on pojechał...

03.08.05, 14:32
mój chłopak 3 dni temu wyjechał do szkoły podoficerskiej.będzie tam rok.
minęła niemal chwila a ja cały czas się zastanawiam jak przeżyje ten straszny
czas. dni jakoś lecą, staram wymyślać sobie zajęcia, ale noce...katorga po
prostu. czuje że umieram od środka. czy zna ktoś sposób jak sobie radzić z
samotnością? z tęsknotą?
    • Gość: monika Re: on pojechał... IP: 80.51.241.* 03.08.05, 14:40
      witam, mój chłopak też wyjechał wprawdzie tylko na 4 miesiĄCE do USA. Na
      początku było ciężko, potem jakoś lepiej, potem znów mialam kryzys z tym
      związany. Moja rada - musisz sobie to jakoś przetłumaczyć, zorganizować sobie
      ten rok bez niego , znajdywać czas na nowe pasje, spotykać się ze znajomymi, nie
      myśleć o tym zbyt dużo.Rozpamiętywanie i narzekanie nie ma sensu. Czasami pomaga
      pożądnie się wyryczeć. Jeśli jesteś pewna, że to ten jedyny, że cie gdzieś tam
      nie robi w bambuko to rób wszystko, aby przetrwać z czystym sumieniem a jeśli to
      ktoś mniej ważny to może nie warto czekać...Zycze powodzenia a noce faktycznie
      są najgorsze, balsamem mogą się okazać częste rozmowy telefoniczne.
    • ona244 Re: on pojechał... 03.08.05, 14:41
      Wiem co czujesz... moj chlopak pojechal 3 miesiace temu..
      Pierwsze dni byly straszne, tak bardzo mnie bolało to, ze go nie ma, nie
      wiedzialam co ze soba zrobic, myslalam ze doslownie pęknie mi serce...
      Ale potem mozna sie przyzwyczaic, po paru dniach bedzie lepiej, az w koncu
      bedziesz umiala juz normalnie zyc, a wspomnienie o nim nie bedzie Cie smucilo
      ale zaczniesz sie usmiechac na mysl o nim i wspominac wszystko miłe chwile.
      Nie ma rady na to jak przestac sie smucic, albo tęsknic. Tęsknic bedziesz
      zawsze, ale za pare dni nie bedzie Cie to juz tak bolalo, po prostu
      przyzwyczaisz sie do nowej sytuacji.
      Kazdy sobie inaczej z tym radzi, ale ja mysle, ze najwazniejszy jest czas. Z
      biegiem czasu bedzie lepiej, i wiem co mowie, bo ja z początku tez myslalam ze
      bez niego nie przezyje. Nawet jakbys caly czas miala cos robic i starala sie
      nie myslec, to to raczej nie pomoze.
      Nie ma zadnej rady, po prostu poczekaj... tylko tyle Ci moge powiedziec..
      :(

      Ja czasem nadal sie smuce, ze nie ma mojego chlopaka ze mna, ale potem sobie
      uswiadamiam jakie wielkie mam szczęscie, ze mam mojego Misia i wtedy sie
      ciesze, ze on jest ze mną, mimo iz jest tak daleko..

      A bedziecie sie spotykac co jakis czas, czy caly rok bedziecie osobno?
      • fankaradzia Re: on pojechał... 03.08.05, 15:15
        ma przysięgę 2 sierpnia. i przyjedzie na 2 dni.naprawde mi na nim zalezy i stąd
        te problemy. a Twój chłopak gdzie jest?
        • ona244 Re: on pojechał... 03.08.05, 18:42
          moj chlopak jest w wojsku i wroci dopiero za 7 miesiecy.. tzn bedziemy sie
          widywac przez ten czas, ale to nie to samo jakby tu byl caly czas..
          nie ma go juz 3 miesiace, a ja nadal tesknie tak bardzo jak na początku, ale
          mniej boli...
          • Gość: plum1000 Re: on pojechał... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.05, 18:54
            Ona244 dobrze pisze.Na początku pierwszy tydzien,dwa tyg sa najgorsze.Dosłownie
            jakby serce miało z tęksnoty pęknąc.Potem po2-3 tyg wraca "normalność". jakiś
            tak spokój, przyzwyczajenie sie do nowej sytuacji.
            Mój chlopak wyjechal 2 mce temu dokladnie, na pol roku --do usa.Jadę do niego
            na samym początku września. I wiem że więcej nie pojedzie sam do ameryki.
            Ameryka ogłupia..nawet jego obytego chlopaka co widzial wiele w zyciu..Widze ze
            się zachłysnął, imponują mu koledzy.. byla raz czy dwa razy dysko..

    • kropla_beskidu Re: on pojechał... 03.08.05, 19:26
      Zacznij pisać.. Słowa, wiersze.. Pisz jakbyś pisała do Niego.. To pomaga..
      Pozwala zrouzmieć.. Głowa do góry..
Inne wątki na temat:
Pełna wersja