Dodaj do ulubionych

Chciałabym i boję się

IP: *.torun.mm.pl 09.02.05, 16:42
Odebrałam prawo jazdy i wczoraj po raz pierwszy wyjechałam (z mężem, naszym
nowym samochodem) na miasto. Tragedia!! Na kursie radziłam sobie dobrze,
egzamin zdałam za pierwszym razem śpiewająco - a tu nagle koszmar. Nogi
miałam miękkie, ręce się trzęsły, samochód gasł, panika i zero praktycznej
orientacji, mało nie wjechałam w faceta... Jak na początku kursu albo i
gorzej.
I tak czytam to forum, a Wy wszyscy tacy wyjadacze, i do tego suchej nitki
nie zostawiacie na mniej wydolnych kierowcach, płakać mi się chce. Napiszcie
jak sami byliście początkujący, jak sobie radziliście ze stresem i brakiem
doświadczenia, a może jakieś rady?
Obserwuj wątek
    • emes-nju Re: Chciałabym i boję się 09.02.05, 16:58
      He, he...

      Jak pierwszy raz wyjechalem po prawku na miasto to malo sie nie posr... Tym bardziej, ze jechalem z moja staruszka, autem rodzicow. Jechalem prawie po krawezniku z taka predkoscia, ze w koncu wkurzylem nawet, zajmujaca prawy fotel, rodzicielke ;-)

      Nie lam sie, nie wszyscy na tym forum gonia poczatkujacych.

      pzdr
      • Gość: misiu Re: Chciałabym i boję się IP: 5.2.* / *.chello.pl 09.02.05, 17:23
        Następnego dnia po odebraniu prawka pojechałem 150km do teściów. Bez odrobiny
        strachu. :-)
        Grunt to dobra szkoła jazdy i pewność tego, czego się nauczyło. :-D
        • emes-nju Re: Chciałabym i boję się 11.02.05, 12:15
          Gość portalu: misiu napisał(a):

          > Grunt to dobra szkoła jazdy i pewność tego, czego się nauczyło. :-D


          Wiesz, taka pewnosc zabija. Wynika najczesciej z braku wyobrazni bo nie ma szkoly na tyle dobrej, zeby nauczyc wszystkiego, co moze sie na drodze zdarzyc.

          Pomijam juz takie drobiazgi jak koniecznosc przesiadki z obowiazkowego wtedy malucha (w ktorym, z racji wzrostu, nie slyszalem silnika bo mi kolana uszy zatykaly) do znacznie wiekszego auta. Po kilkunastu latach za kolkiem moge wreszcie powiedziec, ze przesiadki z samochodu do samochodu dopiero przestaja robic na mnie wrazenie.
          • misiu-1 Re: Chciałabym i boję się 28.04.05, 19:27
            emes-nju napisał:

            > > Grunt to dobra szkoła jazdy i pewność tego, czego się nauczyło. :-D

            > Wiesz, taka pewnosc zabija. Wynika najczesciej z braku wyobrazni bo nie ma
            > szkoly na tyle dobrej, zeby nauczyc wszystkiego, co moze sie na drodze
            > zdarzyc.

            Nie napisałem, że szkoła jazdy nauczy prawidłowych reakcji w każdej sytuacji na
            drodze. Powinna jednak nauczyć spokojnej i pewnej jazdy. Kierowca, który sam
            dobrze nie wie, jak ma jechać, bywa czasem nie mniejszym zagrożeniem niż pirat
            drogowy.
    • Gość: beata Re: Chciałabym i boję się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.05, 17:40
      przez pierwsze dwa tygodnie przed jazdą, musiałam korzystać z ubikacji, ból
      brzucha, rzucanie kluczykami, potem było trochę lepiej. Teraz zimą wrócił
      strach , ale juz zaczynam sobie z tym radzić. Głowa do góry, ten strach minie,
      nie ma nikogo, na kogo można zwalić, tak całą odpowiedzialność spychałaś na
      instruktora, poza tym to Twój samochód, Twoje kłopoty

      powodzenia :)
    • Gość: A Re: Chciałabym i boję się IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl 09.02.05, 18:20
      Ja pierwszy raz wyjechałem na autostradę, 60 km do Lozanny, później po Lozannie
      trochę, nawet fajnie było, tylko trochę się zdenerwowałem, bo później miałem
      wilczy apetyt. Jak wracałem spadł ogromny deszcz i zobaczyłem co to aquaplanning...

      Polecam uczyć się jeździć za granicą, tam wszyscy przestrzegają przepisów i są
      kulturalni.
    • kicia7 Re: Chciałabym i boję się 09.02.05, 22:08
      Ja między kursem, a pierwszym samodzielnym wyjechaniem na miasto miałam 7 lat
      przerwy. Najpierw przez kilka dni woziłam się po osiedlu z oszałamiającą
      prędkością 20-30 km/h. Na miasto wyjechałam sobie w długi majowy weekend, więc
      byłam prawie sama na drodze. Może spróbuj w weekend rano? A w obyciu z
      samochodem bardzo mi pomogło jeżdżenie za miastem po mało uczęszczanych
      drogach. Gdzieś do 2000 km miałam szczękościsk i palce obolałe od ściskania
      kierownicy, ale potem stopniowo przeszło. Powodzenia.
    • callafior Re: Chciałabym i boję się 10.02.05, 17:04
      Nie wiem jak to możliwe. Albo się umie jechać albo nie. No chyba że na kursie
      jechałaś w ten sposób że wykonywałaś bezmyślnie polecenia instruktora, będąc
      jedynie "operatorem mechanicznym samochodu".
      ---------
      Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze, będziesz mieć dwa dni wolnego...
      • Gość: Ucząca się Re: Chciałabym i boję się IP: *.aster.pl / *.aster.pl 31.03.05, 22:28
        Dzisiaj właśnie byłam takim bezmyślnym "operatorem mechanicznym samochodu".

        Dostałam dzisiaj innego instruktora niż zwykle i była to męka! Gość nie
        mówił: "jedziemy tam, a tam", ale: "skęć w lewo, w prawo, gaz, zmień bieg,
        hamulec". A w przerwach robił mi wykłady na temat skutków gapiostwa i
        odpowiedzialności cywilno-karnej. Do tego regularnie mi łapał za kierownicę. W
        końcu całkowicie wyłączyłam sie z myślenia... no może niezupełnie... myślałam
        tylko o jednym "kiedy koniec?!". Do tego rozklekotany samochód, który zupełnie
        mi nie leżał i nad którym nie potrafiłam zapanować. Czułam się paskudnie!!!! Po
        takiej jeździe można zwątpić, że sie człowiek kiedykolwiek czegokolwiek nauczy.
    • jaro_ss Re: Chciałabym i boję się 10.02.05, 17:14
      Pierwszy raz samodzielnie wybrałem się po mamę na dworzec - jeszcze bez prawka,
      ale to kwesja swoistej nadopiekuńczości do rodzicielki w młodzieńczych
      porywach...

      Pierwszy "poważny raz", podjąłem się prowadzenia Żuka w spółdzielni
      studenckiej - sprzątanie przystanków - po prostu z braku pieniędzy, była to
      intratna fucha i musiałem zablefoweać aby się wkręcić, bo.... doświadczenie
      miałem z fiata 126p... z rodzicami obok, (i z 125 na kursie, ale ile to tej
      jazdy jest na kursie)... Po prostu stwierdziłem, że wszystko jest dla ludzi, a
      każdy manewr muszę przemyśleć, przewidzieć i być bardzo ostrożny. Jakoś tą całą
      budą spokojnie ruszyłem, i po jakimś czasie nauczyem się korzystać z prawego i
      lewego lusterka (przy zmianie pasów "z ambony" nie widać czy pasy są wolne -
      jak w osobówce), trzeba sprawdzać lusterka i cofać na lusterka... bo szybkę
      często zasłania buda i ładunek....

      Praca była od 21 do 7 rano... jak wychodziłem z auta, to miałem dość miękkie
      nogi - za zmęczenia... potem jeszcze kąpiel i jak zamykałem oczy, to widziałem
      tylko drogę, pobocze i drzewa w ruchu... nieraz tak było cały tydzień.. i
      jeszcze na zajęcia... ale fajnie było.... Tylko wykładowcy się ze mnie
      podśmiewali, bo często usypiałem, ale jak wiedzieli, że mimo to nauka idzie mi
      nieźle to zostawiali w spokoju...

      Na Żuku i Tarpanie zdobyłem pierwsze samodzielne szlify i ... jakoś turlam się
      w miarę bezpiecznie do dziś.
    • cereusfoto Re: Chciałabym i boję się 11.02.05, 12:28
      Przede wszystkim o ile to możliwe ; nigdy nie jedź ( przynajmniej do momentu
      gdy nie poczujesz się sam pewnie za kółkiem )z mężem zwłaszcza z takim, który
      ma prawko od dawna!
      Ja prawo robiłam w 1997 r. , a dopiero pół roku temu zaczęłam jeździć. Nie
      powiem kilka godzin jazdy na L-ce i wio - zmuszona byłam, bo albo jadę
      samochodem do pracy 20 min. albo MPK 1,5 h. Co byś wybrała? Ja się długo nie
      zastanawiałam. Zresztą zdecydowanie uwielbiam jazdę po mieście. Zawsze
      żartuję , że przynajmniej w mieście jest wszystko czarno na białym ( vice
      versa ). Pierwsze dwa - trzy dni wspominam tak sobie - nie miałam objawów typu
      nogi jak z waty, ale nieźle się stresowałam samą jazdą - zwłaszcza w korku.
      Przyjeżdżałam do domu z mocno zaciśniętymi na kierownicy spoconymi dłońmi. Tyle
      pamiętam. Potem poleciało samo; musisz ( wiem, że trudno tak doradzać ) po
      prostu zacząć sama jeździć, no i musisz mieć jakąś motywację , żeby wsiąść do
      tego samochodu, a nie tylko ,że chcesz się przejechać. Przynajmniej to na mnie
      podziałało. Teraz szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie, że mogłabym się gdzieś
      ruszyć bez samochodu ( wiem, że to też nie dobrze ! ale cóż ).
      Pozdrawiam i życzę więcej odwagi.
      • pauli7 Re: Chciałabym i boję się 11.02.05, 13:53
        > Przede wszystkim o ile to możliwe ; nigdy nie jedź ( przynajmniej do momentu
        > gdy nie poczujesz się sam pewnie za kółkiem )z mężem zwłaszcza z takim, który
        > ma prawko od dawna!
        hmm, no nie wiem, zawsze to jakies wsparcie, no i jest szansa ze krzyknie
        hamuj! albo uwazaj!:))) chyba, ze nerwus, to moze rzeczywiscie lepiej z kims
        innym...
        przyklej sobie na szybe zielony listek i unikaj na razie lewego pasa - no,
        oczywiscie pomijam manewr skrecania w lewo, chodzi mi o wiezienie sie
        niepewnym 'krokiem' i przytrzymywanie niecierpliwcow znajdujacych sie z tylu -
        i bedzie dobrze, jak lubisz jezdzic, to sie szybko oswoisz:) co nie znaczy, ze
        sie szybko nauczysz, bo to wymaga praktyki i juz:))
        powodzenia:)

        Pauli
        • emes-nju Re: Chciałabym i boję się 11.02.05, 14:17
          pauli7 napisała:

          > > Przede wszystkim o ile to możliwe ; nigdy nie jedź ( przynajmniej do
          > > momentu gdy nie poczujesz się sam pewnie za kółkiem )z mężem zwłaszcza z
          > > takim, który ma prawko od dawna!

          > hmm, no nie wiem, zawsze to jakies wsparcie, no i jest szansa ze krzyknie
          > hamuj! albo uwazaj!:))) chyba, ze nerwus, to moze rzeczywiscie lepiej z kims
          > innym...


          Z prawego fotela zawsze wszystko widac inaczej. Jezeli pasazer nie umie sie zamknac to lepiej, zeby go nie bylo - w koncu bardzo wielu z nas uczylo sie jezdzic samemu i zyje.

          Prosty przyklad. Moja osobista nie lubi prowadzic jak jade obok niej (chyba, ze jestem znieczulony) bo jestem dosc nerwowy (skutki nerwowej pracy...). Nie zebym darl sie na nia bo nie ma powodow - po prostu za glosno boje sie innych kierowcow :-) Jak ona siada na prawym fotelu zachowuje sie tak samo :-))) I zupelnie nie przyjmuje do wiadomosci, ze tak jest. Ja musze sluchac jej reakcji, ona moich nie. A problem tkwi w tym, ze kierowca wie, ze np. zaraz bedzie hamowal, a pasazer nie, wiec sie boi. Niektorzy nie potrafia powstrzymac werbalizacji tego strachu ;-)
    • Gość: Katarzyna dasz rade, zobaczysz IP: *.spl.sas.com / 213.241.42.* 11.02.05, 13:50
      Słuchaj, nawet Ci co mówią że tacy z nich rajdowcy tylko blefują. Początki są
      trudne dla wszystkich. Porozmawiaj sobie z ludzmi to Ci powiedzą. Ja tez jestem
      na poczatku, wyjezdziłam nawet przed zdaniem egzaminu sporo godzin, nauczyłam
      sie dość dobrze jeździć jak twierdził instruktor...i oblewałam egzaminy ze
      stresu. Zdałam dopiero na środkach uspokajajacych...no ale tak jezdzić nie
      radze. Po prostu zacznij jezdzić jakąs konkretną trase na poczatek, tak z
      tydzien. Poza tym nowe tereny objezdzaj sobie poza godzinami szczytu, pozny
      wieczor czy weekendy ale tez ie w godzinach szczytu. Poza tym nie wiem czy twoj
      maz nie nalezy do krzykaczy typu: co robisz?! NO JEDŹ! - jak tak, to musisz
      jezdzic sama. Ja przez pierwszy tydzien mialam biegunke, mokre rece, kamienny
      kark i cale mnostwo innych objewow stresu. Sama zdecydowalam o jezdzie 400 km w
      trasie dopiero po 2 miesiacach prowadzenia po miescie. No i oczy miej szeroko
      otwarte, sama nieraz brykne jakiegos babola, ale i mnie nieraz ktos zajedzie,
      wyjedzie i trzeba miec refleks. Daj sobie 2 tygodnie na uspokojenie za
      kierownica i z czasem polubisz jazde i przestaniesz sie tak bac. Ale jezdzic
      musisz codziennie, bez zadnych wymowek. Acha - ku rozbawieniu innych, dodam
      jeszcze ze pierwszy tydzien startowalam za kazdym razem z wizgiem opon (czego
      nienawidze), bo nie umialam sie dopasowac do sprzegla i gazu, uczylam sie na
      fiacie punto a jezdze Honda. Do tego czasem mi tez gasł silnik, bo zbyt
      gwaltownie odskakuje sprzeglo. Wszystko wymaga troche czasu i cierpliwosci. Na
      szczescie moj maz i przyjaciolka to wierni i zyczliwi ludzie, wierzyli we mnie
      chyba wiecej niz ja sama. :)
      • chefot Re: dasz rade, zobaczysz 13.02.05, 19:35
        to jest przerażające :ooo
      • Gość: fido Re: dasz rade, zobaczysz IP: 83.17.* / *.internetdsl.tpnet.pl 17.04.05, 08:04
        No wlasnie "istniejecie na drodze" dzieki Puntom i innym "samojezdzidłom" bo w
        czasach Syren np. nie ruszyły byście z miejsca nawet.
        • Gość: hi Re: dasz rade, zobaczysz IP: *.petrus.com.pl 24.06.05, 18:33
          moja mama właśnie na syrenie się dobrze nauczyła jeździć
    • brtlmj Re: Chciałabym i boję się 11.02.05, 14:10
      > Odebrałam prawo jazdy i wczoraj po raz pierwszy wyjechałam (z mężem, naszym
      > nowym samochodem) na miasto. Tragedia!! Na kursie radziłam sobie dobrze,

      Bo widzisz, najgorzej to jezdzic z kims znajomym ;-) Jezeli nie czujesz sie
      pewnie to dokup sobie pare godzin jazd z instruktorem. Ale pozniej jedz juz
      sama, inaczej tylko udajesz ze sie uczysz.

      Bartek.
      • Gość: roma Re: Chciałabym i boję się IP: *.pool80182.interbusiness.it 11.02.05, 14:38
        a ja nawet nie pamietam pierwszych jazd. Wsiadlam w auto i pojechalam odebrac
        prawko, a potem przez Krakow gdzies tam. Mialam inne sprawy na glowie
        (zakochalam sie po uszy i tak tez mam do dzis :-) a bedzie juz ze dwa lata).
        Jezdzilam sama, robilam glupie rzeczy, duzo technicznych bledow ale autko
        przezylo, troche wyklepac, nowy lakier i mozna smigac. Kazdy popelnia bledy.
        Nie ma co sie za bardzo przejmowac. Byle nie przegiac w druga strone, zycie
        jest jedno
    • Gość: Gosia Re: Chciałabym i boję się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.05, 14:32
      Wszyscy na początku się boją, no chyba że głupi... :-)
      Ja na początku jeździłam późnym wieczorem, po ulicach o bardzo małym natężeniu
      ruchu. Donikąd. Krążyłam po znajomych ulicach, żeby przełamac pierwszy strach
      samodzielności :-)
      Po kilku dniach zaczęłam jeździć w potrzebie ale starałam się jeździć trasami
      które znałam. I tak zdarzało mi się zatrzymać na poboczu "dla złapania
      oddechu":-)
      Pamiętam swój pierwszy wyjazd do pracy.
      Myslałam, że już dobrze sobie radzę... he he. Jak zobaczyłam ten cały poranny
      sajgon, tych rajdowców wyprzdzających gdzie popadnie, wciskających się na
      chama, byle szybciej, co tam przepisy... z lekka mnie sparaliżowało :-)

      Jak widzisz kazdy ma trudne początki. Najważniejsze przełamać strach i jeździć.
      Wiem, że łatwo się mówi ale nie ma innego sposobu.

      I jeszcze tylko chciałam Cię przestrzec przed następnym etapem. Nadejdzie
      moment, kiedy poczujesz się pewnie za kierownicą. Zbyt pewnie. Będziesz się
      śmiała z pierwszych obaw. Okaże się, że prowadzenie samochodu to bułka z
      masłem. Wyda Ci się, że jesteś mistrzem kierownicy. I to jest najlepszy moment
      na spowodowanie wypadku...
    • Gość: Anika Re: Chciałabym i boję się IP: *.producer.pl 11.02.05, 14:34
      I ważne - u mnie się sprawdziło: nie rezygnuj! Każda przerwa - kilka dni,
      tygodni - na początku sprawiała że stres był większy. Więc zamiast szukać
      wymówek "dziś ładna pogoda, pójdę pieszo, a może autobus" - wsiadaj i jedź!
      Każda przejażdżka to nowe doświadczenie. A po pierwszej dłuższej trasie to
      dopiero się fajnie robi :)
    • vatseq Re: Chciałabym i boję się 11.02.05, 15:40
      Może spróbuj tak:
      1. zacznij od jazdy po bocznych drogach, by wyczuć auto: jak przyspiesza, jak
      hamuje, jak reaguje na kierownicę. Nich z domu za miasto prowadzi ktoś inny
      (mąż), a potem zmiana bociana.
      2. jak będziesz czuć dynamikę auta odważ się na wyprzedzanie - wiem, że to
      trudno może przyjść,
      3. kontroluj się: czy przypadkiem nie masz napiętych niepotrzebnie mięśni - to
      ważne, bo automatycznie powoduje napięcie nerwowe! Nie zaciskaj kierownicy w
      rękach, nie kładź się na kierownicy.
      4. Następny krok: małe miasto. Pokręć się po nim, mały trening przed dużym miastem.
      5. Nigdy NIE ZWAŻAJ na uwagi typu: "Możesz jechać, prawa wolna": to TY
      decydujesz, kiedy jechać nawet, jeśli przepuścisz okazję do włączenia się do
      ruchu, to NIC się NIE STANIE! Ty również odpowiadasz za bezpieczeństwo swoje i
      pasażerów.

      I tyle, teraz tylko trenować.

      vatseq

      PS Jak jechałem pierwszy raz sam, to też nogi miałem z waty :-)
      • Gość: ultra75 Re: Chciałabym i boję się IP: 212.160.93.* 11.02.05, 16:39
        Pewnie potwórzę to, co już wyżej napisano, ale z własnego doświadczenia wiem,
        że tak naprawdę umiejętności jeździeckie zdobywa się, kiedy sie odważy na
        samodzielną jazdę - właśnie bez żadnych porad typu "prawa
        wolna", "wyprzedzaj", "przyspiesz" itd. Pierwsze jazdy są doświadczeniem
        naprawdę traumatycznym, ale z każdą kolejną "razą" jest lepiej.
        Pamiętam, że jak pierwszy raz sama pojechałam do pracy samochodem ;-) (czyli
        malaczem), to ręcę mi się jeszcze trzęsły przez godzinę i plecy miałam prawie
        całe mokre :-)! Ale z każdym dniem było coraz lepiej, w końcu najbardziej
        lubiłam jeździć własnie sama, bez żadnych pomocników.
        Tak na pocieszenie napiszę autorce wątku, że staram sie być wyrozumiała dla
        początkujących kierowców z liściem i sama też mam raczej pozytywne doświadcznia
        z czasów "liściowych" :-).
    • annika_vik Re: Chciałabym i boję się 11.02.05, 16:28
      Juz nie pamietam jak to bylo, bo prawko zrobilam w przepisowym wowczas wieku
      lat 16 i poczekalam pare miesiecy do 17 urodzin, zeby je odebrac :)
      Natomiast pamietam jak to bylo kiedy przeprowadzilam sie do duzego miasta z
      tramwajami (okropne przecinaki). Wzielam dodatkowe lekcje, ktore generalnie
      wygladaly tak, ze ja sobie jechalam, a instruktor gadal przez telefon cala
      godzine... Niemniej jednak zwiedzilismy wszystkie skrzyzowania z tramwajami, a
      ja nie mialam stresu, ze rozwale sobie samochod.
      Potem zaczelam jezdzic sama po nocy, jakies dwa razy po polnocy zjezdzilam
      najwazniejsze dla mnie miejsca.
      Jeszcze przez krotki czas unikalam szczegolnie trudnych lub zatloczonych
      skrzyzowan, a potem juz bylo ok.
      Przypomnialo mi sie teraz, ze na poczatku mojej jazdy (jeszcze samochodem
      rodzicow) unikalam parkowania w trudnych miejscach, wolalam kawalek przejsc niz
      pakowac sie w trudny teren.

      Wydaje mi sie, ze tak jak z cala inna masa manualnych czynnosci trzeba sobie
      wyrobic "pamiec miesniowa", pewna praktyke. Sa tacy, ktorzy rzucaja sie na
      gleboka wode i pod tramwaje od razu, ja wolalam poobserwowac ruch uliczny
      najpierw i na dobre mi to wyszlo.

      Jazda samochodem to nie chodzenie piechota. Lepiej troche nadlozyc drogi,
      potrwa to moze dodatkowa minute, a sie nie stresowac. Dopiero stres i panika za
      kolkiem sa grozne.
    • Gość: iza Re: Chciałabym i boję się IP: *.torun.mm.pl 11.02.05, 17:19
      Dzięki serdeczne za wszystkie podpowiedzi. Na szczęście mój mąż jest bardzo
      spokojny i wyrozumiały i w samochodzie wcale się nie odzywa, chyba że go o coś
      pytam, albo żeby powiedzieć, że świetnie sobie radzę. Nie próbuje ani strofować
      ani podpowiadać. Jakoś na razie pewniej się z nim czuję.
      Już druga jazda była lepsza. W niedzielę następna. :)
      • cereusfoto Re: Chciałabym i boję się 11.02.05, 18:28
        A czemu nie dzisiaj, czy jutro? a dopiero w niedzielę. Nie szukaj wymówek. To
        jest najgorsze. Wsiadaj za kierownicę i jedź, bo się nie nauczysz...
    • kinia_czapla Bedzie dobrze 11.02.05, 20:02
      Dobrze, ze miałaś kogoś obok siebie, ale to oparcie mogło byc z drugiej strony
      stresujące. Ja nie lubię jeździc z moim mężczyzną, bo wtedy moj zmysł kierowcy
      przepada. Najlepiej wsiąść samemu do auta, jechać gdziekolwiemk, jednak przy
      małym natężeniu ruchu.
      • kamaoka Re: Bedzie dobrze 11.02.05, 21:30
        wszyscy co pisali - maja racje:)
        po prostu - jezdzic, jezdzic, jezdzic
        i powiem tyle - prawo jazdy mam juz 1,5 roku, czuje sie pewnie, ale nei az tak
        bardzo jak niektorzy, gdy jade z kims na kim mi bardzo zalezy (moj chlopak:)
        moj zmysl kierowcy przepada - tak jak juz jedna dziewcztyna napisala:) po
        prostu tragedia - sama czy z mama - swietnie soei radze, rodzice uwazaja ze
        bardzo dobrze prowadze samochod, ale przy chlopaku - tragedia:) ale to etz
        kwestia przyzwyczajenia - bo chlopak nowy:)
        generalnie - uwielbiam jezdzic sama, moge tez z mama, jest fanatysczna jako
        pasazer, pameitam ze jak tylko sie uczylam to poejchalysmy za maisto zebym
        mogla pzonac nasz samochod (zupelnie cos innego niz to glupie punto) i robilma
        tak straszne rzeczy z tym samochodem, pamietam ze musialam wyprzdzic ciagnik
        (matko, to wyprzedzanie na poczatku jest najgorsze, hehe, wolalam sie wlec za
        tirem niz go wyprzedzic:P) i jak go wyprzedzalam to za mocno zarzucilo mnie an
        lewa strone, zarylam o pobocze a moja wspaniala mama spokojnie "delikatnie,
        teraz go wyprzedz i wroc na swoj pas" zadnego krzyku "co ty wyrabiasz!" itp,
        byla cudowna:)
        heh, pocztaki sa zawsze najgorsze, potem, tez ktos amdrze zwrocil uwage,
        przychodzi moment ze czujesz sie pewnie - zbyt pewnie, ja juz miaalm taki
        moment, i naparwde trzeba uwazac:)
        teraz mieszkam w wawie (studia) i mysle z przerazeniem ze bede musiala kiedys
        tam anuczyc sie jezdzic po takim miescie:) i tez myslalam zeby wziac dodatkowe
        lekcje, jak pisala jedna z internautek:) ale w sumie ejscze dluugi zcas przede
        mna:)
        pozdrawiam
        aha, pzrede wszystkim jedz swoim tempem, chocby to mialo byc 40km/h w miescie
        (choc to w sumie jeno o 10km mniej od przepisowych:P) niech trabia,
        wyprzedzaja, kiwaja z politowaniem na babe za kierownica - ty ejdz swoim
        tempem, byle nie tamowac ruchu:), mialam cudownego instruktora ktory gdy ktos
        na mnie trabil bo mi np. zgasl samochod na swiatlach to wychylal sie z okna i
        pozdrawial amerykanksim znakiem pokoju:) i mowil "nie przejmuj sie tym ch.. sam
        kiedy sie uczyl i teraz sie wyzywa", to nauczylo mnie jedengo - ja mam trzymac
        sie przepisow, a jak kogos denerwuje ze jade 50km/h w meiscie (srednie miasto,
        a nie wawa gdzie nikt tego nie przestrzega) to niech sie ugryzie w nos, i nie
        czuje sie gorszym kierowac przez to tylko ze jestem dziewczyna, mloda, do etgo
        blondynka:)
    • Gość: kasia Re: Chciałabym i boję się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.02.05, 23:09
      Witam!
      Każdy kiedys zaczynał i nie ma się czego wstydzić!!
      Ja robiłam prawko w 2000r. (na przełomie lutego i marca), potem nie jeździłam,
      bo w domu nie było samochodu.
      Ale zebrałam trochę pieniążków i w listopadzie 2003r. zdecydowałam się kupić
      autko. Nowe. Przedtem wzięłam kilka lekcji, żeby sobie przypomnieć co i jak.
      tak się złożyło, ze ostatnią jazdę miałam w niedzielę, a autko odbierałam w
      poniedziałek. Do salonu pojechałam z rodzicami. I co sie stało? W pewnym
      momencie tato wraca do domu (pod pretekstem pracy),a mama zostaje. Z salonu
      wyjechałam sama, bez doswiadczonego kierowcy obok, z osobą bez prawka obok
      siebie (tylko z mamą). Fakt, z salomu do domu niedaleko, ale listoppad, godz.
      po 16.00, szaro na dworze, siąpiacy deszcz. Warunki średnie. Ale dojechałam,
      ręce od potu mokre, ale mój pierwszy przejazd. Do dziś jak jadę to trasą to
      czuje sentyment. Potem jeszcze wyjazd na stację po paliwo. Długo potem się
      dowiedziałam, dlaczego ojciec wyszedł z salonu. Nie z powodu pracy, ale
      strachu, panicznego strachu, bał sie nieziemsko (sam nie ma prawa jazdy). A
      ja?? Strach na pewno był, ale go trzeba było od razu pokonać, bo jesli bym się
      poddała, to każde gorsze warunki by mogły mnie paralizować, a tak jest ok. Na
      drugi dzień po południu jechałam i zrobiłam przeszło 30 km (byłam w pracy). W
      drodze powrotnej lał straszny deszcz, niewiele było widać. Po dwóch kolejnych
      dniach tez jechałam 30 km i wracałam w "mleku", nic poza przodem autka nie było
      widać. W następnym tygodniu na drodze spotkałam gołoledź. Taki bywa w Polsce
      koniec listopada. Wszystko spokojnie, bez nerwów. Zdarzyło się, ze samochód mi
      zgasł z powodu zbyt gwałtownych ruchów, ale to problem wielu "świezych"
      kierowców". Trzeba wyłączyć i włączyć i ruszyć od nowa. Takie przygody chyba
      się zdarzały wielu osobom.
      Długo później się dowiedziałam od osób z rodziny (które w pracy rozmawiały ze
      znajomymi), że byłam b. odważna decydując się na samodzielną jazde z salonu.
      Ponoć wielu starych wyjadaczy, starych samochodziarzy, kupując samochód,
      wymieniając na nowy, nowszy, jedzie do salonu z innym kierowcą. Tylko po pto,
      by samemu nie wracać, by by był ktoś kto na duchu wesprze. A ja sama. Nie wiem,
      jak to jest, ale tak słyszałam.
      Pozdrawiam.
      Kasia
    • Gość: abetta Re: Chciałabym i boję się IP: *.netcontrol.pl 12.02.05, 00:23
      a ile ja wylałam łez..., że nie umiem jeździć
      teraz wiem, że zrobiłam błąd bo powinnam jeżdzić z obcym a nie moim mężem
      w końcu rok temu-2003 w listopadzie powiedziałam definitywnie -koniec jestem
      tępolem i nigdy nie nauczę się jeżdzić-trudno nie kazdy musi wszystko umieć,
      mój mąż w końcu też zrezygnował-najpierw pokrzykiwał na mnie póxniej namawiał
      do wspólnej jazdy aż skapitulował, az tu nagle w maju 2004 zawisła nade mną
      grożba, że dostaniemy z koleżanką służbowe auto-Boże coś ty mi narobiła-
      pomyslałam o koleżance,która z dumą obwieściła mi , że wytargowała dla nas
      autko od prezesa
      no facetowi to mogę się przyznać , że mam prawko 10 lat i nie jeżdżę bo nie
      umiem, ale przyznać się koleżance z pokoju przy której zawsze byłam fafa -rafa
      i hper mądralińska w tematach samochodowych?-a w zyciu
      myslałam, że umrę jak w maju zmusiłam się do jazdy swoim samochdem-sama
      a następnie przesiadłam się na służbowego lanosa,
      jakie były dalsze losy?-ano lanosa nam zabrali za to ja jeżdż do chwili
      obecnej, bo mąż wyjechał na pół roku za granicę
      nawet się nie podejrzewałam, że kiedyś będę parkować w ciasnych miejscach,
      robić manewry takie przy wyjeżdzie w wąskiej uliczce patrząc w lusterka
      (wcześniej sama nie wiedziałam co ja mam w nich widzieć), że zdarzyło mi się
      kilkakrotnie, że faceci nie wytrzymywali psychcznie i sami odjeżdżali-bo przy
      różnych moich wygibasach potrafiłam zblizyć sie na odległości np 20 cm do
      sąsiedniego auta
      i tak sobie dalej jeżdże-nawet w zimie
      ot-taka moja historia
      pozdrawiam
      u mnie zwycięzyła ambicja
      ps. a parę głupotek równiez mi się zdarzyło, samochódł gasł po kilkanaście razy
      w ciągo mojej kilkunastominutowej drogi do pracy
      z perspektywy mojej mogę doradzić-jeżdzij duzo i nie przejmuj się, że coś nie
      wychodzi, będzie z czasem lepiej, pa
    • ice_ice Re: Chciałabym i boję się 12.02.05, 09:33
      Prawo jazdy mam od 15 lat [zrobione dla szpanu w ogólniaku ;)], ale jeździć nie
      umiałam długo. Dopiero z meisiąc temu zaczęłam się uczyć jeździć - jednego dnia
      50 km, drugiego 60 i tak dalej. Na razie trzymam się 90 poza miastem i 50 na
      mieście, ale to wciąż uczenie się. Ostatnio z przejęcia dostałam potężnej
      gorączki ;)

      Niestety jestem zmuszona jechać służbowo za 2 tygodnie 400 km i już się boję.
      Wszyscy mi odradzają, ale zawsze byam zwolenniczką metody "na głęboką wodę",
      będę jechała wolno, wyjadę o świcie ;)

      Mój znajomy kiedyś kppił sobie z zielonych liści "Z przodu listek, z tyłu
      listek, w środku GŁĄB". A niech tam. Będę głabem, nakleję na drogę tego
      listka ;) Pozdrawiam.
      • karolina_29 Jak ja Cię rozumiem! 12.02.05, 10:38
        Prawo jazdy mam od 5 lat. Zrobiłam je późno, bo zawsze się bałam.
        Zdawałam cztery razy. Zdałam cudem (egzaminator mi powiedział, że dziś
        wszystkich oblał, ja jestem ostatnia dziś i w końcu ktoś musi zdać).

        Kiedy pierwszy raz wsiadłam za kółko po odebraniu prawka, na siedzeniu obok
        spoczął mój brat. Jazda trwała ok. 15 minut. Mój brat wyznał mi później, że był
        MOKRY ze strachu.

        Dziś UWIELBIAM jeździć samochodem i ludzie na ogół lubią jeździć ze mną (jeżdżę
        spokojnie i płynnie, bez szarpania :-)

        Moje rady:

        - jeśli masz spokojnego męża, ćwicz z mężem
        - na początek opracuj sobie jedną trasę. Pokonuj ją codziennie dwa razy przez
        co najmniej tydzień.
        - najłatwiej jest w nocy oraz w weekendy
        - dobrze jest jeździć codziennie. Naprawdę codziennie.
        - jeśli boisz się jakiegoś skrzyżowania, zawsze wybieraj trasę przez to własnie
        skrzyzowanie
        - Twój partner w jazdach powinien Cię pochwalić po każdej jeździe
        - śmiej się ze swojego strachu

        Będzie dobrze, trzymaj się!

      • Gość: iza Ice, powodzenia IP: *.torun.mm.pl 12.02.05, 23:23
        Ice_ice, powodzenia na trasie, trzymam kciuki i niech Ci listek przyniesie
        szczęście. Też sobie nakleję. :)
    • Gość: Moto. Miesiąc ze spokojnym pasażerem... IP: *.lot.pl 12.02.05, 14:10
      ...który ma duże doświadczenie i nauczy tego, czego nie uczą na kursie. Tak
      uczyłem moją córkę i jest bez problemowo trzeci rok. Radziłem jej zawsze:
      - jeździj zdecydowanie ale nie agresywnie
      - jeździj ostrożnie ale nie asekurancko
      - nie ucz się taniego cwaniactwa
      - nie daj się sprowokować i nie odgrywaj się
      - pamiętaj, że najważniejszym wyposażenim samochodu jest mózg kierowcy.
    • vinca Re: Chciałabym i boję się 12.02.05, 16:30
      Prawo jazdy mam 4 lata, od poczatku starałam sie jeździć jak najwiecej (co było
      trudne bo miałam dodyspozycji tylko samochód taty). Pierwszego wieczoru
      pojechałam z chłopakiem na miasto. Po drodze zahaczyłam prawym lusterkiem
      słupek, potem przejechałam na Rondzie ONZ w W-wie na czerwonym świetle (!!!),
      ale poza tym było OK.
      Radze najpierw jezdzić po najbliższej okolicy którą dobrze znasz, potem
      zapuszczaj sie co raz daelj, az w końcu sama nie zobaczysz kiedy zaczniesz
      jeździć jak stara kierownica!;-)
    • jblpro Re: Chciałabym i boję się 12.02.05, 18:23
      Mimo, ze mam juz paroletni staz za kolkiem doskonale Cie rozumiem, poniewaz jakies miesiac temu wjezdzalem do anglii i musialem sie przestawic na lewostronny ruch. Zjezdzajac z promu poczulem ten ucisk w zoladku kiedy ze swiezo odebranym papierkiem odjezdzalem po raz pierwszy spod urzedu miejskiego. Jest tylko jedna rada na to abys uwierzyla w siebie na drodze. Praktyka, praktyka i jeszcze raz praktyka. Tylko jak to juz ktos dobrze zauwazyl wczesniej na forum nie mozesz uwierzyc za bardzo. Ostroznosci nigdy za wiele. Co do praktyki moj instruktor dal mi taka rade:
      1. Po przejechaniu 1000 kilometrow skoncza sie problemy z synchronizacja biegow, wlaczania kierunkowskazow, patrzenie w boczne lusterka...itd.
      2. Po przejechaniu 100000 kilometrow bedzie mozna powiedziec ze masz juz jakies doswiadczenie. Przy zalozeniu ze przejezdzisz to w trasie, a nie tylko po swoim miescie.
      Pozdrowienia
      • Gość: betty boo Re: Chciałabym i boję się IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.02.05, 19:47
        Iza, a skąd Ci w ogóle przyszło do głowy jeździc z mężem? osoba na siedzeniu
        pasażera totalnie denerwuje, a jeszcze facet!!!! :) Próbuj sama, ja piereszego
        pasażera (nie licząc psa:) przewiozłam dopiero z miesiąc po pierwszej jeździe,
        kiedy juz się poczułam w miarę pewnie za kierownicą. No i rzecz jasna jexdzić
        codziennie, olewać wiszacych ci na bagażniku znerwicowanych buców (jak cię
        puknie, to on płaci, wiec spoko), nie wpadac w panikę jak się coś nie uda. każdy
        się uczył.
        • Gość: iza Re: Chciałabym i boję się IP: *.torun.mm.pl 12.02.05, 23:14
          No nie wiem, mnie jakoś mój mąż wcale nie denerwuje, chociaż facet jak
          najbardziej. :))
          Dodaje mi pewności siebie. Ja w kompletnym stresie uznaję jakieś własne akcje
          na drodze za totalne porażki, a on widzi to z boku i przywraca mi proporcje.
          Czasem po jeździe spokojnie mi coś zasugeruje, no i zawsze bardzo chwali. Jak z
          nim pogadam później o tym, jak jechałam, to lepiej się czuję. Inaczej bym się
          chyba ciagle gryzła wyimaginowanymi głupstwami, które wydaje mi się, że
          popełniłam...
          • cereusfoto Re: Chciałabym i boję się 13.02.05, 15:35
            I jescze raz o facetach po prawej stronie w samochodzie i to niekoniecznie
            mężach - przecież instruktorzy to też faceci. A więc tak - ja zostłam rzucona
            na głęboką wodę, z mężem nie potrafiłam jeździć - zbytnio się irytował moimi
            umiejętnościami, ciągle doradzał i mówił jak to należy a jak nie jechać (
            sam "objechał kulę ziemską" kilka razy - przeliczając oczywiście na ilość
            kilometrów ). Raz skwitował moją kiepską jazdę tym ,że wkońcu nie wszyscy muszą
            potrafić jeździć samochodem. I tu się miarka przebrała. Za dwa dni wsiadłam i
            pojechałam do pracy. A co ! Potrzebowałam takiego "kopniaka". Nie słuchaj
            nikogo nawet instruktora, sama dasz sobie świetnie radę. Jeżeli się nie
            odważysz, to zawsze będziesz musiała słuchać cudzych nie zawsze słusznych rad i
            wymądrzań. Podczas mojej pierwszej jazdy na światłach zgasł mi trzy razy pod
            rząd silnik - cholera nie wiedziałam co się dzieje - za chwilę dopiero
            zorientowałam się, że ... próbuję ruszyć z trójki a nie z jedynki - ha, ha, ha!
      • a_weasley Kiedy już będziesz mądra - wtedy uważaj 13.02.05, 22:25
        jblpro napisał:

        > 1. Po przejechaniu 1000 kilometrow skoncza sie problemy z synchronizacja
        biegow
        > , wlaczania kierunkowskazow, patrzenie w boczne lusterka...itd.
        > 2. Po przejechaniu 100000 kilometrow bedzie mozna powiedziec ze masz juz
        jakies
        > doswiadczenie.

        A w środku, w okolicy 3000, przyjdzie ten czas, kiedy już Ci wszystko będzie
        łatwo wchodziło, już poczujesz, że umiesz jeździć, a jeszcze nie będziesz
        umiała wiele poza tymi biegami i kierunkowskazami. Kiedy poczujesz, że już
        umiesz jeździć, wtedy uważaj.
        Mój ojciec mówił nieraz, że najgorsze trzy potwory to nieduczony lekarz, małpa
        z brzytwą i kierowca po trzech tysiącach. Ja po dwóch tysiącach nie wiedziałem,
        o co mu chodziło, przecież tak mi dobrze idzie! Pojechałem zimą w góry, swoim
        pierwszym samochodem. Wróciłem pociągiem.
    • viking2 Re: Chciałabym i boję się 13.02.05, 04:57
      Sam nie mialem takich przypadlosci po zdobyciu prawa jazdy (nauczyli mnie
      jezdzic mechanicy w zaprzyjaznionym warsztacie samochodowym kiedy mialem 13 lat,
      wiec na kurs i egzamin szedlem juz z jakim-takim pojeciem), ale przez jakis czas
      towarzyszylem kiedys pewnej damie, ktora w podobny sposob reagowala na swoja
      pierwsza jazde. Poprosila o pomoc - nie wiem dlaczego akurat mnie, bo nie jestem
      instruktorem, a o tym, ze przy takiej "poegzaminowej" nauce nie wpadam w szal z
      byle powodu nie mogla przeciez wiedziec zawczasu. Udzielilem kilku wskazowek w
      czasie paru jazd, a potem generalnej porady: staraj sie jak najwiecej jezdzic
      sama, dopoki nie poczujesz sie pewnie za kolkiem. Obecnosc drugiej osoby w
      samochodzie wplywa deprymujaco, szczegolnie jesli juz popelnisz jakis maly blad
      albo i dwa - czujesz sie "na swieczniku" i wydaje Ci sie, ze pasazer obserwuje
      spod oka i tylko czeka na kolejna wpadke, zacierajac rece z radosci.
      I pamietaj: samochod, to tak naprawde tylko przedmiot uzytkowy, taki sam, jak
      krzeslo, widelec, para butow... Sam z siebie nie zrobi nic, a pojedzie tylko z
      taka predkoscia jaka Ty mu nadasz i tylko w tym kierunku, ktory Ty wybierzesz.
    • Gość: Ob Zabawa w Autobus IP: *.euro-lan.pl 13.02.05, 12:52
      Na początek polecam zabawę "W Autobus" (inna nazwa "Kurs Nocny"). Zabawę
      polecił mi znajomy, a polega na przejeżdżaniu całego miasta trasą wybranego
      numeru (linii) autobusu. Co istotne - należy to robić w nocy, żeby nie
      przeszkadzać na przystankach. Element zatrzymywania się na przystankach jest
      bardzo istotny doprowadza do perfekcji ruszanie, hamowanie, zmianę biegów,
      kontrolę nad kierownicą w jeździe miejskiej. Poza tym, jesteśmy zmuszeni do
      pokonania konkretnej trasy, nie wybranej przez kierowcę.
      A więc zaczynamy na zawracance, każdy przystanek obowiązkowe zatrzymanie,
      wypuszczenie i wpuszczenie wirtualnych pasażerów i włączenie się do ruchu.
      Po jakiś trzech godzinach masz opanowane biegi, płynne hamowanie,
      kierunkowskazy, hamulec.
      Ważna uwaga - jeżdzić tylko samotnie - bez komentatorów. Potrafią doprowadzić
      do szału znudzonym gadaniem.
      Niestety zabawę może zepsuć policja - tacy już są. Kontrola długo trwa, a
      śmiechu mają na tydzień.

      Po tej zabawie wyjeżdżając na ulice w dzień, Twoją uwagę absorbują tylko
      zdarzenia na drodze, a nie sposób wrzucania biegów, czy używania
      kierunkowskazów ...
      Druga zabawa:
      "Sanki"
      Wybieramy ośnieżony parking w nocy. Szalejemy. Rozpęd, gwałtowny skręt i
      hamowanie. Ręce z daleka od ręcznego: tylko gaz i hamulec zasadniczy. Godzinka
      i możesz wyjechać w zimie na drogi publiczne.
      Zabawa uczy pokory, wobec własnych umiejętności.
      Pozdrawiam
      Ob
      • saavage Re: Zabawa w Autobus 13.02.05, 15:44
        Niezłe :)

        A jeśli chodzi o jazdę zimową, to mimo iż na kurs chodziłam właśnie zimą, to
        nie powiem, żeby mnie to w jakiś sposób nauczyło zachowania się w trudnych
        warunkach. W dodatku zimą rodzinka mnie oszczędzała za kółkiem.

        Najlepszą szkołę przeszłam sama, jadąc samochodem z jakiegoś egzaminu, niedługo
        po odebraniu prawka, w połowie listopada z pierwszym atakiem zimy. A że
        prognozy tego nie przewidywały, to mi przypadł polonez z letnimi oponami i
        wjechać musiałam na osiedle tak zwanego "górnego tarasu" - z każdego miejsca
        pod górkę. Do domu wracałam półtorej godziny, baaardzo okrężną drogą, ale przez
        cały czas kontakt komórkowy z mamą - nie kierowcą :D I muszę przyznać, że w
        takich warunkach najważniejsze jest trzeżwe myślenie. Nieważne czy ci się
        spieszy - jedz z bezpieczną prędkością (taką, przy której czujesz się pewnie do
        wykonania jakiegokolwiek manewru). Widziałam chojraków, którzy na letnich
        oponach próbowali wjechać pod stromą górkę (zapewne licząc że to właśnie im się
        uda) i stanęli w 1/3 wysokości. Ja tego nie próbowałam, po prostu wymyśliłam
        sobie objazd przez osiedle domków jednorodzinnych i czekała mnie do pokonania
        już tylko jedna górka (z trzech) - wjazd na moją ulicę. Na szczęście miałam
        fuksa i nic nie jechało z naprzeciwka więc z sercem w gardle wjechałam pod tę
        górkę i już mogłam odetchnąć ;)

        I od tamtego czasu zawsze pierwszy atak zimy zastaje mnie za kółkiem (takie
        fatum :D) ale teraz mam już doświadczenie ;) I lepszy samochód :DDD
    • Gość: Monia Re: Chciałabym i boję się IP: *.crowley.pl 13.02.05, 15:28
      nic sie nie martw nie ty pierwsza wyjeżdżając na miasto już jako kierowca
      (przepraszam za wyrażenie) "srasz po gaciach". praktyka czyni mistrza. jeśli na
      początku się boisz to próbuj jeździć wieczorami kiedy nie ma tak dużego
      natężenia ruchu, powoli dojdziesz do wprawy i wszystko będzie OK, ja też tak
      miałam ale ćwiczyłam jazde w okresie wakacji kiedy nie było tak dużego ruchu. i
      jeszcze jedno na początku lepiej jeździć samemu, wtedy sie tak nie stresujesz
      że źle wypadniesz przed towarzyszem
      • Gość: race driver Re: Chciałabym i boję się IP: *.jgora.dialog.net.pl 13.02.05, 17:12
        ello witam
        Moj pocztaek jak odebralem orawko za pare dni trasa mi sie przydazyla ponad 250
        km w jdna manke, siadlem totalnie zieoly w fure od ojca i gaz do dechy :) fakt
        jezdzilem juz duzo wczesniej ale wczuta byla nie milosierna :) czlowiek
        zestresowany i wogole standard ale szybko to mija napiera sie rutyny i jazda
        juz nie cieszy jak kiedys :) nie pekaj i krec nawet zeby to mialo byc i 40 na
        godzinke po miescie, listek zielony proponuje na autko nakleic i niczym sie nie
        przejmowac, kazdy kiedys zaczynal grunt to bezpiecznie jezdzic, a pewnosc
        przyjdzie z czasem, nie denerwowac sie za kolkiem na luzaku podejsc i bedzie
        dobrze :) Z czasem sie chce coraz wiecej, ja choc dopiero od roku smigam soie
        po rozmaitych rajdach, ucze sie gdzie sie tylko da , jakies placyki sniegi
        szutry, na miescie nie pzesadzam, nie tylko ze mam auto ktore zawrotnych
        predkosci nie rozwija ale zawsz cos sie moze zdazyc nie z twojej winy(kierowcy,
        piesi) Wiec zalecam pewna jazde, i nie stresowac sie nie potrzenie !!! jak
        jakis palant na klakson nacisnie ze za wolno jedziesz - olac, jedz tak by nie
        zgarazac innym i czerp maxymalnie duzo przyjemnosci i pamietaj igdy nie jest
        sie dobrym na drodze wszystko sie moze zdazyc zawsze dodam jeszcze maly cytat
        ktory egzaminator mi powiedzial jak zdawalem "Pamietaj ze egzaminu nie zdaje
        sie raz , tylko zawsze jak sie siada za kolko", tego sie trzymam :) Wiec
        cierpliowsi zycze, nie odrazu rzym zbudowano, wszystko przyjdzie z czasem
        cierpliowsci i i jak mowia piloci tyle ladowan co staryow pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka