Dodaj do ulubionych

Nauczyciele...

28.05.07, 09:25
Wczoraj. Centrum Dąbrowy Górniczej. Ruch prawie żaden. Jadę na rowerze. NAgle
ni z tego ni z owego mija mnie trąbiąc srebrny escort (ze znaczkiem inwalidy)
w odległości ok. 20-30 cm od pedała. Popukałem się w głowę. Kolega się
zatrzymał. I powiedział: "Nie jeździ się środkiem, kołku".
A teraz wyjaśnienia:
1. Jechałem koleiną. Jakiś metr od krawężnika.
2. Droga była dwupasmowa. Lewy pas wolny.
3. Ten kretyn zrobił to samo mojej małżonce, jadącej za mną.

Dora, wywnętrzyłem się. A teraz do meritum. Naprawdę za często spotykam się na
drodze z nauczycielami, działającymi w myśl zasady: "Jak nie podoba mi się
twój styl jeżdżenia to Cię ukaram.
Niestety najczęściej robią to w sposób, który zagraża bezpieczeństwu. Albo
zajechanie drogi i hamulec, albo mijanie na milimetry. A przecież ryzykujemy
tym cudze życie i zdrowie.
Skąd się biorą tacy debile? Są na nich jakieś sposoby? Czy sami się w ten
sposób nie zachowujemy nawet nieświadomie.

Obserwuj wątek
    • jaro_ss Re: Nauczyciele... 28.05.07, 10:00
      Jeśli eowerzysta jedzie w miście, tak jak się da, bo nie ma pobocza, bo
      szerokość pasa jest jaka jest - trkatuje go jak każdy inny pojazd, to jest
      jakby rzeczywiście maił gabaryty mąłego autka, podobnie na drodze, jak nie mam
      czystego poa (bo auta jadą szeroko i ciurkiem z przeciwka) jestem w stanie
      zwolnić do jego przędkości, dopóki się nie zwolni...

      Ale tak z innej beczki, jest w mojej okolicy pan trener i są kolaże, i pan
      trener sobie jedzie szerooko poboczem, a zawodnik równolegle odpowiednim pasem
      jezdni (albo na odwrót), i nie byłoby to irytujące, poza tym, że na owej drodze
      kilka razy dziennie pojawia się ostry ruch samochodów.

      I wtedy wiem dlaczego nie lubię rowetrzystów: nienawidzę form dwójkowych,
      jadących obok siebie, czy to z powodu powyżej, czy z tzw. powodu "miłość", albo
      towarzyskie pogaduchy.....

      Droga jest do jazdy, a do amorów.... znajdzie się parę miejsc koło drogi....
    • negevmc Przyznaję się czyli spowiedź nerwusa 28.05.07, 10:25
      kaqkaba napisał:

      > A teraz do meritum. Naprawdę za często spotykam się na
      > drodze z nauczycielami, działającymi w myśl zasady: "Jak nie podoba mi się
      > twój styl jeżdżenia to Cię ukaram.

      Po pierwsze: doskonała uwaga. Więcej takich postów na tym forum
      Po drugie: przyznaję się. Robię to czasami. Rzadko mam okazję jeździć szosami
      dwupasmowymi (tj 1 pas w jedną i 1 pas w drugą stronę) czy raczej nie rzadko
      ale to są stosunkowo krótkie odcinki. Czasem zdaży sie, że gość wyprzedza na
      przeciwko i źle ocenia odległość. Biję się w piersi wiem, że robie źle ale nie
      mogę się opanować - nie zjeżdżam na pobocze, nie mrugam, nie zwalniam -
      wytrzymuje gościa aż narobi w portki. Zaznaczam, że robię to tylko gdy jadę sam.
      Inna sytuacja, która często mni się zdaża na drodze cztero(lub więcej) pasmowej.
      Na prawym pasie jedzie ciężarówka więc wszyscy ją wyprzedzają - jedni szybciej,
      inni wolniej. Po chwili z powodu tych wolniejszych tworzy się zator na lewym
      pasie. Z tyłu nadjeżdżają "chytruski" czyli nie-frajerzy. Denerwuja się
      na długą kolejkę na lepwym pasie choć widzą w odległości 100-200 metrów powolną
      ciężarówkę na prawym. Zjeżdżają nań dobijają do ciężarówki wyprzedzając
      kilkanście aut i na konic wciskają się na lewy pas. Przyznam się - szlag mnie
      trafia i choćby było to 140 km/h dla zasady nie daje facetowi wjechać na lewy
      pas. Proszę zauważyć, że robię to tylko wobec tych, którzy wyprzedzili mnie
      prawym pasem podczass gdy ja "czekałem" na lewym. Jeśli gość jechał cały czas
      prawym a ja dojechałem do niego lewym akurat w momencie kiedy ten zdecydował
      się ciężarówkę wyprzedzić - jestem spokojny - ustępuję miejsca.
      Teraz najgorsze: w drodze do domu przejeżdzam koło dość specyficznego osiedla.
      Krążą tam czasem takie wyrostki, które nierzadko rzucą kamieniem w auto albo
      udają, że wyskakują na drogę ciesząc się, że kierowca się przestraszył. Nie mam
      dla nich litości. Wiem, że to dzieci (wyglądja na jakieś 13-16 lat) wiem, że
      mają trudne dzieciństwo ale nie budzą we mnie żalu. Nie odbijam w lewo nie
      trąbię, nie mrugam - przyspieszam za to. Wolno tam 60 więc jade 80 jeśli jakiś
      wyskoczy i tak marny jego los.
      Dla rowerzystów mam szczególną sympatię bo sam kiedys dużo jeździłem.
      Omijam szerokim łukiem.

      Więcej grzechów nie pamiętam za wszystkie szczerze żałuję.

      • jaro_ss Re: Przyznaję się czyli spowiedź nerwusa 28.05.07, 10:35
        A ja juz się z tym pogodziłem, że wyprzedzanie prawym pasem jest normalką w tym
        kraju, wobec tych, co ich wołami nie można zgonić z lewego, mimo że przędkość
        ich jazdy bliższa jest do przędkości wołu niż samochodu....
        • negevmc Re: Przyznaję się czyli spowiedź nerwusa 28.05.07, 11:58
          jaro_ss napisał:

          > A ja juz się z tym pogodziłem, że wyprzedzanie prawym pasem jest normalką w
          > tym kraju

          rozumiem, że "tym krajem" nazywasz Polskę. Widzisz ja mieszkam w innym kraju,
          ba nawet na innym kontynencie ale zwyczaje widać te same - może nie mają one
          nic wspólnego z jakąś "narodową kulturą" tylko ze zwykłymi ludzkimi wadami.

          U nas też wszyscy narzekają, że "nasi" kierowcy są niekulturalni, bezczelni
          i jeżdżą z niepotrzeną a niebezpieczną brawurą.
          Chociaż, wiesz co ... już dawno zauważyłem że ten mały azjatycki kraik jest do
          Polski cholernie podobny i to nie tylko na jezdni.

          Pozdrawiam
          • jaro_ss Re: Przyznaję się czyli spowiedź nerwusa 28.05.07, 12:22
            Takich sympatycznych kraików jest wiele, ja tam też postrzegam i dobre strony,
            poza tym przyzwyczajam się....
    • iberia.pl Re: Nauczyciele... 28.05.07, 14:40
      kaqkaba napisał:

      > Wczoraj. Centrum Dąbrowy Górniczej. Ruch prawie żaden. Jadę na rowerze. NAgle
      > ni z tego ni z owego mija mnie trąbiąc srebrny escort (ze znaczkiem inwalidy)
      > w odległości ok. 20-30 cm od pedała.

      jesli tylko mam mozliwosc to rowerzystow omijam szerooookim lukiem-dla ich
      bezpieczenstwa po prostu.
    • Gość: kaqkaba Re: Nauczyciele... IP: *.gapp.pl 29.05.07, 09:06
      Właśnie sobie uświadomiłem, że czasami sam wstępuje w rolę nauczyciela.
      Jeżeli na drodze dwupasmowej wyprzedzam kolumnę aut lub TIR-a, i jakiś narwaniec
      dojeżdża mi do zderzaka, to rezygnuje z manewru. Zwalniam, i jak się da to
      zjeżdżam na prawy pas. Nie hamuje, bo z ludzikiem na zderzaku to niezbyt
      bezpieczne, tylko noga z gazu i prawy kierunek.
      Narwaniec traci czas, który chciał zaoszczędzić poganiając mnie, a ja sobie
      dokończę manewr w spokoju.
      Zdarza się, że w podobny sposób reaguję na jazdę na tyłku. Jadę wolniej niż
      normalnie. Delkiwent zjedzie mi ze zderzaka przyspieszam.
      • mejson.e Efekty nauczania 29.05.07, 09:23
        Gość portalu: kaqkaba napisał(a):

        "Właśnie sobie uświadomiłem, że czasami sam wstępuje w rolę nauczyciela.
        Jeżeli na drodze dwupasmowej wyprzedzam kolumnę aut lub TIR-a, i jakiś narwaniec
        dojeżdża mi do zderzaka, to rezygnuje z manewru. Zwalniam, i jak się da to
        zjeżdżam na prawy pas. Nie hamuje, bo z ludzikiem na zderzaku to niezbyt
        bezpieczne, tylko noga z gazu i prawy kierunek.
        Narwaniec traci czas, który chciał zaoszczędzić poganiając mnie, a ja sobie
        dokończę manewr w spokoju."

        I jaki osiągasz skutek w takim nauczaniu?
        Narwaniec wie, że zbłądził i więcej nie będzie poganiał?
        Będzie spokojniejszy, gdy straci czas za celowo zwalniającym?
        Będzie bezpieczniej?

        Jeśli nie, to po co to wszystko?
        Nie lepiej dokończyć manewr bez zwalniania?

        "Zdarza się, że w podobny sposób reaguję na jazdę na tyłku. Jadę wolniej niż
        normalnie. Delkiwent zjedzie mi ze zderzaka przyspieszam."

        To akurat jest do przyjęcia - nie akceptujesz jazdy na zderzaku, niebezpiecznie
        małego odstępu - może coś dotrze. Wyprzedzania nie utrudniasz.

        W udzielaniu lekcji trzeba brać pod uwagę jaki będzie efekt tej lekcji - czy
        naprawdę coś poprawi, czy tylko nam da satysfakcję z rozwścieczenia innych?

        Pozdrawiam,
        Mejson
        --
        Automobil
        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
        • Gość: kaqkaba Re: Efekty nauczania IP: *.gapp.pl 29.05.07, 10:07
          mejson.e napisał:
          > I jaki osiągasz skutek w takim nauczaniu?
          > Narwaniec wie, że zbłądził i więcej nie będzie poganiał?
          > Będzie spokojniejszy, gdy straci czas za celowo zwalniającym?
          > Będzie bezpieczniej?

          Niestety nie potrafię normalnie jeździć z prędkością 90-110 z osobnikiem za mną
          w odległości 1-2 metrów (a bywa, że i mniej). Podświadomie wtedy przyciskam gaz,
          zwiększam prędkość i na zakończenie manewru prawie zajeżdżam drogę
          wyprzedzanemu, bo delikwent już prawie jedzie po lewym poboczu i mignie obok
          mnie w odległości 20 cm. Za taką przyjemność dziękuję.

          > Będzie bezpieczniej?
          Dla mnie? Tak.

          Niestety. Najczęstszą reakcją na poganiacza na tyłku, jest przyspieszanie. I w
          ten sposób osiągają on swój cel. I będą ten sposób jady kontynuować.

          Również pozdrawiam
          Kuba




        • klemens1 Re: Efekty nauczania 29.05.07, 13:44
          > I jaki osiągasz skutek w takim nauczaniu?

          Akurat robię dokładnie tak samo, więc odpowiem w swoim imieniu.
          Skutek jest taki, że spieszący się pojmuje, że więcej traci jadąc mi na
          zderzaku niż w większej odległości. I to działa - do następnych już tak nie
          podjeżdża. Tłumaczyć dlaczego jazda na zderzaku jest niebezpieczna komuś
          takiemu jak ty chyba nie muszę?
          • mejson.e Re: Efekty nauczania 29.05.07, 14:23
            klemens1 napisał:

            "Skutek jest taki, że spieszący się pojmuje, że więcej traci jadąc mi na
            zderzaku niż w większej odległości."

            Skąd wiesz, że pojmuje?

            "I to działa - do następnych już tak nie podjeżdża."

            Ponowię pytanie - skąd wiesz?

            Bo wg mnie nie pojmuje i nadal tak robi, jeśli uzna, że swoim pressingiem
            spowoduje przyspieszenie poprzednika.
            Taki "nauki" potraktuje albo jako nieudolność, albo złośliwość, a na pewno nie
            jak dobrą radę.

            "Tłumaczyć dlaczego jazda na zderzaku jest niebezpieczna komuś takiemu jak ty
            chyba nie muszę?"

            Nie nie musisz.
            Ale ja chyba też nie muszę pytać czy wolisz rozwścieczonego narwańca z tyłu, czy
            dumnego i "zaspokojonego" z przodu?
            Pod kątem bezpieczeństwa oczywiście.
            Nie ambicji...

            Pozdrawiam,
            Mejson
            --
            Automobil
            Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
            • klemens1 Re: Efekty nauczania 03.06.07, 21:34
              > klemens1 napisał:
              >
              > "Skutek jest taki, że spieszący się pojmuje, że więcej traci jadąc mi na
              > zderzaku niż w większej odległości."
              >
              > Skąd wiesz, że pojmuje?
              >
              > "I to działa - do następnych już tak nie podjeżdża."
              >
              > Ponowię pytanie - skąd wiesz?


              Jeżeli piszę "do następnych już tak nie podjeżdża", to zastanów się przez
              chwilę, skąd mogę to wiedzieć.

              Odpowiedź niżej, na wszelki wypadek:

              .
              .
              .
              .
              .
              .
              .
              .


              Bo widzę, że nie podjeżdża.


              > Ale ja chyba też nie muszę pytać czy wolisz rozwścieczonego narwańca z tyłu,
              > czy dumnego i "zaspokojonego" z przodu?
              > Pod kątem bezpieczeństwa oczywiście.

              Wolę nienarwańca z przodu. A takim narwaniec się staje gdy pojmie że jego
              wieśniacki styl jazdy przynosi mu więcej szkody niż pożytku. Przetestowane
              wielokrotnie.
            • jureek Re: Efekty nauczania 04.06.07, 10:01
              mejson.e napisał:


              > Ale ja chyba też nie muszę pytać czy wolisz rozwścieczonego narwańca z tyłu, cz
              > y
              > dumnego i "zaspokojonego" z przodu?
              > Pod kątem bezpieczeństwa oczywiście.
              > Nie ambicji...

              Po przeżyciu sytuacji opisanej powyżej wolę już takiego narwańca z tyłu.
              Przynajmniej nie wyhamuje mi gwałtownie będąc przede mną.
              Jura
        • jureek Re: Efekty nauczania 04.06.07, 09:58
          mejson.e napisał:

          > Gość portalu: kaqkaba napisał(a):
          >
          > "Właśnie sobie uświadomiłem, że czasami sam wstępuje w rolę nauczyciela.
          > Jeżeli na drodze dwupasmowej wyprzedzam kolumnę aut lub TIR-a, i jakiś narwanie
          > c
          > dojeżdża mi do zderzaka, to rezygnuje z manewru. Zwalniam, i jak się da to
          > zjeżdżam na prawy pas. Nie hamuje, bo z ludzikiem na zderzaku to niezbyt
          > bezpieczne, tylko noga z gazu i prawy kierunek.
          > Narwaniec traci czas, który chciał zaoszczędzić poganiając mnie, a ja sobie
          > dokończę manewr w spokoju."
          >
          > I jaki osiągasz skutek w takim nauczaniu?
          > Narwaniec wie, że zbłądził i więcej nie będzie poganiał?
          > Będzie spokojniejszy, gdy straci czas za celowo zwalniającym?
          > Będzie bezpieczniej?
          >
          > Jeśli nie, to po co to wszystko?
          > Nie lepiej dokończyć manewr bez zwalniania?

          Ostatnio postąpiłem, tak jak radzisz, czyli dokończyłem manewr bez zwalniania i
          skończyło się to sytuacją bardzo niebezpieczną. Ten, który siedział mi na
          zderzaku wyprzedził mnie, a gdy znalazł się przede mną, gwałtownie zahamował. Ja
          też zahamowałem, żeby nie wjechać mu w kufer, a mi z kolei o mało nie wjechała w
          kufer ciężarówka, którą wyprzedziłem. Gdybym zrobił, tak robi to kaqkaba, to nie
          doszłoby do takiej sytuacji.
          Jura
    • sniperslaststand Re: Nauczyciele... 02.06.07, 12:00
      kaqkaba napisał:

      > Wczoraj. Centrum Dąbrowy Górniczej. Ruch prawie żaden. Jadę na rowerze.
      > NAgle ni z tego ni z owego
      [...]
      > Skąd się biorą tacy debile? Są na nich jakieś sposoby?

      Tak. Nigdy, NIGDY nie jedź rowerem po ulicy.

      Ja jeżdzę scieżkami rowerowymi, gdy są i chodnikiem, gdy nie ich ma, uważając na pieszych, nie strasząc ich, szanując fakt, iż jest to droga bardziej dla nich jak dla mnie. Lubię swoje życie bardziej niż jakiś idiotyczny przepis i na pewno nie wyjadę rowerkiem między samochody i ciężarówki.

      Kolizji z pieszym nie zaliczyłem jeszcze nigdy.
      • Gość: Y_Sam Re: Nauczyciele... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.06.07, 11:36
        Nie wiem, z jakiego kraju piszesz, ale w Polsce ścieżek rowerowych jest jeszcze mniej niż autostrad... :-(
        • klemens1 Re: Nauczyciele... 03.06.07, 21:35
          > Nie wiem, z jakiego kraju piszesz, ale w Polsce ścieżek rowerowych jest jeszcze
          > mniej niż autostrad... :-(

          Zapewne z tego powodu znalazła się wzmianka o jeździe chodnikiem.
      • Gość: kaqkaba Re: Nauczyciele... IP: 193.238.200.* 03.06.07, 22:07
        sniperslaststand napisał:

        > Tak. Nigdy, NIGDY nie jedź rowerem po ulicy.
        Zapominasz, że rower to nie tylko rekreacja, ale również sposób przemieszczania
        się.
        Nie jeżdzę rowerem po ruchliwych drigach krajowych (mimo iż mam do tego prawo).
        Nie utrudniam ruchu. (Nawet napisałem o drodze dwupasmowej w niedzielę przy
        braku ruchu).

        >
        > Ja jeżdzę scieżkami rowerowymi, gdy są i chodnikiem, gdy nie ich ma, uważając n
        > a pieszych, nie strasząc ich, szanując fakt, iż jest to droga bardziej dla nich
        > jak dla mnie. Lubię swoje życie bardziej niż jakiś idiotyczny przepis i na pew
        > no nie wyjadę rowerkiem między samochody i ciężarówki.
        >
        > Kolizji z pieszym nie zaliczyłem jeszcze nigdy.

        Zastanawiam się po co używasz roweru.
        Scieżek rowerowych u nas niewiele, po chodniku wśród pieszych to żadna
        przyjemność, po drogach nie jeździsz.


        PS. Zdaje się że niepotrzebnie opisałem całą sytuację z tym facetem (z panienką
        jechał więc może chciał się popisać) bo dyskusja zeszłą na boczne tory. Miało
        być o nauczycielach jazdy, niebezpiecznych flustratach, którzy pokazują innym
        jak się powinno jeźdzć (mimo iż sami nie potrafią)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka