Dodaj do ulubionych

Przeżyłem wypadki z pasami i bez pasów

21.09.05, 20:00
Te wypadki z pasami chociaż były niespecjalnie mocnymi stłuczkami skończyły
się dla mnie wielodniowymi bólami klatki piersiowej i barku.
Przez parę dni nie byłem w stanie używać szyi ani prawej ręki a ślad po pasie
noszę do dzisiaj.
Najgorsze jest jednak to ,że po użyciu to świństwo nie daje się odpiąć i
trzyma człowieka jak przymurowanego do fotela akurat wtedy kiedy jest się w
największym szoku.
W razie pożaru samochodu nie ma szans na ucieczkę.
Po drugim wypadku - żaden nie z mojej winy wyłączyłem airbaga i przestałem
używać pasów.
W tym stanie zaliczyłem najgorszy wypadek w życiu z obywatelem Niemiec który
po prostu wjechał mi tuż przed maskę Mercedesem na drodze ekspresowej przy
szybkości powyżej stówy - licznik zatrzymał się na 114 km.
Jedynie zdążyłem mu uratować życie i zamiast w jego drzwi klepnąłem w
przednie lewe koło wyleciałem w powietrze zaliczyłem kilka koziołków i
stanąłem na kołach.
Wóz był do kasacji a ja mimo ,że bez pasów wyszedłem nawet bez guza ,
podobnie jak mój pies który jechał ze mną.
Od tej chwili nigdy nie używam pasów i wyłączam poduszki - wszystkim radzę to
samo.

Obserwuj wątek
    • Gość: wyszłemnanieszpór Re: Przeżyłem wypadki z pasami i bez pasów IP: *.elartnet.pl / 193.238.180.* 21.09.05, 20:32
      no tak,ale jeszcze trzeba miec psa...
    • Gość: Powątpiewający Re: Przeżyłem wypadki z pasami i bez pasów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.05, 20:40
      > Przez parę dni nie byłem w stanie używać szyi ani prawej ręki a ślad po pasie
      > noszę do dzisiaj.
      Czyli rzuciło cie do przodu z taka siłą, że pas zostawił ślad na twoim ciele.
      Gdyby nie on to walnąłbyś klatka w kierownicę, albo połamał kolana o deskę
      rozdzielczą.
      > Najgorsze jest jednak to ,że po użyciu to świństwo nie daje się odpiąć
      To kup za kilka złotych nóz do przecinania pasów i przyczep go go gdzieś między
      fotelami. Ja miałem dwa wypadki,jeden w aucie bez poduszki (skodówka poszła do
      kasacji) za drugim strzeliła też poduszka i za każdym razem pasy odpieły sie
      bez problemu.
      > W tym stanie zaliczyłem najgorszy wypadek w życiu z obywatelem Niemiec który
      > po prostu wjechał mi tuż przed maskę Mercedesem na drodze ekspresowej przy
      > szybkości powyżej stówy - licznik zatrzymał się na 114 km.
      > Jedynie zdążyłem mu uratować życie i zamiast w jego drzwi klepnąłem w
      > przednie lewe koło wyleciałem w powietrze zaliczyłem kilka koziołków i
      > stanąłem na kołach.
      Walnąłes czołowo przy prędkości 114km/h, kilka razy koziołkowałeś i nie masz
      nawet guza a byłeś bez pasów? To w twoim aucie działają jakieś inne prawa
      fizyki a w szczególnosci nie działa prawo powszechnego ciązenia oraz ponoć
      sprawdzona zasada, że siła=masa x przyspieszenie.
      • Gość: bonarossa ale tak było - IP: *.kg.net.pl / *.kg.net.pl 21.09.05, 21:08
        Gościu czy ty wiesz w jaki sposób zachowuje się człowiek w ciężkim wypadku
        Na pewno nie odetnie sobie pasów on nawet nie namaca tego noża .
    • callafior Re: Przeżyłem wypadki z pasami i bez pasów 21.09.05, 21:39
      Proponuję Ci kupić malucha, tam nie ma poduszek i pasy były tylko w opcji, może
      znajdziesz model bez pasów.
    • Gość: zaq26 Re: Przeżyłem wypadki z pasami i bez pasów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.05, 21:43
      Przestań pie..ć, bo jeszcze ci ktoś uwierzy i będziesz miał człowieka na
      sumieniu.
      • Gość: bonarossa ale nie ciebie IP: *.kg.net.pl / *.kg.net.pl 21.09.05, 21:47
        • Gość: zaq26 Re: ale nie ciebie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.05, 21:53
          to ty rozpocząłeś wątek o światłach i 250 trupach ?
          ktoś ci płaci za prowokacje, czy tak z głupoty?
          • Gość: bonarossa Przyznaj się - masz stację benzynową IP: *.kg.net.pl / *.kg.net.pl 21.09.05, 22:30
            I diabli cię biorą na myśl,że mógłbyś przeze mnie stracić parę tysiączków
            dziennie za nic.
            No sam pomyśl - pięć milionów złotych dziennie musisz zapłacić zimą w czasie
            której musimy używać świateł za ochronę życia 250 osób z których część to
            skończeni idioci którzy przez bezmyślność spowodowali wypadek.
            Przyznasz ,że jest to najdroższy program ochrony życia w historii świata.
            Mówisz ,że trzeba do tego dodać parę tysięcy rannych i okaleczonych którym
            potem trzeba płacić renty.
            A pomyślałeś o tych tysiącach które dostały rozedmy płuc, zawału serca ,wylewu?
            tyle ,że ich przypadki nie są tak spektakularne ale jest ich więcej.
            I do piachu przez niepotrzebnie emitowane spaliny idą zanacznie ciszej niż
            ofiary katastrof.
            • Gość: bonarossa zaq26 czyżby cię zatkało???????? IP: *.kg.net.pl / *.kg.net.pl 21.09.05, 23:00
              • Gość: zaq26 Re: zaq26 czyżby cię zatkało???????? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 22.09.05, 07:41
                kąpać się i spać poszedłem
                poza tym dyskusja z tobą przypomina tę, którą odbyłem z akwizytorem próbującym
                wcisnąćmoim starym odkurzacz za 11.000 zł :)
                też gość w kółko pieprzył to samo, jakby się najarał
                nie odpisuj na ten post, bo ja już więcej nie napiszę, mam lepsze rzeczy do
                robienia niż czytać brednie
    • emes-nju Kolejna glupia prowokacja. n/t 22.09.05, 12:41


      • Gość: bonarossa nie mam nic przeciwko temu żebyście się pętali IP: *.kg.net.pl / *.kg.net.pl 22.09.05, 20:20
        w te podobno pasy bezpieczeństwa.
        Ja mam odmienne doświadczenia więc z nich nie korzystam i w moim wozie są
        dziewicze.
        Róbta co chceta
        • zgryzliwy1 Re: nie mam nic przeciwko temu żebyście się pętal 23.09.05, 01:46
          Gość portalu: bonarossa napisał(a):

          > Róbta co chceta

          dzieki laskawco
          amen
    • Gość: kolejny gość Re: Przeżyłem wypadki z pasami i bez pasów IP: 157.25.9.* 23.09.05, 07:36
      A ja słyszałem o paru osobach, które przeżyły upadek z czwartego piętra. Idąc
      Twoim tokiem rozumowania należałoby zacząć promować kolejny sport ekstremalny -
      skoki bez zabezpieczenia z dachów bloków mieszkalnych. Przecież to bezpieczne
      skoro parę osób przeżyło, nie?

      • zaq26 Re: Przeżyłem wypadki z pasami i bez pasów 23.09.05, 07:39
        ja wolę skakać z zabezpieczeniem tj. w gumce :)))
        • Gość: Kasia Re: Przeżyłem wypadki z pasami i bez pasów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.09.05, 13:30
          boszszsz, kto tutaj pisuje?? nastolatkowie jacyś, czy co??? Prawo jazdy dają
          zdaje się od 18 lat, chyba, że nie jestem na bieżąco...
          • zaq26 Re: Przeżyłem wypadki z pasami i bez pasów 23.09.05, 14:49
            a Ty coś taka poważna, weekend się zbliża, wyluzuj :)
            • zaq26 Re: Przeżyłem wypadki z pasami i bez pasów 23.09.05, 14:50
              w piątki zawsze mam głupawę :)))
              to przez pracę chyba
    • Gość: lucyperek2 Pieprzysz jak potłuczony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.05, 12:27
      Mój koleś chirurg co jakiś czas dostaje na stół gostków, którzy jechali po
      mieście bez pasów. W większości sa nie do uratowania. Najczęściej szczęka wbita
      do mózgu, a nosa i oczu prawie nie ma. Takie zdjęcia powinno sie powywieszac na
      billboardach, może do części by coś dotarło.
    • Gość: Piort Re: Przeżyłem wypadki z pasami i bez pasów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.05, 12:45
      A może by tak każdy odpowiadał za siebie? Jak lubi jeździć w pasach, to niech
      jeździ, ale jak nie lubi to nie powinno sie go zmuszać. Niech każdy płaci za
      swoje leczenie, a ubezpieczyciel powinien określać warunki ubezpieczenia. Na
      mój wzgląd wolałbym być martwy niż kaleką i z zasady nie zapinam pasów, ale ci
      którzy lubią jazdę na wózku inwalidzkim mogą mieć i podudszki i pasy i cudeńka.
      Jedynym sposobem na jakie takie bezpieczeństwo jest jazda z wyobraźnią, a i to
      nie zawsze pomaga.
      Z mojego punktu widzenia kierowca zapinający pas zakłada, że straci panowanie
      nad pojazdem lub że pozwoli w siebie uderzyć innemu zapiętemu i dla
      bezpieczeństwa ruchu drogowego zabronił bym używania zabezpieczeń przez
      kierowców, a zalecał pasażerom.
      • Gość: kobieta Re: Przeżyłem wypadki z pasami i bez pasów IP: 217.153.205.* 29.09.05, 14:04
        Jeśli pozwolicie, dorzucę swoje trzy grosze. Z góry przepraszam za chaos i
        emocjonalność mojej wypowiedzi.
        Przedwczoraj zaliczyłam swój pierwszy w zyciu wypadek. Kierowca taksówki
        wjechal w pray bok mojego auta, uderzył dokładnie w słupek obok drzwi pasażera,
        Ja i mój 12-letni syn jechaliśmy nowiutką micrą. Micra przekoziołkowała na bok,
        potem na dach. Otworzyła się boczna poduszka po stronie pasażera...
        Nie pamiętam nic poza momentem wielkiego zdziwienia i chwilą, gdy oboje z
        synkiem wisieliśmy na pasach głowami w dół.
        Wokół głosy ludzi, jakieś ręce, potłuczone szkło, bardzo jasno. W głowie tylko
        jedna myśl: co z nim, co z Mikołajem???? Nagle całe moje ciało koncentruje się
        na synu. Nic nie czuję, tylko jego ciało, gdy pomagam mu się wypiąć z pasów,
        odwrócić, wyjść. Uspokajam go, mówię, mówię, mówię, mocno przytulam. To
        niesamowite, ale jestem zupełnie spokojna. Zdziwiona, zaskoczona, ale spokojna.
        Ważne, żeby uspokoić synka, wmówić mu, że nic się nie stało.
        Wokól tłum gapiów, szara, rpziskrzona ciekawskimi spojrzeniami, masa. Dużo
        pytań i kilka pomocnych rąk. Ktoś podaje mi SWOJĄ komórkę, żebym mogła
        zawiadomić męża (DZIĘKUJĘ PANU!!!), kilka osób pomaga szukać mojej torebki.
        Jakiś starszy mężczyzna z pełnym współczucia spojrzeniem podaje mi wyjętą ze
        schowka instrukcję obsługi samochodu (Jak niewiele ona wtedy dla mnie znaczyła.
        Jak wiele znaczył gest tego pana i jego współczucie...). Inny mężczyzna
        bandażuje mi krawawiący łokieć, NIE PRZEJMUJĄC SIE, ŻE ROBI TO BEZ RĘKAWICZEK
        (DZIĘKUJĘ!!! NIECH SIĘ PAN NIE OBAWIA, NA PEWNO NIE ZARAZIŁ SIĘ PAN WIRUSEM
        HIV, JESTEM ZDROWA!!!!),jakaś młoda dziewczyna upiera się, żebyśmy wszyscy się
        położyli, bo jestesmy w szoku, bo tak trzeba (DZIŚ UŚMIECHAM SIĘ NA WSPOMNIENIE
        JEJ UPORU, ALE I BARDZO JEJ DZIEKUJĘ); Mój synek wciąż pyta "Co z tamtym
        kierowcą?" (to okropne, ale ja w ogóle o tym nie pomyslałam, dla mnie
        najważniejsze było moje dziecko, mam nadzieję, że będzie mi to wybaczone, ktoś
        uspokaja, że wszystko z nim dobrze, tylko guz na czole. Ufff!
        Lekarz z pogotowia mówi ze wschodnim akcentem, bardzo czule zajmuje się moim
        dzieckiem. Policjanci nie narzucają się, choć według wszystkich znaków na ziemi
        i niebie, to ja ponoszę winę za wypadek. Wszystkim trojgu każą jechać do
        szpitala.
        JESZCZE RAZ DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM, KTÓRZY NAM WTEDY POMOGLI.
        Finał? Mój synek nie ma nawet zadrapania, po dobie spędzonej na obserwacji w
        szpitalu, wrócił do domu. Tutaj wypłakał się, wykrzyczał, wyspał i... lata z
        kolegami po podwórku.
        Tamten kierowca, młody, miły taksówkarz, tata tygodniowego Adrianka (moja micra
        też miała tydzień, czy to jakieś fatum???) zaliczył guza na czole, uratowała go
        poduszka. Mam nadzieję, że prześwietlenie czaszki niczego złego nie wykazało.
        Jechał bez pasów (taksówkarz),gdyby uderzył w nas z większą siła,
        prawdopodobnie wyleciałby przez przednią szybę. Na szczęście tak się nie stało.
        Wyobraźcie sobie, że po wszystkim uścisnęlismy sobie dłonie.
        Jestem pewna, że mnie i synka uratowały pasy, a jego dodatkowo boczna
        poduszka. Ja mam pocięty przez szkło lewy łokieć, odłamki szyby powbijały się w
        palce dłoni. To nieważne. Dzięki pasom nie wyleciałam przez boczną szybę, nie
        przygniótł mnie samochód; potem nie rąbnęliśmy głowami w ziemię. Całą siłę
        uderzenia wziął na siebie samochód. Z zewnątrz wygląda strasznie (kasacja), w
        środku, oprócz mojej krwi, nie ma śladów po wypadku.
        Dziś czuję się obolała, owszem, bolą mnie ramiona, szyja, brzuch, gdy kaszlę.
        Ale śladów po pasach nie mam, zresztą trudności z wypięciem się też nie
        mieliśmy. Jestem przekonana, że cało boli mnie bardziej z napięcia i stresu,
        które powoli odpuszczają...
        Kochani, na bezpieczeństwo kierowcy i pasażerów składa się wiele czynników, to
        znana prawda. Pasy to jeden ze nich, ale jestem pewna, że jeden z podstawowych.
        Jeśli ktoś ich nie zapina, to rzeczywiście jego sprawa, choć ja uważam, że i
        głupota. Zwłaszcza gdy nie robią tego rodzice, ci bezmyślni idioci, którzy
        wrzucają swoje pociechy na tylną kanapę, wierząc, że jakby co - uratują je
        oparcia przednich foteli. Nie myślą, że przy lekkim nawet, bocznym uderzeniu,
        maluch rąbnie główką w szybkę - i po maluchu.
        Mówicie, trzeba jeździć z wyobraźnią. Jeździłam tak przez sześć lat. Bez
        najmniejszej stłuczki, a przecież nie jestem zawalidrogą. Po ostatnim
        doświadczeniu wiem jednak, że wypadki mogą się zdarzyć każdemu. To sekundy.
        Ułamki sekund. Ot, znajdziesz się w nieodpowienim miejscu, o nieodpowiebniej
        porze.
        Przedwczoraj to ja znalazłam się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej
        porze - skręcałam w lewo, tamten jechał prosto. Jestem pewna, dałabym się za to
        pokroić, że kiedy ruszałam ze skrzyżowania, pas do jazdy na wprost był pusty aż
        po horyzont. Na pasie do krętu w lewo, tym przeciwnym, sunął jeden samochów.
        Pamiętam, był fioletowy. TAMTEN musiał być więc za nim. Ale ja go nie pamiętam!
        Zaćmienie umysłu?
        I dokładnie w chwili, gdy ja zdecydowałam się skręcić, bo uznałam, że jest
        bezpiecznie (piesi od dawna już stali), on zdecydował się wyprzedzić
        fioletowego. Nie wiem tego na pewno, tylko się tego domyślam, bo, powtarzam,
        naprawdę nie widziałam tego kierowcy, jego taksówki TAM NIE BYŁO! Zrozumie mnie
        tylko ten, kto przeżył coś podobnego...
        Ułamki sekund. Ostre hamowanie, przerażenie w oczach miojego synka, huk i
        wszyscy troje wyślizgujemy się śmierci. A co najmniej kalectwu.
        Kto zawinił? Ja wiem swoje, on wie swoje. Oboje czujemy się niewinni. Ale to
        nie ma znaczenia. Ja nie udowodnię tego, co wiem, a jako skręcająca w lewo i
        tak jestem na przegranej pozycji. Ale wiecie co, mam to gdzieś. Zapłaciłam
        mandat, ciesząc się (i dziwiąc), że za taki horror, za taki stres, za
        przerażenie mojego synka, za strach młodej żony tamtego kierowcy, wystarczy
        zapłacić kilkaset złotych. I już, to cała kara ze strony prawa. Policjanci byli
        tak wyrozumiali, pełni współczucia. Tuż przed nami odebrali sygnał o kolejnym
        wypadku, ze skutkiem śmiertelnym. To, co przydarzyło się nam, dla nich było
        zwyczajną stłuczką. Oni wiedzą, że w ostatecznym rozrachunku, zapłacę o wiele
        wyższą cenę. I nie mam tu na myśli konsekwencji finansowych...
        W chwili gdy w tłumie gapiów tuliłam do siebie roztrzęsionego, ale CAŁEGO!!!!! -
        synka, byłam taka szczęśliwa, pełna ulgi, wdzięczości do losu, że nas
        oszczędził...
        I czułam się tak, jakby czas stanął w miejscu.
        Niestety, nie potrafiłam już go cofnąć...
        Wszystki życzę... szczęścia na drodze. Po prostu szczęścia.
        • ex_is Re: Przeżyłem wypadki z pasami i bez pasów 02.10.05, 22:52
          Wypowiedź rzeczywiście emocjonalna i nieco chaotyczna ale przeczytałem z
          wielkim zainteresowaniem. Jeżdżę samochodem od 14 lat, na razie bez wypadku
          choć parę razy było blisko. Tak, to ułamki sekund często decydują o naszym
          szczęsciu lub pechu, kontrola i panowanie nad pojazdem to tylko ułuda. Nasza
          kontrola i panowanie nad pojazdem często wynika głównie ze sprzyjających
          okoliczności na drodze a nie z naszych umiejętności. Kiedyś gdzieś
          przeczytałem, że statystyczny kierowca średnio co dwie minuty popełnia bardzo
          poważny błąd za kierownicą, często nie zdając sobie z tego sprawy, bo
          okoliczności na drodze były sprzyjające temu żeby nic się nie stało.
      • emes-nju Re: Przeżyłem wypadki z pasami i bez pasów 29.09.05, 14:31
        Gość portalu: Piort napisał(a):

        > A może by tak każdy odpowiadał za siebie? Jak lubi jeździć w pasach, to niech
        > jeździ, ale jak nie lubi to nie powinno sie go zmuszać.


        A co z pasazerami tylnej kanapy? Oni niezapieci najprawdopodobniej przezyja zabijajac tych z przodu.


        > Niech każdy płaci za swoje leczenie, a ubezpieczyciel powinien określać
        > warunki ubezpieczenia.


        Puk, puk! Tu socjalistyczna Polska! Tu zdrowi placa za leczenie chorych. I nie widze powodu do placenia za poszkodowanych na wlasna prosbe. Jak zmieni sie prawo przyznam ci racje, ale tylko w odniesieniu do jadacych z przodu - jadacy z tylu beda sie u mnie musieli zapinac ZAWSZE bo sa zbyt niebezpieczni dla tych z przodu.


        > Na mój wzgląd wolałbym być martwy niż kaleką


        A rozmawiales na ten temat ze swoja rodzina...?


        > z zasady nie zapinam pasów, ale ci którzy lubią jazdę na wózku inwalidzkim
        > mogą mieć i podudszki i pasy i cudeńka.


        Tak sie sklada, ze pasy ratuja zycie znacznie czesciej niz je odbieraja. To samo tyczy sie poduszek. A w normalnych, miejskich kolizjach, stosujac zabezpieczenia, masz szanse wyjsc bez drasniecia. Nie stosujac zabezpieczen predzej zostaniesz inwalida niz zginiesz - za male predkosci.


        > Z mojego punktu widzenia kierowca zapinający pas zakłada, że straci panowanie
        > nad pojazdem lub że pozwoli w siebie uderzyć innemu zapiętemu


        Wsiadajac do samochodu zdaje sobie sprawe, ze moze dojsc do wypadku. Kazdy trzezwo myslacy sobie z tego zdaje sprawe. To co piszesz nie swiadczy raczej o tym, zebys mial choc krztyne wyobrazni. Albo masz za malo doswiadczenia i za malo widziales. Mi np. pasy z cala pewnoscia uratowaly, co najmniej, zdrowie (w tamtym aucie nie mialem poduszek). Zza TIRa wytoczyl mi sie z podporzadkowanej samochod, a ja w nim zaparkowalem praktycznie nie hamujac. Samochody do kasacji, a mi nie stalo sie NIC - z wyjatkiem wybicia palca. Ciekawe czy wypowiadalbym sie na forum gdybym nie mial pasow...?
        • Gość: Piort Re:do emes-nju IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.05, 09:13
          >A co z pasazerami tylnej kanapy? Oni niezapieci najprawdopodobniej przezyja zab
          >ijajac tych z przodu.
          Naczytałeś się bzdurnych tekstów. Przednie fotele hamują ruch pasażerów z
          tylnego. Energia jaką mają do wytracenia ludzie w zatrzymanym pojeździe wynika
          z ich prędkości i mas, zaś siły działajace na pasażerów zależą od ich masy i
          czasu do zatrzymania (drogi). Jeszcze kilkanaście lat temu nie było pasów i nie
          wszyscy uczestnicy wypadków ginęli.

          >A rozmawiales na ten temat ze swoja rodzina...?
          Tak, zażądałem nie reanimowania mnie w razie poważnych obrażeń, zreszta jestem
          już stary i mam nadzieję że rozsądny lekarz da mi umrzeć w spokoju.

          >Nie stosujac zabezpieczen predzej zostaniesz inwalida niz zginiesz - za male
          >predkosci.
          A ja jednak wolę uważać na innych uczestników ruchu i na drogę, niż jechać jak
          w grze komputerowej.
          >Albo masz za malo doswiadczenia i za malo widziales
          Prawo jazdy mam od 1957 roku i praktycznie cały czas jeżdżę bezwypadkowo,
          właśnie wyobraźnia pozwoliła mi uniknąć wielu katastrof. Zdaję sobie sprawę, że
          z wiekiem maleje sprawność zmysłów i biorę na to poprawkę, ale za to
          doświadczenie i zdolność przewidywania narasta. Może dla tego nie ufam z zasady
          temu, że współuczestnicy ruchu bedą stosować się do przepisów i znaków. Jadę
          tylko gdy widzę i nie zakładam, że za górką czy zakrętem jest wolna droga, że
          ten kto zbliża się boczną drogą napewno się zatrzyma i podobnych sytuacji.
          Wręcz przyjmuję, ze każdy współuczestnik ruchu zachowa się najgłupiej i
          najzłośliwiej. A mimo to sporo jeżdżę i nie jestem zawalidrogą. Czego i Tobie
          życzę.
          • emes-nju Re:do emes-nju 30.09.05, 11:57
            Przednie fotele faktycznie wychamowuja ruch pasazerow tylnej kanapy. A nawet w czasie tego "zabiegu" poddaja sie o kilkadziesiat centymetrow. Dzieki temu pasazerowie tylnej kanapy lagodniej wyhamowuja (chyba, ze wyleca pomiedzy fotelami). Ale dociskajac pasazerow przednich foteli do pasow masa swoja i foteli, zabijaja ich. Ot, takie 2 w 1 bezpiecznie wyhamowac i zabic. Dlatego ktos jadacy ZA MNA bedzie sie zapinal albo dymal piechota.

            Rozmowa z rodzina polegajaca na zadaniach nie jest rozmowa tylko zadaniem. A ja rozmowe mialem na mysli. Rozmowe, czyli wysluchanie argumentow obydwu stron.

            I jeszcze raz - mialem wypadek bo gostek wyjechal mi pod maske zza TIRa skrecajacego w prawo. Czy ostroznosc polagalaby w tym wypadku na zatrzymaniu sie na lewym pasie i zobaczeniu czy z podporzadkowanej nic nie jedzie? A jakby nadjechalo po tym jak juz wsiadlem po sprawdzeniu? O tym, ze nie uprawiam gier TV na drodze wiadczy to, ze pisze te slowa - uderzylem w goscia bez hamowania i zyje, wiec jechalem niezbyt szybko.

            No! I ten 57 rok wszystko wyjasnia - wtedy pasow nie bylo i sie przyzwyczailes. Ale badz laskaw nie dopisywac do tego ideologii bo jeszcze namacisz w glowie ludziom, ktorzy uwierza w brednie, ze bez pasow moze byc bezpiecznie. Powyzej jest post opisujacy wypadek, w ktorym poszkodowany kierowca taxi tez zapewne wierzyl gleboko w swoje doswiadczenie i bezpieczna jazde. Do czasu...

            Wybacz, nie chce byc niegrzeczny, ale za duzo moich znajomych to lekarze. Jeden z nich do dzis pracuje w pogotowiu (a wszyscy mieli w zyciu taki epizod). To co oni opowiadaja powoduje u mnie cierpniecie skory - najbardziej wstrzasajace sa opisy malo rozbitych aut z trupem owinietym wokol kierownicy czy przecietym przez nadwiozie po tym jak wypadl podczas dachowania. Sa wstrzasajace bo ci ludzie mogli zyc. A nie zyja i osierocili swoje rodziny - to nie zmniejsza bolu osieroconych nawet jezeli dzisiejszy trup zadal za zycia niereanimowania go!
          • marlowe1 Re:do emes-nju 04.10.05, 18:19
            Gość portalu: Piort napisał(a):

            > >A co z pasazerami tylnej kanapy? Oni niezapieci najprawdopodobniej przezyj
            > a zab
            > >ijajac tych z przodu.
            > Naczytałeś się bzdurnych tekstów. Przednie fotele hamują ruch pasażerów z
            > tylnego. Energia jaką mają do wytracenia ludzie w zatrzymanym pojeździe
            wynika
            > z ich prędkości i mas, zaś siły działajace na pasażerów zależą od ich masy i
            > czasu do zatrzymania (drogi). Jeszcze kilkanaście lat temu nie było pasów i
            nie
            >
            > wszyscy uczestnicy wypadków ginęli.


            znasz angielski? jeśli tak, to sobie to obejrzyj:
            tinyurl.com/dc8fu
            zawsze zapinam pasy, obojętne na którym miejscu jadę. jeśli prowadzę, to
            wymagam od WSZYSTKICH jadących ze mną, aby też zapięli pasy-jeśli tego nie
            zrobią to tak jak pisał emes-droga wolna. chociaż zdarzyło mi się czekać z ok
            15 minut aż oporni ( a najczęściej OPORNE, dziwna prawidłowość) się pozapinają

            pzdr
    • sebekbiker Re: Przeżyłem wypadki z pasami i bez pasów 30.09.05, 17:02
      > Po drugim wypadku - żaden nie z mojej winy wyłączyłem airbaga i przestałem
      > używać pasów.
      > W tym stanie zaliczyłem najgorszy wypadek w życiu z obywatelem Niemiec który
      > po prostu wjechał mi tuż przed maskę Mercedesem na drodze ekspresowej przy
      > szybkości powyżej stówy - licznik zatrzymał się na 114 km.
      > Jedynie zdążyłem mu uratować życie i zamiast w jego drzwi klepnąłem w
      > przednie lewe koło wyleciałem w powietrze zaliczyłem kilka koziołków i
      > stanąłem na kołach.
      > Wóz był do kasacji a ja mimo ,że bez pasów wyszedłem nawet bez guza ,
      > podobnie jak mój pies który jechał ze mną.

      Rozumiem że opowiedziałeś to co się Tobie przyśniło, bo w realu wierz mi ale
      przy koziołkowaniu samochodu bez pasów byłoby z tobą bardzo krucho.
      • Gość: tadeusz PZU poskładało mi z tego samochód - autentycznie IP: *.kg.net.pl / *.kg.net.pl 02.10.05, 21:40
        Więc mam na pamiątkę kupe dokumentów, Wtedy w 1996 r. przepisy były takie ,że
        wóz kasowali jeżeli straty przekraczały połowę jego wartości , natomiast oni
        tak kombinowali ,że sam blok silnika Poloneza bez osprzętu przekraczał tę
        połowę.
        Więc przydzielili mi nowe nadwozie , wymontowali z wraka co sie dało i
        poskładali mi z tego samochód - w ogóle nie brali pod uwagę takich drobnostek
        jak to ,że części które przeszły wypadek zwłaszcza układ kierowniczy utraciły
        atest.
        Takie to było to PZU
        Ale summa sumarum nawet im się udał prócz wymiany klocków nic przy nim nie
        robiłem - sprzedałem go dwa lata temu
      • Gość: tadeusz Re: Przeżyłem wypadki z pasami i bez pasów IP: *.kg.net.pl / *.kg.net.pl 02.10.05, 21:46
        Natomiast mój kolega który był spętany przypłacił to bolesnymi i długotrwałymi
        obrażeniami.
        Po pierwsze pasy są za wąskie i przy uderzeniu zamieniają się w linę tnącą
        Po drugie - to świństwo nie daje się odpiąć post factum
        Po trzecie - pasy podobnie do świateł czy zestawów głośnomówiących napędzają
        kasę tym co je produkują więc tamtym zależy na masowym używaniu.
        Z bezpieczeństwem to wiele wspólnego nie ma .
        Dlaczego nie zakażą używania w samochodach zestawów muzycznych o wielkich
        mocach?
        Przecież taki łomociarz nic nie słyszy i reaguje po czasie niczym pijany
        stwarza realne i nie budzące wątpliwości zagrożenie dla sporej liczby ludzi.
        Dlatego ,że na likwidacji tych zestawów nikt by nie zarobił.
        • sebekbiker Re: Przeżyłem wypadki z pasami i bez pasów 04.10.05, 22:42
          > Natomiast mój kolega który był spętany przypłacił to bolesnymi i długotrwałymi
          > obrażeniami.
          Lepsze to niż mieliby zbierać jego mózg z drogi albo z drzewa.

          > Po pierwsze pasy są za wąskie i przy uderzeniu zamieniają się w linę tnącą
          Bez przesady. Fakt jakieś obrażenia są przez pasy ale napewno mniejsze niż przy
          wypadku bez pasów.

          > Po drugie - to świństwo nie daje się odpiąć post factum
          To woź ze sobą nóż do pasów. Jak chcesz mogę Ci sprzedać bo mam.

          > Z bezpieczeństwem to wiele wspólnego nie ma .
          Jasne - a ja widziałem wczoraj ufoludki.

          > Dlaczego nie zakażą używania w samochodach zestawów muzycznych o wielkich
          > mocach?
          Jestem za takim zakazem!


        • Gość: Piort Re:Drogi Tadeuszu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.05, 07:44
          Dyskusja o sensowności stosowania pasów i innych zabezpieczeń nie doprowadzi do
          niczego, bo toczy się na niewłaściwej płaszczyźnie. Wszystkie te wynalazki są
          testowane na manekinach i manekinom rzeczywiscie służą. Ale samochody prowadzą
          naogół przytomni i żywi ludzie, stąd rozbieżność w ocenie skuteczności. Mózg
          kierowcy dobrze wie co sie zdarzy za ułamek sekundy i organizm reaguje nawet
          podświadomie na zbliżającą się kraksę, stąd stosunkowo mniejszy sens używania
          pasów, zupełnie co innego jest z drzemiącą na tylnym fotelu teściową. Ja
          osobiście uważam, że kierowca świadom swojego większego bezpieczeństwa
          podejmuje wieksze ryzyko i gdyby kierowcom zabroniono używać pasów, to jeździli
          by ostrożniej (to nie znaczy wolniej) i przewidywali by co głupiego może zrobić
          współuczestnik ruchu, albo co może się stać na drodze przed nim.
          W pewnej jednostce wojskowej był tor przeszkód, jedną z nich była rozpięta
          lina, którą trzeba było pokonać wisząc plecami w dół. W najniższym miejscu
          wielu słabszych żołnierzy spadało na ziemię, co bardzo psuło wyniki
          pododdziałów. Pewnego dnia dowódca, który obserwował ćwiczenia, zawołał
          żołnierza, kazał naciosać zaostrzonych kołków i wskazał gdzie należy je wkopać.
          Przybiegł lekarz pułku, politruk oraz wszyscy święci, protestowali, ostrzegali
          i straszyli odpowiedzialnoscią, ale dowódca nie dał się nastraszyć i przy
          następnym pokonywaniu toru juz nikt nie spadł z liny. Ten dowódca znał ludzką
          psychikę i umiał tę wiedzę wykorzystać, w przeciwieństwie do twórców przepisów.
          Słowo bezpieczny oznacza - bez pieczy (opieki), a niebezpieczny - z opieką - bo
          jej wymaga jako głupek.
          • emes-nju Re:Drogi Tadeuszu 05.10.05, 21:55
            Podsumowujac Twoja wypowiedz nalezaloby wszystkim kierowcom, moca ustawy, nakazac jezdzic ze struna fortepianowa zawiazana na szyi i przywiazana (z niewielkim luzem) do fotela. Tak dla poprawy bezpieczenstwa...
            • Gość: Piort Re:Drogi Tadeuszu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.05, 10:14
              Może struna fortepianowa była by skuteczna, ale wsiadanie i wysiadanie z
              takiego samochodu mogło by sprawiać kłopot. Prościej było by zamontować sztylet
              na kierownicy. Codziennie jeździłem do pracy o stałej porze stałą trasą i
              prawie codziennie jeden cwaniak w BMW wcinał się na siłę w sznur pojazdów,
              licząc na to że zostanie wpuszczony. A pewnego dnia była ślizgawica i tenże
              kierowca grzecznie jechał wraz z innymi. Bo wiedział, że mu coś grozi! I każdy
              kierowca powinien wiedzieć że i jemu coś grozi, a nie czuć się bezpieczny za
              wzmocnionym nadwoziem, poduszkami, pasami i sanitarką w 8 minut, bo zagraża
              innym.
              • emes-nju Re:Drogi Tadeuszu 06.10.05, 11:20
                Gość portalu: Piort napisał(a):

                > Może struna fortepianowa była by skuteczna, ale wsiadanie i wysiadanie z
                > takiego samochodu mogło by sprawiać kłopot. Prościej było by zamontować
                > sztylet na kierownicy. Codziennie jeździłem do pracy o stałej porze stałą
                > trasą i prawie codziennie jeden cwaniak w BMW wcinał się na siłę w sznur
                > pojazdów, licząc na to że zostanie wpuszczony. A pewnego dnia była ślizgawica
                > i tenże kierowca grzecznie jechał wraz z innymi. Bo wiedział, że mu coś
                > grozi!


                Akurat! Po prostu nie panowal nad autem w stopniu umozliwiajacym gwaltowne manewry. Z cala pewnosci anie bal sie o swoje zdrowie bo ludzie tego pokroju czuja, dzieki sukcesowi, niesmiertelni. Co najwyzej bal sie o lakier.


                > I każdy kierowca powinien wiedzieć że i jemu coś grozi, a nie czuć się
                > bezpieczny za wzmocnionym nadwoziem, poduszkami, pasami i sanitarką w 8
                > minut, bo zagraża innym.


                Byc moze taki bacik potrzebny jest troglodytom za kolkiem. Mi i wiekszosci normalnych ludzi nie.

                Zauwaz, ze w duzej czesci wypadkow jest winien i poszkodowany. Jak oddzielic winnych od poszkodowanych (czasem nie maja nawet sekundy na reakcje - sam tego doswiadczylem) i komu sztylet na kierownicy sie nalezy, a komu nie. Nie splycaj ludzkich reakcji do kija i marchewki bo zaczyna mi to tracic tym co slychac kiedys bylo z parlamentu na temat przypadkowego spoleczenstwa. Nie jestes na tyle lepszy (oni zreszta tez nie), zeby glosic takie poglady.
    • janu5 A ja ci wierzę bo widziałem podobny dokument 05.10.05, 20:26
      Był taki serial dokumentalny amerykański wielkie pościgi. Gościu w stanach
      uciekal przed policją na maksymalnej prędkości jak opuścił autostrdę to na
      pierwszym skrzyzowaniu zajechał mu drogę olbrzymi TIR . Wbił się czółowo w bok
      TIRa a sam wyleciał przez szybę , koziołek w powietrzu i uciekał dalej ale
      jużpieszo. Dorwali go dopiero dalej w jakiś ogódkach.
      Może to wszystko zalezy od konstrukcji siedzenia i gabarytów kierowcy. Jeżeli
      siedzenie jest tak skonstruowane ,że swobodnie się z niego wyslizguje nad
      kierownicą to jest to bezpieczniejsze niż wiązanie się pasami.
      I jeszcze jedno TVP pokazywała kiedyś taki oto przykład crush testów. Samochód
      przy czołowym zderzeniu, manekin dzieciaka na tylnym siedzeni niczym nie
      przypięty. W momencie zderzenia manekin wylatywał rozbijał przednią szybę i
      łagodnie zeslizgiwał się po masce na ziemię. Następnie ten sam manekin wsadzono
      w przepisowy fotelik i przypięto pasami. Wczasie zderzenia tym razem manekinowi
      po prostu urwała się głowa. Jak to zobaczyłem to zwatpiłem w racjonalność fotelikow.
      • emes-nju Re: A ja ci wierzę bo widziałem podobny dokument 06.10.05, 11:51
        Pasy czesciej ratuja niz odbieraja zycie. To statystyka.

        A co do fotelika... Rozumiem, ze glowa oderwana jest grozniejszym obrazeniem niz glowa zmiazdzona i poharatana szklem (o innych obrazeniach powstalych w czasie wspanialego lotu poprzez przednie fotele, tablice rozdzielcza nie wspomne). Rozumiem tez, ze samochody maja na maskach specjalne siatki do odlawiania niemowlakow, zeby nie dostaly sie pomiedzy dwa, byc moze, jeszcze poruszajace sie wraki).

        Jakos nigdy nie widzialem crash-testu, w czasie ktorego jakiemukolwiek manekinowi oderwala sie glowa. Widzialem natomiast siniaki (tylko!) na ramieniu mojej osobistej matki, z ktora mialem przyjemnosc zaparkowac (w zasadzie bez hamowania z 60 km/h) w aucie, ktore wyjechalo z podporzadkowanej i sie zatrzymalo. Rozumiem, ze siniaki na ramieniu sa grozniejsze niz obrazenia glowy, nog, brzucha i klatki piersiowej wynikle z odwiedzenia krajobrazu poprzez przednia szybe?

        Jak chcesz, nie zapinaj pasow, ale nie dorabiaj do tego ideologii.
    • bloczek4 Kolega wypadł przez przednią szybę... 06.10.05, 11:33
      ...czy widziałeś głowę, którą rozbito przednią szybę?
      • Gość: tadeusz ludzie nie uwierzycie ale moja pierwszą myślą IP: *.kg.net.pl / *.kg.net.pl 06.10.05, 21:05
        kiedy pierdzielnąłem dachem o asfalt było - Sorry- "Kur..a to nowy wóz"
        potem pomyślałem "KONIEC" ale zrobiłem pare przewrotów i stanąłem na kołach o
        centymetry od słupka znaku drogowego.
        Nie mogłem otworzyć drzwi bo słupek się o nie opierał ,nie było szyb , mój pies
        wskoczył obok mnie.
        Wyłączyłem stacyjkę i pomyślałem ,że trzeba spieprzać bo lada moment może być
        pożar.
        Wydostałem sie przez drzwi pasażera , wóż był na oko do kasacji.
        Niemiec któremu poszła opona stał na moim pasie i szprechał do mnie.
        Ryknąłem na niego żeby nie pier....ił że nie rozumie po polsku i dodałem "Po
        ch.j włazisz za kierownicę jak jeździć nie umiesz".
        Zdarzenie miało miejsce na skrzyżowaniu Roździeńskiego z Bogucicką - Niemiec
        chciał zjechac ze srodkowego pasa do stacji benzynowej i zrobił to bez
        ostrzeżenia- moze mnie nie widział.
        Po tym wypadku zlikwidowali ten zjazd i tak jest do dzisiaj zreszta trwa tam
        przebudowa drogi.
        Polazłem do tej tankszteli /stacja benzynowa/ zawiadomić policję ale telefon
        był cały czas zajęty / świadkowie wypadku dzwonili że jest nieboszczyk/ więc
        zadzwoniłem do strazy pozarnej i byli po paru minutach łącznie z pogotowiem .
        Chciałem zadzwonić do firmy ale nie miałem karty ani drobnych żeby ją kupić a
        obsługa stacji nie chciała mi udostępnić telefonu.
        Więc wróciłem do wraku i okazało się ,że działa CB -radio ale nie mogłem się
        dostac do urządzenia które było nastawione na kanał 28 /wywoławczy/ ale
        namacałem majka /mikrofon/ .
        Na tym 28 kanale zacząłem wrzeszczeć ,że mam wypadek i żeby dali mi powiedzieć
        bo mam zablokowane radio .
        Oczywiście znalazła się grupa idiotów którzy zaczęli mnie uświadanmiać ,że to
        kanał wywoławczy i co ja sobie wyobrażam .
        Szczęśliwie zgłosił się operator z pobliskich bloków i przyjął komunikat po czy
        zawiadomił moją żonę.
        Zdążyłem jeszcze przejść się drogą na której walały się resztki po moim
        bolidzie i na asfalcie znalazłem przednią szybę rozpłaszczoną na
        asfalcie /popekała ale zachowała kształt .
        Do tej szyby były przyklejone moje okulary- jakim cudem - nie wiem ale też były
        płaskie.
        na szybie widniał odbity wizerunek mojej twarzy coś jak Całun Turyński.
        Chciałem ją pozbierac ale nie dałem rady oderwałem okulary nagiąłem je i
        założyłem na nos.
        W tej chwili przyjechała straż - błyskawicznie odcięli akumulator i zaczęli
        mnie pytać gdzie są zwłoki.
        Jak im powiedziałem ,że to ja jestm kierowcą to momentalnie położyli mnie na
        trawnik.
        Za chwilę przyjechało pogotowie i siłą porwali mnie do szpitala nawet psa nie
        zdążyłem zabezpieczyć.
        Tam okazało sie po prześwietleniu ,że nic mi nie jest i dojechała do mnie żona.
        Wróciliśmy na miejsce ale wraka już nie było na szczęście ci z tej stacji się
        zrehabilitowali bo pies miał na obroży numer telefonu więc zadzwonili i odebrał
        go Maciek.
        Pojechaliśmy na policję i zastaliśmy Niemca.
        Przebadali mnie alkomatem i poprowadzili do takiej pani inspektor na
        przesłuchanie.
        Tam sie dowiedziałem ,że spowodowałem wypadek uderzając w Niemca.
        Parę minut trwało wyjaśnianie w końcu - poradziłem kobiecie żeby pooglądała
        uszkodzenia na samochodach to będzie wiedziała kto w kogo i z jakiej przyczyny
        wyrżnął.
        Po jakiejś godzinie wyjaśnili sprawę i dali mi opis do PZU według którego
        Niemiec zajechał mi drogę spowodował kolizję wyrzucił mnie z pasa zajął moje
        miejsce i chciał kontynuowac jazdę .
        I tak to się skończyło bo po dwóch latach wskutek niemożności dopadnięcia
        Niemca prokuratura poprosiła mnie o zgodę żeby Niemca scigała Niemiecka policja
        na co się zgodziłem ale do dzisiaj nie wiem czy coś mu się stało.
        W czerwcu 2006 będzie 10 lat od tamtego zdarzenia.
    • emes-nju Obrazek z Al. Jerozolimskich w Warszawie 07.10.05, 14:18
      Dzis widzialem jak Kia Pride zaparkowala centralnie w tyle wielkiej wywrotki. Osobowka troche wjechala pod wywrotke, ale scielo tylko maske do szyby - blotniki nie skrocily sie zasadniczo. Ot, zwykla miejska kolizja. Tylko co robily tam dwie karetki pogotowia?! Czyzby kierowcy obydwu aut dostali zawalu ze strachu? A moze dwoch pasazerow Kii nie mialo pasow i zatrzymalo sie na tablicy rozdzielczej i szybie? Szyba nosila wyrazne slady prob wydostania sie zawartosci auta poprzez nia...

      Oczywiscie ludziki pasow nie mieli bo pasy zabijaja! Mam nadzieje, ze przezyli probe wiary!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka