edek40
20.03.08, 09:03
Oby w precel pogielo zapatrzonych w swoje swieconki kierowcow i pieszych.
Tylko wczoraj mialem jedna sytuacje potencjalnie niebezpieczna z pieszymi. Wyjezdzalem z malutkiej uliczki. Widocznosc jest tam istotnie ograniczona przez mur. Zanim nie wystawie dlugasniego dzioba, nic nie widze. Robie to wiec z predkoscia slimaka, bo chce zachowac czyste konto punktowe, bo zdaje sie ze za tracenie pieszego cos tam dopisuja. Wystawiam wiec tego dzioba i nagle widze pare. Jedno i drugie targa wozek z dzieckiem. Pani blizej mnie, pan dalej. Pani zapatrzona w neon delikatesow pcha wozek prosciutko na moj samochod, pan staje. Naturalnie, w trosce o lakier na zderzaku, ja rowniez stoje i czekam. Pani nagle mnie zauwaza i... Ona dalej widziala tylko delikatesy. Nie wiedziala, jak mnie ominac, choc z kursu musialo zboczyc o grubusc brudu na moim zderzaku. Na szczescie pomogl jej pan, z ktorym maszerowala. Wzial ja za reke, grzecznie pociagna, zanim zdarzylem wrzucic wsteczny.
Gdy juz wyjechalem, naturalnie stanalem w korku spieszacych na zakupy. Jezdnia w tym miejscu z trzech pasow plynnie i caly czas w korku przechodzi w jeden. Naturalne jest, ze trzeba wpuszczac tych z zanikajacych pasow. No to wpuszczam. I tak sobie patrze. W tym miejscu pasy zanikaja po kolei, wiec ci wpuszczeni za chwile powinni wpuscic tych, ktorym dopiero teraz zanika pas. I co. I g...no. Swieta ida, wiec wszyscy sie spiesza. A najbardziej ci, ktorych wpuscilem. Oni nie wpuszczaja. Z vana mam szersze horyzonty, wiec dokladnie widzialem, ze co najmniej piec aut, ktore wpuscilem, za chwile cielo sie na grubosc lakieru z tymi, ktorym zanikal pas. Jeden probowal sie nawet z autobusem.
Czy swieta sa takim czasem zadumy, ze aby sie zadumac nalezy komus zrobic krzywde, albo sobie samemu? Wyjasnijcie mi dlaczego poruszanie sie samochodem przed wszelkimi swietami staje sie tak nerwowe, pomimo rodzinnego charakteru swiat w Polsce.