beor
15.09.04, 12:39
Witam!
Chcę się podzielić dwoma wczorajszymi przypadkami.
1. około 17 most Siekierkowski, 2,5 km korka.
Toczę się środkowym pasem, powoli, jak wszyscy w około. Nagle z prawego pasa
zaczyna wjeżdżać na mój pas srebrna Laguna nr WF40324. Delikatnie daję znać
klaksonem, że go nie wpuszczam i że zajeżdża mi drogę. Kmiotek jakby nie
słyszał, wjeżdża dalej. Ponownie sygnalizuję klaksonem niestosowność
zachowania. Nic, gość wjeżdża, zajeżdża mi drogę (wszystko przy bardzo małej
prędkości) wreszcie zatrzymuje się na wpół na moim pasie, na wpół na swoim.
Ja też staję, bo mam 10 cm do jego lewych tylnych drzwi. Kmiotek otwiera
drzwi, przerywa rozmowę przez trzymany w ręku telefon komórkowy i zaczyna
psioczyć. Dookoła jest dość głośno, ale ze strzępoków słów orientuję się, że
ON MIAŁ PIERSZEŃSTWO, był przecież z prawej strony...
2. Żeromskiego w Warszawie, godzina 21, ciemno
Jadę trochę za szybko, zwłaszcza, że mijam Komende, mocnej hamuję, bo na
skrzyżowaniu z Makuszyńskiego mam już żółte. Gdy staję jako pierwszy (z lewej
strony szerokiego pojedynczego pasa ruchu) nade mną pali się już czerwone. W
lusterku widzę, że jadąca 20 metrów za mną biała Corsa WX..... wzruca lewy
kierunkowskaz, zjeżdża przez podwójną ciągłą na (wolny już teraz, wszak jest
czerwone) przeciwległy pas i z piskiem skręca w lewo (WOW! z kierunkowskazem!
Matołek zna przepisy!). Facet w Maluchu, który właśnie ruszał z
Makuszyńskiego z lewej strony (miał jak mu się zdawało zielone) stał jeszcze
20 sekund, zanim otrząsnął się, podziękował za uratowane życie i przejechał
przez skrzyżowanie.
Skąd się takie Kmioty i Matoły biorą? Rodzą sia na kamieniach? Wychodzą z
zapomnianych kup gnoju i nocami ciągną do ludzkich siedzib?