Dodaj do ulubionych

Jazda bez lewego lusterka.

21.01.15, 21:50
Witam, dzisiaj jak wracałem ze szkoły pewien kierowca rozbił mi lewe lusterko, podczas lewoskrętu gdy go przepuszczałem uderzył i uciekł z miejsca zdarzenia. Jutro zamierzam pójść na szrot i kupić jakieś lusterko, ale tutaj na miejscu nie mam możliwości jego wymiany, muszę pojechać do znajomego około 10km. Problem tkwi w dojechaniu do niego, bo obawiam się kontroli policji i nie wiem czy przyjmą mi wytłumaczenie, że właśnie jadę je wymienić, bo przecież mają paragraf na to, że to jest niesprawne auto do jazdy.
Co mam zrobić? Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • rapid130 Re: Jazda bez lewego lusterka. 21.01.15, 22:22
      > nie wiem czy przyjmą mi wytłumaczenie, że właśnie jadę je wymienić, bo przecież mają
      > paragraf na to, że to jest niesprawne auto do jazdy.

      Nie liczyłbym na ich wyrozumiałość.
      • hasch1 Re: Jazda bez lewego lusterka. 22.01.15, 09:35
        Jeśli już będziesz miał to lusterko i przekonasz ich że jedziesz do fachowca to powinni odpuścić. Ale ........ jak się uprą. W zgodzie z paragrafami to powinieneś niesprawne auto przewozić na lawecie, albo wezwać fachowca na miejsce, gdzie stoi auto.
        • hasch1 Re: Jazda bez lewego lusterka. 24.01.15, 13:16
          Po przeczytaniu wszystkich postów, zaczęło się od trywialnego lusterka, nie dziwcie się że bronił bendę się przed wymianą 24 letniego AUDI na nowy śłiczny, błyszczący, świecący ekranikami, obiecujący cuda wianki w poprawie trakcji, szrot już na taśmie produkcyjnej, zwanej powszechie autem nowoczesnym.
          A już instytucje UE zaczynają krucjatę przeciw MOJEMU AUTU.
          Pomijam już fakt że kiedy zdaży się korzystać z pomocy 'fachowca', to, w irytujący sposób, patrzę draniowi na ręce, puki nie udowodni że nie jest draniem, ale fachowcem.
          • samspade Re: Jazda bez lewego lusterka. 25.01.15, 09:59
            Gdyby to audi jeszcze dobrze działało. A sam przyznalem ze tez się psuje i zle działa. Ale co tam wolisz.
    • edek40 Re: Jazda bez lewego lusterka. 22.01.15, 11:31
      > Co mam zrobić? Pozdrawiam.

      Praworzadnie tylko laweta.
    • qqbek Poprzednicy mają rację, a ja jednego nie rozumiem. 22.01.15, 13:12
      Jak to "nie ma możliwości wymiany" lusterka na miejscu?
      Przecież lusterko to nie prom kosmiczny, to da się wymienić w 10 minut w większości aut.
      U mnie w BMW cała operacja zabrała mi jakieś niecałe 10 właśnie (dla lusterka regulowanego i podgrzewanego elektrycznie, dla mechanicznie ustawianego może być chwilka dłużej, bo zamiast rozpięcia i wpięcia kostek trzeba jeszcze wajchę zamontować).
      • edek40 Re: Poprzednicy mają rację, a ja jednego nie rozu 22.01.15, 13:19
        > Jak to "nie ma możliwości wymiany" lusterka na miejscu?

        Brak narzedzi, brak umiejetnosci...
        • qqbek Re: Poprzednicy mają rację, a ja jednego nie rozu 22.01.15, 13:29
          edek40 napisał:

          > > Jak to "nie ma możliwości wymiany" lusterka na miejscu?
          >
          > Brak narzedzi, brak umiejetnosci...

          Z tego co pamiętam potrzebny był cienki plastik do podważenia zaślepki (można zastąpić pazurami, jak kto nie obcina), palce do rozłączenia kostek, dłoń do podtrzymania lusterka i druga dłoń uzbrojona w "12", żeby je odkręcić.
          To nie jest technologia rakietowa... i na pewno nawet gdy autor się na tym nie zna, to nie żyje pośrodku Bieszczadzkiej głuszy, żeby do pierwszej osoby która jest w stanie się tego podjąć aż 10 kilometrów jechać (a właściwie taszczyć auto na lawecie - chociaż taniej by było mechanikowi taksówkę zafundować, żeby do nas przyjechał - narzędzia do wymiany lusterka zmieści w kieszeni).
          • edek40 Re: Poprzednicy mają rację, a ja jednego nie rozu 22.01.15, 13:36
            > Z tego co pamiętam potrzebny był cienki plastik do podważenia zaślepki

            Obawiam sie, ze zalezy to od auta. W pickupie musze zdjac caly boczek drzwi, co jest czynnoscia o tyle upierdliwa, ze trzeba znalezc dosc dobrze ukryte sroby mocujace podlokietnik. W vanie oslone slupka. Aby to zrobic trzeba zdjac cale podszybie. Niby na zatrzaskach, ale trzeba wiedziec/wyczuc gdzie sa, aby nie polamac.

            > To nie jest technologia rakietowa...

            Wbicie kolka w sciane rowniez. A sa tacy, ktorzy wzywaja do tego specjaliste.
            • qqbek Re: Poprzednicy mają rację, a ja jednego nie rozu 22.01.15, 13:53
              Nawet zdjęcie boczka (nawet tak upierdliwie jak w BMW czyli na 10 czy 11 zatrzasków, metalowe klipsy + 2 torxy mocowane [torxy dostępne jedynie jak masz klucz z łamaną końcówką - prostym, czy też wkrętakiem nie dasz rady, bo podłokietnik zasłania]) to nie jest technologia rakietowa i wymaga co najwyżej podstawowych narzędzi :)

              Nie rozumiem, dlaczego (zakładając, że to jednak niezmiernie skomplikowane lusterko) to Mahomet nie może przyjść do góry (mechanik podjechać do auta) tylko góra musi fatygować się (zgodnie z przepisami wyłącznie na lawecie) do Mahometa?

              Co do kołka w ścianie - to nie tak. To potrafi jeszcze prawie każdy facet z mojego pokolenia (jestem z drugiej połowy lat 70-tych). Tak jak przyciąć deskę, podwatować bezpiecznik, wymienić uszczelkę (stary typ baterii) czy też wężyk z wodą (nowy typ). Ostatnio zepsuł się córce taki śmieszny renifer, jeżdżący na deskorolce (skąd go miała, nie pamiętam - w każdym razie strasznie irytująca zabawka, z którą nie była się w stanie rozstać). Przyszedł kuzyn żony (też dzieciaty już, ale sporo młodszy - ma "90" na przedzie PESEL-u) i stwierdził, że takie rzeczy są nienaprawialne, że trzeba wywalić, że żal to trzymać. No i mi pojechał po ambicji, bo odpowiedziałem, że w pół godziny naprawię. Naprawiłem w mniej niż 5 minut, bo się tylko jeden kabelek odlutował :P Ale jak zobaczył, że mam w domu lutownicę to był zdziwiony, "bo kto to teraz trzyma"? Teraz sobie w brodę pluję, bo renifer działa i jeździ przez pół salonu śpiewając "Jingle Bells" co mnie niezmiernie... (wykropkowano).

              Nie wiem, czy to zmiana podejścia do ZPT w szkole, czy po prostu bardziej konsumpcyjne (zużyj-wyrzuć), a mniej "na Adama Słodowego" (jak zepsujesz-sprawdź czy da się naprawić-jak nie to dopiero wyrzuć) podejście do życia, ale tworzymy sobie armię technicznych analfabetów w ten sposób (o górze odpadów mechanicznych, elektrotechnicznych i elektronicznych nie wspominam). Choć z drugiej strony to dobrze dla rynku pracy - przynajmniej "fachowcy" od drobnych napraw nie będą się musieli bać o pracę.
              • edek40 Re: Poprzednicy mają rację, a ja jednego nie rozu 22.01.15, 14:03
                > Nawet zdjęcie boczka (nawet tak upierdliwie jak w BMW czyli na 10 czy 11 zatrza
                > sków, metalowe klipsy + 2 torxy mocowane [torxy dostępne jedynie jak masz klucz
                > z łamaną końcówką - prostym, czy też wkrętakiem nie dasz rady, bo podłokietnik
                > zasłania]) to nie jest technologia rakietowa i wymaga co najwyżej podstawowych
                > narzędzi :)

                A zdecydowanie najwiecej checi i duszy odkrywcy.

                Gdy spowadzalem pickupa nie wiedzialem, ze ma wygieta rame. Stanalem przed wyzwaniem, polegajacym na znalezieniu fachowca, ktory zrobic cos z tym fantem. Znalazlem. Wielu. W podejciu roznili sie wylacznie cena. Laczyla ich chec naprawy tematu bez demontazu zespolu napedowego i przodu nadwozia. Hm... Przy wieloplaszczyznowym wygieciu???? Zdjelismy z sasiadem nadwozie i pake z ramy, kupilem dawce ramy, skonstruowalismy rame do polaczenia dwoch polowek ramy (tak robia we fabryce - to nie laczenie na druty). Dalo sie. Zanim jednak tego nie zrobilem, nie mialem pojecia, ze mozna to zrobic w warunkach pozawarsztatowych.
                • qqbek Re: Poprzednicy mają rację, a ja jednego nie rozu 22.01.15, 14:16
                  edek40 napisał:

                  > A zdecydowanie najwiecej checi i duszy odkrywcy.

                  Eee- latał trochę i mnie wkurzał dźwięk przy zamykaniu drzwi.
                  A do mechanika z tym nie chciałem jechać, żeby się na śmieszność nie narazić.
                  Zwłaszcza, że latał od czasu oddalonego mniej niż miesiąc od wymiany podnośnika szyby, więc podejrzewałem udział mechanika w tym "lataniu" (zresztą słusznie).
                  Tak więc "Sam Naprawiam" w dłoń (ktoś powinien WKŁ ozłocić za tą serię), kompletujemy narzędzia (kupiłem na zapas opakowanie plastykowych spinek BMW), zdjąłem boczek, skleiłem dwa pęknięte mocowania spinek (boczek jest z MDF a nie plastyku więc trzeba było zalaminować z użyciem włókna i żywicy po prostu nowe mocowania), wyjąłem pozostałe 8mm średnicy (uniwersalne) spinki, zastąpiłem je spinkami BMW (8,5mm średnicy) i lata jeżdżę już z miłym "plop" przy zamykaniu drzwi :D

                  > Gdy spowadzalem pickupa nie wiedzialem, ze ma wygieta rame. Stanalem przed wyzw
                  > aniem, polegajacym na znalezieniu fachowca, ktory zrobic cos z tym fantem. Znal
                  > azlem. Wielu. W podejciu roznili sie wylacznie cena. Laczyla ich chec naprawy t
                  > ematu bez demontazu zespolu napedowego i przodu nadwozia. Hm... Przy wieloplasz
                  > czyznowym wygieciu???? Zdjelismy z sasiadem nadwozie i pake z ramy, kupilem daw
                  > ce ramy, skonstruowalismy rame do polaczenia dwoch polowek ramy (tak robia we f
                  > abryce - to nie laczenie na druty). Dalo sie. Zanim jednak tego nie zrobilem, n
                  > ie mialem pojecia, ze mozna to zrobic w warunkach pozawarsztatowych.

                  Stąd cudzysłów gdy piszę o "fachowcach".
                  Dobrego fachowca trudno dziś spotkać.
                  Jeszcze trudniej dostać u niego termin najczęściej.
                  Takie jest niestety odwieczne "prawo natury", że na jedną "złotą rączkę" przypada przynajmniej dziewięciu partaczy-wyrobników.
              • tbernard Re: Poprzednicy mają rację, a ja jednego nie rozu 22.01.15, 14:11
                > elektrotechnicznych i elektronicznych nie wspominam). Choć z drugiej strony to
                > dobrze dla rynku pracy - przynajmniej "fachowcy" od drobnych napraw nie będą s
                > ię musieli bać o pracę.

                Ale to co napisałeś wcześniej, to właśnie wyrok. Komu oni (poza przypadkami, że to im się coś popsuje i pieniędzy na nowe mieć nie będą) będą potrzebni, jak wszyscy będą wyrzucać?
                No i do tego Twoje przechwałki, że wszystkie te naprawy, to kilka minut. W tym sęk, ze większość napraw to taki nakład czasu, że w dzisiejszych czasach coraz mniej się opłaca naprawiać, bo to koszt porównywalny do nowego.
                • qqbek Widzisz... 22.01.15, 14:29
                  ...baterii łazienkowej z powodu cieknącej rurki przyłączeniowej taki analfabeta techniczny nie wymieni sam (gdyby zapragnął nowej z powodu cieknącej rurki).
                  Ktoś mu to musi zrobić.

                  A co do napraw i nakładu czasu potrzebnego do nich - ja rozumiem, że nowoczesną elektronikę charakteryzować musi wysoka skala integracji i to już raczej musi być jednorazowe i nienaprawialne. Ale nie rozumiem dlaczego w blenderze Boscha, który mi się popsuł ostatnio (i który wywaliłem), sprzęg końcówek roboczych musiał być wykonany z plastiku a całość praktycznie w sposób "nierozbieralny". To jest pie_dolone marnotrawstwo. Wywaliłem blender, ponieważ pękł plastykowy sprzęg końcówek roboczych... wykonany z plastyku zaś tylko dla tego, żebym kupił kolejny blender (tym razem kupiłem Zelmera, bo tam była metalowa końcówka i zaczynam się zastanawiać, co zrobili z "beleczego" skoro nie to, co najłatwiej byłoby popsuć).

                  Jedna sprawa to rzeczywiście olbrzymi nakład pracy potrzebny na naprawienie jakiejś rzeczy. Ale zupełnie inną sprawą jest to, że młynek do kawy mam po dziadku, bo mój mi się zepsuł (ekspres mam stary, bez młynka) a akurat był. Młynek ma 40 lat, jest z NRD i jeszcze pewnie kilka lat posłuży. Bo był projektowany po to właśnie (by służyć latami) a nie po to, by zepsuć się po okresie gwarancji.
                  • truskava Młynek 22.01.15, 14:58
                    qqbek napisał:

                    > ... młynek do kawy mam po dziadku, bo mój mi się zepsuł (ekspres mam stary, bez młynka)
                    > a akurat był. Młynek ma 40 lat, jest z NRD i jeszcze pewnie kilka lat posłuży. Bo był
                    > projektowany po to właśnie (by służyć latami) a nie po to, by zepsuć się po okresie gwarancji.

                    Gdzieś w połowie lat '80, mimo że w domu był sprawny młynek do kawy, to mamuśka kupiła 2 kolejne - "Akurat rzucili do sklepu, to kupiłam chłopakom (w sensie: mi i bratu) będą już mieli, jak pójdą na swoje". Ja miałem wtedy jakieś 12 lat, brat - 6.
                    Rechotaliśmy z tego wtedy i potem jeszcze przez wiele lat. A teraz okazuje się, że to najlepsza część posagu.
                    • crannmer Niszczarka do kawy 23.01.15, 15:37
                      truskava napisał:
                      > A teraz okazuje się,
                      > że to najlepsza część posagu.

                      Jesli to sa typowe dla tamtych lat mlynki udarowe, czyli niszczarki do kawy, to Wam zrobila raczej niedzwiedzia przysluge.
                  • tbernard Re: Widzisz... 22.01.15, 15:36
                    Kurna mam podobnie z blenderem Braun. Główny mechanizm działa, tylko w przystawkach uchwyty/sprzęgi plastikowe wyrobiły się i nie ma możliwości dokupienia tych gówienek tylko całość.
                    • qqbek Re: Widzisz... 22.01.15, 21:29
                      tbernard napisał:

                      > Kurna mam podobnie z blenderem Braun. Główny mechanizm działa, tylko w przystaw
                      > kach uchwyty/sprzęgi plastikowe wyrobiły się i nie ma możliwości dokupienia tyc
                      > h gówienek tylko całość.

                      Otóż to.
                      Kupuj, śmieć, wymieniaj... żeby chińscy robotnicy mieli zajęcie.
                      Wszystko projektowane tak, żeby się spiep_zyć jak najszybciej.
                      Ten mój blender nie był co prawda "potworem" (600W mocy), ale no bez jaj... 600W to już prawie koń mechaniczny (no dobra, 740W to byłby "kuń", ale zawsze) i taką moc przenosić plastykowym elementem o średnicy 1cm (nawet jak poprzez wycięty w środku "krzyżyk" o głębokości ponad centymetra to co)?
                      • nazimno Re: Widzisz... 22.01.15, 21:43
                        Niedlugo wydrukujesz sobie dowolna czesc zamienna przy uzyciu drukarki 3D.

                        Sa juz takie drukarki, ktore "drukuja" nawet z materialow takich jak stopy specjalne
                        o wysokiej wytrzymalosci.

                        Plik danych CAD/CAM pobierany jest z serwera bibliteki producenta za posrednictwem sieci /internetu/ z dowolnego
                        punktu na Ziemi, a nawet w Kosmosie
                        jest dostep do internetu.

                        Na stacji ISS wlasnie przetestowano taki
                        cykl produkcyjny. Wyszlo calkiem dobrze.

                        Wiec spoko.
                        • qqbek Optymista. 22.01.15, 21:55
                          nazimno napisał:

                          > Niedlugo wydrukujesz sobie dowolna czesc zamienna przy uzyciu drukarki 3D.
                          >

                          Powiedz mi jeszcze, gdzie mogę sobie tę część wsadzić, gdy producent miast skręcić dwie połówki obudowy urządzenia zgrzeje je ze sobą lub sklei (a ABS to łamliwe tworzywo)?

                          Koszt druku 3D jeszcze przez dłuższą chwilę pozostanie wysoki (i to pomimo wysiłków jednej z polskich firm produkujących te drukarki - akurat w tej branży niczego nie musimy się wstydzić) - drukowanie nowej obudowy po to, by wymienić drobny element to też marnotrawstwo. Lepiej byłoby tę obudowę skręcić po prostu na 3-4 wkręty.

                          No i pozostaje kwestia dokładności takiego wykonania. W wypadku takiego sprzęgu mocowanego na "ścisk" (kolejny nonsens- można było nawiercić wał napędowy i połączyć to solidnie, lub wręcz wykonać wał razem ze sprzęgiem jako jeden element) znaczenie będzie miała tolerancja rzędu setnych milimetra (serio!).
                          • nazimno Re: Optymista. 22.01.15, 22:03
                            Mozna "drukowac" nawet z tytanu.

                            /proszek-pyl tytanowy jako material/.

                            www.erkenntnishorizont.de/raumfahrt/3d-drucker-im-irdischen-und-auserirdischen-einsatz/
                            Wykonywane jest to przy uzyciu lasera.

                            Potem nastepuje faza obrobki laserowej
                            matoda odparowania materialu
                            nadmiarowego w prozni /ablacja/.
                            Dokladnosc jest mikronowa.
                            Wiec spoko.

                            Wykonywano juz lopatki do turbin dla silnikow lotniczych.
                            • qqbek Re: Optymista. 22.01.15, 23:03
                              nazimno napisał:

                              > Mozna "drukowac" nawet z tytanu.
                              >
                              > /proszek-pyl tytanowy jako material/.
                              >
                              > www.erkenntnishorizont.de/raumfahrt/3d-drucker-im-irdischen-und-auserirdischen-einsatz/
                              > Wykonywane jest to przy uzyciu lasera.
                              >
                              > Potem nastepuje faza obrobki laserowej
                              > matoda odparowania materialu
                              > nadmiarowego w prozni /ablacja/.
                              > Dokladnosc jest mikronowa.
                              > Wiec spoko.
                              >
                              > Wykonywano juz lopatki do turbin dla silnikow lotniczych.

                              I te łopatki, bez dalszej obróbki maszynowej, trafiały bezpośrednio do turbin silników lotniczych?
                              Sorry- akurat o łopatkach turbin wiem więcej niż 99,99% narodu (dwa lata przepracowałem przy obróbce części lotniczych) i wiem, przez jaką obróbkę musi przejść łopatka takiej turbiny, nim trafi do silnika.
                              Może i druk 3D laserem jest precyzyjniejszą metodą niż odlew w ciemno... ale to nadal pierwszy z wielu etapów nim taka łopatka trafi gdziekolwiek.

                              Sugerowanie na podstawie tego, że ktoś sobie wydrukował surową łopatkę turbiny na drukarce 3D, tego że dokładność tego rodzaju urządzeń jest rzędu mikrometrów to bardzo grube nadużycie panie nazimno.

                              Nieobrobiona łopatka turbiny dla Izraelskiego pocisku samosterującego była warta (rozliczenia mojej byłej firmy - ale po 5 latach już mi wolno powiedzieć) 50 pensów. Po chromowaniu 2,50 funta. Po obróbce chromu 12,50 funta. Po nałożeniu kadmu i testach 20 funtów.

                              Jak śmiesz porównywać element za 0,50 do takiego za 20,00?
                              • nazimno Re: Optymista. 23.01.15, 07:51
                                Komentowalem ogolnie te technologie.
                                Nie znasz stanu technologii w laboratoriach
                                R&D, tych, ktore te prace prowadza.

                                Zapewniam Cie, ze robi sie rzeczy, o ktorych dopiero uslyszysz. Podobnie jak to jest
                                w przemysle polprzewodnikowym.
                                Tak paplac jak Ty nie bede.

                                PS
                                Okrzyczana polska drukarka 3D to taka
                                smieszna zabawka dla conajwyzej
                                modelarzy ze szkolnrgo kola hobbystow.
                              • nazimno Re: Optymista. 23.01.15, 08:31
                                Wrocilem z psem ze spacerku.
                                I po co tyle tekstu plodzisz po proznicy?

                                To tylko wiadomosc prasowa sprzed roku,
                                wiec nie musze sie niczym krepowac.

                                www.ft.com/cms/s/0/faf9040a-6bc0-11e3-a216-00144feabdc0.html#slide0


                                • nazimno Re: Optymista. 23.01.15, 08:39
                                  Siemens i turbiny gazowe:


                                  www.modernpowersystems.com/features/feature3d-printing-helping-to-shape-the-future-of-gas-turbines-4204249/
                              • nazimno Wez sie doucz: 23.01.15, 10:07

                                3dprint.com/11266/3d-printed-lpt-ge9x-777x/
                                • qqbek Re: Wez sie doucz: 23.01.15, 10:19
                                  Czytanie ze zrozumieniem.
                                  Nie kwestionuję tego, że druk trójwymiarowy pozwala na produkcję skomplikowanych elementów.
                                  Ale czepiłeś się łopatek turbin, jak rzep psiego ogona.

                                  Zrozum, że jakakolwiek będzie metoda wykonania (odlew/wydruk) to samo wykonanie to dopiero pierwszy etap (być może wydruk pozwoli pominąć pierwsze etapy obróbki skrawaniem co najwyżej), a pozostała obróbka (mechaniczna, galwaniczna, potem znów mechaniczna i znów galwaniczna) jest wielokrotnie droższa niż samo wykonanie "surowego" elementu.
                                  • nazimno krotko 23.01.15, 10:53
                                    Caly wysilek projektantow idzie w kierunku wyeliminowania obrobki mechanicznej i galwanicznej w klasycznym wydaniu na rzecz obrobki laserowej w prozni.

                                    Technika galwaniczna oparta na kapieli w elektrolitach jest zrodlem bledow wykonania.
                                    To typowy 19-wieczny syf.

                                    Warstwy o roznej strukturze mozna nakladac metoda warstwowej implantacji jonow w prozni.
                                    Dokladnosc to JEDNA WARSTWA atomow.

                                    Podobnie jest z obrobka powierzchni, ktora mozna realizowac przy uzyciu procesu
                                    odwrotnego do implantacji albo przy uzyciu ablacji laserem o ultrakrotkich impulsach.


                                    Ale to z blenderm i tak nie ma nic wspolnego.




                                    • qqbek No i? 23.01.15, 12:04
                                      Ale zasugerowałeś, że da się wydrukować łopatkę turbiny.
                                      Na chwilę obecną da się wydrukować "surówkę" takiej łopatki.
                                      Może za 10-15 lat będzie możliwe (i ekonomicznie opłacalne) obrobienie jej metodami nietradycyjnymi. Na razie nie jest.

                                      Od tego, że coś jest ekonomicznie opłacalne w przemyśle lotniczym do progu opłacalności w produkcji masowej (blender) jest jeszcze przepaść.

                                      Ergo - obróbka galwaniczna to syf, cyjanek i inne "przyjemności", ale jeszcze trochę z nami zostanie (bo po na przykład nakładać laserowo kadm na każdą narażoną na kontakt z atmosferą metalową część samolotu byłoby potwornie nieopłacalne - pomyśl ile samych takich części mają elementy podwozia i mechanizacji skrzydeł nawet w małym samolocie). Drukowanie w tytanie to przyszłość części materiałów branży lotniczej, ale nikt wahacza z tytanu do samochodu (czy tego durnego sprzęgu do blendera) nie zrobi, bo to nieopłacalne.

                                      Upowszechnienie technologii przyniesie ze sobą pewnie spadek jej cen... ale nadal do sporej części zastosowań będzie zupełnie nieopłacalna.
                                      • samspade Re: No i? 23.01.15, 12:12
                                        Wybuduja maszyna zastepujaca prace 5 robotnikow a maszyna bedzie obslugiwana przez 6 specjalistow.
                                        • nazimno Niezupelnie. 23.01.15, 12:20
                                          Nowa technologia umozliwia produkcje czesci zamiennych np. w stacji orbitalnej ISS.
                                          Do latwiejsze, niz wysylanie "przesylki" z Ziemi.

                                          I duuuuuuuuuuuuuuuuuuzoooooooo tansze.

                                          • qqbek Re: Niezupelnie. 23.01.15, 12:55
                                            Biorąc pod uwagę fakt, że koszt wyniesienia 1kg na niską orbitę to jakieś 20.000$ to nic dziwnego, że to "dużo tańsze".
                                            I o tym nie wspominasz.
                                            Ale wydrukuj za te 20.000$ jedną tonę małego auta miejskiego to pogadamy o różnicach w realiach cenowych :)
                                            • nazimno I owszem. 23.01.15, 14:23
                                              Maluch wyszedlby drozej niz Bugatti.
                                              • tbernard futurystyczne pytanie 23.01.15, 14:39
                                                Czy drukarka 3D może wydrukować swoją kopię? Bo po zakupie takiej drukarki chętnie bym się zabezpieczył na wypadek, gdyby mi się oryginalna zepsuła.
                                                Jak już do tego dojdzie, to produkcja będzie polegała na skonstruowaniu pojedynczego egzemplarza, a potem już tylko zapuścić klonowanie w postępie wykładniczym.
                                                • nazimno Produkcja klonow - czemu nie.... 23.01.15, 14:52
                                                  Wszystko zalezy od stopnia komplikacji produktu i roznorodnosci technologii czesci skladowych.
                                                  Kierunek tych zmian jest nieuchronny.
                                                  Twoje pytanie jest dzis nieco zbyt futurystyczne, ale wystarczy poczekac.

                                                  Faktem jest, ze 10 lat temu malo kto wiedzial, ze takie mozliwosci istnieja.


                  • nazimno "planowane zuzycie az do stanu zbednosci" 22.01.15, 16:05
                    "Planned obsolescence"

                    polski tekst:

                    pl.wikipedia.org/wiki/Planowane_starzenie
                    • bimota Re: "planowane zuzycie az do stanu zbednosci" 22.01.15, 16:57
                      DOKALDNIE NA TEJ SAMEJ ZASADZIE SKONSTRUOWANY JEST CZLOWIEK. TYLKO POMYSLANY NA WIECEJ NIZ 2 LATA...
                      • tbernard Re: "planowane zuzycie az do stanu zbednosci& 22.01.15, 18:27
                        Ale nachędożyłeś. Przy planowanym postarzaniu chodzi po prostu o to aby sztucznie wytworzyć a w zasadzie podtrzymać ruch w biznesie. Czyżbyś sugerował, że jest jakiś spisek zakładów pogrzebowych, zbrojeniowych i środowisk medycznych, które średnią długością życia manipulują aby każde z tych środowisk było potrzebne w pewnej liczebności?
                        • bimota Re: "planowane zuzycie az do stanu zbednosci& 22.01.15, 20:13
                          A CZY CZLOWIEKA PROJEKTOWALY ZAKALDY POGRZEBOWE... ?
                        • nazimno Re: "planowane zuzycie az do stanu zbednosci& 22.01.15, 20:33
                          Nic nie trzeba sugerowac.
                          Wystarczy przypomniec sobie afere
                          z Pavulonem w pogotowiu ratunkowym.
                          Przypadkiem udalo Ci sie trafic w sedno.
                          • tbernard Re: "planowane zuzycie az do stanu zbednosci& 22.01.15, 22:19
                            Okej, ale tamten spisek raczej nie miał zasięgu globalnego.
                            • nazimno Re: "planowane zuzycie az do stanu zbednosci& 22.01.15, 22:25
                              Wystarczy krajowy.
                              Nie ma zadnej pewnosci, ze tak sie gdzies
                              to nie odbywa....tylko kwestia czasu.
                          • bimota Re: "planowane zuzycie az do stanu zbednosci& 23.01.15, 00:54
                            NIE MOWILEM O MORDOWANIU...
                            • nazimno Re: "planowane zuzycie az do stanu zbednosci& 23.01.15, 07:41
                              Komentowalem tbernarda, a nie Ciebie.
                  • crannmer Wyleczony z Zelmera 23.01.15, 15:47
                    qqbek napisał:
                    > kupiłem Zelmera, bo tam była metalowa końcówka

                    Z Zelmera wyleczyl mnie w pelni stalowy luksusowy i swego czasu drogi czajnik elektryczny z wyswietlaczem i nastawa temperatury (CK 1004). Bylo w rodzinie kilka sztuk. We wszyskich padl bardzo krotko po gwarancji mechanizm odryglowywania pokrywki. Z racji wbudowania tam celowo podatnego na zlamanie zmeczeniowe plastikowego elementu. Podatnego na zlamanie z racji podrecznikowo niekorzystnego ksztaltu, choc mozna bylo go beznakladowo w rozwoju i produkcji zrobic odpornym na zlamanie.

                    Nie mowiac o tym, ze w stanie wybudzenia w czajniku piszczala glosno elektronika, wiec dla spokoju po kazdym gotowaniu trzeba bylo ekstra poslac go spac przez dluzsze nacisniecie przycisku On/Off. A przed nastepnym gotowaniem znowu obudzic.
                    • nazimno Musze jednak dowalic, nie wytrzymam. 23.01.15, 16:04
                      Przypominam sobie dyskusje z Panem Crannmerem na temat
                      tej calej "teorii zbednosci", jakis rok albo dwa lata temu na F.Auto.

                      Wowczas zaprzeczal on w ogole istnieniu tej plagi.
                      Pisalem o zmowie zarowkowej z okresu miedzwojennego.
                      Pan Crannmer nazwal to "urban myths".
                      A teraz .... chle-chle-chle....
                      ......na marginesie ....

                      Konkretnie mialem taki przypadek, ponizej.
                      Dokonalem sam wymiany EEPROMU w drukarce, ktora rzekomo padla.
                      Po wymianie EEPROMU na taki sam ze sprytnie wykasowanym licznikiem stron drukowanych
                      - drukarka nagle ozyla.

                      MfG, Panie Crannmer.


                    • qqbek Wiesz... ja miałem odkurzacz bezworkowy. 23.01.15, 22:55
                      Który wyprodukował Zelmer, ale ja bym się upierał, że Microsoft ("the day they'll introduce a product that doesn't suck will be the day they'll enter the vacuum cleaner market").
                      Ale pomimo tak negatywnych doświadczeń, jednak ufam tej firmie (na stanie mam kilka urządzeń, które jednak działają sporo ponad okres objęty gwarancją).
              • truskava Re: Poprzednicy mają rację, a ja jednego nie rozu 22.01.15, 14:45
                qqbek napisał:

                > (stary typ baterii)

                OT:
                Nie pamiętam gdzie, ale będąc gdzieś z Juniorem (rocznik 07) natknąłem się na wspomniany "stary typ baterii" - zaskoczyło mnie, że kompletnie nie wiedział z czym to się je.
                No ale niby skąd miał wiedzieć.

                > Nie wiem, czy to zmiana podejścia do ZPT w szkole, czy po prostu bardziej konsu
                > mpcyjne (zużyj-wyrzuć), a mniej "na Adama Słodowego" (jak zepsujesz-sprawdź czy
                > da się naprawić-jak nie to dopiero wyrzuć) podejście do życia, ale tworzymy so
                > bie armię technicznych analfabetów w ten sposób.

                To chyba troche pokłosie tego, że dawniej jak coś się popsuło, to trzeba było drutować, plastrować i reanimować do skutku, bo nowego nie było gdzie kupić.
                A teraz, gdy można kupić wszystko w każdych ilościach, a dodatkowo naprawa często jest ekonomicznie pozbawiona sensu - to się kupuje nowe. Tyle że najczęściej chłam.
              • samspade Re: Poprzednicy mają rację, a ja jednego nie rozu 22.01.15, 16:26
                qqbek napisał:


                > Nie wiem, czy to zmiana podejścia do ZPT w szkole, czy po prostu bardziej konsu
                > mpcyjne (zużyj-wyrzuć), a mniej "na Adama Słodowego" (jak zepsujesz-sprawdź czy
                > da się naprawić-jak nie to dopiero wyrzuć) podejście do życia, ale tworzymy so
                > bie armię technicznych analfabetów w ten sposób (o górze odpadów mechanicznych,
                > elektrotechnicznych i elektronicznych nie wspominam). Choć z drugiej strony to
                > dobrze dla rynku pracy - przynajmniej "fachowcy" od drobnych napraw nie będą s
                > ię musieli bać o pracę.

                Ale czy aby na pewno tworzymy armię technicznych analfabetów? A może inaczej jeżeli rzeczywiście taka armia powstaje to czy nie jest ona lepsza od armii druciarzy hodowanych do tej pory?
                • nazimno To szerszy problem, nie tylko polski.... 22.01.15, 16:48
                  W Niemczech coraz trudniej jest o interdyscyplinarnych technikow/inzynierow KONSTRUKTOROW, np. mechatronikow.

                  Mlode generacje studentow stronia od wykonywania czegokolwiek, co posiada
                  realna postac produktu/wyrobu/przedmiotu.

                  Zdecydowana wiekszosc woli pisanie w jezykach programowania niz konstruowanie.

                  Skutek jest taki, ze lebski student z Polski majacy na koncie np. projekty z robotyki
                  natychmiast po ukonczeniu studiow w Polsce znalezc moze prace w Niemczech.

                  W Polsce zreszta moze i tez, tylko rynek pracy jest znacznie wezszy.
                • qqbek Re: Poprzednicy mają rację, a ja jednego nie rozu 22.01.15, 16:55
                  Palto szykuj na epokę lodowcową po globalnym ociepleniu. Bo do tego takie podejście prowadzi. Poza tym nie mówię o druciarstwie lecz o takim projektowaniu sprzętu by był on naprawialny (jak już pisałem - za wyjątkiem elektroniki high-end - ta już raczej nie ma na to szansy przy obecnej technologii), modułowy i przede wszystkim trwały.
                  • samspade Re: Poprzednicy mają rację, a ja jednego nie rozu 22.01.15, 21:56
                    Zaczęło się od wymiany lusterka na miejscu i fachowcach. A co do naprawy uszkodzonych części to szukam części do naprawy baterii w łazience. nie powiem wpienia mnie myśl że metoda naprawy jest wymiana. w kuchni przerabialem ze z powodu uszkodzonej uszczelki bateria do wymiany. Ale w łazience komplet jednak 3 razy droższy.
                    • qqbek Wątek główny wyczerpany był w 3 pierwszych.... 23.01.15, 08:58
                      Wątek główny wyczerpany był w 3 pierwszych odpowiedziach na pytanie.
                      A my tutaj lubimy O/T ;)

                      A co do baterii - te "nowe" ceramiczne głowice też mają jedną uszczelkę (taką wyższą niż te stare) i też się da ją wymienić. Przynajmniej w markowych bateriach da się też nadal kupić wszystko oddzielnie (głowicę/regulator/uszczelki).
                      • samspade Re: Wątek główny wyczerpany był w 3 pierwszych... 23.01.15, 09:10
                        Nie pisałem o wątku głównym ale o "wychowaniu technicznym". A co do uszczelki to może i da się ją wymienić. tylko skąd ja wziąć? Może bateria była za mało markowa go zjeździłem główne sklepy hydrauliczne i nie znalazłem. A może powinienem wydrukować ja na drukarce 3D.
                        • bimota Re: Wątek główny wyczerpany był w 3 pierwszych... 23.01.15, 12:17
                          A MOZE ZA BARDZO MARKOWA...
    • a_weasley Prawo i życie 22.01.15, 15:01
      Trzymając się litery prawa, sprawa jest ewidentna: samochód bez lewego lusterka nie ma nic do szukania na drodze publicznej. Ale tak samo nie ma nic do szukania samochód ze zbitym szkiełkiem kierunkowskazu albo z zastępczą tablicą rejestracyjną za szybą, a jednak wszystkie te zjawiska występują w przyrodzie.
      Trzymając się zdrowego rozsądku (nawet w takiej dawce, jaką dysponują funkcjonariusze drogówki) należy ostrożnie, oglądając się w razie potrzeby przez ramię, dojechać do warsztatu.
      BTW miałem kiedyś panoramiczne lusterko wewnętrzne, w którym widziałem tyle, że lewe służyło tylko do tego, żeby się nie czepiali.
      • qqbek Re: Prawo i życie 22.01.15, 15:33
        Trzymając się odrobiny zdrowego rozsądku to ten, kto ma wydrukowaną na kartonie zastępczą tablice rejestracyjną często jedzie bez dopuszczenia pojazdu do ruchu (mowa o samochodach sprowadzonych, i "zagranicznych" tablicach).
        Reszta wywodu klarowna... tylko ja nadal nie rozumiem co to za kosmiczna technologia to lusterko boczne, żeby samemu nie zrobić?
        • a_weasley Re: Prawo i życie 23.01.15, 16:36
          Qqbek napisał:

          > Trzymając się odrobiny zdrowego rozsądku to ten, kto ma wydrukowaną na kartonie
          > zastępczą tablice rejestracyjną często jedzie bez dopuszczenia pojazdu do ruch
          > u (mowa o samochodach sprowadzonych, i "zagranicznych" tablicach).

          Ja nie o tym. Miałem na myśli ersatzową tablicę sporządzoną (np. w technice flamastrowej) w miejsce zniszczonej lub zgubionej. Formalnie biorąc, należałoby zgubiwszy nad morzem tablicę zaczynającą się dajmy na to na S udać się w rodzinne strony pociągiem z drugą tablicą w walizce, wyrobić nowy dowód rejestracyjny otrzymując tablice z nowymi numerami i znowu jechać nad morze.
          Aha, i koniecznie zostawić auto poza drogą publiczną, bo zostawienie na drodze publicznej pojazdu bez tablic rejestracyjnych może doprowadzić do...
          • qqbek Re: Prawo i życie 23.01.15, 17:03
            A nie łatwiej być zameldowanym w miejscu zamieszkania, sprawę załatwić w miejscowym urzędzie (jak samochód niezbędnie potrzebny to na czas wyrobienia tablic wziąć tymczasowe, czerwone).
            A nie, stój, kodeks cebulaka nie pozwala na załatwienie wszystkiego zgodnie z przepisami, jak bozia przykazała... trzeba kombinować z flamastrem :)
            • truskava Re: Prawo i życie 23.01.15, 19:35
              qqbek napisał:

              > A nie łatwiej być zameldowanym w miejscu zamieszkania...

              Pewnie łatwiej doszukać się substancji czynnej w oscillococcinum, nie mniej jednak można mieć niefart i zgubić tablicę będąc na wywczasie...
              • qqbek Re: Prawo i życie 23.01.15, 19:45
                truskava napisał:

                > Pewnie łatwiej doszukać się substancji czynnej w oscillococcinum, nie mniej jed
                > nak można mieć niefart i zgubić tablicę będąc na wywczasie...

                Znalazłem: sacharoza, źródło energii ;)
                Jak zgubisz tablicę w drodze/na wczasach to do miejsca zamieszkania możesz dojechać na podstawie zaświadczenia z Policji.
                • truskava Re: Prawo i życie 23.01.15, 19:54
                  qqbek napisał:

                  > Jak zgubisz tablicę w drodze/na wczasach to do miejsca zamieszkania możesz dojechać
                  > na podstawie zaświadczenia z Policji.

                  Aaa, to w sumie luz. No może jedynie nieco upierdliwa konieczność zgłoszenia zguby na policję (co innego, gdyby to była kradzież).
                  • qqbek Re: Prawo i życie 23.01.15, 22:41
                    truskava napisał:

                    > Aaa, to w sumie luz. No może jedynie nieco upierdliwa konieczność zgłoszenia zg
                    > uby na policję (co innego, gdyby to była kradzież).

                    No tak... ale jak ktoś tu narzeka, że jak zgubi to w wuj wie ile musi do rodziców do domu wracać, żeby zgłosić, to mnie śmieszy to.
                    Najmującym mieszkanie (choć rzeczywiście wynajmuję głównie studentom i na krótki okres) nie robię najmniejszych przeszkód w meldowaniu się na pobyt czasowy. Czy tak trudno uczciwie wynająć mieszkanie, nawet jak się gdzieś mieszka "tylko na chwilę", i płacić (po meldunku) podatki tam, gdzie się kasę zarabia (a nie we swojej wsi)?
                    To wbrew pozorom (poza upierdliwościami meldunkowymi/dot. zmiany dokumentów) wiele rzeczy bardzo upraszcza. Samochodu przerejestrować nie musisz, ale jak zgubisz tablice, to wydadzą tobie tymczasowe też w miejscu czasowego meldunku... a na tych miesiąc legalnie pojeździsz, zanim do domu po wałówę pojedziesz i formalności ze zwykłymi załatwisz.

                    Ale niektórym lepiej działać flamastrem (bo przecież kolorowy tusz do drukarki zasechł zaraz po wydrukowaniu tej aplikacji na kierownika do Biedronki... 3 lata temu), niż normalnie.
                    • a_weasley Hę? 25.01.15, 00:04
                      Qqbek napisał:

                      > jak zgubisz tablice, to wydadzą tobie tymczasowe też w miejscu czasowego meldunku..

                      Urząd Miejski w Gliwicach napisał:

                      > Tablice tymczasowe wydawane są
                      > na dojazd na przegląd techniczny,
                      > na wywóz pojazdu za granicę lub na przejazd z miejsca zakupu
                      > lub odbioru pojazdu na terenie kraju
                      > lub na badania homologacyjne pojazdu na wniosek jednostki badawczej producenta pojazdu (opisane na osobnej stronie Tablice badawcze).

                      Ja tu zgubienia tablic nie widzę.
                      • qqbek Re: Hę? 25.01.15, 01:19
                        Ja widzę "przejazd związany z koniecznością badania technicznego lub naprawy" i na tej podstawie mogą Tobie wydać czerwone tablice.
                        Tylko... to kosztuje, całe 62 zeta ekstra (a jeszcze wtórnik będzie cebulaka kosztował kolejne 53) i to już jest koszt nie do przeskoczenia.

                        (gdyby cebulak jakimś cudem był zameldowany na pobyt stały i potrzebował jedynie czasowego pozwolenia na eksploatację pojazdu, to kosztowałoby go to 19 złotych zaledwie [ponad te 53 do wydania na wtórnik])
                        • a_weasley Re: Hę? 25.01.15, 09:36
                          Na moje oko to daleko posunięta nadinterpretacja (i to nie tylko w kontekście wywodów na temat wymiany lusterka na miejscu). Aczkolwiek nie wykluczam, że są przyjaźni ludziom urzędnicy, którzy tak szeroko to interpretują.
                          Piszesz o takim wykorzystaniu tablic tymczasowych z doświadczenia czy teoretycznie?
            • a_weasley Mówię jak jest 24.01.15, 23:45
              Nie interesują mnie ani stany psychiczne, jak to określasz, cebulaków, ani młodych wykształconych z wielkich miast. Ba, to, jak można sprawę załatwić bez chwytania się pół- czy ćwierćśrodków, jest owszem ciekawe, ale ja nie o tym pisałem. Jedynie o tym, że w ruchu drogowym występują - niezgodnie z prawem, ale zgodnie ze zdrowym rozsądkiem - pojazdy z tablicami ostentacyjnie zastępczymi i nikt się ich nie czepia.
              Przypuszczam, że część tablic wyglądających jak prawdziwe też została wydrukowana na lewo, tyle że tego nie zauważamy.
              BTW najprostszym rozwiązaniem (w skali kraju) byłoby przestać się wygłupiać i powrócić do stanu, w którym szło się do odnośnego punktu z dowodem rejestracyjnym i tablicę dostawało na poczekaniu.
              • qqbek Re: Mówię jak jest 25.01.15, 01:22
                Widzisz.
                Tak może być w normalnym kraju (na przykład w Anglii, gdzie idziesz z dowodem rejestracyjnym do licencjonowanego wytwórcy tablic rejestracyjnych i tam tobie, na poczekaniu, tablice wyrabiają w takim wypadku).
                W Polsce wszystko musi być na drodze urzędniczej, bardzo skomplikowane, i związane z opłatami.
                A już co jak co, ale opłat cebulak nie zniesie.
                • a_weasley Re: Mówię jak jest 25.01.15, 09:40
                  Qqbek napisał:

                  > Widzisz.
                  > Tak może być w normalnym kraju (na przykład w Anglii, gdzie idziesz z dowodem r
                  > ejestracyjnym do licencjonowanego wytwórcy tablic rejestracyjnych i tam tobie,
                  > na poczekaniu, tablice wyrabiają w takim wypadku).
                  > W Polsce wszystko musi być na drodze urzędniczej, bardzo skomplikowane, i związ
                  > ane z opłatami.
                  > A już co jak co, ale opłat cebulak nie zniesie.

                  Poniektóry Młody Wykształcony i z Wielkiego Ośrodka też pewnie nie lubi płacić za nic (a opłaty za czynności urzędowe, bez których spokojnie można by się było obejść, to jest właśnie płacenie za nic) i łazić po urzędach po nic (ditto). Zwłaszcza jeśli przetarł się w wielkim świecie, na który się właśnie powołałeś, i widział na własne ślepia, że tak też można.
                  Albo ma swoje lata i pamięta, że w Polsce też tak było.
    • divak2 Re: Jazda bez lewego lusterka. 22.01.15, 15:55
      Ja kiedyś po utracie lewego lusterka (złamany wspornik, ale wisiało na lince regulującej) przykleiłem je taśmą do pakowania. A wymieniłem po tygodniu.
    • bimota Re: Jazda bez lewego lusterka. 22.01.15, 16:36
      KIEDYS ROZPIZDZILEM LUSERKO 200 KM OD POZNANIA. ZDAJE SIE, ZE JESZCZE TAK DOJECHALEM DO CZESTOCHOWY I Z POWROTEM. NIE PAMIETAM JUZ JAK DLUGO JESZCZE BEZ NIEGO JEZDZILEM...
      • bimota Re: Jazda bez lewego lusterka. 22.01.15, 16:37
        NO ALE TERAZ MAMY POLICYJNE PANSTWO TUSKOWE...
        • a_weasley Tam zaraz policyjne... 25.01.15, 10:07
          Jestem ostatnią osobą, która by broniła Platformy w ogóle, a Słońca Peru w szczególności, ale nie przesadzajmy. Nie widzę różnicy między drogówką za rządów PiS a obecnie.
          W ogólności ciekaw jestem, czy ktoś z przedmówców ostrzegających przed niechybnym zapakowaniem pojazdu na lawetę z powodu braku lusterka ma jakieś konkretne informacje (tzn. zna przypadek, że kogoś to spotkało albo przynajmniej zatrzymali mu dowód).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka