Dodaj do ulubionych

Wypadek w Warszawie

20.01.06, 12:01
To tragedia zarówno dla bliskich pokrzywdzonych ale i samego sprawcy.
Niestety
wszyscy jeździmy za szybko, brawurowo, bez kultury. Opamiętanie przychodzi na
krótko jedynie przy tego typu zdarzeniach. Czy potrzeba aż tylu ofiar by
zmądrzeć? Sam też kiedyś jeździłem szybko i nie zawsze bezpiecznie. Kilka
mandatów, parę stłuczek, zabranie prawka... Od momentu gdy potrąciłem faceta
na
przejściu ( 10 dni nieprzytomny, połamane żebra, nogi, wstrząs mózgu,
obrażenia wewn. ale
przeżył ) jeźdzę przepisowo i mam w głębokim poważaniu trąbienie i ponaglanie
innych. Was też proszę ... ZWOLNIJCIE !!! Odgłos ciała na masce to NAPRAWDĘ
nic fajnego.
Obserwuj wątek
    • Gość: retro Re: Wypadek w Warszawie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.06, 12:44
      Ja nie musiałem przechodzic tego o czym piszesz by jezdzic tak jak napiszałeś
      na końcu :)
      • zielony_banan Re: Wypadek w Warszawie 20.01.06, 17:27
        To bardzo zastanawiajace, ze na forum internetowym kazdy jest "bezpiecznym
        kierowca" przestrzega przepisow, brawura jest mu obca, etc. Tylko dlaczego na
        codzien na ulicach widze co innego? Czyzby rzeczywistosc rozmijala sie z
        forumowymi deklaracjami? Niemozliwe!
        • ab_extra Re: Wypadek w Warszawie 20.01.06, 17:58
          Forum nie jest reprezentatywne :)))
    • w357 Re: Wypadek w Warszawie 20.01.06, 22:54
      stefaniak1971 napisał:
      .......Opamiętanie przychodzi na
      krótko jedynie przy tego typu zdarzeniach. ......
      ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
      Niestety, nie zgodzę się z tym !!!

      Na chwilę(krótko) opamiętują się tylko Ci którzy uczestniczyli w
      wypadku/kolizji drogowej !
      Inni tylko mają nowy temat do rozmów "niekontrolowanych" i tyle !

      Posiadam prawo jazdy ponad 20 lat.
      Nigdy jeszcze nie spowodowałem żadnej kolizji .
      Kilka razy byłem poszkodowanym.

      Na początku ciąąąągle sprawdzałem "ile fabryka dała" .
      Teraz jeżdżę zgodnie z przepisami jeżeli na drodze jest conajmniej kilka
      pojazdów.
      Dlaczego ?
      Bo nie wiem jakich wariatów mogę napotkać !

      Wielokrotnie uniknąłem kolizji tylko dlatego, że miałem możliwość zatrzymania!!!
      Gdybym chciał liczyć ile razy ktoś mi zajechał drogę lub wymusił pierwszeństwo,
      to musiałbym kupić Gruuuuby Notes.
      • Gość: 03730 w357 pisałeś gdzieś indziej, że przemieszczsz się IP: *.chello.pl 30.01.06, 20:41
        tylko autobusem w niedzielne przedpołudnia bo twój maluszek nie wytrzymał
        konfrontacji z gruboblasznym ikarusem, wiem, że masz wąsy i okulary i napewno
        masz czapkę . Czyli po polsku czym jest twoje posiadanie prawa jazdy od 20 lat
        a to nie to samo co doświadczenie.
    • Gość: Piort Re: Wypadek w Warszawie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.06, 08:57
      To wielka tragedia, ale żyjąc w mieście i będąc uczestnikami ruchu drogowego
      musimy się liczyć z możliwością zostania ofiarą a nawet sprawcą wypadku. Jest
      tak wiele czynników pozostających poza naszą kontrolą, że nikt nie może czuć
      się bezpieczny. Wiele lat temu moja znajoma czekała na przystanku i została
      zabita. Kierowca pustej ciężarówki nie zauważył, że na tylnym prawym
      zewnętrznym kole pękł pierścień i jeden z pięciu "kamieni" wystrzelił akurat na
      te kobietę. Tylko wtedy nie było żadnego śledztwa, po prostu śmiertelny
      wypadek. Ja wyjeżdżając samochodem zawsze liczę się z możliwością
      uczestniczenia w wypadku, bo wiem że ode mnie nie wszystko zależy. Gdyby to
      wszystko stało się dziesięć metrów bliżej lub dalej, to skutki mogłyby się
      okazać błache: rozbity samochód i pęknięte żebra. Tak niewiele od nas zależy!
      • stefan4 Re: Wypadek w Warszawie 21.01.06, 10:22
        Piort:
        > Jest tak wiele czynników pozostających poza naszą kontrolą, że nikt nie może
        > czuć się bezpieczny.

        I właśnie dlatego należy stosować szeroki margines bezpieczeństwa. Na przykład
        w mieście nie przekraczać 50 a poza miastem nie wyprzedzać jeśli warunki dla
        bezpiecznego wyprzedzenia są niepewne.

        - Stefan

        www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
        • Gość: Piort Re: Wypadek w Warszawie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.06, 13:10
          Najtęższe głowy myślą o bezpieczeństwie i jakoś skutki ich działan są mierne.
          Jedynym sposobem na zwiększenie bezpieczeństwa ruchu jest zwiększenie
          niebezpieczeństwa kierowców. Gdyby kierowca nie miał pasów ani innych
          zabezpieczeń, gdyby siedział na samym przodzie samochodu (kiedyś był taki Fiat
          Multipla), gdyby na kierownicy było ostrze wbijąjce się w pierś kierowcy przy
          zderzeniu, to niepotrzebne by były wszystkie inne zabezpieczenia i
          ograniczenia. Każdy najlepiej sam zadba o swoje bezpieczeństwo, a na wariatów i
          tak nie ma sposobu.
          • deadeasy Re: Wypadek w Warszawie 21.01.06, 18:41
            "Gdyby kierowca nie miał pasów"

            Wiele kierowcow w Polsce jezdzi bez zapinania pasow bezpieczenstwa. Do tego
            pruja 100/120 km/h po ulicach w miescie...

            Niech postawia wszedzie kamery/radary i czesza kase. Kase niech przeznacza na
            polepszenie stanu nawierzchni. Sorted!
            :)
            • Gość: Piort Re: Wypadek w Warszawie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.06, 08:49
              Gdyby nie miał pasów, to miałby większą szansę zginąć i ja na jego miejscu
              wolałbym zginąć niż mieć na sumieniu pięć ofiar i więzienie w perspektywie. Sam
              z zasady nie zapinam pasów, to powoduje że jeżdżę ostrożniej, bo zdaję sobie
              sprawę że skutki zderzenia mogą być dla mnie gorsze niż dla "związanego"
              wariata.
              • mejson.e Poważne sprawy 22.01.06, 17:38
                Gość portalu: Piort napisał(a):

                "Gdyby nie miał pasów, to miałby większą szansę zginąć i ja na jego miejscu
                wolałbym zginąć niż mieć na sumieniu pięć ofiar i więzienie w perspektywie."

                Może i byłbyś szczęśliwy, tam gdzie byś trafił, bo do raju na pewno nie -
                samobójców się z tego wyklucza.

                Ale ciekawe, czy byłbyś tego samego zdania, gdybyś zamiast w trumnie skończył na
                wózku - jako roślina może wzbudziłbyś w innych poczucie litości i szybsze
                odstąpienie od oskarżeń - czy rozważanie o sensie dalszego trwania doskonale
                wiedząc, że przy zapiętych pasach mógłbyś wyjść bez szwanku, na pewno byłyby
                lepsze od stanięcia przed sądem i odpokutowanie za swoje czyny?

                "Sam z zasady nie zapinam pasów, to powoduje że jeżdżę ostrożniej, bo zdaję
                sobie sprawę że skutki zderzenia mogą być dla mnie gorsze niż dla "związanego"
                wariata."

                No to się zastanów, masz jeszcze (chyba) czas...

                Jestem trochę zgryźliwy, bo wiem jak łatwo o wypadek nawet przy zachowaniu
                największej ostrożności, więc pozbawianie się szans na zmniejszenie skutków jest
                dla mnie absurdalne.

                Wylądowałem kiedyś na latarni mimo ostrożnej jazdy czterdziestką na suchej (do
                czasu) drodze.
                Okulary mi spadły, chłodnicę szlag trafił razem z większością przodu samochodu,
                ale nie miałem nawet zadraśnięcia.

                Rodzina zamiast mędrkującego inwalidy ma żywiciela.

                Nie lekceważ tak poważnych spraw!

                Pozdrawiam,
                Mejson
                --
                Automobil
                Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
                • Gość: Piort Re: Poważne sprawy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.06, 18:12
                  Akurat ze statystyk wiem, że przeżywalność ofiar wypadków rośnie gdy mają
                  zapięte pasy, ale niewiele mogę się dowiedzieć o jakości tego przeżycia.
                  Widziałem wielu, wyratowanych dzieki pasom, pozbawionych kończyn,
                  sparaliżowanych i kalekich w takim stopniu, że śmierć wydaje się wybawieniem.
                  Zdecydowanie nie chcę być takim i wolę zginąć. Może i prawdą jest, ze pasy
                  ratują życie, ale unikam ich używania, bo nie chcą być jeszcze jednym sukcesem
                  medycyny na wózku. Co innego pasażerowie, oni nie muszą uważać i nie mają
                  wpływu (poza werbalnym) na prowadzenie, sytuacja może ich zaskoczyć, a nie
                  powinna kierowcy.
                  Uważam że pasy i inne gadżety są skutkiem działań prawników (początkowo
                  amerykańskich), którzy wymuszali na producentach zmiany konstrukcyjne, bo
                  pijani nastolatkowie się nadziewali na oś kierownicy. Koncerny broniły się
                  argumentacją, że gdyby jechali trzeźwi, to nic by się im nie stało, ale po
                  setkach milionów wypłaconych odszkodowań poszli po rozum do głowy, uznali że i
                  tak klient za wszystko zapłaci i zaczął się wyścig zabezpieczeń. A skuteczność?
                  Żaden zakład ubezpieczeń nie stosuje zniżek za te gadżety, gdy kierowcy
                  upomnieli się o zniżkę za ABS, to ubezpieczyciele dowodnie wykazali że nie ma
                  on żadnego wpływu na wypadkowość samochodów w niego wyposażonych. I co Ty na to?
                  • mejson.e Sukces medycyny na wózku? 22.01.06, 18:54
                    Gość portalu: Piort napisał(a):

                    "Widziałem wielu, wyratowanych dzieki pasom, pozbawionych kończyn,
                    sparaliżowanych i kalekich w takim stopniu, że śmierć wydaje się wybawieniem."

                    A widziałeś takich, co przeżyli dzięki zapiętym pasom?
                    Pasy chronią bardzo wyraźnie także przy małych prędkościach, które jeśli nie
                    zabiją, to okaleczą.

                    I takim okaleczonym chciałbyś być?
                    Zamiast zdrowym?

                    "Zdecydowanie nie chcę być takim i wolę zginąć."

                    Odwaga przy klawiaturze niewiele kosztuje, natomiast by wyobrazić sobie możliwe
                    konsekwencje wypadku nie trzeba mieć szczególnie dużej wyobraźni.

                    Na rozpamiętywanie swojej głupiej decyzji o niezapinaniu pasów może być bardzo
                    dużo czasu.
                    Może przykuty do wózka miałbyś także szanse pisać na komputerze i wyleczyłbyś
                    innych z takiego infantylizmu?

                    Nie wątpię że wypowiedzi na forach internetowych śledzą ludzie niepełnosprawni
                    poszkodowani w wypadkach samochodowych.
                    Może któryś z nich nauczy Cię rozumu?

                    "Może i prawdą jest, ze pasy ratują życie, ale unikam ich używania, bo nie chcą
                    być jeszcze jednym sukcesem medycyny na wózku. Co innego pasażerowie, oni nie
                    muszą uważać i nie mają wpływu (poza werbalnym) na prowadzenie, sytuacja może
                    ich zaskoczyć, a nie powinna kierowcy.
                    Uważam że pasy i inne gadżety są skutkiem działań prawników (początkowo
                    amerykańskich), którzy wymuszali na producentach zmiany konstrukcyjne, bo pijani
                    nastolatkowie się nadziewali na oś kierownicy. Koncerny broniły się
                    argumentacją, że gdyby jechali trzeźwi, to nic by się im nie stało, ale po
                    setkach milionów wypłaconych odszkodowań poszli po rozum do głowy, uznali że i
                    tak klient za wszystko zapłaci i zaczął się wyścig zabezpieczeń. A skuteczność?

                    Żaden zakład ubezpieczeń nie stosuje zniżek za te gadżety, gdy kierowcy
                    upomnieli się o zniżkę za ABS, to ubezpieczyciele dowodnie wykazali że nie ma on
                    żadnego wpływu na wypadkowość samochodów w niego wyposażonych. I co Ty na to?"

                    No comments.

                    Pozdrawiam,
                    Mejson
                    --
                    Automobil
                    Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
                  • kubryk1 Re: Poważne sprawy 23.01.06, 07:46
                    Piotrze! po co tak ryzykujesz? po prostu się powieś i będziesz miał pewność, że
                    nie będziesz przykuty do wózka! Póki co, radzę poddać się badaniom...
                    psychiatrycznym.
                    • Gość: Piort Kubrykowi pod rozwagę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.06, 08:09
                      W swoim czasie bywałem często w Konstancinie i widziałem tetraplegików.
                      Przywozili wysportowanego chłopaka, a po kilku miesiącach bezskutecznego
                      leczenia odsyłali go do domu, gdzie nieraz gnił od odleżyn. Zaraz po wypadku,
                      gdy zdawał sobie sprawę ze swojego stanu, był przerażony. Po dwóch tygodniach,
                      gdy już było wiadomo że paraliż się nie cofnie chciał umrzeć, ale czujny
                      personel pilnował, potem kładziono go na sali z takimi samymi i powoli się
                      przyzwyczajał. Czy uważasz że to humanitarne? A ja nie muszę się wieszać, i tak
                      wkrótce umrę bez Twoich rad. A Tobie nie życzę abyś był sukcesem medycyny.
    • Gość: fragi Re: Wypadek w Warszawie IP: 80.54.248.* 21.01.06, 14:13
      Sęk w tym, że ten sprawca też, w swoim przekonaniu, jechał bezpiecznie. Jak
      każdy. Nie słyszałem jeszcze żeby sprawca powiedział: "jechałem za szybko,
      niebezpiecznie bo zawsze tak jeżdżę i nigdy nic się nie stało".
    • thecat Re: Wypadek w Warszawie 29.01.06, 22:05
      Krotka historia pewnego kierowcy:

      Po wielkich bolach zrobilem prawo jazdy. Bylo ciezko - jak oni mogli mnie oblewac!?! przeciez schumacher to mi nawet do piet nie dorastal!

      Pierwsze 5 tys. km - ale kiedys glupi bylem, myslalem, ze umiem jezdzic... Teraz to ze mnie jest kierowca! 100 w miescie? no problem! przeciez to proste!

      Na koncie 50 tys. km - alez bylem kretynem, sadzilem ze jestem kierowca... Teraz juz umiem jezdzic, wiec nic mi nie grozi, 170 km/h? prosze bardzo!

      Kolejne kilometry (staz - 100 tys.) - Zaraz, zaraz, zaraz... jesli mam do przejechania 30 km to ze srednia 60 km/h - 30 min, 90 - 20 min. Jade szybciej czysty zysk! Matematyka krolowa nauk!

      Staz - 150 tys., srednia 60 km/h - ok. 7l/100km, srednia 90 - 8,5l/100km, Matematyka boli na stacjach... ale juz nie mnie, wybieram opcje oszczedna!!!

      I tak oto z wojaka Szwejka, zrobil sie ze mnie Dickensowski Scrooge.. Ale sadze ze z korzyscia nie tylko dla mojego portfela, ale i innych na drodze...
      • w357 0 3 7 3 0 ? 30.01.06, 20:53
        .... czyżby , to był Twój numer więzienny ?

        Owszem jeżdżę autobusem !!!
        (ale siedząc za kierownicą )

        :-)
        • Gość: 03730 .. pomyliłeś kierowcę z kierownicą !!! W357 IP: *.chello.pl 31.01.06, 23:25
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka