kopperek
07.08.02, 21:27
Przedstawiona poniżej historia rozgrwya się na Wyspie
Konkretnych, tej samej, gdzie przed jakimś czasem
komisarz Nieomylny rozwiązywał zagadkę Okrutnej
Zbrodni. Tym, którzy mają ochotę zmierzyć się z
poniższym problemem, a nie rozwiązali poprzedniego
(czyli prawie wszystkim:)) polecam przeczytanie
pierwszego "rozdziału" tamtego tekstu - jego znajomość
będzie Wam niezbędna. Podobnie jak informacja, że w
policji na Wyspie pracują tylko i wyłącznie Praworządni
Obywatele:).
* * * *
Pewnego wieczoru nad Wyspą Konkretnych rozszalała się
straszliwa burza. Niemal całkowite ciemności spowiły
wyspę, a ryk oceanu i grzmot fal rozbijających się o
skalisty brzeg budziły trwogę u najodważniejszych.
Trzy noce i trzy dni trwały trwała nawałnica większa od
wszystkiego, co pamiętali mieszkańcy Wyspy. Czwartej
nocy sztorm wreszcie ustał, a rankiem mieszkańcy
ujrzeli powierzchnię morza gładką i spokojną.
* * * *
Skrzynia była ciężka, solidna i całkowicie pusta. Stała
na środku plaży i jedynie widoczne naokoło ślady
sugerowały, że nie stoi tu od zawsze.
Sierżant X robił wrażenie, jakby czuł się bardzo
niezręcznie.
- Ustalmy fakty - komisarz Nieomylny wdychał głęboko
wciąż niezwykłe powietrze na przemian z dymem
ulubionego cygara. - Przed godziną znalazł pan tę
skrzynię, stojącą nieco bliżej wody, ale zamkniętą.
Natychmiast poszedł pan o tym zawiadomić posterunek. Tak?
- Tak, panie komisarzu.
- W porządku. Przed naszym przybyciem skrzynia została
jednak otwarta i opróżniona, a według ustaleń naszych
śledczych dokonały tego dwie osoby, czy tak? - komisarz
zwrócił się w stronę trzeciego rozmówcy.
- Bez wątpienia dokładnie dwie.
- I wszystko wskazuje na to, że sprawcy muszą być wśród
tych czterech podejrzanych.
- Z pewnością tak, wszystko działo się niedawno. Sam
pan widział, co się porobiło na wydmach... Bez
wątpienia nikt nie mógł ujść wgłąb wyspy, a cypel
przesialiśmy przez sito.
- W porządku - komisarz wyglądał na zadowolonego. -
Cóż, proszę jakoś podsumować znane panu fakty i
przedłożyć mi wstępny raport. Kiedy mogę się go spodziewać?
* * * *
Komisarz Nieomylny siedział w swoim ulubionym fotelu i
powoli dochodził do wniosku, że sprawa powinna być
raczej rutynowa. Bardzo był ciekaw, jakim cudem
śledczym udało się dowiedzieć tego, co właśnie
przeczytał... Komisarz uśmiechnął się do siebie - cóż,
śledczy zawsze mieli swoje metody, którymi chwalili się
mniej chętnie, niż wnioskami. Tak czy inaczej jedno
było pewne - wśród czwórki zatrzymanych był dokładnie
jeden Przeciętny Człowiek, na pewno był też Podły Łotr
i Praworządny Obywatel. To bardzo dużo...
Rozległo się pukanie i do pokoju wszedł sierżant X z
czterema kartkami.
- Wszystko odbyło się zgodnie z procedurą - odparł na
pytający wzrok komisarza. - Oto zeznania.
Komisarz błyskawicznie przejrzał otrzymane papiery. Na
zadane pytanie "Czy brałeś udział w kradzieży"
podejrzany A odpowiedział "Tak", podejrzany B
twierdził, że nie brał. Komisarz uśmiechnął się lekko
widząc odpowiedź "nie wiem" na kartce podpisanej
nazwiskiem podejrzanego C. Ostatnia kartka była pusta.
- Cóż - mruknął komisarz po dłuższej chwili - wygląda
na to, że przy odrobinie szczęścia wystarczy zrobić
temu wysokiemu blondynowi egzamin z tabliczki mnożenia,
nie uważa pan, sierżancie? Dawaj pan go tu.
Blondyn był faktycznie wysoki i siedząc po drugiej
stronie biurka patrzył na komisarza obojętnie.
- No cóż, może zaczniemy od czegoś prostego - zaczął
komisarz.
- Niniejsze zdanie jest fałszywe - powiedział nagle
podejrzany i od razu miał okazję stwierdzić, że
komisarz potrafi wyglądać bardzo nieprzyjaźnie.
- Co pan powiedział?! - ryknął komisarz Nieomylny. -
Nie! Cisza! Sierżancie, co ten facet powiedział?!
X odpowiedział i komisarz wiedział już, że się nie
przesłyszał...
- Niech pan wyprowadzi podejrzanego - mruknął. - Nie
ma mnie dla nikogo.
* * * *
Kwadrans później drzwi gabinetu otworzyły się.
- Ten - wskazał komisarz jednego z siedzących. - Jestem
doprawdy ciekaw - szepnął do sierżanta, gdy ten
wprowadzał podejrzanego do gabinetu - czy tym razem
wystarczy mi jedno pytanie.
Nie wystarczyło.
* * * *
Chwilę potem komisarz wyszedł z gabinetu w towarzystwie
przesłuchiwanego.
- Cóż, panowie, wygląda na to, że jesteście wszyscy
wolni. Chociaż pana - zwrócił się do jednego z
zatrzymanych - poproszę jeszcze o zostanie z nami, mamy
pewne formalności do załatwienia.
- A tak nawiasem mówiąc, sierżancie, zastanawiam się
czy moja ksywa nie powinna odejść na emeryturę...
- Ee, panie komisarzu, koniec końców jednak rozwiązał
pan tę sprawę, prawda? A to, że miał pan trochę
szczęścia... cóż w tym złego?
- No tak - przyznał komisarz Nieomylny po chwili. -
Chyba ma pan rację.
* * * *
Dlaczego w końcu komisarz wypuścił wszystkich
podejrzanych? Ostrzegam: zagadkę uważam za trudną, ale
rozwiązywalną na gruncie logiki. Na pewno nie jest to
problem na pięć minut... Będzie mi niezmiernie
przyjemnie, jeżeli komuś uda się ją rozwiązać. Dziękuję
wszystkim, którzy przebrnęli przez całą treść i życzę
powodzenia tym, których ona nie zraziła...
Aha, nie zdziwcie się, jeśli na Wasze ewentualne
wątpliwości będę odpowiadał: "wszystko, co powinno być
powiedziane, zostało powiedziane"...
PS Przepraszam za porę umieszczenia tego problemu, ale
chciałem zdążyć jeszcze dziś:).