tomek854
29.06.03, 21:12
W piatek wsiadalem do samochodyu zaparkowanego nieopodal wylotu z kladki na
NIskich Lakach we Wroclawiu.
Nagle z kladki (na slepo, bo przeciez nie widzi przez krzaki co sie na
jezdni
dzieje) w wielkim pedzie wypadl rowerzysta, pieknie wzial zakret, choc
troche
go wynioslo na lewa strone i... rozwalil sie na masce mojego
(zaparkowanego
wciaz, nawet nie uruchomilem silnika) samochodu.
Zniszczyl mi tablice rejestracyjjna...
Mial facet szczescie, bo jechal dsobie ze 30 km/h a ja stalem.
A gdybym ja sobie tamtedy jechal dajmy na to 40 km/h to co zostalo by,
gdyby
wypieprzyl w samochod z predkoscia wzgledna 70 km/h?
Ludzie, myslcie czasem...
I zeby to byl jakis gowniarz, ale to byl z wygladu inteligentny facet
po 30...
(btw: wporzo byl, z miejsca wyciagnal portfel i zaplacil za szkody...)
Na oprawde, jestem w szoku, jak mozna tak nie myslec.
Zawsze bylem po stronie rowerzystow, ale dzis sam juz nie wiem...
tomek854, czyli orys