kozak-na-koniu
19.02.14, 11:00
Bardzo charakterystyczne podejście polskich dziennikarzy i urzędasów do potężnego problemu:
policjanci są za słabo szkoleni!
A ja "się pytam": czy profesjonalista, to jest tylko facet/baba, który/a perfekcyjnie umie posługiwać się swymi narzędziami - samochód, komputer, młotek, strzelba, łopata itd. i nic więcej? Czy w policji znane jest pojęcie "analiza ryzyka"??? Gdyby nie policjanci zderzyli się z tym biedakiem, tylko ten ścigany (prawdopodobieństwo moim zdaniem identyczne albo nawet wyższe), mielibyśmy nagonkę pod tytułem "bandyci i piraci zabijają niewinne osoby - a policja w pocie czoła i ryzykując życie funkcjonariuszy walczy o porządek i bezpieczeństwo". W każdym pościgu przecież biorą udział 2 strony: ścigający i ścigany. Nawet jeśli ścigający jest prawdziwym mistrzem kierownicy, ten ścigany zwykle jest tylko przeciętniakiem, często "nabuzowanym", nietrzeźwym, "naćpanym", pozbawionym moralnych hamulców - bo te, jeśli taki w ogóle je miał, puściły w momencie podjęcia decyzji o ucieczce - trudno, jak się zatrzymam albo nie złapią, to mam przesrane, uciekam więc za wszelką cenę, może się uda, nie znajdą mnie jak ucieknę... Zresztą, trudno tu mówić o myśleniu, tu działa podświadomość! Czy warto w takiej sytuacji w nieskończoność nakręcać agresję i na upartego ścigać coraz bardziej zdeterminowanego szaleńca, ryzykując zdrowie i życie własne oraz niewinnych, postronnych ludzi??? Życie to nie jest film w rodzaju "szybcy i wściekli"!!! :-(((
Przecież w mieście jest jakiś monitoring, w okolicy są inne patrole, które w momencie gdy facet trochę ochłonie i poczuje się bezpieczny, w dogodniejszym miejscu mogą zorganizować blokadę - wiadomo przecież już kogo się ściga, jakim samochodem jedzie, w którym kierunku... Co za bzdurny argument: "jechali na sygnale"! Każdy, kto jechał przez miasto samochodem, autobusem itp. wie, że nawet usłyszawszy sygnał jakiegoś uprzywilejowanego pojazdu potrzeba dłuższej chwili, by go zlokalizować albo choćby ustalić kierunek, z którego sygnał nadchodzi, zwykle trwa to kilka do kilkunastu sekund - oczywiście, "mundrołki" powiedzą, że w takim razie trzeba natychmiast się zatrzymać, prawda?
No cóż, pismaki złapały kolejny "gorący temat" "społecznej dyskusji", sprowadzonej do poziomu pierdół! :-(((