stefan4
26.10.05, 01:35
Nie uważam się za dobrego kierowcę. Jeżdżę samochodem wtedy, kiedy muszę; o
wiele bardziej lubię rower. Jednak te kilkaset kilometrów tygodniowo, na
które muszę się wbić w cholerną puszkę, chciałbym przebyć w miarę bezpiecznie.
I wydaje mi się, że mam do tego prawo. Ale stale przeżywam takie scenki,
jakie opisuję poniżej. Powtarzam: STALE. Jeśli popełniam jakiś systematyczny
błąd, to proszę o pouczenie.
1. PRECZ Z ODSTĘPAMI
Kiedy przede mną jedzie ciężarówka z prędkością 90-100 km/h, to nie widzę
żadnego powodu, żeby ją wyprzedzać. Po pierwsze musiałbym w tym celu złamać
prawo; po drugie taka prędkość mi wystarczy; po trzecie nie potrzebuję emocji,
czy zdążę czy nie. Wobec tego jadę za nią w minimalnej bezpiecznej
odległości, może ze trzy długości mojego blachosmroda. W takiej sytuacji
PRAWIE KAŻDY nadjeżdżający z tyłu pojazd uważa za swój obowiązek wyprzedzić
mnie i wepchać się w lukę między ciężarówką a mną. Pół biedy, jeśli od razu
ją też wyprzedzi i pojedzie sobie w cholerę. Ale najczęściej nie potrafi tego
zrobić i skutkiem jego manewru jest tylko zmniejszenie mojego bezpiecznego
odstępu. Zmusza mnie do zredukowania prędkości (czasem ostrym hamowaniem),
żeby odbudować odstęp. Kiedy to już zrobię, to nadjeżdża z tyłu następny
pospieszny, wyprzedza mnie i wjeżdża w lukę między tym pierwszym a mną. Więc
znowu muszę hamować. Dlaczego kierowcy tak zaciekle zwalczają odstępy między
pojazdami?
2. DUŻY MA RACJĘ
Ciemno, szosa zalana deszczem, światła samochodów odbijają się w wodzie, nic
poza nimi nie widać. Jadący z przeciwka TIR wjeżdża na moją stronę
wyprzedzając innego TIRa. Zmniejszam prędkość jak mogę, ale on nie zdąży
dokończyć wyprzedzania nawet, gdybym stanął. Wobec tego MUSZĘ zjechać na
pobocze. Na tym poboczu mogą w tej chwili znajdować się piesi, albo pijany
rowerzysta bez świateł. Lśniące w wodzie światła z przeciwka uniemożliwiają
mi upewnienie się, czy ich tam nie ma. Zjeżdżam na pobocze mając zaledwie
NADZIEJĘ, że nikogo nie pozbawię życia. Czy gościu, który nie potrafi jechać
noga za nogą w warunkach, gdy nie da się bezpiecznie wyprzedzić, powinien mieć
prawo jazdy na TIRa?
3. WSIE PO DRODZE
Wielu kierowców jeździ wysoko powyżej 90 km/h. Jednak jest też sporo takich,
którzy stale utrzymują 95-100. Ja też tak jeżdżę, kiedy warunki są dobre.
Tak sobie równo i spokojnie jedziemy, dopóki nie pojawi się biała tablica
przed jakąś wsią. Wtedy ja zwalniam do 60 (co pewnie i tak jest zbyt szybko)
a samochód za mną wsiada mi na zderzak i zaczyna wściekle migać światłami,
żebym go puścił. On chce nadal jechać 95-100. Ja na ogół nie daję się
spędzić z drogi ani przyspieszyć; więc po chwili jedzie za mną ciasna kolumna
wściekłych samochodów czekających na jakąkolwiek możliwość wyprzedzenia.
Kiedy się ona pojawi, to wyprzedzają z piskiem opon nie bacząc ani na podwójną
ciągłą linię, ani na pieszych łażących we wsi po drodze. Czy uważają
obowiązek zredukowania prędkości we wsi za bezsensowną szykanę?
To nie są bynajmniej wyjątkowe zdarzenia, tak dzieje się stale. No to
powiedzcie mi, proszę, co robię źle?
- Stefan
www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak