto i czy przekracza o tyle predkosc, tylko tego, czy taka predkosc powoduje w opisanej sytuacji dodatkowe zagrozenie.
                  Po drugie: "Malo kto przekracza na szosach 100 km/h." - Czyzbysmy jezdzili po dwoch roznych Polskach? :)

                  > > Negowales nawet bez radaru i do ograniczenia o 40 km/h (ze 110 do 70-tki)

                  > Gdzie wystepuja takie ograniczenia?

                  Na drogach szybkiego ruchu (z ograniczeniem do 110 km/h) nie wystepuja ograniczenia do 70-tki przed skrzyzowaniami?

                  > Przeszukiwanie zasobow forum w takim celu nie wydaje mi sie sensowne.

                  Bo - jak widac - przynajmniej sam zdajesz sobie sprawe z tego, ze pleciesz bajki.

                  > Wystarczy, ze pare linijek wyzej wpadles na pomysl, ze w Polsce jezdzi sie 150 km/h na z
                  > wyklej szosinie.

                  Najlepsze jest to, ze trzeba przeszukiwac zasobow forum, zeby widziec jak fantazjujesz. Nigdzie w powyzszym poscie nie ma mowy o tym, ze sie tyle "jezdzi".
                  Wymyslone przez ciebie stwierdzenie, "ze w Polsce jezdzi sie 150 km/h" a pytanie o wplyw takiej predkosci na bazpieczenstwo to zupelnie dwie rozne rzeczy.

                  > Czy w Szwajcarii tez maja tak rozkalibrowane urzadzenia pomiarowe?

                  Wszedzie na swiecie przyjmuje sie tolerancje przy pomiarach- w zaleznosci od rodzaju pomiaru i sytuacji (z tego co widze) od 3 do nawet 20%. Kolejna nowosc dla ciebie?
                  • edek40 Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 13:16
                    > Po piewsze: pytanie odnosilo sie nie tego kto i czy przekracza o tyle predkosc,
                    > tylko tego, czy taka predkosc powoduje w opisanej sytuacji dodatkowe zagrozeni
                    > e.

                    Przekraczajacy predkosc razaca razaco pogarsza bezpiecznestwo.

                    > Po drugie: "Malo kto przekracza na szosach 100 km/h." - Czyzbysmy jezdzili po d
                    > woch roznych Polskach? :)

                    Tego nie wiem. Wyjatkowo rzadko widuje takich typkow, a doniesien tabloidow i filmikow w necie nie traktuje jak calej prawdy i tylko prawdy.

                    > Na drogach szybkiego ruchu (z ograniczeniem do 110 km/h) nie wystepuja ogranicz
                    > enia do 70-tki przed skrzyzowaniami?

                    Na ktorych drogach mamy ograniczenie do 110 km/h i do tego skrzyzowania?

                    > Wymyslone przez ciebie stwierdzenie, "ze w Polsce jezdzi sie 150 km/h" a pytani
                    > e o wplyw takiej predkosci na bazpieczenstwo to zupelnie dwie rozne rzeczy.

                    Czyli jednak jezdzimy po tej samej Polsce?

                    > Wszedzie na swiecie przyjmuje sie tolerancje przy pomiarach- w zaleznosci od ro
                    > dzaju pomiaru i sytuacji (z tego co widze) od 3 do nawet 20%. Kolejna nowosc d
                    > la ciebie?

                    3% zgoda. 20%? Hm. Chyba przy pomiarach "na oko".
                    • hannl Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 13:25
                      edek40 napisał:

                      > Na ktorych drogach mamy ograniczenie do 110 km/h i do tego skrzyzowania?

                      Czyli na takiej Gierkowce nia ma skrzyzowan? okay, niech ci bedzie.

                      > 3% zgoda. 20%? Hm. Chyba przy pomiarach "na oko".

                      Przy pomiarach z samochodu, minimum 5% przy pomiarach przy pomocy instrumentow i 20% przy pomiarach na podstawie wskazan szybkosciomierza.
                      • edek40 Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 13:39
                        > Czyli na takiej Gierkowce nia ma skrzyzowan? okay, niech ci bedzie.

                        Na Gierkowce sa skrzyzowania, ale limit predkosci jest inny. Mozna jechac 100 km/h, co skraca czas dojazdu do skrzyzowania z polna droga o kilka sekund dla mnie nie wartych proby wyjazdu z podporzadkowanej. Raz dlatego, ze moge sie pomylic w ocenie (bom stary), dwa dlatego, ze nie wiem czy okragly znak, ktory widze od tylu to nie zakaz wjazdu bryczek konnych, a trzy dlatego, ze w momencie, ktorym mam podjac sluszna lub smiertelnie bledna decyzje gosc jeszcze nie dojechal nawet do ograniczenia, wiec nie wiem czy zwolni.
                        • hannl Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 13:48
                          edek40 napisał:

                          > Na Gierkowce sa skrzyzowania, ale limit predkosci jest inny. Mozna jechac 100 k
                          > m/h,

                          Z rtego, co pamietam wczesniej bylo 110 a moze nawet jeszcze jest miejscami. Ale nie bede sie sprzeczal.

                          I pewnie wszyscy trzymaja sie 100 km/h?


                          > co skraca czas dojazdu do skrzyzowania z polna droga o kilka sekund dla mnie nie wartych proby

                          Tu jednak wcale nie chodzi o ciebie edku tylko o tysiace innych kierowcow, z ktorych jedni jezdza tak a drudzy calkiem inaczej - ale jak sugerujesz powyzej pewnie nikt powyzej 100 km/h.
                          • edek40 Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 13:57
                            > I pewnie wszyscy trzymaja sie 100 km/h?

                            Sa tacy, ktorzy trzymaja i nawet zwalniaja na siedemdziesiatkach. Sa tacy, ktorzy wszystkie ograniczenia maja w nosie.

                            > Tu jednak wcale nie chodzi o ciebie edku tylko o tysiace innych kierowcow, z kt
                            > orych jedni jezdza tak a drudzy calkiem inaczej - ale jak sugerujesz powyzej pe
                            > wnie nikt powyzej 100 km/h.

                            Jezeli kierowcy jezdza tak jak ja, to maja szanse pozyc. Jesli beda probowali jezdzic tak jak Ty, to sorry... Ja wyjazd z podporzadkowanej, pod katem prostym, bez pasa rozbiegowego zawsze traktuje jak manewr najwyzszego ryzyka. Moj pojazd ma do 70 km/h pewnie z 8 sekund (na prostej) - czyli abym nie zagrozil jadacemu z ta predkoscia glowna (i on mi), musialby on byc 160 m ode mnie. Nigdy nie zdecydowalbym sie na wyjazd, gdyby gosc byl tak blisko. Nawet nie z uwagi na ryzyko kraksy, ale z uwagi na dobre wychowanie - nie widze bowiem powodu, aby z mojego powodu ktos musial mniej lub bardziej ograniczac i tak ograniczacona predkosc.
                            • hannl Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 16.04.12, 12:29
                              edek40 napisał:

                              > Moj pojazd ma do 70 km/h pewnie z 8 sekund (na prostej) - czyli abym nie zagrozil jadace
                              > mu z ta predkoscia glowna (i on mi), musialby on byc 160 m ode mnie. Nigdy nie
                              > zdecydowalbym sie na wyjazd, gdyby gosc byl tak blisko. Nawet nie z uwagi na ry
                              > zyko kraksy,

                              "Ryzyko kraksy"? Nawet gdyby twoj bolid zdechl na srodku skrzyzowania a jadacy glowna droga mial wyladowany samochod, to od momentu dostrzezenia twojego zdechniecia mialby spokojnie jakies 3-4 sekundy na podjecie decyzji o hamowaniu.

                              Z kolei nawet gdybys potrzebowal az 2 sekundy na polapanie sie w kierunkach, skrecenie kol i wygramolenie sie z podporzadkowanej, to ruszajac z takim przyspieszeniem po 8 sekundach bylbys juz okolo 40 metrow od skrzyzowania i mial predkosc rzedu 50 km/h.

                              Zeby w takich warunkach spowodowac krakse ty albo jadacy droga nadrzedna musialby byc ciezko uposledzony albo pijany jak bela.
              • klemens1 Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 12:46
                > "Przyznanie" egzystuje tylko w twojej wyobrazni i wynika z niewiedzy. Tolerowan
                > ie +10 km/h nie jest "przyznaniem" czegokolwiek tylko zwykla tolerancja koniecz
                > na ze wzgledu na granice bledu w pomiarach predkosci.

                Gdyby tak było, to przy stwierdzeniu przez fotoradar że pojazd jechał z prędkością np. 75 km/h uznawano by że jechał 65 km/h - tymczasem się tego nie robi. Czyli na ograniczeniu do 70 jest się bezkarnym, natomiast w obszarze zabudowanym jest 200-300 + 4 punkty, a nie 100-200 i 2 punkty.
                Jeszcze raz się zastanów co w czyjej wyobraźni egzystuje.
                • hannl Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 13:02
                  klemens1 napisał:

                  > Gdyby tak było, to przy stwierdzeniu przez fotoradar że pojazd jechał z prędkoś
                  > cią np. 75 km/h uznawano by że jechał 65 km/h - tymczasem się tego nie robi.

                  Nie "uznaje sie" ze "jechal" tylko sie mierzy i odejmuje tolerancje. Z tego, co widze w zaleznosci od rodzaju pomiaru i sytuacji od 3 do nawet 20%.

                  Geschwindigkeitsmessung durch Nachfahren

                  Bei Geschwindigkeitsmessungen durch Nachfahren müssen in aller Regel höhere Fehlertoleranzen angesetzt werden als bei am Straßenrand aufgebauten Anlagen. Zumeist sind es bei mobilen Videomessungen 5 % des Meßwertes, mindestens 5 km/h. Wird mit einem normalen Fahrzeug ohne besondere Meßeinrichtung oder gar mit ungeeichtem Tacho gemessen, sind die zugrundezulegenden Toleranzen erheblich höher, teilweise bis zu 20 %. Bei Einsatz eines geeichten Fahrtschreibers sind ca. 10 % der abgelesenen Geschwindigkeit abzuziehen.

                  www.verkehrsportal.de/verkehrsrecht/toleranz.php
                  • klemens1 Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 13.04.12, 12:35
                    > > Gdyby tak było, to przy stwierdzeniu przez fotoradar że pojazd jechał z prędkoś
                    > > cią np. 75 km/h uznawano by że jechał 65 km/h - tymczasem się tego nie robi.

                    > Nie "uznaje sie" ze "jechal" tylko sie mierzy i odejmuje tolerancje. Z tego, co widze w zaleznosci od rodzaju pomiaru i sytuacji od 3 do nawet 20%.

                    Napisałem "gdyby tak było", z czego wniosek że nie twierdzę że tak jest.
                    Możliwości są dwie i obie wskazują że twoja teoria nt. niekarania za przekroczenie mniejsze niż 10 km/h jest błędna.

                    1. Wskazanie fotoradaru brane jest bez żadnych modyfikacji.
                    W tym przypadku kierowcy nie są karani za przekroczenie o mniej niż 10 km/h żeby uwzględnić ew. błąd pomiaru.
                    Tylko dlaczego w takim razie mieliby być karani za wyższe przekroczenie bez odejmowania tychże 10 km/h? O tym napisałem właśnie wcześniej ("gdyby tak było").

                    2. Od wskazania fotoradaru odejmuje się błąd pomiaru.
                    Dlaczego w takim razie kierowcy nie są karani za przekroczenie mniejsze od 10 km/h? Przecież na pewno przekroczyli a taryfikator uwzględnia to przekroczenie. Tę wątpliwość wyjaśnił Edek, na co odparłeś wersją (1), na którą odpowiedziałem "gdyby tak było", którą to wersję teraz zanegowałeś.
                    • hannl Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 13.04.12, 13:17
                      klemens1 napisał:

                      > twoja teoria nt. niekarania za przekroczenie mniejsze niż 10 km/h jest błędna.

                      To nie moja "teoria" tylko najzwyklejszy fakt:

                      "Zostało ustalone, że nowa tolerancja będzie wynosić 10 km/h. Oznacza to, że np. jadąc 149km/h na autostradzie (ograniczenie do 140 km/h) nie zapłacimy mandatu. Zapłacimy dopiero po przekroczeniu prędkości 150 km/h."

                      przypadki-drogowe.blogspot.de/2011/02/tolerancja-10-kmh-i-faszywe-radary.html


                      • klemens1 Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 13.04.12, 13:52
                        hannl napisał:

                        > klemens1 napisał:
                        >
                        > > twoja teoria nt. niekarania za przekroczenie mniejsze niż 10 km/h jest bł
                        > ędna.
                        >
                        > To nie moja "teoria" tylko najzwyklejszy fakt:

                        Twoja teoria nt. niekaranie za przekroczenie mniejsze niż 10 km/h w związku z błędami w pomiarze prędkości przez fotoradar jest błędna.
                        Trzymaj kontekst, za każdym razem trzeba ci powtarzać na jaki temat jest dyskusja?
                        • hannl "tolerancja pomiaru prędkości" 13.04.12, 14:10
                          klemens1 napisał:

                          > Twoja teoria nt. niekaranie za przekroczenie mniejsze niż 10 km/h w związku
                          > z błędami w pomiarze prędkości przez fotoradar
                          jest błędna.

                          Jeszcze raz:
                          Powolanie sie na czyjas wypowiedz nie jest stawianiem zadnej "teorii" tylko przytoczeniem czyjejs wypowiedzi: "Zostało ustalone, że nowa tolerancja będzie wynosić 10 km/h. Oznacza to, że np. jadąc 149km/h na autostradzie (ograniczenie do 140 km/h) nie zapłacimy mandatu."

                          I "Do tej pory tolerancja pomiaru prędkości wykonywanego przez policję musiała uwzględniać 5 km/h. Od 1 stycznia 2010 roku pomiar będzie się mógł różnić o 10 km/h w stosunku do ograniczenia prędkości"

                          > Trzymaj kontekst, za każdym razem trzeba ci powtarzać na jaki temat jest dyskusja?

                          Staraj sie zrozumiec co czytaszm i ogranicz fantazjowanie o jakichs "teoriach".
                          • klemens1 Re: "tolerancja pomiaru prędkości" 13.04.12, 17:01
                            > "Zostało ustalone, że nowa tolerancja będzie
                            > wynosić 10 km/h.
                            Oznacza to, że np. jadąc 149km/h na autostradzie (ogranicz
                            > enie do 140 km/h) nie zapłacimy mandatu."
                            >
                            > I "Do tej pory tolerancja pomiaru prędkości wykonywanego przez po
                            > licję musiała uwzględniać 5 km/h. Od 1 stycznia 2010 roku pomiar będzie się móg
                            > ł różnić o 10 km/h w stosunku do ograniczenia prędkości"

                            Z tego co napisałeś nie wynika że tolerancja ta jest skutkiem korekty wyniku z fotoradaru ze względu na błąd pomiaru.
                            Wiesz na pewno na jaki temat piszesz? Chodzi o twoją wypowiedź:

                            "Tolerowanie +10 km/h nie jest "przyznaniem" czegokolwiek tylko zwykla tolerancja konieczna ze wzgledu na granice bledu w pomiarach predkosci. "


                            Otóż - o czym pisałem wyżej już wielokrotnie - owo tolerowanie +10 nie wynika wcale z błędu w pomiarach prędkości.
                            Nie dyskutuję w ogóle na temat tego że ta tolerancja jest, co być może po dłuższym czasie zauważysz.
                            • hannl Re: "tolerancja pomiaru prędkości" 16.04.12, 09:46
                              > Z tego co napisałeś nie wynika że tolerancja ta jest skutkiem korekty wyniku z fotoradaru ze względu na błąd pomiaru.

                              Po pierwsze nie "napisalem" tylko zacytowalem.
                              Po drugie (niestety) wynika, i to jednoznacznie tylko trzeba rozumiec to, co sie czyta.
                              "Tolerancja pomiaru predkosci" to tu per se tolerancja "pomiaru" a nie innych wartosci. I pomiaru dokonuje sie jak wiadomo za pomca fotoradaru.


                              > “owo tolerowanie +10 nie wynika wcale z błędu w pomiarach prędkości“

                              „Wcale“? Czyli przy pomiarach predkosci “wcale” nie uwzglednia sie granic bledu wartosci nominalnej urzadzenia pomiarowego? Oryginalne.
                              • klemens1 Re: "tolerancja pomiaru prędkości" 16.04.12, 13:38
                                Proponuję ustalić:
                                - pomiar - to co zmierzył fotoradar
                                - wynik - pomiar po odjęciu ew. błędu pomiaru

                                > > Z tego co napisałeś nie wynika że tolerancja ta jest skutkiem korekty wyniku [powinno być: pomiaru] z fotoradaru ze względu na błąd pomiaru.

                                > Po drugie (niestety) wynika, i to jednoznacznie tylko trzeba rozumiec to, co sie czyta.
                                > "Tolerancja pomiaru predkosci" to tu per se tolerancja "pomiaru" a nie innych wartosci. I pomiaru dokonuje sie jak wiadomo za pomca fotoradaru.

                                Gdzie jest napisane że ta tolerancja wynika z błędów pomiaru fotoradaru? Wytłumacz mi to bardziej łopatologicznie.

                                > „Wcale“? Czyli przy pomiarach predkosci “wcale” nie uwzglednia sie granic bledu wartosci nominalnej urzadzenia pomiarowego? Oryginalne.

                                Twój oryginalny wniosek nie wynika z tego co napisałem.
                                • hannl pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 16.04.12, 14:56
                                  > Proponuję ustalić:
                                  > - pomiar - to co zmierzył fotoradar
                                  > - wynik - pomiar po odjęciu ew. błędu pomiaru

                                  W takim razie pomiar wyniku mozna byloby wyrazic inaczej jako:
                                  "pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru"
                              • hannl Re: "tolerancja pomiaru prędkości" 16.04.12, 14:32
                                klemens1 napisał:

                                > Proponuję ustalić:
                                > - pomiar - to co zmierzył fotoradar
                                > - wynik - pomiar po odjęciu ew. błędu pomiaru

                                Proponuje zajrzec do slownika lub spytac kogos, kto pamieta fizyke chocby z podstawowki:
                                Pomiar to nie to "co zmierzyl fotoradar" tylko czynnosc majaca na celu wyznaczenie okreslonej wielkosci fizycznej.
                                Wynik (pomiaru) to nie "pomiar po odjeciu"(?!) "ew." czegos tam tylko wartosc, jaka po dokonaniu pomiaru, wzglednie podczas pomiaru wskazuje urzadzenie pomiarowe.
                                I nic wiecej.

                                Pomiar kazdej ciaglej wielkosi fizycznej jest obarczony bledem. Dlatego zwlaszcza w przypadku kwestii spornych uwzglednia sie zawsze (a nie "ew.") tolerancje, czyli granice bledu pomiaru.

                                > Gdzie jest napisane że ta tolerancja wynika z błędów pomiaru fotoradaru? Wytłum
                                > acz mi to bardziej łopatologicznie.

                                Kolejna sciana nie do pokonania?
                                Wynika to wprost z przytoczonej wypowiedzi:

                                Tolerancja = dopuszczalna granica bledu (odchylki od wartosci nominalnej) okreslonego wyniku pomiaru.

                                "Tolerancji pomiaru predkosci" = dopuszczalna granica bledu pomiaru predkosci.

                                Jako, ze pomiaru predkosci dokonuje sie za pomoca fotoradaru, tolerancja, a wiec granica bledu moze dotyczyc tylko bledu pomiaru za pomoca fotoradaru.

                                Prosciej tego wytlumaczyc juz chyba nie potrafie a cos mi mowi, ze ciagle nie rozumiesz o co chodzi :)





                                > Twój oryginalny wniosek nie wynika z tego co napisałem.

                                Owszem wynika ale nie dziwi mnie, ze tego nie rozumiesz:

                                Z wypowiedzi "tolerowanie +10 nie wynika wcale z błędu w pomiarach prędkości" wynika wprost, ze bledy w pomiarach predkosci nie sa "wcale" uwzgledniane przy "tolerowaniu + 10"
                                • klemens1 Re: "tolerancja pomiaru prędkości" 16.04.12, 16:09
                                  > > Proponuję ustalić:
                                  > > - pomiar - to co zmierzył fotoradar
                                  > > - wynik - pomiar po odjęciu ew. błędu pomiaru

                                  > Proponuje zajrzec do slownika lub spytac kogos, kto pamieta fizyke chocby z podstawowki:

                                  Nie twierdzę czym jest pomiar wg słownika, tylko proponuję takie a nie inne nazewnictwo.
                                  Skoncentruj się na meritum, bo widzę że twoje pragnienie sukcesu w dyskusji jest tak infantylne, że sam tego nie zauważasz.

                                  > > Gdzie jest napisane że ta tolerancja wynika z błędów pomiaru fotoradaru? Wytłum
                                  > > acz mi to bardziej łopatologicznie.

                                  > Kolejna sciana nie do pokonania?
                                  > Wynika to wprost z przytoczonej wypowiedzi:

                                  > Tolerancja = dopuszczalna granica bledu (odchylki od wartosci nominalnej) okreslonego wyniku pomiaru.

                                  > "Tolerancji pomiaru predkosci" = dopuszczalna granica bledu pomiaru predkosci.

                                  Tolerancja oznacza też zezwalanie na pewien stan rzeczy lub wartość odchylenia od oczekiwanego wyniku na które to odchylenie się zezwala. Skąd wiesz że w przytoczonym artykule użyto słowa "tolerancja" w aspekcie technicznym pomiaru prędkości, a nie w kontekście niekarania za przekroczenie o wartości owej tolerancji po dokonaniu pomiaru i uwzględnieniu błędów tego pomiaru? Sam fakt że tolerancja zmieniła się z 5 km/h na 10 km/h świadczy o tym że urządzenia nie stały się chyba nagle mniej precyzyjne?

                                  > > Twój oryginalny wniosek nie wynika z tego co napisałem.

                                  > Owszem wynika ale nie dziwi mnie, ze tego nie rozumiesz:
                                  > Z wypowiedzi "tolerowanie +10 nie wynika wcale z błędu w pomiarach prędkości" wynika wprost, ze bledy w pomiarach predkosci nie sa "wcale" uwzgledniane przy "tolerowaniu + 10"

                                  Tolerowanie +10 może być stosowane po uwzględnieniu błędów pomiaru, albo bez ich uwzględniania. Jedno jest niezależne od drugiego, a więc jedno z drugiego nie wynika.
                                  • hannl Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 17.04.12, 09:34
                                    > Nie twierdzę czym jest pomiar wg słownika, tylko proponuję takie a nie inne nazewnictwo.

                                    A ja ci wskazuje, do czego prowadzi plodzenie "nazewnictwa" nie majacego nic wspolnego z sensem danego okreslenia - do idiotyzmu jakim jest "pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru".

                                    > Skąd wiesz że w przytoczonym artykule użyto słowa "tolerancja" w aspekcie technicznym pomiaru prędkości,

                                    Bo jest tam napisane "tolerancja pomiaru predkosci" i to okreslenie jest jednoznaczne i oczywiste dla kazdego, kto zna fizyke chocby na poziomie podstawowki.

                                    > a nie w kontekście niekarania za przekroczenie o wartości owej tolerancji po dokonaniu pomiaru i uwzględnieniu błędów tego pomiaru?

                                    Nie wiem dlaczego mialbym domniewywac cos innego, niz to, co jest tam napisane.

                                    > Tolerowanie +10 może być stosowane po uwzględnieniu błędów pomiaru, albo bez ich uwzględniania.

                                    W cytowanym tekscie wcale nie wystepuje majace znacznie szersze znaczenie okreslenie "tolerowanie" (religii, nieuwagi, obyczajow) tylko bardzo scisle i wymierne okreslenie "tolerancja pomiaru predkosci".
                                    • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 17.04.12, 16:32
                                      > > Nie twierdzę czym jest pomiar wg słownika, tylko proponuję takie a nie in
                                      > ne nazewnictwo.
                                      >
                                      > A ja ci wskazuje, do czego prowadzi plodzenie "nazewnictwa" nie majacego nic ws
                                      > polnego z sensem danego okreslenia - do idiotyzmu jakim jest "pomiar pomiaru po
                                      > odjeciu ew. bledu pomiaru".

                                      Po użyciu aliasu nie rozwija się go, bo to faktycznie prowadzi często do idiotyzmów. Co nie oznacza że aliasy się nie przydają - trzeba tylko używać ich zgodnie z przeznaczeniem, a nie jak idiota.
                                      Przykład z kodu c++, spróbuj zastosować swoją logikę, zobaczymy po jakim czasie ci się znudzi:
                                      namespace qi = boost::spirit::qi;

                                      > > Skąd wiesz że w przytoczonym artykule użyto słowa "tolerancja" w aspekcie
                                      > technicznym pomiaru prędkości,
                                      >
                                      > Bo jest tam napisane "tolerancja pomiaru predkosci" i to okreslenie jest jedno
                                      > znaczne i oczywiste dla kazdego, kto zna fizyke chocby na poziomie podstawowki.

                                      Napisane jest:
                                      "Do tej pory tolerancja pomiaru prędkości wykonywanego przez policję musiała uwzględniać 5 km/h. Od 1 stycznia 2010 roku pomiar będzie się mógł różnić o 10 km/h w stosunku do ograniczenia prędkości."


                                      Znowu masz problemy z ogarnięciem całego kontekstu - potrafisz się skupić tylko na niewielkich fragmentach zdania.
                                      Drugie zdanie wskazuje, że chodzi tu raczej (chociaż nie z całą pewnością) o tolerancję w sensie niekarania za przekroczenie prędkości mniejsze niż 10 km/h od zmierzonego z uwzględnionym już błędem pomiaru.

                                      Ponieważ jednak zdanie nie jest jednoznaczne, dodatkowe argumenty za moją interpretacją to:
                                      - tolerancja nie zależy od prędkości, jest wielkością stałą, natomiast błąd powinien w jakiś sposób od prędkości zależeć (zapewne liniowo)
                                      - tolerancja jest większa niż wcześniej, co by świadczyło przy twojej interpretacji urządzenia pomiarowe są mniej dokładne od swoich starszych wersji
                                      - przy twojej wersji tolerancji nie uwzględnia się przy wyższych przekroczeniach prędkości (większych niż 10 km/h), czyli za przekroczenie o 25 km/h kara przy uwzględnieniu tolerancji wynosiłaby tyle co za przekroczenie o 15 km/h, a tak nie jest

                                      I jeszcze pytanie dodatkowe, jakkolwiek odpowiedź na nie nie będzie argumentem:
                                      W jaki sposób byś się wyraził, używając słowa "tolerancja", gdybyś miał zamiar nie karać kierowców za rzeczywiste przekroczenie prędkości o mniej niż 10 km/h ?
                                      • hannl Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 25.04.12, 12:31
                                        klemens1 napisał:

                                        > Co nie oznacza że aliasy się nie przydają - trzeba tylko używać ich zgodnie z
                                        > przeznaczeniem, a nie jak idiota.

                                        Czy "ustalenie" ze pomiar to wynik a wynik to pomiar, zwlaszcza w kontekscie dyskusji o wynikach pomiarow predkosci bylo "zgodne z przeznaczeniem" czy "jak idiota"?



                                        • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 26.04.12, 15:46
                                          > Czy "ustalenie" ze pomiar to wynik a wynik to pomiar, zwlaszcza w kontekscie dy
                                          > skusji o wynikach pomiarow predkosci bylo "zgodne z przeznaczeniem" czy "jak id
                                          > iota"?

                                          Mam dla ciebie dobrą radę - zanim zadasz takie pytanie, skonsultuj je z kimś kto jest mądrzejszy od ciebie, czyli w twoim przypadku praktycznie z dowolną osobą.
                                          Że nie zrozumiałeś moich pytań to źle o tobie świadczy, ale mnie nie dziwi. Wystarczy trochę dłuższa wypowiedź i się gubisz - każdy się do tego przyzwyczaił. Ale że nawet idei aliasu nie jesteś w stanie pojąć - tego się nie spodziewałem. Wciąż zaskakujesz, nie każdy tak potrafi.

                                          Jeszcze na deser, napisałeś:
                                          Pomiar to nie to "co zmierzyl fotoradar" tylko czynnosc majaca na celu wyznaczenie okreslonej wielkosci fizycznej.


                                          Sam napisałeś wcześniej:
                                          Tolerowanie +10 km/h nie jest "przyznaniem" czegokolwiek tylko zwykla tolerancja konieczna ze wzgledu na granice bledu w pomiarach predkosci.


                                          Wyjaśnij, mózgu tego forum, w czym wyrażona jest granica błędu w czynności mającej na celu wyznaczenie określonej wielkości fizycznej.
                                          • hannl Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 02.05.12, 12:31
                                            klemens1 napisał:

                                            > Ale że nawet idei aliasu nie jesteś w stanie pojąć - tego się nie spodziewałem.

                                            Bo nikt przy zdrowych zmyslach nie moze traktowac powaznie "idei aliasu" wedle ktorej wynik to pomiar a pomiar to wynik

                                            Ale moze uda ci sie znalezc jakas malolate albo blondyne, ktora ci to odkupi. Powodzenia.


                                            > Jeszcze na deser, napisałeś:
                                            > Pomiar to nie to "co zmierzyl fotoradar" tylko czynnosc majaca na celu wyzna
                                            > czenie okreslonej wielkosci fizycznej.
                                            >

                                            >
                                            > Sam napisałeś wcześniej:
                                            > Tolerowanie +10 km/h nie jest "przyznaniem" czegokolwiek tylko zwykla tolera
                                            > ncja konieczna ze wzgledu na granice bledu w pomiarach predkosci.
                                            >

                                            >
                                            > Wyjaśnij, mózgu tego forum, w czym wyrażona jest granica błędu w [b]czynności[/
                                            > b] mającej na celu wyznaczenie określonej wielkości fizycznej.

                                            To, ze gubisz sie przy okresleniach zlozonych z wiecej niz dwoch slow jest tylko logiczna konsekwencja tego, ze nie rozumiesz sensu nawet tak elementarnie prostych slow jak wynik i pomiar.

                                            W okresleniu "granica bledu pomiaru" tak samo jak w "wyniku pomiaru" podmiotem nie jest "pomiar" tylko "granica bledu" wzglednie "wynik". Jedno i drugie wyraza sie wielkosciami liczbowymi.

                                            P.S.
                                            Jesli ja jestem "mozgiem tego forum" to czym ty jestes? Jego koscia ogonowa czy tym, co znajduje sie ponizej?

                                            Milego dnia zycze.
                                            • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 04.05.12, 10:45
                                              > > Ale że nawet idei aliasu nie jesteś w stanie pojąć - tego się nie spodzie
                                              > wałem.
                                              >
                                              > Bo nikt przy zdrowych zmyslach nie moze traktowac powaznie "idei aliasu" wedle
                                              > ktorej wynik to pomiar a pomiar to wynik

                                              Zapewniam cię, że nikt nie ma z tym najmniejszego problemu, bo do tego właśnie służy alias - można nim nawet definiować że białe jest czarne, a czarne jest białe (są tacy którzy nie uznają odwrotnej tezy, ale nie analizuj tego, to nie dla ciebie ta uwaga).
                                              Jak ty to robisz, że wychodzisz na głupka nawet gdy nikt nie stara się z ciebie głupka robić? Wystartuj w "Mam talent", bo to naprawdę fenomen.

                                              Coś w temacie tolerancji +10 jesteś w stanie napisać, czy jak zwykle wolisz się zajmować pobocznymi tematami, bo tam jeszcze upatrujesz złudną szansę że coś ugrasz?

                                              > W okresleniu "granica bledu pomiaru" tak samo jak w "wyniku pomia
                                              > ru" podmiotem nie jest "pomiar" tylko "granica bledu" wzglednie "wyni
                                              > k"
                                              . Jedno i drugie wyraza sie wielkosciami liczbowymi.

                                              Co nie zmienia faktu że napisałeś o granicy błędu czynności. Co ma do rzeczy fakt że granica błędu względnie wynik jest podmiotem? Coś piszesz ale sam nie wiesz po co to piszesz.
                                              Wyjaśnij teraz, musgó tego forum, w jakich jednostkach wyrażona jest granica błędu czynności mającej na celu wyznaczenie określonej wielkości fizycznej, pamiętając że czynność ta nie jest podmiotem w zdaniu które napisałeś, co z pewnością wielce ci ułatwi zadanie.

                                              > Jesli ja jestem "mozgiem tego forum" to czym ty jestes? Jego koscia ogonowa czy
                                              > tym, co znajduje sie ponizej?

                                              Ależ brakuje ci uznania i szczątkowego choćby sukcesu w dyskusji. Wyobrażam sobie jak cały się trzęsiesz z bezsilności.
                                              Na pocieszenie przyznam ci się, że wcale nie czuję jakiejś szczególnej satysfakcji z tego że się z ciebie wyśmiewam. Poczułeś się lepiej?
                                              • hannl Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 05.05.12, 22:14
                                                > do tego właśnie służy alias - można nim nawet definiować że białe jest czarne, a czarne
                                                > jest białe.

                                                Pewnie ze mozna, zeby - jak widac - osmieszyc sie jeszcze bardziej usilujac wytlumaczac w tak pocieszny sposob kolejna wpadke, tym razem przy probie splodzenia (akurat) definicji prowadzacych wprost do takich idiotyzmow, ze wynik to pomiar a pomiar to wynik.

                                                Ktos, kto silac sie akurat na definicje kluczowych dla dyskusji pojec, totalnie myli pojecia i przylapany na tym zaslania sie \"idea aliasu\" bo \"biale jest czarne a czarne jest biale\" (akurat przy definiowaniu pojec!) demontuje i osmiesza sie na tyle, ze wszelki dodatkowy komentarz jest wlasciwie zbyteczny.


                                                > Co nie zmienia faktu że napisałeś o granicy błędu czynności. Co ma do rzeczy fakt że
                                                > granica błędu względnie wynik jest podmiotem?

                                                Gdybys rozumial skladnie na poziomie 4 klasy podstawowki to bys wiedzial. Ale jako ze jej nie rozumiesz, nie wiesz czym wyraza sie wynik dodawania i blad pomiaru a takze nie wiesz czy masz sie podetrzec chusteczka czy Marysia gdy ktos zaoferuje ci chusteczke Marysi.

                                                > Coś piszesz ale sam nie wiesz po co to piszesz.

                                                Ja wiem tylko ty jak zwykle nie rozumiesz.

                                                > Wyjaśnij teraz, musgó tego forum, w jakich jednostkach wyrażona jest granica błędu
                                                >czynności mającej na celu wyznaczenie określonej wielkości fizycznej

                                                Odpowiedz dalem juz w poprzednim poscie: granice bledu pomiaru wyraza sie wielkosciami liczbowymi, tak samo jak dziesiatki innych wielkosci, ktore mozna wyrazic tylko po wykonaniu okreslonych czynnosci jak obliczenia albo badania.

                                                Ale dla ciebie, jako, ze nie rozumiesz skladni na poziomie 4 klasy podstawowki wszelkie te pojecia sa i pozostana wielkim misterium.

                                                > Ależ brakuje ci uznania i szczątkowego choćby sukcesu w dyskusji.

                                                Jesli tutaj szukasz \"sukcesow\" to pozostaje tylko wspolczuc – zwlaszcza przy twoim rekordowym bilansie idiotyzmow, ktore produkujesz tutaj juz tasmowo.

                                                > Wyobrażam sobie jak cały się trzęsiesz z bezsilności.

                                                W psychologii przypisywanie innym swoich wlasnych nieakceptowanych uczuc okresla sie mianem projekcji.

                                                Naprawde trzesiesz sie z bezsilnosci piszac na tym forum? Nawet nie przypuszczalem, ze moze to prowadzic do tak dramatycznych reakcji. Moze daj sobie lepiej z tym spokoj?
                                                • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 07.05.12, 21:16
                                                  hannl napisał:

                                                  > > do tego właśnie służy alias - można nim nawet definiować że białe jest cz
                                                  > arne, a czarne
                                                  > > jest białe.
                                                  >
                                                  > Pewnie ze mozna, zeby - jak widac - osmieszyc sie jeszcze bardziej usilujac wy
                                                  > tlumaczac w tak pocieszny sposob kolejna wpadke, tym razem przy probie splodzen
                                                  > ia (akurat) definicji prowadzacych wprost do takich idiotyzmow, ze wynik to pom
                                                  > iar a pomiar to wynik.

                                                  Wytłumaczenie podałem, ty kontrargumentów nie masz, zamiast tego przedstawiasz niepopartą faktami swoją wersję. Nie zamierzam roztrząsać tego zagadnienia w nieskończoność tylko dlatego, że albo jesteś na tyle zacietrzewiony że obsesyjnie pragniesz pokazać że masz rację tam gdzie jej nie masz, albo dlatego że jesteś zwyczajnie głupi.

                                                  > > Co nie zmienia faktu że napisałeś o granicy błędu czynności. Co ma do rze
                                                  > czy fakt że
                                                  > > granica błędu względnie wynik jest podmiotem?
                                                  >
                                                  > Gdybys rozumial skladnie na poziomie 4 klasy podstawowki to bys wiedzial. Ale j
                                                  > ako ze jej nie rozumiesz, nie wiesz czym wyraza sie wynik dodawania i blad pomi
                                                  > aru a takze nie wiesz czy masz sie podetrzec chusteczka czy Marysia gdy ktos za
                                                  > oferuje ci chusteczke Marysi.

                                                  Gdy ktoś powie że Marysia ma siostrę, to bez znaczenia jest czy ktoś mówi o Marysi, czy o chusteczce Marysi, która to Marysia (nie chusteczka) ma siostrę. W tym przypadku nie ma znaczenia czy Marysia jest podmiotem, jeżeli mowa jest o jej siostrze, tak samo jak nie ma znaczenia co jest podmiotem w zdaniu, jeżeli granica błędu czynności jest granicą błędu czynności. Niby coś rozumiesz, wiesz nawet co to podmiot (i jesteś z tego taki dumny że myślisz że to takie skomplikowane że dla innych niedostępne), ale ponieważ jesteś funkcjonalnym analfabetą, nie potrafisz pojąć o co tak naprawdę z tym podmiotem chodzi. Twój przykład niby jest spójny logicznie, tylko że zupełnie nie na temat - dziwne że tego nie widzisz.

                                                  > > Wyjaśnij teraz, musgó tego forum, w jakich jednostkach wyrażona jest gran
                                                  > ica błędu
                                                  > >czynności mającej na celu wyznaczenie określonej wielkości fizycznej
                                                  >
                                                  > Odpowiedz dalem juz w poprzednim poscie: granice bledu pomiaru wyraza sie wielk
                                                  > osciami liczbowymi

                                                  Pytałem o jednostki, co samo w sobie sugeruje że chodzi o wielkości liczbowe.

                                                  > (...)
                                                  > Naprawde trzesiesz sie z bezsilnosci piszac na tym forum?
                                                  > (...)

                                                  Ależ podchwyciłeś temat i się rozpisałeś - to o czymś świadczy. Na temat meritum dyskusji nie masz nic do napisania, jak widać. I fakt że cię to przerosło jest nie do ukrycia. Pozostają ci tematy zastępcze, których się będziesz obsesyjnie i kurczowo trzymał, żeby sobie udowodnić że jesteś cokolwiek wart. Żebyś miał chociaż blade pojęcie jak łatwo cię przejrzeć - ale może dla ciebie i lepiej że nie masz.
                                                  • hannl Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 10.05.12, 09:40
                                                    > Wytłumaczenie podałem,

                                                    Jedyne co tu "podales" to tlumaczenie sie "idea aliasu", z czego musialoby zapewne wynikac, ze definiujac scisle pojecia jak wynik i pomiar mozna paplac dowolne brednie, nawet takie, ze z pomiaru stanie sie wynik a z wyniku pomiar.

                                                    > ty kontrargumentów nie masz,

                                                    Ktos, kto definiuje pomiar jako wynik i wynik jako pomiar sam daje wystarczajace kontrargumenty.

                                                    Kazdy nauczyciel w podstawowce slyszacy ucznia podajacego definicje z ktorych wynikaloby, ze np. predkosc to sila a sila to predkosc dalby mu pale i kazal siadac.

                                                    Gdybys jeszcze "podal wytlumaczenie" bo "idea aliasu", to oprocz paly moglbys liczyc na pewne miejsce w zapiskach humoru z zeszytow szkolnych.

                                                    > zamiast tego przedstawiasz niepopartą faktami swoją wersję.

                                                    Twoja definicja, wedle ktorej wynik to pomiar a pomiar to zadna wersja tylko fakt, ktory kazdy moze tutaj (czarno na bialym) widziec. Tak samo jak majaczenie o "aliasach".

                                                    > ale ponieważ jesteś funkcjonalnym analfabetą,

                                                    I to pisze ktos, kto definiuje wynik jako pomiar a pomiar jako wynik i jeszcze takie defininicje usiluje "itlumaczyc"i "iidea aliasu".
                                                    Nie przepuscisz zadnej okazji, zeby sie zblaznic.


                                                    P.S.
                                                    Ciagle jeszcze "wyobrazasz sobie jak cały sie trzese z bezsilnosci"?
                                                    Pomaga ci to?
                                                  • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 11.05.12, 11:26
                                                    > Wytłumaczenie podałem,

                                                    (...)jak wynik i pomiar(...) pomiaru stanie sie wynik a z wyniku pomiar. (...) pomiar jako wynik i wynik jako pomiar(...) wynik to pomiar a pomiar(...), wynik jako pomiar a pomiar jako wynik(...)

                                                    Już się nie jąkaj.
                                                    Wiesz że Ziemia jest okrągła i w związku z tym po drugiej stronie to co u nas jest górą, tam jest dołem? Dół to góra a góra to dół - jak to wyjaśnisz? Ziemia jest głupia? A może płaska?
                                                    Teraz trochę się znęcam, bo to dla ciebie jest z pewnością za trudne. Chociaż przy łatwiejszych kwestiach efekt jest identyczny.

                                                    > Kazdy nauczyciel w podstawowce slyszacy ucznia podajacego definicje
                                                    > ktorych wynikaloby, ze np. predkosc to sila a sila to predkosc
                                                    > dalby mu pale i kazal siadac.

                                                    Zależy w jakiej przestrzeni nazw by to uczynił, funkcjonalny. Jeżeli w tej samej, to byłoby tak jak napisałeś. Dla przykładu (nie że oczekuję że zrozumiesz, tylko żeby pokazać innym że jesteś tak głupi że nawet to tłumaczenie nie pomoże) wyobraź sobie że uczeń używa innego języka gdzie "siła" to "prędkość" a "prędkość" to "siła". Semantycznie - w jego języku - mówi poprawnie.

                                                    Z podmiotem zdania też pewnie się zaplątałeś, bo nie sądzę że pominąłeś ten poboczny temat dlatego że cokolwiek zrozumiałeś.

                                                    Dzięki za wykazanie że miałem rację że uczepisz się pobocznego tematu, mając nadzieję że tam coś ugrasz, bo w temacie zasadniczym już dawno się wysypałeś. Trochę mi cię żal, bo wiem że przy twoim poziomie tępoty i zacietrzewienia takie przewidywanie nie jest niczym szczególnym i po prostu musisz zrobić to co napisałem.

                                                    Ponabijam się z ciebie, wiedząc na 100% jaki będzie efekt:
                                                    A teraz wróćmy do meritum dyskusji. Jak brzmi twoja długo oczekiwana odpowiedź w tym temacie? Znowu jakże wymowne milczenie?
                                                  • hannl Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 12.05.12, 12:22
                                                    > Zależy w jakiej przestrzeni nazw by to uczynił, funkcjonalny(…) wyobraź sobie że uczeń
                                                    > używa innego języka gdzie "siła" to "prędkość" a "prędkość" to "siła". Semantycznie -
                                                    > w jego języku - mówi poprawnie.

                                                    Po "idei aliasu"i przyszla zatem pora na "iprzestrzen nazw"i, czyli kolejne, jeszcze bardziej idiotyczne "iwytlumaczenie"i teorii, wedle ktorej (najwidoczniej) definiujac scisle pojecia mozna paplac kompletne brednie mieszajac dowolnie pojecia. Jesli bowiem nauczyciel lub egzaminator slyszac np. ze przyspieszenie to sila a sila to przyspieszenie powie "isiadac, niedostateczny"i zawsze mozna pomajaczyc najpierw o "idei aliasu"i a jak to nie pomoze to dalej probowac z "iprzestrzenia nazw"i (lol).

                                                    Kolejna dobra lokata w humorze z zeszystow szkolnych gwarantowana „funkcjonalny“.

                                                    Apropos: ktos, kto nie jest w stanie rozroznic pojec wynik i pomiar, nie moze pojac jakimi jednostkami definiuje sie granice bledu pomiaru i kto jest zupelnie bezradny na widok znaku z ograniczeniem do 70-tki ze znaczkiem ""dotyczy samochodow ciezarowych" nie powinien tak czesto szastac okresleniami "ifunkcjonalny"i bo jak po powyzszych przykladach widac, outuje sie tylko kolejna projekcja.

                                                    > Z podmiotem zdania też pewnie się zaplątałeś, bo nie sądzę że pominąłeś ten poboczny
                                                    > temat dlatego że cokolwiek zrozumiałeś.

                                                    Ty "isadzisz"i i sobie "iwyobrazasz" – ja wiem, ze ty nie wiesz co to podmiot. Gdybys bowiem wiedzial, kwestia w jakich jednostkach mierzy sie tolerancje bledu pomiaru nie bylaby dla ciebie tak wielkim misterium.


                                                    > Jak brzmi twoja długo oczekiwana odpowiedź w tym temacie? Znowu jakże wymowne milczenie?

                                                    Odpowiem chetnie na kazde twoje pytanie, jesli po tylu miesiacach dasz w koncu rade odpowiedziec na proste pytanie, ktore postawilem ci w watku ograniczeniu do 70-tki ze znaczkiem "dotyczy tylko samochodow ciezarowych".
                                                    Juz wtedy zastrzegles sie, ze odpowiesz, gdy ja odpowiem na twoje inne pytanie. Ja udzielilem odpowiedzi. Ty – jak nalezalo sie spodziewac – nie byles i nadal nie jestes w stanie odpowiedziec na moje proste pytanie. Przytaczam je z pamieci bo nie widze juz watku:

                                                    Po uprzednim ograniczeniu do 30-tki jest nowy znak z ograniczeniem do 70-tki i tabliczka "dotyczy samochodow ciezarowych".

                                                    Poniewaz takie oznakowanie (z tego co widze bedace norma w wielu krajach Europy) stanowilo dla ciebie kompletne misterium i kolejny powod utyskiwania na "znakologow" spytalem, jaka powinna byc wlasciwa recepta na oznakowanie sytuacji, gdzie mamy najpierw ograniczenie do 30-tki a potem zniesienie ograniczenia i nowe ograniczenie do 70-tki dotyczace ciezarowek zeby:
                                                    1. zrozumal je nie tylko najwiekszy tepak ale nawet ty
                                                    2. oznakowanie to nie powodowalo kolejnych nieporozumien.

                                                    Miales okazje, zeby w koncu sie wykazac swoja wyzszoscia nad "znakologami", ktorzy nie maja o niczym pojecia. Dlaczego masz takie trudnosci z tak prosta kwestia? Pokaz wszystkim w koncu, jak powinni pracowac ci nieudolni "znakolodzy".
                                                  • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 13.05.12, 16:56
                                                    > > Zależy w jakiej przestrzeni nazw by to uczynił, funkcjonalny(…) wyo
                                                    > braź sobie że uczeń
                                                    > > używa innego języka gdzie "siła" to "prędkość" a "prędkość" to "siła". Se
                                                    > mantycznie -
                                                    > > w jego języku - mówi poprawnie.
                                                    >
                                                    > Po "idei aliasu"i przyszla zatem pora na "iprzestrzen nazw"i, czyli kolejne, je
                                                    > szcze bardziej idiotyczne "iwytlumaczenie"i teorii, wedle ktorej (najwidoczniej
                                                    > ) definiujac scisle pojecia mozna paplac kompletne brednie mieszajac dowolnie p
                                                    > ojecia.

                                                    To co nazywasz idiotycznym wytłumaczeniem opisuje coś, co jest na potęgę stosowane w wielu dziedzinach w których ma się do czynienia z wieloma poziomami abstrakcji (wystarczą dwa). Poziomy abstrakcji stosuje się, żeby bez wnikania w szczegóły w łatwiejszy sposób zająć się sednem sprawy - bardzo mądre rozwiązanie, nie działa w przypadku idiotów; jeżeli dodatkowo idiota jest zacietrzewiony, to całe rozwiązanie określa jako idiotyczne, bo mu wychodzą brednie i pomieszanie pojęć. Z pewnością spotkałeś się już z takimi przypadkami.
                                                    W ramach dokształcania - alias ma to do siebie, że z reguły jest w innej przestrzeni nazw, więc twój triumfujący ton sekretarza partyjnego orzekający "przyszla zatem pora" jest - delikatnie mówiąc - nie na miejscu. Wystarczy ci to samo napisać innymi słowami, a ty już trąbisz że oto wykryłeś nowy spisek. Czyli czytasz, ale nie rozumiesz znaczenia tego co czytasz - znasz definicję kogoś takiego, funkcjonalny?

                                                    Jak to jest z górą i dołem po drugiej stronie Ziemi? Wskaż w którym kierunku jest góra, a w którym dół i odpowiedz, czy jak po drugie stronie wchodzi po schodach to mówi że idzie na dół.
                                                    A co by na to powiedział nauczyciel, gdyby uczeń po drugiej stronie Ziemi powiedział że wchodzi po schodach na górę, podając zmianę swojego położenia we współrzędnych prostokątnych przestrzennych Ziemi?
                                                    To będzie dla ciebie za trudne, co najwyżej możesz coś odszczeknąć.

                                                    > > Z podmiotem zdania też pewnie się zaplątałeś, bo nie sądzę że pominąłeś t
                                                    > en poboczny
                                                    > > temat dlatego że cokolwiek zrozumiałeś.
                                                    >
                                                    > Ty "isadzisz"i i sobie "iwyobrazasz" – ja wiem, ze ty nie wiesz co to pod
                                                    > miot.

                                                    "Ja wiem, ze ty nie wiesz co to podmiot" - a cóż innego mógłbyś odpisać, funkcjonalny? Przecież na argument nie odpowiesz.

                                                    > Gdybys bowiem wiedzial, kwestia w jakich jednostkach mierzy sie tolerancj
                                                    > e bledu pomiaru nie bylaby dla ciebie tak wielkim misterium.

                                                    Ty to wiesz, więc uświadom mi wreszcie w jakich jednostkach wyraża się tolerancję błędu tej czynności (nie wyniku uzyskanego dzięki niej). Dziwne że powstrzymujesz się przed tym - jeżeli podasz tę jednostkę, dopiero będzie mi głupio.
                                                    Zauważyłeś że wcale się nie obawiam że dasz radę odpowiedzieć?

                                                    > > Jak brzmi twoja długo oczekiwana odpowiedź w tym temacie? Znowu jakże wym
                                                    > owne milczenie?
                                                    >
                                                    > Odpowiem chetnie na kazde twoje pytanie, jesli po tylu miesiacach dasz w koncu
                                                    > rade odpowiedziec na proste pytanie, ktore postawilem ci w watku ograniczeniu
                                                    > do 70-tki ze znaczkiem "dotyczy tylko samochodow ciezarowych".

                                                    Czyżbyś miał durną nadzieję że oto wybrnąłeś z sytuacji w mistrzowski sposób? Że każdy powie "No tak, przecież najpierw trzeba rozstrzygnąć kwestię 70-tki i samochodów ciężarowych - jak mogliśmy na to sami nie wpaść, dobrze że Hannl (kiedyś Hanni, ale zapomniał hasła) był tak bystry że to zauważył"?
                                                    Widać czarno na białym jak w żenujący sposób próbujesz zakamuflować swoją tępotę i frustrację. Znowu potwierdziłeś moją diagnozę, że wymyślasz tematy zastępcze, a w zasadniczym temacie wykazujesz się całkowitą impotencją.
                                                    Najbardziej zdziwił mnie fakt, że uznałeś że ktokolwiek się na to nabierze - to najlepiej świadczy o tym że sam nie dostrzegasz różnicy między sobą a otoczeniem.
                                                    Popróbuj jeszcze, ale najpierw poćwicz swoje sztuczki w przedszkolu, bo uczniowe podstawówki za takie infantylne numery po prostu zrównają cię z poziomem łajna.

                                                    Przewiduję że nie odpowiesz na postawione pytania i nic nie napiszesz w temacie.
                                                    Właściwie to nawet nie przewiduję - ja to wiem, bo twoje problemy emocjonalne oraz szczątkowa inteligencja niezawodnie wskazują że musisz postąpić tak jak napisałem. Potwierdzisz to, jak zawsze.
                                                  • hannl Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 14.05.12, 10:11
                                                    > To co nazywasz idiotycznym wytłumaczeniem opisuje coś, co jest na potęgę stosowane w
                                                    > wielu dziedzinach w których ma się do czynienia z wieloma poziomami abstrakcji

                                                    Bo przy definicji tak prostych pojec jak wynik i pomiar mamy – jak wiadomo - do czynienia z tyloma "poziomami abstrakcji" i tak rozlegla "przestrzenia nazw", ze okreslenie pomiaru jako wynik a wyniku jako pomiar wzglednie marchewka musialo byc jedyna logiczna konsekwencja.


                                                    > Poziomy abstrakcji stosuje się, żeby bez wnikania w szczegóły w łatwiejszy sposób zająć
                                                    > się sednem sprawy

                                                    A sednem sprawy– jak wiadomo – mozna zajac sie najskuteczniej mylac totalnie definicje elementarnie prostych pojec jak wynik i pomiar albo predkosc i sila.

                                                    - bardzo mądre rozwiązanie, nie działa w przypadku idiotów;

                                                    Nie bylbym taki pewien. Jesli w kregu zajomych lub najblizszej rodziny maja podobnych idiotow to blysniecie "przestrzenia nazw" z "wieloma poziomami abstrakcji" jako uzasadnienie ze predkosc to sila moze nawet zadzialac. Sprobuj tego koniecznie i daj znac, czy odniosles sukces.



                                                    > W ramach dokształcania - alias ma to do siebie, że z reguły jest w innej przestrzeni nazw,

                                                    I dlatego nalezy definiowac wynik jako pomiar a pomiar jako wynik, predkosc jako sile a sile jako predkosc, wzglednie marchewke. A gdy ktos np. nauczyciel powie "siadaj, pala" to nalezy mu zwrocic uwage na "poziomy abstrakcji" wzglednie "przestrzen nazw". A jesli to nie pomoze mozna rowniez poruszyc kwestie "idei aliasu". Naprawde swietna recepta, przede wszystkim na dobra lokate w humorrze z zeszytow szkolnych.

                                                    > znasz definicję kogoś takiego, funkcjonalny?

                                                    Definicje czy definicje funkcjonalnego czyli definicje "w innej przstrzeni nazw" "z wieloma poziomami abstrakcji" gdzie funkcjonalny definiuje wynik jako pomiar wzglednie marchewke bo w Australii gora jest dol a dol gora?

                                                    > Ty to wiesz, więc uświadom mi wreszcie w jakich jednostkach wyraża się tolerancję błędu
                                                    > tej czynności (nie wyniku uzyskanego dzięki niej). Dziwne że powstrzymujesz się przed tym
                                                    > - jeżeli podasz tę jednostkę, dopiero będzie mi głupio.

                                                    Ile razy mam ci to jeszcze uswiadamiac? Przeciez juz 3 albo 4 razy napisalem ci, w jakich jednostkach podaje sie tolerancje bledu czynnosci jaka jest pomiaru predkosci a ty ciagle nie mozesz tego zalapac. Dlaczego mialbys zaskoczyc dopiero za piatym razem?


                                                    > Czyżbyś miał durną nadzieję że oto wybrnąłeś z sytuacji w mistrzowski sposób? Że każdy
                                                    > powie "No tak, przecież najpierw trzeba rozstrzygnąć kwestię 70-tki i samochodów
                                                    > ciężarowych - jak mogliśmy na to sami nie wpaść,

                                                    Czemu tak sie podniecasz? To prosciutkie pytanie wisi w powietrzu od miesiecy, choc jako WARUNEK zazadales wtedy ode mnie, zebym odpowiedzial na inne pytanie. Ja odpowiedzialem. Ty do tej pory nie jestes w stanie podac recepty na wlasciwie oznakowanie opisanej sytuacji i ciagle wymyslasz nowe pytania.

                                                    Czyzbym nie mial prawa pytac o zobowiazanie, ktore dales i z ktorego po tylu miesiacach sie nie wywiazales?



                                                    P.S. Czy ciagle "wyobrazasz sobie" jeszcze "jak sie trzese z bezsilnosci"?
                                                  • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 15.05.12, 12:52
                                                    > Bo przy definicji tak prostych pojec jak wynik i pomiar mamy – jak wiadom
                                                    > o - do czynienia z tyloma "poziomami abstrakcji" i tak rozlegla "przestrzenia n
                                                    > azw", ze okreslenie pomiaru jako wynik a wyniku jako pomiar wzglednie marchewka
                                                    > musialo byc jedyna logiczna konsekwencja.

                                                    Tak jest łatwiej zamiast pisać kilkoma słowami czy chodzi o wynik sprzed czy po korekcie. Normalny zabieg, z którego nikt normalny nie robi problemu. Często zamiast "wyniku" stosuje się słowo "pomiar" i z tego również nikt normalny nie robi problemu. Chciałem to zwyczajnie usystematyzować żeby przejść do sedna, ale zapomniałem z jakim niespełnionym intelektualistą mam do czynienia. Długo nie trzeba było czekać na pierwsze efekty - pytanie nie brzmiało "czy", lecz "kiedy".

                                                    > - bardzo mądre rozwiązanie, nie działa w przypadku idiotów;
                                                    >
                                                    > Nie bylbym taki pewien. Jesli w kregu zajomych lub najblizszej rodziny maja pod
                                                    > obnych idiotow to blysniecie "przestrzenia nazw" z "wieloma poziomami abstrakcj
                                                    > i" jako uzasadnienie ze predkosc to sila moze nawet zadzialac. Sprobuj tego kon
                                                    > iecznie i daj znac, czy odniosles sukces.

                                                    W gronie moich znajomych ani rodziny nie ma nikogo takiego jak ty, i nie dodam tu zwyczajowego słowa "niestety". "Podobnych idiotów" poza tobą nie znam i mała szansa że kiedykolwiek poznam - gdybym poznawał kilkuset ludzi dziennie, to może po wielu latach ktoś taki drugi by się trafił.
                                                    Gdy zdefiniuję jakieś pojęcie innym pojęciem, które powszechnie znaczy co innego, to nigdy nikt nie robi z tego jakiegokolwiek problemu, za to łatwiej jest się dogadać, i z pewnością coś tak trywialnego nikomu nie imponuje. Ale te osoby to normalni ludzie a nie frustraci z niedoleczonymi kompleksami, próbujący się dowartościować poprzez robienie problemów z niczego.
                                                    Zresztą sam pomysł że coś takiego pogłoby komuś imponować jest totalnie infantylny i tylko ty mogłeś być jego autorem.

                                                    > > W ramach dokształcania - alias ma to do siebie, że z reguły jest w innej
                                                    > przestrzeni nazw,
                                                    >
                                                    > I dlatego nalezy definiowac wynik jako pomiar a pomiar jako wynik(...)

                                                    Napisałem to dlatego żeby wykazać że wystarczy ci coś o tym samym znaczeniu napisać innymi słowami, a ty od razu klepiesz swoją mantrę bo nie masz lepszego pomysłu co odpisać.
                                                    Coś by trzeba było odpisać - ale co? Z braku pomysłów default. Odpisane? Odpisane. A że nie na temat - może nikt nie zauważy ... - oto twój niezmienny algorytm (słowo to nikomu nie zaimponuje - uprzedzam z góry).

                                                    > > znasz definicję kogoś takiego, funkcjonalny?
                                                    >
                                                    > Definicje czy definicje funkcjonalnego czyli definicje "w innej przstrzeni nazw
                                                    > " "z wieloma poziomami abstrakcji" gdzie funkcjonalny definiuje wynik jako pomi
                                                    > ar wzglednie marchewke bo w Australii gora jest dol a dol gora?

                                                    Już ci pisałem jaką definicję, więc po co pytasz? Widzę że zaczyna się kolejny etap twojej trzęsawki - wyrywanie fragmentów zdań z kontekstu, bo powtarzanie w kółko tego samego zaczęło się już wcześniej.

                                                    > > Ty to wiesz, więc uświadom mi wreszcie w jakich jednostkach wyraża się to
                                                    > lerancję błędu
                                                    > > tej czynności (nie wyniku uzyskanego dzięki niej). Dziwne że powstrzymuje
                                                    > sz się przed tym
                                                    > > - jeżeli podasz tę jednostkę, dopiero będzie mi głupio.
                                                    >
                                                    > Ile razy mam ci to jeszcze uswiadamiac? Przeciez juz 3 albo 4 razy napisalem ci
                                                    > , w jakich jednostkach podaje sie tolerancje bledu czynnosci jaka jest pomiaru
                                                    > predkosci a ty ciagle nie mozesz tego zalapac. Dlaczego mialbys zaskoczyc dopie
                                                    > ro za piatym razem?

                                                    Podana została tolerancja wyniku w km/h, natomiast nigdzie nie widzę żebyś podał tolerancję czynności. W jednym z cytatów użyto co prawda słów "tolerancja pomiaru", ale wiadomo że chodziło o wynik, a nie o czynność (co jest normalne dla kogoś normalnego). A ponieważ pomiar to wg ciebie czynność, więc chciałbym żebyś uświadomił mi, w jakich jednostkach wyrażona jest ta czynność. Ileś razy już mi to uświadamiałeś, więc może podaj link żeby było mi bardziej głupio?

                                                    > > Czyżbyś miał durną nadzieję że oto wybrnąłeś z sytuacji w mistrzowski spo
                                                    > sób? Że każdy
                                                    > > powie "No tak, przecież najpierw trzeba rozstrzygnąć kwestię 70-tki i sam
                                                    > ochodów
                                                    > > ciężarowych - jak mogliśmy na to sami nie wpaść,
                                                    >
                                                    > Czemu tak sie podniecasz? To prosciutkie pytanie wisi w powietrzu od miesiecy,
                                                    > (...) Czyzbym nie mial prawa pytac o zobowiazanie, ktore dales i z ktorego po tylu mi
                                                    > esiacach sie nie wywiazales?

                                                    Całkiem możliwe, tylko dziwne że akurat teraz sobie o tym przypomniałeś kiedy w panice coś odpisać musisz bo cię przycisnąłem, ale nie masz pojęcia co. Dowolnie się ośmieszysz byle tylko nie przyznać się że nic a nic nie pojąłeś. Niepotrzebnie, bo to i tak widać, ale nie piszę tego żeby cię przekonać.
                                                    Zachowujesz się trochę jak gó...arz który się sfajdał w kącie, po czym przykrył swoje dzieło matą słomianą i ma nadzieję że rodzice się nie zorientują. Metoda raczej mało skuteczna, ale tacy jak ty tego nie zauważają. Mam nadzieję że nie poruszyłem jakichś skrzętnie skrywanych wspomnień?

                                                    > P.S. Czy ciagle "wyobrazasz sobie" jeszcze "jak sie trzese z bezsilnosci"?

                                                    Wcześniej zignorowałem to pytanie i widzę że dobrze zrobiłem, bo teraz gdy je powtórzyłeś, okazało się że przeżywasz bardziej niż myślałem.
                                                    Twoje roztrzęsienie jest widoczne w tym jak czepiasz się czegoś co uważasz za ostatnią deskę ratunku i uparcie to powtarzasz, nawet gdy to co powtarzasz nie jest na temat. To coś na zasadzie "nie odpowiem, ale i tak wynik-pomiar, patrzcie, odpisałem, ale jestem mądry". Twoje odszczekiwanie się za każdym razem gdy poczujesz się urażony (oczywiście argument wynik-pomiar, w który się wczepiłeś pazurami i zębami) też świadczy o tym jak obsesyjnie próbujesz się odgryźć. Widać też że ci nerwy puszczają, bo zacząłeś włączać w dyskusję kwestie rodzinne. Dla zacietrzewionych idiotów to typowe, a z dnia na dzień się nie zmienisz. Tak samo typowe dla ciebie jest to że jesteś całkowicie przewidywalny, co widać choćby po tym że piszę co zrobisz i ty to robisz. Gdybyśmy dyskutowali na żywo, to podejrzewam że po raz kolejny szukałbyś słomianki.
                                                    Mam nadzieję że moja odpowiedź na twoje pytanie, chociaż spóźniona, była przynajmniej wyczerpująca, chociaż nie wiem czy dla ciebie satysfakcjonująca.

                                                    Po raz kolejny:

                                                    Jak to jest z górą i dołem po drugiej stronie Ziemi? Wskaż w którym kierunku jest góra, a w którym dół i odpowiedz, czy jak po drugie stronie wchodzi po schodach to mówi że idzie na dół.
                                                    A co by na to powiedział nauczyciel, gdyby uczeń po drugiej stronie Ziemi powiedział że wchodzi po schodach na górę, podając zmianę swojego położenia we współrzędnych prostokątnych przestrzennych Ziemi?
                                                    Miało być za trudne i było za trudne, dokładnie jak przewidziałem.

                                                    Przewiduję znowu że nie odpowiesz na postawione pytania i nic nie napiszesz w temacie.
                                                    Właściwie to nawet nie przewiduję - ja to wiem, bo twoje problemy emocjonalne oraz szczątkowa inteligencja niezawodnie wskazują że musisz postąpić tak jak napisałem. Potwierdzisz to, jak zawsze.
                                                  • hannl Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 16.05.12, 10:32
                                                    > Tak jest łatwiej zamiast pisać kilkoma słowami czy chodzi o wynik sprzed czy po korekcie.

                                                    "Latwiej" bylo jedynie wypaczyc sens cytowanej wypowiedzi i splodzic kolejny idiotyzm.
                                                    Zdradzisz nam dlaczego analizujac CUDZE teksty o "wynikach pomiarow predkosci" czytelnicy mieliby stosowac definicje "w innej przestrzeni nazw" niejakiego klemensa1 z forum bezpieczenstwo na drogach GW zamiast na powszechnie znane definicje slownikowe wzglednie encyklopedyczne, gdzie wynik to wynik i pomiar to pomiar a nie na odwrot?

                                                    Poza tym czego nie mozna zrozumiec w tak prostych i jednoznacznych okresleniach jak:
                                                    1. wynik pomiaru
                                                    2. wynik pomiaru po uwzglednieuniu tolerancji?

                                                    P.S. Uwzglednienie tolerancji to nie korekta.

                                                    > Normalny zabieg, z którego nikt normalny nie robi problemu.

                                                    Juz ci pisalem, jak kazdy normalny nauczyciel zareagowalby na "normalny zabieg" ucznia defiujacego predkosc jako sile a sile jako predkosc.
                                                    Jesli tworzysz swoje wlasne teksty to nikt nie broni ci podmieniac i mylic pojecia wedle uznania. Jesli komentujesz jednak wypowiedzi innych, to logika wskazuje na to, zeby stosowac ogolnie przyjete definicje a nie twoje wlasne.
                                                    Albo moze zdradzisz, skad autor piszac swoj tekst mialby w ogole znac definicje "z innej przestrzeni nazw" klemensa1 z forum bezpieczenstwo?


                                                    > Często zamiast "wyniku" stosuje się słowo "pomiar" i z tego również nikt normalny nie robi
                                                    > problemu.

                                                    Owszem robi, zwlaszcza tam, gdzie (np. w przypadku spornego tekstu) chodzi o dokladna i jednoznaczna definicje. Oba te pojecia maja scisle i rozne znaczenia nie po to, zeby je dowolnie zamieniac, zwlaszcza przy sileniu sie na podanie definicji.

                                                    Jedno "zamiast" drugiego stosuja i owszem co najwyzej niedouczone malolaty i blondyny wymieniajace sie swoim know-how w kwestii wlasciwej wielkosci biustonosza. Nie bez powodu w temacie "pomiar wynosi" wyszukiwarka wyrzucila pierwszy wynik prowadzacy na strone biustomania.pl .
                                                    Biustomania.pl to dokladnie twoj lewel, gdzie czesto zamiast czegos pisze sie cos zupelnie idiotycznego i nikt nie robi z tego problemu.

                                                    Znow pomyliles normy twojego bezposredniego otoczenia z normami ogolu lub srodowisk, do ktorych nie masz dostepu, tak jak wtedy, gdy przekonywales, ze dyplomaci i profesorowie obrzucaja sie na codzien takimi samym miesem jak zule pod budka z piwem.


                                                    > Chciałem to zwyczajnie usystematyzować żeby przejść do sedna,

                                                    Zamiana i przekrecenie sensu jednoznacznych i scislych pojec akurat w watku, gdzie poprawnosc definicji tych pojec odgrywa kluczowa role to zadne "systematyzowanie" tylko tzw. pitolenie i mulenie na poziomie biustomanii.pl. Tam z takim "systematyzowaniem" pewnie bys przeszedl ale tez zapewne nie za daleko.


                                                    > W gronie moich znajomych ani rodziny nie ma nikogo takiego jak ty, i nie dodam tu
                                                    > zwyczajowego słowa "niestety". "Podobnych idiotów" poza tobą nie znam i mała szansa że
                                                    > kiedykolwiek poznam - gdybym poznawał kilkuset ludzi dziennie, to może po wielu latach ktoś taki drugi by się trafił.


                                                    No to gratuluje: Jesli grono twoich znajomych i rodzina odkupuje ci ten chlam (nie wiem czy bardziej z niewiedzy czy litosci) to produkuj sie dalej tam tak dalej. Ale dam ci dobra rade: nie konfrontuj ZADNEGO nauczyciela albo egzaminatora z twoimi definicjami predkosci jako sily i sily jako predkosci bo mozesz przezyc niemale rozczarowanie.

                                                    > Gdy zdefiniuję jakieś pojęcie innym pojęciem, które powszechnie znaczy co innego,
                                                    > to nigdy nikt nie robi z tego jakiegokolwiek problemu,

                                                    No to jeszcze raz gratuluje. Analizujac np. program o przestepczosci nieletnich dyskutujecie zapewne o przepisach na bigos. Zdefiniowanie "w innej przstrzeni nazw"
                                                    przestepczosci jako przepis i nieletnich jako bigos to przeciez zaden problem i nikt "nie robi z tego powodu problemu".


                                                    > Definicje czy definicje funkcjonalnego czyli definicje "w innej przstrzeni nazw
                                                    > " "z wieloma poziomami abstrakcji" gdzie funkcjonalny definiuje wynik jako pomi
                                                    > ar wzglednie marchewke bo w Australii gora jest dol a dol gora?

                                                    > Już ci pisałem jaką definicję, więc po co pytasz?

                                                    O to, czego znow- jak zwykle nie zrozumiales. Kazde pojecie (jak wynik, pomiar, sila) ma swoja jednoznaczna slownikowa lub encyklopedyczna definicje. Moga jednak rowniez – jak sie dowiedzielismy – zaistniec definicje "w innej przestrzeni nazw" "z wieloma poziomami abstrakcji" gdzie definiowane pojecie okazuje sie jako przeciwienstwo tego slownikowego lub jako zupelnie cos innego, np. marchewka.

                                                    Zapomnij to pytanie, bo i tak nie bedziesz w stanie go "objac".


                                                    > Podana została tolerancja wyniku w km/h,

                                                    Gdzie? W cytowanych tekstach nigdzie nie widze aby ktokolwiek pisal o "tolerancji wyniku". Mozesz wskazac to miejsce?

                                                    > natomiast nigdzie nie widzę żebyś podał tolerancję czynności.

                                                    Podalem tam, gdzie pisalem rowniez o wyniku innej czynnosci jaka jest pomiar.

                                                    > W jednym z cytatów użyto co prawda słów "tolerancja pomiaru",

                                                    Bo nie tylko w tym jednym cytacie tak sie to formuluje tylko "co prawda” z reguly niemal wszedzie pisze sie o "tolerancji pomiaru".

                                                    > ale wiadomo że chodziło o wynik, a nie o czynność (co jest normalne dla kogoś normalnego).

                                                    "Wiadomo" "normalne" dla "normalnego” tak jak ten, ktory uwaza wynik za pomiar a sile za predkosc?
                                                    Tutaj dobijasz po raz kolejny do bariery, ktora jest dla ciebie – jak widac - nie do przebycia: w okresleniu "tolerancja pomiaru" wcale nie "chodzi" o wynik ani o czynnosc tylko wlasnie o "tolerancje". Ale skoro ciagle nie rozumie sie, co ma do tego wszystkiego podmiot, jak mozna zrozumiec cos takiego?


                                                    > A ponieważ pomiar to wg ciebie czynność, więc chciałbym żebyś uświadomił mi, w jakich
                                                    > jednostkach wyrażona jest ta czynność.

                                                    I masz nadzieje, ze jak szosty raz dostaniesz odpowiedz to w koncu zalapiesz? Jako ze w okresleniu "tolerancja pomiaru" podmiotem jest "tolerancja" a nie "pomiar", jednostki, jakimi sie to wyraza (np. km/h) odnosza sie do "tolerancji" a nie czynnosci jaka jest pomiar, tak samo jak w okresleniu "wynik pomiaru" jednostki rowniez odnosze sie nie do czynnosci ajka jest pomiar tylko do "wyniku".
                                                    Dlatego i tolerancje i wynik wyraza sie np. w km/h.

                                                    Skad ja to wiem, ze ciagle nie rozumiesz i kwestia powroci rykoszetem bodajze juz siodmy raz.



                                                    > Całkiem możliwe, tylko dziwne że akurat teraz sobie o tym przypomniałeś kiedy w panice
                                                    > coś odpisać musisz bo cię przycisnąłem, ale nie masz pojęcia co.

                                                    "Panike" i "przycisniecie" ulokujemy najpierw tam, gdzie jest ich wlasciwe miejsce czyli w sfere twoich projekcji i konfabulacji.

                                                    A powod jest bardzo prozaiczny: Nie bardzo wiem, dlaczego mialbym odpowiadac na jakiekolwiek twoje kolejne pytania, skoro ty po tylu miesiacach nie jestes w stanie wywiazac sie sie ze SWOJEGO WLASNEGO zobowiazania, ktore SAM dales?

                                                    Jeszcze raz widac roznice miedzy nami: w moim otoczeniu wywiazywanie sie z zobowiazan danych innym to oczywistosc, kwestia honoru – oba pojecia leza jak widac w twoim przypadku na nieosiagalnym "poziomie abstrakcji"



                                                    >> P.S. Czy ciagle "wyobrazasz sobie" jeszcze "jak sie trzese z bezsilnosci"?

                                                    > Wcześniej zignorowałem to pytanie i widzę że dobrze zrobiłem, bo teraz gdy je
                                                    > powtórzyłeś, okazało się że przeżywasz bardziej niż myślałem.

                                                    "Okazalo sie"? No skoro "okazalo sie"to zycze wielu pozytywnych wrazen przy wyobrazaniu sobie jak caly sie trzese z bezsilnosci. Cieszy mnie, jesli ci to jakos pomaga.


                                                    Milego dnia zycze.
                                                  • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 17.05.12, 16:44
                                                    Wiedziałem że jak napiszę nieco więcej zdań, to nie zorientujesz się że opisują one to samo i zaczniesz odpowiadać na każde z osobna - klepiąc swoją mantrę oczywiście. Pozwoliłem sobie na wycięcie duplikatów które masowo wyprodukowałeś.

                                                    > > Tak jest łatwiej zamiast pisać kilkoma słowami czy chodzi o wynik sprzed
                                                    > czy po korekcie.
                                                    >
                                                    > "Latwiej" bylo jedynie wypaczyc sens cytowanej wypowiedzi i splodzic kolejny id
                                                    > iotyzm.
                                                    > Zdradzisz nam dlaczego analizujac CUDZE teksty o "wynikach pomiarow predkosci"
                                                    > czytelnicy mieliby stosowac definicje "w innej przestrzeni nazw" niejakiego kle
                                                    > mensa1 z forum bezpieczenstwo na drogach GW zamiast na powszechnie znane defini
                                                    > cje slownikowe wzglednie encyklopedyczne, gdzie wynik to wynik i pomiar to pomi
                                                    > ar a nie na odwrot?

                                                    Wypaczenie nie wchodzi w grę, bo przy definiowaniu aliasu liczy się to co po prawej stronie definicji. Poza tym słowo "pomiar" jest stosowane często zamiast "wyniku" i każdy normalny to rozumie. Zakompleksione dupki próbują nawet w takiej oczywistej sytuacji wykazać "ależ znalazłem błąd" - bo niczym wartościowym wykazać się nie potrafią (np. dyskusją na temat). Wiem że będziesz walczył do upadłego, co przewidziałem od początku, nawet gdy przeczytasz oficjalną definicję słownikową względnie encyklopedyczną:

                                                    sjp.pwn.pl/slownik/2504254/pomiar
                                                    > Poza tym czego nie mozna zrozumiec w tak prostych i jednoznacznych okresleniach
                                                    > jak:
                                                    > 1. wynik pomiaru
                                                    > 2. wynik pomiaru po uwzglednieuniu tolerancji?
                                                    >
                                                    > P.S. Uwzglednienie tolerancji to nie korekta.

                                                    A kto twierdzi że czegoś można nie zrozumieć?

                                                    > > Definicje czy definicje funkcjonalnego(...)?
                                                    >
                                                    > > Już ci pisałem jaką definicję, więc po co pytasz?
                                                    >
                                                    > O to, czego znow- jak zwykle nie zrozumiales. Kazde pojecie (jak wynik, pomiar,
                                                    > sila) (...)

                                                    Zapytałeś o jaką definicję chodzi, więc ci odpowiedziałem. Znowu jedyne co potrafisz to stosować algorytm zaciętej płyty?

                                                    > > Podana została tolerancja wyniku w km/h,
                                                    >
                                                    > Gdzie? W cytowanych tekstach nigdzie nie widze aby ktokolwiek pisal o "toleranc
                                                    > ji wyniku". Mozesz wskazac to miejsce?

                                                    Gdybyś doczytał do końca to byś się dowiedział. Ale ty rozumiesz tylko jedno zdanie na raz.

                                                    > > natomiast nigdzie nie widzę żebyś podał tolerancję czynności.
                                                    >
                                                    > Podalem tam, gdzie pisalem rowniez o wyniku innej czynnosci jaka jest pomiar.

                                                    Więc podaj link do tego miejsca żeby było mi głupio. Teraz jakoś nie chcesz żeby było mi głupio - ciekawe co się takiego stało?

                                                    > Jako ze w okresleniu "tolerancja pomiaru" podmiotem jest "tolerancja" a nie "pom
                                                    > iar", jednostki, jakimi sie to wyraza (np. km/h) odnosza sie do "tolerancji" a
                                                    > nie czynnosci jaka jest pomiar.

                                                    Czyli każda tolerancja wyrażona jest w km/h? Tolerancja napięcia, tolerancja odległości też? I kto ci nagadał głupot że podmiot to zawsze jeden wyraz? Podpowiem ci, funkcjonalny, że "chusteczka Marysi" to inna kwestia, mimo że wyrazy są w tym samym przypadku deklinacji.

                                                    > A powod jest bardzo prozaiczny: Nie bardzo wiem, dlaczego mialbym odpowiadac na
                                                    > jakiekolwiek twoje kolejne pytania

                                                    Bo odpowiadałeś na pytania do chwili gdy zorientowałeś się jak się wygłupiłeś i nagle znalazłeś sobie infantylną wymówkę w nadziei że nikt nie zauważy jaki jesteś tępy. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że myślisz że tego nie widać. Gdyby były nagrody za fortel stulecia to pewnie byś się z tym zgłosił.

                                                    > zycze wielu pozytywnych wrazen przy wyobrazaniu sobie jak caly sie trzese z bezsilnosci

                                                    Nie trzeba sobie tego wyobrażać - jesteś tak roztrzęsiony i tak toczysz pianę, że od razu się z tym zdradzasz. Zresztą sam fakt że o to znowu pytasz o tym świadczy. Kolejny argument to twoje żałosne próby urozmaicania wypowiedzi wskazywaniem jakichś głupich stron, co w twojej ocenie zapewne ma ci zapewnić przewagę w dyskusji, a w efekcie jedynie widać że ze złości gryziesz klawiaturę.
                                                    Nie wiem co miało większy udział w fakcie że sam tego nie widzisz - twoja tępota czy zacietrzewienie.

                                                    Po raz kolejny:

                                                    Jak to jest z górą i dołem po drugiej stronie Ziemi? Wskaż w którym kierunku jest góra, a w którym dół i odpowiedz, czy jak po drugie stronie wchodzi po schodach to mówi że idzie na dół.
                                                    A co by na to powiedział nauczyciel, gdyby uczeń po drugiej stronie Ziemi powiedział że wchodzi po schodach na górę, podając zmianę swojego położenia we współrzędnych prostokątnych przestrzennych Ziemi?
                                                    Miało być za trudne i było za trudne, dokładnie jak przewidziałem.

                                                    Przewiduję znowu że nie odpowiesz na postawione pytania i nic nie napiszesz w temacie.
                                                    Właściwie to nawet nie przewiduję - ja to wiem, bo twoje problemy emocjonalne oraz szczątkowa inteligencja niezawodnie wskazują że musisz postąpić tak jak napisałem. Potwierdzisz to, jak zawsze.
                                                  • hannl Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 18.05.12, 10:02
                                                    > Wypaczenie nie wchodzi w grę, bo przy definiowaniu aliasu liczy się to co po prawej
                                                    > stronie definicji.

                                                    Jesli zatem przy definiowaniu okreslenia "wynik" po prawej stronie postawi sie "pomiar" albo "marchewke" to "wypaczenie nie wchodzi w gre bo przy definiowaniu aliasu liczy sie to, co po prawej stronie definicji" czyli wynik to marchewka i basta.

                                                    Potrafisz czlowieka rozbawic. To twoj jedyny plus.

                                                    > Poza tym słowo "pomiar" jest stosowane często zamiast "wyniku" i każdy normalny to
                                                    > rozumie.

                                                    zwlaszcza w kluczowym tu okresleniu "wynik pomiaru predkosci", gdzie prowadzi wprost do "pomiaru pomiaru predkosci" i "kazdy normalny" ( na biustomanii.pl) "to rozumie".

                                                    > Poza tym czego nie mozna zrozumiec w tak prostych i jednoznacznych okresleniach
                                                    > jak:
                                                    > 1. wynik pomiaru
                                                    > 2. wynik pomiaru po uwzglednieuniu tolerancji?
                                                    >
                                                    > P.S. Uwzglednienie tolerancji to nie korekta.

                                                    > A kto twierdzi że czegoś można nie zrozumieć?

                                                    Napisales, ze tak jest ci latwiej. Wywnioskowalem stad ze okreslenie wynik pomiaru predkosci sprawia ci trudnosci.


                                                    > > Podana została tolerancja wyniku w km/h,
                                                    >
                                                    > Gdzie? W cytowanych tekstach nigdzie nie widze aby ktokolwiek pisal o "toleranc
                                                    > ji wyniku". Mozesz wskazac to miejsce?

                                                    > Gdybyś doczytał do końca to byś się dowiedział.

                                                    Doczytalem do konca i ciagle nigdzie nie widze, zeby ktos poza toba uzyl okreslenia "tolerancja wyniku". Wyglada na to, ze znow wpadles calkiem glupio przy plodzeniu kolejnych idiotyzmow i sprzedawaniu ich jako fakt. Nie mozesz przepuscic zadnej okazji, zeby sie zblaznic?

                                                    > >Jako ze w okresleniu "tolerancja pomiaru" podmiotem jest "tolerancja" a nie "pom
                                                    > >iar", jednostki, jakimi sie to wyraza (np. km/h) odnosza sie do "tolerancji" a
                                                    > >nie czynnosci jaka jest pomiar.

                                                    > Czyli każda tolerancja wyrażona jest w km/h? Tolerancja napięcia, tolerancja odległości
                                                    > też?

                                                    Ciezko rozmawiac z kims o IQ chomika, kto z ogolnej wypowiedzi o "tolerancji pomiaru" i podaniu PRZYKLADOWEJ jednostki pomiaru w "km/h" wnioskuje ze " każda tolerancja wyrażona jest w km/h "

                                                    To tak, jakby komus tlumaczyc, jak sie robi zupy i powiedziec ze mozna zrobic zupe np. z grzybow byl przekonany, ze kazda zupa robiona jest z grzybow.


                                                    > Bo odpowiadałeś na pytania do chwili gdy zorientowałeś się jak się wygłupiłeś

                                                    Mylisz sie. Od wyglupiania sie mamy tutaj ciebie. To nie ja w dyskusji o wyniku pomiaru predkosci blaznie sie definicjami, gdzie wynik to pomiar a pomiar to wynik. To nie ja tlumacze sie z tych idiotyzmow "idea aliasu" i "inna przestrzenia nazw" gdzie biale to czarne a przyspieszenie to sila bo w Australii wychodzi sie schodami na dol. To nie ja jestem zupelnie bezradny na widok ograniczenia do 70-tki z tabliczka "dotyczy tylko ciezarowek", to nie ja blaznie sie teoriami, ze znacznie gorsza widocznosc podczas waznego manewru na autostradzie nie ma wplywu na bezpieczenstwo, albo tym, ze jesli jakis idiota wyleci z drogi z predkoscia wyzsza niz ograniczenie, to winny jest nie idiota tylko ograniczenie.

                                                    Po drugie – jak napisalem – chetnie odpowiem na kazde twoje pytanie, jesli ty odpowiesz na pytanie na ktore odpowiedziec SAM SIE ZOBOWIAZALES juz kilka miesiecy temu.

                                                    Czemu nie jestes w stanie wywiazac sie z zobowiazania, ktore dales?

                                                    Nie wiem, czego cie tam ucza w twoim kretackim otoczeniu ale to, ze czasami przekret funkcjonuje tylko raz i nikt nie chce dac sie nabrac drugi raz juz raczej powinienes wiedziec.

                                                    Ale jak przewiduje: dalej bedziesz probowal.

                                                    > Nie trzeba sobie tego wyobrażać - jesteś tak roztrzęsiony i tak toczysz pianę, że od razu się
                                                    > z tym zdradzasz.

                                                    Jak nie trzeba to czemu sobie wyobrazasz?

                                                    > Zresztą sam fakt że o to znowu pytasz o tym świadczy.

                                                    Czyli gdybym o to nie pytal, to by swiadczylo, ze nie jestem roztrzesiony?
                                                    Jedyna twoja dobra strona jest to, ze przynajmniej potrafisz rozbawic.



                                                  • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 18.05.12, 11:20
                                                    Oto argument na twoje rozterki że nie można używać słowa "pomiar" zamiast "wynik", który to argument pominąłeś:

                                                    sjp.pwn.pl/slownik/2504254/pomiar

                                                    Cytat z ww. strony:
                                                    pomiar «ustalenie miary określonej wielkości fizycznej; też: wynik takiego mierzenia»

                                                    Teraz to już jaskrawy przykład twojego gó...arskiego kombinowania - czyli pomijanie argumentów, normalny kolejny etap 'dyskusji' z tobą. Ktoś musiał cię kiedyś bardzo skrzywdzić, że masz taką potrzebę udowadniania swojej wartości.

                                                    Podpowiem ci co masz napisać, po takim błyskotliwym tekście na pewno nikt się nie zorientuje że jesteś przyparty do muru i trzęsiesz się cały bo wyszedłeś na idiotę:

                                                    "Odpowiedziałbym dlaczego mimo przytoczonej tu definicji nie można używać słowa 'pomiar' zamiast 'wynik', ale jesteś na poziomie ludzi z biustomanii.pl (chciaż tam są inteligentniejsi) więc i tak nie zrozumiesz. W ogóle to strasznie potrafisz człowieka rozbawić.
                                                    Poza tym nie wiem dlaczego miałbym odpowiadać jeżeli od miesięcy nie odpowiedziałeś na mój argument nt. ciężarówki i ogr. do 70 km/h. Poza tym współczuję twojej rodzinie i znajomym że przyjmują ten chłam, czyli że 'pomiar' to 'wynik'".


                                                    Uporaj się z tym niewielkim problemem, funkcjonalny, do reszty wrócimy - teraz nie chciałbym żeby ten aspekt umknął twojej jakże znakomitej uwadze.
                                                  • hannl Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 18.05.12, 11:45
                                                    "Można powiedzieć, że jest to „słownik pierwszego kontaktu” Bardziej szczegółowych informacji można poszukać w innych źródłach, bardziej specjalistycznych, np. w encyklopediach "

                                                    Encyklopedia PWN:
                                                    pomiar: metrol. czynności mające na celu wyznaczenie wartości wielkości fizycznej;
                                                    encyklopedia.pwn.pl/szukaj.html?co=&search=pomiar&x=28&y=14
                                                    Jesli akurat przy takim okresleniu jak wynik pomiaru predkosci upierasz sie, ze wynik to to samo co pomiar a pomiar to to samo co wynik (wzglednie marchewka) to mozesz sie dalej blaznic wedle uznania, nawet podpierajac sie "slownikiem pierwszego kontaktu" dla blondyn z biustomanii.pl. Nikt ci tego nie broni.

                                                    Milego dnia zycze.

                                                  • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 18.05.12, 13:53
                                                    hannl napisał:

                                                    > "Można powiedzieć, że jest to „słownik pierwszego kontaktu”
                                                    > Bardziej szczegółowych informacji można poszukać w innych źródłach, bardz
                                                    > iej specjalistycznych
                                                    , np. w encyklopediach
                                                    "
                                                    >
                                                    > Encyklopedia PWN:
                                                    > pomiar: metrol. czynności mające na celu wyznaczenie wartości
                                                    > wielkości fizycznej;

                                                    > encyklopedia.pwn.pl/szukaj.html?co=&search=pomiar&x=28&y=14

                                                    W słownictwie technicznym to dokładnie oznacza pomiar, natomiast w słownictwie używanym na co dzień "pomiar" może oznaczać "wynik" - wg słownika.
                                                    To że "pomiar" może oznaczać "wynik", nie znaczy że zawsze oznacza, stąd "wynik pomiaru" jest prawidłowym określeniem.
                                                  • hannl Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 21.05.12, 09:56
                                                    klemens1 napisał:

                                                    > W słownictwie technicznym to dokładnie oznacza pomiar,

                                                    To nielychany sukces, ze po kilkunastu dniach scisla definicja pomiaru w koncu do ciebie dotarla. To, bowiem co probowales tu splodzic jako scisla definicje pomiaru, bylo jesli w ogole, definicja wyniku. I nawet to wiesz tylko dlatego, ze ci to uzmyslowilem.

                                                    > natomiast w słownictwie używanym na co dzień "pomiar" może oznaczać "wynik" - wg
                                                    > słownika.

                                                    1. jesli w ogole to wsrod blondyn wymieniajacych swe doswiadczenia na biustomanii.pl
                                                    2.z cala pewnoscia nie w okresleniu "wynik pomiaru"“ poniewaz – jak widac – prowadzi tam tylko do absurdu.
                                                    3. Czy wg slownika "wynik" tez moze oznaczac "pomiar"? bo w tym wypadku "zdefiniowales" , "wynik" wprost jako "pomiar".


                                                    > stąd "wynik pomiaru" jest prawidłowym określeniem.

                                                    Czyzby ktos poddawal to kiedykolwiek w watpliwosc?
                                                    Czyzby ktos oczekiwal osadu w tej kwestii akurat ze strony kogos, kto odnoszac sie akurat do pojecia "wynik pomiaru" silac sie na scisle definicje mylil dowolnie oba pojecia jak blondyny z biustomanii.pl?

                                                    Gdybys nie byl miejscami taki pocieszny, to juz dawno bym sobie ciebie odpuscil , tak jak przy wszystkich twoich poprzednich wpadkach.

                                                    P.S. I jak wyglada kwestia twojego zaleglego zobowiazania? Po tylu miesiacach ciagle robisz z przyslowiowej geby przyslowiowa cholewe i nie jestes w stanie wywiazac sie ze zobowiazania, ktore SAM DALES.
                                                  • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 21.05.12, 16:15
                                                    > > W słownictwie technicznym to dokładnie oznacza pomiar,
                                                    >
                                                    > To nielychany sukces, ze po kilkunastu dniach scisla definicja pomiaru w koncu
                                                    > do ciebie dotarla. To, bowiem co probowales tu splodzic jako scisla definicje p
                                                    > omiaru, bylo jesli w ogole, definicja wyniku. I nawet to wiesz tylko dlatego, z
                                                    > e ci to uzmyslowilem.

                                                    Nigdy nie twierdziłem że ta definicja jest inna niż podana w encyklopedii. To co napisałem nie miało nic wspólnego ze ścisłą definicją - to niesamowite że po tylu dniach nadal tego nie ogarniasz, a jeszcze się cieszysz że "coś mi uzmysłowiłeś". Takie same "definicje" np. banku są w umowach kredytowych.

                                                    > > natomiast w słownictwie używanym na co dzień "pomiar" może oznaczać "wyni
                                                    > k" - wg
                                                    > > słownika.
                                                    >
                                                    > 1. jesli w ogole to wsrod blondyn wymieniajacych swe doswiadczenia na biustoma
                                                    > nii.pl

                                                    Wśród ludzi tworzących słownik języka polskiego, funkcjonalny. Swoje kompleksy niedostatków cielesnych postaraj się artykułować na właściwym do tego celu forum - jedno z nich z pewnością znasz.

                                                    > 2.z cala pewnoscia nie w okresleniu "wynik pomiaru"“ poniewaz – jak
                                                    > widac – prowadzi tam tylko do absurdu.

                                                    Wyjaśniłem w dalszej części, którą pominąłeś swoim zwyczajem, dlaczego to nie prowadzi do absurdu.

                                                    > 3. Czy wg slownika "wynik" tez moze oznaczac "pomiar"? bo w tym wypadku "zdefin
                                                    > iowales" , "wynik" wprost jako "pomiar".

                                                    Wg słowinika "wynik" nie oznacza "pomiar". Zdefiniowałem alias "wynik" przy pomocy już zdefiniowanego aliasu "pomiar" - takie niesamowite sztuczki są np. w PoRD i każdy je rozumie, tylko ty nadal jesteś zdziwiony. Proponuję żebyś pominął poprzednie zdanie i odpowiedział na to które jest przed nim - na pewno nikt nie zauważy, a ty się będziesz cieszył że "oto jesteś mistrz".

                                                    > P.S. I jak wyglada kwestia twojego zaleglego zobowiazania? Po tylu miesiacach c
                                                    > iagle robisz z przyslowiowej geby przyslowiowa cholewe i nie jestes w stanie wy
                                                    > wiazac sie ze zobowiazania, ktore SAM DALES.

                                                    Funkcjonalny, czyżbyś nie zrozumiał tego co napisałem wcześniej, a mianowicie że do pozostałych zagadnień wrócimy gdy z tym się uporasz? Aż tak rzuca cię po ścianach z nerwów że nie możesz się powstrzymać przed poruszaniem tematów pobocznych?
                                                  • hannl Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 21.05.12, 17:02
                                                    > Nigdy nie twierdziłem że ta definicja jest inna niż podana w encyklopedii.

                                                    Bo z definicja z encyklopedii nie mialo to ewidentnie nic wspolnego.

                                                    > To co napisałem nie miało nic wspólnego ze ścisłą definicją

                                                    Ano nie mialo, akurat tam, gdzie scisla definicja miala decydujace znaczenie a ty akurat na definiowanie sie sililes. Wyszlo jak zwykle: cos bardzo niescislego.

                                                    > Wśród ludzi tworzących słownik języka polskiego, funkcjonalny.

                                                    "Ludzie tworzacy slownik jezyka polskiego" definiuja tez prace jako “funkcjonowanie narzedzia”. Nawet bardzo malo inteligentny czlowiek wie jednak, ze taka definicja w kontekscie dyskusji o warunkach pracy w przemysle miesnym jest nieodpowiednia. Tylko analfabeta funkcjonaly "ustalilby" w tej dyskusji taki "alias" "pracy" "w innej przestrzeni nazw".

                                                    A propos, juz raz zwracalem ci uwage:
                                                    ktos, kto nie jest w stanie rozroznic pojec wynik i pomiar, nie moze pojac jakimi jednostkami definiuje sie granice bledu pomiaru i kto jest zupelnie bezradny na widok znaku z ograniczeniem do 70-tki ze znaczkiem ""dotyczy samochodow ciezarowych" nie powinien tak czesto szastac okresleniami "funkcjonalny" bo jak po powyzszych przykladach widac, outuje sie tylko kolejna projekcja.


                                                    > Wyjaśniłem w dalszej części, którą pominąłeś swoim zwyczajem, dlaczego to nie prowadzi > do absurdu.

                                                    W czesci o schodach w Australii prowadzacych w dol, gdzie "w innej przestrzeni nazw "biale jest czarne" I dlatego w przypadku "pomiaru pomiaru z uwzglednieniem ewentualnego bledu pomiaru" "nie moze byc mowy o wypaczeniu".
                                                    Gdyby nie walory humorystyczne twoich postow, to juz dawno bym sobie ciebie darowal.

                                                    > Wg słowinika "wynik" nie oznacza "pomiar".

                                                    No to szkoda, bo tutaj akurat go tak zdefiniowales.

                                                    > Zdefiniowałem alias "wynik" przy pomocy już zdefiniowanego aliasu "pomiar"

                                                    Jasne, co w przypadku dyskutowanego "wyniku pomiaru" prowadzi wprost do "pomiaru pomiaru"


                                                    > Funkcjonalny,

                                                    I czemu znow tak sie wsciekasz? Juz ci pisalem, ze osoba
                                                    - nie mogaca za nic zrozumiec, jakimi jednostkami okresla sie blad pomiaru predkosci
                                                    - nie odrozniajaca wyniku od pomiaru w pojeciu “wynik pomiaru”,
                                                    - bedaca zupelnie bezradna wobec ograniczenia do 70-tki z tabliczka “dotyczy ciezarowke”
                                                    - uwazajaca za winny wypadkowi znak z oganiczeniem predkosci, jesli samochod za tym znakiem z wyleci wyzsza predkoscia z drogi itd itd..
                                                    nie powinna rzucac “funkcjonalnymi” bo ewidentnie dowodzi to projekcji owej osoby.

                                                    > czyżbyś nie zrozumiał tego co napisałem wcześniej, a mianowicie że do pozostałych
                                                    > zagadnień wrócimy gdy z tym się uporasz?

                                                    Nawet najglupsi oszusci (z tego, co slyszalem) nie probuja tego samego oszustwa na tej samej osobie dwa razy. Ty ciagle masz nadzieje, ze ci sie uda znow mnie nabrac? Nie ze mna takie numery.. "funkcjonalny". ZOBOWIAZALES sie odpowiedziec i ZOBOWIAZANIA (jak kazdy maly kretacz) nie dotrzymales i jeszcze liczysz, ze ktos da sie nabrac po raz drugi.
                                                    Probuj gdzie indziej.

                                                    > Aż tak rzuca cię po ścianach z nerwów

                                                    Robisz postepy. Szkoda, ze tylko w "wyobrazaniu" sobie.
                                                  • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 22.05.12, 17:10
                                                    > > Nigdy nie twierdziłem że ta definicja jest inna niż podana w encyklopedii
                                                    > .
                                                    >
                                                    > Bo z definicja z encyklopedii nie mialo to ewidentnie nic wspolnego.
                                                    >
                                                    > > To co napisałem nie miało nic wspólnego ze ścisłą definicją
                                                    >
                                                    > Ano nie mialo, akurat tam, gdzie scisla definicja miala decydujace znaczenie a
                                                    > ty akurat na definiowanie sie sililes.
                                                    > Wyszlo jak zwykle: cos bardzo niescislego.

                                                    Zwróć uwagę, funkcjonalny, jak w ogóle nie potrafisz zrozumieć więcej niż jednego prostego zdania na raz.
                                                    W odpowiedzi napisałeś coś, co ja napisałem zaraz za zdaniem na które odpowiadałeś. Następnie napisałeś że siliłem się na definiowanie, podczas gdy wyraźnie napisałem że żadnego definiowania z mojej strony nie było (chyba że definiowanie aliasów, ale tu żadne reguły nie obowiązują - do tego jeszcze wrócimy, nie podniecaj się teraz).
                                                    Z logicznego punktu widzenia to co napisałem było jak najbardziej ścisłe i spójne - nawet ktoś niezbyt rozgarnięty nie miałby problemu ze zrozumieniem tego. Ale tobie jeszcze daleko do tego poziomu.

                                                    > > Wśród ludzi tworzących słownik języka polskiego, funkcjonalny.
                                                    >
                                                    > "Ludzie tworzacy slownik jezyka polskiego" definiuja tez prace jako “funk
                                                    > cjonowanie narzedzia”. Nawet bardzo malo inteligentny czlowiek wie jednak
                                                    > , ze taka definicja w kontekscie dyskusji o warunkach pracy w przemysle miesnym
                                                    > jest nieodpowiednia. Tylko analfabeta funkcjonaly "ustalilby" w tej dyskusji t
                                                    > aki "alias" "pracy" "w innej przestrzeni nazw".

                                                    Czyżbyś miał na myśli ustalenie aliasu:
                                                    praca = funkcjonowanie narzędzia
                                                    w dyskusji o warunkach pracy, gdzie nie ma mowy w ogóle o funkcjonowaniu narzędzi(a)?
                                                    To ewidentny błąd, ponieważ użycie aliasu "praca" powodowałoby podstawienie pod niego znaczenia semantycznego "funkcjonowanie narzędzia", czyli dyskusja byłaby o czym innym.
                                                    Potwierdź, bo nie chcę pochopnie znowu nazywać cię idiotą.

                                                    > A propos, juz raz zwracalem ci uwage:
                                                    > ktos, kto nie jest w stanie rozroznic pojec wynik i pomiar

                                                    Możesz wskazać kogoś takiego? Ależ się chwytasz tej ostatniej, złudnej deski ratunku - byle tylko wykazać że nie zawsze można tobą pomiatać.

                                                    > > Wyjaśniłem w dalszej części, którą pominąłeś swoim zwyczajem, dlaczego to
                                                    > nie prowadzi > do absurdu.
                                                    >
                                                    > W czesci o schodach w Australii prowadzacych w dol

                                                    Napisałem wyraźnie, funkcjonalny, skoncentruj się: "w dalszej części", czyli po cytacie na który odpowiadałeś. To już kilka dni temu, więc nie dasz rady się tam przebić.

                                                    > > Wg słowinika "wynik" nie oznacza "pomiar".
                                                    >
                                                    > No to szkoda, bo tutaj akurat go tak zdefiniowales.
                                                    >
                                                    > > Zdefiniowałem alias "wynik" przy pomocy już zdefiniowanego aliasu "pomiar
                                                    > "
                                                    >
                                                    > Jasne, co w przypadku dyskutowanego "wyniku pomiaru" prowadzi wprost do "pomiar
                                                    > u pomiaru"

                                                    Zaprezentuj swój tok myślenia który zaprowadził cię do rezultatu "pomiar pomiaru".

                                                    > > Funkcjonalny,
                                                    >
                                                    > I czemu znow tak sie wsciekasz? Juz ci pisalem, ze osoba
                                                    > - nie mogaca za nic zrozumiec, jakimi jednostkami okresla sie blad pomiaru pred
                                                    > kosci
                                                    > - nie odrozniajaca wyniku od pomiaru w pojeciu “wynik pomiaru”,
                                                    > - bedaca zupelnie bezradna wobec ograniczenia do 70-tki z tabliczka “doty
                                                    > czy ciezarowke”
                                                    > - uwazajaca za winny wypadkowi znak z oganiczeniem predkosci, jesli samochod za
                                                    > tym znakiem z wyleci wyzsza predkoscia z drogi itd itd..
                                                    > nie powinna rzucac “funkcjonalnymi” bo ewidentnie dowodzi to projek
                                                    > cji owej osoby.

                                                    To co napisałeś jest tak wspaniałe, że pozostawiłem całość w oryginale. Twoja niepowstrzymana reakcja wyrzucająca z ciebie cały żal wskazuje jednoznacznie jak bardzo przeżywasz, co więcej - że prawdopodobnie (tu zdania ekspertów są podzielone) rozumiesz nawet jaki jesteś tępy i bardzo cię dotyka gdy ktoś nawet w delikatny sposób to sugeruje. Pierwsze zdanie w powyższym wywodzie pisałeś zapewne widząc świat na czerwono.

                                                    > > czyżbyś nie zrozumiał tego co napisałem wcześniej, a mianowicie że do poz
                                                    > ostałych
                                                    > > zagadnień wrócimy gdy z tym się uporasz?
                                                    >
                                                    > Nawet najglupsi oszusci (z tego, co slyszalem) nie probuja tego samego oszustwa
                                                    > na tej samej osobie dwa razy. Ty ciagle masz nadzieje, ze ci sie uda znow mnie
                                                    > nabrac? Nie ze mna takie numery.. "funkcjonalny". ZOBOWIAZALES sie odpowiedzie
                                                    > c i ZOBOWIAZANIA (jak kazdy maly kretacz) nie dotrzymales i jeszcze liczysz, ze
                                                    > ktos da sie nabrac po raz drugi.
                                                    > Probuj gdzie indziej.

                                                    Ale na co nabrać? Jeżeli chodzi o twoje nieudolne krętactwo i znalezienie w rozpaczy niezwiązanego z bieżącą dyskusją tematu sprzed miesięcy, tudzież o próbę nieudolnego zasłaniania się nim bo nie wiesz co odpowiedzieć, to napisałem wyraźnie, że do tego tematu powrócimy jak uporasz się z wynikiem i pomiarem. Dopiero wtedy, nie od razu. Myślałeś że od razu?

                                                    Funkcjonalny, walnij się łbem o ścianę żeby trochę ochłonąć, teraz napiszę coś w jednym zdaniu żebyś się nie zaplątał (niestety będzie to zdanie złożone, więc sobie ew. rozrysuj to sobie jakoś albo poproś kogokolwiek o pomoc), a mianowicie temat twojego krętactwa na razie odstawiamy, bo niedługo powtarzanie w kółko twoich frustracji doprowadzi do tego, że ten temat zajmie 90 % objętości posta, a specjalnie wyłączyłem pozostałe tematy zostawiając kwestię pomiar-wynik, żeby w miarę szybko dojść do jakiegoś wniosku, więc przestań na jakiś czas pierdzielić jak urażony bachor i skup się na temacie, do reszty na pewno wrócimy.
                                                    Mam wrażenie że nic nie pojąłeś - prorok jestem czy co?
                                                  • hannl Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 23.05.12, 10:05
                                                    > Zwróć uwagę, funkcjonalny,

                                                    To ze wysiadasz nerwowo to zawsze tylko kwestia czasu. Zawsze na poczatku zgrywasz sie na rzeczowosc i najpozniej po kolejnej wpadce w dziecinny sposob projektujesz wlasne odczucia bezradnosci (wyobrazam sobie jak caly sie trzesiesz z bezsilnosci, gryziesz klawiature itd.) i funkcjonalnego analfabetyzmu, ktorego ofiara jestes definitywnie.

                                                    Juz ci pisalem, ze osoba
                                                    - nie rozumiejaca, jakimi jednostkami okresla sie blad pomiaru predkosci
                                                    - nie odrozniajaca wyniku od pomiaru w pojeciu "wynik pomiaru",
                                                    - bedaca zupelnie bezradna wobec ograniczenia do 70-tki z tabliczka "dotyczy ciezarowek"
                                                    - uwazajaca za winny wypadkowi znak z oganiczeniem predkosci, jesli samochod za tym znakiem z wyleci wyzsza predkoscia z drogi itd itd..
                                                    nie powinna rzucac "funkcjonalnymi" bo ewidentnie dowodzi to projekcji niedomagan wlasnej osobowosci.

                                                    > Następnie napisałeś że siliłem się na definiowanie, podczas gdy wyraźnie napisałem że
                                                    > żadnego definiowania z mojej strony nie było

                                                    Oczywiscie: "Nigdy nie twierdziłem że ta definicja jest inna niż podana w encyklopedii" Ma dowodzic, ze "zadnego definiowania z twojej strony nie bylo".
                                                    Czyli sam piszesz o swojej "definicji" ale "zadnego definiowania nie bylo".

                                                    > Z logicznego punktu widzenia to co napisałem było jak najbardziej ścisłe i spójne

                                                    Acha: "To co napisałem nie miało nic wspólnego ze ścisłą definicją" Ale "jak najbardziej ścisłe" bylo.
                                                    Nie potrafisz splecic jednego zdania, zeby nie rosmieszyc. To twoja jedyna zaleta.

                                                    > > Wśród ludzi tworzących słownik języka polskiego, funkcjonalny.
                                                    >
                                                    > "Ludzie tworzacy slownik jezyka polskiego" definiuja tez prace jako “funk
                                                    > cjonowanie narzedzia”. Nawet bardzo malo inteligentny czlowiek wie jednak
                                                    > , ze taka definicja w kontekscie dyskusji o warunkach pracy w przemysle miesnym
                                                    > jest nieodpowiednia. Tylko analfabeta funkcjonaly "ustalilby" w tej dyskusji t
                                                    > aki "alias" "pracy" "w innej przestrzeni nazw".

                                                    > Czyżbyś miał na myśli ustalenie aliasu:
                                                    > praca = funkcjonowanie narzędzia

                                                    "Funkcjonowanie narzedzia" to nie zaden "alias" pracy, tylko jedna z mozliwych definicji.

                                                    > w dyskusji o warunkach pracy, gdzie nie ma mowy w ogóle o funkcjonowaniu narzędzi(a)?
                                                    > To ewidentny błąd,

                                                    No widzisz, dokladnie jak w dyskusji o wynikach pomiaru ewidentnym bledem jest
                                                    definiowanie pomiaru jako wyniku i wyniku jako pomiaru (do tego z ewentualnym bledem pomiaru)(lol).

                                                    > Zaprezentuj swój tok myślenia który zaprowadził cię do rezultatu "pomiar pomiaru".

                                                    Prezentowalem juz wielkorotnie ale w przypadku kogos, kto kto jest bezradny nawet w przypadku znaku drogowego trzeba byc wyrozumialym.
                                                    Jesli w dyskusji o "wyniku pomiaru" ktos definiuje "wynik" jako "pomiar", to prowadzi to automatycznie do "pomiaru pomiaru", tak jak w dyskusji o"polnocnej scianie Czomolungmy", okreslenie "Czomolungmy" jako "Mt. Everest", prowadziloby w oczywisty sposob "do polnocnej sciany Mt. Everestu". Doralo? Wiem, ze nie.


                                                    > Ale na co nabrać?

                                                    Na twoj zalosny trick prowincjonalnego oszusta: czyli solenne zobowiazanie, z ktorego miales sie wywiazac, jesli twoj adwersarz wpierw odpowie na okreslone pytanie. Mimo, ze odpowiedz padla juz wiele miesiecy temu, ty – jak na prowincjonalnego oszusta przystalo – nie wywiazujesz sie ze swojego prostego zobowiazania.

                                                    P.S. Napiszesz jeszcze, co sobie "wyobrazasz"?
                                                  • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 24.05.12, 17:09
                                                    > > Zwróć uwagę, funkcjonalny,
                                                    >
                                                    > To ze wysiadasz nerwowo to zawsze tylko kwestia czasu. Zawsze na poczatku zgryw
                                                    > asz sie na rzeczowosc i najpozniej po kolejnej wpadce w dziecinny sposob projek
                                                    > tujesz wlasne odczucia bezradnosci (wyobrazam sobie jak caly sie trzesiesz z be
                                                    > zsilnosci, gryziesz klawiature itd.) i funkcjonalnego analfabetyzmu, ktorego of
                                                    > iara jestes definitywnie.
                                                    > (... + 9 linii tekstu)

                                                    Zwróć uwagę, funkcjonalny, jaki potok słów z siebie wydalasz na jedno moje określenie - to właśnie dobitnie świadczy, jak bardzo przeżywasz to co o tobie piszę - przeczytałeś trzy słowa z mojej odpowiedzi i już popuściłeś.

                                                    > > Następnie napisałeś że siliłem się na definiowanie, podczas gdy wyraźnie
                                                    > napisałem że
                                                    > > żadnego definiowania z mojej strony nie było
                                                    >
                                                    > Oczywiscie: "Nigdy nie twierdziłem że ta definicja jest inna niż podana
                                                    > w encyklopedii" Ma dowodzic, ze "zadnego definiowania z twojej strony ni
                                                    > e bylo".
                                                    > Czyli sam piszesz o swojej "definicji" ale "zadnego definiowania nie
                                                    > bylo"
                                                    .

                                                    W dalszej części zdania w nawiasie, którą swoim zwyczajem pominąłeś, wyjaśniłem o jakie definiowanie chodziło. Pomijanie zdań lub fragmentów zdań, które to pomijanie powoduje zmianę kontekstu i znaczenia wypowiedzi świadczy o postępującej frustracji, funkcjonalny.
                                                    Niedawno zrobiłeś coś podobnego - jak ci to uświadomiłem, to nagle w tym temacie ucichłeś. Dla przypomnienia:
                                                    > > Wyjaśniłem w dalszej części, którą pominąłeś swoim zwyczajem, dlaczego to
                                                    > nie prowadzi do absurdu.
                                                    >
                                                    > W czesci o schodach w Australii prowadzacych w dol

                                                    Napisałem wyraźnie, funkcjonalny, skoncentruj się: "w dalszej części", czyli po cytacie na który odpowiadałeś. To już kilka dni temu, więc nie dasz rady się tam przebić.


                                                    > > Z logicznego punktu widzenia to co napisałem było jak najbardziej ścis
                                                    > łe
                                                    i spójne
                                                    >
                                                    > Acha: "To co napisałem nie miało nic wspólnego ze ścisłą definicją" Ale
                                                    > "jak najbardziej ścisłe" bylo.
                                                    > Nie potrafisz splecic jednego zdania, zeby nie rosmieszyc. To twoja jedyna zale
                                                    > ta.

                                                    To co napisałem nie miało nic wspólnego ze ścisłą definicją, ale jak najbardziej ścisłe było.
                                                    Nie trzymaj mnie dłużej w niecierpliwości, wskaż ten ośmieszający mnie błąd logiczny w powyższej wypowiedzi. Proponuję zacząć od tego że podałem definicję, ale może wymyślisz coś lepszego.

                                                    > > "Ludzie tworzacy slownik jezyka polskiego" definiuja tez prace jako ̶
                                                    > 0;funk
                                                    > > cjonowanie narzedzia”. Nawet bardzo malo inteligentny czlowiek wie
                                                    > jednak
                                                    > > , ze taka definicja w kontekscie dyskusji o warunkach pracy w przemysle m
                                                    > iesnym
                                                    > > jest nieodpowiednia. Tylko analfabeta funkcjonaly "ustalilby" w tej dysku
                                                    > sji t
                                                    > > aki "alias" "pracy" "w innej przestrzeni nazw".
                                                    >
                                                    > > Czyżbyś miał na myśli ustalenie aliasu:
                                                    > > praca = funkcjonowanie narzędzia
                                                    >
                                                    > "Funkcjonowanie narzedzia" to nie zaden "alias" pracy, tylko jedna z mozliwych
                                                    > definicji.

                                                    Zapytałem czy masz na myśli ustalenie aliasu, a nie napisałem że "funkcjonowanie narzędzia" to alias "pracy".
                                                    Czy mógłbyś się skoncentrować na meritum, a nie ciągle odpowiadać na fragmenty zdań? Wiem że cię rzuca po ścianach i masz taką obsesję na punkcie wyszukiwania nieścisłości, że nawet zdania do końca nie czytasz, ale sam widzisz że marnie ci to idzie. Bądź bardziej funkcjonalny, funkcjonalny (coś jak "pomiar pomiaru", ale sprzeczności nie ma - niezłe, co?).

                                                    > > w dyskusji o warunkach pracy, gdzie nie ma mowy w ogóle o funkcjonowaniu
                                                    > narzędzi(a)?
                                                    > > To ewidentny błąd,
                                                    >
                                                    > No widzisz, dokladnie jak w dyskusji o wynikach pomiaru ewidentnym bledem jest
                                                    > definiowanie pomiaru jako wyniku i wyniku jako pomiaru (do tego z ewentualnym b
                                                    > ledem pomiaru)(lol).

                                                    Napisałem w dalszej części (którą pominąłeś), że nie należy definiować aliasu którego znaczenie semantyczne wynikające z definicji spowodowałoby dyskusję nie na temat - czyli w podanym przez ciebie przykładzie o funkcjonowaniu narzędzi pracy zamiast o warunkach pracy. Aliasy które ja zdefiniowałem powodują nadal dyskusję na temat - bo temat dotyczy pomiaru prędkości przez fotoradar oraz wyniku tego pomiaru - dlatego twój przykład nie ma nic wspólnego z moimi definicjami aliasów.
                                                    Sam sobie szczerze odpowiedz na pytanie, czy byłbyś w stanie powtórzyć to co napisałem własnymi słowami.

                                                    > > Zaprezentuj swój tok myślenia który zaprowadził cię do rezultatu "pomiar
                                                    > pomiaru".
                                                    >
                                                    > Prezentowalem juz wielkorotnie ale w przypadku kogos, kto kto jest bezradny naw
                                                    > et w przypadku znaku drogowego trzeba byc wyrozumialym.
                                                    > Jesli w dyskusji o "wyniku pomiaru" ktos definiuje "wynik" jako "pomiar", to pr
                                                    > owadzi to automatycznie do "pomiaru pomiaru", tak jak w dyskusji o"polnocnej sc
                                                    > ianie Czomolungmy", okreslenie "Czomolungmy" jako "Mt. Everest", prowadziloby w
                                                    > oczywisty sposob "do polnocnej sciany Mt. Everestu". Doralo? Wiem, ze nie.

                                                    Przypuszczałem że uznasz iż chodziło mi o takie wyjaśnienie (które uważasz za na tyle skomplikowane że pozwoliłeś sobie na odrobinę szyderstwa pod moim adresem).
                                                    Uściślam specjalnie dla funkcjonalnych:
                                                    Na podstawie moich definicji aliasów (nie twoich) podstaw do nich tam gdzie trzeba "pomiar" i "wynik" żeby uzyskać "pomiar pomiaru".

                                                    > > Ale na co nabrać?
                                                    >
                                                    > Na twoj zalosny trick prowincjonalnego oszusta: czyli solenne zobowiazanie, z k
                                                    > torego miales sie wywiazac, jesli twoj adwersarz wpierw odpowie na okreslone py
                                                    > tanie. Mimo, ze odpowiedz padla juz wiele miesiecy temu, ty – jak na prow
                                                    > incjonalnego oszusta przystalo – nie wywiazujesz sie ze swojego prostego
                                                    > zobowiazania.

                                                    Na czym to nabranie się przez ciebie na mój żałosny trick miałoby polegać?
                                                    Co by było gdybyś dał się nabrać, a co zyskałeś w związku z tym że w swej znamienitej bystrości na ów szatański trick nabrać się nie dałeś?

                                                    > P.S. Napiszesz jeszcze, co sobie "wyobrazasz"?

                                                    Z twojego uporu w zadawaniu tego pytania wnioskuję że o wiele za mało.
                                                  • hannl Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 26.05.12, 13:09
                                                    klemens1 napisał:

                                                    > Pomijanie zdań lub fragmentów zdań, które to pomijanie powoduje zmianę kontekstu i
                                                    > znaczenia wypowiedzi...

                                                    Zdanie "Nigdy nie twierdziłem że ta definicja jest inna niż podana w encyklopedii" jest pelnym, zamnietym zdaniem, ktorego sensu nie moze zmienic zaden kontekstem. Okreslasz tam swoja wlasna wypowiedz jako "definicje" po to, zeby w innym miejscu odnoszac sie do tej samej wypowiedzi napisac, ze "zadnego definiowania nie bylo".
                                                    Masz nadzieje, ze ludzie, z ktorymi masz tu do czynienia sa tak samo tepi, jak w twoim bezposrednim otoczeniu i ze mozna im sprzedac formulowanie definicji ktore nie jest definiowaniem?


                                                    > To co napisałem nie miało nic wspólnego ze ścisłą definicją, ale jak najbardziej ścisłe było.

                                                    Twoja nieporadnosc zaczyna budzic juz u mnie odruchy wspolczucia. W kwestii logicznego myslenia rozlozylaby cie chyba wiekszosc siedmiolatkow.

                                                    1. Sam okreslasz swoja wypowiedz jako "definicje"( "Nigdy nie twierdziłem że ta definicja jest inna niż podana w encyklopedii")
                                                    Wniosek: twoja wypowiedz = definicja

                                                    2. O definicji tej piszesz chwile dalej, ze ze scisla definicja nic wspolnego nie ma.
                                                    Wniosek: twoja definicja ≠ scisla definicja

                                                    3. Zeby za chwile sam sobie ponownie zaprzeczyc, piszac, ze definicja byla jak najbardziej scisla.
                                                    Wniosek: twoja definicja = scisla (I to jak najbardziej)

                                                    Wiekszosc siedmiolatkow widzialaby na pierwszy rzut oka jak sie gubisz piszac o:
                                                    1. wlasnej "definicji", ktora "z definiowaniem nie ma nic wspolnego"
                                                    2. i definicji, ktora jest scisla ale nie jest scisla.

                                                    > Nie trzymaj mnie dłużej w niecierpliwości, wskaż ten ośmieszający mnie błąd logiczny w
                                                    > powyższej wypowiedzi.

                                                    Wykazalem powyzej to juz po raz drugi ale cos mi mowi, ze nawet po 10 razie nie zalapiesz o co chodzi bo jak ktos nie rozumiejacy znaku z ograniczeniem predkosci moze sie polapac w trzech wypowiedziach i ich logicznej analizie?


                                                    > Aliasy które ja zdefiniowałem powodują nadal dyskusję na temat - bo temat dotyczy
                                                    > pomiaru prędkości przez fotoradar oraz wyniku tego pomiaru

                                                    Tyle ze w dyskusji, gdzie chodzi o ustalenie dokladnego znaczenia cytowanego okreselnia "aliasy" klemensa1 z forum bezpieczenstwo na drodze (ze np. biale jest czarne) nikogo nie interesuja. Decyduja definicje slownikowe wzgl. (jeszcze lepiej) encyklopedyczne i to te, odnoszace sie do meritum.


                                                    > Na czym to nabranie się przez ciebie na mój żałosny trick miałoby polegać?

                                                    Na tym, ze zaufalem twojemu zobowiazaniu, ktore sam dales. W normach, w ktorych zostalem wychowany dotrzymywanie zobowiazan to oczywitosc. Ale coz moze o tym wiedzic ktos taki jak ty.



                                                  • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 28.05.12, 18:01
                                                    > > W dalszej części zdania w nawiasie, którą swoim zwyczajem pominąłeś, wyjaśniłem
                                                    > > o jakie definiowanie chodziło. Pomijanie zdań lub fragmentów zdań,
                                                    > > które to pomijanie powoduje zmianę kontekstu i
                                                    > > znaczenia wypowiedzi świadczy o postępującej frustracji, funkcjonalny.
                                                    >
                                                    > Zdanie "Nigdy nie twierdziłem że ta definicja jest inna niż podana w encykloped
                                                    > ii" jest pelnym, zamnietym zdaniem, ktorego sensu nie moze zmienic zaden kontek
                                                    > stem. Okreslasz tam swoja wlasna wypowiedz jako "definicje" po to, zeby
                                                    > w innym miejscu odnoszac sie do tej samej wypowiedzi napisac, ze "zadnego defi
                                                    > niowania nie bylo".

                                                    Po czym w dalszej części zdania, którą pominąłeś, wyjaśniłem o jakie definiowanie chodziło. Funkcjonalny, sprawdź co pominąłeś i dopiero dyskutuj - nie jesteś aż tak tępy żeby nie zrozumieć że twoja sztuczka z pomijaniem części mojej wypowiedzi tym razem się nie udała. Chociaż - znając ciebie - myślisz że nadal nikt niczego nie zauważył, w końcu po raz kolejny klepiesz w kółko to samo mimo że ci piszę że pominąłeś coś co powoduje że twoje klepanie jest pozbawione sensu.

                                                    > > To co napisałem nie miało nic wspólnego ze ścisłą definicją, ale jak najb
                                                    > ardziej ścisłe było.
                                                    >
                                                    > Wniosek: twoja definicja ≠ scisla definicja
                                                    >
                                                    > 3. Zeby za chwile sam sobie ponownie zaprzeczyc, piszac, ze definicja byla jak
                                                    > najbardziej scisla.

                                                    "Ścisła definicja" to określenie którego nie używa się do wyrażenia cechy jakiejś definicji że jest ścisła (chociaż to zazwyczaj również to oznacza), tylko że dana definicja jest obowiązująca. Np.:
                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Fraktal
                                                    Jak widać, ścisłej definicji fraktala raczej nie ma, co nie oznacza że jakiekolwiek z jego definicji nie są ścisłe. Czyli można pisać definicje, mogą one być napisane w sposób ścisły, ale nie muszą być ścisłymi definicjami czegokolwiek.
                                                    Funkcjonalny, przyznaj szczerze - czasami jednak rozumiesz co czytasz (w sensie - ogarniasz całość, a nie tylko pojedyncze zdania), ale w kontekście całej walki którą stoczyłeś wcześniej, jest ci głupio się do tego przyznać. Czy poczułeś już to radosne uniesienie wiedząc że powtórzysz "czyli ścisła definicja nie jest ścisłą definicją [ + coś o biustomanii.pl lub tępym otoczeniu]" czy jednak załapałeś i nagle nastąpi cisza w tym temacie? Istnieją tylko te dwie możliwości w twoim przypadku.

                                                    > > Napisałem w dalszej części (którą pominąłeś), że nie należy definiować aliasu
                                                    > > którego znaczenie semantyczne wynikające z definicji spowodowałoby dyskusję
                                                    > > nie na temat - czyli w podanym przez ciebie przykładzie o funkcjonowaniu
                                                    > > narzędzi pracy zamiast o warunkach pracy.
                                                    > > Aliasy które ja zdefiniowałem powodują nadal dyskusję na temat - bo temat
                                                    > dotyczy
                                                    > > pomiaru prędkości przez fotoradar oraz wyniku tego pomiaru
                                                    >
                                                    > Tyle ze w dyskusji, gdzie chodzi o ustalenie dokladnego znaczenia cytowanego ok
                                                    > reselnia "aliasy" klemensa1 z forum bezpieczenstwo na drodze (ze np. biale jest
                                                    > czarne) nikogo nie interesuja. Decyduja definicje slownikowe wzgl. (jeszcze le
                                                    > piej) encyklopedyczne i to te, odnoszace sie do meritum.

                                                    Odszedłeś od tematu: zrozumiałeś już różnicę pomiędzy definiowaniem aliasów których semantyczne znaczenie powoduje dyskusję na temat (co ja uczyniłem) a definiowaniem aliasów których semantyczne znaczenie powoduje dyskusję nie na temat (z twojego niby-analogicznego przykładu z którego miałem się niby czegoś nauczyć) ?

                                                    Funkcjonalny, z zupełnie niezrozumiałych względów nie odpowiedziałeś na kluczową kwestię:
                                                    Na podstawie moich definicji aliasów (nie twoich) podstaw do nich tam gdzie trzeba "pomiar" i "wynik" żeby uzyskać "pomiar pomiaru".
                                                    Przypominam, że wg twojej oceny z tego co napisałem WPROST wynika "pomiar pomiaru".

                                                    > > Na czym to nabranie się przez ciebie na mój żałosny trick miałoby polegać
                                                    > ?
                                                    >
                                                    > Na tym, ze zaufalem twojemu zobowiazaniu, ktore sam dales. W normach, w ktorych
                                                    > zostalem wychowany dotrzymywanie zobowiazan to oczywitosc. Ale coz moze o tym
                                                    > wiedzic ktos taki jak ty.

                                                    Szkoda że zabrakło w nim ewidentnie uświadomienia ci, jak bardzo widoczne są twoje intencje i dziecinne próby uników gdy już widzisz co z siebie zrobiłeś. Ale nie o twoich normach jest temat - pominąłeś pytanie pomocnicze, tym razem skoncentruj się na nim:
                                                    Wyjaśnij jeszcze co by było gdybyś dał się nabrać, a co zyskałeś w związku z tym że w swej znamienitej bystrości na ów szatański trick nabrać się nie dałeś?
                                                  • hannl Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 29.05.12, 12:48
                                                    > Po czym w dalszej części zdania, którą pominąłeś, wyjaśniłem o jakie definiowanie
                                                    > chodziło.

                                                    Sam okreslasz swoja wypowiedz jako definicje,
                                                    piszac o niej sam piszesz o definiowaniu po to, zeby chwile dalej
                                                    upierac sie, ze to co napisales z definicja nie mialo nic wspolnego
                                                    i ze definiowania nie bylo.

                                                    Mamy zatem definicje, ktora definicja nie jest i definiowanie, ktore definiowaniem nie bylo..
                                                    Tak, jak sam siebie demontujesz, nie potrzebujesz tutaj nikogo do pomocy.


                                                    > Odszedłeś od tematu:

                                                    Zwrocenie ci uwagi, ze w dyskusji wokol spornego okreslenia decyduja scisle definicje encyklopedyczne a nie "aliasy" spolodzone przez klemensa 1 z forum bezpieczenstwo ruchu drogowego (ze biale jest czarne a czarne biale) jest powroceniem do tematu.

                                                    > zrozumiałeś już różnicę pomiędzy definiowaniem aliasów których semantyczne znaczenie
                                                    > powoduje dyskusję na temat (co ja uczyniłem)

                                                    Kazdy widzi i rozumie (raczej bez problemow), ze "semantyczne znaczenie" aliasow klemensa 1 (ze czarne to biale a wynik to pomiar) w dyskusji o "wynikach pomiarow" powoduje tylko jedno – spowszechne rozbawienie na widok tak dyletanckiej proby ratowania sie w obliczu ewidentnej (kolejnej) wpadki.


                                                    > Wyjaśnij jeszcze co by było gdybyś dał się nabrać

                                                    Zadnego "gdyby" nie ma. Raz juz sie nabralem nie zdajac sobie sprawy z tego, ze mam do czynienia z kims, z kim do tej pory miewam glownie posrednio do czynienia – tak jak np. ostatnio po kradziezy mojego samochodu w Polsce.
                                                  • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 30.05.12, 16:13
                                                    > > Po czym w dalszej części zdania, którą pominąłeś, wyjaśniłem o jakie d
                                                    > efiniowanie

                                                    > > chodziło. Funkcjonalny, sprawdź co pominąłeś i dopiero dyskutuj - nie jesteś aż tak tępy żeby nie zrozumieć że twoja sztuczka z pomijaniem części mojej wypowiedzi tym razem się nie udała.
                                                    >
                                                    > Sam okreslasz swoja wypowiedz jako definicje,
                                                    > piszac o niej sam piszesz o definiowaniu po to, zeby chwile dalej
                                                    > upierac sie, ze to co napisales z definicja nie mialo nic wspolnego
                                                    > i ze definiowania nie bylo.

                                                    Funkcjonalny, sprawdź co pominąłeś i dopiero dyskutuj.

                                                    Widzę, że w temacie "ścisłej definicji" nastąpił jeden z dwóch scenariuszy które przewidziałem.

                                                    >
                                                    > > Odszedłeś od tematu:
                                                    >
                                                    > Zwrocenie ci uwagi

                                                    Zapisuj sobie gdzieś te uwagi, chętnie na nie odpowiem. Tymczasem skoncentruj się na temacie, bo jedyna twoja kreatywność polega na chorobliwej analizie wyrwanych z kontekstu fragmentów zdań, a nawet to ci się nie udaje. Bądź bardziej funkcjonalny, funkcjonalny - już rokowałeś nadzieję że to zrozumiałeś.

                                                    > > zrozumiałeś już różnicę pomiędzy definiowaniem aliasów których semantyczn
                                                    > e znaczenie
                                                    > > powoduje dyskusję na temat (co ja uczyniłem)
                                                    >
                                                    > Kazdy widzi i rozumie (raczej bez problemow), ze "semantyczne znaczenie" aliaso
                                                    > w klemensa 1 (ze czarne to biale a wynik to pomiar) w dyskusji o "wynikach pomi
                                                    > arow" powoduje tylko jedno – spowszechne rozbawienie na widok tak dyletan
                                                    > ckiej proby ratowania sie w obliczu ewidentnej (kolejnej) wpadki.

                                                    Znowu pominąłeś fragment zdania i nie odpowiedziałeś na pytanie, a jedynie w kółko klepiesz swoją zastępczą mantrę, której używasz zawsze gdy jesteś w rozpaczliwej sytuacji.
                                                    Pytanie brzmiało:
                                                    Zrozumiałeś już różnicę pomiędzy definiowaniem aliasów których semantyczne znaczenie powoduje dyskusję na temat (co ja uczyniłem) a definiowaniem aliasów których semantyczne znaczenie powoduje dyskusję nie na temat (z twojego niby-analogicznego przykładu z którego miałem się niby czegoś nauczyć) ?

                                                    > > Wyjaśnij jeszcze co by było gdybyś dał się nabrać
                                                    >
                                                    > Zadnego "gdyby" nie ma.

                                                    Nie ma, bo byłoby gdyby było - nie o to pytałem.
                                                    Pytanie brzmiało:
                                                    Wyjaśnij jeszcze co by było gdybyś dał się nabrać, a co zyskałeś w związku z tym że w swej znamienitej bystrości na ów szatański trick nabrać się nie dałeś?

                                                    Funkcjonalny, z zupełnie niezrozumiałych względów po raz drugi nie odpowiedziałeś na kluczową kwestię:
                                                    Na podstawie moich definicji aliasów (nie twoich) podstaw do nich tam gdzie trzeba "pomiar" i "wynik" żeby uzyskać "pomiar pomiaru".
                                                    Przypominam, że wg twojej oceny z tego co napisałem WPROST wynika "pomiar pomiaru".
                                                  • hannl Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 30.05.12, 17:46
                                                    > Widzę, że w temacie "ścisłej definicji" nastąpił jeden z dwóch scenariuszy któr
                                                    > e przewidziałem.

                                                    Mozesz juz teraz smialo "przewidziec", ze i w kolejnych postach bede ciagle na nowo przypominal ci dowody twojego analfabetyzmu funkcjonalnego, ktorego tyle razy i tak spektakularnie tutaj dowiodles.

                                                    > Znowu pominąłeś fragment zdania i nie odpowiedziałeś na pytanie,

                                                    Odpowiedzialem, tylko ty jak zwykle nie zrozumiales.

                                                    > a jedynie w kółko klepiesz swoją zastępczą mantrę,

                                                    Ta "mantra" to argumenty oczywiste dla kazdego nawet malo inteligentnego czlowieka, ktorych nie mozesz zniesc bo demonstruja rozmiary twojego analfabetyzmu funkcjonalnego.

                                                    Problem w tym, ze chocbys nie wiem ilu "funkcjonalnych" jeszcze namnozyl i jak intensywnie wyobrazal sobie, jak "gryze klawiature" i "miotam sie z wscieklosci" fakt pozostanie faktem: Piszac o swoich wypocinach sam nazwales je "definicja" okreslajac ja nawet jako "scisla" czemu chwile pozniej - nie zdajac sobie z tego sprawy lub liczac na moja nieuwage - zaciekle przczyles.


                                                    > Nie ma, bo byłoby gdyby było

                                                    Nie zrozumiales jak zwykle: Nie ma bo byloby tylko nie ma bo wlasnie bylo, co juz napisalem wczesniej.
                                                    Ale jak moze zrozumiec to ktos nie rozumiejacy znaczenia prostych znakow drogowych i uwazajacy, ze wyprzedzanie na autosradzie przy znacznie gorszej widocznosci nie zwieksza ryzyka wypadku?

                                                  • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 31.05.12, 17:23
                                                    > > Widzę, że w temacie "ścisłej definicji" nastąpił jeden z dwóch scenariusz
                                                    > y któr
                                                    > > e przewidziałem.
                                                    >
                                                    > Mozesz juz teraz smialo "przewidziec", ze i w kolejnych postach bede ciagle na
                                                    > nowo przypominal ci dowody twojego analfabetyzmu funkcjonalnego, ktorego tyle r
                                                    > azy i tak spektakularnie tutaj dowiodles.

                                                    Zdajesz sobie sprawę jak to śmiesznie wygląda gdy ktoś się usilnie odszczekuje tak jak ty, a jednocześnie widać że pisze mając nadzieję że trafi w temat? Funkcjonalny, przecież ty nawet nie wiesz w kontekście czego odpowiedziałeś.

                                                    > > Znowu pominąłeś fragment zdania i nie odpowiedziałeś na pytanie,
                                                    >
                                                    > Odpowiedzialem, tylko ty jak zwykle nie zrozumiales.

                                                    Pytałem o to czy zrozumiałeś różnicę - nic na ten temat nie napisałeś. Pytanie brzmiało:
                                                    Zrozumiałeś już różnicę pomiędzy definiowaniem aliasów których semantyczne znaczenie powoduje dyskusję na temat (co ja uczyniłem) a definiowaniem aliasów których semantyczne znaczenie powoduje dyskusję nie na temat (z twojego niby-analogicznego przykładu z którego miałem się niby czegoś nauczyć) ?

                                                    > > a jedynie w kółko klepiesz swoją zastępczą mantrę,
                                                    >
                                                    > Ta "mantra" to argumenty oczywiste dla kazdego

                                                    Właśnie o tym dyskutujemy od jakiegoś czasu i dyskusja doszła do tego punktu, tylko że przestałeś odpowiadać na pytania i argumenty. Teraz wracasz do czegoś co właśnie jest kontynuowane. Naprawdę nie ogarniasz kontekstu, funkcjonalny? Pytanie było retoryczne.

                                                    > > Nie ma, bo byłoby gdyby było
                                                    >
                                                    > Nie zrozumiales jak zwykle: Nie ma bo byloby tylko nie ma bo wlasnie bylo, co j
                                                    > uz napisalem wczesniej.

                                                    "Gdyby było" używa się również do określenia teraźniejszości (nie ma zwrotu "gdyby teraz jest"), więc jak zwykle nie zrozumiałeś, jak zwykle próbowałeś zabłysnąć i wyszło ci to jak zwykle. Również - jak zwykle - nie zrozumiałeś że zadałem ci pytanie:
                                                    Wyjaśnij jeszcze co by było gdybyś dał się nabrać, a co zyskałeś w związku z tym że w swej znamienitej bystrości na ów szatański trick nabrać się nie dałeś?

                                                    Na zakończenie kolejne zaległe tematy, które sam masowo wytworzyłeś a teraz tchórzliwie udajesz że nie wiesz o co chodzi (to pewnie przez te normy wychowania):

                                                    Funkcjonalny, z zupełnie niezrozumiałych względów po raz trzeci nie odpowiedziałeś na kluczową kwestię:
                                                    Na podstawie moich definicji aliasów (nie twoich) podstaw do nich tam gdzie trzeba "pomiar" i "wynik" żeby uzyskać "pomiar pomiaru".
                                                    Przypominam, że wg twojej oceny z tego co napisałem WPROST wynika "pomiar pomiaru".


                                                    > Sam okreslasz swoja wypowiedz jako definicje,
                                                    > piszac o niej sam piszesz o definiowaniu po to, zeby chwile dalej
                                                    > upierac sie, ze to co napisales z definicja nie mialo nic wspolnego
                                                    > i ze definiowania nie bylo.

                                                    Funkcjonalny, sprawdź co pominąłeś i dopiero dyskutuj.
                                                  • hannl Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 07.06.12, 13:31
                                                    klemens1 napisał:


                                                    > Pytałem o to czy zrozumiałeś różnicę - nic na ten temat nie napisałeś.

                                                    Owszem napisalem, tylko tylko, ze zeby to zrozumiec trzeba dysponowac IQ wyzszym przynajmniej od IQ chomika.


                                                    Pytanie
                                                    > brzmiało:
                                                    > Zrozumiałeś już różnicę pomiędzy definiowaniem aliasów których semantyczne z
                                                    > naczenie powoduje dyskusję na temat (co ja uczyniłem) a definiowaniem aliasów k
                                                    > tórych semantyczne znaczenie powoduje dyskusję nie na temat (z twojego niby-ana
                                                    > logicznego przykładu z którego miałem się niby czegoś nauczyć) ?


                                                    Jako, ze (jak zwykle) nie zrozumiales sprobuje wytlumaczyc to jeszcze prosciej, choc jakos dziwnie jestem pewien, ze i tak niczego nie zrozumiesz:
                                                    1. Okreslenie "wynik pomiaru predkosci" jest precyzyjnym i elementarnie prostym okresleniem, ktorego sens jest oczywisty dla kazdego czlowieka dysponujecego minimum inteligencji i do zrozumienia ktorego nie sa potrzebne zadne "aliasy", szczegolnie "aliasy" niejakiego klmensa1 z forum bezpieczenstwo, ktory "definiuje" np. "czarne jako biale i biale jako czarne"

                                                    2. Zamiana znaczen "wyniku" i "pomiaru" w okresleniu "wynik pomiaru predkosci" z cala pewnoscia nie prowadzi do "dyskusji na temat" a jedynie dowodzi analfabetyzmu funkcjonalnego autora, ktory owa oczywista (kolejna) wpadke usiluje zagadac "aliasami" (gdzie jak sam twierdzi ze czarne moze byc biale a biale czarne)

                                                    > "Gdyby było" używa się również do określenia teraźniejszości

                                                    Tyle, ze ja wlasnie odnosze sie do przeszlosci: Juz raz wyoutowales sie jako oszust nie dotrzymujacy danego przez samego siebie zobowiazania. Jak juz wielkorotnie zapewnilem: Dostaniesz odpowiedz na twoje pytanie, gdy WRESZCIE wywiazesz sie ze swojego zobowiazania udzielenia odpowiedzi na moje pytanie postawione tu juz (chyba) jakies pol roku temu. Bardzo trudne pytzanie (lol)

                                                    Przypomnijmy: Skoro znak z ograniczenem do 70-tki i tabliczka "dotyczy tylko samochodow ciezarowych" po wczesniejszym ograniczeniu do 30-tki na drodze krajowej powoduje u ciebie zupelna bezradnosc i ma dowodzic niefachowosci (czy tak jakos) "znakologow" - jakie rozwiazanie zalecasz w takim miejscu, zeby nie tylko kazdy kretyn ale nawet ty je zrozumial i zeby nie powodowalo innych nieporozumien?


                                                    > Na zakończenie kolejne zaległe tematy, (...) po raz trzeci nie odpo
                                                    > wiedziałeś na kluczową kwestię:

                                                    Patrz powyzej. Z kolejnymi oszustwami musisz probowac w twoim bezposrednim otoczeniu, jesli w ogole to jeszcze funkcjonuje.

                                                    > > Sam okreslasz swoja wypowiedz jako definicje,
                                                    > > piszac o niej sam piszesz o definiowaniu po to, zeby chwile dalej
                                                    > > upierac sie, ze to co napisales z definicja nie mialo nic wspolnego
                                                    > > i ze definiowania nie bylo.

                                                    >
                                                    > Funkcjonalny, sprawdź co pominąłeś i dopiero dyskutuj.

                                                    Coraz liczniejsze rzucanie "funkcjonalnymi" akurat(!) w twoim wypadku (lol) swiadczy jedynie o ciagle coraz wiekszej frustracji i bezradnosci objawiajacej sie taka forma projekcji.

                                                    Jesli sam swoja wlasna(!) wypowiedz okreslasz w pelnym zdaniu jako "definicja", piszac o niej uzywasz okreslenia "definiowanie" po czym temu przeczysz, piszac ze "definicji" i "definiowania" nie bylo, to zadne pozniejsze przekrety (nawet za pomoca "aliasow") tego faktu zmienic juz nie moga. Pogodz sie z tym.

                                                    To nie moja wina, ze kazdy moze widziec tu "czarno na bialym" jak sam (po raz kolejny!) sie blaznisz gubiac sie i zaprzeczajac w tak zabawny sposob sam sobie.

                                                    Milego dnia zycze.
                                                  • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 08.06.12, 17:36
                                                    > > Pytałem o to czy zrozumiałeś różnicę - nic na ten temat nie napisałeś.
                                                    > > Pytanie
                                                    > > brzmiało:
                                                    > > Zrozumiałeś już różnicę pomiędzy definiowaniem aliasów których semanty
                                                    > czne z
                                                    > > naczenie powoduje dyskusję na temat (co ja uczyniłem) a definiowaniem ali
                                                    > asów k
                                                    > > tórych semantyczne znaczenie powoduje dyskusję nie na temat (z twojego ni
                                                    > by-ana
                                                    > > logicznego przykładu z którego miałem się niby czegoś nauczyć) ?

                                                    >
                                                    > Jako, ze (jak zwykle) nie zrozumiales sprobuje wytlumaczyc to jeszcze prosciej,
                                                    > choc jakos dziwnie jestem pewien, ze i tak niczego nie zrozumiesz:
                                                    > 1. Okreslenie "wynik pomiaru predkosci" jest precyzyjnym i elementarnie
                                                    > prostym okresleniem, ktorego sens jest oczywisty dla kazdego czlowieka dysponuj
                                                    > ecego minimum inteligencji i do zrozumienia ktorego nie sa potrzebne zadne "ali
                                                    > asy", szczegolnie "aliasy" niejakiego klmensa1 z forum bezpieczenstwo, ktory "d
                                                    > efiniuje" np. "czarne jako biale i biale jako czarne"
                                                    >
                                                    > 2. Zamiana znaczen "wyniku" i "pomiaru" w okresleniu "wynik pomiaru predkosci"
                                                    > z cala pewnoscia nie prowadzi do "dyskusji na temat" a jedynie dowodzi analfabe
                                                    > tyzmu funkcjonalnego autora, ktory owa oczywista (kolejna) wpadke usiluje zagad
                                                    > ac "aliasami" (gdzie jak sam twierdzi ze czarne moze byc biale a biale czarne)

                                                    1. Nawet się zgadzam.
                                                    2. Wskaż miejsce gdzie użyłem zwrotu "wynik pomiaru prędkości" po zdefiniowaniu aliasów.
                                                    3. Tutaj mówimy o twojej analogii definicji pracy, gdzie definicja danego słowa powoduje zmianę jego semantyki która oznacza dyskusję nie na temat - czyli coś co właśnie prezentujesz. Na temat możliwości przypisania (nie aliasem) pomiar -> wynik już pisaliśmy i dyskusja doszła do tego miejsca. Po co więc wracasz do poprzedniego punktu zamiast kontynuować? Czyżbyś nie rozumiał co czytasz?
                                                    Pytanie brzmi:
                                                    Zrozumiałeś już różnicę pomiędzy definiowaniem aliasów których semantyczne znaczenie powoduje dyskusję na temat (co ja uczyniłem) a definiowaniem aliasów których semantyczne znaczenie powoduje dyskusję nie na temat (z twojego niby-analogicznego przykładu z którego miałem się niby czegoś nauczyć) ?

                                                    > > "Gdyby było" używa się również do określenia teraźniejszości
                                                    >
                                                    > Tyle, ze ja wlasnie odnosze sie do przeszlosci:

                                                    I dlatego napisałeś:
                                                    Zadnego "gdyby" nie ma. .
                                                    A ja na to odpowiedziałem, ale nie wiedziałem że używasz zwrotu "nie ma" do przeszłości.

                                                    > Juz raz wyoutowales sie jako os
                                                    > zust nie dotrzymujacy danego przez samego siebie zobowiazania. Jak juz wielkoro
                                                    > tnie zapewnilem: Dostaniesz odpowiedz na twoje pytanie, gdy WRESZCIE wywiazesz
                                                    > sie ze swojego zobowiazania udzielenia odpowiedzi na moje pytanie postawione tu
                                                    > juz (chyba) jakies pol roku temu. Bardzo trudne pytzanie (lol)

                                                    Już każdy wie że jesteś sfrustrowany i się głupio tłumaczysz, a teraz odpowiedz na pytanie:
                                                    Wyjaśnij jeszcze co by było gdybyś dał się nabrać, a co zyskałeś w związku z tym że w swej znamienitej bystrości na ów szatański trick nabrać się nie dałeś?

                                                    Napisz jeszcze że już na to odpowiedziałeś, tylko ja jak zwykle nie zrozumiałem. Bez uzasadnienia oczywiście, najważniejsze to coś odpisać.

                                                    > > Na zakończenie kolejne zaległe tematy, (...) po raz trzeci nie odp
                                                    > o
                                                    > > wiedziałeś na kluczową kwestię:
                                                    >
                                                    > Patrz powyzej. Z kolejnymi oszustwami musisz probowac w twoim bezposrednim otoc
                                                    > zeniu, jesli w ogole to jeszcze funkcjonuje.

                                                    Co powoduje, funkcjonalny, że na niektóre pytania odpowiadasz (nie na temat, ale jednak), natomiast na niektóre nie odpowiadasz, zasłaniając się swoim głupawym tłumaczeniem, które dzieci przestają stosować w wieku ok. 6-7 lat bo jest dla nich już zbyt żenujące? Tyle się rozpisujesz o inteligencji itp., a widać jak na dłoni że się wykładasz gdy już zrozumiesz że zrobiłeś z siebie pośmiewisko.
                                                    Zadanie jest dziecinnie proste (po raz czwarty):
                                                    Na podstawie moich definicji aliasów (nie twoich) podstaw do nich tam gdzie trzeba "pomiar" i "wynik" żeby uzyskać "pomiar pomiaru".
                                                    Przypominam, że wg twojej oceny z tego co napisałem WPROST wynika "pomiar pomiaru".

                                                    > > > Sam okreslasz swoja wypowiedz jako definicje,
                                                    > > > piszac o niej sam piszesz o definiowaniu po to, zeby chwile dalej
                                                    > > > upierac sie, ze to co napisales z definicja nie mialo nic wspolnego
                                                    >
                                                    > > > i ze definiowania nie bylo.

                                                    > >
                                                    > > Funkcjonalny, sprawdź co pominąłeś i dopiero dyskutuj.
                                                    >
                                                    > Coraz liczniejsze rzucanie "funkcjonalnymi" akurat(!) w twoim wypadku (lol) swi
                                                    > adczy jedynie o ciagle coraz wiekszej frustracji i bezradnosci objawiajacej sie
                                                    > taka forma projekcji.
                                                    >
                                                    > Jesli sam swoja wlasna(!) wypowiedz okreslasz w pelnym zdaniu jako "definicja",
                                                    > piszac o niej uzywasz okreslenia "definiowanie" po czym temu przeczysz, piszac
                                                    > ze "definicji" i "definiowania" nie bylo, to zadne pozniejsze przekrety (nawet
                                                    > za pomoca "aliasow") tego faktu zmienic juz nie moga. Pogodz sie z tym.

                                                    Funkcjonalny, sprawdź co pominąłeś i dopiero dyskutuj.
                                                  • hannl Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 25.06.12, 18:11
                                                    > Wskaż miejsce gdzie użyłem zwrotu "wynik pomiaru prędkości"

                                                    Czyli tego, o czym w ogole od ponad 2 miesiecy piszesz, silac sie jeszcze na definicje "wyniku" i "pomiaru" tez nie wiesz. To twoj kolejny rekord.


                                                    > Zrozumiałeś już różnicę pomiędzy definiowaniem aliasów których semantyczne znaczenie
                                                    > powoduje dyskusję na temat (co ja uczyniłem)

                                                    Zrozumiales, ze podmiana znaczenia „wyniku“ i „pomiaru“ w okresleniu „wynik pomiaru“ i dorabianie do tego jeszcze idiotycznych uzupelnien w rodzaju „pomiar po uwzglednieniu bledu pomiaru“ z cala pewnoscia nie prowadzi do dyskusji na temat?

                                                    > Już każdy wie że jesteś sfrustrowany.

                                                    Mylisz sie: kazdy wie, ze sobie to „wyobrazasz“ (co sam przyznales), co jest klasycznym przykladem tzw. projekcji wlasnych odczuc.

                                                    > a teraz odpowiedz na pytanie:

                                                    Po raz kolejny sie zaciales. Napisalem ci juz kilka jesli nie kilkanascie razy, pod jakim warunkiem mozesz na to liczyc ale jak przystalo na ludzi twojego pokroju nigdy nie przestaniesz ciagnac za rekaw w nadziei znalezienia kogos, kto da sie nabrac.
                                                    To forum to (mimo wszystko) nie bazar, na ktorym zebrzesz lub sprzedajesz jakies rupiecie. Kiedy to wreszcie zrozumiesz?

                                                    > Zadanie jest dziecinnie proste (po raz czwarty):

                                                    Czy taka uparta zebranina funkcjonuje tam, gdzie wegetujesz?

                                                    > sprawdź co pominąłeś i dopiero dyskutuj.

                                                    Jesli ktos swoja wlasna(!) wypowiedz okresla w pelnym zdaniu jako "definicje",
                                                    piszac o niej uzywa okreslenia "definiowanie" po czym (przylapany na tym) temu przeczy to cos, takiego, co mozna byloby “pominac” i co mogloby zmienic ten fakt NIE STNIEJE.
                                                    Gdyby istnialo, to sam potrafilbys to wskazac, zamiast tych pociesznych zaklec, zeby cos magicznego “sprawdzic” .
                                                  • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 26.06.12, 17:11
                                                    hannl (hanni który zapomniał poprzedniego hasła) napisał:

                                                    > > Wskaż miejsce gdzie użyłem zwrotu "wynik pomiaru prędkości"
                                                    >
                                                    > Czyli tego, o czym w ogole od ponad 2 miesiecy piszesz, silac sie jeszcze na de
                                                    > finicje "wyniku" i "pomiaru" tez nie wiesz.

                                                    Nie wiem gdzie użyłem zwrotu "wynik pomiaru prędkości" po zdefiniowaniu aliasów (coś ci się znowu pominęło, cóż za zaskoczenie). Napisałeś sam że użyłem tego zwrotu po zmianie znaczeń:
                                                    Zamiana znaczen "wyniku" i "pomiaru" w okresleniu "wynik pomiaru predkosci" z cala pewnoscia nie prowadzi do "dyskusji na temat" a jedynie dowodzi analfabetyzmu funkcjonalnego autora.
                                                    Wskaż więc miejsce gdzie użyłem tego określenia po zdefiniowaniu aliasów, żeby można było sprawdzić czy faktycznie użyłem go bez sensu, czy też jesteś kłamcą który dużo pisze o zasadach i wychowaniu. Wskaż to miejsce.

                                                    > > Zrozumiałeś już różnicę pomiędzy definiowaniem aliasów których semantyczn
                                                    > e znaczenie
                                                    > > powoduje dyskusję na temat (co ja uczyniłem)
                                                    >
                                                    > Zrozumiales, ze podmiana znaczenia „wyniku“ i „pomiaru“

                                                    To jest rozpatrywane wyżej, nie musisz aż tak rozpaczliwie pisać nie na temat, i tak widać co się z tobą dzieje.
                                                    Zrozumiałeś już różnicę pomiędzy definiowaniem aliasów których semantyczne znaczenie powoduje dyskusję na temat (co ja uczyniłem) a definiowaniem aliasów których semantyczne znaczenie powoduje dyskusję nie na temat (z twojego niby-analogicznego przykładu z którego miałem się niby czegoś nauczyć) ?

                                                    > > a teraz odpowiedz na pytanie:
                                                    >
                                                    > Po raz kolejny sie zaciales. Napisalem ci juz kilka jesli nie kilkanascie razy,
                                                    > pod jakim warunkiem mozesz na to liczyc ale jak przystalo na ludzi twojego pok
                                                    > roju nigdy nie przestaniesz ciagnac za rekaw w nadziei znalezienia kogos, kto d
                                                    > a sie nabrac.

                                                    Przecież o to nabieranie właśnie pytam. Pytanie brzmi:
                                                    Wyjaśnij jeszcze co by było gdybyś dał się nabrać, a co zyskałeś w związku z tym że w swej znamienitej bystrości na ów szatański trick nabrać się nie dałeś?

                                                    > > sprawdź co pominąłeś i dopiero dyskutuj.
                                                    >
                                                    > Jesli ktos swoja wlasna(!) wypowiedz okresla w pelnym zdaniu jako "definicje",
                                                    > piszac o niej uzywa okreslenia "definiowanie" po czym (przylapany na tym) temu
                                                    > przeczy to cos, takiego, co mozna byloby “pominac” i co mogloby zmi
                                                    > enic ten fakt NIE STNIEJE.
                                                    > Gdyby istnialo, to sam potrafilbys to wskazac, zamiast tych pociesznych zaklec,
                                                    > zeby cos magicznego “sprawdzic” .

                                                    Sam widzisz że na każdym kroku się wykładasz i przestajesz odpowiadać tam gdzie ten fakt już zauważyłeś - żyjesz w nadziei że w tym przypadku jest inaczej? To ty pominąłeś istotny fragment z mojej wypowiedzi, więc sprawdź co pominąłeś i dopiero dyskutuj.
                                                    Zdaję sobie sprawę że nie dasz rady tego dokonać, ale im dłużej zwlekam ze wskazaniem ci pominiętego fragmentu, na tym większego idiotę wychodzisz - nawet sam już wmówiłeś sobie że blefuję.

                                                    -----------

                                                    Oto zaległe tematy, w których zrozumiałeś że zrobiłeś z siebie idiotę i próbujesz się wymigiwać jak urażony bachor dyszący z wściekłości.

                                                    Co powoduje, funkcjonalny, że na niektóre pytania odpowiadasz (nie na temat, ale jednak), natomiast na niektóre nie odpowiadasz, zasłaniając się swoim głupawym tłumaczeniem, które dzieci przestają stosować w wieku ok. 6-7 lat bo jest dla nich już zbyt żenujące?

                                                    Zadanie jest dziecinnie proste (po raz piąty):
                                                    Na podstawie moich definicji aliasów (nie twoich) podstaw do nich tam gdzie trzeba "pomiar" i "wynik" żeby uzyskać "pomiar pomiaru".
                                                    Przypominam, że wg twojej oceny z tego co napisałem WPROST wynika "pomiar pomiaru".

                                                    Dlaczego używasz zwrotu "nie ma" do przeszłości?
                                                  • hanni Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 27.06.12, 07:38
                                                    > hannl (hanni który zapomniał poprzedniego hasła) napisał:

                                                    Stajesz sie coraz bardziej emocjonalny i jeszcze bardziej fantazjujesz. Nerwy az tak bardzo wysiadaja?

                                                    > Nie wiem gdzie użyłem zwrotu "wynik pomiaru prędkości" po zdefiniowaniu alia
                                                    > sów


                                                    No i co? Powiedzialbym, ze to twoj problem.

                                                    > Napisałeś sam że użyłem tego zwrotu po zmianie znaczeń:

                                                    Gdy poprosze, zebys wskazal miejsce, gdzie napisalem, ze "uzyles tego zwrotu" to znow nie bedziesz w stanie i znow bedziesz w swoj kretacki sposob majaczyl zebym sam poszukal.

                                                    > Zamiana znaczen "wyniku" i "pomiaru" w okresleniu "wynik pomiaru predkosci" z cala
                                                    > pewnoscia nie prowadzi do "dyskusji na temat" a jedynie dowodzi analfabetyzmu
                                                    > funkcjonalnego autora.

                                                    Znow: gdzie w tym zdaniu dopatrzyles sie, jakobym "twierdzil, ze uzyles tego zwrotu"?
                                                    Ciagle tego nie lapiesz ale "wynik pomiaru predkosci" to kluczowe pojecie w calej tej "dyskusji" o tolerancji pomiaru predkosci. Z tego przeciez powodu uczepiles sie mnie i trzymasz sie mojej nogawki od ponad dwoch miesiecy.
                                                    Jesli ktos w dyskusji, gdzie takie pojecie odgrywa kluczowa funkcje zamienia i deformuje
                                                    do tego w idiotyczny sposob akurat pojecia "wynik" i "pomiar", to z cala pewnoscia nie prowadzi to do (jakiejkolwiek) "dyskusji na temat".
                                                    Dotarlo wreszcie? To zakrawaloby na cud.


                                                    > Zrozumiałeś już różnicę pomiędzy definiowaniem aliasów których semantyczne znac
                                                    > zenie powoduje dyskusję na temat (co ja uczyniłem) a definiowaniem aliasów któr
                                                    > ych semantyczne znaczenie powoduje dyskusję nie na temat (z twojego niby-analog
                                                    > icznego przykładu z którego miałem się niby czegoś nauczyć) ?

                                                    Zrozumiales, ze podmiana znaczenia „wyniku“ i „pomiaru“ w okresleniu „wynik pomiaru“ i
                                                    dorabianie do tego jeszcze idiotycznych uzupelnien w rodzaju „pomiar po uwzglednieniu
                                                    bledu pomiaru“ z cala pewnoscia nie prowadzi do dyskusji na (jakikolwiek) temat?

                                                    > Przecież o to nabieranie właśnie pytam. Pytanie brzmi:

                                                    Przeciez o tych twoich zebrackich praktykach stawiania kolejnych bzdurnych pytan bez
                                                    udzielenia sowicie obiecanej(!) odpowiedzi wlasnie pisalem.

                                                    > Sam widzisz że na każdym kroku się wykładasz i przestajesz odpowiadać tam gdzie
                                                    > ten fakt już zauważyłeś - żyjesz w nadziei że w tym przypadku jest inaczej? To
                                                    > ty pominąłeś istotny fragment z mojej wypowiedzi, więc sprawdź co pominąłeś i
                                                    > dopiero dyskutuj.

                                                    To zabawne, jak projektujesz swoje wlasne odczucia na innych: Wyraznie pisze, ze to, co
                                                    w twojej wypowiedzi rzekomo mialem pominac nigdzie nie istnieje (poza twoja wyobraznia) a ty, aby obalic ta wypowiedz powtarzasz jak zaciety gramofon: "pominąłeś istotny fragment z mojej wypowiedzi, więc sprawdź co pominąłeś".
                                                    Gdyby taki cudowny fragment, mogacy uratowac sens twojej wpadki istnial to przytoczylbys
                                                    go sam a nie zebralbys o to, zeby tego, co nie istnieje szulkal ktos inny.


                                                    > Oto zaległe tematy,

                                                    Widze ze na twoje zebrackie praktyki nie ma rady jak ciagle powtarzac to, co powiedzialem
                                                    juz tu chyba kilkanascie razy: Dostaniesz z checia odpowiedz na wszelkie "zalegle
                                                    tematy", (ktore produkujesz juz tasmowo), gdy w koncu (po chyba ponad pol roku) wywiazesz sie ze swojego wlasanego zobowiazania i odpowiesz na to prosciutkie pytanie, na ktore sam obiecales odpowiedziec:
                                                    jak powinno wzorowo wygladac oznakowanie w sytuacji, ktora opisales i gdzie tak zacielke krytykowales znakologow za ich glupote i brak umiejetnsci?

                                                    Ja w przeciwienstwie do ciebie wywiazuje sie z danych innym zobowiazan. Pewnie w swoim
                                                    bezposredim srodowisku nigdy jeszcze tego nie doswiadczyles i tego nie wiesz ale ludzie nie oszukujacy, nie zebrajacy i dotrzymujacy zobowiazan to nie fikcja. Niestety nie tam, gdzie wegetujesz.

                                                    Milego dnia zycze.

                                                  • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 28.06.12, 17:14
                                                    > > hannl (hanni który zapomniał poprzedniego hasła) napisał:
                                                    >
                                                    > Stajesz sie coraz bardziej emocjonalny i jeszcze bardziej fantazjujesz. Nerwy a
                                                    > z tak bardzo wysiadaja?

                                                    Obstawiałem że zignorujesz moją marną prowokację, ale najwyraźniej nie doceniłem jak bardzo jesteś roztrzęsiony.

                                                    > > Zamiana znaczen "wyniku" i "pomiaru" w okresleniu "wynik pomiaru predkosc
                                                    > i" z cala
                                                    > > pewnoscia nie prowadzi do "dyskusji na temat" a jedynie dowodzi analfabet
                                                    > yzmu
                                                    > > funkcjonalnego autora.
                                                    >
                                                    > Znow: gdzie w tym zdaniu dopatrzyles sie, jakobym "twierdzil, ze uzyles tego zw
                                                    > rotu"?

                                                    Przyznaję że moje twierdzenie o twoim twierdzeniu wynikało z kontekstu. Czyżbym nie docenił twojego poziomu samokrytycyzmu, że pisząc o autorze tych słów miałeś na myśli siebie? Wszak jakieś "pomiary pomiarów" otrzymałeś i dyskusja w związku z tym na pewno na temat nie była.

                                                    > > Zrozumiałeś już różnicę pomiędzy definiowaniem aliasów których semantyczn
                                                    > e znac
                                                    > > zenie powoduje dyskusję na temat (co ja uczyniłem) a definiowaniem aliasó
                                                    > w któr
                                                    > > ych semantyczne znaczenie powoduje dyskusję nie na temat (z twojego niby-
                                                    > analog
                                                    > > icznego przykładu z którego miałem się niby czegoś nauczyć) ?
                                                    >
                                                    > Zrozumiales, ze podmiana znaczenia „wyniku“ i „pomiaru“(...)

                                                    Właśnie na ten temat jest dyskusja, i doszliśmy do punktu, gdzie pytam, czy zrozumiałeś już różnicę pomiędzy definiowaniem aliasów których semantyczne znaczenie powoduje dyskusję na temat (co ja uczyniłem) a definiowaniem aliasów których semantyczne znaczenie powoduje dyskusję nie na temat (z twojego niby-analogicznego przykładu z którego miałem się niby czegoś nauczyć).

                                                    > > Przecież o to nabieranie właśnie pytam. Pytanie brzmi:
                                                    >
                                                    > Przeciez o tych twoich zebrackich praktykach stawiania kolejnych bzdurnych pyta
                                                    > n bez udzielenia sowicie obiecanej(!) odpowiedzi wlasnie pisalem.

                                                    Piszesz jakieś głupoty że dobrze że się na coś nie nabrałeś, ale sam nie wiesz co z tego nabrania się miałoby wyniknąć i na czym ono w ogóle miałoby polegać. Naprawdę nie jesteś w stanie wymyśleć lepszej wymówki niż "zebrackie praktyki", forumowy frustraciku?

                                                    > Wyraznie pisze, ze to, co
                                                    > w twojej wypowiedzi rzekomo mialem pominac nigdzie nie istnieje (poza twoja wyo
                                                    > braznia) a ty, aby obalic ta wypowiedz powtarzasz jak zaciety gramofon: "pomin
                                                    > ąłeś istotny fragment z mojej wypowiedzi, więc sprawdź co pominąłeś".
                                                    > Gdyby taki cudowny fragment, mogacy uratowac sens twojej wpadki istnial to przy
                                                    > toczylbys
                                                    > go sam a nie zebralbys o to, zeby tego, co nie istnieje szulkal ktos inny.

                                                    Zagadką pozostaje dla mnie jedynie czy naprawdę w to wierzysz, czy też jesteś na tyle tępy że wiesz o co chodzi ale masz nadzieję że nikt nie zauważy. Oba wiarianty sprawdzają się zamiennie co jakiś czas.
                                                    Niezależnie od powyższego, rozwiązanie tej zagadki jest niezwykle proste i doprawdy niesłychane jest że na tym poległeś. Otóż znajdź moje zdanie na które odpowiadałeś z zarzutem "niedefiniowania definicji" (chyba nie sądzisz że to zdanie też jest w mojej wyobraźni?). Następnie zacytuj je CAŁE. Tylko tyle. Nawet nie ma potrzeby że szukać kontekstu po innych zdaniach - w tym jednym wszystko jest.
                                                    Nie sądzę że podołasz, więc jeszcze potrzymam cię w niepewności, bo na pewno znów wyskoczysz z jakimś tekstem że to co pominąłeś istnieje tylko w mojej wyobraźni i przez to tym bardziej się ośmieszysz. Następnie będziesz po swojemu udawał że nie wiesz o co chodzi, pisząc coś o żebraniu. Taki właśnie jest twój algorytm dyskutowania, funkcjonalny.

                                                    W ramach promocji jeden zaległy temat, za to ujawniający w całej krasie twoją nadzieję że nikt nie wie co się kryje za twoimi żenującymi wykrętami. Pytanie jest czysto retoryczne i ma na celu uświadomienie ci jakiego idiotę z siebie robisz, ale ty lubisz najwidoczniej poniżać samego siebie.

                                                    Co powoduje, funkcjonalny, że na niektóre pytania odpowiadasz (nie na temat, ale jednak), natomiast na niektóre nie odpowiadasz? Czyli dlaczego w niektórych tematach brak mojej odpowiedzi sprzed iluś miesięcy ci przeszkadza a w innych nie?
                                                  • hannl Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 28.06.12, 18:48
                                                    > Obstawiałem że zignorujesz moją marną prowokację, ale najwyraźniej nie doceniłem jak
                                                    > bardzo jesteś roztrzęsiony.

                                                    Czyli czepiajac sie mojego nicka i oglaszajac rozpaczliwie, ze zapomnialem hasla wiedziales, ze wcale nie zapomnialem hasla a owa insynuacja byla tylko „marna prowokacja“. Czym ty sie jeszcze osmieszysz czlowieczyno?
                                                    Choc troche prawdy w tym jest. Wszystko, co tu produkujesz jest wyjatkowo marne.


                                                    > Przyznaję że moje twierdzenie o twoim twierdzeniu wynikało z kontekstu. Czyżbym nie
                                                    > docenił twojego poziomu samokrytycyzmu, że pisząc o autorze tych słów miałeś na myśli
                                                    > siebie?

                                                    Twoje twierdzenie o moim twierdzeniu nie wyniklo wcale z kontekstu tylko z niezrozumienia tego, co pisze i bylo kolejnym przejawem fantazjowania czyli (jak to nazywasz) „marna prowokacja“ : „Napisałeś sam że użyłem tego zwrotu po zmianie znaczeń“ – Nigdzie czegos nie napisalem, ze uzyles tego zwrotu po zamianie czegos tam.
                                                    Nie wiem tez czego nie doceniles a co doceniles. Widze jedynie, ze nie zrozumiales, ze w dyskusji wokol wynikow pomiarow predkosci odnosilem sie do autora definicji-idiotyzmu, wedle ktorej pomiar to wynik a wynik to pomiar. Zeby bylo jeszcze glupiej “po odjeciu ewentualnego bledu pomiaru”. Wynika to jednoznacznie z mojej wypowiedzi.

                                                    > Wszak jakieś "pomiary pomiarów" otrzymałeś i dyskusja w związku z tym na pewno na
                                                    > temat nie była.

                                                    Ano nie byla, od momentu, gdy w dyskusji wokol „wynikow pomiaru predkosci“ pojawila sie definicja „wyniku“ (pomiaru) jako „pomiar po odjeciu bledu pomiaru“. Z takiej definicji musi sie sila rzeczy wynikac “pomiar pomiaru” tak jak z „mieszkacow Warszawy“ otrzymaloby sie „mieszkancow stolicy Polski“, gdyby (jak najbadrziej poprawnie) zdefiniowac Warszawe jako stolice Polski. Ciagle nie rozumiesz skad se wzial „pomiar pomiaru“? Nikt tutaj raczej nie oczekuje, zebys to zrozumial.
                                                    Teraz pewnie wyjedziesz znow z „aliasami“ gdzie „czarne moze byc biale a biale moze byc czarne“, tak jak wynik moze byc pomiar po odjeciu bledu pomiaru a nastolatki zupa ogorkowa? Czy moze jednak zaskoczysz czyms jeszcze glupszym?


                                                    > Właśnie na ten temat jest dyskusja, i doszliśmy do punktu, gdzie pytam, czy zrozumiałeś
                                                    > już różnicę pomiędzy definiowaniem aliasów których semantyczne znaczenie powoduje
                                                    > dyskusję na temat (co ja uczyniłem) a definiowaniem aliasów których semantyczne
                                                    > znaczenie powoduje dyskusję nie na temat (z twojego niby-analogicznego przykładu z
                                                    > którego miałem się niby czegoś nauczyć).

                                                    Wlasnie na ten temat jest dyskusja i doszlismy do punktu, gdzie pytam czy zrozumiales, ze podmiana znaczenia „wyniku“ i „pomiaru“ w okresleniu „wynik pomiaru“ i
                                                    dorabianie do tego jeszcze idiotycznych uzupelnien w rodzaju „pomiar po uwzglednieniu
                                                    bledu pomiaru“ z cala pewnoscia nie prowadzi do dyskusji na (jakikolwiek) temat?


                                                    > Piszesz jakieś głupoty że dobrze że się na coś nie nabrałeś, ale sam nie wiesz co z tego
                                                    > nabrania się miałoby wyniknąć.

                                                    I to, ze tego „nie wiem“ wiesz pewnie tak samo dokladnie jak i to, ze zapomnialem hasla? Czy moze to kolejna „marna prowokacja“, gdy sie jednak okaze, ze wiem?


                                                    > Zagadką pozostaje dla mnie jedynie czy naprawdę w to wierzysz, czy też jesteś na tyle tępy
                                                    > że wiesz o co chodzi ale masz nadzieję że nikt nie zauważy.

                                                    Istnieje bardzo prosty sposob, zeby to sprawdzic: wystarczy, ze wreszcie sam wskazesz owa magiczna, tajemnicza wypowiedz, ktora raz na zawsze oczysci cie z udowodnionego tu zarzutu, ze sam nie wiesz o czym piszesz oklreslajac swoja wypowiedz jako definicje, ktora definicja jednak nie jest.

                                                    > Otóż znajdź moje zdanie na które …
                                                    > Następnie zacytuj..

                                                    Ciagle jeszcze nie dotarlo do ciebie, ze ta ciagla zebranina niewiele wskurasz? Wiem, ze nie potrafisz inaczej ale mimo to naprawde nie stoi na przeszkodzie, zebys sam znalazl i sam zacytowal.

                                                    Milego dnia zycze.

                                                    P.S. Jakies postepy w kwestii najbardziej zaleglego pytania, czyli recepty na wlasciwie oznakowanie ograniczenia, ktore twoim zdaniem zostalo tak spartolone przez znakologow?
                                                  • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 29.06.12, 14:25
                                                    hannl napisał:

                                                    > > Obstawiałem że zignorujesz moją marną prowokację, ale najwyraźniej nie do
                                                    > ceniłem jak
                                                    > > bardzo jesteś roztrzęsiony.
                                                    >
                                                    > Czyli czepiajac sie mojego nicka i oglaszajac rozpaczliwie, ze zapomnialem hasl
                                                    > a wiedziales, ze wcale nie zapomnialem hasla a owa insynuacja byla tylko „
                                                    > ;marna prowokacja“. Czym ty sie jeszcze osmieszysz czlowieczyno?
                                                    > Choc troche prawdy w tym jest. Wszystko, co tu produkujesz jest wyjatkowo marne
                                                    > .

                                                    Nie wiem czy zapomniałeś i nie obchodzi mnie to - chciałem sprawdzić czy dasz się sprowokować jak gó...arz. Dałeś się sprowokować i - mało tego - jeszcze kontynuujesz ten temat, starając się zmieścić na siłę w swojej wypowiedzi jak najwięcej obelg, co świadczy o tym że jesteś jeszcze bardziej roztrzęsiony niż myślałem.

                                                    > w dyskusji wokol wynikow pomiarow predkosci odnosilem sie do autora def
                                                    > inicji-idiotyzmu, wedle ktorej pomiar to wynik a wynik to pomiar.

                                                    Napisałeś wyraźnie, że
                                                    Zamiana znaczen "wyniku" i "pomiaru" w okresleniu "wynik pomiaru predkosci" z cala
                                                    pewnoscia nie prowadzi do "dyskusji na temat" a jedynie dowodzi analfabetyzmu funkcjonalnego autora.

                                                    Wskaż zatem tego, kto użył określenia "wynik pomiaru prędkości" po zamianie znaczeń "wyniku" i "pomiaru".

                                                    > Z takiej definicji musi sie sila rzeczy wynikac “pomiar pomiaru”.

                                                    Pytałem cię 5 razy jak to otrzymałeś, czyżbyś zamierzał jednak odpowiedzieć bez zasłaniania się brakiem jakiejś mojej odpowiedzi sprzed miesięcy?
                                                    Spróbujmy po raz szósty:
                                                    Na podstawie moich definicji aliasów (nie twoich) podstaw do nich tam gdzie trzeba "pomiar" i "wynik" żeby uzyskać "pomiar pomiaru".
                                                    Przypominam, że wg twojej oceny z tego co napisałem WPROST oraz siłą rzeczy wynika "pomiar pomiaru".

                                                    Jakby co, pamiętaj że było coś z żebraniem, bo przecież nie odpowiesz w sytuacji gdy widzisz kogo z siebie zrobiłeś.

                                                    > > Właśnie na ten temat jest dyskusja, i doszliśmy do punktu, gdzie pytam, c
                                                    > zy zrozumiałeś
                                                    > > już różnicę pomiędzy definiowaniem aliasów których semantyczne znaczenie
                                                    > powoduje
                                                    > > dyskusję na temat (co ja uczyniłem) a definiowaniem aliasów których seman
                                                    > tyczne
                                                    > > znaczenie powoduje dyskusję nie na temat (z twojego niby-analogicznego pr
                                                    > zykładu z
                                                    > > którego miałem się niby czegoś nauczyć).
                                                    >
                                                    > Wlasnie na ten temat jest dyskusja i doszlismy do punktu, gdzie pytam czy zrozu
                                                    > miales, ze podmiana znaczenia „wyniku“ i „pomiaru“

                                                    Ten punkt był wcześniej i rozpatrując go, doszliśmy do punktu gdzie pytam, czy zrozumiałeś
                                                    już różnicę pomiędzy definiowaniem aliasów których semantyczne znaczenie powoduje
                                                    dyskusję na temat (co ja uczyniłem) a definiowaniem aliasów których semantyczne
                                                    znaczenie powoduje dyskusję nie na temat (z twojego niby-analogicznego przykładu z
                                                    którego miałem się niby czegoś nauczyć).

                                                    > > Piszesz jakieś głupoty że dobrze że się na coś nie nabrałeś, ale sam nie
                                                    > wiesz co z tego
                                                    > > nabrania się miałoby wyniknąć.
                                                    >
                                                    > I to, ze tego „nie wiem“ wiesz pewnie tak samo dokladnie jak i to,
                                                    > ze zapomnialem hasla? Czy moze to kolejna „marna prowokacja“, gdy s
                                                    > ie jednak okaze, ze wiem?

                                                    Jedyne co się okaże, to to że będziesz się w dziecinny sposób wymigiwał od odpowiedzi, miotając się jak rozwścieczony kundel który jest kopany, ale nie wie jak ma ugryźć.

                                                    > > Otóż znajdź moje zdanie na które …
                                                    > > Następnie zacytuj..
                                                    >
                                                    > Ciagle jeszcze nie dotarlo do ciebie, ze ta ciagla zebranina niewiele wskurasz?
                                                    > Wiem, ze nie potrafisz inaczej ale mimo to naprawde nie stoi na przeszkodzie,
                                                    > zebys sam znalazl i sam zacytowal.

                                                    Przecież ci wyjaśniłem wcześniej, dlaczego to robię. Znowu nie zrozumiałeś?
                                                    Oto przypomnienie:
                                                    Nie sądzę że podołasz, więc jeszcze potrzymam cię w niepewności, bo na pewno znów wyskoczysz z jakimś tekstem że to co pominąłeś istnieje tylko w mojej wyobraźni i przez to tym bardziej się ośmieszysz.
                                                    A rozwiązanie ci podałem - po prostu znajdź miejsce gdzie odpowiadasz pierwszy raz z zarzutem "niedefiniowania definicji". To miejsce na pewno istnieje - z tym nawet ty się pewnie zgodzisz, chociaż biorąc pod uwagę twoją frustrację, pewnie będziesz miał znowu obiekcje na poziomie głupawego bachora. Następnie - we wcześniejszym moim wpisie - znajdź zdanie na które odpowiadasz i zobacz co pominąłeś.
                                                    OK - to za trudne, za dużo na raz. Na początek znajdź swoją pierwszą odpowiedź z zarzutem "niedefiniowania definicji".

                                                    Nie wątpię, że przy podaniu tak jednoznacznych wskazówek znowu zachowasz się jak funkcjonalna kaleka, z nieustającą nadzieją że jednak chociaż tu coś zwojujesz. Normalny człowiek by to po prostu sprawdził w minutę i przestał się pogrążać.

                                                    > P.S. Jakies postepy w kwestii najbardziej zaleglego pytania, czyli recepty na w
                                                    > lasciwie oznakowanie ograniczenia, ktore twoim zdaniem zostalo tak spartolone p
                                                    > rzez znakologow?

                                                    A ma to cokolwiek wspólnego z bieżącym tematem? Przecież nawet gdybym odpowiedział, to wymyśliłbyś inną wymówkę żeby nie odpowiadać na kwestie, gdzie jakimś cudem pojąłeś że zrobiłeś z siebie imbecyla. Gnojeni frajerzy twojego pokroju zawsze zachowują się w ten sposób - po prostu nie jesteś w stanie dopuścić do siebie myśli że się pomyliłeś i czepiasz się dowolnie głupiego powodu żeby przerwać wątek danej kwestii.
                                                    Gdybyś był w stanie przez moment pomyśleć trzeźwo, uwalniając się od swoich kompleksów, to przeraziłbyś się uświadamiając sobie, w jak oczywisty sposób twoje motywy są widoczne i jak nieudolnie próbujesz je maskować.
                                                  • hannl Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 30.06.12, 13:46
                                                    > Nie wiem czy zapomniałeś i nie obchodzi mnie to.

                                                    Gdybys oswiadczyl to zanim tryumfalnie uczyniles z tego taki temat, byloby to w miare wiarygodne. Po tym jednak, gdy twoje infantylne fantazjowanie znow wyszlo na jaw, takie zapewnienia sa nie tylko zalosne ale przede wszystkim jak sam to trafnie okresliles "marne".

                                                    > chciałem sprawdzić czy dasz się sprowokować jak gó...arz. Dałeś się sprowokować i - mało
                                                    > tego - jeszcze kontynuujesz ten temat.

                                                    Czyli nieustannie fabulujesz na temat mojej osoby a gdy demaskuje twoje projekcje i fantazje masz do mnie straszny zal, ze to robie. Zachowujesz sie jak niezrownowazona emocjonalnie "roztrzesiona" (tak czesto zywasz tego slowa) kobieta. To zaczyna byc juz nudne.

                                                    > Wskaż zatem tego, kto użył określenia "wynik pomiaru prędkości" po zamianie znaczeń "wyniku" i "pomiaru".

                                                    Czemu mialbym tego kogos wskazywac, skoro - jak wyraznie i wielokrotnie juz napisalem - odnioslem sie do autora pozal sie Boze-definicji "wyniku" i "pomiaru". Jak napisze to jeszcze 20 razy, to ciagle nie zalapiesz, prawda?

                                                    > Pytałem cię 5 razy jak to otrzymałeś, czyżbyś zamierzał jednak odpowiedzieć bez
                                                    > zasłaniania się brakiem jakiejś mojej odpowiedzi sprzed miesięcy?
                                                    > Spróbujmy po raz szósty:

                                                    Probuj nawet siodmy i dwudziesty. Przy twoim IQ chomika nie pozostaje ci przeciez nic innego. Skoro jestes tak ograniczony, ze nie rozumiesz lub nie widzisz (?) tych wszystkich odpowiedzi (po raz ostatni nawet w watku tuz powyzej) to nikt nie jest w stanie ci pomoc.
                                                    Cytuje po raz kolejny z postu tuz powyzej(!), na ktory sam(!) odpowiedziales nie widzac(!) znow niczego:
                                                    "Z takiej definicji (wynik jako "pomiar po odjeciu ewentualnego bledu pomiaru") musi sila rzeczy wynikac “pomiar pomiaru (po odjeciu ewentualnego bledu pomiaru)” tak jak z „mieszkacow Warszawy“ otrzymaloby sie „mieszkancow stolicy Polski“, gdyby (jak najbadrziej poprawnie) zdefiniowac Warszawe jako stolice Polski. "

                                                    Juz wtedy jakze przewidujaco spytalem "Ciagle nie rozumiesz skad se wzial „pomiar pomiaru"
                                                    Ano oczywiscie nie rozumie i pyta w nastepnym poscie jsak zaciety gramofon "po raz szósty" zeby w nastepnym poscie spytac pewnie po raz siodmy.

                                                    > czy zrozumiałeś już różnicę pomiędzy definiowaniem aliasów których semantyczne
                                                    > znaczenie powoduje dyskusję na temat (co ja uczyniłem) a definiowaniem aliasów których
                                                    > semantyczne znaczenie powoduje dyskusję nie na temat

                                                    czy zrozumiales, ze podmiana znaczenia „wyniku“ i „pomiaru“ w okresleniu „wynik pomiaru“ i dorabianie do tego jeszcze idiotycznych uzupelnien w rodzaju wynik to „pomiar po uwzglednieniu bledu pomiaru“ z cala pewnoscia nie prowadzi do dyskusji na (jakikolwiek) temat?

                                                    >... po prostu znajdź miejsce... ...To miejsce na pewno istnieje ... ...znajdź zdanie....

                                                    Z takim uporem jestes zapewne (wsrod swoich) krolem zebrakow. Tyle, ze jak juz wiele razy napisalem: twoje (jak sam to trafnie okresliles) marne tricki zebrackie nie funkcjonuja. Jesli owo magiczne "miejsce" rzeczywiscie by istnialo, to bylbys w stanie wskazac je sam. Ale - jak wdac nie jestes.

                                                    >> P.S. Jakies postepy w kwestii najbardziej zaleglego pytania, czyli recepty na wlasciwie oznakowanie
                                                    >> ograniczenia, ktore twoim zdaniem zostalo tak spartolone przez znakologow?

                                                    > A ma to cokolwiek wspólnego z bieżącym tematem?

                                                    Ma jak najbardzej: w przypadku tak rozchwianego emocjonalnie i zdemoralizowanego indywiduum jak ty, uswiadomienie tego, ze zycie nie polega tylko na stawianiu ciagle nowych żądań, nie dotrzymywaniu obietnic i oszukiwaniu innych moze okazac sie bardzo pozyteczne. Byc moze bedziesz mi za to kiedys wdzieczna.

                                                    Krotko: Chodzi o to, zebys pojal, ze żądania np. udzielenia odpowiedzi moze stawiac tylko ten, kto sam wywiazuje sie z zobowiazan udzielenia odpowiedzi zwlaszcza tych, ktore dal sam.

                                                    Milego dnia zycze.



                                                  • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 22.07.12, 23:16
                                                    > > Nie wiem czy zapomniałeś i nie obchodzi mnie to.
                                                    >
                                                    > Gdybys oswiadczyl to zanim tryumfalnie uczyniles z tego taki temat, byloby to w
                                                    > miare wiarygodne. Po tym jednak, gdy twoje infantylne fantazjowanie znow wysz
                                                    > lo na jaw, takie zapewnienia sa nie tylko zalosne ale przede wszystkim jak sam
                                                    > to trafnie okresliles "marne".
                                                    >

                                                    Przecież od razu napisałem że to była marna prowokacja (28.06, godz.17:14), z czego prosty wniosek że nie obchodzi mnie czy zapomniałeś hasła, lecz chciałem tylko sprawdzić czy jesteś na tyle sfrustrowany żeby rozdmuchać ten temat. Test wypadł pozytywnie (nawet ku mojemu zaskoczeniu, niewielkiemu, ale jednak) i tyle mam do napisania w tej kwestii. A ty dalej to roztrząsaj i udowadniaj jak cię to poruszyło, skoro jest to silniejsze od ciebie.

                                                    > > Wskaż zatem tego, kto użył określenia "wynik pomiaru prędkości" po zamian
                                                    > ie znaczeń "wyniku" i "pomiaru".
                                                    >
                                                    > Czemu mialbym tego kogos wskazywac, skoro - jak wyraznie i wielokrotnie juz nap
                                                    > isalem - odnioslem sie do autora pozal sie Boze-definicji "wyniku" i "pomiaru".
                                                    > Jak napisze to jeszcze 20 razy, to ciagle nie zalapiesz, prawda?

                                                    Ponieważ ja nie pytam o autora, lecz o tego, kto użył określenia "wynik pomiaru prędkości" po zamianie znaczeń "wyniku" i "pomiaru". Naprawdę nie zrozumiałeś pytania?

                                                    > > Pytałem cię 5 razy jak to otrzymałeś, czyżbyś zamierzał jednak odpowiedzi
                                                    > eć bez
                                                    > > zasłaniania się brakiem jakiejś mojej odpowiedzi sprzed miesięcy?
                                                    > > Spróbujmy po raz szósty:
                                                    >
                                                    > Cytuje po raz kolejny z postu tuz powyzej(!), na ktory sam(!) odpowiedziales ni
                                                    > e widzac(!) znow niczego:
                                                    > "Z takiej definicji (wynik jako "pomiar po odjeciu ewentualnego bledu pomiaru")
                                                    > musi sila rzeczy wynikac “pomiar pomiaru (po odjeciu ewentualnego bledu
                                                    > pomiaru)”

                                                    Odróżniasz deklarację tego że coś musi z czegoś wynikać od dowodu że to wynika?
                                                    Napisałeś że musi wynikać, a teraz na podstawie moich definicji aliasów (nie twoich) podstaw do nich tam gdzie trzeba "pomiar" i "wynik" żeby uzyskać "pomiar pomiaru".
                                                    Zrób to, to zobaczymy czy stanie się to co wg ciebie niby "musi" się stać "siłą rzeczy". Podejrzewam że siła twojego intelektu jest na to zbyt nikła.

                                                    > > czy zrozumiałeś już różnicę pomiędzy definiowaniem aliasów których semant
                                                    > yczne
                                                    > > znaczenie powoduje dyskusję na temat (co ja uczyniłem) a definiowaniem al
                                                    > iasów których
                                                    > > semantyczne znaczenie powoduje dyskusję nie na temat
                                                    >
                                                    > czy zrozumiales, ze podmiana znaczenia „wyniku“ i „pomiaru
                                                    > 220; w okresleniu „wynik pomiaru“ i dorabianie do tego jeszcze idio
                                                    > tycznych uzupelnien w rodzaju wynik to „pomiar po uwzglednieniu bledu po
                                                    > miaru“ z cala pewnoscia nie prowadzi do dyskusji na (jakikolwiek) temat?

                                                    Funkcjonalny, skoncentruj się na wyróżnionym fragmencie.
                                                    Ten punkt był wcześniej i rozpatrując go, doszliśmy do punktu gdzie pytam, czy zrozumiałeś już różnicę pomiędzy definiowaniem aliasów których semantyczne znaczenie powoduje dyskusję na temat (co ja uczyniłem) a definiowaniem aliasów których semantyczne znaczenie powoduje dyskusję nie na temat (z twojego niby-analogicznego przykładu z którego miałem się niby czegoś nauczyć).

                                                    Wracasz z powrotem do tego co było, a co doprowadziło do pytania wyżej. Pojąłeś chociaż ten fakt?

                                                    > >... po prostu znajdź miejsce... ...To miejsce na pewno istnieje ... ...zn
                                                    > ajdź zdanie....
                                                    >
                                                    > Z takim uporem jestes zapewne (wsrod swoich) krolem zebrakow.

                                                    Zmień mechanizm obronny, bo ten już się wszystkim znudził, a poza tym widać że jest paniczny, przez co demaskujesz swoją frustrację.
                                                    Powracamy do najprostszego zadania:
                                                    Na początek znajdź swoją pierwszą odpowiedź z zarzutem "niedefiniowania definicji". To miejsce też wg ciebie nie istnieje?

                                                    > >> P.S. Jakies postepy w kwestii najbardziej zaleglego pytania, czyli r
                                                    > ecepty na wlasciwie oznakowanie
                                                    > >> ograniczenia, ktore twoim zdaniem zostalo tak spartolone przez znako
                                                    > logow?
                                                    > > (...)
                                                    > Krotko: Chodzi o to, zebys pojal, ze żądania np. udzielenia odpowiedzi moze stawiac tylko ten, kto sam wywiazuje sie z zobowiazan udzielenia odpowiedzi zwlaszcza tych, ktore dal sam.

                                                    Byłby to nawet dobry argument gdyby nie fakt, że używasz go wybiórczo tam, gdzie widzisz że po raz kolejny udowodniłeś że jesteś funkcjonalnym analfabetą.
                                                    Frajer twojego pokroju najpierw dyskutuje i nie przeszkadza mu że ktoś nie odpowiedział kiedyś na jakieś jego pytanie, a gdy widzi że mimowolnie udowodnił swój imbecylizm, rozpaczliwie łapie się wszelkich argumentów żeby nie odpowiadać. A najbardziej żenujące w tym wszystkim jest to, że ty do tej pory liczysz że nie widać tego jak na dłoni.
                                                    Trzeba było na samym początku stawiać fochy o odpowiedź sprzed miesięcy, teraz nawet debil (ale taki mądrzejszy, bo - jak widać - nie każdy) widzi że próbujesz się dziecinnie i nieudolnie wymigać od tego co sam sobie zrobiłeś.
                                                  • hannl Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 23.07.12, 20:35
                                                    klemens1 napisał:

                                                    > Przecież od razu napisałem że to była marna prowokacja

                                                    "Od razu" - czyli.... dwa dni po tym jak zalogowalem sie za pomoca hasla, ktore - jak tryumfalnie obwiescles - zapomnialem demonstrujac tym samym, jakim poronionym wymyslem uposledzonego dzieciaka sa twoje "odkrycia" odnosnie mojej osoby.
                                                    Jakiez miales inne wyjscie? Dalej tryumfalne obwieszczac, ze zapomnialem haslo?

                                                    Bijesz wszelkie rekordy uposledzenia tym forum. Wystarczy lekko zmieniony nick, zeby wprowadzic cie az tak w maliny i wywolac fale spekulacji, domyslow i odkryc na temat mojej osoby.

                                                    Teraz jeszcze to kopniecie brzuchem w kolano i uderzenie nosem w piesc usilujesz sprzedac jako "prowokacje".

                                                    Mam nadzieje, ze przynajmniej sie leczysz?

                                                    > z czego prosty wniosek że nie obchodzi mnie czy zapomniałeś hasła,

                                                    Dobre, "Nie obchodzi czy zapomnialem hasla" - ale dopiero dwa dni po gdy zalogowalem sie za pomoca hasla wszem i wbec obwieszczonego jako "zapomniane". Na co ty jeszcze liczysz dzieciaku?.

                                                    > lecz chciałem tylko sprawdzić czy jesteś na tyle sfrustrowany żeby rozdmuchać ten temat.

                                                    "Sprawdzic" lol.
                                                    Z braku laku , inteligencji i argumentow doczepiles sie - jak typowy gowniarz - imienia/nazwiska/nicka. To jest i zawsze bylo domena najwiekszych loserow. Wiekszosc dzieciakow wyrasta z tego w podstawowce. Ty ciagle tkwisz na pozimie losera z podstawowki.

                                                    Sorry, ze logujac sie przy pomocy hasla, o ktorym tryumfalnie roztrabiles, ze go zapomnialem po raz kolejny "rozdmuchalem" jak poronionym i infantylnym jestes dzieciakiem.

                                                    Moze ze wzgledu na twoje uposledzenie rzeczywiscie nalezalo dalej udawac, ze zapmnialem hasla i pozwolic ci dalej tryumfowac :)



                                                    > Ponieważ ja nie pytam o autora, lecz o tego, kto użył określenia "wynik pomiaru prędkości"
                                                    > po zamianie znaczeń "wyniku" i "pomiaru". Naprawdę nie zrozumiałeś pytania?

                                                    Nie, To tylko ty po raz 21(?) nie zrozumiales odpowiedzi.

                                                    > Napisałeś że musi wynikać, a teraz na podstawie moich definicji aliasów (nie twoich)
                                                    > podstaw do nich tam gdzie trzeba "pomiar" i "wynik" żeby uzyskać "pomiar pomiaru".
                                                    > Zrób to, to zobaczymy czy stanie się to co wg ciebie niby "musi" się stać "siłą rzeczy".
                                                    > Podejrzewam że siła twojego intelektu jest na to zbyt nikła.

                                                    Wszystko zostalo zrobione, podstawione i to uz kilka razy. Dlaczego nie dziwi mnie to, ze tego ciagle nie rozumiesz?

                                                    > Ten punkt był wcześniej i rozpatrując go, doszliśmy do punktu gdzie pytam, czy
                                                    > zrozumiałeś już różnicę pomiędzy definiowaniem aliasów których semantyczne znaczenie
                                                    > powoduje dyskusję na temat (co ja uczyniłem) a definiowaniem aliasów których
                                                    > semantyczne znaczenie powoduje dyskusję nie na temat (z twojego niby-analogicznego
                                                    > przykładu z którego miałem się niby czegoś nauczyć).

                                                    Funkcjonalny, skoncentruj się na tym, o co pytalem cie juz niezliczona ilosc razy:

                                                    czy zrozumiales, ze podmiana znaczenia „wyniku“ i „pomiaru w okresleniu „wynik pomiaru“ i dorabianie do tego jeszcze idiotycznych uzupelnien w rodzaju wynik to „pomiar po uwzglednieniu bledu pomiaru“ z cala pewnoscia nie prowadzi do dyskusji na (jakikolwiek) temat?

                                                    Zrozumiales? Oczywscie nie.

                                                    > Zmień mechanizm obronny, bo ten już się wszystkim znudził,

                                                    "Jakim wszystkim"? Masz juz jakies rozdwojenia?
                                                    Niewazne ze sie znudzil. Najwazniejsze ze jest skuteczny na zebrakow i malych oszustow jak ty.


                                                    > Byłby to nawet dobry argument gdyby nie fakt, że używasz go wybiórczo

                                                    Ten argument jest swietny i nie uzywam go wybiorczo tylko w sposob zasadniczy: to klucz do tego, o co tak dlugo juz zebrzesz, naciagasz w nadziei, ze znow dostaniesz cos za darmo.

                                                    Jest takie przyslowie: zeby przejechac sie karuzela trzeba zaplacic. Nawet najglupszy zebrak i oszust twojgo pokroju powinien sie tego nauczyc.

                                                    Udanego dnia zycze.
                                                  • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 26.07.12, 09:19
                                                    > > Przecież od razu napisałem że to była marna prowokacja
                                                    >
                                                    > "Od razu" - czyli.... dwa dni po tym jak zalogowalem sie za pomoca hasla,
                                                    > ktore - jak tryumfalnie obwiescles - zapomnialem
                                                    demonstrujac tym samym, ja
                                                    > kim poronionym wymyslem uposledzonego dzieciaka sa twoje "odkrycia" odnosnie
                                                    > mojej osoby.
                                                    > Jakiez miales inne wyjscie? Dalej tryumfalne obwieszczac, ze zapomnialem haslo?

                                                    Od razu po twojej reakcji - podczas pisania marnej prowokacji nie
                                                    pisze się z reguły "to powyżej to marna prowokacja", tym bardziej że
                                                    nie sądziłem że na nią w ogóle zareagujesz - a tu proszę jaką epopeję
                                                    wyklikałeś. Widać że rzuciłeś się jak wygłodniały pies na kość widząc
                                                    szansę że wreszcie gdziekolwiek będziesz miał rację - piłujesz ten
                                                    temat trzymając się go zębami i pazurami, co najlepiej świadczy o
                                                    twoich niespełnionych potrzebach. Spodziewałem się takiego wariantu, ale nigdy na taką skalę.
                                                    Zagregowałem kilka twoich zwrotów, które powodują że twoje kompleksy
                                                    są doskonale widoczne, domorosły psychologu:
                                                    - tryumfalne obwieszczanie
                                                    - fala spekulacji, domysłów i odkryć na temat twojej osoby
                                                    - doczepienie się nicka -> only for losers
                                                    - loser, ale tym razem z podstawówki
                                                    - tryumfalne roztrąbienie
                                                    - dalsze tryumfowanie

                                                    Ciekawe czy w kolejnym odcinku też będziesz tak
                                                    rozchwiany że będziesz odpowiadał osobno na części zdań. Bo że
                                                    drążyć będziesz, dając mi tym samym bonusowy ubaw (jakkolwiek staje
                                                    się to nudnawe), to pewne - jest to silniejsze od ciebie.
                                                    I jeszcze coś z podstaw matematyki - pomiędzy 27 czerwca a 28 czerwca
                                                    tego samego roku jest jeden dzień różnicy, nie dwa.

                                                    > Bijesz wszelkie rekordy uposledzenia tym forum. Wystarczy lekko zmieniony nick,
                                                    > zeby wprowadzic cie az tak w maliny i wywolac fale spekulacji, domyslow i odkr
                                                    > yc na temat mojej osoby.
                                                    > Mam nadzieje, ze przynajmniej sie leczysz?
                                                    > > z czego prosty wniosek że nie obchodzi mnie czy zapomniałeś hasła,
                                                    >
                                                    > Dobre, "Nie obchodzi czy zapomnialem hasla" - ale dopiero dwa dni po gdy zalogo
                                                    > walem sie za pomoca hasla wszem i wbec obwieszczonego jako "zapomniane". Na co
                                                    > ty jeszcze liczysz dzieciaku?.
                                                    >
                                                    > > lecz chciałem tylko sprawdzić czy jesteś na tyle sfrustrowany żeby rozdmu
                                                    > chać ten temat.
                                                    >
                                                    > "Sprawdzic" lol.
                                                    > Z braku laku , inteligencji i argumentow doczepiles sie - jak typowy gowniarz -
                                                    > imienia/nazwiska/nicka. To jest i zawsze bylo domena najwiekszych loserow. Wie
                                                    > kszosc dzieciakow wyrasta z tego w podstawowce. Ty ciagle tkwisz na pozimie los
                                                    > era z podstawowki.
                                                    >
                                                    > Sorry, ze logujac sie przy pomocy hasla, o ktorym tryumfalnie roztrabiles, ze
                                                    > go zapomnialem po raz kolejny "rozdmuchalem" jak poronionym i infantylnym jes
                                                    > tes dzieciakiem.
                                                    >
                                                    > Moze ze wzgledu na twoje uposledzenie rzeczywiscie nalezalo dalej udawac, ze za
                                                    > pmnialem hasla i pozwolic ci dalej tryumfowac :)



                                                    > > Ponieważ ja nie pytam o autora, lecz o tego, kto użył określenia "wynik p
                                                    > omiaru prędkości"
                                                    > > po zamianie znaczeń "wyniku" i "pomiaru". Naprawdę nie zrozumiałeś pytani
                                                    > a?
                                                    >
                                                    > Nie, To tylko ty po raz 21(?) nie zrozumiales odpowiedzi.

                                                    Czy była to odpowiedź na pytanie [i]kto użył określenia "wynik pomiaru prędkości" po zamianie znaczeń "wyniku" i "pomiaru".[i] ? Jeżeli tak, to podaj po prostu nick tego kogoś, najwyraźniej nie jestem na tyle bystry by zrozumieć zawiłe kalambury które tworzysz. Nick, po prostu nick. Dasz radę (pytanie retoryczne)?

                                                    > Wszystko zostalo zrobione, podstawione i to uz kilka razy. Dlaczego nie dziwi m
                                                    > nie to, ze tego ciagle nie rozumiesz?

                                                    Jedynie deklarowałeś że coś wynika z czegoś - niczego nie podstawiałeś. Zacytuj moje definicje aliasów, po czym skopiuj je i w miejsce pewnych określeń podstaw inne (zaznacz podstawienie jakoś żebym w końcu pojął) i zobaczymy co wyjdzie.
                                                    Przykład:
                                                    X = Y // cytat
                                                    Y = Z // cytat
                                                    X = [Y = Z] // tu jest podstawienie w skopiowanym cytacie
                                                    X = Z // a tu jest dowód
                                                    W pierwotnej wersji były to zwykłe słowa, ale stwierdziłem że znowu byś się do tego przyczepił zamiast przejść do sedna, a przecież zależy nam na tym żeby wykazać że z tego co napisałem wynika "pomiar pomiaru", więc nie chcę tracić czasu.

                                                    > > Ten punkt był wcześniej i rozpatrując go, doszliśmy do punktu gdzie pytam
                                                    > , czy
                                                    > > zrozumiałeś już różnicę pomiędzy definiowaniem aliasów których semantyczn
                                                    > e znaczenie
                                                    > > powoduje dyskusję na temat (co ja uczyniłem) a definiowaniem aliasów któr
                                                    > ych
                                                    > > semantyczne znaczenie powoduje dyskusję nie na temat (z twojego niby-anal
                                                    > ogicznego
                                                    > > przykładu z którego miałem się niby czegoś nauczyć).
                                                    >
                                                    > Funkcjonalny, skoncentruj się na tym, o co pytalem cie juz niezliczona ilosc ra
                                                    > zy:
                                                    >
                                                    > czy zrozumiales, ze podmiana znaczenia „wyniku“ i „pomiaru w
                                                    > okresleniu „wynik pomiaru“ i dorabianie do tego jeszcze idiotyczny
                                                    > ch uzupelnien w rodzaju wynik to „pomiar po uwzglednieniu bledu pomiaru&#
                                                    > 8220; z cala pewnoscia nie prowadzi do dyskusji na (jakikolwiek) temat?
                                                    >
                                                    > Zrozumiales? Oczywscie nie.

                                                    Właśnie ci na to odpowiedziałem wcześniej, frustraciku, po czym ty na to coś odpowiedziałeś, po czym ja odpowiedziałem, po czym stanęło na pytaniu, czy zrozumiałeś już różnicę pomiędzy definiowaniem aliasów których semantyczne znaczenie powoduje dyskusję na temat (co ja uczyniłem) a definiowaniem aliasów których semantyczne znaczenie powoduje dyskusję nie na temat (z twojego niby-analogicznego przykładu z którego miałem się niby czegoś nauczyć).

                                                    Wracasz z powrotem do tego co było, a co doprowadziło do pytania wyżej. Jak ci znowu odpowiem na pytanie które zadajesz, to dojdziemy znowu do pytania które ja zadaję. Pojąłeś chociaż ten fakt?

                                                    > > Zmień mechanizm obronny, bo ten już się wszystkim znudził,
                                                    >
                                                    > "Jakim wszystkim"? Masz juz jakies rozdwojenia?
                                                    > Niewazne ze sie znudzil. Najwazniejsze ze jest skuteczny na zebrakow i malych o
                                                    > szustow jak ty.

                                                    Skuteczny jest tylko na ciebie, bo pokazuje jak bardzo się silisz i
                                                    jak jesteś emocjonalnie rozchwiany. Patrzenie na to jest już po prostu
                                                    nudne, ale ponieważ twoje główne hobby to widoczne jak na dłoni próby
                                                    dowartościowania się, więc moje apele tu raczej niewiele pomogą.

                                                    Uproszczę pytanie które zadałem wcześniej: czy wg ciebie istnieje miejsce gdzie zarzuciłeś mi że napisałem o "niedefiniowaniu definicji"?

                                                    > > Byłby to nawet dobry argument gdyby nie fakt, że używasz go wybiórczo
                                                    >
                                                    > Ten argument jest swietny i nie uzywam go wybiorczo tylko w sposob zasadniczy:
                                                    > to klucz do tego, o co tak dlugo juz zebrzesz, naciagasz w nadziei, ze znow dos
                                                    > taniesz cos za darmo.

                                                    Ja z nawiązką dostaję od ciebie to czego chcę, wystarczy że napiszę że zapomniałeś hasła.
                                                    Myślisz że spodziewałem się że odpiszesz cokolwiek na temat? Zawsze gdy widzisz że możesz chociaż trochę nie mieć racji, walczysz jakby przyznanie się do małego błędu oznaczało dla ciebie tragedię życiową. Czepiasz się dowolnie głupich argumentów żeby tylko nie pisać na temat - wyobraź sobie sam co pomyślałbyś o głupku, który dopiero po pewnym czasie nie odpowiada (wcześniej nie stanowiło to dla niego problemu), zasłaniając się znalezionym naprędce dziecinnym argumentem "a bo x miesięcy temu ty też nie odpowiedziałeś, to ja też nie odpowiem". A na deser wyobraź sobie że ten głupek myśli że wszystkich przechytrzył i wyszedł z tej niesamowitej opresji z twarzą. Świta ci już coś?
                                                  • hannl Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 26.07.12, 11:19
                                                    > Od razu po twojej reakcji.

                                                    Oczywiscie, ze po – obnazeniu twoich dziecinnych urojen po raz kolejny. Innego wyjscia przeciez nie miales. Dalej sie upierac, ze zapomialem hasla?

                                                    > tym bardziej że nie sądziłem że na nią w ogóle zareagujesz

                                                    Bo „sadziles“, ze – jak na uposledzonego dzieciaka przystalo - wreszcie znalazles na mnie haka z ktorym moglbys za mna biegac bez konca. A tu taki pech, przyszlo inaczej niz „sadziles“. Twoja dziecieca szczerosc jest rozbrajajaca.

                                                    > Widać że rzuciłeś się jak wygłodniały pies na kość widząc szansę że wreszcie gdziekolwiek
                                                    > będziesz miał rację.

                                                    I to pisze akurat ten, ktory z braku czegokolwiek (inteligencji, wiedzy i argumentow) czepia sie ostatniej deski ratunku, jedynego – jak mu sie wydaje – „pewniaka“ czyli nicka swego kontrahenta.

                                                    Mam nadzieje, ze sie leczysz i ze przyniesie to kiedys jakies skutki.

                                                    > Spodziewałem się takiego wariantu,

                                                    tzn. ? Wiedziales od poczatku, ze hasla wcale nie zapomnialem. Jasne.

                                                    > ale nigdy na taką skalę.

                                                    Bo znow przeceniles najwidoczniej moja dobrodusznosc.

                                                    > Zagregowałem kilka twoich zwrotów, które powodują że twoje kompleksy
                                                    > są doskonale widoczne, domorosły psychologu:

                                                    To co jest tu jedynie “widoczne” to fakt twoich juz ewidentnie widocznych zaburzen psychicznych:
                                                    1. Sam rozpoczynasz konfrontacje na najbardziej dennym z mozliwych poziomie nie majacym NIC wspolnego z tematem
                                                    2. Po zdemontowaniu przeze mnie (jednym kliknieciem i jednym zdaniem) twoich infanylnych urojen w rownie dziecinny sposob usilujesz przedstawic swoja (kolejna) wpadke jako “prowokacje” – tak jakbys rzeczywiscie wczesniej wiedzial, ze majaczysz.
                                                    3. Zarzuty pod moim adresem(!), ze w ogole zareagowalem. Juz kilka razy zwracalem ci uwage, ze jesli twoje bezposrednie otoczenie bierze wzglad na twoje uposledzenie to jeszcze nie znaczy, ze obcy ludzie beda podobnie wspanialomyslni.

                                                    > - tryumfalne obwieszczanie

                                                    Czyzbys w temacie nie majacym nic wspolnego z moim nickiem nie obwiescil publicznie, ze zapomnialem hasla?

                                                    > - fala spekulacji, domysłów i odkryć na temat twojej osoby

                                                    Czyzbys w temacie nie majacym nic wspolnego z moja osoba nie snul domyslow i spekulacji na temat mojej osoby i z tych domyslow i spekulacji nie splodzil odkrycia, ze zapomnialem hasla?

                                                    > - doczepienie się nicka -> only for losers

                                                    Okay, tego na twoim etapie uposledzenia pewnie jeszcze nie wiesz ale uwiez mi: dzieciaki biegajace za innymi i paplajace o ich imieniu/nazwisku czy jakichkolwiek innych drugorzednych cech sa i pozostaja loserami.

                                                    > - loser, ale tym razem z podstawówki

                                                    Patrz wyzej. Ludzie zachowujacy sie tak jak ty sa loserami. W podstawowce to jeszcze tylko loser, czlowiek dorosly to chory psychicznie (lub uposledzony) loser.

                                                    > - dalsze tryumfowanie

                                                    Dwa albo trzy razy zignorowalem roztrabianie twoich odkryc. Potem zareagowalem. I masz mi to za zle, co?

                                                    > Czy była to odpowiedź na pytanie [i]kto użył określenia "wynik pomiaru prędkości" po
                                                    > zamianie znaczeń "wyniku" i "pomiaru".[i] ?

                                                    Byla.

                                                    > Jeżeli tak, to podaj po prostu nick tego kogoś, najwyraźniej nie jestem na tyle bystry by
                                                    > zrozumieć

                                                    Dobrze czujesz. Nie jestes na tyle bystry, by zrozumiec.


                                                    > Jedynie deklarowałeś że coś wynika z czegoś - niczego nie podstawiałeś.

                                                    Wyjasnilem i podstawilem. Posluzylem sie nawet prosciutkimi przykladami.
                                                    Byles tak zajety dywagacjami o moim hasle (i byc moze liczeniem swoich palcow) ze wszystko to ci znow umknelo. Pech.

                                                    > Wracasz z powrotem do tego co było, a co doprowadziło do pytania wyżej.

                                                    Myslisz pewnie, ze tylko ty tak mozesz.
                                                    Juz powyzej wytlumaczylem ci, ze fakt, ze twoje bezposrednie otoczenie bierze wzglad na twoje uposkledzenie to jeszcze nie powod oczekiwac takiego samego traktowania przez zupelnie obce osoby.

                                                    > Skuteczny jest tylko na ciebie,

                                                    Dobrze zaobserwowane.

                                                    > Ja z nawiązką dostaję od ciebie to czego chcę, wystarczy że napiszę że zapomniałeś hasła.

                                                    Dobrze byloby, gdybys sie zdecydowal. Jesli tak cie cieszy, ze ode mnie dostajesz “z nawiazka” z powodu twoich urojen o moim hasle, to moze dobrze byloby nie plakac, ze na te urojenia w ogole reaguje ?



                                                    I co w kwestii pytania o wlasciwe oznakowanie ograniczenia, ktore uznalas za tak skandaliczne i niefachowe? Ciagle nie jestes w stanie przedstawic alternatywy lepszej niz ta fuszerka, ktora tak krytykowales? Troche glupio, nie?


                                                    Przyjemnego dnia zycze.
                                                  • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 27.07.12, 16:40
                                                    > > Od razu po twojej reakcji.
                                                    >
                                                    > Oczywiscie, ze po – obnazeniu twoich dziecinnych urojen po raz kolejny. I
                                                    > nnego wyjscia przeciez nie miales. Dalej sie upierac, ze zapomialem hasla?
                                                    >
                                                    > > tym bardziej że nie sądziłem że na nią w ogóle zareagujesz
                                                    >
                                                    > Bo „sadziles“, ze – jak na uposledzonego dzieciaka przystalo
                                                    > - wreszcie znalazles na mnie haka z ktorym moglbys za mna biegac bez konca. A
                                                    > tu taki pech, przyszlo inaczej niz „sadziles“. Twoja dziecieca szcz
                                                    > erosc jest rozbrajajaca.
                                                    >
                                                    > > Widać że rzuciłeś się jak wygłodniały pies na kość widząc szansę że wresz
                                                    > cie gdziekolwiek
                                                    > > będziesz miał rację.
                                                    >
                                                    > I to pisze akurat ten, ktory z braku czegokolwiek (inteligencji, wiedzy i argum
                                                    > entow) czepia sie ostatniej deski ratunku, jedynego – jak mu sie wydaje &
                                                    > #8211; „pewniaka“ czyli nicka swego kontrahenta.
                                                    >
                                                    > Mam nadzieje, ze sie leczysz i ze przyniesie to kiedys jakies skutki.
                                                    >
                                                    > > Spodziewałem się takiego wariantu,
                                                    >
                                                    > tzn. ? Wiedziales od poczatku, ze hasla wcale nie zapomnialem. Jasne.
                                                    >
                                                    > > ale nigdy na taką skalę.
                                                    >
                                                    > Bo znow przeceniles najwidoczniej moja dobrodusznosc.
                                                    >
                                                    > > Zagregowałem kilka twoich zwrotów, które powodują że twoje kompleksy
                                                    > > są doskonale widoczne, domorosły psychologu:
                                                    >
                                                    > To co jest tu jedynie “widoczne” to fakt twoich juz ewidentnie wido
                                                    > cznych zaburzen psychicznych:
                                                    > 1. Sam rozpoczynasz konfrontacje na najbardziej dennym z mozliwych poziomie nie
                                                    > majacym NIC wspolnego z tematem
                                                    > 2. Po zdemontowaniu przeze mnie (jednym kliknieciem i jednym zdaniem) twoich in
                                                    > fanylnych urojen w rownie dziecinny sposob usilujesz przedstawic swoja (kolejna
                                                    > ) wpadke jako “prowokacje” – tak jakbys rzeczywiscie wczesnie
                                                    > j wiedzial, ze majaczysz.
                                                    > 3. Zarzuty pod moim adresem(!), ze w ogole zareagowalem. Juz kilka razy zwracal
                                                    > em ci uwage, ze jesli twoje bezposrednie otoczenie bierze wzglad na twoje uposl
                                                    > edzenie to jeszcze nie znaczy, ze obcy ludzie beda podobnie wspanialomyslni.
                                                    >
                                                    > > - tryumfalne obwieszczanie
                                                    >
                                                    > Czyzbys w temacie nie majacym nic wspolnego z moim nickiem nie obwiescil public
                                                    > znie, ze zapomnialem hasla?
                                                    >
                                                    > > - fala spekulacji, domysłów i odkryć na temat twojej osoby
                                                    >
                                                    > Czyzbys w temacie nie majacym nic wspolnego z moja osoba nie snul domyslow i sp
                                                    > ekulacji na temat mojej osoby i z tych domyslow i spekulacji nie splodzil odkry
                                                    > cia, ze zapomnialem hasla?
                                                    >
                                                    > > - doczepienie się nicka -> only for losers
                                                    >
                                                    > Okay, tego na twoim etapie uposledzenia pewnie jeszcze nie wiesz ale uwiez mi:
                                                    > dzieciaki biegajace za innymi i paplajace o ich imieniu/nazwisku czy jakichkolw
                                                    > iek innych drugorzednych cech sa i pozostaja loserami.
                                                    >
                                                    > > - loser, ale tym razem z podstawówki
                                                    >
                                                    > Patrz wyzej. Ludzie zachowujacy sie tak jak ty sa loserami. W podstawowce to je
                                                    > szcze tylko loser, czlowiek dorosly to chory psychicznie (lub uposledzony) lose
                                                    > r.
                                                    >
                                                    > > - dalsze tryumfowanie
                                                    >
                                                    > Dwa albo trzy razy zignorowalem roztrabianie twoich odkryc. Potem zareagowalem.
                                                    > I masz mi to za zle, co?

                                                    Odpowiadasz osobno na fragmenty zdań, co świadczy o tym jak bardzo ci
                                                    na tej kwestii zależy i jak kipisz cały żeby tym razem ci się udało.
                                                    Świadczy o tym również to, że zadajesz pytania i sam na nie
                                                    odpowiadasz (mimo że w zdaniu
                                                    wcześniej na które odpowiadasz, odpowiedź była - ciekawe czy wiesz o który fragment chodzi).
                                                    Powtarzasz te same zwroty, jakbyś się jąkał albo odkrył
                                                    że poprzednie określenie było za słabe, więc warto je wzmocnić.
                                                    Nie spodziewałem się że stuknąwszy kijkiem trekkingowym nieopodal
                                                    zapomnianej wioski na suwalszczyźnie odkryję złoża ropy
                                                    naftowej - zazwyczaj w takich przypadkach nic się nie dzieje.

                                                    Teraz mniej ważna kwestia (co kiedyś może zrozumiesz, gdy ochłoniesz).
                                                    Z twoimi zarzutami nawet bym się zgodził, ale są one niestety prawdziwe tylko przy pewnym założeniu, którego nie jesteś w stanie
                                                    udowodnić. Trzeba się było nie logować starym nickiem - efekt byłby
                                                    taki sam z mojej strony, bo dopiero czytając twojego poprzedniego
                                                    posta dowiedziałem się że tego nicka użyłeś - wcześniej tego
                                                    zwyczajnie nie zauważyłem. Ale ty wiesz lepiej, bo ciśnienie
                                                    na jakikolwiek sukces odbiera ci zdolność trzeźwego odbioru
                                                    rzeczywistości, więc nie dopuszczasz do siebie myśli że tym razem
                                                    również robisz z siebie to co zwykle. W sumie ci się nie dziwię, bo
                                                    przy tak rozbuchanych nadziejach jak twoje, tego typu porażka
                                                    musiałaby być naprawdę dołująca, więc twój mechanizm obronny, nad
                                                    którym nie potrafisz zapanować, przejmuje kontrolę.


                                                    > > Czy była to odpowiedź na pytanie [i]kto użył określenia "wynik pomiaru pr
                                                    > ędkości" po
                                                    > > zamianie znaczeń "wyniku" i "pomiaru".[i] ?
                                                    >
                                                    > Byla.
                                                    >
                                                    > > Jeżeli tak, to podaj po prostu nick tego kogoś, najwyraźniej nie jestem n
                                                    > a tyle bystry by
                                                    > > zrozumieć
                                                    >
                                                    > Dobrze czujesz. Nie jestes na tyle bystry, by zrozumiec.

                                                    Swoim bazarkowo-cwaniaczkowatym stylem znowu odpowiedziałeś tam, gdzie
                                                    widziałeś szansę żeby się dowartościować, a tam gdzie jest
                                                    merytoryczne pytanie wykazujesz nadzwyczajną powściągliwość.

                                                    Pytałem retorycznie czy dasz radę podać nick tego kogoś, kto użył
                                                    określenia "wynik pomiaru prędkości" po zamianie znaczeń "wyniku" i
                                                    "pomiaru" - i udowodniłeś że to pytanie było faktycznie retoryczne - dzięki.

                                                    Dlaczego nie podasz tego nicka? Cóż takiego stoi na przeszkodzie? To
                                                    tylko kilka literek, o wiele mniej niż kolejne pisanie "przecież
                                                    podawałem / to wynikało / jesteś królem żebraków". To też są pytania
                                                    retoryczne, ale pewnie niepotrzebnie cię o tym informuję - wszak twa
                                                    bystrość jest powszechnie znana, o czy świadczy choćby mistrzowski
                                                    sposób w jaki wybrnąłeś z pytania o fotoradary.

                                                    > > Jedynie deklarowałeś że coś wynika z czegoś - niczego nie podstawiałeś.
                                                    >
                                                    > Wyjasnilem i podstawilem. Posluzylem sie nawet prosciutkimi przykladami.

                                                    Podaj zatem linka to tych wyjaśnień i podstawień. Niech choć raz w
                                                    dyskusji z tobą będzie mi głupio że tym razem się myliłem i nie kłamiesz - zapiszę
                                                    tę datę na karteczce i przypnę sobie na monitorze, co roku natomiast z
                                                    tej okazji posadzę drzewko w lesie. Przekonałem cię że warto podać
                                                    tego linka?

                                                    > > Wracasz z powrotem do tego co było, a co doprowadziło do pytania wyżej.
                                                    >
                                                    > Myslisz pewnie, ze tylko ty tak mozesz.
                                                    > Juz powyzej wytlumaczylem ci, ze fakt, ze twoje bezposrednie otoczenie bierze w
                                                    > zglad na twoje uposkledzenie to jeszcze nie powod oczekiwac takiego samego trak
                                                    > towania przez zupelnie obce osoby.

                                                    To ty wracasz z powrotem do tego co było, nie ja. W tym kontekście twoje
                                                    powyższe uwagi do czyniącego w ten sposób uważam za słuszne. Klucz do
                                                    zagadki tkwi w tym, że przemawiałeś sam do siebie, o czym świadczy
                                                    pierwsze zdanie.

                                                    >
                                                    > > Skuteczny jest tylko na ciebie,
                                                    >
                                                    > Dobrze zaobserwowane.

                                                    Twój komentarz dotyczy oczywiście całego zdania? Brzmiało ono:
                                                    Skuteczny jest tylko na ciebie, bo pokazuje jak bardzo się silisz i
                                                    jak jesteś emocjonalnie rozchwiany.


                                                    > > Ja z nawiązką dostaję od ciebie to czego chcę, wystarczy że napiszę że za
                                                    > pomniałeś hasła.
                                                    >
                                                    > Dobrze byloby, gdybys sie zdecydowal. Jesli tak cie cieszy, ze ode mnie dostaje
                                                    > sz “z nawiazka” z powodu twoich urojen o moim hasle, to moze dobrze
                                                    > byloby nie plakac, ze na te urojenia w ogole reaguje ?

                                                    Przecież w dalszej części, po cytacie który przytoczyłeś, wyjaśniłem
                                                    to. Od pewn
                                                  • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 27.07.12, 16:41
                                                    (...)
                                                    > > Ja z nawiązką dostaję od ciebie to czego chcę, wystarczy że napiszę że za
                                                    > pomniałeś hasła.
                                                    >
                                                    > Dobrze byloby, gdybys sie zdecydowal. Jesli tak cie cieszy, ze ode mnie dostaje
                                                    > sz “z nawiazka” z powodu twoich urojen o moim hasle, to moze dobrze
                                                    > byloby nie plakac, ze na te urojenia w ogole reaguje ?

                                                    Przecież w dalszej części, po cytacie który przytoczyłeś, wyjaśniłem
                                                    to. Od pewnego czasu też piszę ci, że test zdałeś celująco. Gdzie niby
                                                    narzekam na to co piszesz?

                                                    > I co w kwestii pytania o wlasciwe oznakowanie ograniczenia, ktore uznalas za ta
                                                    > k skandaliczne i niefachowe? Ciagle nie jestes w stanie przedstawic alternatywy
                                                    > lepszej niz ta fuszerka, ktora tak krytykowales? Troche glupio, nie?

                                                    Nic nowego - nadal w mistrzowski sposób używasz go w celu wmawiania samemu sobie, że
                                                    nikt nie zauważył że zrobiłeś z siebie idiotę.

                                                    BTW. Prościej się nie da, nawet funkcjonalni powinni już załapać:
                                                    Czy wg ciebie istnieje miejsce gdzie zarzuciłeś mi że napisałem o "niedefiniowaniu definicji"?

                                                    Jak to jest, że im prostsze pytanie, tym bardziej masz opory przed
                                                    odpowiedzią na nie?
                                                  • hannl Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 29.07.12, 11:21
                                                    > Odpowiadasz osobno na fragmenty zdań, co świadczy o tym jak bardzo ci
                                                    > na tej kwestii zależy i jak kipisz cały żeby tym razem ci się udało.

                                                    To naprawde pocieszne, jak za kazdym razem, gdy akurat tak ewidentnie sie wylozysz "wyobrazasz sobie" jak bardzo jestem "roztrzesiony", "gryze klawiature" itd. i tym razem nawet "kipie" (lol). Trudno o bardziej plakatywny przypadek projekcji. Naprawde tego nie widzisz?

                                                    > Powtarzasz te same zwroty, jakbyś się jąkał albo odkrył, że poprzednie określenie było za słabe,

                                                    Zignorowalem kilka razy twoje szczeniackie zagrywki, bo tak prymitywny poziom konwersacji (czepianie sie nicka) to absolutne dno. Mialem nadzieje, ze sam na to wpadniesz. Ale nie. W koncu dostales najkrotsza odprawe - jedno krotkie zdanie po zalogowaniu sie przeze mnie haslem, ktore jak obwiesciles "zapomnialem". Sprawa zatem klarowna. Nie dla kogos tak uposledzonego jak ty: Swoja wlasna ewidentna wpadke ciagniesz bez konca zarzucajac jeszcze mi(!) przy swojej bezgranicznej glupocie, ze w ogole reaguje. Kogos tak chorego (naprawde chorego umyslowo) jezcze nie spotkalem na tym forum. Mam nadzieje, ze sie leczysz i ze przyniesie to jakies sukcesy.

                                                    > Z twoimi zarzutami nawet bym się zgodził, ale są one niestety prawdziwe tylko przy
                                                    > pewnym założeniu, którego nie jesteś w stanie udowodnić. Trzeba się było nie logować
                                                    > starym nickiem - efekt byłby taki sam z mojej strony,
                                                    > bo dopiero czytając twojego poprzedniego posta dowiedziałem się że tego nicka użyłeś
                                                    >- wcześniej tego zwyczajnie nie zauważyłem.

                                                    Oryginalne: "nie jestem w stanie udowodnic" ze efekt z twojej strony bylby taki sam bo (uwaga!) " Trzeba się było nie logować starym nickiem".
                                                    No to rzeczywiscie zawalilem ze zalogowalem sie starym nickiem zanim "efekt z twojej strony" bylby taki sam i na domiar zlego "nie jestem w stanie tego udowodnic".
                                                    Jak juz raz napisalem: Twoja jedyna dobra strona jest to, ze czasami potrafisz niezle rozbawic.

                                                    > Ale ty wiesz lepiej, bo ciśnienie na jakikolwiek sukces odbiera ci zdolność trzeźwego
                                                    > odbioru rzeczywistości,

                                                    Alez skad. Ponad miesiac po fakcie(!) i niezliczonych probach wykaraskania sie "z twojej strony" mamy nowa teze, ze "nie jestem w stanie udowodnic" (!), ze "efekt z twojej strony" "bylby taki sam" bo "trzeba się było nie logować starym nickiem". Ciekaw jestem, co wymyslisz po nastepnym miesiacu.

                                                    > Pytałem retorycznie czy dasz radę podać nick tego kogoś, kto użył
                                                    > określenia "wynik pomiaru prędkości" po zamianie znaczeń "wyniku" i
                                                    > "pomiaru" - i udowodniłeś że to pytanie było faktycznie retoryczne - dzięki.

                                                    Nie, to ty po raz kolejny udowodniles, ze zyjesz w swiecie fikcji.

                                                    > Dlaczego nie podasz tego nicka? Cóż takiego stoi na przeszkodzie?

                                                    Moj intelekt, ktorego nie zamierzam obrazac. Odpowiedz dostales, a ze jej nie rozumiesz to twoj problem.
                                                    Mala uwaga na przyszlosc: Gdy kiedys w dyskusji o np. przyczynach trzesien ziemi spytasz o nick krasnala, ktory owe trzesienia powoduje, obawiam sie, ze sytuacja sie powtorzy. Dostaniesz szereg dobrych fachowych odpowiedzi o przyczynach trzesien ale w zadnej z nich nie bedzie tych kilku liter, ktore zdradza nick owego krasnala. I ty bedziesz bez konca nalegal, zeby ci w koncu odpowiedzieli.

                                                    > Podaj zatem linka to tych wyjaśnień i podstawień.

                                                    Po co? Zeby po kolejnych dziesiecu razach przeczytac po raz kolejny "podaj zatem linka to tych wyjaśnień i podstawień"? Juz kilka razy ci objasnilem, ze nie jestem w stanie brac tak wielkodusznego wzgledu na twoje uposledzenie.

                                                    > Niech choć raz w dyskusji z tobą będzie mi głupio że tym razem się myliłem

                                                    "Choc raz"? Od kiedy, od wczoraj?
                                                    Czyli rzeczywiscie - jak podejrzewalem - jednak nie wiesz o niczym, co dzialo sie chocby dzien wczesniej?

                                                    > Nic nowego

                                                    A to niedobrze, jesli tak solennie obiecywalo sie podanie recepty na tak prosty i tak krytykowany problem.


                                                    > nadal w mistrzowski sposób używasz go w celu wmawiania samemu sobie, że nikt nie
                                                    > zauważył że zrobiłeś z siebie idiotę.

                                                    Czyzbym to ja krytykowal zaciekle proste oznakowanie i brak kwalifikacji ludzi za nie odpowiedzialnych, solennie obiecujac podanie wlasciwej recepty po czym miesiacami po dzien dzisiejszy robil uniki przed ta odpowiedzia?

                                                    Czyzbym ja upieral sie, ze duzo gorsza widocznosc podczas kluczowego manewru na autostradzie nie ma wplywu na bezpiecznstwo?

                                                    Czyzbym ja nie rozroznial i totalnie mylil pojecia "wynik" i "pomiar"?

                                                    Czyzbym ja byl zupelnie bezradny na widok ograniczenia do 70-tki z tabliczka "dotyczy samochodow ciezarowych"?

                                                    Czyzbym ja nie rozumial, jakimi jednostkami definiuje sie granice bledu pomiaru?

                                                    Czyzbym ja (z braku argumentow i inteligencji) robil temat z hasla moich oponentow?

                                                    Nie moj drogi, od robieni z siebie idioty mamy na tym forum kogos innego - ciebie.


                                                    Przyjemnego dnia zycze.
                                                  • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 30.07.12, 13:55
                                                    > > Odpowiadasz osobno na fragmenty zdań, co świadczy o tym jak bardzo ci
                                                    > > na tej kwestii zależy i jak kipisz cały żeby tym razem ci się udało.
                                                    >
                                                    > To naprawde pocieszne, jak za kazdym razem, gdy akurat tak ewidentnie sie wylo
                                                    > zysz "wyobrazasz sobie" jak bardzo jestem "roztrzesiony", "gryze klawiature" i
                                                    > td. i tym razem nawet "kipie" (lol). Trudno o bardziej plakatywny przypadek pro
                                                    > jekcji. Naprawde tego nie widzisz?

                                                    To wyobrażanie wynika z symptomów które objawiasz, właśnie je opisałem. Nie dyskutujesz z tym - jedynie deklarujesz bez podania argumentów że jest inaczej. Bo i co innego możesz uczynić? Trochę lol-ów i powtarzanie tego co napisałem to kres twoich możliwości.

                                                    > Oryginalne: "nie jestem w stanie udowodnic" ze efekt z twojej strony bylby taki
                                                    > sam bo (uwaga!) " Trzeba się było nie logować starym nickiem".

                                                    A co w tym takiego niezwykłego? Możliwości są dwie : albo jest tak jak ty piszesz, albo tak jak ja. Nie jesteś w stanie udowodnić jak jest naprawdę, więc to że upierasz się przy jednej z wersji świadczy dodatkowo o twojej frustracji. Czepiłeś się tego jak skopany kundel, który widzi cień szansy na podniesienie własnej wartości.

                                                    > Ponad miesiac po fakcie(!) i niezliczonych probach wykaraskania sie
                                                    > "z twojej strony" mamy nowa teze, ze "nie jestem w stanie udowodnic" (!)

                                                    Z czego 3 tygodnie wynikały z urlopu, warto tego użyć jako argumentu, frustraciku. A to że nie jesteś w stanie udowodnić jest oczywiste od początku, dla ciebie to oczywiście jedno z ostatnich odkryć.

                                                    > > Pytałem retorycznie czy dasz radę podać nick tego kogoś, kto użył
                                                    > > określenia "wynik pomiaru prędkości" po zamianie znaczeń "wyniku" i
                                                    > > "pomiaru" - i udowodniłeś że to pytanie było faktycznie retoryczne - dzię
                                                    > ki.
                                                    >
                                                    > Nie, to ty po raz kolejny udowodniles, ze zyjesz w swiecie fikcji.

                                                    To nie było pytanie, funkcjonalny.

                                                    > > Dlaczego nie podasz tego nicka? Cóż takiego stoi na przeszkodzie?
                                                    >
                                                    > Moj intelekt, ktorego nie zamierzam obrazac.

                                                    Znowu mamy proste pytanie i miliony wymówek żeby na nie nie odpowiedzieć, co bez problemu przewidziałem post wcześniej. Z tym intelektem to już mogłeś się powstrzymać. Przecież widać że po raz kolejny unikasz odpowiedzi bo wiesz jaka ona jest. Dołowani frajerzy tacy jak ty nigdy się nie przyznają do błędu po dłuższej dyskusji. Nikt tego nie widzi, absolutnie.

                                                    > > Podaj zatem linka to tych wyjaśnień i podstawień.
                                                    >
                                                    > Po co?

                                                    Już ci pisałem, po co. Żebyś udowodnił chociaż raz że nie jesteś kłamcą. Kolejne proste pytanie i po raz kolejny, gdy jesteś przyparty do muru, używasz głupawej wymówki. Zawsze w takich przypadkach bronisz się rozpaczliwie pisząc "po co? to nie ma sensu", podczas gdy odpowiedź na pytanie jest trywialna i ma objętość np. kilku znaków.

                                                    > > Nic nowego
                                                    >
                                                    > A to niedobrze, jesli tak solennie obiecywalo sie podanie recepty na tak
                                                    > prosty i tak krytykowany problem.

                                                    Znowu odpowiadanie na wyrwane z kontekstu fragmenty zdań. Ależ ty się demaskujesz, funkcjonalny. Pamiętaj żeby odpysknąć coś z "projekcją".

                                                    > > nadal w mistrzowski sposób używasz go w celu wmawiania samemu sobie, że n
                                                    > ikt nie
                                                    > > zauważył że zrobiłeś z siebie idiotę.
                                                    >
                                                    > Czyzbym to ja krytykowal

                                                    Czyżbyś to ty najpierw dyskutował, a dopiero po pewnym czasie - gdy zobaczyłeś że wyszedłeś znowu na imbecyla - stosował przedszkolną wymówkę żeby nie odpowiadać?

                                                    > Czyzbym ja

                                                    Czyżbyś ty nie odpowiadał przyparty do muru, gdy zadaję najprostsze pytanie (nick, link)?
                                                    Czyżbyś ty odpowiadał na fragmenty zdań wyrwane z kontekstu, nie cytując całego zdania do końca?
                                                    Czyżbyś ty ignorował pytania które udowadniają jakim funkcjonalnym analfabetą jesteś? Oto przykłady:

                                                    BTW. Prościej się nie da, nawet funkcjonalni powinni już załapać:
                                                    Czy wg ciebie istnieje miejsce gdzie zarzuciłeś mi że napisałem o "niedefiniowaniu definicji"?

                                                    Jak to jest, że im prostsze pytanie, tym bardziej masz opory przed
                                                    odpowiedzią na nie?

                                                    Czy zrozumiałeś już różnicę pomiędzy definiowaniem aliasów których semantyczne znaczenie powoduje dyskusję na temat (co ja uczyniłem) a definiowaniem aliasów których semantyczne znaczenie powoduje dyskusję nie na temat (z twojego niby-analogicznego przykładu z którego miałem się niby czegoś nauczyć) ?

                                                    > > Skuteczny jest tylko na ciebie,
                                                    >
                                                    > Dobrze zaobserwowane.

                                                    Twój komentarz dotyczy oczywiście całego zdania? Brzmiało ono:
                                                    Skuteczny jest tylko na ciebie, bo pokazuje jak bardzo się silisz i
                                                    jak jesteś emocjonalnie rozchwiany.

                                                    Dlaczego w niektórych kwestiach milkniesz, funkcjonalny? Co jest kryterium ich wyboru?
                                                  • hannl Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 31.07.12, 09:38
                                                    klemens1 napisał:

                                                    > To wyobrażanie wynika z symptomów które objawiasz, właśnie je opisałem.

                                                    Czyli ustosunkowywanie sie do poszczegolnych wypowiedzi w formie zdan oddzielnie to "symptomy". I te "symptomy" wskazuja na to, ze komentujacy jest "roztrzesieny", "gryzie klawiature" i "kipi". Nie jestes w stanie napisac jednego postu nie osmieszajac sie.


                                                    > Nie dyskutujesz z tym - jedynie deklarujesz bez podania argumentów że jest inaczej.

                                                    Jesli ktos robi temat z czyjegos nicka a potem tlumaczy sie jak uposledzony dzieciak to jest gowniarzem i uposledzonym dzieciakiem. Tu nie trzeba z niczym "dyskutowac". To fakt. Ale jak masz ty to zrozumiec?

                                                    > Możliwości są dwie : albo jest tak jak ty piszesz, albo tak jak ja. Nie jesteś w stanie
                                                    > udowodnić jak jest naprawdę,

                                                    Czemu mialbym cokolwiek dowodzic? Przeciez kazdy widzi ze jestes gowniarzem robiacym (z powodu zera inteligencji i argumentow) temat a potem (po wpadce) tlumaczacym sie jak uposledzony dzieciak.

                                                    > więc to że upierasz się przy jednej z wersji świadczy dodatkowo o twojej frustracji.

                                                    Przy jakiej znow "wersji"? Czyzbys nie czepial sie - jak na prawdziwego gowniarza przystalo - mojego nicka? Czyzbys nie potrzebowal ponad miesiaca, zeby splodzic odpowiedz, ze "nie zauwazyles" ponad miesiac temu, ze zalogowalem sie przy uzyciu hasla, ktore - wedlug ciebie - "zapomnialem"?
                                                    Po co mialbym "upierac" sie przy jakiejkolwiek "wersji". Moge wybrac ta, ktora ci najbardziej pasuje:
                                                    1. Ponad miesiac po twoich gowniarskich insynuacjach - starym zwyczajem - szedles w zaparte stylizujac swoja kolejna wpadke na "prowokacje".
                                                    2. Ponad miesiac, mimo moich wielkrotnych jednoznacznych wypowiedzi nie zrozumiales, ze zalogowalem sie haslem, ktore wczesniej obwiesciles, jako przez mnie "zapomniane".

                                                    Ktora wersja ci najbardziej pasuje?

                                                    > Z czego 3 tygodnie wynikały z urlopu, warto tego użyć jako argumentu,

                                                    No dobrze, uzyjmy tego argumentu: Skapowanie, ze zalogowalem sie haslem, ktore (jak tryumfalnie oznajmiles) ponoc zapomnialem zajelo ci najpierw dwa dni, potem trzy tygodnie urlopu a potem jeszcze prawie tydzien. I to mimo to, ze od razu (ponad miesiac temu!) wyraznie o tym pisalem.

                                                    Jestes pewien, ze tym argumentem chciales sie odciazyc?

                                                    > Znowu mamy proste pytanie i miliony wymówek żeby na nie nie odpowiedzieć, co bez
                                                    > problemu przewidziałem post wcześniej.

                                                    To, ze nikt nie zdrazi ci nicka krasnala powodujacego trzesienia ziemi "przewidziales" nie tylko ty.

                                                    > Już ci pisałem, po co.

                                                    I ja ci odpowiedzialem po co: Zeby po kolejnych dziesiecu razach przeczytac po raz kolejny "podaj zatem linka to tych wyjaśnień i podstawień"? Juz kilka razy ci objasnilem, ze nie jestem w stanie brac tak wielkodusznego wzgledu na twoje uposledzenie.

                                                    > Znowu odpowiadanie na wyrwane z kontekstu fragmenty zdań.

                                                    Jedynym "kontekstem" tego zdania byly twoje bluzgi i to, ze "w mistrzowski sposob" uzywam twojej obietnicy sprzed miesiecy. Nie wiem, czy w mistrzowski. Uzywam jej w dosyc oczywisty sposob. Jesli chcialo sie wtedy odpowiedzi i obiecywalo sie, ze udzieli sie odpowiedzi na inne, starsze pytanie po czym tej obietnicy nie spelnilo sie do tej pory, to wskazywanie na to oszustwo nie jest zadnym mistrzostwem, to oczywistosc.

                                                    > Czyżbyś to ty najpierw dyskutował, a dopiero po pewnym czasie - gdy zobaczyłeś
                                                    > że wyszedłeś znowu na imbecyla - stosował przedszkolną wymówkę żeby nie odpowia
                                                    > dać?

                                                    > > Czyzbym ja
                                                    >
                                                    > Czyżbyś ty nie odpowiadał przyparty do muru, gdy zadaję najprostsze pytanie (ni
                                                    > ck, link)?
                                                    > Czyżbyś ty odpowiadał na fragmenty zdań wyrwane z kontekstu, nie cytując całego
                                                    > zdania do końca?

                                                    To pocieszne, jak w swojej bezsilnosci usilujesz sie ratowac probujac mnie nasladowac.
                                                    To jednak nie wystarczy. Nie wystarczy paplac i prezentowac liste zyczen. Potrzeba konkretow.

                                                    To, ze krytykowales zaciekle proste oznakowanie i brak kwalifikacji ludzi za nie odpowiedzialnych i solennie obiecales podanie wlasciwej recepty po czym miesiacami po dzien dzisiejszy tego nie zrobiles to konkretny fakt.

                                                    To, ze - w swojej bezgranicznej glpuocie - uwazales ze duzo gorsza widocznosc podczas kluczowego manewru na autostradzie nie ma wplywu na bezpiecznstwo to konkretny fakt.

                                                    To, ze pomyliles totalnie pojecia "wynik" i "pomiar" to konkretny fakt

                                                    To, ze jestes zupelnie bezradny na widok ograniczenia do 70-tki z tabliczka "dotyczy samochodow ciezarowych" to tez konkretny fakt

                                                    To, ze pytales jakimi jednostkami definiuje sie granice bledu pomiaru top tez fakt.

                                                    To, ze ioskarzales mnie, jakobym zapomnial hasla to rowniez fakt.

                                                    Twoje proby, to nie poparte zadnymi konkretnymi faktami marzenia, albowiem:
                                                    To, ze na czesc twoich (ciagle nowych) pytan nie odpowiadam ma prosty powod, ktory wyjasnialem tu juz wiele razy - twoja obietnce 8czego ja sam nawet nigdy nie dalem!) dania odpowiedzi na pytanie sprzed miesiecy.
                                                    Twojej paplaniny o "wyrwanych z kontekstu zdaniach" tez nie jestes w stanie poprzec zadnym konkretem a wiec rzeczywistym kontekstem, ktory przez cytiowany przez mnie fragment zostalby zmieniony.

                                                    Jak wiec widzisz, nie wystarczy powielac "mistrza" i "muzgu tego forum" (twoje wlasne slowa). Trzeba tez dac cos z siebie. Ale twoim problemem jest, ze tego czegos nie masz Im predzejsie z ym pogodzisz tym lepiej.


                                                    > Czy zrozumiałeś już różnicę pomiędzy definiowaniem aliasów których semantyczne
                                                    > znaczenie powoduje dyskusję na temat (co ja uczyniłem) a definiowaniem aliasów
                                                    > których semantyczne znaczenie powoduje dyskusję nie na temat (z twojego niby-an
                                                    > alogicznego przykładu z którego miałem się niby czegoś nauczyć) ?


                                                    czy zrozumiales, ze podmiana znaczenia „wyniku“ i „pomiaru w okresleniu „wynik pomiaru“ i dorabianie do tego jeszcze idiotycznych uzupelnien w rodzaju wynik to „pomiar po uwzglednieniu bledu pomiaru“ z cala pewnoscia nie prowadzi do dyskusji na (jakikolwiek) temat?

                                                    Milego dnia zycze.

                                                    P.S. Jakies postepy w kwestii najbardziej zaleglego pytania, czyli recepty na wlasciwie oznakowanie ograniczenia, ktore twoim zdaniem zostalo tak spartolone przez znakologow?
                                                  • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 01.08.12, 18:27
                                                    > Czyli ustosunkowywanie sie do poszczegolnych wypowiedzi w formie zdan oddzielni
                                                    > e to "symptomy". I te "symptomy" wskazuja na to, ze komentujacy jest "roztrzesi
                                                    > eny", "gryzie klawiature" i "kipi". Nie jestes w stanie napisac jednego postu n
                                                    > ie osmieszajac sie.

                                                    Jeżeli nie potrafisz utrzymać swoich emocji na tyle długo żeby przeczytać całe zdanie i komentujesz jego fragment wyrwany z kontekstu, to właśnie świadczy o tym co napisałeś wyżej.

                                                    > Czemu mialbym cokolwiek dowodzic? Przeciez kazdy widzi ze jestes gowniarzem rob
                                                    > iacym (z powodu zera inteligencji i argumentow) temat a potem (po wpadce) tluma
                                                    > czacym sie jak uposledzony dzieciak.

                                                    Dlatego powinieneś cokolwiek dowodzić, ponieważ coś komuś zarzucasz. Twierdzenie czegokolwiek o kimś bez dowodów świadczy o gó...arstwie twierdzącego.

                                                    > 2. Ponad miesiac, mimo moich wielkrotnych jednoznacznych wypowiedzi nie zrozumi
                                                    > ales, ze zalogowalem sie haslem, ktore wczesniej obwiesciles, jako przez mnie "
                                                    > zapomniane".

                                                    Ja o tym absolutnie nie dyskutowałem - twój zasrany nick naprawdę nikogo tu nie obchodzi. Ważne że pokazałeś jaki jesteś sfrustrowany i jak bardzo zależy ci na sukcesie w dyskusji. Dziwnym trafem w tym temacie jakoś nie przeszkadza ci brak mojej odpowiedzi w kwestii ograniczenia dla ciężarówki. Czy ty naprawdę nie widzisz, jak łatwo cię przejrzeć? Będziesz w kółko powtarzał, zaklinając rzeczywistość, że cię (to jest dobre) oskarżam o zapomnienie hasła? Im więcej razy to powtórzysz, tym lepiej się poczujesz? Fakty wskazują, że jest ci to niezwykle potrzebne.

                                                    > > Z czego 3 tygodnie wynikały z urlopu, warto tego użyć jako argumentu,
                                                    >
                                                    > No dobrze, uzyjmy tego argumentu: Skapowanie, ze zalogowalem sie haslem, ktore
                                                    > (jak tryumfalnie oznajmiles) ponoc zapomnialem zajelo ci najpierw dwa dni, pote
                                                    > m trzy tygodnie urlopu

                                                    No tak, napisałem że "warto" i teraz do końca życia się z tego nie wytłumaczę. Bo gdy mnie zdemaskowałeś, to zacznę jak gó...arz się tłumaczyć że to była ironia. Podchwytujesz już?
                                                    Funkcjonalny, to że przeżywasz ten durny temat o twoim nicku jakby od tego zależało twoje życie, nie znaczy że komuś innemu również zajmuje to 90% czasu procesora.

                                                    > > Znowu mamy proste pytanie i miliony wymówek żeby na nie nie odpowiedzieć,
                                                    > co bez
                                                    > > problemu przewidziałem post wcześniej.
                                                    >
                                                    > To, ze nikt nie zdrazi ci nicka krasnala powodujacego trzesienia ziemi "przewid
                                                    > ziales" nie tylko ty.

                                                    Wystarczy żebyś podał nick tego kto użył określenia "wynik pomiaru prędkości" po zamianie znaczeń "wyniku" i "pomiaru". W jakiś sposób na temat tego kogoś się wyraziłeś, więc nie jest to chyba postać fikcyjna? Wymyślaj kolejną wymówkę, frustraciku.

                                                    > > Już ci pisałem, po co.
                                                    >
                                                    > I ja ci odpowiedzialem po co: Zeby po kolejnych dziesiecu razach przeczytac po
                                                    > raz kolejny "podaj zatem linka to tych wyjaśnień i podstawień"?

                                                    Jeżeli podasz linka do tego co napisałem, to tak nie napiszę. Po raz kolejny, gdy odpowiedź ma być prosta (nick, link) nagle zaczynają się problemy nie do pokonania. Czyż nie jest to zastanawiające?

                                                    > > Znowu odpowiadanie na wyrwane z kontekstu fragmenty zdań.
                                                    >
                                                    > Jedynym "kontekstem" tego zdania byly twoje bluzgi i to, ze "w mistrzowski spos
                                                    > ob" uzywam twojej obietnicy sprzed miesiecy.

                                                    Jeżeli chodzi o formę mojej odpowiedzi, to masz dużo racji, natomiast do jej treści nie da się przyczepić. I nie zmienia to faktu, że znowu odpowiedziałeś na wyrwany z kontekstu fragmenty zdania.

                                                    > To, ze krytykowales zaciekle proste oznakowanie i brak kwalifikacji ludzi za ni
                                                    > e odpowiedzialnych i solennie obiecales podanie wlasciwej recepty po czym miesi
                                                    > acami po dzien dzisiejszy tego nie zrobiles to konkretny fakt.
                                                    >
                                                    > To, ze - w swojej bezgranicznej glpuocie - uwazales ze duzo gorsza widocznosc p
                                                    > odczas kluczowego manewru na autostradzie nie ma wplywu na bezpiecznstwo to
                                                    > konkretny fakt.

                                                    >
                                                    > To, ze jestes zupelnie bezradny na widok ograniczenia do 70-tki z tabliczka "do
                                                    > tyczy samochodow ciezarowych" to tez konkretny fakt
                                                    >
                                                    > P.S. Jakies postepy w kwestii najbardziej zaleglego pytania, czyli recepty na w
                                                    > lasciwie oznakowanie ograniczenia, ktore twoim zdaniem zostalo tak spartolone p
                                                    > rzez znakologow?

                                                    To nie ten temat, funkcjonalny. Twoje rozterki z innych wątków są jedynie twoją nieudolną (wg ciebie być może mistrzowską) próbą nieodpowiadania w sytuacji gdy jesteś przyparty do muru.

                                                    > To, ze pomyliles totalnie pojecia "wynik" i "pomiar" to konkretny fakt

                                                    Na ten temat była dyskusja i przestałes odpowiadać, m.in. zarzucałeś mi że jestem królem żebraków, gdy pytałem po raz kolejny gdzie napisałem to co mi insynuujesz, więc nie możesz pisać że to fakt. To tak w kontekście gó...arstwa przy okazji.

                                                    > To, ze pytales jakimi jednostkami definiuje sie granice bledu pomiaru top tez f
                                                    > akt.

                                                    A ty nie potrafiłeś odpowiedzieć, bo sam się wcześniej wygłupiłeś pisząc że pomiar to tylko i wyłącznie czynność.

                                                    > To, ze ioskarzales mnie, jakobym zapomnial hasla to rowniez fakt.

                                                    To, że uznałeś coś takiego za oskarżenie, świadczy o tym że jesteś sfrustrowany i gryziesz klawiaturę - to również fakt.

                                                    > To, ze na czesc twoich (ciagle nowych) pytan nie odpowiadam ma prosty powod, kt
                                                    > ory wyjasnialem tu juz wiele razy - twoja obietnce 8czego ja sam nawet
                                                    > nigdy nie dalem!) dania odpowiedzi na pytanie sprzed miesiecy.

                                                    Dlaczego nie używasz tego argumentu na każdym kroku, a tylko w wybranych kwestiach?

                                                    > Twojej paplaniny o "wyrwanych z kontekstu zdaniach" tez nie jestes w stanie pop
                                                    > rzec zadnym konkretem a wiec rzeczywistym kontekstem, ktory przez cytio
                                                    > wany przez mnie fragment zostalby zmieniony.

                                                    Ależ jest takie miejsce, tylko ty oczywiście nie odpowiadasz:
                                                    Czy wg ciebie istnieje miejsce gdzie zarzuciłeś mi że napisałem o "niedefiniowaniu definicji"?

                                                    W tym przykładzie natomiast przyznaję, że twoja odpowiedź nie zmieniła kontekstu:

                                                    > > Skuteczny jest tylko na ciebie,
                                                    >
                                                    > Dobrze zaobserwowane.

                                                    Twój komentarz dotyczy oczywiście całego zdania? Brzmiało ono:
                                                    Skuteczny jest tylko na ciebie, bo pokazuje jak bardzo się silisz i
                                                    jak jesteś emocjonalnie rozchwiany.


                                                    Tu nawet nie próbujesz z ciężarówkami wyskakiwać, po prostu podwijasz ogon i cichniesz.

                                                    > czy zrozumiales, ze podmiana znaczenia „wyniku“ i „pomiaru w
                                                    > okresleniu „wynik pomiaru“ i dorabianie do tego jeszcze idiotyczny
                                                    > ch uzupelnien w rodzaju wynik to „pomiar po uwzglednieniu bledu pomiaru&#
                                                    > 8220; z cala pewnoscia nie prowadzi do dyskusji na (jakikolwiek) temat?

                                                    Odpowiadając ci na to pytanie w konsekwencji doszedłem do pytania które zacytowałeś, na które odpowiadasz pytaniem na które już odpowiedziałem. Zrozumiałeś chociaż to?

                                                    Jakieś postępy w kwestii jakiegokolwiek zaległego pytania, na które nie odpowiedziałeś?
                                                    Kilka z nich jest w tym poście, niektóre wymagają od ciebie podania tylko nicku i linka, ale ty, frustraciku, będziesz się bronił do usranej śmierci byle tylko się nie przyznać że się pomyliłeś. Naprawdę coś tak błahego traktujesz jak tragedię życiową? Twój come out przy okazji hanni(l)ego świadczy o tym że się nie mylę. To tak oczywiste, że dziwię się że udaje ci się samego siebie oszukiwać.
                                                  • hannl Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 02.08.12, 12:16
                                                    klemens1 napisał:

                                                    > Jeżeli nie potrafisz utrzymać swoich emocji na tyle długo żeby przeczytać całe
                                                    > zdanie i komentujesz jego fragment wyrwany z kontekstu, to właśnie świadczy o t
                                                    > ym co napisałeś wyżej.

                                                    Znow uciekasz w swiat iluzji.
                                                    Czyzbys nie zarzucil mi, ze "odpowiadam osobno na fragmenty zdań", co - wedlug ciebie - ma byc symptomem mojego "roztrzesienia", "gryzienia klawiatury" i "kipienia"?
                                                    Jesli istnieje jakis tajemniczy "kontekst", ktory zostal zdeformowany lub pominiety przez to, ze odnioslem sie do tej wypowiedzi to nie bedziesz mial pewnie wiekszych problemow ze wskazaniem go.

                                                    > Dlatego powinieneś cokolwiek dowodzić, ponieważ coś komuś zarzucasz. Twierdzeni
                                                    > e czegokolwiek o kimś bez dowodów świadczy o gó...arstwie twierdzącego.

                                                    Czyli naprawde uwazasz, ze ne mam dowodow na to, ze twierdziles jakobym zapomnial hasla?
                                                    Trudno uwierzyc, ze potrafisz sie wkopac sie jeszcze glebiej.
                                                    A moze chodzi ci o dowod, ze tylko gowniarze czepaja sie imion/nickow innych?

                                                    > Ja o tym absolutnie nie dyskutowałem - twój zasrany nick naprawdę nikogo tu nie
                                                    > obchodzi.

                                                    I to pisze akurat ten, ktory juz od dluzszego czasu za mna biegal obwieszczajac tryumfalnie, ze zapomnialem hasla do swojego nicka. Bijesz wszelkie rekordy glupoty.

                                                    > Ważne że pokazałeś jaki jesteś sfrustrowany i jak bardzo zależy ci na sukcesie w dyskusji.

                                                    Bo zalogowalem sie haslem, ktore - ponoc - zapomnialem, wskazalem na to i (niestety, niestety) ciagle reaguje na twoje dalsze wygibasy i halucynacje - jak to powyzej, jakobym akurat ja mial byc sfrustrowany bo ty znow tak sie wylozyles.


                                                    > Dziwnym trafem w tym temacie jakoś nie przeszkadza ci brak mojej odpowiedzi w kwestii
                                                    > ograniczenia dla ciężarówki.

                                                    Jesli ciagle przypomianie przeze mnie ci tej kwesti interpretujesz jako brak zainteresowania(!) nia to ciekaw bylbym, co wedlug ciebie powinienem robic, zeby wygladalo, ze jestem zaintersowany ta odpowiedzia?

                                                    > Czy ty naprawdę nie widzisz, jak łatwo cię przejrzeć?

                                                    Tak, przejrzales mnie na wskros: to, ze wylozyles sie po raz kolejny z moim haslem i ciaglym brakiem odpowiedzi na pytanie o ograniczenie swiadczy o tym, ze jestem "roztrzesiony", "gryze klawiature" i "kipie".

                                                    Jestes mistrzem walk, ktorej podstawowa technika jest bicie nosem w piesc i kopanie brzuchem w kolano.

                                                    > Funkcjonalny, to że przeżywasz ten durny temat o twoim nicku jakby od tego zale
                                                    > żało twoje życie, nie znaczy że komuś innemu również zajmuje to 90% czasu proce
                                                    > sora.

                                                    Moze dobrze byloby, gdybys zajrzal, kto zaczal za mne biegac obwieszczajac tryumfalnie, ze zapomnialem hasla, kto po mojej krotkiej odpowiedzi ciagle nie popuszcza i ciagnie temat i jeszcze placze, ze ciagle na twoja paplanine reaguje. Domyslam sie, ze swiat bylby dla ciebie piekny, gdybym nie reagowal na twoje gowniarskie zaczepki, gdybym ich nie demaskowal i gdybym nie reagowal na twoje ustawiczne wygibasy.
                                                    Juz nie raz pisalem ci, ze ktos, kto nie jest w stanie rozroznic pojec wynik i pomiar, nie moze pojac jakimi jednostkami definiuje sie granice bledu pomiaru i kto jest zupelnie bezradny na widok znaku z ograniczeniem do 70-tki ze znaczkiem ""dotyczy samochodow ciezarowych" nie powinien tak czesto szastac okresleniami "funkcjonalny".


                                                    > Wystarczy żebyś podał nick tego kto użył określenia "wynik pomiaru prędkości" p
                                                    > o zamianie znaczeń "wyniku" i "pomiaru". W jakiś sposób na temat tego kogoś się
                                                    > wyraziłeś, więc nie jest to chyba postać fikcyjna?

                                                    Gdy poprosze, zebys wskazal miejsce, gdzie "wyrazam sie" o "tym kims" to bedzie kolejna wpadka, jak z haslem, jak ze znakiem ograniczenia, jak z wyprzedzaniem na autostradzie itd. itd.
                                                    Wpadki to twoja natura.



                                                    > > To, ze krytykowales zaciekle proste oznakowanie i brak kwalifikacji ludzi
                                                    > za ni
                                                    > > e odpowiedzialnych i solennie obiecales podanie wlasciwej recepty po czym
                                                    > miesi
                                                    > > acami po dzien dzisiejszy tego nie zrobiles to konkretny fakt.
                                                    > >
                                                    > > To, ze - w swojej bezgranicznej glpuocie - uwazales ze duzo gorsza widocz
                                                    > nosc p
                                                    > > odczas kluczowego manewru na autostradzie nie ma wplywu na bezpiecznstwo
                                                    > to
                                                    > > konkretny fakt.

                                                    > >
                                                    > > To, ze jestes zupelnie bezradny na widok ograniczenia do 70-tki z tablicz
                                                    > ka "do
                                                    > > tyczy samochodow ciezarowych" to tez konkretny fakt
                                                    > >
                                                    > > P.S. Jakies postepy w kwestii najbardziej zaleglego pytania, czyli recept
                                                    > y na w
                                                    > > lasciwie oznakowanie ograniczenia, ktore twoim zdaniem zostalo tak sparto
                                                    > lone p
                                                    > > rzez znakologow?
                                                    >
                                                    > To nie ten temat, funkcjonalny.

                                                    Owszem "funkcjonalny", jak najbardziej. Ustawicznie rzucasz "funkcjonalnymi", choc chyba nikt na tym forum tak czesto jak jak nie popisal sie swoim analfabetyzmem funkcjonalnym.
                                                    Do tego startujesz coraz to nowe proby domagajac sie odpowiedzi na coraz to nowe pytania, podczas twoja wlasna obietnia odpowiedzi na proste pytanie sprzed miesiecy pozostaje do tej pory nie spelniona.


                                                    > A ty nie potrafiłeś odpowiedzieć, bo sam się wcześniej wygłupiłeś pisząc że pom
                                                    > iar to tylko i wyłącznie czynność.

                                                    Znow halucynujesz. Odpowiedz byla i musiala zostac powtorzona nawet kilkakrotnie (jak widac znow bez skutku) a wyglupiles sie jedynie ty nie mogac pojac, jak wynik czynnosci jaka jest pomiar moze byc wyrazany jednostkam fizycznymi. To raczej kolejny jednoznaczny dowod twojego analfabetyzmu funkcjonalnego.


                                                    > To, że uznałeś coś takiego za oskarżenie, świadczy o tym że jesteś sfrustrowany

                                                    Jesli zatem, np. ktos otwarcie... wyrazi, ze jestes zlodziejem to nie bedzie rownoznaczne z oskarzaniem cie o zlodziejstwo a tylko o tym, ze jestes sfrustrowany. Jasne. Polska jenzyk trudna jezyk dla klemensa.

                                                    > i gryziesz klawiaturę - to również fakt.

                                                    Jasne, taki sam "fakt", ze zapomnialem hasla.


                                                    >
                                                    > > Twojej paplaniny o "wyrwanych z kontekstu zdaniach" tez nie jestes w stan
                                                    > ie pop
                                                    > > rzec zadnym konkretem a wiec rzeczywistym kontekstem, ktory przez
                                                    > cytio
                                                    > > wany przez mnie fragment zostalby zmieniony.
                                                    >
                                                    > Ależ jest takie miejsce, tylko ty oczywiście nie odpowiadasz:
                                                    > Czy wg ciebie istnieje miejsce gdzie zarzuciłeś mi że napisałem o "niedefiniowa
                                                    > niu definicji"?

                                                    Znow sie pogubiles.
                                                    To tylko kolejne twoje glupawe pytanie a nie wskazanie konkretnej wypowiedzi, ktorej kontekst zostal zmieniony przez "wyrwanie zdania".
                                                    Skoncentruj sie.


                                                    > Jakieś postępy w kwestii jakiegokolwiek zaległego pytania, na które nie odpowiedziałeś?

                                                    Ladys and madmans first. Zwracalem ci juz uwage, ze powielanie moich zwrotow nie na wiele sie zda.
                                                    Mamy tu jedno najstarsze (bardzo stare pytanie) i co wazniejsze obietnice(!) odpowiedzi na nie.

                                                    > Twój come out przy okazji hanni(l)ego świadczy o tym że się nie mylę.

                                                    Co masz dokladnie na mysli z tym "come out"?
                                                    To, ze logujac sie haslem, ktore ponoc zapomnialem pokazujac wszem i wobec jakim jestes swirem czy twoja bieganine za mna z odkryciem, jakobym to haslo zapomnial?
                                                    Czy moze ciagle ciagniecie tematu mimo kolejnej wpadki?

                                                  • klemens1 Re: pomiar pomiaru po odjeciu ew. bledu pomiaru 03.08.12, 18:01
                                                    > Jesli istnieje jakis tajemniczy "kontekst", ktory zostal zdeformowany lub pomin
                                                    > iety przez to, ze odnioslem sie do tej wypowiedzi to nie bedziesz mial pewnie w
                                                    > iekszych problemow ze wskazaniem go.

                                                    Już w tym wątku będzie parę takich przykładów, co oznaczyłem stosownym komentarzem. W poprzednim wątku też były takie miejsca - niektóre z nich pominąłeś.

                                                    > Czyli naprawde uwazasz, ze ne mam dowodow na to, ze twierdziles jakobym zapomni
                                                    > al hasla?

                                                    Nie masz dowodów na to, że nie była to z mojej strony jedynie marna prowokacja, mająca na celu sprawdzić, jak tego typu zarzut na ciebie zadziała. Piszę o tym już kolejny raz, więc po co o to pytasz, w dodatku stawiając wymyśloną przez siebie tezę?

                                                    > I to pisze akurat ten, ktory juz od dluzszego czasu za mna biegal obwieszczajac
                                                    > tryumfalnie, ze zapomnialem hasla do swojego nicka. Bijesz wszelkie rekordy gl
                                                    > upoty.

                                                    Tak, jasne - "biegał" i "obwieszczał tryumfalnie". I jeszcze przez cały urlop nie zauważył twojego logowania, chociaż dzień i noc analizował. Opowiedz o swoich fobiach specjaliście.
                                                    Niżej masz diagnozę:

                                                    > > Ważne że pokazałeś jaki jesteś sfrustrowany i jak bardzo zależy ci na suk
                                                    > cesie w dyskusji.
                                                    > Bo zalogowalem sie haslem, ktore - ponoc - zapomnialem, wskazalem na to i (nies
                                                    > tety, niestety) ciagle reaguje na twoje dalsze wygibasy i halucynacje - jak to
                                                    > powyzej, jakobym akurat ja mial byc sfrustrowany bo ty znow tak sie wyl
                                                    > ozyles.

                                                    To też ci już pisałem: jesteś sfrustrowany, bo dałeś się nabrać na prymitywną prowokację i rozdmuchałeś temat. Szansa, że faktycznie "się wyłożyłem", jest dla ciebie jak zbawienie - może wreszcie pokażesz że cokolwiek ci się udało.

                                                    > Jesli ciagle przypomianie przeze mnie ci tej kwesti interpretujesz jako brak za
                                                    > interesowania(!) nia to ciekaw bylbym, co wedlug ciebie powinienem robic, zeby
                                                    > wygladalo, ze jestem zaintersowany ta odpowiedzia?

                                                    Funkcjonalny, piszę o wybiórczym stosowaniu przez ciebie tego głupawego argumentu, a nie o twoim zainteresowaniu tą kwestią. Przeczytaj jeszcze raz, trudne to naprawdę nie jest:
                                                    Dziwnym trafem w tym temacie jakoś nie przeszkadza ci brak mojej odpowiedzi w kwestii
                                                    ograniczenia dla ciężarówki.


                                                    > > Czy ty naprawdę nie widzisz, jak łatwo cię przejrzeć?
                                                    >
                                                    > Tak, przejrzales mnie na wskros: to, ze wylozyles sie po raz kolejny (...)

                                                    Przykład zdania wyrwanego z kontekstu. Chodziło o przejrzenie cię w kwestii wybiórczego stosowania "argumentu ciężarówki".

                                                    > Moze dobrze byloby, gdybys zajrzal, kto zaczal za mne biegac obwieszczajac tryu
                                                    > mfalnie, ze zapomnialem hasla

                                                    Obwieścić tryumfalnie mogę jedynie to, że jesteś schorowany z powodu swojego skundlenia, co przejawia się walką w temacie, który każdy normalny uznałby za niewart wzmianki.

                                                    > Juz nie raz pisalem ci, ze ktos, kto nie jest w stanie rozroznic pojec wynik i
                                                    > pomiar

                                                    Frustraci często w ferworze walki demaskują się nawiązując do innych tematów, które są rozpatrywane gdzie indziej.

                                                    > > Wystarczy żebyś podał nick tego kto użył określenia "wynik pomiaru prędko
                                                    > ści" p
                                                    > > o zamianie znaczeń "wyniku" i "pomiaru". W jakiś sposób na temat tego kog
                                                    > oś się
                                                    > > wyraziłeś, więc nie jest to chyba postać fikcyjna?
                                                    > Gdy poprosze, zebys wskazal miejsce, gdzie "wyrazam sie" o "tym kims" to bedzie
                                                    > kolejna wpadka, jak z haslem, jak ze znakiem ograniczenia, jak z wyprzedzaniem
                                                    > na autostradzie itd. itd.
                                                    > Wpadki to twoja natura.

                                                    jak z ... jak z..., ależ ty wylewasz swoje żale, w większości dotyczące tematów sprzed wielu miesięcy, byle tylko iść na ilość.

                                                    07.06.12, 13:31
                                                    "2. Zamiana znaczen ...."

                                                    > > To nie ten temat, funkcjonalny.
                                                    > Owszem "funkcjonalny", jak najbardziej.

                                                    To było w innym wątku, który był o czym innym, więc nie jest na temat. A jeżeli przeszkadz ci że kiedyś na coś nie odpowiedziałem, to pisz o tym od razu gdy cię o coś pytam, a nie dopiero wtedy gdy jesteś przyparty do muru i skamlesz, bo wtedy twoje motywy są zbyt oczywiste.

                                                    > Znow halucynujesz. Odpowiedz byla i musiala zostac powtorzona nawet kilkakrotni
                                                    > e (jak widac znow bez skutku) a wyglupiles sie jedynie ty nie mogac pojac, jak
                                                    > wynik czynnosci jaka jest pomiar moze byc wyrazany jednostkam fizycznymi.

                                                    Pisałeś wyraźnie że pomiar nie jest wynikiem czynności, a jedynie samą czynnością.
                                                    16.04.12, 14:32:
                                                    Pomiar to nie to "co zmierzyl fotoradar" tylko czynnosc majaca na celu wyznaczenie okreslonej wielkosci fizycznej.
                                                    Stąd, w połączaniu z (12.04.12, 12:20)
                                                    Tolerowanie +10 km/h nie jest "przyznaniem" czegokolwiek tylko zwykla tolerancja konieczna ze wzgledu na granice bledu w pomiarach predkosci.
                                                    zapytałem, w jakich jednostkach jest wyrażona granica błędu czynności.
                                                    Podstawienie:
                                                    Tolerowanie +10 km/h nie jest "przyznaniem" czegokolwiek tylko zwykla tolerancja konieczna ze wzgledu na granice bledu w pomiarach predkosci.
                                                    Tolerowanie +10 km/h nie jest "przyznaniem" czegokolwiek tylko zwykla tolerancja konieczna ze wzgledu na granice bledu w [czynnosci majacej na celu wyznaczenie okreslonej wielkosci fizycznej].
                                                    To jest to czego nie potrafiłeś dokonać żeby udowodnić że z moich aliasów wynika "pomiar pomiaru".

                                                    > Jesli zatem, np. ktos otwarcie... wyrazi, ze jestes zlodziejem to nie bedzie ro
                                                    > wnoznaczne z oskarzaniem cie o zlodziejstwo a tylko o tym, ze jestes sfrustrowa
                                                    > ny. Jasne. Polska jenzyk trudna jezyk dla klemensa.

                                                    Jeżeli porównujesz oskarżanie kogoś o złodziejstwo z nijaką prowokacją dot. zapomnienia hasła, to znaczy że rusza cię to na podobnym poziomie. Czyli że jesteś frustratem. Poczytaj sam siebie: "tryumfalne obwieszczanie", "oskarżanie", "bieganie". Jak ktoś wyceluje do ciebie rękami i powie "pif-paf", to dzwonisz na policję krzycząc w panice że jesteś pod obstrzałem?

                                                    > > i gryziesz klawiaturę - to również fakt.
                                                    > Jasne, taki sam "fakt", ze zapomnialem hasla.

                                                    Widać jak na dłoni, że emocje nie pozwalają ci na powstrzymanie się przed komentowaniem fragmentów zdań wyrwanych z kontekstu, przy czym wracasz do czegoś co już było omawiane. To też przykład, którego się tak domagałeś. Niżej kolejny:

                                                    > > Czy wg ciebie istnieje miejsce gdzie zarzuciłeś mi że napisałem o "niedef
                                                    > iniowa
                                                    > > niu definicji"?
                                                    > Znow sie pogubiles.
                                                    > To tylko kolejne twoje glupawe pytanie a nie wskazanie konkretnej wypowiedzi, k
                                                    > torej kontekst zostal zmieniony przez "wyrwanie zdania".
                                                    > Skoncentruj sie.

                                                    To pytanie w konsekwencji wskaże na miejsce gdzie zmieniłeś znaczenie wypowiedzi nie cytując całego zdania.

                                                    > Mamy tu jedno najstarsze (bardzo stare pytanie) i co wazniejsze obietnice(!) od
                                                    > powiedzi na nie.

                                                    Już ci pisałem, że użyłeś tego argumentu zbyt późno i stosujesz go wybiórczo, więc widać że jest to jedynie twoja wymówka, gdy czujesz że zbliża się tragedia życiowa polegająca na tym, że będziesz musiał się przyznać do błędu.
                                                    Np. w przypadku poniżej argumentu z cieżarówkami nie używasz. Nie masz pojęcia jak wybrnąć, więc stosujesz ostatnią deskę ratunku przy niewygodnych kwestiach, które cię demaskują - udajesz że tego nie zauważyłeś. Oto ów przypadek:

                                                    > > Skuteczny jest tylko na ciebie,
                                                    > Dobrze zaobserwowane.

                                                    Twój komentarz dotyczy oczywiście całego zdania? Brzmiało ono:
                                                    Skuteczny jest tylko na ciebie, bo pokazuje jak bardzo się silisz i
                                                    jak jesteś emocjonalnie rozchwiany.


                                                    > > Twój come out przy okazji hanni(l)ego świadczy o tym że się nie mylę.
                                                    > Co masz dokladnie na mysli z tym "come out"?
                                                    > To, ze logujac sie hasle

                                                    Kolejny przykład wyrwania zdania z kontekstu. Przecież wcześniejszy fragment odpowiedział na pytanie które zadałeś, ty tymczasem - zamiast zrozumieć odpowiedź (funkcjonalność) - snujesz swoje teorie na tema
          • emes-nju Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 11.04.12, 11:41
            hannl napisał:

            > Czyli kilka lat "obrabiania" edka i jego brata blizniaka przynioslo jednak
            > jakies rezultaty.

            Tak sie ciesze, ze sie cieszysz :P

            > Pamietam jeszcze te spory o to, ze predkosc jadacego droga z pierwszenstwem
            > przejazdu nie ma jakikolwiek wplywu na bezpieczenstwo bo wszystko zalezy i tak od
            > tego z drogi podorzadkowanej bo przeciez "widzi" nadjezdzajacy samochod.

            Wedlug mnie pisalem takie rzeczy i NADAL PISZE w odniesieniu do stosunkowo niewielkich przekroczen predkosci.

            Jezeli pisalem, ze jadacy glowna moze jechac z podswietlna i nie ma to wplywu na zachowania np. wlaczajacych sie do ruchu, to pokaz mi to poprosze uprzejmie. Chetnie przesledze proces edukacji, jaki odbylem dzieki tobie :P

            > Jaka jest alternatywa? Gdyby policja puszczala plazem +20%, to czy kierowcy
            > jezdzacy z zasady na +20% na tym by poprzestali?

            No popatrz, popatrz... Teraz ty odniosles jakas korzysc z przegladania tego forum. Zaczales zadawac pytania. I to sluszne.

            Szkoda tylko, ze nadal nie widzisz w polskiej praktyce stosowania i egzekwowania prawa przyczyn swobodnego interpretowania prawa przez obywateli.

            Bo np. takie ograniczenia predkosci nie sa nakazem z nieba, a NORMA SPOLECZNA.

            UMOWILISMY SIE na przyklad, ze 50 km/h daje szanse piszym na przezycie. Ale nie jest to prawda objawiona. Bo sam widzialem smierc pieszego przy predkosci bliskiej zeru, a kazdy zapewne slyszal o ocaleniu pieszego trafionego przez jadacego bardzo szybko (zdaje sie, ze Edek centralnie trafil pieszego poza terenem zabudowanym i nie wyrzadzil mu zadnej krzywdy, kompletnie przy tym kasujac samochod). Czyli UMAWIAMY SIE, ze 50 km/h jest ok. Klopot w tym, ze jedna strona, ta NADRZEDNA, norotycznie lamie warunki umowy. Od wyznaczania zasiegu terenow zabudowanych niezgodnie z nawet najbardziej liberalnie traktowanym prawem, po urzadzanie lapanek wlasnie glownie w terenach okreslonych jako zabudowane niezgodnie z prawem.
            • bimota Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 11.04.12, 13:42
              Ja sie na 50 nie umawialem... Pytam caly czas jaki to mialo wplyw na "poprawe" statystyk...
              • emes-nju Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 11.04.12, 13:59
                Uroki demokracji. Znaczna czesc spoleczenstwa wierzy, ze 50-tka ratuje zycie (co wcale nie znaczy, ze cala ta grupa jezdzi 50-tka w terenie zabudowanym), a wiec stalo sie to obowiazujaca norma.
                • bimota Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 11.04.12, 17:45
                  A przez dziesiatki lat bylo 60 i jakos im to nie przeszkadzalo...
            • hannl Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 12:26
              emes-nju napisał:

              > Wedlug mnie pisalem takie rzeczy i NADAL PISZE w odniesieniu do stosunkowo niew
              > ielkich przekroczen predkosci.

              Mowa byla wtedy o zwalnianiu z 90/110 do 70. Ani +20km/h ani tym bardziej +40 km/h nie sa "stosunkowo niewielkie". I ty i twoj brat blizniak nie byliscie w stanie wtedy dac odpowiedzi, czy 150 km/h przed wjazdem z podorzadkowanej i na ograniczeniu do 70 km/h stwarza jakiekolwiek dodatkowe zagrozenie.

              > UMOWILISMY SIE na przyklad, ze 50 km/h daje szanse piszym na przezycie. Ale nie
              > jest to prawda objawiona. Bo sam widzialem smierc pieszego przy predkosci blis
              > kiej zeru,

              Czyli dyskusja po raz kolejny osiaga poziomu dna: Skoro mozna sie zabic jadac 200 km/h i jadac 30 km/h w tym samym miejscu (np. w w jakims konkretnym obszarze zabudowanym) to po co w ogole jakiekolwiek ograniczenia i inne "szykany".


              • edek40 Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 12:44
                > Mowa byla wtedy o zwalnianiu z 90/110 do 70. Ani +20km/h ani tym bardziej +40 k
                > m/h nie sa "stosunkowo niewielkie". I ty i twoj brat blizniak nie byliscie w st
                > anie wtedy dac odpowiedzi, czy 150 km/h przed wjazdem z podorzadkowanej i na og
                > raniczeniu do 70 km/h stwarza jakiekolwiek dodatkowe zagrozenie.

                Ale stwarza. Nikt tego nie neguje. Powstaje jednak istotna watpliwosc czy ten niepoliczalny odsetek tak jezdzacych ma na tyle istotny wplyw na bezpiecznestwo, ze dla wszystkich kierowcow ustawia sie ograniczenia, ktorych pirat pelna geba i tak nie bedzie przestrzegac. Zatoczylismy zatem kolo. Teraz Ty sie wypowiedz czy ocena odleglosci przy predkosci 70 i 90 km/h moze miec wplyw na decyzje o wjezdzie lub nie z podporzadkowanej?
                • hannl Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 13:04
                  edek40 napisał:

                  > > Mowa byla wtedy o zwalnianiu z 90/110 do 70. Ani +20km/h ani tym bardziej
                  > +40 k
                  > > m/h nie sa "stosunkowo niewielkie". I ty i twoj brat blizniak nie bylisc
                  > ie w st
                  > > anie wtedy dac odpowiedzi, czy 150 km/h przed wjazdem z podorzadkowanej
                  > i na og
                  > > raniczeniu do 70 km/h stwarza jakiekolwiek dodatkowe zagrozenie.
                  >
                  > Ale stwarza. Nikt tego nie neguje.

                  No to gratuluje! Po ponad roku(?) wreszcie otrzymalem odpowiedz na pytanie, przed ktorym robiles az tak dlugo uniki.

                  Nie mozna bylo tak od razu?
                  • edek40 Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 13:23
                    > No to gratuluje! Po ponad roku(?) wreszcie otrzymalem odpowiedz na pytanie, prz
                    > ed ktorym robiles az tak dlugo uniki.
                    >
                    > Nie mozna bylo tak od razu?

                    Teraz Ty sie postaraj.

                    1. przy zalozeniu, ze kierujacy stosuje sie do znakow, jaki zysk ma wyjezdzajacy PRAWIDLOWO z podporzadkowanej? O takim, ktory nie patrzy nie mowimy. Bo jest rownie prawdopodobne, ze wyjedzie dosc daleko od jadacego glowna, jak i to, ze wyjedzie wprost pod jadacy pojazd. Ograniczanie predkosci, bo w razie czego jadacy glowna ma wieksza szanse zareagowac jest wiec bez sensu. Moze byc bowiem tak, ze zwolni, a baran wyjedzie mu prosto pod kola. BO NIE PATRZY!

                    2. dla kogo stawiane sa te ograniczenia, skoro w Polsce jezdzi sie 150 km/h (wg aktualnej doktryny)? Wszak to juz znaczne naruszenie przepisow i zdrowego rozsadku. Czy siedemdziesiatka jakos magicznie wplynie na takiego?

                    3. czy wyjezdzajacy z podporzadkowanej, ktorego wzrok i zmysl rachunkowy sa na poziomie urzadzen pomiarowych wie, ze na glownej, specjalnie dla jego wyliczen co do sekundy, postawiono ograniczenie predkosci?
                    • hannl Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 13:34
                      edek40 napisał:

                      > 1. przy zalozeniu, ze kierujacy stosuje sie do znakow, jaki zysk ma wyjezdzajac
                      > y PRAWIDLOWO z podporzadkowanej?

                      Ma taki zysk, ze jak juz wczesniej tu pisalem, zdrowy dorosly czlowiek jest w stanie wlasciwie ocenic predkosc i odleglosc zblizajacego sie samochodu do predkosci rzedu 80 km/h.
                      Przy utrudnionych warunkach (widocznosc, natezenie ruchu) lub w przypadku starszych, niepelnosprawnych lub zmeczonych uzytkownikow granica ta lezy nizej.

                      Tak wiec moze sie zdarzyc, ze taki edek po ciezkim dniu pracy wlaczajac sie do ruchu oceni "niewiele" szybciej jadacego (+20 km/h = 110 km/h) glowna droga brata blizniaka emesa jako kogos, kto jedzie 70 km/h. Oceni tak, bo ze wzgledu na swoja fizjologie nie jest w stanie ocenic inaczej. Bo edek to nie superman. Czy mam wyliczac roznice wyniknajace z bledu w ocenie predkosci?

                      Przyjmij tez do wiadomosci, ze z kazdym rokiem twoja zdolnosc wlascwej oceny odleglosci i predkosci zblizajacych sie pojazdow bedzie sie coraz bardziej pogarszac.
                      • edek40 Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 13:50
                        > Ma taki zysk, ze jak juz wczesniej tu pisalem, zdrowy dorosly czlowiek jest w s
                        > tanie wlasciwie ocenic predkosc i odleglosc zblizajacego sie samochodu do predk
                        > osci rzedu 80 km/h.
                        > Przy utrudnionych warunkach (widocznosc, natezenie ruchu) lub w przypadku stars
                        > zych, niepelnosprawnych lub zmeczonych uzytkownikow granica ta lezy nizej.

                        Przelicz ten swoj "zysk" na sekundy. I wreszcie odpowiedz na pytanie, czy ta roznica w czasie dojazdu jest bezpiecznym marginesem?

                        > Tak wiec moze sie zdarzyc, ze taki edek po ciezkim dniu pracy wlaczajac sie do
                        > ruchu oceni "niewiele" szybciej jadacego (+20 km/h = 110 km/h) glowna droga bra
                        > ta blizniaka emesa jako kogos, kto jedzie 70 km/h.

                        Gdy jestem zmeczony w takich sytuacjach czekam naprawde dlugo. Polecam.

                        > Przyjmij tez do wiadomosci, ze z kazdym rokiem twoja zdolnosc wlascwej oceny od
                        > leglosci i predkosci zblizajacych sie pojazdow bedzie sie coraz bardziej pogars
                        > zac.

                        Alez przyjmuje. I zachowuje sie odpowiednio. Z reszta to nie z wiekiem, a przejechanymi kilometrami mi przyszlo. Dzieki temu nie uwazam, ze fakt zmniejszenia predkosci tego na glownej daje mi wystarczajaco duzo czasu na wyjazd, ktorego (kilku sekund) nie mialbym gdyby nie zwolnil.

                        Ty jednak musisz byc straszny chojrak za kierownica. Strach Cie spotkac. Zalozmy bowiem, ze wyjezdzajac zza krzaka bedziesz przekonany, ze ja mam ograniczenie do 70 km/h, a nie mam. Uderze wiec w Twoje auto jakies 2 sekundy wczesniej. Bo przy tak "wyzylowanych" normach, jakie sobie narzucasz, na bank ktos Ci przywali. Dla mnie Twoje kilka sekund miedzy smiercia a bezpiecznym wyjazdem to zdecydowanie za malo. Daje sobie o wiele wiecej miejsca. Mysle, ze nawet jadacy 150 km/h zdazylby zareagowac.
                        • hannl Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 13:59
                          edek40 napisał:

                          > Przelicz ten swoj "zysk" na sekundy. I wreszcie odpowiedz na pytanie, czy ta ro
                          > znica w czasie dojazdu jest bezpiecznym marginesem?

                          Pgubiles sie. Nie mowimy tu o "zysku" w czasie dojazdu tylko o zysku dla bezpieczenstwa wynikajacym z jazdy z predkoscia rzedu 70 km/h droga z pierwszenstwem przejazdu w okolicach skrzyzowania zamiast 100 km/h lub "nieco powyzej" np. 120 km/h.

                          Zysk jest taki, ze niemaly odsetek populacji odbiera samochod jadacy 120 km/h jako samochod jadacy 70 km/h.

                          > Gdy jestem zmeczony w takich sytuacjach

                          To bardzo chwalebne edku, co robisz TY w takich sytuacjach. Tu jednak nie chodzi wcale o osobe edka tylko o miliony innych kierowcow, wsrod ktorych sa tacy i inni.
                          • edek40 Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 14:08
                            > Zysk jest taki, ze niemaly odsetek populacji odbiera samochod jadacy 120 km/h j
                            > ako samochod jadacy 70 km/h.

                            Znaczy, ze wyjezdza o wiele za blisko. Przez takich wlasnie kretynow tak duzo w Polsce jest smiertelnych nieustapien pierwszenstwa. Bo panu siem wydawalo, ze ten gosc, to bedzie na skrzyzowania, jak moj samochodzik bedzie mknal juz jakies 25 km/h. Oj, bum! Bo przeciez byl od skrzyzownia az 150 m i mial tu byc za 7-8 sekund. A on, bydlak, uderzyl po 5 sekundach...

                            > To bardzo chwalebne edku, co robisz TY w takich sytuacjach. Tu jednak nie chodz
                            > i wcale o osobe edka tylko o miliony innych kierowcow, wsrod ktorych sa tacy i
                            > inni.

                            Wlasnie ci inni powoduja tragiczne sytuacje. Bo mysleli, ze bede za 8 sekund w miejscu, w ktorym wyjechali z pola, a ja pirat, uderzylem juz po 5 sekundach...
                            • hannl Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 14:24
                              edek40 napisał:

                              > > Zysk jest taki, ze niemaly odsetek populacji odbiera samochod jadacy 120
                              > km/h j
                              > > ako samochod jadacy 70 km/h.
                              >
                              > Znaczy, ze wyjezdza o wiele za blisko. Przez takich wlasnie kretynow tak duzo w
                              > Polsce jest smiertelnych nieustapien pierwszenstwa. Bo panu siem wydawalo, ze
                              > ten gosc, to bedzie na skrzyzowania, jak moj samochodzik bedzie mknal juz jakie
                              > s 25 km/h. Oj, bum! Bo przeciez byl od skrzyzownia az 150 m i mial tu byc za 7-
                              > 8 sekund. A on, bydlak, uderzyl po 5 sekundach...

                              Tak funkcjonuje niestety ludzka fizjologia. Tak jak nie widzisz w podczerwieniu, tak nie jestes w stanie wlasciwie ocenic szybkosci i odleglosci zblizajacego sie pojazdu powyzej okreslonej granicy: Stad wlasnie ograniczenia w ruchu, aby mimo tych niedomagan ludzkiej fizjologii jakos sie poruszac. Niestety wielu uwaza sie za supermanow lub Bogow.


                              > Wlasnie ci inni powoduja tragiczne sytuacje. Bo mysleli, ze bede za 8 sekund w
                              > miejscu, w ktorym wyjechali z pola

                              Nie od dzis wiadomo, ze winni sa zawsze ci inni.
                              • edek40 Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 14:32
                                > Tak funkcjonuje niestety ludzka fizjologia. Tak jak nie widzisz w podczerwieniu
                                > , tak nie jestes w stanie wlasciwie ocenic szybkosci i odleglosci zblizajacego
                                > sie pojazdu powyzej okreslonej granicy: Stad wlasnie ograniczenia w ruchu, aby
                                > mimo tych niedomagan ludzkiej fizjologii jakos sie poruszac. Niestety wielu uwa
                                > za sie za supermanow lub Bogow.

                                Ja sie za takiego wlasnie nie uwazam. To Ty na mojej drodze stawiasz takich supermenow. Ja, na podporzadkowanej, zachowuje sie biegunowo inaczej, niz zalecasz Ty. Dla mnie te pojedyncze sekundy roznicy to za malo, aby podjac decyzje o wyjezdzie. Jesli ktos tak robi, znaczy ze glupi, albo slepy, albo pirat.
                                • hannl Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 19:52
                                  edek40 napisał:

                                  > Ja sie za takiego wlasnie nie uwazam.

                                  Wiem, wiem. Razem z twoim bratem blizniakiem nie wynurzasz nosa, jesli odstep do najezdzajacego samochodu nie jest mniejszy niz pol kilometra. Bo nawet przy 300 metrach odstepu manewru wlaczenia sie do ruchu "w praktyce nie da sie (...) wykonac nawet najmocniejszym autem!"


                                  > To Ty na mojej drodze stawiasz takich supermenow.

                                  Zadnych supermanow tylko zwyklych ludzi nie mogacych czekac do wieczora na ponad polkilometrowa wolna luke miedzy samochodami. Jesli wszyscy trzymaja sie okreslonych regul to bez "palenia gumy" wystarczy w zupelnosci 100-150 metrowy odstep, zeby spokojnie wlaczyc sie do ruchu.

                                  Przyjmujac 100 metrow odstepu, 70 km/h na nadrzednej samochod wlaczajacy sie z podporzadkowanej nawet ze znacznie gorszym przyspieszeniem niz "bryczka" emesa (8 sekund do "setki") i nawet przy uwzglednieniu skretu o 90° prawie nie wymaga zadnej reakcji ze strony kierowcy jadacego nadrzedna droga: Po okolo 9,5 sekundach oba mniej wiecej by sie zrownaly z taka sama predkoscia 70 km/h.

                                  W tej samej sytuacji, jesli kierowca jadacy droga nadrzedna 120 km/h nie zareagowalby podczas pierwszej sekundy po wlaczeniu sie innego samochodu z drogi podporzadkowanej to tylko hamowaniem na calego moglby uniknac zderzenia lub spowodowac w miare lekka stluczke (na suchej drodze w optymalnych warunkach).

                                  (opoznienie 7,5 m/s2, 120 km/h - droga zatrzymania 100 m, czas zatrzymania 5,15 s)
                                  (opoznienie 7,5 m/s2, 70 km/h - droga zatrzymanaia 39 m, czas zatrzymania 3,3 s)
                                  (samochod rozpedzajacy sie z przyspieszeniem odpowiadajacym 13,5 sec do 100 km/h - czyli wiecej niz Fabia - osiagnalby - uwzgledniajac nawet start z 90°- 70 km/h po okolo 9,5 sekundach i 90 metrach)

                                  > Ja, na podporzadkowanej, zachowuje sie biegunowo inaczej, niz zalecasz Ty.

                                  Masz halucynacje: Nigdzie nie zalecam, jak ma sie zachowywac ktos na podporzadkowanej.

                                  > Dla mnie te pojedyncze sekundy roznicy to za malo, aby podjac decyzje o wyjezdzie.

                                  No to gratuluje, luksusu zycia w okolicy, gdzie masz do dyspozycji minuty i godziny na rozmyslania, czy samochod, ktory ledwo widzisz na horyzoncie stanowi zagrozenie czy tez nie.
                                  • edek40 Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 13.04.12, 10:28
                                    > Wiem, wiem. Razem z twoim bratem blizniakiem nie wynurzasz nosa, jesli odstep d
                                    > o najezdzajacego samochodu nie jest mniejszy niz pol kilometra. Bo nawet przy 3
                                    > 00 metrach odstepu manewru wlaczenia sie do ruchu "w praktyce nie da sie (...)
                                    > wykonac nawet najmocniejszym autem!"

                                    Ech, gdyby wszyscy w Polsce byli tacy ostrozni. Ale nie. Lepiej jest wjechac 80 m od jadacego glowna pojazdu. Swiadczy to o wielkiej odwadze oraz bezblednych wyliczeniach opartych na zalozeniu, ze na glownej jest ograniczenie i jest ono respektowane....

                                    > Zadnych supermanow tylko zwyklych ludzi nie mogacych czekac do wieczora na pona
                                    > d polkilometrowa wolna luke miedzy samochodami.

                                    Wskaz mi jakalkolwiek szose, na ktorej ruch odbywa sie z predkoscia 90 km/h (znaczy nie ma korka), gdzie czas oczekiwania na luke siegnie wieczora.

                                    > d polkilometrowa wolna luke miedzy samochodami. Jesli wszyscy trzymaja sie okre
                                    > slonych regul to bez "palenia gumy" wystarczy w zupelnosci 100-150 metrowy odst
                                    > ep, zeby spokojnie wlaczyc sie do ruchu.

                                    Chwile temu udowadniales, ze 80 m. Czy istnieja kraje, gdzie wyjezdzajacy z podporzadkowanej ma 100%, ze wszyscy jada zgodnie z przepisami?

                                    > Masz halucynacje: Nigdzie nie zalecam, jak ma sie zachowywac ktos na podporzadk
                                    > owanej.

                                    80 m i gaz podloge (w zakrecie).

                                    > No to gratuluje, luksusu zycia w okolicy, gdzie masz do dyspozycji minuty i god
                                    > ziny na rozmyslania, czy samochod, ktory ledwo widzisz na horyzoncie stanowi za
                                    > grozenie czy tez nie.

                                    Juz pisalem. Nie mam tego luksusu. Tu kierowcy jezdza o wiele wolniej i puszczaja sie wzajemnie.
                                    • hannl Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 13.04.12, 11:24
                                      edek40 napisał:

                                      > Ech, gdyby wszyscy w Polsce byli tacy ostrozni.

                                      Gdyby kazdy w Polsce czekal na co najmniej polkilometrowa luke miedzy samochodami, zeby wlaczyc sie do ruchu to ruch zamarlby zapewne po paru minutach.

                                      > Wskaz mi jakalkolwiek szose, na ktorej ruch odbywa sie z predkoscia 90 km/h (zn
                                      > aczy nie ma korka), gdzie czas oczekiwania na luke siegnie wieczora.

                                      Gdyby wszyscy kierowcy potrzebowali (jak wy) co najmniej pol kilometrowy odstep miedzy samochodami, zeby wlaczyc sie do ruchu na ograniczeniu do 70-tki albo 50-tki to prawdopodobnie dotyczyloby to wiejszosci drog.

                                      > Chwile temu udowadniales, ze 80 m.

                                      Czytaj uwaznie: Przy 80 metrach jest to mozliwe, przy 100 - 150 metrach mozna to zrobic mniej lub bardziej spokojnie i "bez palenia gumy".

                                      > > Masz halucynacje: Nigdzie nie zalecam, jak ma sie zachowywac ktos na podp
                                      > orzadk
                                      > > owanej.
                                      >
                                      > 80 m i gaz podloge (w zakrecie).

                                      Gdzie to "zalecam"? Widzisz juz, ze cierpisz na halucynacje czy ciagle jeszcze nie?

                                      • edek40 Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 13.04.12, 12:09
                                        > Czytaj uwaznie: Przy 80 metrach jest to mozliwe, przy 100 - 150 metrach mozna t
                                        > o zrobic mniej lub bardziej spokojnie i "bez palenia gumy".

                                        Pozwol wiec, ze nie bede komentowal takich mondrosci. Wole pozyc. Nawet jesli bede nieco dluzej stal na podporzadkowanej. Ale kazdy jest kowalem swojego losu. Niejaki Jurek twierdzi stanowczo, ze czytaja to forum malolaty. Jesli tak jest, mozesz odpowiadac za czyjas smierc. Wszak za minimalny dystans uznajesz 80 m...
              • emes-nju Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 13:02
                hannl napisał:


                > Mowa byla wtedy o zwalnianiu z 90/110 do 70. Ani +20km/h ani tym bardziej
                > +40 km/h nie sa "stosunkowo niewielkie".

                Na trasie szybkiego ruchu (ograniczenie 100 km/h - jak bylo o tym pisane, to 110 mozna bylo jezdzic tylko po ekspresowkach, ktore dosc rzadko maja skrzyzowania) +30 km/h (100/70 km/h) spokojnie miesci sie w granicach bledu "urzadzen pomiarowych", w jakie wyposazony jest czlowiek.

                Chyba ze umiesz dokladnie okreslic z jaka predkoscia i w jakiej odleglosci jedzie cos po glownej, potem przeprowadzic analize jak ty sie wlaczysz do ruchu (ruszenie, zakret, przyspieszanie), a nastepnie wykonac manewr z minimalnym marginesem bledu. Ja tego nie potrafie wiec zostawiam sobie taki margines, ze nawet jadacy dwa razy za szybko we mnie nie trafi, choc raczej bedzie musial hamowac.

                Zalozmy, ze jadacego glowna widzisz z 300 m - w takiej odleglosci zwykle pojawia sie ograniczenie do 70 km/h przed skrzyzowaniem. "Pirat" jadacy 100 km/h przejdzie ten dystans w niecale 11 sek. "Ostatni sprawiedliwy" jadacy 70-tka, w 15 sek...

                No i tu otwiera sie problemu glebia. Po pierwsze. Skad wiesz jakie ograniczenie jest na drodze, w ktora chcesz wjechac? Po drugie. Czy naprawde planujesz swoj manewr z tak minimalnym (4 sek) marginesem bledu? A co jak silnik kaszlnie, a co jak ruszajac ze swiadomoscia minimalnego marginesu dasz za duzo buta i zerwiesz przyczepnosc (nawet jak masz kontrole trakcji, spowoduje to opoznienie)?

                Jazda 150 km/h w terenie zabudowanym jest niebezpieczna, bo faktycznie moze powodowac zla ocene sytuacji przez wlaczajacych sie do ruchu. Jazda po trasie szybkiego ruchu 100/70 jest nieprzepisowa, ale nie ma prawa miec zadnego wplywu na decyzje wyjezdzajacego z podporzadkowaniej. Chyba, ze wyjezdzajacy jest kretynem :P
                • hannl Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 13:09
                  emes-nju napisał:

                  > +30 km/h (100/70 km/h) spokojnie miesci sie w granicach bledu "urzadzen pomi
                  > arowych", w jakie wyposazony jest czlowiek.

                  Pisalem juz tu jakis czas temu o granicy "loomingu": Dorosly, zdrowy czlowiek jest w stanie wlasciwie ocenic predkosc i odleglosc zblizajacego sie samochodu do okolo 80 km/h. U ludzi starszych, mniej sprawnych fizycznie granica ta lezy nizej.

                  Tak wiec niejeden wlaczajacy sie do ruchu odbiera samochod jadacy 100 (lub "nieco szybciej" np "tylko" +20 km/h) jako samochod jadacy maksymalnie 70-80 km/h. Czy mam po raz kolejny wykazac roznice, jakie wynikaja "spokojnie" w tej "granicy bledu"?

                  • edek40 Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 13:34
                    > Tak wiec niejeden wlaczajacy sie do ruchu odbiera samochod jadacy 100 (lub "nie
                    > co szybciej" np "tylko" +20 km/h) jako samochod jadacy maksymalnie 70-80 km/h.

                    To dobrze. Roznica w dotarciu do skrzyzowania, liczona w sekundach, jest tak niewielka, ze jesli jest za blisko po prostu nie nalezy wyjezdzac. Niech wiec ocenia na 80 km/h. Pomyli sie tylko o 2-3 sekundy na swoja niekorzysc. Dla mnie to o wiele za maly margines bledu, wiec nie wyjezdzam. Co wszystkim to polecam.
                    • hannl Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 14:21
                      edek40 napisał:

                      > Roznica w dotarciu do skrzyzowania, liczona w sekundach, jest tak niewielka, ze jesli jest za
                      > blisko po prostu nie nalezy wyjezdzac.

                      Tyle, ze o wypadkach (rowniez tych najciezszych) decyduja wlasnie takie sekundy.

                      Przyjmijmy, ze podejmujsez decyzje widzac nadjezdzajacy samochod z 80 metrow. Przy samochodach jadacych 70 wzglednie 120 km/h roznica w czasie dojazdu do skrzyzowania wynosi mniej niz 2 sekundy. Policzmy (na szybkiego):

                      W momencie, gdy samochod jadaccy 70 km/h dociera do skrzyzowania ty jestes juz (przyjmujac srednie przyspieszenie samochodu w granicach 10-11 s do 100 km/h) ponad 40 metrow od skrzyzowania i masz predkosc ponad 40 km/h. Mozna policzyc o ile kierowca jadacy glowna droga musi zwolnic/przyhamowac ale przypuszczam, ale sytuacja jest do opanowania. Nawet gdyby "przyspal" i zobaczyl cie dopiero mijajac skrzyzowanie ma szanse zatrzymac samochod przed toba, nawet gdybys gwaltownie sie zatrzymal.


                      W momencie, gdy samochod jadaccy 120 km/h dociera do skrzyzowania ty jestes niecale 9 metrow od skrzyzowania i masz predkosc nieco ponad 20 km/h. Zeby z tej sytuacji wyjsc calo, kierowca jadacy glowna droga musialby podjac decyzje o hamowaniu od razu, gdy cie zobaczy. Jesli podjalby ja jakies 2 sekundy pozniej, czyli krotko przed skyrzyzowaniem to przy drodze zatrzymania (okolo 100 m) nie mialby praktycznie zadnych szans.

                      Powyzszy przyklad jest liczony "na szybko" ale mam nadzieje, ze wszystko sie zgadza.

                      • edek40 Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 14:29
                        > Powyzszy przyklad jest liczony "na szybko" ale mam nadzieje, ze wszystko sie zg
                        > adza.

                        Zalozmy, ze sie zgadza. Moze poza tym, ze kilka cennych sekund z tych kilku cennych sekund, ktore dziela Cie od smierci, Twoje auto praktycznie nie przyspiesza, bo gramoli sie na zakrecie. A smierc ustawiles zaledwie 80 m od skrzyzowania. A ja glupi dyskutowalem z odleglosciami powyzej 150 m...

                        Ja wobec Twoich wyliczen pozostaje w zdziwieniu jak to mozliwe, ze jeszcze zyjesz. Ja jezdze z o wiele wiekszymi zapasami.
                        • hannl Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 14:51
                          edek40 napisał:

                          > A smierc ustawiles zaledwie 80 m od skrzyzowania
                          > . A ja glupi dyskutowalem z odleglosciami powyzej 150 m...

                          Fajnie, ze zyjesz w okolicy, gdzie masz wystarczajaco czesto luksus 150-metrowych odstepow miedzy samochodami jadacych drogami nadrzednymi. Inni o takim luksusie moga tylko pomarzyc.
                          • edek40 Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 15:06
                            > Fajnie, ze zyjesz w okolicy, gdzie masz wystarczajaco czesto luksus 150-metrowy
                            > ch odstepow miedzy samochodami jadacych drogami nadrzednymi. Inni o takim luksu
                            > sie moga tylko pomarzyc.

                            To jest kolego zupelnie inna kwestia. W moich okolicach taki luskus to rzeczywiscie rzadkosc. Ale od czego kultura i swiatla drogowe? Przeciez zawsze mozesz wpuscic, lub zostac wpuszczonym.
                  • emes-nju Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 14:29
                    hannl napisał:

                    > Pisalem juz tu jakis czas temu o granicy "loomingu": Dorosly, zdrowy czlowiek
                    > jest w stanie wlasciwie ocenic predkosc i odleglosc zblizajacego sie samochodu
                    > do okolo 80 km/h. U ludzi starszych, mniej sprawnych fizycznie granica ta
                    > lezy nizej.

                    Dlatego wlasnie w realu, oceny "moge/nie moge" dokonuje sie na podstawie odleglosci, a nie predkosci.

                    Ja na ten przyklad nie bardzo potrafie okreslic predkosc jadacych obok mnie (np. wyprzedzajacego). A calkiem nie potrafie okreslic predkosci jadacego w znacznej odleglosci za to w moim kierunku (pisac dlaczego, czy sam sobie narysujesz?). Predkosc jadacego w moim kierunku moge okreslic jak ten jest w takiej odleglosci, ze jest juz za pozno albo na manewr, albo na ucieczke, jezeli podjalem zla decyzje. Dlatego decyzje o manewrze podejmuje z duzym marginesem bledu. MOJEGO bledu.

                    > Tak wiec niejeden wlaczajacy sie do ruchu odbiera samochod jadacy 100 (lub "nie
                    > co szybciej" np "tylko" +20 km/h) jako samochod jadacy maksymalnie 70-80 km/h.

                    Czyli przyczyna wypadkow jest to, ze kretyni podejmuja ryzyko manewru z absurdalnie niskim marginesem bledu. Przypominam - jadacy 100/70 km/h dojedzie do odleglego o 300 m skrzyzowania o jakies 4 sek. szybciej niz jadacy 70/70 km/h. 300 m przy 70-tce przejezdza sie w ok. 15 sek - to dramatycznie malo na wlaczenie sie do ruchu nawet jak stoi sie rownolegle do kierunku glownej. Pod katem prostym w praktyce nie da sie tego manewru wykonac nawet najmocniejszym autem! W miare bezpiecznie mozna wiec wlaczac sie jak jadacy glowna jest 500-600 m od skrzyzowania, czyli moze spokojnie smigac (zgodnie z tym, co napisales) "nieocenialne" 100 km/h. Jadacy 100 km/h pokona 600 m w ok. 21 sek. Jadacy pierwsze 300 m 100 km/h, a potem 70 km/h, pokona ten dystans w jakies 25 sek. Czy wobec tak imponujacych sekundek "zysku" ograniczenie predkosci na glownej MOZE MIEC jakikolwiek wplyw na zachowanie wlaczajacego sie do ruchu? Na trasie z generalnym ograniczeniem do 90 km/h "zysk" jest jeszcze mniejszy.

                    Klopot nie jest z jadacymi w rejonie skrzyzowania 100/70, a z tymi, ktorzy tna ile fabryka dala. NIGDY tego nie negowalem.

                    No i jeszcze raz zadam pytanie skad wlaczajacy sie do ruchu wie jakie jest ograniczenie na glownej? Nie wszystkie szkrzyzowania zasluguja na 70-tke.

                    Otwarta oczywiscie pozostaje inna kwestia. Kazdy wlaczajacy sie do ruchu moze to zrobic po upewnieniu sie czy moze. Jezeli sie nie upewni (zaskakujaco czesto - wystarczy pojezdzic po Polsce, zeby to wiedziec) albo popelni blad w ocenie, to zlamal przepisy. No wiec z powodu lamania przepisow przez wlaczajacych sie do ruchu stawia sie na glownej ograniczenie predkosci w przekonaniu, ze da to rezultat. Pytania:

                    - Skad przekonanie, ze jadacy glowna bedzie jechal bardziej przepisowo niz wlaczajacy sie do ruchu?
                    - Skad przekonanie, ze tych marnych kilka sek. "zysku" uratuje dostatecznie duzo istnien, zeby warto bylo poswiecac komfort zycia, a nawet zdrowie i zycie mieszkajacych kolo skrzyzowania, po minieciu ktorego wszyscy kierowcy daja buta, zeby przyspieszyc do predkosci podroznej?
                    - Skad przekonanie, ze ograniczenie predkosci w jakikolwiek sposob pomoze czekajacym na podporzadkowanej, skoro nie ulega watpliwosci, ze ograniczenie predkosci powoduje zmniejszenie odstepow pomiedzy jadacymi droga glowna?

                    Zaraz oczywiscie przeczytam, ze jadacy wolniej latwiej zahamuje. To prawda! Tylko, ze wykazalem, ze zwolnienie jadacych glowna daje wlaczajacym sie do ruchu minimalny "zysk". Jezeli wiec dochodzi do zderzenia bocznego, to znaczy to, ze wlaczajacy sie do ruchu dostalby strzala tak, czy tak, bo po prostu nie patrzyl. Dostalby albo smiertelna stowka, albo rownie smiertelna 70-tka. Albo pod jadacego stowka by nie wpadl, bo ten tylko smignalby mu przed maska... :P
                    • hannl Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 15:04
                      emes-nju napisał:

                      > Dlatego wlasnie w realu, oceny "moge/nie moge" dokonuje sie na podstawie odl
                      > eglosci, a nie predkosci
                      .

                      Jak w przypadku ruchomego, zblizajacego sie obiektu mozesz oddzielic odleglosc od predkosci? Przeciez z kazda sekunda (w zaleznosci od predkosci) jego odleglosc sie zmienia.

                      Przy opisanym tu kiedys wspolczynniku loomingu chodzi o to, ze od pewnej okreslonej odleglosci (w danym momencie!) nie sposob w ogole ocenic predkosci pojazdu. Przytoczone wiekosci odnosza sie wlasnie do realnych warunkow, a wiec oceny czasu i przestrzeni potrzebnych na przejscie przez jezdnie lub wlaczenie sie do ruchu. Od pewnej predkosci granicznej taka ocena nie jest w ogole mozliwa, poniewaz widzisz "cos" czego predkosci nie jestes w stanie ocenic.

                      > Ja na ten przyklad nie bardzo potrafie okreslic predkosc jadacych obok mnie (np
                      > . wyprzedzajacego).

                      Prosty typ: Wyobraz sobie ze stoisz, ocen predkosc wyprzedzajacego cie samochodu wobec siebie i dodaj do tego, co widzisz u siebie na szybkosciomierzu.

                      > . Predkosc jadacego w moim kierunku moge okreslic jak ten jest w takiej odleglo
                      > sci, ze jest juz za pozno albo na manewr, albo na ucieczke,

                      Czyli dysponujesz percepcja 3-letniego dziecka. Ono tezu tego nie potrafi.
                      Dzieci w wieku szkolnym potrafia w wiekszosci ocenic predkosc samochodow jadacych 30 km/h wlasciwie i podjac odpowiednia decyzje (np. o przejsciu lub zaniechaniu go) w zaleznosci od odleglosci samochodu.


                      > Czyli przyczyna wypadkow jest to, ze kretyni podejmuja ryzyko manewru z absurda
                      > lnie niskim marginesem bledu.

                      To rowniez. Jesli jednak droga z pierwszenstwem przejazdu jedzie "kretyn" znacznie powyzej 80 km/h to wlaczajacy sie do ruchu przyjmujac nawet bardzo bezpieczna odleglosc moze popelnic blad, poniewaz jadacy glowna droga znajdzie sie przy nim nacznie wczesniej.


                      • emes-nju Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 15:16
                        No wiec emes dysponujac percepcja 3 latka nie pamieta kiedy ostatni raz wlaczyl sie do ruchu tak, zeby jadacy glowna musial podejmowac manewry awaryjne. Co ciekawe emes sporo jezdzi, w tym rowniez poza miastem. I tak juz ponad cwierc wieku bezszkodowej historii ubezpieczeniowej :P

                        Mysle sobie wiec, ze byloby dobrze, zeby wszyscy kierowcy mieli taka 3 latkowa emesowa percepcje. To znaczy, zeby ja mieli!

                        Bo miazdzaca wiekszosc powaznych zderzen bocznych nie jest efektem nieznacznie zlej oceny sytuacji, a dramatycznie zlej oceny sytuacji, albo, chyba najczesciej, calkowitego braku oceny sytuacji... Czy wobec dramatycznie zlej oceny sytuacji albo braku oceny sytuacji naprawde jakiekolwiek znaczenie ma to, czy jadacy glowna zwolni czy nie zwolni?
                        • edek40 Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 15:25
                          > j, calkowitego braku oceny sytuacji... Czy wobec dramatycznie zlej oceny
                          > sytuacji albo braku oceny sytuacji naprawde jakiekolwiek znaczenie ma to, czy
                          > jadacy glowna zwolni czy nie zwolni?

                          Ma. Poniewaz w Polsce policjant moze napisac, ze powodem kraksy bylo nieustapienie pierwszenstwa i przekroczenie predkosci. I tak, za jednym zamachem, wali dwa mandaty. A to w Polsce kluczowe.
                        • hannl Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 16:34
                          emes-nju napisał:

                          > No wiec emes dysponujac percepcja 3 latka nie pamieta kiedy ostatni raz wlaczyl
                          > sie do ruchu tak, zeby jadacy glowna musial podejmowac manewry awaryjne.

                          To bardzo chwalebne. Jesli jadacy droga z pierwszenstwem przejazdu poruszaja sie przed skrzyzowaniem w granicach 70 km/h to zdecydowana wiekszosc kierowcow moze prawidlowo ocenic odleglosc i predkosc pojazdui z duza rezerwa bezpieczenstwa wlaczyc sie do ruchu, nawet przy odstepach znacznie ponizej pol kilometra potrzebnego emesowi.

                          • edek40 Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 16:45
                            > To bardzo chwalebne. Jesli jadacy droga z pierwszenstwem przejazdu poruszaja s
                            > ie przed skrzyzowaniem w granicach 70 km/h to zdecydowana wiekszosc kierowcow m
                            > oze prawidlowo ocenic odleglosc i predkosc pojazdui z duza rezerwa bezpieczenst
                            > wa wlaczyc sie do ruchu, nawet przy odstepach znacznie ponizej pol kilometra po
                            > trzebnego emesowi.

                            Z wyjatkiem paru setek, ktorzy w zeszlym roku dali sie w takiej sytuacji zabic. Oczywiscie nie dlatego, ze nie patrzyli tylko dlatego, ze ludzka percepcja dziala tylko do 80 km/h...
                            • hannl Co najmniej pol kilometra na wlaczenie sie doruchu 12.04.12, 17:00
                              edek40 napisał:

                              > Z wyjatkiem paru setek, ktorzy w zeszlym roku dali sie w takiej sytuacji zabic.
                              > Oczywiscie nie dlatego, ze nie patrzyli tylko dlatego, ze ludzka percepcja dzi
                              > ala tylko do 80 km/h...

                              Ano wlasnie tak, pewnie spora czesc z nich tak skonczyla bo miszcz jadacy droga z pierwszenstwem jechal "troche" powyzej czyli np. 120 a wlaczajacy sie z podoporzadkowanej nie znal swietnej porady twojego brata blizniaka, ze wlaczac sie do ruchu wolno tylko wtedy, gdy odleglosc do nadjezdzajacego samochodu wynosi co najmniej POL KILOMETRA.
                              • edek40 Re: Co najmniej pol kilometra na wlaczenie sie do 12.04.12, 17:16
                                > Ano wlasnie tak, pewnie spora czesc z nich tak skonczyla bo miszcz jadacy droga
                                > z pierwszenstwem jechal "troche" powyzej czyli np. 120 a wlaczajacy sie z pod
                                > oporzadkowanej nie znal swietnej porady twojego brata blizniaka, ze wlaczac sie
                                > do ruchu wolno tylko wtedy, gdy odleglosc do nadjezdzajacego samochodu wynosi
                                > co najmniej POL KILOMETRA.

                                Powody mnie nie interesuja. Jadacy za szybko popelnia wykroczenie. Wlaczajacy sie bez patrzenia popelnia smiertelna glupote. Predkosc nie ma tu az tak duzo do rzeczy, jak awaria wzroku i/lub mozgu goscia, ktoremu nie tylko prawo ale i rozsadek powinien nakazywac daleko posunieta ostroznosc.
                                • hannl Re: Co najmniej pol kilometra na wlaczenie sie do 12.04.12, 17:27
                                  edek40 napisał:

                                  > Powody mnie nie interesuja.

                                  A to szkoda, bo kluczowy aspekt tego forum. Przynejmniej powinien byc.

                                  > Jadacy za szybko popelnia wykroczenie. Wlaczajacy sie bez patrzenia popelnia smiertelna
                                  > glupote. Predkosc nie ma tu az tak duzo do rzeczy,

                                  I po te komunaly? To, ze wlaczajacy sie "bez patrzenia" "popelnia smiertelna glupote" wie kazdy. Ja pisze o tych, ktorzy wlaczaja sie "z patrzeniem" i mimo to nie sa w stanie wlasciwie ocenic sytuacji bo powyzej pewnego limitu ludzka fizjologia zawodzi.

                                  Sa jeszcze tacy, ktorzy do tego wszystkiego nie sa nawet w stanie tego pojac: jak ow kierowca ciezarowki, ktory swego czasu twierdzil, ze potrafi zatrzymac ciezarowke "w miejscu".
                          • emes-nju Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 17:06
                            hannl napisał:

                            > nawet przy odstepach znacznie ponizej pol kilometra potrzebnego emesowi.

                            Potrzebnego kazdemu, kto umie jezdzic.

                            Pol kilometra na trasie z ograniczeniem do 100 km/h jest w miare bezpiecznym dystansem. Te pol kilometra, jak policzylem, a ty nie zrozumiales, to 20-25 sek. w zaleznosci od tego jak kurczowo przepisow przestrzega jadacy glowna (ja np. nie hamuje na widok 70-tki kilkaset m przed skrzyzowaniem, a wytracam predkosc tak, zeby 70-tke osiagnac ok. 100 m przed - na ruchliwej trasie z ograniczeniem do 100 km/h tak jest bezpieczniej dla jadacych za mna; oni tez chca bezpiecznie i spokojnie dojechac do celu). Daje tez odpowiedni margines gdyby okazalo sie, czego faktycznie nie mozemy ocenic (!), ze jadacy glowna pomyka np. 120-140 km/h.

                            No ale ja to tylko taka powolna bryczke mam do jezdzenia (ponizej 8 sek. do setki). Ty masz cos niesamowitego (nieprawdopodobnie raczy czolg?), skoro mozesz sobie (SAM SOBIE!) pozwolic na wyjezdzanie na glowna pod cos, co na skrzyzowaniu bedzie za kilka-klikanascie sekund :P Takie marginesy mozna zostawiac w miescie (nie zawsze sie uda, ale najprawdopodobniej skonczy sie tylko na obitej blasze - czasem tez puzonie).
                            • hannl Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 17:14
                              emes-nju napisał:

                              > hannl napisał:
                              >
                              > > nawet przy odstepach znacznie ponizej pol kilometra potrzebnego emesowi.
                              >
                              > Potrzebnego kazdemu, kto umie jezdzic.

                              Przeciez tuz ponizej wyliczylem ci, ze 300 metrow, ktore przy 70 km/h uwazasz za znacznie za malo, zeby wlaczyc sie do ruchu nawet "najmocniejszym autem" wystarczaja w zupelnosci, i to z rezerwa znacznie przekraczajace wszelkie zalecenia.

                              > Pol kilometra na trasie z ograniczeniem do 100 km/h jest w miare bezpiecznym dy
                              > stansem.

                              Pewnie. Z tej odleglosci niektorzy maja w ogole problem z dostrzezeniem samochodu.

                              > Te pol kilometra, jak policzylem, a ty nie zrozumiales, to 20-25 sek.

                              Not, to rzeczywiscie straszliwie trudno zrozumiec :)

                              > Daje tez odpowiedni margines gdyby okazalo sie,czego faktycznie nie mozemy ocenic (!), ze jadacy glowna pomyka np. 120-140 km/h

                              Tego bym na twoim miejscu nie pisal. Twoj brat blizniak twierdzi bowiem, ze cos takiego na polskich drogach nie istnieje. Mozesz podpasc.

                              > No ale ja to tylko taka powolna bryczke mam do jezdzenia (ponizej 8 sek. do setki).

                              I ta "bryczka" nie starcza ci 15 sekund(!) zeby wystartowac ze skrzyzowania (stojac nawet "rownolegle") i rozpedzic sie chocby do 70-tki. To kolejny fenomen fizyki.
                    • hannl Minimum pol kilometra na wlaczenie sie do ruchu! 12.04.12, 16:57
                      emes-nju napisał:

                      > 300 m przy 70-tce przejezdza sie w ok. 15 sek - to dramatycznie malo na wlac
                      > zenie sie do ruchu nawet jak stoi sie rownolegle do kierunku glownej.

                      Jesli sie jezdzi czolgiem z pierwszej wojny swiatowej to rzeczywiscie.

                      Przecietne wspolczesne samochody porzebuja znacznie ponizej 15 sekund, zeby rozpedzic sie do 100 km/h. Do 70 km/h wystarczy mniej wiecej polowa tego czasu czyli 7-8 sekund.
                      Tak wiec po jakichs 7-8 sekundach samochod wlaczajacy sie do ruchu jedzie 70-tka i jest jakies 70 metrow od skrzyzowania. Samochod jadacy nadrzedna droga pokonal w tym czasie okolo 150 metrow: Odleglosc miedzy jadacym nadrzedna i tym, ktory sie wlaczyl i jedzie juz 70 km/h(!) wynosi w tym momencie 220 metrow (!) czyli jakies 6 razy wiecej niz bezpieczny zalecany odstep.

                      I to ma byc ta smiertelnie niebezpieczna, niemozliwa do realizacji sytuacja?

                      Juz raz blysnales tu wyznaniem, ze twoja droga hamowania ze 120 km/h jest krotsza od drogi hamowania ciezarowki jadacej 70 km/h. Wyszlo wtedy, ze w miejscu, w ktorym ciezarowka sie zatrzyma, ty poruszalbys sie jeszcze z predkoscia niewiele ponizej 100 km/h.
                      forum.gazeta.pl/forum/w,510,118222090,118394061,Epilog.html
                      > W miare bezpiecznie mozna wiec wlaczac sie jak jadacy glowna jest 500-600 m od
                      > skrzyzowania, czyli moze spokojnie smigac (zgodnie z tym, co napisales) "nieoc
                      > enialne" 100 km/h. Jadacy 100 km/h pokona 600 m w ok. 21 sek. Jadacy pierwsze 3
                      > 00 m 100 km/h, a potem 70 km/h, pokona ten dystans w jakies 25 sek. Czy wobec t
                      > ak imponujacych sekundek "zysku" ograniczenie predkosci na glownej MOZE MIEC ja
                      > kikolwiek wplyw na zachowanie wlaczajacego sie do ruchu?

                      Super wyliczenia. Czyli emesnju wlacza sie do ruchu tylko w przypadku, gdy samochod jadacy droga z pierwszenstwem przejazdu jest w odleglosci co najmniej pol kilometra. Ponizej pol kilometra (np. 300 metrow) "w praktyce nie da sie tego manewru wykonac nawet najmocniejszym autem!"
                      No jesli ma sie do dyspozycji "najmocniejsze auto" o mocy 2 KM....

                      Gratuluje, znow ci sie udalo. W wiekszosci krajow ruch drogowy w takich warunkach bylby praktycznie niemozliwy.
                      Czemu ja jeszcze wchodze na to forum?


                      • emes-nju Re: Minimum pol kilometra na wlaczenie sie do ruc 12.04.12, 17:08
                        hannl napisał:

                        > Czemu ja jeszcze wchodze na to forum?

                        Bo jeszcze nie polegles pod kolami kogos, komu wjechales prosto pod kola zgodnie ze swoimi "wyliczeniami"?
                        • hannl Re: Minimum pol kilometra na wlaczenie sie do ruc 12.04.12, 17:17
                          emes-nju napisał:

                          > Bo jeszcze nie polegles pod kolami kogos, komu wjechales prosto pod kola zgodni
                          > e ze swoimi "wyliczeniami"?

                          Mozliwe. Biore poprawke na miszczuf majacych "bryczki", ktorymi rozpedzaja sie do "setki" w 8 sekund ale ktorymi nie sa w stanie rozpedzic sie w 15 sekund do 70 km/h bo to "w praktyce nie da sie (...) wykonac nawet najmocniejszym autem!"
                          • emes-nju Re: Minimum pol kilometra na wlaczenie sie do ruc 12.04.12, 17:19
                            Acha... Wlaczenie sie do ruchu z podporzadkowanej polega na daniu buta. Skrecic nie trzeba? :P
                            • edek40 Re: Minimum pol kilometra na wlaczenie sie do ruc 12.04.12, 17:30
                              > Acha... Wlaczenie sie do ruchu z podporzadkowanej polega na daniu buta. Skrecic
                              > nie trzeba? :P

                              Ten drobiazg rozbija teorie, ze na szosie wystarczy jak jadacy glowna jest 80 m od skrzyzowania. Nie psuj mu wiec zabawy zbyt dociekliwymi pytaniami. Przy takich zalozeniach i okolo 200 KM mocy podanych na tyl, moj pojazd wykrecilby zapewne takiego oberka, ze doszloby do zderzenia czolowego. Jesli oczywiscie w ogole udaloby mi sie ruszyc zanim ten odlegly o 80 m nie minalby mnie, zdumiony iloscia bialego dymu spod kol :)
                              • hannl Re: Minimum pol kilometra na wlaczenie sie do ruc 12.04.12, 17:43
                                edek40 napisał:

                                > Ten drobiazg rozbija teorie, ze na szosie wystarczy jak jadacy glowna je
                                > st 80 m od skrzyzowania. Nie psuj mu wiec zabawy zbyt dociekliwymi pytaniami. P
                                > rzy takich zalozeniach i okolo 200 KM mocy podanych na tyl, moj pojazd wykrecil
                                > by zapewne takiego oberka, ze doszloby do zderzenia czolowego. Jesli oczywiscie
                                > w ogole udaloby mi sie ruszyc zanim ten odlegly o 80 m nie minalby mnie, zdumi
                                > ony iloscia bialego dymu spod kol :)

                                Skoro na wlaczenie sie do ruchu potrzeba wam co najmniej pol kilometra wolnej przestrzeni to jak moze jeszcze dziwic, ze ruszenie ze skreconymi kolami i przejechanie w skrecie niecalej pierwszej sekundy moze sie skonczyc tylko "oberkiem" i "zderzeniem czolowym"?


                                • edek40 Re: Minimum pol kilometra na wlaczenie sie do ruc 13.04.12, 11:13
                                  > Skoro na wlaczenie sie do ruchu potrzeba wam co najmniej pol kilometra wolnej p
                                  > rzestrzeni to jak moze jeszcze dziwic, ze ruszenie ze skreconymi kolami i przej
                                  > echanie w skrecie niecalej pierwszej sekundy moze sie skonczyc tylko "oberkiem"
                                  > i "zderzeniem czolowym"?

                                  No wiesz, jak gosc jedzie zaledwie 70 km/h, a ja mam na wlaczenie sie pod niego okolo 4 sekund (wg Twoich wyliczen: 70 km/h - 20 m/s i 80 m na wjazd), to nie moge sobie pozwolic na ociaganie...
                                  • hannl Re: Minimum pol kilometra na wlaczenie sie do ruc 13.04.12, 11:30
                                    edek40 napisał:

                                    > No wiesz, jak gosc jedzie zaledwie 70 km/h, a ja mam na wlaczenie sie pod niego
                                    > okolo 4 sekund (wg Twoich wyliczen: 70 km/h - 20 m/s i 80 m na wjazd), to nie
                                    > moge sobie pozwolic na ociaganie...

                                    Jesli "bryczka", ktora przyspiesza do "setki" w 8 sekund nie potrafi sie przyspieszyc w 15 sekund do 70-tki czy chocby do 50-tki to rzeczywiscie pozostaje wam tylko czekanie do wieczora. A poza tym cwiczenie, cwiczenie i jeszcze raz cwiczenie - jak poslugiwac sie dwoma pedalami i (ewentualnie) takim drazkiem z prawej strony.
                                    • edek40 Re: Minimum pol kilometra na wlaczenie sie do ruc 13.04.12, 12:11
                                      > Jesli "bryczka", ktora przyspiesza do "setki" w 8 sekund nie potrafi sie przysp
                                      > ieszyc w 15 sekund do 70-tki czy

                                      To juz sie pogubilem. 15 sekund? A nie 4 sekundy, wynikajace z predkosci 70 km/h i minimalnej odleglosic na BEZPIECZNE wlaczenie sie z podporzadkowanej, swiatle ocenione przez Waszeci na 80 m?
                                      • hannl Re: Minimum pol kilometra na wlaczenie sie do ruc 13.04.12, 13:24
                                        edek40 napisał:

                                        > To juz sie pogubilem. 15 sekund?

                                        Popros twojego brata blizniaka o wyjsnienie. To on o wlaczeniu sie do ruchu przy 70 km/h i 300 metrach odstepu (15 sekund) napisal, ze "w praktyce nie da sie tego manewru wykonac nawet najmocniejszym autem!".

                                        Jak taki ktos ma sie wlaczyc do ruchu majac tylko 4 sekundy czasu?
                            • hannl Re: Minimum pol kilometra na wlaczenie sie do ruc 12.04.12, 17:36
                              emes-nju napisał:

                              > Acha... Wlaczenie sie do ruchu z podporzadkowanej polega na daniu buta. Skrecic
                              > nie trzeba? :P

                              Ile potrzebujesz na skrecenie kol? 10 sekund? Nie jestes w stanie ich skrecic przed wlaczeniem sie do ruchu?
                              I jakie "danie buta"? Przeciez nawet Skoda Fabia przyspiesza grubo ponizej 15 sekund do 100 km/h.


        • 0rwell Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 11.04.12, 17:28
          emes-nju napisał:

          > Glosy o bezsensownosci zatrzymywania przekraczajacych predkosc i karaniu ich do
          > tycza kierowcow przekraczajacych predkosc nieznacznie - powiedzmy do +20%. Ich
          > predkosc nie jest na tyle razaco za duza, zeby mogla miec wplyw na podejmowanie
          > przez innych kierowcow decyzji. Karanie za jade niewiele za szybko jest wiec k
          > araniem za nic.

          Z moich doswiadczeń wynika, że nawet nieznaczne przekraczanie predkości doprowadza do wielu niebezpiecznych sytuacji. Choćby podczas wyprzedzania, kiedy byłem już na równi z wyprzedzanym samochodem, zza zakrętu wyłoniła się furgonetka. Ja jechałem 90/h a wyprzedzany 80/h (ciągnął przyczepę). W chwili zrównania się przednich zderzaków nie było jeszcze nawet linii ostrzegawczej. Wyprzedziłem i zmieniłem pas bezpośrednio przed linią ciągłą i tuż przed nadjeżdżającym [wstaw słowo]. Potem na podstawie filmu i słupków pikietarzowych ustaliłem jego prędkośc na 100/h. Te twoje kilka procent bez znaczenia, bo "tylko" 11% niepotrzebnie zwiększa ryzyko czołowego zderzenia. I to istotnie. Oznakowanie pionowe i poziome jest dopasowane do maksymalnych dopuszczalnych prędkości, a przekraczanie tych prędkości wprowadza w błąd pozostałych kierowców i robi syf, pisałem już o swoistej zachłannosci, czyli jazdy z prędkoscią: dopuszczalna + widzimisię% i tym ile jest niepotrzebnej jazdy na zderzaku, wyprzedzania na chama, zajeżdżania drogi i tragicznych efektów końcowych. Ci sami, którzy tak niewinnie przekraczają żalą się, ze wyprzedzanie to najniebezpieczniejszy manewr i że oni muszą to robić. Jednoczesnie nie robia nic żeby zmniejszyć częstotliwośc wyprzedzania do rozsądnego minimum. Dodatkowo czują się upoważnieni do nieograniczonego przekraczania w trakcie tego manewru (co tylko dodatkowo czyni go bardziej niebezpiecznym) bo niby sakracając czas manewru ogólnie zmniejszają zagrożenie
          co jest gazeta prawda, bo Ek=mv2/2 i im wieksza róznnica predkości, w tym wiekszej d... są kiedy coś pójdzie nie tak.
          • bimota Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 11.04.12, 17:49
            A z moich doswiadczen wynika, ze zawalidrogi prowokuja do niebezpieczenstwa, o czym wspomnialem ponizej...

            A kto ci naopowiadal, ze oznakowanie jest do maksymalnych predkosci ? I pewnie jeszcze pod przyspieszenie twego auta to ustawili... ;)
          • emes-nju Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 12.04.12, 14:41
            0rwell napisał:

            > Z moich doswiadczeń wynika, że nawet nieznaczne przekraczanie predkości
            > doprowadza do wielu niebezpiecznych sytuacji.

            Z moich doswiadczen wynika, ze jazda doprowadza do wielu niebezpiecznych sytuacji :P

            Bo np. sa tacy, ktorzy podejmuja decyzje o wyprzedzaniu bez zadnego marginesu bledu. A bledy w czasie wyprzedzania moga popelnic co najmniej trzej kierowcy w dowolnych konfiguracjach :P
    • bimota Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 10.04.12, 20:35
      G. pokazali, wiec trudno sie wypowiadac... Ja znam miejsca, gdzie mozna bezpiecznie 3x przekraczac..

      Ja wyruszylem po dlugiej przerwie w trase - Poznan- Swinoujscie. Rano sladowy ruch, nie spieszylo mi sie, wiec jechalem tak, ze nawet mama, ktora zwykle mnie wyzywa narzekala przed rodzinka, ze jechalem 90. Rodzinka - wiadomo - wszyscy 120-150... Najgorsze jest to, ze mimo tak slamazarnej jazdy wcale nie jestem pewien, czy nie dostane jakiejs radarofoteczki... Te ograniczenia sa kuriozalne !

      W drodze powrotnej juz wiekszy ruch... Ze 2 razy pojechalem troche nibezpiecznie, "na pale"... Chyba nietrudno sie domyslic... Ograniczenie 40-50 i jakis ciolek jadacy jeszcze o 10 mniej (pewnie przeklamanie licznika u niego), dlugie odcinki z liniami ciaglymi, tego na drodze krajowej bylo dla mnie za wiele...

      No a srednie calkiem spoko - 85 km/h. Ciekawe co takiego jest w tym Szczecinie, ze mu takie drogi buduja... Moze potajemnie Euro tam chca zrobic ? :P
      • edek40 Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 11.04.12, 10:04
        > G. pokazali, wiec trudno sie wypowiadac... Ja znam miejsca, gdzie mozna bezpiec
        > znie 3x przekraczac..

        Policja rowniez.

        "Nie zna" takich, na ktorych nawet niewielkie przekroczenie moze byc niebezpieczne.
    • man_sapiens Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 13.04.12, 22:55
      To nie wysokość, ale nieuchronność kary jest istotna. Mieszkałem w Austrii w '80 i wtedy większość kierowców traktowała obszary miejscowości z przymrużeniem oka - jak u nas. 70-80kmh przez wieś było standardem. Wtedy każdy posterunek policji (a właściwie żandarmerii) wyposażono w laserowy prędkościomierz i kontroli prędkości można było spodziewać się w każdym miejscu i o dowolnej porze. Błyskawicznie kierowcy nauczyli się jeździć 50km/h od tablicy do tablicy. Nasza policja, od kiedy przestała kasować mandaty w gotówce, wyraźnie straciła zapał do kontroli. A te radary oklejane na żółto, 10-kilomerowy margines tolerancji, kontrola wyłącznie w wyznaczonych z góry i znanych miejscach - śmiechu warte.
      • emes-nju Re: 150/50 i 500zł/10 pkt. 16.04.12, 15:15
        man_sapiens napisał:

        > Błyskawicznie kierowcy nauczyli się jeździć 50km/h od tablicy do tablicy.

        Hm... Moze w dzien... Bo w nocy, szczegolnie w rejonach o rzadszej zabudowie, jazda nawet 60-tka oznacza jakies Austriaka przyklejonego do zadka ;)

        > Nasza policja, od kiedy przestała kasować mandaty w gotówce, wyraźnie straciła
        > zapał do kontroli. A te radary oklejane na żółto, 10-kilomerowy margines tolerancji,
        > kontrola wyłącznie w wyznaczonych z góry i znanych miejscach - śmiechu warte.

        Mnie to nie smieszy. Ale coz... BRD sp. z o.o. musi byc dochodowe. Czyli nadal pomiarow predkosci mozna sie spodziewac w miejscach lownych, a nie niebezpiecznych.

        A 10 kilometrowy margines jest wedlug mnie reakcja na sposob znakowania drog w metodzie "tu postawimy 50-tke, to zwolnia chociaz do 70-tki". "Sie nie da" urealnic oznakowania, ale da sie dostosowac do niego jego egzekwowanie :P
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka