Spedzilem troche czasu w okolicach Swiat ze starym znajomym, Peter(em) von K., ktory odwiedzil dawne gniazdko rodzinne na Kaszubach. Za kazdym razem Peter probuje zglebic jedna z zagadek, ktore stawia przed nim jez. polski (nie ma praktycznie zadnej polskiej "nitki" w rodowodzie i jako dzieciak w ogole nie mowil po polsku). Tym razem zajelismy sie niezwykle trudnym wyrazem "kurwa", w funkcji przerywnika w zdaniu lub partykuly emfatycznej. Cwiczylismy tek konteksty wyrazenia "ożeż kurwa"
Staralem sie mu tlumaczyc konteksty:
- wyrazu podziwu,
- wyrazu zlosci (wkurwienia),
- wyrazu zdumienia etc.etc.
Wychodzilo to jako tako, i wszystko byloby dobrze, gdybysmy w piatek nie wpadli do kawiarni modnego hoteliku w Gdansku. Niestety, moj kumpel nie wtajemniczyl mnie, ze zamierza swoja wiedza sprawdzic w praktyce. Zamowil po anglielsku trywialna Irish Coffee po czym zapytal dlugonoga i wcale nie szpetna kelnerke: Ty, kurwa, dawatsch schypko?
(mialo znaczyc: czy bedzie szybko podane). Na takie dictum kelnerce opadl nieco do tej pory wzorowo stojacy biust, o szczece juz nie mowiac. Jako ze Peter nie zwykl mowic specjalnie cicho, nastapilo tez male poruszenie przy sasiednich stolikach...

Wytlumaczylem Piotrusiowi, ze wyszlo zdziebko nie tak i poprosilem, zeby na dzis dal sobie spokoj. Musialo go to jednak troche dreczyc, postanowil wiec swoja gafe naprawic. Kiedy kelnerka przyniosla "plonace lody", uslyszala: Ty, kurwa, smakujesch dopsche!
Salwowalem sie ucieczka do toalety... Nastepne lody zjem z nim tylko, jesli przyrzadzi je Marysia (nie, nie mylic! -to kaszubska gosposia Piotrusia).
Tja, wypady w miasto z Piotrusiem, to nie je, kurwa, bajka...
gvg