marblad
26.08.07, 21:34
No to pojechalem na podryw i wypilem, bo sytuacja tego wymagala w
mniemaniu idioty. Bo myslalem, ze seks to jest wazniejsza sprawa niz
alkoholizm. Napalilem sie. Uwierzylem w cos tam. Popilem z dziewczyna,
ktora moglaby byc moja corka, nazajutrz kac. Ona i ja. Ona jednak na noc
do meza, ja rano w hotelu. Drugi dzien - spotkanie (schadzka), ona
piwko, ja nic, woda mineralna, zero jedzenia (nie moglem za cholere). No
i potem pokoj hotelowy. Caly dzien walczylem z piwem, ale nie wypilem. W
trzeci dzien opuscilem hotel niespodziewanie i samochodem 250 kms. Nawet
dobrze sie jechalo, choc wiem, ze gdyby debil rowerzysta albo pieszy
wyszedl mi przed maske, bo to debile sa straszne, to moja wina, choc nie
moja w sensie obiektywnym.
W domu, u siebie na wsi, spotkanie z kolega, piwko w dawce umiarkowanej,
ale kace te same. Dzisiaj spanie, spanie, nawet jedzenie, i jednak 5
piw. Zaczelo nosic. Zatrucie. Teraz, piszac to mam dwa piwka w biurku
(ciekawostka: juz nie pisze w fotelu). Jutro chce skonczyc z tym p....
nalogiem.
Alhoholizm jest straszny. Teraz wiem, ze to choroba dziwna, ze nie da
sie sztuczkami wytrzymac, przetrzymac, oszukac kilka dni, to wciaz
wraca, i moze ja jestem w fazie, ze jutro przestane, ale to powroci jak
bumerang. Straszne jest myslenie alkoholika o tym co jutro. O co chodzi
z ta choroba - nie wiem. Wiem, ze rozne sztuczki sa dobre na kilka dni,
miesiece, ale nie skutkuja. Bylem pewy, ze na sex-wyprawie popije 2
doby, potem juz nic. Wszystko odbylo sie inaczej. Jakby scenariusz pisal
za mnie ktos inny. Zawsze wracamy do dna jakiegos.
Czyli nic nowego nie napisalem. Niektorzy sie zasmieja. Ale... przed
chwila rozmowa z synem kolegi - pija, cpaja, sex robia, i po nich to
splywa, wiekszosc z nich nie bedzie alkoholikami. Czemu - sie pytam?
Jutro? Jutro nic. To plan. Koniec z tym badziewiem. Zauwazylem, ze na
piciu wcale nie jestem zabawniejszy, atrakcyjniejszy, jak inni tez z
nami pija, to tez sa walnieci i wszystkim sie wydaje, ze jestemy cool,
ew. w morde dadza. A tak naprawde jakies rozmowy odchodza egzotyczne,
jakies bzdur gadanie, idiotyzmy, przechwalki, ja taki nie jestem, ale to
widze nawet podczas picia, i musze wiecej pic, zeby nie slyszec tych
bzdur.
Generalnie, stan o sto (OK 3) razy lepszy niz w grudniu 2006. Bo nie ma
tych namacalnych problemow, ale one sie same znajda. Czlowiek sie
wyspal, zjadl, popil, pogadal, ale to wszystko na nic. I tak pijany.
Jutro sie okaze jak jest naprawde.
To tyle na teraz.